Go ogle
This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project
to make the world's books discoverable online.
It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the pubHc domain. A pubHc domain book is one that was never subject
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge thafs often difficult to discover.
Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the
publisher to a library and finally to you.
Usage guidelines
Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying.
We also ask that you:
+ Make non- commercial use of the files We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for
personal, non-commercial purposes.
+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the
use of public domain materials for these purposes and may be able to help.
+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it.
+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner
anywhere in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe.
About Google Book Search
Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers
discover the world' s books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web
at http : / /books . google . com/
Zbiór wiadomości
do antropologii krajowej
Polska akademia umiejętności kom. antrop
Google
Digitized by
I
Digitized by
Google
Digitized by
Google
Digitized by
Google
ZBIÓR WIADOMOŚCI
DO
KOMISYI ANTROPOLOGICZNEJ
AKADEMH UMIEJĘTNOŚCI
Tom V.
KRAKÓW,
W bRUKARNI UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO
pod Kantem Ignacego Stelcla.
1881.
Digitized by
Nakładem Akademii Umiejętności w Krakowio
Digitized by
Spis rzeczy.
I.
Dział archeologiczno - antropologiczny.
8tr.
1. G. Ossowski. Wiadomość o narzędziach kamiennych i koś-
ciach zwiórzęcych znajdowanych w grobach kamiennych
skrzynkowych w Prosach królewskich i W. Ks. Poznańskiem. 3
2. A. H. Kirkor. Sprawozdanie i wykaz zabytków złożonych
w Akademii Umiejętności z wycieczki archeologicznej w r.
1880 9
d. o. Ossowski. Drugie sprawozdanie z badań geologiczno-
antropologicznych w jaskiniach okolic Krakowa, dokona-
nych w r. 1880. ... 18
4. E. Ru Ilkowski. O paciorkach kamiennych znajdowanych
na prawóm dorzeczu Dniepru 46
5. A. Zalewski. Poszukiwania archeologiczne w Gostyńskióm 55
n.
Dział Antropologii
w ściślejszym znaczeniu.
1. Dr. J. Majer. Trwanie życia w Krakowie na zasadzie wy-
kazu zmarłych w latach 1859 — 1868 obliczone co do lu-
dności chrześcijańskiej [3]
m.
Małeryjały etnologiczne.
1. Dr. Wład. Dybowski. Przysłowia Białoruskie z powiatu
Nowogródzkiego (ii)
Digitized by
8tf
2. J. Moszyńska. Knpajło tudzież zabawy doroczne i inne
z dodatkiem niektórych obrzędów i pieśni weselnych Indn
ukraińskiego z okolic Białój Cerkwi (24)
3. B. Onstawicz. Podania, przesądy, gadki i nazwy Indowe
w dziedzinie przyrody (102)
4. Dr. Wład. Kosiński. Materyji^ do etnografii Oórali Bie-
fikidowych • (187)
Digitized by
Dział archeologicziio-antropologiczny.
Digitized by
Digitized by
Google
Wiadomość
O narzęlziacli taffiiennycli i Mmń zwićrzęcycli
W cdój literaturze archeologicznój Prus królewskich i W. Ks.
Poznańskiego, poczynając od Reuscha^ w początkach zeszłego XVIII
wieku (1724), aż do naszych czasów, nie mamy nigdzie najmniejszćj
wzmianki o tóm^ aby w grobach kamiennych skrzynkowych^ śród wy-
robów bronzowych i żelaznych, nader często i obficie w tych grobach
znajdowanych; spostrzeżono jakikolwiek przedmiot należący do kunsztu
kamiennego. W tómże samóm przekonaniu utrzymywsdy nas dotych-
czas nasze własne tych zabytków badania. Na podstawie tego, odno-
sząc pochodzenie grobów skrzynkowych do ostatnich czasów okresu
bronzowego, t. j. do jego przejścia w okres żelazny, w mniemaniu
naszym, mieliśmy słuszny powód przyjąć za niejaki pewnik, że w cza-
sach tego rodzaju zabytków, wyroby narzędzi kamiennych mogły już
wyjść zupełnie z użycia.
Niektóre jednak ostatniómi czasy zdobyte fakta, o których tu
właśnie zamierzamy podać wiadomość, zmieniają nieco ten pogląd na
zabytki o których mowa.
W zbiorze prywatnym p. Scharloka w Grudziądzu, niedawno
mieliśmy sposobność oglądać dwa narzędzia krzemienne^ o któ-
rych, według notat odnoszących się do tego zbioru i według wiado-
znajdowanych
W grobach kamiennych skrzynkowych
w Prusach królewskich i W. Es. Pcznańskiśm
podid
G. Ossowski.
(Przy tćm drzeworyty fig. 1—4).
Digitized by
4
mości ndzielonój nam przez samego jego właściciela, z niemałym za-
dziwieniem dowiedzieliśmy się, że przedmioty te znalezione zostały
pomiędzy urnami w piasku napełniającym grób kamienny skrzyn-
kowy, przypadkowo odkryty wMszanie, w powiecie brodnickim,
w Prusach królewskich.
Narzędzia te, sąto nierównój wielkości i średnich rozmiarów
płaskawe kliny lub dłutka, wyrabiane z krzemienia wstęgo-
wanego, nader starannie wygładzone. Jedno z nich (fig. 1) 164
mm. długości, ma 36 mm. szćrokości w główce (w końcu grub-
szym) i rozszerza się ku ostrzu do 74 mm. 6ruboś6 jego główki
wynosi 4 mm., a największe zgrubienie, które jest nieopodal od ostrza,
dochodzi do 6 mm. Klin drugi (fig. 2), takiegoż samego ksztafttf,
lecz nieco mniejszy, ma długości 104 mm., szćrokości w główce 14
mm.^ a w końcu ostrym rozszóraa się do 40 mm. Grubość jego pra-
wfe a połowę jest mniejsza od piórwszego. Na oszlifowanej powfćra-
chni obu tych klinów pozostały jeszcze muszlowate dołkf pozostałe
od popnseduiego , grubego tych wyrobów otłakiwanra z kloeków.
Znalezienie dwóch tych narzędzi w grobie skrzynkowym mta-
nowiło nas jako rzecz niespodziana. Z otyawy możliw^ pomyłki
Digitized by
5
w oznaeztttiB zabytku, w którym te narzędzia znaleziono i dla spraw-
dzenia takta^ zwiedziliśmy umyślnie miejscowość^ w któr^ odkrycie
to przypadkowo się zdarzyło. Wiadomości zebrase na mie^scii) i to
w krótkim czasie po zdarzonćm odkryciu, potwierdziły bez żadnej wąt-
pliwością śe narzędzia te zostały znalezione w grobie kamietmym
skrżynkowyniw
Ostatniemi znowu czasy, p. St. Baranowski, akładą^ na
moje ręce w darze dla Zbiorów Akademii Umiejętności piękny okaz
siekieromłota kamiennego (drzeworyt fig. 3), dostarczył mi zara-
zem i wiadomości o pochodzeniu tego kamiennego wyrobu ze znale-
ziska przypadkowego, którego sam był świadkiem naocznym.
Siekieromłot, o którym mowa^^ wyrobiony z mocno zwar-
tego, niemal zbitego utworu skalnego koloru szaro zielonego, w ciemne
plamy o złożeniu porfirytycznfm pięknie ogładzony , pochodzi
Dobrze opolerowana powierzchnia tego wyrobu, ogkdzona pry.ytćm
przez użycie, utrudnia ścisłe oznaczenie gatunku skały, z którśj
narzędzie to jest wyrobione. Przeważna ilość podobnych temu narzę-
dzi, szczególnie lużtiie znajdowanych, przedstawia z tychże samych po-
wodów wieUue trudności w dokładnćia oznaczeniu utworów skalnych^
z kt4rych one wyrobione zoatały. Częstokroć ^ bez odłupania części
wyrobu, w celu otrzymania świeźćj powićrzcbni złauu, albo blnszki
Fig. 3. - %
6
z Rożnowa w powiecie Obornickim (w W. Ks. Poznańskiem) i po-
społu z drugim, zupełnie mu podobnym, znaleziony był także pomiędzy
popielnicami w piasku napełniającym grób przypadkowo odkryty w r.
1856—56.
Według szczegółowego opowiedzenia p. St. Baranowskiego
przedstawiamy grób ten w następującym rysunku (drzeworyt fig. 4),
z którego widzimy:
Fig. Ł - Yso.
Ł Koóci zwićrzęce. — a. a. Narzędzia kamienne neolityczne. 1 — 7. Popielnice.
^ Grób rożnowski zbudowany jest z pięciu płyt kamiennych
niegładzonych, ustawionych pionowo w ziemi, które tworzą jego ściany
w kształcie wydłużonój skrzynki kamiennój, a która, w skutek złamania
na zewnątrz jednój ze swych ścian przedstawia się w kształcie wy-
dłużonego pięciościanu. Szósta płyta przykrywała grób z wiórzchu.
Zewnątrz, ściany tój skrzynki były starannie i dość szczelnie ol)łożone
głazami narzutowymi. Wewnątrz zaś skrzynki znaleziono siedm popiel-
dla badań mikroskopow^^cb , a co nierzadko mogłoby się stać powo-
dem zepsucia archeologicznego charakteru przedmiotu, nic pod tym
względem dokładnego orzekać nie można.
Digitized by
7
nic rozmaitój wielkości (numera 1 — 7) zasypanych piaskiem, wszystkie
koloru czarnego. Wielkość tych popielnic jest rozmaita. Jedna tylko
była odznaczającój się wielkością (nr. 4), trzy wielkości średni^, a trzy zu-
pełnie malutkie, z jednćm uchem. Wszystkie popielnice napełnione
były palonemi kośćmi ludzkiemi; w niektórych z nich (nr. 1 i 4), po-
między kośćmi, znajdowały się bronzowe łańcuszki, szpila i ułamek
takićjże bransolety Przy prawój ścianie grobu, pomiędzy nią a po-
pielnicami oznaczonemi na figurze numerami 2, 4 i 5, a także w tyl-
nym końcu grobu, pomiędzy lewą jego ścianą a popielnicami 1 i 3,
leżały luźnie w piasku oba siekieromłoty, o których mowa (a i a).
Przy tćm wszystkićm , w tyle tego grobu , gdzie się ściana jego wyła-
muje na zewnątrz, w kącie utworzonym przez ten złam, znajdowały
się kości zwićrzęce: konia i psa (k).
Z opisu tego widać, że grób rożnowski, tak pod względem
budowy, jak i pod względem przedmiotów, które zawiórał, i ich upo-
rządkowania, a także i co do ozdób znalezionych w popielnicach (dro-
bnych łańcuszków i szpil bronzowych), łączy w sobie wszystko to, co
cechuje zwykle ciałopalne groby kamienne skrzynkowe.
Od najzwyczajniejszego jednak typu tego rodzaju zabytków różni się
on nieco podrzędnemi wprawdzie zboczeniami. W ustawieniu najprzód
płyt stanowiących ściany grobu nie zachowano tu właściwych grobom
skrzynkowym kształtów regularnego czworoboku. Złamanie tylnego
przyczółka na zewnątrz, pod kątem występującym, nadaje temu gro-
bowi kształt podobny do wydłużonego pięciościanu. Drobne jednak tego
rodzaju zboczenia w budowie ścian zdarzają się nie rzadko w grobach
skrzynkowych. Następnie, pod względem przedmiotów w samym gro-
bie znalezionych, spostrzegamy tu niezwykłe w ogólności i zastana-
wiające nas szczegóły:
I"" Znajdowanie się kości zwierzęcych i
2"" Znalezienie narzędzi kamiennych w piasku napełniają-
cym wnętrze.
Kości zwierzęce w grobie skrzynkowym są tu faktem jedynym
i zupełnie wyjątkowym; narzędzia zaś kamienne, po odkrytych w Msza-
nie klinach krzemiennych, spotykamy w grobie skrzynkowym tu do-
pićro po raz drugi.
Co do kości zwiórzęcych, a szczególnie kości końskich, to
przyczyny nader częstego znajdowania się takowych szczątków w nie-
których innych rodzajach zabytków ciałopalnych, jak n. p. w wielu
kurhanach, tłómaczą się samćmi obrzędami pogrzebowymi. W gro-
bach skrzynkowych jednak, ponieważ kości te po raz pićrwszy do-
piero zostały spostrzeżone, stanowczo tedy orzec o nich nie można,
czy się one tu znalazły w skutek przyszczepienia do właściwych gro-
bom skrzynkowym obrzędów pogrzebowych, zwyczaju składania do
grobu szczątków zwićrząt domowych, czyli tćż poczytać należałoby
^) Przedmioty te znajdują się u p. Mierzyńskiego w Rożnowie.
8
Je raoB^ aa cjswitko esyito pr^^padkoine i nie nuj^ea iwifska t eh*"
rakterystyką arebeologicsiMi tego rodzaju zabytków. Toż saM prawie
sądzimy i o wyroba^ kamieaiiyeb, ktdre, chodai jut po raz dmgi
w grobach skrzyakowych epostrzeżone zosti^y, a przytśm w oku prey-
padkaefa, znalazły aię w jednych i tych samych warmikaob, nie przed-
0taiM4ają jednakże żadaydi tego rodzaja szczegółów na którycdiby oprieć
można było jakiekolwiek wnioski pewne. Wyczerpującą aaMm odpo-
wiedź w Ąjm przedmiocie pozostawić mnrimy przyszłotei i liezmejs^n
pod tym względem spostrzeżeniom. Na teraz, aie dochodząc przyczyny
tego &ktn; ograniczamy się do zanotowania samego znajdowania eię
tyoh pi«edmio4ów w grobach skrzynkowych. Bzezególną wagę 4U
archeologii mą{ą tu narzędzia kamienne odkryte w obnwyżój wy-
mienionych miejscowodciach. Pomijiyąc bowiem zagadkowe prayczyny
znajdowania aię ich w grobach skrzynkowych , w każdym razie , nie
podlega wątpliwoóci to, że narzędzia te dosti^ się do obn grobów
podczas ich budowy i urządzenia wewnątrz. OkoHczaość zaż ta ówiad-
czy, że nawet w tak późnym, końcowym jnż okresie rezwofn broBa«;
przechodzącym w okres żelaza, do którego chronologieznie oftioeaą
stę groby kamienne simcynkowe, dawniejsse od aicfa wyi^Ay ka-
mienne nie wyszły jeszcze zapełnię z nżycia.
Digitized by
Googl
Zbiór Wiad. do Antrop. krąjow^j. T. Y.
Tab.
Digitized by
Digitized by
Digitized by
Google
I
Sprawozdanie i wykaz zabytków
złoźonyct w Akadendi Umiejętności z wycieczki
archeologicznój w r. 1880
A. E. Sirkora.
(Czytano Ha posiedzenia akad. Komisji archeologicznej d. 6 gradnia 188Ó r.).
Przed dwoma laty, p. Roman Rydel, obywatel żiemski powiatu
Mieteckiego, a dzierżawca Nizin, majętności księżnćj de Ligne, nade-
słał do Przewodniczącego naszój Komisyi, prof. Lepko wskiego skorupy,
znalezione na niwie w Nizinach. Skorupy te polecono mi do referatu.
Osądziłem, że muszą pochodzić z cmentarzyska pogańskiego. Komisyja
przeto delegowała mnie do zbadania tegoż cmentarzyska. 12 Sierpnia
1880 r. przybyłem do Nizin i niezwłocznie przystąpiłem do badań
wspólnie z p. Bomanem Rydlem.
Niziny odległe od Mielca o 18 kilometrów, od Baranowa 11, od
Tarnobrzegu 36. Położone nad Wisłą, a o 2 i pół kil. od ujścia Wi-
słoki do Wisły. Wisła odgranicza od gubernii Radomskiój królestwa
Polskiego. Pas leżący po nad Wisłoką i dalój po nad Wisłą zaludniony
Miusurami. ^aina ta należy do obszaru płaszczyzny od Raby po lewy
brzeg Sanu^ zwanój Mazurską, gdy inny pas, na prawo, śród rozległych
bardzo dawniój , a i dziś jeszcze dość znacznych puszcz, zaludnia na-
ród leśny Lisowiaków albo Borowców, których Tatomir w swo-
jćj geografii niesłusznie nazywa także Gręboyiakami, ponieważ to
ostatnie miano wyłącznie stosuje się tylko do mieszkańców bardzo
zfiaeenćj osady Grębów, w tym pasie położonćj.
Do Nizin należy w pobliżu dworu niwa zwana Czarna Rola^
zAWietającii obszam morgów 13. Niedarmo nazwanó ją czarną. Czarna
AwAśf rodzaj próchnicy, wyróżnia ją od wszystkich sąsiednich niw,
gdtfe ziemia jest żółtawi, jak zwykle namulisko wiślane. Najbliższe osady
o4 Otafflśj Roli, na północ, za Wisłą, na lewym brzegu Niekurza
Sprawosd. mtrop. Tom Y. Dsiał I. 2
Digitized by
10
i Tursko; na południe, na prawym brzegu Wigly, wieś Krzemienicą;
na wschód Rożniaty i na zachód Wola Zdakowska.
Na tój niwie są niewielkie, zaledwo odznaczające się wyniosłości,
na przestrzeni mniój więcój trzech morgów. Czy cała niwa była cmen-
tarzyskiem, z pewnością powiedzieć trudno; ale na tych trzech mor-
gach p. Rydel znajdował mnóstwo skorup glinianych, oraz krzemyków
ze śladami obrobienia, najczęściój pokruszonych. Przystąpiliśmy więc
do zbadania tój głównie miejscowości- Kopiąc doły na kilkometrowćj
przestrzeni wzdłuż i wszerz do 50 cm., a miejscami do 80, głębokości,
wszędzie natrafialiśmy na wielką ilość skorup pokruszonych, kości
drobnych, niekiedy na kości przepalone większych rozmiarów, w końcu
na krzemyki. Wszystkie tego rodzaju zabytki leżały w wierzchniój
warstwie, głębićj zaś nigdzie na nic się nie natrafiało, a na ^50 cm.,
miejscami nawet mnićj, był już calec twardy, niepodobny do kopania.
Zaledwo w kilku miejscach z wielkim wysiłkiem można było dokopać
się do 70 — 80 cm., bez żadnego jednak rezultatu.
Skorupy znalezione odznaczają się ornamentyką, właściwą cmen-
tarzyskom nadwiślańskim. W ich liczbie są okazy najpierwotniejsze,
grubo ziarniste, zgoła niewypalane; lecz są inne, świadczące o wydo-
skonaleniu, jak się zdaje na kole toczone i dobrze wypalone.
Badania na Czarnój Roli chociaż nie dały nam ani jednego całego
nieuszkodzonego okazu, przekonały wszakże dowodnie, że na tóm miejscu
było cmentarzysko pogańskie prastare, zapewne wiele wieków istniejące;
że na nićm nie było grobów piętrowych, może właśnie dla tego, że było
tak rozległe. Lecz gdy groby były prawie pod samą powierzchnią, a
rola tak żyżna, orano więc ciągle, wieki całe i zorano wszystko, co
zawićr^a ze skarbnicy przedhistorycznej ; ocalały skorupy od urn, kości,
krzemykL
Dla czego nazwana Czarną Rolą, — lub dla czego rola w tóm
tylko miejscu jest czarna, wytłómaczyć nie umiem. Sądziłbym jednak , że
na Czarnój Roli cmentarzysko było wspólne ze zgliszczem, t. j. że na
tćm miejscu jednocześnie palono ciała i grzebano, jak to się daje spo-
strzegać na Podolu i w wielu miejscach na Litwie i Rusi litewskiój,
gdy przeciwnie inne cmentarzyska nadwiślańskie zawićrają same tylko
groby ciałopalne, t. j. urny z niedopalonemi kośćmi, a śladu zgliszcz,
popiołu, węgli, niedopalonego zwęglonego drzewa, znacznój ilości kości
zwierzęcych wcale nie ma.
Gorliwy miłośnik zabytków, p. R. Rydel odszukał w przyległej
okolicy inne jeszcze, bogate i wspaniałe cmentarzysko pogańskie.
W kierunku północno-wschodnim o cztćry i pół kilometry od ujścia
Wisłoki do Wisły wznoszą się niewielkie wzgórza, raczój zaspy piasz-
czyste, a lud nizin i rozległój płaszczyzny ucieszony tćm, nazwiU je
GórkL Należą one do przyległćj do Nizin wsi Krzemienicy. Skoro
Krzemienicą, a więc musii^ tu być krzemień, dziś jednak niema go
11
ani śladu. Górki mają na północ Wisłę, na połndnie Tarnówek i Ja-
ślany, na wscliód Kębłów, na zachód Niziny; od Baranowa, jako znacz-
niejszej osady , w kierunku północno-wschodnim 8 kilometrów. Od-
ległość od cmentarzyska na Czarnej Roli w powietrznój linii wynosi
1400 metrów. Wzgórza tworzą półkole. Sam środek, który także za-
wierał wzgórza, skopany przez włościan, przyczóm wiele urn zostało
potłuczonych.
Badaliśmy przeważnie miejscowość nietkniętą przez włościan i wy-
noszącą od północo-wschodu na południc - zachód 149 metrów, szero-
kości 70 metrów. Na tój przestrzeni, kopiąc systematycznie platformy,
zniżając je stopniowo do stu cm., zbadaliśmy 28 grobów. Ponieważ
wzgórza są faliste, niejednostajnćj wysokości, przeto wymiary robiliśmy
wszędzie od właściwćj gruntowćj powićrzchni, nieuległćj żadnym
zmianom.
Ogólna charakterystyka cmentarzyska jest następującą. Urny idą
we dwa rzędy, jedna nad drugą, — azatćm cmentarzysko piętrowe.
Odległość jednego grobu od drugiego niejednostajna, tak, że jedne pra-
wie obok siebie, inne odległe na metr i więcćj. Pierwszy rząd czyli
piętro zaczyna się na głębokości 35 — 45 cen. Tu prawie wszystkie
urny zniszczone. Najczęścićj korzenie traw grubych wyrastające w środku
rozsadzają urnę. Wydobyliśmy niemało skorup, w nadziei, że może
z nich dadzą się odbudować urny, ale trudno. Wszystkie urny zawić-
rały kości przepalone. Hość ich zupełnie stwierdzała moje dawne przy-
puszczenia, że wielkość i rozmiary urny zależały od wielkości niedopa-
lonych kości. Tak i tu, w dużćj urnie dużo kości, w małćj przeciwnie,
bardzo mało. Kości z urn, które się wydobyć nie dały, zebraliśmy sta-
rannie. W niższym rzędzie, czyli piętrze, poczynając od 52 cm. głę-
bokości i dalćj do 1 metra, natrafialiśmy na urny lepićj zachowane,
z tego tćż piętra udało się wydobyć kilka mnićj więcćj całych.
Przy wszystkich urnach, oprócz kości, znajdowaliśmy krzemyki,
z widocznćmi śladami obrobienia, małe, pokruszone. Co do epok, jeśli
weźmiemy za podstawę wyrób i materyjał, z którego zdziałane urny,
możnaby wnioskować, że cmentarzysko to długie wieki istniało i zo-
stawiło nam ślady ceramicznego kunsztu od dalekićj starożytności do
późniejszych epok, od wyrobów gruboziarnistych, z gliny z piaskiem
mieszanćj, roboty ręcznćj, do dobrze wypalonych, z gliny starannie
teyrobionćj, zawsze jednak, jak się zdaje, nie na kole toczonych. Pod
względem kształtów i ornamentyki okazy, które tu widzimy, oraz za-
łączone przerysy, najlepićj rzecz wyjaśnią. Wysokość urn od 16
do 52 c. Prawie wszystkie wysmukłe, niektóre mają brzuchy wydatne,
dna zwężone. Niepodobna nie zwrócić uwagi, że najpierwotniejsze gru-
boziarniste urny, nie są pozbawione jednak pięknego kształtu. Przystawek
mało. W 28 grobach znalazło się zaledwo 7 : 2 małe, zgrabne z rącz-
kami czerpaczki, dwie większych rozmiarów miseczki z rączkami, jedna
bez rączki, gamczek i szczególnego rodzaju pokrywa od urny, o któ-
rćj powiemy niżćj. Ale do przystawek zaliczyć wypada duże misy,
które zarazem służyły za pokrywę urny, tworzącą nad nią wystający da-
«ek dokdą. Więkm aeęM im miaU t6gQ rodiija iH^bywyi liti
j9d9ą tylko Hdało się luun ocmSŚj hme pod naciakiam nieiiii irfiTjittrki
faji^ ignieoione.
We wnętrza urn lepićj wyrobionych snaUdo eią kilka tooniOT
wydi pnedmiotdw: branBoleta^ SEpila, gnsicsek i kolesykL
Jeden tylko gamczek sUA obok urny; caerpacaki aaś i miąeedd
były przystawiane do nm wnętrzną stroną.
Mołnaby domyślać się, że byiy groby fiunilijne. Tak, gdy urny
zwykle jedna od dnigićj stały na pewnćj odległości , znaleźliśmy trzy
omy ze wspomnianym gamczkiem jedna przy drogiój; a nawet opie-
rające się o siebie.
Przypatrzmy się bliżćj niektórym nmom.
Gmboziamista nma z grobu 27, niewypalona, nąjlichszćj rob^tjy,
a jednak dość ksztidtna. Wysokość jćj 30 cm., obwód środkowy 70,
faednica otwora 19, obwód w samym dole 37, średnica dna 10 c
Od dna prawie do połowy urny widzimy wklęsłe pasy ; w górn^ oaęM
pięć nie^rabnych guzów nieregolamie rzuconych; nad nićmi idą fiila-
W9io dokoła dołki palcem wygniatane, bardzo nieregularne; u samegp
wrębu dziurki małe na wylot, gęsto jedna przy drugićj , w odstępaeb
calowych. Kości dużo.
Zupełnie tegoż samego rodzaju, z takiegoż materyji^ i z ró-
wnem usiłowaniem ozdobienia mamy tu jeszcze 3 naczynia, 2 urny
i gamczek. Urna z grobu 24. U wrębu tak samo dziurki na wylot
idą dokoła, dalćj pięć ukośnych linij składających się z 7 wtta-
czań, niezgrabnie palcem robionych. Urna ta ma wysokości 20 cm.
Obwód środkowy 39, średnica otworu 12, dna 9. Kości niewiele.
Przy tćj umie stał gamczek, zastanawiający piękną formą, wy-
smukły, kształtny bardzo, chociaż pod względem wyrobu i materyjału
nie różni się od poprzednich. Przystawka ta ma jakby kształt walca
zwężającego się ku dołowi, a u góry z lekkićm pochyleniem. U góry
widać pod wrębem gęste paznogzciem robione wytłoczenia. Na wy-
pukłości pomieszczono sześć guzów. W przystawce tćj kości zgoła nie
było. Wysokość garaczka 19 cm., obwód środkowy 35, średnica otworu
10 c, dna zaś tylko 65 mm.
Przejdźmy teraz do wyrobów staranniejszych, cedngących znaezny
już postęp w sztuce ceramicznćj. Oto mamy najwyższą z um, z grobli
20; wysokość jćj 31 cm., obwód brzucha 91, średnica 31 otwmi
i tylko 13 dna. Zdziałana z gliny dobrze wyrobionćj i na brunatno
wypalonćj. Kształt urny dobrze nam znany, ale wykwintny; sktoda
się,z dwóch części, które porównaćby można do dużćj misy, wazonem
przewrócon3rm nakrytćj. A mimo to zdaje się nie ulegać wątpliwości,
że nie na kole toczona, że robota ręczna, chociaż bardzo udatna. Pnsy
tćj umie stała czerpaczka z rączką, wnętrzem do ścianki urny obró*
eona i o nią oparta. We środku była bransoleta bronzowa, inąjącą
średnicy 7 cm., i dwa niewielkie kolczyki bronzowe« Kości bardzo dużOf
Tegoż samego kształtu, tak samo bmnatną, z gliny dobrze wy-
robionćj, mamy tu umę z grobu 19, ale mniejszą; wysokość jćj bo*
i9
ffim ?2 ęm. Na 18 cm. od góry idzie dokoła wklfi^ło^^ rod^ rowka
iir%zkiegO| tn brzi^h wydatny ^ poczóm następiye 3padoięcie w dół do
dna, tak, że gdy średnica otworu wynosi 19 cm., średnica dna 9a<
ledwo 11, Obwód u samój góry 66, obwód brzucha 88. Tak samo
i o ściankę tój urny stała oparta ipała miseczka bez rączki, któr^
średnica 7 cm. Wewnątrz była szpila bronzowa z jednóm zagięciem^
bardzo przypominająca (tak samo jak i bransoleta) kwaczalskie bronzy^
Wspomnieliśmy już, że większa część urn Krzemienickioh miaia
pokrywy, w kształcie mis dużych, które przy wydobyciu na drobne
kawałki rozsypywały się. Ocalała jednak pokrywa wyżój opisanej urny
z grobu 19, a jakkolwiek była bardzo uszkodzona, dała się jednak
odbudować w zupełności i posłużyć może za wzór tego rodząju po-
kryw. Pokrywa zwykle rozpadła na wiele części, po odkopaniu
i j^j statannćm na miejscu w ziemi oczyszczeniu, oryginalny
przedstawia widok. Wygląda jak grzyb (litewski borowik), tworząc
rodzaj daszka okalającego urnę. Wklęsłe w ziemię i we wnętrze nmy,
pokruszone części trzymają się, lecz przy wydobyciu rozsypują się na
drobne kawałki. Pokrywy tego rodzaju malują nam praktyczność ludu
nadwiślańskiego, który ich używał. Pokrywa bowiem w ksztidcie misy
była zarazem i naczyniem do użytku nieboszczyka, chociaż w samćj
misie ani jadła, ani napoju być nie mogło.
Misa, czyli pokrywa urny z grobu 19, ma wysokości 8'/, cm. Mie-
rząc spadzistość jćj, od samego wierzchu poczynającą się do dna,
otrzymujemy 13 cm. Średnica otworu 27 cm, dna 9, obwód u samego
wierzchu 86 cm. Robota, chociaż ręczna jak i samćj urny, ale udatna,
glina dobrze wyrobiona i wypalona na brunatno.
Takiegoż samego kształtu i wyrobu mamy maluczką urnę z grobu
18 z brzuszkiem zaznaczonym wystającym rąbkiem nieco zaklęsłym.
Wysokość jćj wynosi 15, średnica l2, obwód 42, średnica dna 7. Kości
w nićj bardzo mało.
Innego kształtu, nie tak starannie wyrobiona, ale z gliny mocno
wypalonćj urna z grobu 7. Wysokość jćj 26, średnica otworu 21,
dna 9, obwód 72 cm. Ozdobiona 4 guzami. Górna część, oddzielona
niewielkićm zaklęśnięciem , tworzącćm rowek, zwęża się, ma bowiem
obwodu po nad guzami 66; następuje największa wydatność, stopniowo
zmniejszająca się i foremnie spadająca do dna wązkiego.
Mamy tu jeszcze ciekawą pokrywę od urny z grobu 8. Urna
zupełnie zniszczona, pokrywa zaś ocalała. Kształt jćj oryginalny : zwy-
kła miska średnich rozmiarów kończy się szeroką szyjką z otworem
wewnątrz; szyjka ta służyć mogła po zĄjęciu pokrywy do ustawienia,
a wówczas przedstawiała zwykłą misę. Robota ręczna, ale z gliny do-
brze wyrobionćj i mocno wypalonćj. Wysokość tćj misy-pokrywy, wraz
z szyją 10 cm., obwód misy 46, obwód podstawy czyli szyi 21, wy-
sokość szyi 36 mm. W umie, pod pokrywą leżrf kolczyk bronzowy.
Od urny z grobu 3, która na drobne kawałki rozsypała się,
ocalała przystawka, maluczka i zgrabna czerpaczka z rączką. Śre-
dnica otworu wynosi zaledwo 66 mm.
Digitized by
14
W urnie £ grobu 23^ którój wydostać nie było spoBobUi znalaił
się guziczek bronzowy maluczki z pętelką. Tak samo w umie B grobu
26 malnczki kolczyk bronzowy*).
Tyle tylko z Nizin i Krzemienicy. Ale najcenniejszą Ąla nas
zdobyczą, sam p. Roman Rydel; gorliwy miłodnik zabytków, iwiatły,
zamiłowany w poszukiwaniach^ może być i mam nadzieję, będzie wielce
użytecznym. Okolice NiziU; po nad Wisłą, na Tarnobrzeg, lub Orębów,
wyżćj aż pod Sandomierz zawićrają znaczną bardzo ilość zabytków,
znanych archeologom, ale niezbadanych. A niemało znajdzie się nowych.
Jak odkrycie, tak zbadanie i zachowanie od zagłady możliwćip jest
tylko przy czujności; opiece, pracy i ofiarności światłego miejsoowego
obywatela, a takiego właśnie znajdziemy w osobie p. Romana Jtydla.
Nad Rabą, o milę od Bochni i o milę od Uścia Solnego | leży
wieś Mikluszowice. Jest tu ogród wieśniaka Bfarcina Fuksa, gawić-
rający 21 metr długości i 19 metrów szerokości. W dalszym ciągu,
od wschodu, niwa zwana Pastemik, oraz niwy kilku innych właśoicielL
Cała, ta przestrzeń, dość znaczna, ma grant falowaty; ze strony pół-
nocno-wschodniój ma niewysokie nasypowe otoczenie, w kszt^cie wału.
Z południa jezioro małe^ podług podania ludowego obmurowane. Na
wschód o tysiąc kroków rzeka Raba.
Oddawna już, na całćj tćj przestrzeni, przypadkowo znajdowano
złote monety, sprzedawane żydom po guldenie, szpile i inne przed-
mioty bronzowe, oraz srebrne wyroby, z których włościanie porobili
dla swych żon pierścienie. Natrafiano nieraz i na całe szkielety. Skorup
i kości mnóstwo wszędzie. Skorupy te, jak świadczą okazy, które tu
składam, pochodzą od prastarych gruboziarnistych urn cmentarnych.
W jesieni r. b. Marcin Fuks o 15 kroków od domu mieszkalnego
kopał dół na kartofle; na głębokości mnićj więcćj półtora • metrowćj
natrafił na urnę olbrzymią, którą starannie wydobył nieuszkodzoną.
Urna miała pokrywę, lecz ta zgruchotana w najdrobniejsze kawałki.
Wewnątrz było bardzo wiele kości, które Fuks wyrzucił wraz z ziemią
*) Z niew^n^^enionych tu grobów, urny albo się rozsypi^ na drobne
skompu, albo tćż zabrane w skorupach, z których może jeszcze się
da co odbudować. Niektóre urny, chociaż zupełnie zgruchotane, trzy-
mały się w ziemi dość mocno i dały się wymierzyć. Największa z ta-
kich hyksL w grobie 21, misiksi bowiem obwodu brzucha wypuUego
1 metr, a obwód szyi Wnosił 72 cm.; jednak, chociaż przysadzista,
wysokości mii^a tylko 23. Uroa ta, jak również z grobów 11, 13, 14,
21, 25 mitAy poKrywj - misy, jaką widzimy tu na umie z grobu 19.
Urna z groba 26, niewielka, baniasta^ ozdobiona była ornamentyką
z kresek poprzecznych a^ożoną. Urna z grobu 4 byht na oko najwię-
kszą ze wszystkich, ale tak zrujnowana że nawet wymierzyć jej me
było sposobu. Mniej więcej jednak wysokość jćj dochodziła 50 cm.
16
W ni^ znajdującą się. Następnie zdołano odszukać trochę tylko kodci,
które tu składam.
Urna ta ^ którą widzimy przed sobą, najwyższa jest ze wszystkich^
jakie są w Ej-akowie. Wyższą jest o 23 cm. od Dzikówskiój , którą
tu przed laty złożyłem; wyższą i od pięknój wysokiój urny, jaka się
znajduje w gabinecie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wysokość urny
Mikluszowickiój Wynosi 68 cm.; obwód brzucha 139 cm. ; obwód szyi
88 cm.; obwód na samym spodzie 72 c. ; średnica otworu 29 cm.;
średnica dna 21 cm.
Zadziwiającą jest rzeczą, a jednak zdaje się nieulegającą wątpli-
wości, że olbrzymia ta urna prześlicznie jest ręką ludzką wyrobiona z za-
chowaniem proporcyi i rozmiarów od samego dna, aż po sam górny
otwór. Wszakże, z prawój strony, po bliższćm wpatrzeniu się, zauwa-
żać można niejaką przysadzistość brzucha^ co właśnie posłużyć może
za jeden z dowodów, że nie była na kole toczona.
Jak zachowanie od zagłady, tak i złożenie tćj ze wszech miar
ciekawćj, a pożądanój dla naszych zbiorów urny, zawdzięczamy zabie-
gliwości i szczególnćj staranności p. Włodzimierza Proskumickiego,
starszego nauczyciela szkoły wydzis^owćj w Bochni.
Okolice Bochni, Uścia Solnego, Wyżyć, Woli Drwińskićj i innych
miejscowości po nad Rabą, bogate są w zabytki. Wspomnę tu o dwóch
wspaniałych grodziskach. Pierwsze, nie daleko Bochni, w Łapczy-
cach. Są tu dwa kościoły, jeden nowy we wsi, drugi, zwany starym,
na znacznćj wyniosłości, za wsią. Niedaleko od tego ostatniego znaj-
duje się grodzisko, do dziś dnia tak przez lud nazywane. Od wschodu
na zachód zajmuje ono przestrzeni 60 metrów, od południa na północ
56 metrów. Dokoła grodzisko otacza wał z cztórema po rogach baszta-
mi, z których dwie jeszcze dość widoczne. Wał ma wysokości blizko
5 metrów; za nim głęboka fosa, za nią drugi wał, daleko wyższy od
poprzedniego. Od północy, za drugim wałem płynęła prawie u stóp
Raba, dziś już zmieniła koryto i płynie w pewnćj odległości. Na pół-
noc więc od grodziska Raba, dalćj kolćj żelazna, wieś Ciekowice
i dalój puszcza Niepołomicka. Na południe Łapczyce, na wschód Bochnia,
na zachód Chełm z grodziskiem wyniosłóm. Dawne koryto Raby bardzo
widoczne. Dawniój Raba otaczała grodzisko z północy i wschodu.
Na wschód od Bochni położone większych rozmiarów grodzisko,
na znacznćj wyniosłości, zaraz za kościołem w starożytnćj osadzie
Chełm (Chołm, góra, wyniosłość). Grodzisko to zajmuje kilka mor-
gów. Z północnćj strony, jak również ze wschodu i w części z zachodu,
Raba robi znaczne zagięcie i otacza grodzisko. Jest to wyborny punkt
strategiczny* Na północ za Rabą Targowisko; na południe Siedlec
i gościniec do Odowa prowadzący, na wschód Moszczynica i dalćj
Bochnia, na zachód Książnice. Wyraźnego wału dziś nie ma ; wszakże
1«
otam gtodziAko szeroka płasEOByena^ jakby taras wstępny. Na obtt
tych grodziskach znajdują dożo skomp, koóci, krzemyków. W tym
roku musiałem tylko zadowolnió się szczegółowto obejrzeniem tych
labytkóW; przy współudziale p. Proskumickiego, odkładając na lepsze
czasy dokładne ich zbadanie.
Wójt wsi zwatiój Węgrzce doniósł p. Prezesowi Akademii o znalezio-
nym przypadkowo szkielecie, garnkach i narzędziach kamiennych; w ogro-
dzie włościanina Stanisława Łazika. Z polecenia p. Prezesa udałem
się na miejsce dla zbadania tego zabytku. Osada Łazika leiy za
Węgrzcami; w blizkodci komory celnój w Michałowicach. Dnia 12
Października Łazik koptik dół na kartofle. Natrafił na kości ludzkie^
garnki i broń kamienną, zaniechał więc roboty, zostawił wszystko na
miejscu i za pośrednictwem wójta, a następnie i osobiście oznajmić
p* Prezesowi o zrobionóm odkryciu.
Gdy przybyłem na miejsce d. 15 Października; znalazłem dół
wykopany a w nim przedmioty w wielkim nieładzie. Na głębokości
139 cm. leżi^ kości w nieporządku^ czaszka rozbita, niektórych części
brakuje, kości połamane itd. Podług opowiadania Łazika, zadziwił go
najpiórw duży kamień w głębi ziemi, po wydobyciu którego, znalazł
młot kamienny z otworem i siekierkę krzemienną. Niżój pod tern stały
trzy garnki, a w końcu leżał szkielet ludzki. W czasie jego nieobecności
ciekawi sąsiedzi i^mnie zbićrali się oglądać odkrycie, stłukli dwa
garnki, rozbili czaszkę, zabrali na pamiątkę szczękę dolną. Po oczysz-
czeniu i troskliwóm przejrzeniu dołu, wydobyłem z niego to wszystko,
00 się w nim jeszcze zostawało, a mianowicie kości i zgruchotaną
czaszkę^ oraz mnóstwo skorup od pobitych naczyń. Ocalały garnek,
oraz broń, przeniesione były do mieszlcania, zkąd je zabrałem. SiekierO"
młot kamienny bardzo pięknój i starannój roboty^ mający długości
10 cm. ; siekierka krzemienna, długości 7 cm. dobrze gładzona, z ostrzem
Znacznie nadpsutóm 40 mm. szerokości. Najciekawszym zabytkiem
z tego grobu jest garnek ocalały, chociaż u góry znacznie uszkodzony.
Ma on kształt wazonika, jakich do dziś dnia używają, bogato ozdo*
biony ornamentyką. Od samego wrębu biegnie do koła pięć linij z kre-
sek ukośnych najregnlamiój ułożonych, a sądzićby można, że robio-
nych kółkiem zębatćm ruchomóm na swćj osi obracającćm się. Od
tych 5 linij idą skośne linije partyjami, pomiędzy któremi w odstę-
pach po 4 skośne krótkie nacięcia; dalćj znów trzy podobne jak
u wrębu linije, pod któremi idą odrębne partyje linijek skośne w prze-
ciwnym od powyższych kierunku, a pod niemi ozdoby do koła bieżące
W kszti^ie litery C odwróconćj, po większćj części w środku poprze-
rywane. U samego spodu biegnie dokoła ozdoba w kształcie kąta ostrego
W blizkioli od siebie odstępach*
17
Oprócz tego garnka było jeszcze dwa nacz3mia. Ocalała szyjka
jednego z nich z doklejonemi częściami^ daje nam pojęcie o wielkości,
ozdobach omamentacyjnych tego niezwykłego co do kształtu, baniastego
naczynia. Reszta skorup tak potłuczona, że niepodobna było nic wię-
cćj odbudować. Skorupy jednak świadczą, że od dołu, bodaj aż do
środka szły gęste kreski, drobno nasiekane. Trzecie znów naczynie,
w drobniutkich skorupkach, także odbudować się nie dało; sądzićby
można, że miało kształt takiegoż wazonika, jaki tu widzimy.
Tabl. X. 1. JJma z Mikluszowic. — II i III. Urny z Węgrzec. —
IV. Urna z grobu 18 w Krzemienicy. — V i VI. Bronzowe ozdoby z grobów
2() i 26 w Krzemienicy. — Vn, VIII, IX, XI. Przystawki do urn z Krzemie-
nicy. — Xn. Szpila z urny Nr. 19 w Krzemienicy. — Xin. Siekiero - młot
kamienny z grobu w Węgrzcach. — XIV. Siekierka krzemienna z tegoż grobu.
Tabl. II. Wykopaliska z cmentarzyska w Krzemienicy: I. Urna z grobu
27. — n. Bransoleta bronzowa z grobu 20. — III. Urna z grobu 20. —
IV. Urna z pokrywy -misę z grobu 19. — V. Urna z grobu 24. — VI. Po-
krywa od urny z grobu 8.- VII. Garnczek z grobu 17.
Objaśnienie tablic.
Sprawoicd. «ntrop. Tom V. Dsiał L
3
Drugie sprawozdanie
z badań
geologiczno-antropológicznycłi
Tegoroczne badania jaskiń, jako ciąg dalszy badań rozpoczętych
w roku przeszłym z polecenia Eomisyi autropologicznój ; skierowane
były ku pasmu wzgórz przywiślańskich, które opisaliśmy w naszóm
sprawozdaniu przeszłorocznćm ') i nazwaliśmy pasmem Kościusz-
kowskićm.
Zewnętrzna fizyjognomia całego pasma tego, objętego korytami
Wisły i Rudawy przedstawia wyniosłość o powiórzchni przeważnie
mocno falistćj. Najwyższy punkt jój wzniesienia się dosięga pod P ła-
żą 406 metrów nad poziomem morza. Ztąd, w kierunku wschodnim
obniża się ona u kopca Kościuszki do 333 m., a ku południowi, w Ka-
mieniu, do 324 m. i w Alwernii do 317 metrów. Dolina Wisły, ma-
jąca w zachodniój swój części 225 m. wysokości nad poziomem morza,
obniża się na wschodzie , pod £j*akowem, do 200 m. ; dolina zaś Ru-
dawy, w gómćj swój części, w okolicach Krzeszowic, wzniesioną jest
do 230 metrów. Kilka przytoczonych tu ważniejszych punktów wysokości
wskazuje nam, że kierunek głównych wzniesień całój tój przestrzeni
idzie od południowego wschodu ku północnemu zachodowi, a nąjwiększe
') Ob. Zbiór Wiad. do Antrop. kraj. T; IV. str. 36.
W jaskiniach okolic Krakowa,
dokonanych w r. 1880
przez
Qt. Ossowskiego.
(Z tebl. in-vi).
19
wzniesienie się tego pasma nad poziomem dwóeh głównych otaczają-
cych go dolin dochodzi do 150 metrów wysokości względnój.
Całą przestrzeń tój przywiślańskiój wyniosłości przecina w poprzek
kilkanaście większych i głębszych, oraz wielka ilość mniejszych wą-
wozów, mających główny kierunek ku północy, albo ku południowi,
t. j. ku dolinom Rudawy i Wisły. Boki tych wąwozów bywają w nie-
których miejscowościach i często na dość znacznych przestrzeniach na-
jeżone nagiemi masami skał i urwiskami o nader fantastycznych zary-
sach ; w innych zaś okolicach mają one stoki łagodne , Inb nawet bardzo
słabo pochyłe. Rozmaitość ta zawisła tu od rodzaju warstw podkłado-
wych wiórzchniego gruntu, które, na całćj przestrzeni tćj, nie wszędzie
są jednakie. Stanowią je tu skały głównie trzech rozmai^ch utworów,
mianowicie: rozmaite osady formacyi tryasowój, skały wybuchowe i po-
kłady wapieni biało-jurajskich. Każdy z tych głównych utworów zajmuje
właściwy sobie pewny obszar^ na którym przeważa nad innćmi, i przez
to nadaje temu obszarowi odrębną fizyjognomiję zewnętrzną. I tak,
poczynając od zachodnich granic okręgu krakowskiego^ na wschód , aż
do poblizkich okolic Alwernii, przeważnie rozwinęły się w tój części utwo-
ry tryasowe, złożone z muszlowca i wapieni dolomitowych, a miejscami
i z wapieni krynoidowych. Skały tego rodzaju, będąc wskutek właści-
wych im procesów geologicznych pogięte falisto, nietworzą nigdzie
stromych obnażeń, ani urwisk skalnych. Dla tego tćż i sama po-
wićrzchnia całego tego obszaru, którćj one służą za podstawę, ma
wyraz także łagodnie falisty. W niektórych znaczniejszych zagłębie-
niach tegoż obszaru tryasówego, chociaż osiadły miejscami i wapienie
jurajskie, są one jednak tak słabo rozwinięte, że nietworzą nigdzie znacz-
niejszych wzgórz, ani tćż obnażeń. Dalój ztąd na wschód, na linii
miasteczka Alwernii, występują skały wybuchowe (porfir, porfiryt
i gabro oliwinowy), obnażenia których przecinają całą przestrzeń przy-
wiślańskiój wyniosłości przez sam jój środek w kierunku północo-
wschodnim. Pokazują się one w Alwernii, i w okolicach wsi Poręby,
Sanki, Frywałdu, Rybnćj, Zalasa i Tenczynka, a ztąd aż w Miękini,
w paśmie już Krzeszowickióm. Pozostała zatćm część, stanowiąca całą
wschodnią połowę pasma przywiślańskiego, zajęta jest wyłącznie osa-
dami wapieni biało-jurajskich. W tćj to ostatniój dopiero części wy-
stępują owe, charakterystyczne temu rodzajowi skał, stromo padające
urwiska i strzępiasto najeżone obnażenia, które, w miejscach dostę-
pnych dla badań gruntownych, uwydatniają na powićrzchni swych mas
skalnych ślady mocnego zaburzenia w położeniu warstw.
Poszukiwania dokonane na całćj przestrzeni tego przywiślań-
skiego pasma wzgórz przekonały, że tu, podobnie jak w paśmie krze-
szowickióm wszelkie wydrążenia w skałach, mające cechy jaskiń,
istnieją tylko w pokładach skał wapienia biało- jurajski eg o. Ztąd
O Ob. Sprawozdanie z badań jaskiń w r. 1879 (Zbiór Wiad. do
Antrop. krajowój, lY, str. 35).
20
tćż i ogólny charakter jaskiń znajdujących się w tóm paśmie jest pod
każdym względem zupełnie podobny do jaskiń pasma krzeszowickiego^
jako wynikły z jednakich przyczyn geologicznych. Jedjma tedy prze-
strzeń nadająca się do badania jaskid^ jest tylko wschodnia połowa
cidego tego pasma, mianowicie obszar leżący pomiędzy kopcem Ko-
ściuszki, a miasteczkiem Al we rniją. Przestrzeń tę przedstawia za-
łączona tu mapa (ob. Tabl. JB). Dalćj zaś na zachód od Alwernii, gdzie
pokazują się już utwory wybuchowe, oraz dalój na całćj powierzchni
opisanego obszaru tryasowego aż do samój zachodnićj granicy okr^
krakowskiego, jaskiń wcale już nie ma
Na wskazanym jurasowym obszarze pasma kościuszkowskiego, ja-
skinie występują w skalnych ścianach wąwozów na rozmaitych wysoko-
ściach od poziomu dolin, i przeważnie w tych miejscach, gdzie układ warstw
jurasowych został najmocniej zaburzony. W takich warunkach, już w roku
zeszłym napotkałem na tej przestrzeni jaskiń kilka, z których, szcze-
gólnie godną uwagi pod względem antropologicznym, okazała się jas-
kinia Na-Gołąbcu, w Piekarach. Tegoroczne zaś poszukiwania wy-
kryły ich tu znaczną ilość, z których badane były następne, na mapie
naszćj oznaczone jaskinie:
1. Jaskinia Nad Galoskąi . , • u
2. „ W-Okr%żku 7 °*
3. „ Przegińska, na gruntach wsi Przegini-Duchownćj.
4. „ Na-Łopiankach, na gruntach wsi Mnikowa.
6. „ Przy-Wsi I x i. • t> u
6-7. dwie jaskinie Na- Wrzosach f ^y^""^'
8 — 9. „ „ Porębskie, na gruntach wsi Poręby.
Z dziewięciu wymienionych tu jaskiń, nie wszystkie w jednakim
stopniu okazały się obfitemi w wykopaliska i nie wszystkie mają pod
względem antropologicznym jednakowe znaczenie. Jedna jaskinia na
gruntach wsi Rybny (Na-Wrzosach) nie zawierała w sobie ża-
dnych śladów pobytu w niej człowieka; w obu zaś jaskiniach porębskich
(w lesie) i w jaskini trzeciój rybniańskićj .(Prz y- Wsi), ślady te
bardzo słabo się zaznaczały nader nieznaczną ilością znalezionych tu
i ówdzie drobnych skorup od naczyń glinianych grubych , kilku okazów
odłupków krzemiennych i odrobiną kości zwierząt domowych, mających
na sobie ślady łupania. Pomijając tu przeto opis badań dokonanych
w tych jaskiniach, ograniczę się do pozostałych pięciu jaskiń, które,
dla znacznej ilości znalezionych w ich namuliskach wykopalisk, wzbu-
dzają w wysokim stopniu zajęcie naukowe. Takiemi są jaskinie: 1) Nad-
Galoską, 2) W-Okrążku, 3) Przegińska, 4) Na-Wrzosach
(jedna) i szczególnie 5) Na-Łopiankach (w Mnikowie).
') Niewielka próżnia skalna na parę metrów szeroka i nie wiele więcój
długa, znajduj^a się w pokładach dolomitowych formacyi tryasow^j,
Digitized by
Google
21
1. Jaskinia Nad-Galoską (na gruntach wsi Piekar).
W odległości blizko 1000 kroków od jaskini badanój i opisanój
w roku zeszłym, odkrytój na gruntacli tójże wsi Piekar, zwanćj Na-
Gołąbcu, i niżej od niój z biegiem Wisły, nieopodal od brzegu tój
rzóki, występuje wyniosłe obnażenie skalne wapienia biało-jurajskiego,
w którćm, na wysokości 15 do 20 m. nad poziomem rzeki, znajduje
się jaskinia zwana Nad-6aloską. Taras skalny, wiodący do tój
jaskini należy do miejscowój włościanki Gal oski, a otwór jaskini
czernieje nad samym dachem jćj chałupy. Ztąd powstała nazwa ludowa
tój jaskini. Leży ona w pośrodku między znaną już nam jaskinią N a-
Gołąbcu, a jaskinią traecią tójże wsi, którą niżój zaraz opiszemy,
zwaną W-Okrążku. Od pierwszój, leżącój ztąd na zachód i w górę
rzeki, oddziela ją uroczysko zwane Babie-Doły, a od ostatniój,
szereg obnażeń skalnych, zwanych Okrąż ek.
Wstąpiwszy na pierwszy taras skalnego obnażenia, na wysokości
8 — 10 metrów od dna wąwozu, którym wiosenne i jesienne wody
z przyległych pól uchodzą do Wisły, stajemy przed łukowatym otworem
mającym 6,60 m. szerokości i służącym za wejście do jaskini. Ol>ok
tego głównego otworu, z prawój jego strony, od północy, jest drugie
wejście wązkie, w kształcie szyi, czyli korytarza na kilka metrów dłu-
giego. Oba te wejścia prowadzą do jednój obszemój komory, mającój
10 metrów szerokości i 8 m. zagłębienia w skałę. Komora ta stanowi
główną część jaskini, od którój oddziela się zwężona odnoga, ciągnąca
się na pięć metrów dalój w kierunku północno-wschodnim. Od strony
zaś tyln^, czyli od wschodu i przy południowym boku jaskini, od
strony Wisły, są jeszcze dwie wklęsłości nie wielkie, tworzące niby
komórki.
Na samym wstępie do komory głównej i w pośrodku jój otworu,
część skały nierozmytój wodą, wznosi się w kształcie słupa podpiera-
jącego wiszące sklepienie jaskini i dzielącego sam otwór na dwie po-
łowy. Po obu stronach tego słupa dno jaskini jest znacznie więcój za-
głębione, widocznie wskutek silniejszego tu prądu wód, które wylewa-
jąc się z głębi jaskini, rozdzielone tymże słupem na dwie odnogi, od-
chodziły na zewnątrz dwoma korytami. Oba wyżłobienia te, dalój od
tego miejsca w głąb jaskini, łączą się z sobą i przy tylnój odnodze
stopniowo się zgładzają.
Całe wnętrze jaskini Nad-Galoską zapełnione było namuli-
skiem tak, że tylko u góry', pod samóm jój sklepieniem, pozostawała
w Lipowcu, którą badał p. A. Kirkor i opisuł w artykule: Bada-
nia archeologizzne w okolicach Babic i Kwaczały (ob.
Rozpr. i Sprawozd. z posiedź, wydziału hist. filozof., t. I. 1874., str.
25) , jaskinią wcale nie Jest, o czem objaśniłem już na posiedzeniu
komis, antropologicznój 5 Listop. 1880 (Sprawozd. z posiedzeń kom.
antropologicznój , w 10 tomie Rozpraw i Sprawozdań wydz, ma-
matemat. przyrodn., str. V - VI).
Digitized by
22
niewielka próżnia, w którą zaledwo pełzając można się było wcisnąć.
Grubość tego namuliska wynosiła 1 metra^ licząc od dna jaskini, a
warstwy je składające były zupełnie podobne do tycłi, jakie napełniały
opisaną w roku zeszłym jaskinię Na-Gołąbcu *). Stanowiły je, za-
czynając z wierzciiu:
a) napływy czarnoziemno gliniaste, około 40 cm. gru-
bości i
h) warstwa osadów gliniastycłi z domieszką ziemi roślinnćj,
z obfitćm i mocno zleżałćm gruzowiskiem i z dość znacznój
wielkości zatopionemi w nićj bryłami głazów wapiennych.
W porządku schematycznego układu warstw namuliskowych w na-
szych jaskiniach krakowskich, wyjaśnionego w przeszłorocznćm spra-
wozdaniu naszćm *), warstwy tój jaskini odpowiadają: pierwsza, war-
stwie c ogniwa 2go (nowszego), a druga^ ogniwu Imu (dawniejszemu).
W warstwie pierwszćj znajdowały się w znacznój ilości szczątki
fauny aluwialnój leśnćj, z których odróżniłem i oznaczyłem gatunki
następne :
1. Jeleń (Cewus elaphus)^ indywiduum 2
I. Szczęka dolna prawa ; część kości miednicowćj,
strony prawćj.
n. Kość ramieniowa prawa, część dolna; śród-
stopia 2; kość skokowa prawa; kości piętowych 2.
2. Borsuk (Meles taocm), indywiduum 3
I. Czaszka ; szczęka dolna prawa ; łopatka prawa ;
obie kości ramieniowe; obie goleniowe; kość łokcio-
wa prawa; kość sprychowa lewa; kość miednico-
wa lewa. ^
II. Obie kości ramieniowe, obie łokciowe, golenio-
we i sprychowe.
III. Obie kości łokciowe i sprychowe; kość gole-
niowa prawa.
Oprócz tych kości było jeszcze 1 2 żeber całych, nale-
żących do tychże wyszczególnionych tu indywiduów.
3. Kuna (Musłella martes), indywiduum 2
L Czaszka z ułamkami obu szczęk dolnych.
II. Ułamek szczęki dolnćj lewćj.
4. Tchórz (Mustella putoris) indywiduum ....... 1
5. Chomik (Cricełm frumenłarius ; -^T^w^er), indywiduum . . 1
Kość ramieniowa lewa.
6. Zbik (Fdis catus) indywiduum 2
I. Czaszka ze szczękami dolnemi.
U. Obie szczęki dolne i idamek gómćj.
O Ob. toż samo wyżćj przytoczone Sprawozdanie nasze, 1. c, str. 51.
«) Tamże 0. c), str. 54.
Digitized by
23
7. Lis (Cania wlpea)^ indywiduum ........... 4
I. Czaszka ze szczękami dolnemi; obie łopatki;
obie kości ramieniowe, obie sprychowe, łokciowe,
udowe i goleniowe ; kości miednicowe i jedna kostka
kręgowa.
II. Szczęka dolna lewa; ułamek szczęki gómój
lewój; łopatka lewa; kość ramieniowa prawa; obie
kości łokciowe; obie udowe i goleniowe; ułamek
kości miednicowój.
Ul. Szczęka dolna lewa; część szczęki gómój,
strona lewa; kość ramieniowa prawa; obie kości
łokciowe; kość udowa lewa i obie kości goleniowe,
ly. Szczęka dolna lewa; kość ramieniowa prawa;
obie kości łokciowe; kość udowa lewa i obie kości
goleniowe.
Oprócz tycb kości było kilkanaście żeberek nale-
żących do tychże opisanych tu indywiduów.
8. Pies (Canis domesłicus), rasa mała, indywiduum .... 2
Ułamki szczęki; kości udowych, ramieniowych i go-
leniowych; i kości kręgowe, oraz ogonowe.
9. Świnia (Sus 8cropha)y indywiduum młode 1
Szczęka dolna lewa.
10. Zając (Lepus timidus), indywiduum 2
I. Obie kości goleniowe i kość udowa prawa.
II. Czaszka niezupełna; obie kości udowe i kość
miednicowa strony prawćj. Nakoniec,
11. Kości ptasie (kura, kaczka) bardzo zniszczone, wskutek
czego dokładne oznaczenie gatunków jest utrudnione.
Skład tćj fauny wskazuje, że się ona bardzo mało różni od składu
fauny dzisiejszćj tych strón. Z gatunków w niój odróżnionych, jeden
tylko jeleń obecnie tu się nieznajduje. Wszystkie te kości, z wyjątkiem
ptasich, były jeszcze dobrze zachowane i miały pozór dość świeży.
Ślady łupania znać było tylko na kościach jelenia.
W warstwie drugićj, grubćj przeszło na 1 metr, spoczywały
szczątki fauny dyluwialnćj, śród których znajdowały się dość
obficie wyroby ręki ludzkićj. Śladów jednakże spalenisk wcale tu niebyło.
Śród znacznćj ilości znalezionych w tćj ostatnićj warstwie szcząt-
ków zwierzęcych w stanie pokruszonym i przez działanie wód bardzo
wygładzonych, prawie stoczkowych, mogłem rozpoznać części należące
do następnych gatunków:
1. Mamut (Elephas primigenius, Blum.), indywid. młode . . 1
Blaszki luźne zębów trzonowych pokruszonych;
kość goleniowa prawa, część środkowa ; kości ramie-
niowćj część dolna; kości stopowćj ułamek.
2» Nosorożec (Bhlnoceros) gat.?, prawdopodobnie wło-
chaty (tichorhinics)^ indywiduum , , i
Digitized by
24
Kość udowa prawa, część dolna ; kości goleniowćj
csęść środkowa; kość łódko wata 1 ; nłamek żebra 1.
3. Koń (Eqvu8 fosńlis), indywidnam 2
L Dorosłe. ELawał szczęki gómćj lewćj^ z trzema
zębami trzonowćmi ; siekacz Inźny 1 ; kość palcowa
nogi tylnćj 1 ; obie kości skokowe,
n. Stare. Ząb trzonowy lożny 1.
4. Łoś (OfWiLS alces), indywidoom 1
Obie kości sprychowe, części górna i dolna; śród-
stopie lewe, część górna.
5. Jeleń kanadyjski (Cerius eanadensis), indywidnam ... 1
Ułamek rogu prawego, część dolna ; ułamek szczęki
dolnćj, część przednia; kość goleniowa lewa, część
górna; kość spry chowa prawa, cześć dolna; żeber 2.
Na jednćm z żeber tego gatanka jelenia są głę-
bokie ślady usilnego rznięcia kości.
6. Jeleń pospolity (Cervu8 daphtis), indywiduum 2
1. Dorosłe. Łopatka lewa ; oba śródstopia prawe,
części górne.
II. Młode. Szczęka dolna lewa i zębów trzono-
wych luźnych 2.
7. Borsuk (Mdes taxm), indywiduum 1
Kość udowa prawa, niezupełna 1.
8. Kuna (Mustela martes)', indywiduum 1
Obie szczęki dolne.
9. Lis (Canis mlpes), indywiduum 2
L Dorocie. Szczęka dolna lewa.
U. Stare. Szczęka dolna prawa.
10. Pi ^8 gat. n. ; rasy olbrzymićj (Canis sp. n.), indywiduum 1
Kawał szczęki prawćj dolnój z pięciu zębami
trzonowćmi indywiduum młodego.
Szczęka ta indywiduum dorosłego należy do ta-
kiego samego olbrzymiego gatunku psa, którego
szczęka znalezioną została podczas badań przeszło-
rocznych w namulisku jaskini Na-Oołąbcu'), a
która należała do indywiduum bardzo młodego.
11. Szczątek szczęki dolnćj rybićj (szczupak?)
Z wyrobów ręki ludzkiej warstwa ta zawierza: narzędzi krze-
miennych z nader wyrażnćmi śladami ich użycia 102; odłupków krze-
miennych 207; klocków taklchże 11; buł krzemiennych, jak mniemać
można przygotowanych do wyrabiania narzędzi 2 *) ; niedorobione na-
rzędzie kamienne ze skały miejscowćj 1 ; narzędzi kościanych 2 ; kość
Ob. Sprawozd. moje z badań przeszłoroczn^ch ^1. c) str. 55.
Skała wapienia jurajskiego, w którćj znajduje się opisana jaskinia buł
krzemiennych w sobie nie zawiera; znajdują się one w innem obnaże-
niu skalnćm, odległem od jaskini tćj o jeden niespełna kilometr.
Digitized by
35
ze śladami nacinania t i skompy od 4 rozmaitych wyrobów glinianych
grubych : naczyń i krążków.
Pomiędzy narzędziami krzemiennymi znajduje się kilkanaście oka-
zów takich, którym, dla. łatwiejszego ujęcia ich w ręku, nadawano przez
otłukiwanie pewne umyślne i dość zgrabne kształty (sercowate, za-
krzywione, albo inne, nieprawidłowe).
2. Jaskinia W-Okrążkn (na gruntach wsi Piekar).
O jakie 1000 metrów od dopiero opisanój jaskini Nad-Galoską
i niżój z biegiem Wisły, wznosi się nad brzegiem tój rzeki szereg obnażeń
skalnych, tworzących tu krąg, niby amfiteatralny, od którego samo
miejsce to nosi u ludu nazwę Okrążka. Ztąd jaskinia tu się znajdu-
jąca przezwaną została W-Okrążku.
W liczbie jaskiń okręgu krakowskiego nieodznaczających się
wcale wielkością swych rozmiarów, jaskinia W-Okrążku jest jedną
z mniejszych, Ma ona bowiem zaledwo 6 metrów długości i 4 m. najwię-
Łszćj szerokości. Otwór jój obrócony na południe ukazuje się na wy-
sokości 10 — 12 m. nad stromćm urwiskiem. Dochodzi się do niego
bocznemi ścieżkami po nader pochyłój spadzistości. Namulisko tćj ja-
skini złożone było z trzech warstw następujących, zaczynając od wierzchu:
a) napływy czarnoziemno gliniaste, grubości 0,20 m.,
o) humus z gruzowiskiem wapiennym, grubości 0,80 m., i
c) gruzowisko mocno zleżałe, spojone lepiszczem gliniastym
0,50 m. grube, w któróm na środku jaskini znajdował się jeden
znacznój wielkości głaz oderwany od sklepienia.
Z trzech tych warstw, pierwsze dwie (a i b) odpowiadają w zu-
pełności dwom warstwom wiórzchnim ogniwa nowszego naszych
osadów jaskiniowych, t. j. warstwom b i c ogniwa Igo *), a ostatnia
odpowiada osadom całego ogniwa drugiego, czyli dawniejszego.
W średnićj z tych warstw (b) , t. j. w humusie napełnionym gruzo-
wiskiem znajdowały się ślady spalenisk, w około których leżały
łupane kości zwierząt domowych, a pomiędzy niemi wyroby
ręki ludzkiej. Z warstwy t^j wydobyto narzędzi krzemiennych
zgrabnych 21, odłupków krzemiennych 6, razem okazów krzemiennych
27; narzędzi kościanych 4 i skorup od 25 co najmnićj rozmaitych napzyń
i krążków glinianych gładkich, lub zdobionych gustownie.
3. Jaskinia Frzegińska (na gruntach wsi Przegini - Duchownej).
Z północnój strony Przegini-Duchownój, pomiędzy tą wsią,
a na północ od nićj leżącą stacyą pocztową tójże nazwy i wsią C z ołów-
kiem, występuje rozległa wyniosłość zwana Kajasówką, dochodząca
do 312 metrów wysokości nad poziomem morza, a 50 do 60 metrów
wzniesiona nad poziomem otaczającćj ją okolicy. Kształt tćj wynio-
') Ob. w przytoczonym wyżćj przcszłorocznćm sprawozdaniu, 1. c. str. 54
Sprawoid. antrop. T<m V. Dsiał I. 4
Digitized by
26
ałodci ma formę wydłużonego trójkąta około 4 kim. długiego. Cała ta
wyniosłość złożona jest z wapienia jurajskiego^ którego strome i cha-
rakterystyczne obnażenia pokazują się na bardzo wielu miejscach jój
obwodu. W północno-wschodnim końcu tśj wyniosłości, obróconym ku
Gzołówkowiy odległym około 3 kim. od stacyi pocztowej i tyleż od
wsi, znajduje się jaskinia zwana Przegińską.
Otwór jaskini Przegińskiój ukazuje się w ostatnićm z tćj
strony obnażeniu skały, obróconśm na południe, w połowie jego kilku-
dziesięciometrowćj wysokości, i nad samym brzegiem prostopadłego
urwiska skalnego, około 15 metrów wysokiego. Przystęp do jaskini
jest albo z góry, albo tćż od zachodniego jćj boku po krętych i BtA-
mych ścieżkach. Wejść do tój jaskini jest dwa : jedno główne, 1 metra
szerokie, prowadzi wprost do komory jaskiniowój, drugie zaś o 6 db 7
metrów na wschód od pierwszego jest odległe. To ostatnie wejście, mające
niespełna 1 metr szerokości, prowadzi do tćjże komory jaskiniowćj przez
ukośnie do niój wiodący korytarz na 7 do 8 m. długi i rozmaicie się
rozszerzający (miejscami do dwóch przeszło metrów).
Komora jaskiniowa, mająca szerokość niejednostajną, od 2 do 5
metrów, ciągnie się na 9 m. w głąb skały, w kierunku zupełnie pół-
nocnym, poczóm załamuje się nagle ku wschodowi i tu, zwężąjąc się
stopniowo na przestrzeni 3 metrów, kończy się ciasną szczeliną. Wy-
sokość próżni jaskiniowćj, licząc od jćj dna, nieprzechodzi 4 metrów.
Namulisko jaskini Przegińskićj pokrywało jćj dno warstwami
znaczniejszej grubości tylko w obrębie jćj komory głównej, poczynając
od wejścia aż do załomu wschodniego, t. j. na dziewięciometrowćj tylko
jćj przestrzeni. Grubość ogólna tego namuliska wynosiła tu 1,25 m.;
w ziJ;amie zaś wschodnim zaledwo miejscami przenosiło ono 50 cm.,
a w korytarzu bocznym, stanowiącym drugie wejście do jaskini, przed-
stawiało kilkocalową zaledwo warstewkę szarćj ziemi.
Skład namuliska tćj jaskini przedstawi-^ dwie warstwy. Zaczy-
nając od wierzchu leżały:
a) humus z gruzowiskiem drobnego wapienia, 0,50 m. grubości;
i) napływy gliniaste z domieszką ziemi roślinnćj i z gruzo-
wiskiem mocno zleżałóm, 0,75 m. grubości.
Pierwsza z tych warstw odpowiada warstwie b ogniwa now-
szego krakowskich namulisk jaskiniowych i w nićj znajdowały się szczątki
skorup od naczyń glinianych grubych, nieco narzędzi i odłupków krze-
miennych, a także słabe ślady spalenisk. Warstwa druga należy do
ogniwa 2go, czyli dawniejszego i zawierała szczątki fauny dyluwialnćj,
uwięzłe w glinie, pomiędzy gruzowiskiem.
Z wyrobów ręki ludzkiej, w namulisku tój jaskini znąjdowało
się tylko 13 sztuk okazów krzemiennych, pomiędzy którćmi było 7
l>ardzo wyraźnych narzędzi, jeden klocek, i 5 niekszti^ych odłup-
ków. Dostrzedz tu także można było i drobne okruchy naczyń glinia-
nych roboty grubćj.
Co się zaś tyczy szczątków zwierzęcych tego namuliska, to te
były w nićm t^k uszkodzone, rozdrobnione i stoczkowe, że zupełne
27
i dokładne oznaczenie fauny tćj jaskini jest lu niemożebnóm. Tc zaś
szczątki, które można było jeszcze rozpoznać^ należały do gatunków
następnych :
1) Mamut (Elephas primigenius, Blum.); dwa ułamki zęba
trzonowego, indywiduum .......... 1 (?)
2) Nosorożec, prawdopodobnie włocliaty {Ehinoceros Ucho-
rhinttsf) ; dwa ułamki żębów trzonowych, indywiduum 1 (?)
3) Wół (Bo8 fossilis); zębów trzonowych 2, 1
4) JeleA gat.? (Cewus sp.f); siekaczy 2, . 1
5) Koń (Eqyu8 fosdlis) ; ząb trzonowy 1, 1
6) Hiena jaskiniowa (Hiena spelaea), ząb 1, 1
7) Lis(?) (Cania milpes ?); szczęka prawa dolna, kły luźne
i kość łokciowa, 1 (?)
4. Jaskinia Na -Wrzosach (na gruntach wsi Rybny).
Na zachód od południowych okolic wsi Rybny ciągnie się na
kilka kilometrów długi malowniczy wąwóz, przecięty w odległości 1 kim.
na północ od B rodeł gościńcem bitym wiodącym od tój ostatniej wsi
do Z al a su. W miejscu tego przecięcia, na samój zachodniój granicy
gruntów rybniańskich z lasami należącómi do wsi Poręby, i w prawo
od gościńca, zajmuje 74 przestrzeni szereg stromych obnażeń
wapieni białojurajskioh, w urwiskach któiych widać w kilku miej-
scach otwory jaskiniowe Cały ten szereg obnażeń lud 'miejscowy nazywa
Na-Wrzosach. Z jaskiń znajdujących się w tćm uroczysku, ta o któ-
rćj mowa^ znajduje się w obnażeniu leżącćm najbliżćj gościńca i odległa
jest od niego o jakie 300 — 400 metrów. Spuszczając się z góry gościńcem
od strony Brodeł widać zdała obszerny otwór tćj jaskini, czerniejący na
przeciwległym boku wąwozu.
Wspinając się po stromej spadzistości dochodzi się na wysokości
kilkudziesięciu metrów do otworu jaskiniowego, przedzielonego potę-
żnym słupem kamiennym na dwie połowy, z których każda ma przeszło
po 2 mtr. szerokości i wznosi się w górę na 6 do 7 metrów. Oba otwo-
ry wiodą do szeroko otwartej, wysokićj i jasnćj komory, mającój około
5 mtr. szerokoód i prawie 3 metry zagłębienia w skalę w kierunku
wschodnim, po czćm jaskinia zagina się na pótnoc-wschód i, po 3 do
4 metrach długości w tym kierunku, zwraca się znowu ku wschodowi,
gdzie zwężonym już korytarzem przeciąga się jeszcze na 7 metrów.
Ogólna długość tĄj jaskini wynosi 14 — 15 metrów.
Namuiisko jćj mające 1,60 mtr. grubości składało się z półtora-
metrowój warstwy napływów gliniastych z domieszką zie-
mi roślinnój, pokrytych bardzo cienką powłoką (do 10 cm.) osa-
dów czarnoziemno-gliniastych '). Całe zatem namuiisko to,
z wyjątkiem tylko cieniutkićj wierzchnićj jego powłoki, należy do ogni-
') W t6j cienkiój warstewce najnowszych naszych osadów jaskiniowych
znajdowało się mnóstwo kosteczek drobnych ptactwa leśnego.
Digitized by
28
wa dolnego, czyli dawniejszego naszych namulisk jaskiniowych.
W nićm tćż okazały się cechujące to ogniwo szczątki fanny dylnwial-
nój. Z pomiędzy znacznój ilości pogruchotanych i stoczkowyeh kawał-
ków tych szczątków oznaczyć mogłem części następnych gatnnków
zwierzęcych :
1. Mamut (Elephas primigeniua. Blum.), indywiduum młode 1
Piszczel 1 i kilka ułamków kości długich od nóg^
niedających się oznaczyć szczegółowo.
2. Nosorożec (Rhinoceros) prawdopodobnie włochaty (ti-
chorhinus), indywiduum 2
I. Ułamek zęba trzonowego; obie kości łokciowe
(niecałe) ; części obu kości sprychowych ; kość gole-
niowa 1 ; ułamek kości udowćj 5 kości śródręcznych
3; kość łódkowata 1.
II. Kości ramieniowćj prawćj część dolna; kość
łokciowa prawa (cała) ; obie kości sprychowe (z nich
jedna cała); kości śródręcznych 2; kość łódkowa-
ta 1 ; ułamki od obu kości udowych ; kości prawdo-
podobnie goleniowej część dolna.
3. Niedźwiedź jaskiniowy (Ursus spelaeus), indywiduum . 2
I. Dorosłe. Kość piętowa prawa; ułamek kości
miednicowćj, strony lewćj ; kości palcowych 6 ; pazur 1 .
II. Młode. Kość piętowa prawa; idamek kości
miednicowćj strony lewćj.
4. Borsuk (^iłfeZes taxus), indywiduum 1
Kość ramieniowa prawa; kość udowa lewa; oIh6
kości goleniowe; kość łokciowa prawa.
5. Koń {Eqms fossilis), indywiduum 2
I. Stare; kości .zabarwione ciemno. Zębów trzono-
wych całych lub w ułamkach 8^10; śródstopie
prawe; kości łokciowćj część dolna; kość skokowa
lewa; palec 1.
II. Młodsze; powićrzchnia kości koloru jasnego.
Zębów trzonowych luźnych 11; kość łódkowata 1;
palec 1; kopyto 1.
6. Wół (Bos fossilis), indywiduum 1
Ząb trzonowy 1.
7. Jeleń (Cewus elapJius), indywiduum 1 albo 2
Ułamek rogu, część dolna ; kości ramieniowćj lewćj
część dolna; kość udowa lewa, część górna; ułamek
kości śródręcznćj, część dolna; kość piętowa lewa.
Kość piętowa i ułamek rogu mogą należeć do
indywiduum drugiego.
8. Daniel (Cewus dama), indywiduum 1
Szczęka lewa górna; obie kości piętowe i kości
palcowych od nogi tylnćj 2.
Digitized by
29
9. Świnia gat.? (Sm spj), indywił.luam . . ,
Śródstopie 1 i kości palcowych 2,
1
Z wyrobów ręki ludzkićj w tójże warstwie namuliska zn-ijdowało
się mnićj lub więcój wyraźnych narzędzi ^ klocków i odłupków krze-
miennych okazów 26 ^ narzędzi kościanych 2 i kilkanaście ułamków od
niewielkich naczyń grubych i krążków glinianych.
5. Jaskinia Na -Lepiankach (na gruntach wsi Mnikowa).
w pólnocno-zachodniój stronie Mnikowa, po za ostatnimi bu-
dynkami tćj wsi, w samym końcu malowniczej i dobrze znanej miesz-
kańcom Krakowa doliny Mnikowskiój, ciągnącćj się w 'stronę
wsi Brzoskwini, znajduje się jaskinia położona w uroczysku zwa-
nóm Na-Łopiankach. Miejsce to odległe jest od dworu Mnikow-
skiego na dwa kilometry.
Łukowaty otwór tćj jaskini, mający do 6 metrów szerokości
i około 4 metrów wysokości ukazuje się w prostopadłej ścianie urwiska
skalnego, mającego kilkadziesiąt metrów wysokości. Obrócony na za-
chód, znajduje się on na wysokości raniój więcój trzech metrów nad
poziomem doliny wąwozu, którą stanowi płaszczyzna zajęta łąką.
Na takiej wysokości znalazłem otwór ten obecnie, podczas ba-
dań jaskini. Nie więcej jednak, jak lat kilkadziesiąt temu było tu nieco
inaczej. Z wiadomości zebranych na miejscu pokazuje się, że cała
płaszczyzna łąki rozłożonej przed otworem jaskini, poprzednio, od
dawnych czasów, była stawem, zatamowanym grobelką, ślady której
są jeszcze i dziś nader wyraźne na płaszczyźnie tejże łąki. Z biegiem
czasów, stawek ten powoli zaniedbano, a przed kilkunastu laty zamu-
lił się on ostatecznie po pam wierszch grobelki. Tym sposobem, dawny,
pierwotny i naturalny poziom doliny w tem miejscu podniósł się sztucz-
nie ostatniemi dopiero czasy prawie na dwa sążnie Pierwotne przeto
wzniesienie się otworu jaskini nad doliną w czasach dawniejszych,
przed urządzeniem wspomiiionego stawu , musiało być co najmniej o 6
metrów wyższem od dzisiejszego, t. j. dochodzić musiało do 8 lub
10 metrów.
Przed samćm wejściem do jaskini leżą ogromne bryły skalne,
widocznie oderwane od szczytu obnażenia wskutek wietrzenia skały.
Kilka tych ogromnych brył i kilkanaście pod niemi nieco mniejszych
głazów tworzą wyniosły i płaski taras kilkunastometrowej długości, po
którym się dochodzi do jaskini.
Od samego wejścia, jaskinia rozpoczyna się obszerną komorą,
zagłębioną w skałę w kierunku wschodnim na 1 2 do 1 3 metrów i tyleż
mniej więcej szeroką. Sklepienie tej komory stanowiącej główną część
jaskini, znajduje się miejscami na wysokości 4 do 5, a miejscami do 7
metrów od jej dna. Tworzą go nader malowniczo zwieszające się masy
skalne^ powleczone w wielu miejscach cienką skorupą stalaktytową.
Zaraz przy wejściu, na prawo, t. j. od ściany południowej, oddziela
się od tej głównej komory niewielka odnoga w kształcie korytarza
Digitized by
30
mającego 2 do 3 metrów szerokości i 6 do 7 metrów długości. W tyl-
nym zaś końca tćjże komory wznosi się słup naturalny podpierający
wiszące masy kamienne sklepienia. Pomiędzy tym słupem a tylnią
ścianą komory jest przejście na parę metrów szerokie, tworzące niby
odosobnioną komórkę. Komórka ta tworzy w górę wyniosłą próżnię
sięgająca kilkunastu metrów widzialnćj wysokości, po czćm zagina się
w stronę i zagłębia się w skałę otworem zwężonym, czerniejącym
w kształcie ciasnćj okrągławćj dziury, dla badań już niedostępnej.
W północno - wscliodnim , tylnym końcu komory główirój, obok
opisanego słupa, ciąg dalszy jaskiń stanowi długi korytarz, który na
przestrzeni przeszło 20 metrów łamie się w trzech kierunkach i, przy
zmiennej swćj szerokości (2 do 37, mtr.), powoli się zwężając, koń-
czy sią wązką szczeliną zapadającą się w dól. Wysokość tego kory-
tarza jest zmienna, od 2 do 3 metrów, co zależy nie tyle od sklepie-
nia, ile od kolejnego wznoszenia się lub zagłębiania jego dna. W wielu
miejscach, w sklepieniu tćm czernieją otwory dziur idących w górę
i na boki, wewnątz skały. Ściany zaś korytarza w wielu bardzo miej-
scach pokryte są pięknemi sąplami stalaktytów.
Ogólna długość tćj jaskini, licząc od wejścia do końca tylnio
korytarza, wynosi 35,76 metrów.
Dno jaskini , po oczyszczeniu jćj z namuliska, w głównój komo-
rze pochyla się stopniami ku wyjściu; w dalszym zaś ciągu, w głębi
tylnego korytarża, pf)dno8i się i zniża niejednomiemie.
Namulisk o napełniało wnętrze jaskini do bardzo znacznćj wyso-
kości tak, że w wielu miejscach , pomiędzy powićrzchnią jego a skle-
pieniem jaskini, pozostawała wcale nie wielka próżnia, w którą pełza-
jąc tylko można się było wcisnąć. W odnodze boczn^ (południowćj),
znajdującćj się przy wejściu, namulisko napełniało cale jćj wnętrze aż
po sam wićrzch. W niektórych tóż miejscach komory głównćj, wi-
szące masy skalne sklepienia były w namulisku zanurzone, wskutek
czego cała komora ta, przed jćj oczyszczeniem, pozornie rozpadała się
na kilka oddzielnych komórek mniejszych. Ściany takich komórek
w wielu miejscach pokryte były cieniutką skorupką (5 — 10 mm.) wa-
pienia naciekowego, który, spływając ztąd na powierzchnię namuliska
osadzał się na niem w postaci takichże cienkich warstewek, tworzących
sobą słabo rozwinięte jeszcze zarodki stalagmitów.
Grubość namuliska, pomimo poziomego ułożenia jego warstw, nie
wszędzie była jednakowa, wskutek niejednakowej pochyłości dna ja-
skini i jego zagłębień. Tym sposobem, przy samćm wejściu, namu-
lisko miało około 3 mtr. grubości, gdy dalćj w głąb^ na przestrzeni
całćj komory głównćj, 2 7, a w końcu 2 tylko metry. W c^ym zaś
korytarzu tylnym grubość namuliska zmieniiJ;a się rozmaicie, od 1 do
1 7, metra
') Grubość namuliska w samym otworze jaskini zwiększała się jeszcze
o jakie V, metra wskutek zatarasowania otworu jaskini głazami i zie-
mią przez strażników leśnych, łowiących tu borsuki zamieeskujące
jeszcze dzisug tę jaskinię.
31
Namulisko całe sUadało się od góry' do dołu z trzech wyraźnych
warstw następujących:
a) napływy gliniasto czarnoziemne; grubości do 0^45 mtr.,
o) humus gliniasty od 1 do ly, metra gruby, obciążony gru-
zowiskiem wapiennóm i licznemi bryłami głazów wapien-
nych znacznój wielkości, i
c) osady gliniaste z domieszką ziemi roślinnój, brył wapieni
i nieco gruzowiska, około 1 metra grubości.
Z trzech tych warstw, dwie pierwsze należą do ogniwa now-
Bzego, a trzecia odpowiada osadom ogniwa dawniejszego.
a. Warstwa pić r w sza zawierała w sobie szczątki dzisiejszej
fauny leśnój, t j. zająca, lisa, wilka, borsuka i t. p. gatunków
zwierząt współcześnie tu żyjących, właściwych w ogóle warstwom wiórz-
chnim naszych namnlisk jaskiniowych. Dość świeżo jeszcze i dobrze za-
chowana powiórzchnia tych kości świadczy o stosunkowo niedawnóm
ich pochodzeniu. Przy tóm, zdarzyło się tu i ówdzie napotkać ułamki
naczyń glinianych dawnych , ale toczonych już na kole garncarskióm.
Pomiędzy kośćmi zwierzęcemi znalazły się w dolnćj części tćjże war-
stwy, na rozmaitćj jćj głębokości, nieliczne kości ludzkie. Zbadał je
i oznaczył osteologicznie razem z całą masą kości zwierzęcych z tój
jaskini, członek Akademii, Dr. I. Kopernicki. Znalazł on, że kości
ludzkie tój warstwy mnićj starożytne ud innych w tćjże jaskini zna-
lezionych, należeć musiały przynajmnićj do 6 indywiduów różnego
wieku. Opis tych kości według opracowania Dra Kopernickiego jest
następny :
Indywiduum I. Ó (Nr. 6).
Kość łokciowa lewa, część środkowa.
„ goleniowa lewa, idamek dolny trzonu.
ramieniowa prawa, ułamek dolny z dołkiem nadłokciowym.
Kość ostatnia mnićj wytrawiona i mocnićj lgnie do ust niż dwie
poprzednie; może przeto uchodzić za należącą do innego szkieletu.
Jednakże otznaki osteologiczne więcój przemawiają za tćm, że pochodzi
ona od tegoż szkieleta, tylko mocnićj od tamtych jest zwietrzała.
Indywiduum II. Ó (Nr. 7).
Męiczyzna atletyeznćj budowy, kości twarde, bardzo mocne, wy-
glądają bardzo nowożytnie.
Kręg karkowy Vn.
Kość ramieniowa lewa, cały trzon.
„ łokciowa prawa, trzon.
„ sprychowa prawa, trzon.
„ udowa lewa, trzon.
„ goleniow[a lewa, środek.
„ piętowa lewa, cała.
„ śródstopńa 1, prawa.
Digitized by
52
Obojczyk lewy, polowa nadramienna.
Żeter (H— V?) ułamki.
Indywiduum III. Ó (Nr. 8).
Mężczyzna silnie zbudowany, kości wyglądają równićż nowożytnie.
Kość łokciowa prawa, ułamek trzonu.
„ „ lewa, cała.
Kręg karkowy I.
Żeber 6ciu ułamki.
Kość piętowa prawa, zewnętrzna połowa wzdłuż odłupana.
„ śródręczna HI lewa i V prawa.
„ śródstopnaliY prawa i IV prawój koniec tylny.
Indywiduum IV. 6 (Nr. 9).
Kość łokciowa lewa, trzon. Krawędź zewnętrzna (crisła exłerna)
zgładzona płasko, vygląda jak gdyby była zeszlifo-
wana. Kość ta niestosuje się do żadnego z innych
szkieletów, dla tego uważam ją jako pochodzącą od
osobnego indywiduum.
Indywiduum V. ^ (Nr. 10).
Dziecko około lat 12.
Kość łokciowa lewa I , , ^ i x
„ sprychowa prawa ( Przyrostków (epyphyses).
„ kłębowa lewa (panewka niezrosła).
Żeber 3 (I— VIII i ?).
Indywiduum VI. ^ (Nr. II).
Dziecko 14 — 16 lat.
Ułamek kości ciemieniowój.
Kość udowa lewa, trzon, przyrostek odpadły.
Łopatka lewa, wyrostek wroni jeszcze nie przyrósł.
Kość kłębowa prawa, panewka niezrosła.
Obojczyki oba.
Żeber 5 w ułamkach (1 jest wątpliwe czy należy do tego indywiduum?).
Kość goleniowa prawa, koniec górny, hez przyrostka.
„ śródręczna V lewa.
„ śródstopna III lewa.
Kości palcowe Isze, palców II i III ręki lewój (?).
W tćjże, spodnićj części pierwszćj warstwy namuliska znaleziono
w komorze głównćj jedną fibulę (zapinkę) bronzową, kolec od dru-
gićj, prawdopodobnie takićjże samćj fibuli i parę kawałków bronzowych
jiiewiadomego znaczenia (jak się zdaje okucia od pasa). Wszystkie te
Digitized by
Google
83
przedmioty bronzowe były porozrzucane po rozmaitych miejscach ko-
mory głównój. W korytarzu zad tylnim jaskini, znalazły się ułamki
dwóch grzebieni kościanych dawnych, nitowanych żelazem *).
l>) Na zetknięciu się opisanój pierwszój warstwy z następną,
drugą warstwą, zaczęły się pokazywać tui ówdzie dawniejsze wy-
roby ręki ludzkićj: narzędzia i odłupki krzemienne, szydła^
iglice i t. p. inne wyroby kościane, oraz skorupy naczyń le-
pionych w ręku. W miarę zagłębienia się w tój warstwie, ilość
tych rozmaitych przedmiotów coraz to więcćj wzrastała tak, że w środku
tćj warstwy drugiój było już ich mnóstwo.
Ta tedy druga warstwa namuliska, w całój swój przeszło jedno-
metrowćj grubości okazała się właściwą warstwą wykopaliskową
tćj jaskini. W niój to znaleziono setkami rozmaitych narzędzi do użytku
domowego i ozdób wyrobionych z kości, tysiące narzędzi i odłupków
krzemiennych i liczne inne wyroby z małżowin skojek rzecznych {Unio
pictoriajy z kamienia gładzonego^ tudzież ułamki wielu naczyń glinia-
nych grubych, a przytćm, wielką ilość połapanych kości zwierząt do-
mowych i ślady spalenisk ').
W ogóle, z warstwy tćj wydobyto następną ilość przedmiotów:
a) kamiennych.
Narzędzi krzemiennych, przeważnie pokrytych
mocną patyną jaskiniową z wyrażnćmi na
nich śladami długiego użycia, a na nie-
których wyzębienia nakształt piły . . . 250
„ takicliże z mnićj wyrażnćmi śladami uży-
cia i rozmaitych odłupków i odpadków
krzemiennych, przeszło 2260
Klocków krzemiennych 29
Niedorobiona jak się zdaje strzała krzemienna . 1
Osełków piaskowcowych 13
Narzędzi kamiennych pięknie gładzonych . . 2
Kamieni porfirowych, z których jeden ma jedną
płaszczyznę ogładzoną 2
Kamień ze skały niemiejscowćj 1
O z d ó b k a (wisiorek) wyrobiona z blaszki ścisłego wa-
pienia 1
Grzebienie te bardzo są podobne do grzebieni znajdowanych na cmen-
tąpy^li^ach grobów rzędowych w okolicach Elbląga. Opisał je
mje^^y innćmi przedmiotami i w rysunkach podi^ Dr. Anobb w arty-
kule r bas gemischte Ghaberfeld auf dem NeiLstddter Felde hei JEl-
ling (Z^^chriftf, Ethnologie, 1880, 12 Jahrg. H. U u. Ul, str. 106-
126 i łabl. IV, fig. 1. 3, 8 i 16).
') Przy rozkopywania tćj warstwy odwiedzili mię z Krakowa pp. Dr. I.
Kopej^icki i K. Jelaki, w obecności których wydobyto wiele cie-
kawych narzędzi kościańyćh.
S^woBd. antrop. Tom Y. Diial I, 5
Digitized by
34
b) kościanych.
Narzędzi do rozmaitego użytku i ozdób jako to: szydeł, iglic
i rozmaitój wielkości i kształtów strzałek, widełek,
łopatek, rurek, wisiorków ozdobowych i t. p. przed-
miotów, razem 767
Twarz wyrżnięta w profilu z blaszki kościanćj 1
c) z małżowin skojek.
Wisiorków wyrobionych z Unio picłoris 10 — 15
d) glinianych.
Skorup od 15 — 20 naczyń glinianych 15 — 20
Ogółem wydobyto przedmiotów przeszło 3^352
Oprócz tego, wyjęto z namuliska kości zwierzęcych przeszło 2
centnary. Z masy tój, odrzuciwszy takie ułamki i okruchy, które ozna-
czyć osteologicznie było wyraźnie niemożebnóm, resztę rozpatrzył i
oznaczył Dr. I. Kopernicki.
Według tego oznaczenia, które tu dosłownie zamieszczamy, gatunki
zwierząt, których szczątki znalazły się w tój warstwie namuliskowój,
były następujące:
l.'"Niedż wiedź szary? (Ursus arctos?), indywiduum ... 2
I. Olbrzymi młody; epyhyses niektórych kości nie-
zrosłe; kolor powierzchni czarny. Kości ciemienio-
we głowy: ułamki kości potylicznej, skroniowa, szczę-
ki górnój lewój i żuchwy prawój; kręgi; rękojeść
mostka ; żebra ; panewka kulszowa lewa ; kości dłu-
gie łapowe; śródręcza HI — V; kości palcowe II
i III; pazur.
n. Dorosły, dnży, kości białe. Żeber 7; śródręcze
V; śródstopia III— IV.
2. Borsuk {Meles taxus), indywiduum 1
Kość ramieniowa prawa 1, lewych 2»
3. Wilk (Canis lupus), indywiduum 1 albo 2
Ułamek szczęki gómćj z 1 kłem; 2 kły górne (?);
1 kieł dolny ; ułamek żuchwy ; kość ramieniowa, ło-
kciowa, sprychowa i goleniowa jednego indywiduum.
4. Pies (Canis domesticus) albo Lis {Canis vulpes)^ indyw. 16
Żuchw prawych 16; kości ramieniowych prawych
9; kości udowych prawych 8; wszelkie inne kości
długie; łopatka 1.
5. Zbik {Fdis catus silv,)j indywiduum 2
Kości ramieniowych prawych 2, lewa 1 j czaszka*
Digitized by
35
6. Kot (Fdis domeaticus), indywiduurrf 3
Łopatek prawych 3, lewych 2 ; kości ramieniowych
prawych 2, lewa 1.
7. Tchórz (Mmtella putoris), indywidaum 1
Czaszka.
8. Zając {Lepm timidm), indywiduum 2
Żuchwy połówek lewych 2 ; kości udowych 2 ; kość
goleniowa; łopatek 2; kręgi.
9. Dzik (Sus scropha sih.)^ indywiduum 2
10. Świnia (Sus ser. domestica)^ indywiduum 4
Indy wid. dorosłych 2, niedorosłe 1, prosie 1. Żuch-
wy prawćj połów 3 ; lewa 1 ; kości ramieniowych pra-
wych 2, lewych 2; kości goleniowych 5; kość udo-
wa, sprychowa i kości śródręczne.
11. Koń (Eqvti8 caballus) rasy drobnój, indywidum 1
Kąt prawy żuchwy; ząb trzonowy ostatni dolny;
kości palcowe I i III.
12. Łoś (Oewm aUes), indywiduum 2
Samiec i samica. Kości ramieniowych prawych 2 ;
kości łokciowych 2 d.; kości udowych prawych 2,
lewych 2 ; caudyli praw. 2, lew. 2 ; kości skokowych
prawych 2, lewych 2; kości piętowych prawych 2;
nadto wszelkie kości połupane w kawałkach; nale-
żące do tychże dwóch indywiduów: większego
i mniejszego (9).
13, Jeleń (Cewus elaphusjy indywiduum 6
Wzrost trojaki : rosły, średni i mały. Kości pięto-
wych lewych 6, prawych 3 ; kości śródręcza 6, koń-
ce górne; łopatek lewych 5 (jedna mała, prawdo-
podobnie Daniela?); wszelkie kości połupane od
1 — 6 indyw, każdśj.
Około siedmiu kości palcowych są piłowane, wier-
cone i przełupane wzdłuż na podobieństwo takichże
okazów z jaskiń w Mentonie, znajdujących się
w muz. Akad. Umiejętności, w zbiorze Pod-
czaszyńskiego.
14. Daniel (Cerma dama), indywiduum 1
Żuchwy połowa prawa.
15. Sarna (Cerous capreolm), indywiduum 4
Kości łokciowych prawych 3; łopatek lewych 3,
prawych 1, niedopary z każdą lewą. Bozmaite kości
połupane, oprócz głowy.
16. Koza (Capra niveu8), indywiduum 2
Żuchwy prawćj połowy 2, z zębami trzonowćmi.
17. Wół (Boa taurus), indywiduum 1
Zębów trzonowych górnych 3, siekacz 1.
Digitized by
36
18. Owca (Chis aries), indywiduam . . .
2 zęby trzonowe.
19. Kura (Oallus dom.), indywiduum . •
1
6
Rasa duża* Kości goleniowych prawych 6, lewych
5 ; kości ramieniowych prawych 5, lewych 5 ; kości
mostkowych 4 i inne drobne ułamki.
Kości męzkie z pozoru najstarożytniejsze ze wszyst-
kich innych tój jaskini ; zupefaiie wytrawione z części
organicznych; mocno Ign^ do ust.
1) Ułamek trzona kręgu grzbietnego.
2) Kość łokciowa lewa, koniec górny.
3) „ udowa prawa; trzonek części dolnćj.
4) „ udowa; ułamek środkowy.
5^ n goleniowa prawa^ ułamek środkowy.
6) Kości długich ułamków dwa, nieokreślone.
Kości Nr. 3 — 6 maj^ pozór kości łupanych; cho-
ciaż po wytrawieniu z części organicznych mo^y tak
popękać same przez się; jak to widać na Nrze 3.
Nr. 3; 4 i 6 mają na powićrzchni rysy; jak gdyby
od nacięć powiórzchownych.
Pozór starożytny; mocno lgną do ust
Kość ramieniowa prawa, i^amek dolny.
„ goleniowa prawa, trzon w 2ch ułamkach.
„ goleniowa lewa; ułamek.
„ udowa lewa, część środkowa.
Kości poprzełupywane w poprzek; wzdłuż nierozłn-
pane; nacięć żadnych.
Wiek młody; kości bardzo wytrawione; mocno lgną
do ust. Kości udowćj część środkowai Znaki wy-
raźne zębów zwierzęcych i ogryzania gąbczastych
przyrostków (epiphyses) kości.
Kobieta. Kości mnićj od poprzedzających wytrawione,
jednak lgną do ust mocno.
Kość ramieniowa prawa, trzon w 2 kawałkacłh
„ ramieniowa lewa, część środkowa.
„ udowa prawa, część środkowa.
Żuchwy trzon z zębami; korony zębów małe nie-
zużyte. Budowa żuchwy delikatna, niewątpliwie ko-
bieca.
20. Człowiek (Homo), indywiduum
I. Ó (Nr. 1).
5
II. 6 (Nr. 2).
m, S 9 ? (Nr. 3).
- IV. 9 (Nr. 4).
87
V. 6 9 ? (Nr. 5).
Kodci znacznie wy trawione, lgną do ust; barwa ciem-
na, nasiąkła humusem.
Kość sprychowa lewa, koniec dolny, bez przyrostka
(epiphi/sesjy który jeszcze nie był spojony.
Oprócz kości Indzkich pięciu tn opisanych indywiduów, pomię-
dzy narzędziami kościanami tćj jaskini rozpoznał Dr. Eopernicki
jedno szydło wyrobione z kości łokciowój (ob. niżój, drzeworyt Nr. 1),
narzędzia z obojczyków (drzewor]^: Nr. 2), jedno prawdopodobnie także
z tćj kości i dwa trzonki dwóch narzędzi wyrobione z jednćj kości
spiychowój (Tabl. V, fig. 7 i 8).
Z przytoczonego wykazu osteologicznego widać, że cała fauna
tój jaskini jest bardzo podobną do dzisiejszej tychże stron. Z wyjąt-
kiem jednego gatunku niedźwiedzia opisanego pod Nr. 1, ind. I.
(olbrzymi młody), i daniela, które dziś niewątpliwie już tu nieistnieją,
reszta oznaczonych gatunków albo zamieszkują dziś te strony, albo.
wystraszone przez zaludnienie kraju, usunęły się w niedalekie ztąd
krainy. Ilość szkieletów ludzkich stosunkowo do zwierzęcych jest tu
bardzo znaczna.
Wszystkie wyżćj tu wymienione przedmioty składające wykopa-
lisko tćj jaskini rozmieszczone w niój były po całćj komorze głównój,
równie jak i po obu jćj odnogach. Dla dokładniejszego pojęcia o tćm,
w jakim stosunku one względem siebie się tu w namulisku znajdowały,
podajemy następi^ący treściwy przegląd tego jak je znaleźliśmy w tćj
warstwie przy badaniu jaskini.
Sam środek komory głównój zajmowały spaleniska, których ślady
okazywały się w namulisku w kształcie węglano-czamych płatów okrą-
gławych, lub wydłużonych, mających 40 — 50 cm. średnicy i 1 do 3 cm.
grubości. Płaty te powtarzały się na rozmaitćj głębokości, o parę cali
niżćj lub wyżój jeden od drugiego. Ostatni taki płat, który pokazał
się najg^ębićj, znajdował się już prawie na samym spodzie tćj warstwy,
na zetknięciu się jćj z tuż pod nią leżącą warstwą podkładową (c).
Przy tym ostatnim płacie spaleniskowym, około 1 metra w bok od
niego, ku ścianie południowój, znaleziona była kula kamienna gładzona,
a nieopodal od tój i ułamek takiegoż gładzonego narzędzia. Na prze-
ciwległćj, t. j. północnój stronie od tego płatu i ku przodowi jaskini,
leżały rozrzucone kości niedźwiedzia opisanego w dopiero przytoczo-
nym wykazie pod Nr. 1. (indywid. I). Leżały one na samym spodzie
tćj warstwy i najgłębićj od wszystkich innych przedmiotów, a powićrz-
chnia ich odznaczała się od wszystkich innych kości odrębną ciemną
barwą.
Po obu stronach opisanych spalenisk i w tyle ich nagromadzone
były w nieładzie drobne ułamki kości zajmujące całą grubość tćj war-
stwy. Rozpraszały się one ztąd po całym obszarze komory głównćj;
Digitized by
38s
w obu zaś odnogach jaskini ilość ich bardzo widocznie się zmniejszała.
Niektóre kawałki kości leżące bliżój spalenisk, były nieco zakopcone
na czarno i miejscami przysmalone. W samych zaś spaleniskach, kości
nie było wcale.
Naokoło płatów spaleniskowych , pomiędzy niómi^ a bocznemi
ścianami jaskini w szerz i, od samego wejścia, aż do jój tyłn wzdłuż,
rozproszone było całe mnóstwo wyżój wyszczególnionych wyrobów
kościanych. Znajdowały się one równie często pomiędzy szczątkami
łupanych kości, jak i w czystym namulisku tój warstwy, a szczególnie
skupiały się około kilkunastu większych głazów, leżących tu i ówdzie,
nieopodal od spalenisk. Wiele tćż ich znaleziono i pod samómi tómi
głazami. W obu odnogach jaskini ilość wyrobów kościanych była zna-
cznie mniejsza, a szczególnie w odnodze tylnćj, były one tak rzadkie,
że często na przestrzeni 1 — I*/, metro wćj zaledwo zdarzyło się zna-
leźć jakie szydło lub iglicę kościaną. Razem ze wszystkimi temi przed-
miotami i pomiędzy nimi leżało także mnóstwo narzędzi krzemiennych,
których ilość wzmagała się w miarę zbliżania się ku otworowi jaskini.
Przy samćm zaś wejściu do niój, o dwa metry od wejścia, na zewnątrz
jaskini, nagromadzona była największa ilość odłupków krzemiennych,
które ogromnemi masami i na rozmaitym poziomie zapełniały szcze-
gólnie szczeliny pomiędzy bryłami wspomnianych leżących przed jaski-
nią głazów. Pomiędzy odłupkami krzemiennymi znajdowały się także
i klocki. Kilkanaście osełków z piaskowca znalezione były po roz-
maitych miejscach komory głównćj.
Wśród tego nieładu w jakim po całój jaskini rozrzucone były
przedmioty zawierające się w tćj warstwie, wyjątek stanowi opisana wy-
żój tylna jój komórka, odgraniczona od komory głównój słupem, podtrzy-
mującym tylną część sklepienia jaskini. W zakątku tym, za słupem, jak
gdyby w umyślnie obranćj kryjówce, znalezione zostiJy same tylko
najcelniejsze z całego wykopaliska przedmioty, mianowicie: widełka
kościane, rozmaite łopatki (ob. Tabl. V, fig. 3 i 6 po 15), twarz ludzka
wyrżniętiEi na kości (ob. fotogr. na tab. VI), wisiorki wyrobione z Unio
pictoris (Tabl. IV, fig. 38 i 39) i kilka przytem innych, starannićj
obrobionych iglic kościanych; pospolitszych zaś wyrobów kościanych
bardzo mało się w tćm miejscu znalazło.
Całość zdobytego z tój warstwy wykopaliska przedstawia nam
co do mnóstwa i osobliwości wyrobów przemysłu przedhistorycznego,
zbiór niepospolity, jakiego dotychczas nigdzie z jednćj jaskini niezdo-
bywano. Dla tego, przekraczając zakres zwykłego sprawozdania z czyn-
ności, wypada nam nieco bliżój się zastanowić nad całćm tćm wyko-
paliskiem i przynajmnićj w krótkości przedstawić to, co w nićm na
szczególniejszą zasługuje uwagę.
Najliczniejszćmi w wykopalisku tćm są przedmioty krzemienne.
Tych znalazło się tu przeszło półtrzecia tysiąca Są to przeważnie albo
odłupki krzemienne ze słabómi śladami ich używania^ albo odpadki bez
39
takowych nawet śladów. Częóć stosunkowo znacznie mniejszą całćj tój
massy przedmiotów krzemiennych, kilkaset jednak okazów obejmującą,
stanowią narzędzia bardzo wyraźne. Są to znane powszechnie noże i
nożyki krzemienne z ostrzem dobrze zachowanym, lub tóż w ożyciu stę-
pionóm, wyszczerbionóm , albo umyślnie może zazębionóm na kształt
piły. Na wszystkich tych narzędziach, z bardzo małym wyjątkiem, na-
der wyrażnóm jest to, że co do ich kształtu poprzestawano na takim,
jaki otrzymywano przez jednorazowe odłupanie od klocka. Przeciwnie,
narzędzi, którymby przez staranniejsze otłukiwanie nadawano umyślnie ja-
ką stałą formę, jest bardzo mało. Do takich okazów, oprócz kilku pośled-
niejszych, należy jeden, mający kształt sporój wielkości, niedorobionój
strzały krzemiennój. Wszystkie te narzędzia są przytóm niewielkie,
lekkie, do robót widocznie drobniejszych przysposobione. Ogólny cha-
rakter całćj masy tych wyrobów jest wybitnie neolityczny.
Co do innych wyrobów z kamienia, na szczególną uwagę zasłu-
gują: wisiorek kształtu sercowatego, wyrobiony z twardój skorupki
wapienia naciekowego (tabl. IV, fig. 37), kula doskonale ogładzona
z przewierconym na wylot otworem i ułamane narzędzie nieoznaczone,
mające kształt podobny do przedniej części toporka. Kula wspomnia-
na jest zupełnie podobna do tych kul, jakie hr. Eust. Tyszkiewicz,
Eyans i inni archeologowie zowią główką od maczugi (łełe de
masme). Zarówno jednakże dobrze mógł wyrób ten stanowić część
przyrządu do łowienia zwierząt. Oszlifowanie i całe obrobienie tój kuli
jest znakomicie dokładne^ wskutek czego trudno jest nawet oznaczyć
skałę z którćj ją wyrobiono bez uszkodzenia samego przedmiotu. To
jednakże zdaje się być pewnćm, że skały tego rodzaju, w granicach
okręgu krakowskiego, ani w poblizkich mu okolicach wcale niema ^).
Najbardzićj zastanawiającą z całego wykopaliska tej jaskini jest
ogromna ilość wyrobów z kości, dochodząca do 800 okazów naj-
rozmaitszych przedmiotów. Są one nader rozmaitego kształtu, proporcyj,
obrobienia i przeznaczenia w użytku. Dokładniejszy szczegółowy ich
opis, na jaki te przedmioty zasługują, odkładając do zamierzonego opra-
cowania wyczerpującego naszych zdobyczy jaskiniowych w ogólności,
tutaj musimy poprzestać na scharakteryzowaniu wybitniejszych tylko
ich typów, z których przedmioty najciekawsze przedstawiamy na ry-
sunkach wykonanych wiernie podług fotografii (ob. Tablice IV i V).
Między tćmi przedmiotami odróżniamy następujące rodzajowe
ich typy:
o) Przekałacze, czyli wyłącznie narzędzia takie, które prze-
znaczone były w ogóle do robienia dziur. Są to wyroby z jednego koń-
ca zaostrzone na podobieństwo rozmaitego kształtu zwykłych dzisiejszych
O Powierzchnia tćj eiksly tak jak ona jest obrobiona ma kolor szarozie-
lony upstrzony ciemnemi plamkami ; twardość ma średnią, i o ile z po-
wierzchowności wnosić można ma skład krzemionkawo-wapienny. -
Digitized by
40
izydeł, któiych końce 8^ to proste^ to saki^jwioiie i albo siqiełiiie
oki%g;łe, ^bo płaskawe, lob tói niekiedy trójgramast^ oa podobleikstwo
dzisiejszych szydeł kaśnićrskich. Przytrafiają się między nićmi
także przekidacze zupełnie płaskie, wyrobione z doóć szerokich blaai^
kościanych, a te bywają także albo proste, albo zakrzywione, a nąko-
niec i obosieczne, mające oba swe końce zaostrzone.
Wyroby tego rodzaja stanowią część przeważną wszystkich zdo-
bytych ta wyrobów kościanych, gdyż na 767 przedmiotów kościanych,
samych przekiUaczów różnego kształtu jest przeszło 400 sztuls. Po-
między tćmi najpospolitsze są kształty zwyczajnych szydeł zaostrzo-
nych okrągło, z końcami prostćmi (TabL lY. fig. 1 — 3). Rzadzićj o4
tych przytrafiały się zakrzywione (TabL lY. fig. 4), a bardzo mało, bo
3 tylko okazy znalazło się szydeł trójgraniastych, z których jedno wy-
obraża fig. 10, tablicy lY. Jedno także tylko było szydło ol>osieczne
(IV— 13).
Wielkość przekałaczów jest rozmaita. Zwykle bywają one od 5
i 6cia do 10 i 12, a wyjątkowo dochodzą i do 20 centymetrów długoścL
6) Iglice, na jednym końcu cienko zaostrzone, a na drugim
mają przewierconą okrągłą mniejszą, lub większą dziurkę do zawle-
kania nicL Iglice takie, bywają także albo okrągło zaostrzone, albo
płaskawo, lub tćż nawet zupełnie płasko, gdy z szerokich blaszek ko-
ścianych są wyrobione. Pomiędzy zwyklemi iglicami, o jednym za-
ostrzonym końcu (TabL IV, fig. 11, 12, 14 i 17—19), których tu było
najwięcćj, bo około półtorasta, znalazły się także bardzo rzadkie oka-
zy iglic o końcu podwójnym. Nąjpiękniejszym okazem tego ostatniego
rodzaju jest iglica wyobrażona na figurze 15, tablicy IV, odznaczą}ąca
się równie starannćm obrobieniem jak i udatnym kształtem. Osobliwsze
takie narzędzia nie do szycia, lecz prawdopodobnie do jakiegoś innego
użytku były przeznaczone, równie, jak i dwa inne, widełkowate, na
fig. 9 i 10 tablicy V wyobrażone, które do kategoryi takichże samych
narzędzi odnieść nale^.
c) Strzałki (TabL IV, fig. 20—23). Z obrobienia i kształtu
są one bardzo podobne do szydeł, lecz przy tćm tak są drobne (do 45
mm, tóigości), że trudne do ujęcia w ręku, za szydła służyć niemogły.
Z tego powodu drobne te ostrza kościane za nic innego js^ za strzi^
pocz^^tać niemożna.
' d) Narzędzia garncarskie. Figury przedstawione na naszćj
tablicy V. wyobrażają nader urozmaiconego kształtu wyroby koścjai^^
które, zdaniem naszćm, niczćm innóm być niemogą jak narzędziami
i narządkami służącćmi do rozmaitego użytku przy robotach garn-
carskich. Wyrobione są one w kształcie łopatek (fig. 1, 4 i 13 — 16)jj
nożyków (fig. 2 i 3) i nożów prostych (fig. 6), albo zakrzywionych
(fig. 7). Ostrza ich są zwykle gładkie, a wyjątkowo karbowane (fig. 7).
Narządkami takiómi można się było posługiwać przy gładzeniu po-
wićpzchni naczyń glinianych, modelowaniu na nićj pewnych szczegółów
i wyrabianiu rozmaitych przyozdobień.
41
Do tychże narzędzi garncarskich, prawdopodobnie odnieść należy
także i narządka małe, na figurach 12 i 13 tójże tablicy Y wyobra-
żone. Są one bardzo podobne do zwykłych; wyżój opisanych szydeł lub
iglic, lecz różnią się od nich tóm, że końce ich tak są tępo i płasko
obrobione , albo ukośnie . ucięte , że do zaprzekłuwania dziur służyć one
niemogły.
e) Wisiorki. Do kategoryi tego rodzaju wyrobów zaliczamy
wszystkie wyroby kościane mające charakter przedmiotów wyłącznie
ozdobo wych (Tabl. IV, fig. 15, .24, 29 i 36). Kształty ich są rozmaite,
pomiędzy którómi wyróżnić się dają kształty sercowate (fig. 24),
obrączkowe (fig. 36) i podobne do strzał (fig. 25). Niektóre z tych
wyrol>ów niemają dziurek, jak to, między innćmi, widzimy n. p. na
fig. 29 (tójże tablicy IV) , w skutek czego wydaje się, że wyrób ten
nie mógł być wisiorkiem. Brak jednakże ten, zdaniem naszćm, tylko
niezupełnemu wykończeniu przedmiotu przypisać należy.
Szczególnie godnem uwagi pomiędzy tego rodzaju wyrobami jest
kółeczko, które wyobrażą fig. 36. Jest to odcinek od rurki kościanćj
(z kości o ile się zdaje ptasiój), odpiłowany, lub odcięty od nićj ze
znakomitą zręcznością.
f) Wyroby pierwotnćj sztuki miejscowój, do których
odnosimy jedyny dotychczas znaleziony tego rodzaju wyrób wyobraża-
jący twarz ludzką w profilu wyrżniętą z blaszki kościanćj. Fo-
tografię tego interesującego wyrobu zamieszczamy na naszćj tablicy VI. —
Nakoniec,
g) Rozmaitego rodzaju wyroby takie, których użytku domyśleć
się nie można, albo, które z powodu niedokończenia przedmiotu ozna-
czyć niepodobna, jak n. p. wyrób, który wyobraża fig. 30 tabl. IV. Te
ostatnie, niedokończone wyroby przytrafiały się dość często. Niemnićj
także znajdowały się i kawałki kości, na których rozmaite nacinania
świadczyły o tćm, że z nich zamierzano wykonać jakiś wyrób. .
Obrobienie tych wszelakiego rodzaju przedmiotów jest nader roz-
maite : częściowe lub całkowite , pospieszne albo staranne , a niekiedy
wykończone bardzo dokładnie. Przeważna ilość przedmiotów, szczegól-
nie rozmaitego rodzaju szydeł, wyrabiano najczęścićj z odłupanych ka-
wałków kości, w których^ nietroszcząc się o obrobienie trzonka, po-
przestawano na mnićj lub więcćj starannóm obrobieniu samego tylko
ostrza (Tabl. IV fig. 1 — 4). Mnićj liczne okazy spotykamy obrobione całko-
wicie i takim, stosownie do potrzeby, nadawano kształty okrągłe, płas-
kawe, trójgraniaste i t p. Rzadkiemi są okazy wyobrażone na figurach
5 — 14 tablicy IV. Na takich widać często ślady poprzedniego piło-
wania kości, a następnie ostrugiwania i starannego wykończenia po-
wićrzchni. Niemało tćż jest przedmiotów takich, które wyrabiano stale
z pewnych całych kości zwierzęcych, których kształty naturalne naj-
bardziój odpowiadi^ kształtom i przeznaczeniu samych narzędzi. Ta-^
kiemi są bardzo liczne rozmaitego rodzaju przekałacze i iglice proste
lub zakrzywione, łopatki, wisiorki i inne ozdóbki i t. p. przedmioty
wyrobione z całkowitych kości łokciowych, piętowych, piszczelowych,
Spnwoid. aotrop. Tou Y. Diidł I. Q
4^
palcowych, albo też z kłów, pazurów, żeber , rogów i rożków zwierzęcych,
a nawet z os penis zwierząt drapieżnych, albo nawet i z kości ptactwa,
jak kury i t p. Niektóre z takich wyrobów przedstawiliśmy na przyłączo-
nych tablicach (fig. 11, 12 i 13 tebl. V). Do najciekawszych okazów
tego rodzaju należą narzędzia wyrobione z kości ludzkich: z łokcia
prawego i z obojczyka. Rozpoznał je i oznaczył Dr. I. Kopernicki.
Na przyłączonych tu drzeworytach
(Nr. l i 2) podąjemy te wyroby
w rysunkach wielkości natnralnój.
Pomiędzy przedmiotami wy-
szczególniającymi się celniójszóm o-
brobieniem znajdują się i takie, w któ-
rych właściwą, zasadniczą formę na-
rzędzia, ożywiano niekiedy przyozdo-
bieniem mniój lub więcój zręcznie na-
śladującym kształty jakiejś istoty
żyjącój. Najudatniejszym tego ro-
dzaju okazem jest iglica wyobrażo-
na na fig. 33 tablicy IV, którój ty-
lec bardzo udatnie naśladuje kształ-
ty pyszczka rybiego. Zwykła
dziurka iglicowa zastępuje mu miej-
sce oka. Tak samo, na podobieństwo
rybek wyrobione są iglice wyobra-
żone na figurach 31, 32 i 34 tójże
tablicy IV. Tylec iglicy wyobrażonej
na figurze 35 (tójże tablicy) przed-
stawia kształt poczwarkowaty. Są-
dząc z takiego sposobu przyozdobień
tych iglic, wnosić by można, że te
używane być mogły do wyrobu sieci
dla łowienia ryb.
Do przedmiotów bardzićj jesz-
cze godnych uwagi i często skom-
plikowanego nawet obrobienia na-
leżą wielce interesujące wspomnio-
ne już narzędzia garncarskie, z któ-
rych jedne wystrugane z całkowitych
kawałków kości odznaczają się na-
der kształtnemi formami, jak np. na-
rzędzie wyobrażone na fig. 6 (tabl.
V), mające' zupełny kształt noża, a
inne złożone są nawet z dwóch osobno obrobionych (^ęści : trzonka i klingi,
połączonych w jedną całość przez zagwożdżenie przy pomocy kościanego
kółeczka (fig. 7 i 8). I między tćmi ostatnićmi wyrobami , według ozna-
czenia Dra I. Kopernickiego, znajdują się użyte na ten cel kości
ludzkie. Trzonka obu tylko co przytoczonycłi narzędzi (fig. 7 i b) są
Digitized by
Google
48
W]ńPid)ione s Jednaj kości gprychowój człowieka, pnepiłowanój na
dwie połowy. Na plaszczysnaob przekroju obu tych trzonków a szcae*
gólnie na ich końcach znać doskonale ślady narzędzia, ktdrto piło-
wano. Przepiłowanie samo wykonane bardzo zręcznie, gdyż płaszczyzny
przekroju wcale dobrze do siebie przystają.
Ze wszystkich jednakże tych wyrobów kościanych najwyższą
uwagę ściąga na siebie wspomniony, po raz pierwszy dopiero znale-
ziony tu okaz z wyrzniętóm na kości wyobrażeniem twarzy ludz-
kiój (ob. fotografią na tablicy VI). Na jednym brzegu kościanój blaszki
wziętćj z żebra bydlęcego, 16 centymetrów długiój i 4 c. szerokiój,
wyrżnięty jest profil tój twarzy bardzo nieumiejętnie, lecz starannie.
Każda jćj część wyrobiona jest tak nieproporcyonalnie i tak koszlawo,
iż dowodzi najzupełniejszój nieznajomości rysunku. Pomimo to, snycerz
ów jaskiniowy dopiął swojego celu, gdyż całość tego wyrobu nader wy-
raźnie uwydatnia profil twarzy ludzkićj i to, według wszelkiego praw-
dopodobieństwa, twarzy niewieścićj.
Ogólny charakter tego wyrobu, który rodzajem sylwetkowym
nazwiemy wybitnie także przemawia za tćm, że jest to jedna z naj-
pićrwszych prób, na jaką się zdobyło obudzające się poczucie sztuki
samorodnój miejscowój. Twarz ta, jak to i na dzisiejszych sylwetkach
widzimy, niema wcale oka, co naprowadza na domysł, że pierwowzo-
rem dla tój roboty służył nie obraz żywćj twarzy ludzkiój, lecz raczój
odbicie się jćj wizerunku w profilu, widziane na cieniu. W konturze
ust, w miejscu ich rozdziału, podobnież niema zgodnego z naturą wy-
cięcia warg; jest jednakże w tćm miejscu na płaszczyźnie blaszki za-
znaczony pewny charakterystyczny rys, świadczący niejako o niedo-
konanym zamiarze ich wyrobienia. Cały jednak wyrób ten, jak to już
i z samćj jego fotografii rozpoznać można, uważać należy za ukończo-
ny zupełnie.
W dolnym końcu tego wyrobu, przewiercona jest w blaszce nie-
wielka okrągła dziurka, z czego wnosić można iż przedmiot ten prze-
znaczony był dla zawieszania go, lub do umocowywania może na ja-
kiej rękojeści, albo na podstawie. Cała powierzchnia blaszki pokryta
jest mnóstwem drobnych rys, udowodniających niedaskonałość narzę-
dzia (niewątpliwie krzemiennego), którym ten przedmiot obrobiono.
Cała masa opisanych wyrobów kościanych tój jaskini, stosunko-
wo do ilości wszystkich innych przedmiotów w nićj znalezionych sta-
nowi, jak widzimy, część nader poważną. Tak znaczna jednakże sto-
sunkowa ich ilość jest nietylko prawdopodobnie, lecz, jak sądzić na-
leży, bez żadnej nawet wątpliwości, niejaką tylko częścią tój wielkićj
ilości najrozmaitszych przedmiotów kościanych, jakie wyrabiać już w ów-
czas musiano w skutek widocznie rozwiniętych potrzeb ówczesnego
życia i to nietylko w narzędziach roboczych, lecz nawet i w przed-
miotach ozdobowych. Pokazuje się z tego, że dla tak obszernćj pro-
dukcyi kość zwierzęca, będąc materys^em wielce potrzebnym i pożąda-
nym, musiała być skwapliwie zużytkowywaną. W skutek tego dziwić
się nie można, że przy badaniu jaskiń w ogóle, pomiędzy pozostało-
44
śdami kościstemi; znajdujemy same prawie tylko drobne kawałki koAdi
i te części; które na nżytek dla wyrobów mnićj przydatne były. Ka<
wałki większe i kodci długie przytrafiają się ta w ogóle rzadko.
Na ostatek, co do przedmiotów wyrobionych z małżowin skojek
rzecznych; widzimy między niemi same tylko wisiorki ozdobowe (Tabl.
IV, fig. 38 i 39). Małżowiny użyte na te wyroby należą do dziś ży-
jącego w naszych wodach gatunku Unio pictoris. Pomimo pozomój
wątłości takiego materyidU; wyroby te zachowi^ się nadspodzianie
dobrze.
e) Trzecia nakoniec, najgłębsza warstwa namuliska tćj ja-
skini, utworzona z osadów gliniastych, była zupełnie pustą i niezawie-
rała ani wyrobów ręki ludzkiej, ani t&i szczątków zwierzęcych.
Całe wyżój opisane wykopalisko jaskini Na-Łopiankach otrzy-
mane zostało z namuliska zbadanego do gruntu na całćj przestrzeni jćj
wnętrza i jednój połowy tego wyniosłego tarasu, który znąjduje się
zewnątrz jaskini, pomiędzy jój otworem a spadłómi tu wielkiómi gła-
zami, oderwanómi od wiórzchu skały. Druga zaś połowa zewnętrznego
tarasu pozosiała jeszcze do zbadania, dokonaniu którego na ten raz
spóźniony już czas chłodny i spadłe śniegi na przeszkodzie stanęły.
O ile z ogólnego planu badań jaskiń, część jego w tym roku
dokonana przyczynia się do rozszerzenia naszego poglądu na znacze-
nie tych jaskiń pod względem antropologicznym i o ile odsłania ona
nam nowych, charakterystycznych stron tego przedmiotu, o tćm, sto-
sując się do ram sprawozdania, miałem tu możność nadmienić w o-
gólności, zastanawiając się nad niektórćmi główniejszómi tylko szcze-
gółami. Należyte zaś i wyczerpujące przedstawienie tego przedmiotu
należy do opracowania obszerniejszego, mającego nastąpić po ukoń-
czeniu badań całego obszaru okręgu krakowskiego, odgraniczonego ko-
rytem Wisły. Zreassumowanie bowiem wówczas ogólnych wypadków
otrzymanych z badań pewnćj całości terytorialnej, rozszerzając i do-
pełniając z jednój strony nasze dzisiejsze poglądy, zdania i domysły,
a z dimgićj, objaśniając przedmiot dokładnićj nowćmi może i niespo-
dziewanćmi dziś odkryciami, lub tćż większą ilością faktów, może do-
prowadzić nas do tćm pewniejszego i więcćj gruntownego ocenienia na-
szych miejscowych jaskiń pod względem ich znaczenia w Antropologii
krajowćj.
Kraków, w Lutym 1881 r.
46
Objaśnienie tablic.
Tablica m.
Mapa jaskiń zbadanych w okręgu krakowskim w r. 1880.
Tablica IV.
Wyroby z kością z małżowin skojek rzecznych i z kaonienia, zdo-
fie z namuliska jaskini Na-Ło piankach w Mnikowie.
Fig. 1 — 3. Przekałacze wyrobione z kawałków kości łapanych
z ostrzem obrobionóm prosto.
Fig. 4. Przekałacz takiż, z ostrzem zakrzywionym.
Fig. 6 — 9. Szydła kościane obrobione całkowicie, rozmaitych
ksztiJtów.
Fig. 10. Szydło takież trójgraniaste.
Fig. 11 i 12. Iglice.
Fig. 13. Przekałacz obosieczny.
Fig. 14. Iglica obrobiona płasko.
Fig. 15. Iglica o dwóch zębach.
Fig. 17 — 19. Iglice drobne.
Fig. 20—23. Strz^ki.
Fig. 24—29. Wisiorki.
Fig. 30. Wyrób niedokończony.
Fig. 31 — 36. Iglice kościane, obrobione w kształcie rybek.
Fig. 36. Kółko kościane (paciorek?).
Fig. 37. Wisiorek kamienny wyrobiony z blaszki twardego wa-
pienia naciekowego.
Fig. 38 — 39. Wisiorki z małżowin skojek rzecznych.
Tablica V.
Narzędzia i narządka kościane, z tójże jaskini.
Fig. 1 — 5. Kształtów łopatek.
Fig. 6—8. „ nożów.
Fig. 9 i 10. „ widełek.
Fig. 11 — 16. Rozmaitych kształtów.
Tablica 71.
Fotografia wyrżniętej z blaszki kościanej twarzy ludzki ój
profilu. Blaszka kościana z żebra bydlęcego.
Przy niój wisiorek wyrobiony z pazura niedźwiedzia.
I
es9
Digitized by
Googl
o paciorkacli kamiennych
znajdowanych na prawóm dorzeczu Dniepru
Całe prawie dorzecze Dniepru i jego bliższych dopływów, zaczy-
nając od Prypeci aż po Stnhnę, a może nawet po Roó i Taśminę,
ciekawe nader pod względem archeologicznym przedstawia zjawisko.
Zjawiskiem tem są to owe, bez wątpienia sięgające bardzo odległój
starożytności zabytki, mające kształt kółek kamiennych przedziurawio-
nych, na podobieństwo paciorek, a które w głębi ziemi w zadziwia-
jącej ilości na całćj tój przestrzeni przypadkowym sposobem się znajdują.
Już dość dawno w okolicy naszego pobytu t. j. we wsi Hele-
nówce (gub. Kijowskiój, pow. Wasylkowski) wpadło nam w ręce kilka
takich kamiennych paciorków znalezionych przypadkowo na gruntach
tćjże wsi. Uważając je atoli zrazu za luźne prawdopodobnie w ziemi
odkrycie, nieposiadające zbyt wielkiej archeologicznej wartości, nie-
zwióciliśmy na nie uwagi należytej, ale gdy póżnićj, na wystawie ar-
cheologicznej w Kijowie w 1879 mieliśmy sposobność oglądać kilka-
naście podobnych paciorków, znalezionych już w samym Kijowie, już
w p. lUdomyślskim, i gdy nadto p. Godfryd Ossowski w „Wiado-
mościach archeologicznych" wydawanych w Warszawie (T. HI,
1876) podał ciekawe sprawozdanie o takichże samych zabytięach znaj-
dowanych tćż i w pow. O w r u c k i m : wszystko to, wyznajemy ciekawość
naszą niezmiernie zaostrzyło, i do zebrania jak największej ilości da-
nych w tym przedmiocie, zachęciło.
Wiedząc już teraz że zabytiti te nie mogą być, jak sądziliśmy,
ani wyjątkowćm odkryciem jakowemś, ani też wyłączną li niepowta-
rzającą się gdzie indzićj właściwością miejscową jednćj jakićjbądż oko-
przez
E. Bulikowskiego.
(Z 5 drzewor3rtami).
47
licy, ale że owszem są one wspólne całemu prawemu pobrzeżu Dnie-
pru^ skierowaliśmy przeto usiłowania nasze odtąd ku temu, aby nie
tylko w granicach jednój pojedyńczój miejscowości ale i w dalszych
okolicach pilne i systematycznie o ile to być mogło uskutecznić po-
szukiwania.
Otóż pokazało się, że nietylko na polach pomienionój wsi Hele-
BÓwki, położondj nad prucikiem jarowym wpadigącym do rz. Stuhny,
ale i na gruntach wszystkich sąsiednich wiosek jako to : Motowidłówki,
Słobódki Motowidłowieckiój, Śnitynki, Sołtanówki Małój i Wielkićj, Ku-
likowa, Póradowa, dalój Wasylkowa, Obuchowa, Eopaczowa, Bezra-
dycz, wszędzie paciorki te obficie są tam w ziemi złożone. Wszystkie
te wioski leżą na prawym brzegu Btuhny , poczynając od źródeł j^j,
aż prawie do jój ujścia do Dniepru. Dalćj, idąc w górę, porzecze r.
Unawy nie mniój tćż obfituje w podobneż zabytki. W Chwastowie, Do-
rohince, a szczególnie Eoszczejówce pełno ich jest. Jeszcze dalój, na
porzeczu rz. Irpienia . znów się one nadarzają, a także na porzeczach
rzek Teterowa, Uszy i Prypeci. Tam p. G. Ossowski napotykał
owe paciorki we wsiach Nagorzanach i Eamińszczyżnie, odległych
od Owrucza o 40 wiorst. Czyli zaś te same zabytki idąc w dół Dniepru
od Stuhny do r. Taśminy również się powtarzają? o tem nic pewnego
powiedzieć nie umiemy. Wiemy wszakże, że we wsi Demońszczy-
żnie, w bliższćj już okolicy Rosi, j.ik nas zapewniano, tćż same pa-
ciorki kamienne w niemniój znacznój obfitości ludność miejscowa przy
padkowym sposobem tu i ówdzie wydobywa z ziemi. Zważywszy przy-
tćm że tćż same wyroby bywają znajdowane i w mogiłach tak w Zwi-
nogrodzkim jak i Czehryńskim powiatach (ob. w muzeum star. uniw,
Św. Włodż. w Eijowie i M. Grabowskiego: Ukraina starożytna)
wnosićby ztąd można, że aż po Taśminę mogły te zabytki być rozpo-
wszechnione.
W okolicy zaś n a d s t u h e ń s k i ć j, zbadanój obecnie przez nas, nie-
masz prawie wioski, któraby nam niedostarczyła tych kamiennych pa-
ciorków. A zgromadzaliśmy je powoli, oczekując aż je traf lub przy-
goda wydobędzie na jaw z łona ziemi, lub wprost nabywając z rąk
ludu, który chowa szczególne dla nich poszanowanie, nawet cześć za-
bobonną. Pospolicie znajdują się one w głębi ziemi, na polach, w la-
sach, miejscach najzupełnićj dziś osamotnionych, pojedyńczo rozpró-
szone. Chłopcy wiejscy, pasący trzodę, wynajdują te paciorki najczę-
ściój po każdym ulewnym deszczu, który je z ziemi wśród zoranych
pól lub ze stromych ścian jarów wypłókuje. W tym jednak naszym
zakątku nadstucheńskim , jak to zauważyliśmy^ są pewne punkta, na
których te zabytki znajdują się gęścićj, niż gdzie indzićj. I tak, w po-
bliżu wsi Helenówki, bardzo często występują one z łona ziemi w wielu
miejscach blizko tak zwanćj mogiły Rozkopanćj^ dalćj w jarze
tak zwanym S kryp o czka i na polu naprzeciw chaty Neswiasz-
ozennoho, tadzież w jarze Chołodnym, niedaleko lasku Żukowa.
We wsi zaś Seresynćj-Słobodzie każdy prawie pług wydobywa te za-
bytki z ziemi kolo prastarych a znanych powszechnie mogił Pere-
Digitized by
48
piata i Perepiatychy. We wsi zań M. Sołtanówce nad r. Stnhną,
jest w głębi jaru pewne miejsce wisko zwane Sadybą Zaborow-
skich^ które najwięcej wykazuje tego rodzaju zabytków. Leży ono u
spodu naturalnego cyplu góry, którą lud zowie od niepamiętnych cza-
sów górą Witową. Na lewym brzegu Stuhny, tuż naprzeciwko tój
Sadyby, w borze sosnowym, który wedhig dawnych dokumentów, przed
kilku wiekami, puszczą Sołowijowską się nazywał, podobnież znaczna
iloóć tych paciorków od czasu do czasu tu i ówdzie bywa znąj-
dowaną.
Wyroby t'*, co do kształtu, w ogóle, prócz małych różnic w szcze-
gółach są bardzo do siebie zbliżone i przeważnie tóż wyrobione z ka-
mienia, jakiego w okolicy nadstuheńskićj nie ma. Przytrafiają się tóż
niekiedy wyrobione i z gliny, naóladującój kolorem swym czerwony ko-
lor kamienia. Kształt ich stanowi kółko, jednostajnie w środku wy-
pukłe i zwężające się ku krawędziom, z otworem na wylot przewier-
conym. Jedne z nich są oszlifowane gładko, bez żadnych ozdób, inne
znów upiększone bywają rozmaitómi ornamentami. Ozdoby pospolicie
składają się z kresek, lub z ząbkowań w zygzakowych linijkach. Nie-
kiedy znowu zdobią je linije koncentryczne, wyryte na płaszczyznach,
boków, lub t. p. rysunki dość skromne. Jest wszakże pewne stopnio-
wanie w rozmiarach tych paciorków; bywają one bowiem większe
i mniejsze. Natrafiliśmy przytem na kilka odmiennych typów. Sądzimy
iż to pochodzić może ztąd, iż w każdój dawnćj osadzie lub siedlis-
ku mógł jakiś typ przeważać. Na załączonych tu drzeworytach po-
dajemy rysunki kilku ciekawszych tego rodzaju wyrobów. I tak n. p.,
okaz wyobrażony na figurze Nr. 1 jest większy od innych, otwór zaś
Nr. 2. Nr. 1. Nr, 3.
jego jest stosunkowo mniejszy. Ten jest wyrobiony z gliny doskonale
naśladującej czerwony kolor kamienia, tak, że tylko po ciężarze sto-
sunkowym okaz ten od kamiennych odróżnić można. Płaszczyzna tego
paciorka z jednój strony przyozdobiona jest w gzygzaki nieforemnie
odciśnięte i dość niezgrabnie wykonane. Paciorek drugi (drzeworyt Nr.
2 i 3), ma kształt płaski i przyozdobiony jest na wypukłości obwodu
(Nr. 3) i na płaszczyźnie jednego swego boku (Nr. 2) ornamentyką
złożoną z krćsek i linij koncentrycznych. Jeszcze inny paciorek (drze-
woryt Nr. 4) bardzo gustownie chociaż niezupełnie zgranie przyozdo-
Digitized by
ii
biony jest kraskami na obu bokach swego obwodu. Szczególniejszy
znak wyryty jest na obwodzie paciorka wyobrażonego na drzewory-
cie Nr. 6. Przeważną wszakże częśó znajdowanych paciorków takich
stanowią okazy gładkie, bez przyozdobień rytych.
Paciorki wszystkie są przeważnie
wyrobione z łupku czerwonego;
mniój jest takicb, które są z innego wy-
robione kamienia; jak np. z piaskowca albo
tóż z gliny. Łupek czerwony , jako kamień
miękki nadawał się, jak widać, szczególnie
ku tego rodzaju wyrobom, i zdaje się, są-
dząc po ilości ich, że wyroby z tego właś-
nie kamienia, musiały być najpowszechnićj Nr. 4. Nr. 5.
używane.
Ów łupek czerwony nie znajduje się nigdzie na dorzeczach-
Dniepru, oprócz w okolicy Owrucza, gdzie ten utwór kamienny, jak
mówi p. O. Ossowski, rozwinięty jest obficie i stanowi ten sam
utwór, który razem z kwarcytami czerwonómi wchodzi w skład mate-
ryjału budowlanego wielu pomników starożytnych miasta Kijowa. O
znaczeniu geognostycznćm i kulturowćm tych łupków, wykładał p. O s-
sowski obszernie podczas kongressu archeologicznego w Kijowie,
przy roztrzygnięciu kwestyi, podanćj do rozwiązania przez program
zjazdu archeologicznego : „Zkąd dobywane były łupki czerwo-
ne, znajdujące się w starożytnych pomnikach Kijowa".
Tenże P. Ossowski w innćj rozprawie swojćj : „O niektórych za-
bytkach wieku kamiennego na Wołyniu" dołączył właśnie
rysunki kilku takich paciorków kamiennych, z tegoż łupku wyrobio-
nych, a znalezionych w p. Owruckim. „Niektóre z przedstawionych tu
okazów", mówi on „są niedokończone, i te są tóm ciekawsze^ że za-
znajamiają nas po części ze sposobem ich obrobienia u starożytnych.
Z nich widzimy, że na ten cel wybierano nie grube kawałki łupku,
które, po wykręceniu w nich krągłych otworów, rozpiłowywano na od-
rębne kwadraciki. Dalćj, po odpiłowaniu narożnych kątów tych kwa-
dratów, przez dalsze szlifowanie nadawano im okrągłą formę, tak^ że
bez pomocy cyrkla otrzymywano płaską, kształtnie zaokrągloną formę
wyrobu. Z powodu obfitości takich wyrobów, z pomiędzy których znaj-
duje się wiele niedokończonych, wnioskować można , że w miejsco-
wości tćj mogła istnieć główna ich fabryka, i że z tych miejsc roz-
chodziły się one i w sąsiednie okolice"
Tradycyjna wiara ludu przyznaje tym zabytkom w ziemi znaj-
dowanym pewną świętość ochronną, pewną własność leczniczą. Semen
Strychar, włościanin ze wsi Helenówki, starzec przeszło 80 letni, opo-
wiadał nam że te kamyki (kamińczyki) są samorodne (rostńf w zemli)
O Wiadomości archeologiczne, T. III, 1876, str. 108—109; ob.
także: Tpy^H TpeiBaro apxeojiorHHecKaro ctta^a ÓŁmmaro Bt Kiest
BT, 1874 r. Kijów, 1876, T. I, str. 9.
Sprawozd. antrop. Tom Y. Dział L f
Digitized by
60
i że temu kto je znalazł i posiada, szczęście i błogosławieństwo przy-
noszą; że kamytci te poświęcone (poswiaszczenny) odpędzają złego
człowieka (łycłiiiju twar); że zażywane do leków pomocnymi są tak
ludziom jak bydłu (ludyni jak i skotyni), ale wyłącznie służyć mają
tylko płci żeńskiój (żynk^m podobajut na żywit) i ztąd tóż otrzymały
one nazwę kamyków kobiścycłi (kamińczyki żynoczy). Pod tą ostatnią
nazwą ; przynajmniej w okolicy nadstuheńskiój , są one powszechnie
znane. Zawieszają je i dziś jeszcze bydlętom domowym na szyi dla
tegO; że mają one chronić je od napaści wilków i od zarazy; krowy
zaś od nagabania przez wiedźmy. Tenże starzec mówił; że każda pra-
wie chata we wsi Helenówce i innych okolicznych wsiach posiada taki
talizman. Dawniój niewiasty wiejskie nosiły je na szyi w celach za-
bobonnych; ale dziś ten zwyczaj wyszedł z użycia; tylko mieszczanki Wa-
sylkowskie czasami nanizują te paciorki w namysta swe (naszyjniki).
Niewiasty posiadające te kamyki chowają je i odstąpić ich nie chcą za
najsowitszą nagrodę. Toż nabyliśmy kilka tych wyrobów, zawsze od
mężczyzn, nigdy od kobićt Do leków zaś zażywają ich następnie:
rozcićrają je zwykle w gorzałce lub wodzie, w garnku czerepianym,
aż póki kamyk czerwony farby nie puści i wtedy napój zafarbowany
w ten sposób na czerwono, wypijają ze ślepą wiarą w jego sku-
teczność.
Obywatel pow. Owruckiego, p. Piotrowski, który piśrwszy zwró-
cił uwagę na te zabytki, powiada, że i w Owruckim powiecie, kamyki
te bywają tćż od ludu miejscowego do leków zażywane. Wiejskie sta-
ruszki, proszek starty z tych kamyczków używają w różnych przypa-
dłościach połogowych ; mężczyźni noszą je przy sobie i proszek z nich
zażywają w razie bólów żołądka Kamyki te lud owrucki nazywa z po-
wodu ich własności leczniczych pomocnikami. Służyć tu one mają
od złego oka i trucizny. Dotąd żydzi wOwruckićm kamyki te, wraz
z zębami wilczćmi, kawałkami żelaza, srćbra I złota zawieszają na
szyi dzieciom swoim, jako amulety.
Zobaczmyż teraz, czy oprócz okolic poddnieprzańskich podobne
paciorki kamienne znajdują się jeszcze i w innych krajach i miejscowo-
ściach. Oto w Szwecyi, odnajdują się podobne do naszych paciorki ka-
mienne, których dwa okazy jest przedstawi<iiych w dziele Nilsona:
„Les habitants primitifs de la Scandinavie" (t.I, tabl. IV,
fig. 192 i 999). Tłómacz francuski Nilsona nazywa je: Rondelles
ou disques en pierre. Paciorki te, mówi Nilson, co do wymiarów
swoich dochodzą niekiedy do 3 i 4 centymetrów; płaskie są z obu stron
i w takim razie najczęściój gładkie, a niekiedy zwężające się u góry,
i wtedy częstokroć opatrzone są w króski horyzontalne; inne są wy-
pukłe, z krawędzią gładką około otworu. Okazy pićrwszego rodzaju są
roboty mnićj starannój, a więc najpierwotniejsze. Natrafiają się w grun-
tach torfiastych i gdziebądż się znajdują, w wielkićj się obfitości na-
potykają.
Żałować należy że Nilson nie nadmienia z jakiego kamienia wy-
roby te były przygotowywane.
51
Do t^j samój kategoryi paciorków, mającycli wielką analogiję
z paciorkami znajdowanómi na dorzeczu Dniepru, zaliczyć tóż wypada
i te, które w różnych krajach i miejscowościach odnajdowane są w tu-
mulusach. I tak, w Meklemburgii znajdują się one częstokroć złożone
w urnach, kształtem do naszych wielu zbliżone i kamienne (Krótka
wiadomość o kilku słowiańskich mogilnikach przez W.
M. w Przyj, ludu, t. II, 1843, str. 307). W Rosyi podobne przedmio-
ty ze szlifowanego zielonego łupku znajdowane bywały w kurhanach
nad brzegami rzćki Oki i na stepach Czeremyskich.
U nas zaś, jak już mowa była, paciorki podobne znajdowane
bywały w mogiłach powiatów Zwinogrodzkiego i Czehryńskiego
Wyroby te starożytne kamienne u wielu archeologów zjednały
sobie nazwę przęślic (fiisaiolles, Spinnwirteln). Pod tćm nazwiskiem
znane są one powszechnie i zapisane w katalogach zbiorów staro-
żytniczych. Według okrćślenia Nilsona mają. one być główkami od
wrzecion (wartałki), albo li tćż ciężarkami do pogrążenia sieci rybac-
kich. Michał Grabowski mniema że te kółka służyć mogły, jako
pierścionki przy łukach do naciągania cięciwy.
Zastanówmy się z kolei nad każdym z tych domysłów.
Wprawdzie wieśniaczki w dawnych wiekach mogły ożywać ma-
łych kółek do wrzecion. Mączyński mówi że „kładą paciorek niewiasty,
aby wrzeciono lepiój wartało." W Kazaniu sprzedają dziś jeszcze przez
lud na rynkach podobne tym kółka do wrzecion (nie kamienne wszakże
ale gliniane). Że były i są nawet używane do wrzecion podobne pier-
ścienie czyli kółka jest to faktem niezaprzeczonym, ale to jeszcze nie
dowodzi, aby każdy przedmiot odnaleziony w ziemi a mający kształt
kółka, miał służyć tylko do podobnego użytku; bo gdyby nawet te
paciorki nasze miały mieć koniecznie to a nie inne przeznaczenie, to
zkądby się wzięła taka ich ilość i mnogość zadziwiająca w łonie ziemi.
Nie podobna tćż przypuścić aby niewiasty z owych wieków gubiły je
tu i tam, gdyż się takowe znajdują częstokroć w miejscach, jak to
mówiliśmy, najbardzićj osamotnionych i niekiedy najnieprzystępniej-
szych np. w głębi puszcz, wśród stepów i moczarów, a nie na sady-
bach dawnych gdzie przebywanie stałe mogły mieć niewiasty i gdzie
przędzenie było ich zajęciem domowćm, i nie letnićm, jak wiadomo,
ale zimowćm tylko, w chatach czy szałasach, przy kagankach wie-
czornych. Zresztą, przy bliższćm obejrzeniu tych naszych paciorków,
sama ich niejednakowość i pewne stopniowanie w rozmiarach zdaje się
') Dość często znajdowano podobne paciorki z łupka czerwonego po obu
stronach Dniestru w GalicyL po większćj części luźnie i przypadkowo,
niekiedy zaś w grobach. Wyrobione z gliny, wypalone na czerwono,
takież same paciorki znaiduią się także na szańcach przedhistorycz-
nych w Prusach Królewskich i w grobach ciałopalnych w ziemi Do-
brzyńskićj, a paciorek takiż. wyrobiony z marmuru czerwonego, i kil-
ka innych, z wapienia naciekowego, znalazł p. G. Ossowski ostatnió-
mi czasy przy badaniu jaskiń we wsi Mnikowie (w Krakowskićm),
w ich namuliskach i to w znacznćj głębokości. (Przyp, Red,).
52
już dowodzić innego ich pochodzenia i użytku. Owe pierścienie wrze-
cienne przedawane dziś jeszcze na rynkach w Kazaniu są wszystkie
jednakowej wielkością jednych kształtów i rozmiarów, tudzież są przy-
gotowywane z daleko lżejszego materyałU; bo z gliny. Paciorki zaś
nasze są przeważnie kamienne i dla tego są nierównie cięższe. Wrze-
clono opatrzone w taki ciężarek niezawodnie wielkiegoby doznawi^o-
oporu w powietrzu przy kręceniu. Tak twierdzą przynajmniój dzisiej-
sze prządki wiejskie^ biegłe w rzemiośle, których w tćj mierze radzi-
liśmy się.
Co się zaś tyczy drugiego domysłu, że te kółka mogły być uży-
wane jako ciężarki do sieci rybackich to już takowy zupełnie wydaje
się l>ezpodstawnym, są one bowiem zbyt lekkie i drobne do tego użytku.
Przytćm ten fakt, że znajdują się one na miejscach zupełnie bezwo-
dnych, na pagórkach, w lasach, na stepach, gdzie nie wiemy coby
mógł robić rybak ze swą siecią obciążoną tćmi ciężarkami, zdaje się
dostatecznie obalać to przypuszczenie.
Trzecia zaś hipoteza, jakoby te małe kółka kamienne służyć
miały do naciągania łuków^ wydaje się nam niemnićj dowolną. Na po-
parcie takiego domysłu, należi^oby chyba przypuścić, że wśród walk
ówczesnych i bojów, owe pierścienie od łuków gubione były przez wal-
czących, ale w takim razie przedmioty te musiałyby się natrafiać czę-
ścićj w pewnych tylko miejscowościach kraju, np: na dawnych pobo-
jowiskadi, lecz nie wszędzie po polach, po lasach, gdzie się one od
czasu do czasu w sposób przypadkowy, jak o tćm wiemy, odnajdują.
Jakkolwiekbądż głęboka zagadka pochodzenia tych kamiennych
paciorków pozostaje dotąd nierozjaśnioną.
Paciorki więc te nie były ani główkami od wrzecion, ani cię-
żarkami do pławienia sieci, ani pierścieniami od cięciw łucznych. —
Gzćmże przeto były? Co do nas, wbrew powyższym przypuszczeniom,
wnioskujemy, że to być musiały amulety.
Wiadomo że od najdawniejszych czasów we wszystkich krajach
i u wszystkich ludów zwyczaj noszenia amuletów był powszechny. Po-
czytywano je za świętości ochronne. Noszono je powszechnie na szyi
w kształcie wisiorków i przyznawano im moc ochraniania od złych
przygód, czarów^ trucizny i uroków oraz moc jednania szczęścia. Zwy-
czaj ten, jako zabytek religii najpićrwotniejszój, bo fetyszyzmu , prze-
ciągnął się tćż był aż do czasów chrześciańskich. Jeszcze w VII wieku
wę Francyi św. Eloi pisał i zakazywał aby nikt z wiernych nie nosił
amuletów, ani tćż bydłu nie zawieszał na szyi, „bo to, jak się wyrażał,
nie są leki pochodzące od Chrystusa, ale trucizna szatańska". W tejże
Francyi, póżnićj jeszcze, bo w IX wieku, wiara w amulety liczyła na-
der mnogich adeptów. Pastuszkowie, aby bydło uchronić od zarazy,
po wymówieniu jakichś formuł tajemniczych, kładli tćż amulety
w dziuplach drzew starych wypruchniałych lub je tóż po rozdrożach
rozrzucali (Curiositćs des traditions. Paris 1878, str. 165). Synod
w Bouen w 874 r. potępił te przesądne praktyki. U Słowian równićż
amulety musiały być we zwyczaju; gdyż i dziś jeszcze lud wiejski
53
w wielu miejscach zwykł nosić zęby wilcze przedziurawione i powią-
zane na sznurek. Toć i nasze paciorki kamienne mogły ludom,
w dawnycłi wiekach osiadłym na crorzeczach Dniepru, słuiyó nie za
co innego tylko za amulety. Zwyczaj powszechny noszenia amuletów
mógł być i tu w użyciu, tćmbardziój że i dziś jeszcze zachowuje się
pomiędzy ludem Owruckim podanie, jakoby te krążki mieli przyspo-
sabiać pogańscy kapłani (żertwiennicy), którzy, przy sprawowaniu żertw
na kamieniu ofiarnym, mieli je ludowi jako środki ochraniające od
trucizny i uroków rozdawać Tu niech nam wolno będzie zwrócić
uwagę na jednę jeszcze okoliczność. Kamień, z którego przysposabiano
przeważnie owe wyroby, jak wyżćj mówiliśmy, byłto łupek czerwo-
ny. Oprócz tego, że ten rodzaj kamienia dawał się bardzo łatwo łupać
i ociosywać, aleć i sam jego kolor czerwony mógł mieć jeszcze u tych
ludów pićrwotnych pewne swoje wyłączne znaczenie. Wiadomo, że
czerwony kolor tak przez wszystkie ludy starożytne, jak i przez dzi-
siejszych dzikich poczytywany był i jest za świętość. U Indusów bożki
z kamienia były malowane na czerwono ; graniczne kamienie malowano
tymże kolorem. W Nowój-Zelandyi kolor czerwony dziś jeszcze uwa-
żany za święty, i pomalowanie jakiego przedmiotu na ten kolor wy-
starcza już by go za świętość uważano. W Kongo, kolor czerwony tćż
jest za święty poczytywany (Lubbock). Braminowie znaleziony na polu
znacznćj wielkości kamień malowali na czerwono; przez to poświęcał
się Bogu i odbierał ofiary za owce. Nie mnićj tóż i u nas, w Słowiań-
szczyżnie, tenże kolor czerwony uchodził za coś świętego, za coś, co
ochrania od złego, od chorób, od przygód. Dziś jeszcze jest zwyczaj
pomiędzy naszćm pospólstwem że dzieciom czerwoną nitką zawiązują
palce u rąk: ma to febrę oddalać. W Orecyi zawiązują tćż dzieciom
wstążką lub nitką czerwoną ręce, żeby się ochronić od przypadku.
Wiadomo że w Ameryce, między Mississipi i Missuri znajdują się ko-
palnie czerwonego kamienia, z którego Indyanie wyrabiają fajki.
W czasie wojny, równie jak i w czasie obrad w pokoju- wszystkie
pokolenia, mówi Ampiza, udają się w mniemaniu, że wielki duch czu-
wa nad tćm miejscem. Ani maczuga służąca do walki, ani nóż zbójecki,
nigdy nieodważą się uderzyć tu na nieprzyjaciela. Miejsce to jest za ś wi ę-
tą kopalnię poczytywanym. Czy więc i tu, na tćm porzeczu Dnie-
prowóm, w danćj przedhistorycznej dobie coś podobnego dziać się nie
mogło? Owe pokłady łupku czerwonego w Owruckich stronach, a o
których pisze p. 6. Ossowski, czyż nie mogły stanowić wtedy taką
właśnie kopalnię świętą, z którćj wyrabiano owe paciorki, obecnie
nas zajmujące, a które jak chce tradycyja, rozdawane były pomiędzy
lud przez ówczesnych pogańskich kapłanów, i w ten sposób następnie
rozchodziły się już one po całćm porzeczu Dnieprowćm. Toż z czasem
gubił je tu i ówdzie przechodzień przypadkowo , albo li tćż umyślnie,
jak to był zwyczaj we Francyi że po rozdrożach je rozrzucano , a może
') Ob. Trudy 3 archeoł. sjezda w Eosii. - Dodatki t. II, str. 17).
Digitized by
54
i bydło pasące się samopas, roniło je (bo i bydłu, jak to wiemy, przy-
czepiano u szyi) i ztąd to następnie z wiekami i stopniowo namnożyły
się one w takiśm rozrzncenin pojedyńczóm, i w liczbie tak zadziwiającćj,
w jakiój je dzid widzimy.
Z potrzebą tój powyższój hipotezy utrzymującej że wyroby te
były amuletami, zgadzać się zdaje jeszcze i następna okoliczność. Jak
to widzieliśmy wyżćj, na obwodzie jednego z owych paciorków, (drze-
woryt Nr. 6) wyrżnięty jest szczególny znak. Wiadomo że znaki wszel-
kie widłowate, mąjące kształt widelca uważały się u starożytnych
za ochraniający talizman; takim były mówi Nowosielski litery Ta u
w alfabecie fenickim; X w alfabecie rzymskim. Na lędźwiach koni
wypieka się i dziś znak podobny do X, zwany a bazą: ma on przyczy-
niać się do dobrego bytu i płodności stadniny.
Domysłu wszakże powyższego o owych zagadkowych kółkach nie
podajemy za rzecz ostatecznie dowiedzioną, bo do t^o potrzeba da-
leko większego zasobu wskazówek i spostrzeżeń, aniżeli nićmi obecnie
rozporządzamy.
Jak nierozwiązanćm jest tedy stanowczo wyłączne przeznaczenie
i użytek tych zabytków, tak równićż nie wiemy, jakiego ludu mogły one
być dziełem. W każdym jednak razie- odkrywają one nam na brze-
gach Dniepru, w niepamiętnćj dobie obecność ludu licznego, szćroko
rozsiadłego i niewzruszonego przez długie wieki, a którego one były
przynależytością. Długie wieki z pewnością składały się, aby taka ob-
fitość tego rodzaju wyrobów została złożoną w łonie ziemi i na tak
znacznćj przestrzeni. Ludność wykonywająca je musiała przez całe
wieki tu bytować. Byłoby tćż do życzenia, aby były rozpoznane i zba-
dane wszystkie miejsca, gdzie się tego rodzaju krążki kamienne znaj-
dują, gdzie się zaczyna i gdzie się kończy ich znajdowanie, bo to po-
służyćby mogło do oznaczenia zakresu, w którym się mieściły dawne
plemiona używające tych wyrobów, tudzież wykazałyby może pnnkta,
które przed wiekami osiadłe i zaludnione były. Wypadałoby tćż ozna-
czyć względny wiek tych wyrobów t. j., do jakiego okresu można je od-
nieść. Znajdowane w tumulusach, sądzą, iż odnosić się mogą do
okresu sypania najstarożytniejszych mogił w tym kraju, t. j. bezsprzecz-
nie do czasów przedhistorycznych.
Bliższe jeszcze zbadanie tych ciekawych zagadkowych zabytków
pod każdym z tych względów zostawiamy sobie na przyszłość.
1 marca 1881.
Sachny.
Digitized by
Poszukiwania archeologiczne w Gostyńskióm
Ziemię Płocką uważano dotąd za najbogatszą n nas w zabytki
przedhistoryczne 7 lecz moje spostrzeżenia dotychczasowe dają mi to
przekonanie, iż Gostyńskie, a głównie powiśle tegoż powiatu, jest pod
tym względem od Płockiego znacznie bogatsze. Przynajmniej wydmy
piaszczyste, o których wyroby krzemienne, skorupy gliniane i kości
ladzkie palone, znajdowane na ich powiórzchni, świadczą, że służyły
one za miejsce pobytu przedhistorycznego człowieka, są tu na nie-
wielkiej stosunkowo przestrzeni bez porównania liczniejsze niż w Płoc-
kićm. Mówię tu wyraźnie o wydmach zawierających przedmioty staro-
żytnicze, bo w Płockióm również jest dużo wydm, lecz z nich wiele
bez żadnych śladów pobytu przedhistorycznego człowieka.
Najdalej na zachód wysuniętó cmentarzysko powiśla Gostyńskie-
go znajduje się we wsi Skokach, na granicy pow. Włocławskiego,
praVie nad samą Wisłą, odkryte przez p. Tarczyńskiego, który
je zwiedzał wiecie przeszłego roku i zdaje sięwKorespondencie
Płockim pokrótce opisał. Niedługo po nim zwiedziłem i ja to miejsce
i znalazłem jednę strzałkę sercowatą bardzo pierwotnej roboty, otrzas-
kiwaną tylko z brzegów, tak że jedna płaszczyzna strzałki pokazuje
prosty odłam z bryły krzemienia, druga zaś jest naturalną, nieociosa-
ną powierzchnią surowego krzemienia. Ponieważ podobnej strzałki nie
widziałem nigdzie, sądzę więc że musi być bardzo rzadką a więc dla
charakteru miejscowości ważną. Tamże znalazłem kilka strzałek z trzon-
kami, z których jedna ma kształt bardzo udatny, oraz kilka skroba-
czek i nożyków. Pan Tarczyński podobnież znalazł tam trzy strzałki
z trzonkami.
Drugie cmentarzysko znajduje się w Nowej -Wsi o półtora ki-
lometra od Skoków. Zwiedzając je już nad wieczorem^ znalazłem tam
przez
A. zAŁEwsmao.
V
Digitized by
56
bardzo mało zabytków: tylko skorupy z urn prostćj roboty, lepione
z . grubo tłuczonym kamieniem wskazują na starożytność tego cmen-
tarzyska.
Trzecia miejscowość we wsi Karólewie o 1 kilometr na wschód
od Nowćj wsi jest najbogatszą ze wszystkich tego rodzaju. Było tu
nićgdyś, jak widać, jednolite piaszczyste wzgórze pokryte lasem sosno-
wym a następnie, po wycięciu cząstki lasku, bardzo głęboko w niektó-
rych miejscach a w innych i szóroko rozwiane. Blisko północnego
końca tćj miejst owości istnieje do dziś dnia wzgórze pokryte sośniną,
mające około 30 stóp wysokości. Naokoło tego to wzgórza, zwłaszcza
na północ, wschód i zachód, leży mnóstwo łupanych krzemieni różnćj
wielkości, poczynając od kilkocalowych rdzeni (nuclei) a kończąc na
długich, wązkich i bardzo cienkich wiórach i odpadkach ; przytóm nad-
zwyczaj wiele skorup po większćj części drobnych, gruboziarnistych,
prostćj roboty, z wiórzchu bez ozdób. Jeśli tedy, przy tćm wszystkićm,
uwzględnimy zupełny brak bronzu i żelaza, to osadę tutejszą będziemy
musieli zaliczyć do najstarszych. Chodząc po miejscach wywianych
w przeciągu pięciu godzin znalazłem 7 strzałek sercowatych; zupełnie
od siebie różnych, starannie obrobionych, wiele typowych skrobaczek,
piękne okazy rdzeni, i nadewszystko niezwykle tutaj liczne, a w innych
stronach tak rzadkie, strzałki z trzonkami. Najrozmaitszój postaci i wiel-
kości, w ilości do 60 sztuk, są one wyrobione ze zwyczajnych długich
i wązkich odłupków krzemiennych przez okrzesanie z brzegów i za-
ostrzenie spiczasto górnego końca a przez obrobienie dolnego końca
walcowato i tępo dla osadzenia w brzechwę.
Wiadomo że niektórzy archeologowie strzały, o których mowa,
mają za nożyki; otóż moje okazy, po większćj części, przeczą temu
stanowczo: nie przedstawiają one na ostrych swych bocznych krawę-
dziach żadnego śladu zużycia, gdy owszem górny ociosany koniec
bywa często ułamany, zapewne od strzelania; przytćm pomiędzy temi
okazami posiadam kilka, mających grubość prawie równą szćrokości,
powstałe ztąd więc tępe, prawie prostokątne krawędzie nigdy nie mogły-
by być przydatne do krajania. Między narzędziami . krzemiennymi tćj
kategoryi ciekawym jest okaz, znaleziony tu przezeinnie w Kwietniu
b. roku. Jest to długa strzała z ciemno żółtego krzemienia, bardzo piękna,
niezćm się zupełnie nieróżniąca od znalezionćj przez p. Przy bo-
rowski eg o we wsi Białce (Wiad. arch. t. III, str. 43 fig. 17).
Zastanawiającym jest na cmentarzysku w Karólewie, zupełny brak ma-
leńkich nożyków krzemiennych, i tak zwanych strzałek poprzecznych,
które tak są pospolite we wsi Łęgu pod Włocławkiem i wcale nie-
rzadkie w innych miejscowościach powiśla Gostyńskiego bliźćj Płocka
położonych.
Blizko 4 kilometry na wschód od Earólewa a około 1 Vt kilom,
od Wisły, znajduje się wysokie, wązkie a długie, piaszczyste wzgórze,
należące do wsi Jeżewa. Wzgórze to na szczycie i z zachodnićj
swój strony mocniój jest rozwiane; dalsze zaś przedłużenie jego na
l^achodzie jest do dziś dnia pokryte lasem. Na wywianych miejscach
67
leży mnóstwo skorup, jedne gruWj, drugie starannej roboty, wiele
krzemiennych odłamów i wiórów, lecz wyraźnych narzędzi mało, gdyż
znalazłem tam tylko kilka strzałek trzonkowatych , nożyków i skro-
baczek. Na temże wzgórzu^ tu i owdzie grupami leżą kamienie, wielkie
i małe, po sztuk kilkanaście i kilkadziesiąt, a w około nich znajduje
się zwykle największa ilość skorup z popielnic, krzemieni i biało wy-
palonych kości, kupy te kamieni jedna od drugiój odległe są zwykle
kilka kroków, niekiedy zaś więcój, t. j. o kilkanaście i kilkadziesiąt
kroków. Te grupy kamieni, i znajdywane obok nich skorupy i kości
palone dowodzą niewątpliwie, że na tych miejscach były groby staro-
żytne, po wywianiu piasku zupełnie zniszczone. Bawiąc krótko na Um
miejscu, pomimo sondowania i kopania, żadnego grobu odkryć tam
nie mogłem.
Równolegle do tego wzgórza, tylko wązką smugą torfiastą od
niego oddzielone i bardzićj na wschód, leży na gruntach wsi T r z c i a-
ne inne wzgórze, również częściami jest ono bardzo dą tamtego po-
dobne, tak pod względem owych gromad kamieni, jak i ilości, kształtu
1 rodzaju skorup i krzemieni, które się tam znajdują.
Skorupy są po większćj części pięknćj roboty z rysunkami
i ozdobami. Z narzędzi krzemiennych znalazłem jednę strzałkę serco-
watą, parę strzałek z trzonkami, trochę skrobaczek i nożyków.
O jakie sto kroków na południe od tego wzgórza, na gruntach
tćjże wsi, leży mała płaska wydómka, bogata w skorupy i krzemienie ;
w jednóm miejscu na powićrzchni i grzebiąc trochę głębićj znalazłem
skorupy z połowy popielnicy, pięknie wyrobionćj i raz koło razu
prążkowanćj poprzecznie na całćj powićrzchni. O jaki kilometr drogi
na północno-wschód od wysokićj wydmy Trzciańskiój , leży niewielkie
piasczyste wzgórze należące do wsi Stare Duninowo, nad samą
prawie Wisłą. Wzgórze to jest równie bogate w skorupy wszelkiego
rodzaju i krzemienie. Gromadki kamieni po zniszczonych grobach znaj-
dują się tu także, lecz w rnsik^} ilości, zapewne z powodu blizkości
wsi, do którćj kamienie zabrane zostały. Z wydmy tćj posiadam 2
strzałki sercowate, kilka maleńkich nożyków, wiele skrobaczek, prze-
szło dwadzieśćia strzałek z trzonkami, całych i połamanych i ostrze
pięknćj krzemiennćj siekierki. Lecz nietylko piaszczysta wydma słu-
żyła tu za cmentarzysko, bo i w samćj wsi, w czamćj, uprawnćj
ziemi odkryto tu przed kilku laty grób kamienny zbudowany z płyt
łupanych, a w nim znaleziono 5 popielnic doskonale zachowanych,
które gdy wydobyto i postawiono do osuszenia na słońcu, przyszedł
dziad kościelny i wszystkie kijem potłukł, za co siedział kilka dni
w areszcie. Opowiadano mi to w Październiku przeszłego roku, gdym
zwiedzał po raz pićrwszy Staro-Duninowskie okolice.
Na wschód od Starego Duninowa leży wioska Czołownica,
dalćj zaś jeszcze Wólka Brwilska. Otóż cała prawie droga od
Starego Duninowa do tćj ostatnićj wsi, a przeważnie na Czołownicy,
pokryta jest szczątkami starożytnych wyrobów. Droga ta idzie prawie
ponad samą Wisłą a wyroby na nićj znajdujące się są to skorupy
Spnwoid. antrop. Tom V. Diiał If 8
58
bardzo pospolite z popielnic, krzemieDie łupane , wióry, doóć piękne
skrobaczki i nożyki.
Opisane dopito cmentarzyska na Nowój Wsi, Karólewie, Staróm
Duninowie i Wólce firwilskićj odkryłem w Październiku roku 1879;
zwiedzałem je zaś powtórnie w Kwietniu r. t>. przyczćm odkryłem
wspomniane wyżój miejscowości na Jeżewie i Trzcianój. Stare Dnni-
nowo odległe jest od Płocka o 11 kilom., Earólewo o 16 kilom.,
a Skoki o 18 kilom.
Daleko na wschód od Duninowa, o 5 kilom, od Płocka, odkry-
łem cmentarzysko przy wsi Popłacinie. Jest to mała wydómka, na
którój prócz skorup z popielnic, znalazłem sporo krzemiennych wyro-
bów, pomiędzy którómi piękną, sercowatą strzałkę i kilka nu^ch
nożyków.
Tutejsi wieśniacy opowiadali mi że w jednóm miejscu, tam wła-
śnie gdzie się znajduje najwięcćj skorup, przed dwudziestu nteledwie
laty, wiatr wywiał piasek i obnażył kilka dobrze zachowanych popid-
nic, które oni porozbijali, myśląc że w nich znajdują się pieniądze,
ale prócz kości palonych nic w nich nie było. Jednakże nietylko owa
wydma służyła tu za cmentarzysko, lecz i na dobrój, omój ziemi dziś
jeszcze chłopi natrafiają na urny. Jeden z nich^ znalazłszy takową, nie
wyjmował jój z ziemi, lecz przekonawszy się że nic w niój nie ma,
pozostawił ją w spokoju; miejsca dobrze nie zauważył i za mojóm
przybyciem nie mógł jój odszukać. Popielnica ta była z l)oków obło-
żona niewielkiómi kamieniami, na których wiórzchu spoczywał jeden
większych rozmiarów.
Dalój w tójże wsi Popłacinie (prawie w środku) blizko lasu znaj-
duje się duża mogiła przeszło 30 stóp wysoka ręką ludzką usypana
z piasku a dziś już znacznie u wierzchołka rozwiana. Lud zowie ją
szwedzkim okopem. W miejscu wywianóm leży mnóstwo niewielkich
skorup oraz wyroby krzemienne grubsze i drobniejsze, a pomiędzy
nimi sporo maleńkich nożyków, skrobaczek, wiórów i parę o^mdw
strzałek z trzonkami; strzałki sercowatdj nie znaleziono tu dotychczas
żadnój. Kawałki żelaza rdzą zjedzonego i bronzu, zrzadka tu znajdy-
wane, dowodzą że mogiła nie jest zbyt starożytną; zresztą wiadomi
jest że w ogólności mogiły, których starożytność jest lepićj oznaczoną
niż innych grobowisk, prawie nie sięgają okresu czystego kamienia.
Nająw«zy człowieka, kopałem dość długo, na wyższych częściach roz-
wianego wićrzchołka. Do głębokości paru stóp natrafialiśmy na ob-
szerny pokład kamieni, od których w ogóle żadne wyższe miejsce mo-
giły w pewnćj głębokości nie było od nich wolne. Parę stóp pod tą
warstwą znajdowaliśmy inną, lecz głębićj nie kopaliśmy; tylko w pe-
wnych miejscach . pomiędzy temi dwoma warstwami znajdowaliśmy
większe skorupy z popielnic, a w jednćm miejscu, przy gómój war-
stwie, duży kieł dzika mimo to dobrze zachowany. Skorupy z popielnic
należą do znakomitszych wyrx)bów : są one po większój części cienkie,
czerwone, brunatne lub czarne, albo tćż z jednćj strony czarne a z dru-
gićj brunatne, z wielu wygięciami (w kształcie gzymsów) i rysunkami
S9
tak Da bokach jak i u gómój krawędzi. Pod koniec znalazłem górny uła-
mek maleńkiego garnuszka przedlicznćj roboty; z gliny prawie białój,
miałkićj; zmieszanój z bardzo drobno tłuczonym kamieniem. Znajdują
się tu jednak i skorupy grube z grubo tłuczonym kamieniem i pospo-
litej rol)oty, lecz te leżą tylko w najgłębiój wywianych częściach wzgó*
rza, w górnych ich nie ma.
W miej«cu nad rzeczką Skrwą obok młyna „Socha*' o3 kilom,
od Wisły, a o 9 kilom, od Płocka, odkryłem w lecie przeszłego roku
także jednę podobną mogiłę, przez lud również okopem szwedzkim
zwaną. Jest ona na wiórzchołku mocno, lecz równomiernie rozwianą;
wnętrze jćj z popielnicami, nie musi być jeszcze naruszone, bo na
całdj powiórzchni tij mogiły zaledwie udało mi się znaleść kilka od-
łamków skorup. Że jest to mogiła sypana , o tóm wątpić nie można^
albowiem nie łączy się ona z żadnym wzgórkiem piaszczystym i ma
postać prawie okrągłą, a przytćm z dwóch stron oblaną jest wodą
rzeczki Skrwy.
O trzy kilom, na południe od Popłacińskiój mogiły obok wsi
Dzierzązny (Dzierzązna) odkryłem w lecie 1878 r. dwa przedhisto-
ryczne cmentarzyska, jedno od drugiego , oddzielone torfiastą łąką,
kilom, szćroką. Pićrwsze z nich, przy samćj wsi, leży na wydmie
piaszczystej dość płaskićj, bo już mocno rozwianćj ; tu i owdzie znaj-
dują się skorupy z popielnic zwykle grubszćj roboty; krzemieni mtiko,
narzędzi z nich jeszcze mnićj. Lecz z tój to właśnie wydmy posiadam
nadzwyczaj starannie obrobioną piękną strzałkę sercowatą z bii^ego
krzemienia. Strzałki tak doskonale obrobionćj nie widziałem ani w ża-
dnym zbiorze, ani na rysunku i mam ją za arcydzieło wyrobu krze-
mieniarskiego.
Dru^e cmentarzysko znajduje się na wzgórzu dość wysokićm,
mającćm kilkaset metrów długości i około dwudziestu szćrokości. Wzgó-
rze to jest jeszcze mało rozwiane, pomimo to, w różnych miejscadi na
jego powićrzchni znajduje się mnóstwo skorup i sporo grubszych krze-
miennych wyrobów. Z drobniejszych okazów krzemiennych z tego
miejsca mam tylko kilkanaście odłupków, kilka małych nożyków i część
strzidki z trzonkiem.
Wzgórze to, jednjrm tylko końcem styka się z dąlszemi wynio-
słościami piaszczystemi , porosłemi lasem sosnowym; z trzech zaś in-
nych stron otacza je głęboka łąka toriiasta, która przed kilku łaty
była jeszcze mocno bagnistą, a dziś już za pomocą rowów została
znacznie osuszoną. Na tćj to łące^ w stronie południowej, przy kopa-
niu torfu znaleziono w jednćm miejscu głęł)oko wbite w ziemię grube,
dębowe pale, na wpół przegniłe, które pracujący przy tóm robotnicy
uważali za szczątki mostu na Wiśle, jakoby niegdyś tędy płynącćj.
Wspomniane pale mogły być wprawdzie pozostałością starożytnćj bu-
dowli nawodnćj; gdy jednakże na miejscu nie mogłem się dowiedzieć
gdzie się one podziały, ani czy obok nich znalezione były jakie sko-
rupy glinianych naczyń lub narzędzi kamiennych i innych przedmiotów,
poprzestać musimy na oględnćm tylko przypuszczeniu.
Digitized by
60
Tuż naprzeciw Płocka^ po drugiój stronie Wisły, leży wieś Ra-
dzi wie, a w południowo-zachodnićj stronie od tój wsi leżą potężne
wydmy piaszczyste, ciągnące się aż pod powyżój wspomnianą wieś Po-
płacin, do którój nawet część tćjże wydmy właściwie należy. Część
wschodnia, środkowa i zachodnia tych wydm jest najbogatsza w ^za-
bytki starożytnicze ; części zaś pośrednie są uboższe w tym względzie.
Prawie wszystkie skorupy popielnic znajdowane tutaj, są ze strony
zewnętrznej czerwono -brunatne, z wewnętrznćj zaś czarne, przytćm
niezłćj roboty i dość mocne. Z krzemiennych wyrobów znalazłem tu
parę pięknych strzałek sercowatych, jednę z trzonkiem, kilka pięknych
maleńkich nożyków, piłek, dłutek, różnych skrobaczek, większych no-
żyków i ostrze ładnie obrobionćj diorytowćjl siekierki. Pomimo dłu-
giego kopania na żadną popielnicę nie natrafiłem; są one, zdaje się,
wszystkie zniszczone. Przedemną zwiedzał to cmentarzysko p. Tar-
czyński i znalazł na nićm kilka pięknych strzałek sercowatych.
Cmentarzyska na południo wschód od Radziwia, na Rrakówce
i Dolnych Budach odkrył p. Tarczyński w 1878 r. Na pićrw-
szćm znalazł on jednę strzałkę sercowatą i parę innych drobnych wy-
robów krzemiennych; na drugićm strzałkę bronzową i kilka sercowa
tych krzemiennych. Ja podobnież znalazłem tu kilka malutkich strza-
łek sercowatych, strzałkę z trzonkiem, piłkę, parę nożyków i kawałki
bronzu. Strzałki krzemienne z tutejszego cmentarzyska przedstawiają
zupełnie odrębny typ, nie są bowiem podobne do tych jakie znajdo-
wano na innych poblizkich miejscowościach, jedna tylko z moich strza-
łek z Earólewa nieco je przypomina, wszystkie one są pr^ytćm o po-
łowę lub więcćj, mniejsze od tamtych. Z Krakówki posiadam różne
drobne wyroby krzemienne i kilka odłamków kamiennćj siekierki.
Skorupy z popielnic, znajdowane na obudwu tych cmentarzys-
kach, zwykle czerwonawe lub brunatne są tak małe że ani o wyrobie,
ani o rysunku nic z nich wnosić nie można.
Dalćj na wschód od Bud dolnych, nad samą Wisłą, o 6 kilom,
od Płocka, leży wieś Tokary, a w nićj znajduje się także jedno
starożytne cmentarzysko. Następnie za wsią Dobrzykowem, o 7
i pół kilom, od Płocka, jest drugie cmentarzysko; między Dobrzyko-
wem a Starą Korzeniówką trzecie; na Starćj Korzeniówce
czwarte; przy wsi Borkach piąte (12 kilom, od Płocka); przy,
Strzemesznie szóste; nakoniec na północo-zachód od wsi Czermna
siódme.
Wszystkie te cmentarzyska odszukałem w Kwietniu bież. roku.
W dłuższe opisy każdego z nich z osobna nie wdaję się , raz dla tego
że są dosyć ubogie, powtór^ że dla krótkości czasu, pobieżnie tylko
mogłem je zbadać. Na wszystkich tych cmentarzyskach znajdowane
skorupy z popielnic są zwykle prostćj roboty, lepione z gliny zmie-
szanćj z grubo tłuczonym granitem ; czasem są bardzo grube i mocne,
po większćj części czerwonawe z zewnątrz i wewnątrz. Wyrobów krze-
miennych znalazłem na tych cmentarzyskach nie wiele, najwięćój wió-
rów^ odłupków i skrobaczek .; nożyków zaś i strzałek poprzecznych mało.
61
W poładniowój stronie wsi Czermna (około 18 kilom, od Płocka);
znajdiye się znaczna płaszczyzna, pokryta bryłami granitn, do dziś
dnia przez lad okoliczny „żalnikiem'' zwana. Żalnika tego jednaką
dla braka czasn^ zwiedzić nie mogłem.
Takim 8posol>em całe powi&le Gostyńskie, z wyjątkiem małśj
czędci; najbardziej ku wschodowi wysoniętój, zostało przynajmniej po-
wierzchownie zbadane, a ztąd otrzymana wskazówka, gdzie czego
w przyszłości sznkaó należy. Wszystkie prawie cmentarzyska, poczy-
nając od Dobrzykowa a kończąc na Skokach, leżą na mniejszych lab
większych wzniesieniach, które dzid znacznie ogołocone z lasów, prze-
istoczyły się niemal całkowicie w wydmy piaszczyste.
Kieninek ' wszystkich tych wzniesień jest wschodnio - zachodni,
z małem nachyleniem ka północy lab ka południowi, a otaczają je
ze wszystkich stron łąki powstałe z niedawnych jeszcze bagien lub łąki
mokre i Wisła. Wszystkie te wzniesienia stanowią prawie jedno
nieprzerwane pasmo wzgórków, guluących się gdzieniegdzie pod
torfem, lecz w małćj odległości znowu występujących. Łąki zaś bagni-
ste ciągną się smugą nadzwyczaj długą, w różnych miejscach rozmai*
de szeroką (od kilkuset kroków do 2 i 4 kilom.) i równoległą mniej
więcej do Wisły a pod Dobrzykowem naprzykład, Karólewem i Nową
Wsią bardzo ku Wiśle zbliżoną.
Jeśli więc umiejętnie ogarniemy okiem całą tę przestrzeń łąk
torfiastych i pomiędzy nią a Wisłą zawartych piaszczystych wzgórzy,
to przyjdziemy do przekonania że wszystkie mokre miejsca niegdyś,
w nadzwyczaj dawnych czasach, stanowiły odnogę Wisły, oddzielającą
się od głównego koryta gdzieś około Dobrzykowa, a wpadającą napo-
wrót do Wisły około Earólewa, Nowój Wsi, Skoków lub jeszcze dalej;
pasmo zaś wzniesień i wzgórków tworzyło wówczas kępy i ostrowy,
w niektórych miejscach połączone z sobą, w innych zaś ze wszech
stron wodami Wisły oblane.
Jeżli przytóm^rozważymy- podania dzisiejszych chłopków Gostyń-
skiego powiśla, utrzymujących że dzisiejsza Wisła płynęła nie jak dziś
bezpośrednio pod Płockiem, tylko szlakiem łąk i bagnisk wspomnia-
nych, to wyda się nam to wcale prawdopodobnem, z tą tylko różnicą
że Wisła nie musiała płynąć tamtędy przed kilkuset lub tysiącem laty,
lecz przed wielu tysiącami lat i to nie cała, ale jedno jćj ramię tylko.
Po obniżeniu się głównego koryta Wisły, a ztąd po zamuleniu ujścia
i wyjścia jćj pobocznego ramienia, woda w tćmże niegdyś bieżąca,
zamieniła się w stojącą, a będąc nie głęboką wydała rośliny i w prze-
ciągu tysięcy lat wypełniła się torfem. Gdy się ludzie poczęli po raz
pierwszy siedlić w tutejszych okolicach, wtedy zapewne tworzenie się
torfowisk już się było zaczęło ; prawdopodobnie więc, obrawszy je sobie
za miejsce pobytu, budowali na nich mieszkania na palach, a wzgórza
i miejsca nad wodę wjmiesione, użyli na swoje cmentarzyska*
Digitized by
62
Pozwalam sobie wypowiedzieć ten pogląd dla tego, że bez niego,
jak mniemam, niemożebnóm byłoby wyjaśnić sobie istnienie tak wiel-
kićj ilości cmentarzysk w tych okolicach. Na Wiśle, jako na wodzie
bieżącćj , ladzie budować się nie mogli ; płaskie jój brzegi również nie
mog^ być zamieszkane, dla częstych wylewów; a więc jedyne miejsca
po tema stanowiły owe torfem się zapełniające wodozbiory, jako nie
głębokie, bardzo ka tema dogodne. Z te^o tćż powodu właściwa oko-
lica Płocka, po prawćj stronie Wisły, jako zupełnie pozbawiona podo-
bnych wód stojących, jest pod względem starożytniczym uboższą od
Gostyńskiego. Cmentarzyska zaś na Ośnicy, Unie jewie i inne, na-
leżą już do czasów nowszych, jak to sądzić można z wyrobów glinia-
nych i znacznćj ilości bronzu tam znajdowanego.
Do znanych już cmentarzysk Płockich , przybywa jedno w 1879 r.
przezemnie odkryte we wsi BiErkupicach nad Wisłą. Okazało się
ono dość bogatćm w skorupy, popielnic, nie tyle zaś w krzemienie, po-
między którćmi znalazłem sercowatą strzałkę i parę nożyków. Gro-
madki kamieni leżące tu i owdzie, oraz znajdowane przy nich skorupy,
świadczą, że w tćm miejscu były groby.
W blizkości miasteczka Mogielnicy (po w. Grójecki), we wsi
Głów czy nie znajduje się także przedhistoryczne cmentarzysko, na
którym, obok różnych wyrobów krzemiennych, znalazłem także ka-
wałek surowego bronzu, powleczonego patyną. Kawałek ten ofiarowany
przezemnie p. Tarczyńskiemu, znajduje się w jego zbiorze arche-
ologicznym.
Dnia 26 Sierpnia 1880 r.
M
. 'o '
"Digitized by
Google
Digitized by
l\m Wiadom. do Antrop. krajowej. Tom Y.
^iipp'r^ji^- MNIKÓ W.- Jaskinia N|^-
^ (Wielkość 1/
Digitized by VjOOQ16 '
TaM. lY.
Digitized by
Google
Digitized by
Google
ZIlidr Wiadom. do Antrop. krajowej. Tom Y.
^■^'pp'rt,iit. M N IKOW, -Jaskinia N^.^
Digitized by
TaM. Y.
NA-tOPIAN K ACH I.
Zitogr. M. Salba firKrakowU,
Digitized by GooQle
Digitized by Google ;
i
Digitized by
Digitized by
Google
II.
I>zia,]: ^iitx*opologii
w ściiiejszóm znaczeniu.
4
Digitized by GooQle
MNtKOW.-Jaskinia Hii.^
Digitized by
TaM. Y.
♦1
Digitized by
Google
Zbiór Wiad. do Antr. krą}. T. Y. TaU. TI.
MNIKÓW,
z jaskini Na- Lepiankach.
Digitized by
Digitized by
Google
II.
I>zia,ł ^ n 1 1* o p o 1 o g;i i
w ściślejszym znaczeniu.
Digitized by
Digitized by
Trwanie życia w Krakowie
Ba zasaJzie wyłazi zmarłycli w latack 1859- 1868
Zajmując się w latach poprzednich Charakterystyką fizyczną
ludności galicyjskiój częścią sam , częścią spólnie z szan. kol. Dr. K o-
pernickim; mieliśmy zamiar uzupełnić dotychczasowe poszukiwania
dalszą w tym kierunku pracą. Mianowicie zaś; z powodu że badania
nasze dotychczasowe ograniczyć się musiały do osób powoływanych
do wojska, azatćm tylko do mężczyzn od 20 do 23gO; a wyjątkowo
24go roku życia, zamierzaliśmy rozciągnąć je obecnie do osób obojćj
płci, w roku życia 25 do 60go. Celem zebrania dat do tego potrze-
bnych, odwołała się Eomisyja antropologiczna do życzliwości i nauko-
w6j gorliwości pp. lekarzy zamieszkałych w różnych stronach kraju,
tudzież lekarzy szpitalnych i więziennych. Skutek wszelako nie dopi-
sał o tyle, żeby na zebranych szczegółach dało się uzasadnić jakie-
kolwiek naukowe wywody; znaczna bowiem część zaproszonych do
udziału w zamierzonćj pracy, nie znalazła jeszcze pożądanćj do tego
sposobności.
Rozstawszy się więc tymczasowo z pierwotnym zamiarem, wzią-
łem pod uwagę szczegół właściwości fizycznych dotąd w badaniach
naszych niedotknięty; a mianowicie stosunki trwałości życia w Krakowie.
Zdawałoby się, że Antropologija zostawiając tę rzecz Statystyce,
korzysta z otrzymanych przez nię wypadków, nie przedsiębiorąc sama
odpowiednich badań. Jeżeli jednak nie pomijała ona różnych innych
obliczone co do ludności chrześcijańskiej
przez
Dra J. MAJERA.
[ii
szczegółów również do zakresa Statystyki należących, jak stosanków
płci; wiekU; wzrostu, cliorób a nawet szczegółowo i psucia się zębów ;
to cóż powiedzieć o trwaniu życia, jako zakresie wpośród którego
człowiek czynności swoje rozwija^ doznaje zdrowia lub choroby, czyni
zadosyó obowiązkom spółecznym, słowem spełnia swoje przeznaczenie?
Nie sądzę zatóm, żeby w Zbiorze wiadomości antropologicznych doty-
czących kraju, badanie to miało być zbytecznćm.
Inne jednak pytanie; czy zakres w którym dokonywam tego
obecnie może mieć jakie znaczenie? i czy odpowiednim celowi jest
materyjał, na którym pracę niniejszą osnować mi przyszło.
Zapewne że stosunki trwałości życia w Krakowie, choćby najdo-
kładniej zbadane, nie mogą upoważniać do wniosków ogólnych; to
jednak nie mnićj pewna, że zbadanie ich stanie się jednćm z ogniw
w szeregu tego rodzaju poszukiwań, tóm samćm może nie obojętnym
przyczynkiem do rozciąglejszego w tćj mierze poglądu. Wszedłszy tćż
na tę drogę, nie omieszka zapewne nasza Eomisyja rozszćrzać w tym
kierunku swych badań, o ile tylko potrzebny do tego materyjał dałoby
się uzyskać.
Materyjałem z którego korzystać mógłem przy opracowaniu ni-
niejszóm, są powzięte z Urzędu miejskiego krakowskiego Spisy zmar-
łych chrześcijan z lat lOciu, od 1859 do 1868go. Licząc się z cza-
sem i siłami, do tego jedynie zakresu ograniczyć się musiałem^ a ogra-
niczyłem się tćm łatwidj, że p. Dr. B u s z e k , fizyk M. Krakowa^ pod-
jął się z wszelką gotowością prowadzić dalćj tę pracę, nie tylko
z uwzględnieniem lat dalszych, lecz i ludności żydowskićj. Będzie to
mogło dostarczyć ciekawego porównania z wypadkami otrzymanemi
przeze mnie, wskazując, czyli i o ile zachodziłaby w tćj mierze różnica
między ludnością chrześcijańską i żydowską?
Podjętą pracę wypadało rozpocząć od sporządzenia wypisów
z ksiąg zmarłych, o których wyżćj nadmieniłem. Praca ta na pozór
czysto mechaniczna, wymagała pewnćj oględności. Ograniczając bowiem
badanie jedynie do pewnego miejsca, zważać trzeba oczywiście tylko
na osoby do zakresu tego ściśle należące. Tymczasem do ksiąg Urzędu
miejskiego wciągano zmarłych i z wsi okolicznych, których mieszkańcy
należą wprawdzie do parafij miejskich, nie wchodzą jednak do spisu
ludności krakowskićj. Ponieważ jednak miejsce ich pochodzenia i zej-
ścia wyraźnie było podawane, wyłączenie ich zatćm z pomiędzy ludności
Krakowa żadnćj nie nasuwało trudności.
Inna atoli okoliczność utrudniała zadanie tak dalece, że zalicze-
nie osoby zmarłój do ludności krakowskićj opiórać się musiało jedynie
na domyśle i prawdopodobieństwie. Były to osoby zmarłe w szpitalach
krakowskich, o których nadmieniono w księgach że pochodziły z in-
nego, częstokroć bardzo odległego miejsca. Było zatćm pytanie: czy
weszły one do spisu ludności? czy przynajmniej o tyle przebywały
w Krakowie, żeby warunki miejscowe mogły im nadać pod względem
[5|
antropologicznym piętno miejscowości ? W tójto mierze rozstrzygać mu-
siał domysł i prawdopodobieństwo. Według tego, z pomiędzy zmarłych
w szpitalach pomijać mi wypadło wyrobników pochodzących ze wsi
z miastem graniczących; wiadomo bowiem, że przychodząc we dnie
na zarobek do miasta, na noc wracają oni do miejsca właściwego po-
bytu. Natomiast uwzględniałem kategoryję służących, domyślać się bo-
wiem należało, ze osoby tego stanu mnićj więcój dłuższy czas w mieście
przebywszy, a przynajmniój przebywać w nićm mogły. A jeśli i mię-
dzy niemi znaleść się mogły osoby, które z pomiędzy ludności kra-
kowskiej wyłączone być były powinny, to przecież ich liczba ostatecz-
nie nie może być tak wielką^ żeby w porównaniu z ogólną ilością
zmarłych, stanowczo miała wpływać na wypadek przedsięwziętego
badania.
Prócz potrzeby powyższych wyłączeń pokazało się jeszcze, że tu
i owdzie, a mianowicie przy podrzutkach, z ksiąg miejskich nie można
było zrobić użytku dlatego^ że nie podawały bądź płci^ bądź lat ży-
cia zmarłego.
Naostatek, robiąc z miejskich ksiąg śmiertelności wyciągi dla
obliczenia długości życia, wypadało oczywiście uwzględniać tych którzy
żyli, a tóm samćm pomijać dzieci urodzone nie żywo. Z tego powodu
nie wchodzą one do tych wykazów, na których opierałem moje obli-
czenia ; dodatkowo jednak pod każdym z nich uwidocznia się ich liczba.
Skutkiem tych różnych wyłączeń było, że ogólna liczba chrześci-
jan, zmarłych w Krakowie w r. 1869 — 1868, t. j. wciągu lat lOciu,
która według ksiąg miejskich wynosiła 14391, zeszła do 10017.
Rozkład tój ludności według lat, płci i wieku okażą następu-
jące zestawienia.
-Foczet zmarłych w Krakowie chrześcijan
w r. 1859.
Rok
życia
Liczba zmarłych
Rok
życia
Liczba zmarłych
płcim.|p}ci i.
razem
piCl III,
płci £| razem
0—1
lo*
UO
262
51
2
9
2
dl
OQ
zo
59
2
2
Q
3
ID
10
28
3
1
1
9
4
c5
a
O
14
4
1
CL
5
1
1
2
5
6
1
J.
7
1
6
D
Q
8
6
1
7
o
5
7
2
a
4.
ś
■1
1
1
8
2
a
4.
Q
3
9
5
1
X
D
16
ó
Q
i>
5
60
4
14
18
I I
3
I
9
9
12
1
1
2
l3
2
9
4
3
3
2
5
14
1
r
6
4
1
1
1
9
i5
4
5
2
3
16
a
O
8
6
2
1
X
Q
17
4
7
3
3
18
a
O
6
8
1
9
Q
»9
1
1
5
9
2
2
20
o
8
70
5
5
10
I
1
5
I
2
o
8
2
1
Q
4
3
7
3
2
Q
5
4
1
5
4
3
2
5
5
Q
9
5
3
4
6
ó
5
6
2
4
7
5
7
3
\
4
8
11
8
1
\
9
9
o
10
Q
3
3
30
V
16
80
1
3
4
I
i
1
1
I
2
4
2
9
9
3
1
1
2
3
4
2
3
6
4
"i
1
5
3
7
10
5
6
6
3
8
6
1
"i
3
7
2
1
3
7
8
5
6
11
8
6
2
7
1
1
11
12
23
1
1
I
2
2
1
2
2
2
8
1
9
2
3
2
5
7
3
4
1
6
6
4
5
6
6
11
5
6
2
3
5
6
7
6
1
7
7
8
3
3
8
1
1
9
7
2
9
1
1
50
6
7
13
10§
Od roku życia O do 100
Nieżywo urodzonych .
U 4 ch śmierć przypadkowa, 8 samobójstwa.
395
57
424
40
819
97
Digitized by
17J
W r. 1860.
Rok
życia
Liczba zmarłych
Rok
życia
Liczba zmarłych
m. 1 i.
razem
m. 1
i. 1 razem
0—1
176
126
0O2
BI
2
1
3
3
37
46
80
2
1
4
j
28
26
54
4
1
6
4
U
5
19
4
3
—
3
t
6
2
j
3
6
A
U
6
3
9
/»
o
2
8
7
4
5
9
7
5
—
6
g
3
5
8
fi
4
1
6
6
2
4
—
4
JkW
—
4
4
6§
7
4
11
1
1
2
I
d
—
3
2
6
—
2
4
3
7
?
—
3
4
3
. 7
4
1
1
2
4
1
1
2
1
3
4
2
2
u
—
4
4
6
6
12
7
1
1
2
l
1
3
4
Q
O
2
5
7
er
4
9
3
1
ii
4
1
1
2
2
1
4>
7§
i U
5
8
13
I
2
—
2
I
1
1
2
3
2
5
2
2
6
7
3
2
5
2
1
3
4
4
3
1
4
2
2
4
3
3
6
ć
D
1
5
6
—
3
o
4
7
7
1
3
A
4
7
1
2
3
fi
1
2
fi
—
2
2
—
2
2
1
1
3§
1
8
9
4
7
1
3
4
I
2
2
2
5
10
2
3
3
^
3
i
7
1
1
4
1
4
1
1
5
4
1
5
c
D
1
1
3
3
6
2
2
7
4
1
6
7
1
1
8
9
4
13
8
2
2
4
3
4
7
18
7
26
9§
"2
6
8
I
4
4
I
1
1
2
2
4
6
2
3
3
2
6
3
2
2
4
4
1
5
4
5
3
4
7
5
6
4
2
6
6
7
3
1
4
7
8
8
6
13
8
2
3
5
1
1
58
7
7
14
Od rokn życia O do 100
Mieiywo
3)iatkiem ospy zmarło dzieci
505
urodzonych 46
91 ; śmierci przypadkowych było 5 ; samobójstwo Xę
423
35
928
81
Digitized by
Google
w r. 1861.
liOK
Życia
Liczba zmarłych
m.
L
razem
0—1
163
117
280
2
35
36
71
3
16
27
43
4
12
14
26
5
7
6
13
6
4
5
9
7
1
6
6
8
—
2
2
,2
3
4
7
10
4
—
4
I
5
—
5
2
4
1
6
3
1
1
2
4
1
3
4
5
8
2
5
6
2
4
6
7
4
4
8
8
2
3
6
«2
4
4
8
20
6
5
11
1
3
1
4
2
6
3
9
3
2
4
6
4
3
9
12
5
4
4
8
6
4
3
7
7
3
4
7
8
2
4
6
^2
2
2
4
30
6
18
24
I
6
3
9
2
3
1
4
3
4
3
7
4
2
5
7
5
3
2
6
6
7
6
12
7
o
o
1
4
8
4
3
7
7
2
9
19
20
39
I
4
2
6
2
6
7
13
3
1
4
5
4
4
4
8
. 5
11
4
16
6
4
1
6
7
3
1
3
8
6
5
11
3
1
4
10
16
26
I
4
4
8
Kor
życia
Liczba zmarłych
m.
i.
razem
52
4
2
6
3
4
—
4
4
3
6
8
5
10
4
14
6
4
4
8
7
2
1
3
8
1
4
5
.2
—
1
1
60
8
10
18
X
1
3
4
2
2
3
5
3
2
2
4
4
6
4
9
5
1
1
2
6
2
2
4
7
—
4
4
8
—
4
4
„2
4
2
6
70
7
7
14
I
1
1
2
2
Q
. V
7
3
2
6
8
A.
2
—
2
5
1
1
2
6
X
2
3
7
1
1
2
8
1
X
3
4
1
1
8§
1
6
7
X
2
2
4
2
1
2
3
3
1
2
3
4
2
5
1
2
3
6
ti
i
1
•*
1
2
2
9v
"i
1
2
I
2
1
1
3
4
3
3
5
6
3
3
1
1
loS
I
2
1
1
Od roku iycia O do 102 . . . . 512 498
Nieiywo urodsonych 30 24
Śmierci przypadkowych było 7 ; samobójstwo 1.
Digitized by
Google
[91
W r. 1862.
Rok
życia
Liczba zmarłych
w.
i.
0-1
142
133
275
2
45
30
76
7
j
27
17
44
4
26
20
45
5
16
16
30
6
6
11
17
7
1
3
4
8
4
5
9
9
3
2
6
10
6
2
7
I
3
3
3
6
2
8
3
2
1
3
4
1
1
2
5
4
2
6
6
3
6
8
7
2
4
6
8
6
3
9
Q
3
5
8
20
8
8
16
I
2
3
5
3
7
7
14
3
7
6
13
4
6
5
10
5
5
7
12
6
3
5
8
7
1
4
5
8
6
7
12
Q
6
3
8
30
10
11
21
I
2
1
3
2
8
3
11
3
4
2
6
4
—
2
2
5
a
4
7
6
1
4
5
6
5
10
i
1
2
3
4
2
6
10
10
20
I
3
3
2
4
2
6
3
3
1
4
4
1
1
2
5
6
2
8
6
3
1
4
7
4
4
8
3
4
7
9
2
2
4
Od roku życia O do S
Nieiywo urodionych
Śmierci przypadkowych było 12.
Rok
życia
Liczba zmarłych
Tłl.
A
a.
IClAClll
50
6
9
15
1
2
4
6
2
8
8
3
4
2
6
4
3
1
4
5
4
1
5
6
6
2
8
7
1
1
8
5
5
2
2
4
60
11
16
27
1
4
2
6
2
5
1
6
3
2
4
6
4
3
1
4
5
4
3
7
6
2
2
4
7
3
5
8
8
3
5
8
9
2
3
5
70
8
9
17
I
2
2
2
2
2
4
3
4
3
7
4
1
3
4
5
5
3
8
6
4
2
6
7
5
5
10
8
2
4
6
1
4
5
1
10
11
I
1
1
2
2
1
3
3
4
4
4
3
3
5
3
3
6
1
3
4
7
2
2
8
1
1
9§
2
2
I
1
2
3
2
3
1
1
4
5
1
1
6
1
1
7
1
1
•8
2
2
. 546
512
1058
32
60
Sprawosd* antrop. Tom V, dsial IL
Digitized by
[10]
w r. 1863.
Rok
życia
Liczba zmarłych
Rok
życia
Liczba zmarłych
m.
1 X
1 2.
razem
1 i.
1 razem
0—1
50
Q
%j
i^s
94
2
I
9
9
A
3
90
2
O
Ci
D
XX
4
1S
J.O
14
39
3
Oi
u
Q
O
Q
U
5
17
10
97
4
Q
o
4.
7
6
A
\f
10
Ifi
AU
5
O
9
4
7
A
TT
5
o
*J
6
Q
O
Q
V
8
Q
O
4
7
•
7
9
1
X
3
1
i.
4
8
1
X
a
u
10
9
3
o
9
1
X
3
I
\
1
2
60
13
14
xtr
97
2
\
2
Q
o
I
Q
o
3
3
9
3
2
7
7
4
A
TT
4
g
3
4
4.
8
5
9
3
5
4
1
T\
%j
6
9
o
5
Q
O
A
TT
7
7
3
3
6
4
4
8
O
2
10
7
4
o
4
2
8
. 1
X
Q
o
4
20
18
3
21
o
1
1
I
5
2
7
70
4
4
2
5
4
9
I
Q
1
4
3
3
9
2
4
4
5
6
11
3
3
2
5
5
4
10
4
1
X
ił
4
6
8
5
5
1
X
9
3
7
6
8
13
6
6
1
7
8
5
7
12
7
1
X
1
9
4
4
8
8
1
X
Q
O
4
30
7
14
21
Q
1
1
I
4
3
7
80
5
2
7
2
2
3
5
I
1
1
3
4
2
6
2
2
1
3
4
2
6
3
1
1
5
1
2
3
4
1
' 1
6
5
9
14
5
2
4
e
7
3
2
5
6
8
6
3
9
7
1
1
3
4
7
8
1
1
2
10
8
18
2
2
I
4
4
8
9§
2
3
3
I
3
2
3
5
2
4
3
2
5
3
2
2
5
8
7
15
4
6
3
6
8
5
7
3
4
7
6
8
3
5
8 1
7
9
5
5 1
8
1
1
Od roku życia O do 98 .... 573 525 1098
Nieżywo urodzonych 29 82 61
Śmierci przypadkowych było 47, między niemi z ran ciętych lub postrzałowych, najwięcej
między rokiem życia 18 a 22gim, 28 ; samobójstw 3.
Digitized by
tli]
w r. 1864.
Rok
życia
Liczba zmarłych
771.
z.
razein
0-1
137
134
271
3
35
18
53
3
15
10
25
4
9
15
5
7
8
15
6
6
5
11
7
10
16
8
3
2
5
9
1
5
10
4
4.
I
2
2
3
1
1
2
3
1
2
3
4
3
Q
o
5
3
3
6
2
3
5
7
\
9
8
A
\t
7
9
4
4
g
20
9
l^S
Q
o
9
2
2
3
a
u
WJ
4
o
a
13
xo
5
7
7
6
4
5
9
7
\
1
8
A
\>
7
1
xo
o
4
10
30
19
X.k}
97
I
9
9
2
2
' 8
10
3
1
8
9
4
5
3
8
5
4
2
6
6
5
5
10
7
6
2
8
8
1
1
2
4
4
8
11
9
20
I
1
2
3
2
4
6
10
3
4
7
11
4
3
4
7
5
6
8
14
6
5
2
7
7
3
6
9
Rok
życia
Liczba zmarłych
m.
1 2.
1 razem
48
q
10
2
19
3
3
50
7
•
19
1Q
AJ/
I
3
9
p;
2
5
5
3
a
u
Q
9
4
11
4
15
5
3
3
f)
Q
£>
»/
7
4.
1
5
ś
9
9
o
5
5
60
14.
19
9R
I
9
Q
Pi
2
A
'±.
1
5
3
Q
7
1
ift
4
4.
5
6
6
6
Q
1
i.
4.
7
3
4
7
8
Q
Q
9
9
1^^
15^
I
2
1
3
2
3
3
6
3
1
1
2
4
2
6
8
5
9
t>
7
1
6
2
2
7
Q
8
9
Pi
7
o
1
2
3
I
2
10
12
2
3
2
3
5
4
2
3
5
5
1
1
2
6
2
3
5
7
8
2
2
9§
1
3
1
2
1
1
lol
1
Od roku życia O do 104 .... 478 512 990
, Nieiywo urodzonych 52 32 84
Smiwci przyp. było 15; samobójstwo 1; u dzieci 62 przypadki śmierci w skutku krupu.
Digitized by
w r.
Rok
Liczba zmarłych
m, 1 i.
razem
165
128
293
2
41
43
84
3
13
18
31
4
16
12
28
5
12
15
27
6
4
6
10
7
2
12
14
8
6
4
10
i8
1
1
' 2
10
1
3
4
I
1
1
2
2
3
1
4
3
2
2
4
1
4
6
5
3
1
4
7
1
8
7
4
2
6
8
4
8
12
3
4
7
20
3
9
12
I
3
4
7
2
3
6
3
6
7
12
4
3
7
10
5
2
8
10
6
6
13
18
7
1
10
11
8
4
15
19
2
8
10
30
4
6
10
I
4
2
6
2
3
4
7
3
6
3
9
4
2
2
4
5
4
2
6
6
7
7
7
5
6
U
8
9
4
13
7
2
9
8
10
18
3
2
5
2
7
5
12
3
2
8
10
4
3
3
6
5
4
7
11
6
5
2
7
7
3
2
5
8
5
7
12
9
2
2
4
Od roku łyda O do
Nieiywo urodzonych
Zmarłych w skutku ospy 93; śmierci prz
1866.
Rok
Liczba zmarłych
życia
m.
i.
razem
60
16
19
35
I
2
2
4
2
4
3
7
3
2
2
4
4.
o
5
4
fi
o
»7
6
1
a
A
rr
7
4.
fi
8
O
2
4.
Q
o
9
A
rt
60
g
7
15
1
2
9
2
1
X
9
3
4
1
5
4
2
fi
7
5
fi
o
o
»7
17
X I
6
3
4
7
7
2
4
6
8
3
2
fi
g
1
X
9
70
4
12
16
I
9
9
A
rt
2
3
a
o
a
o
3
1
1
X
4
o
4.
o
5
a
o
o
a
u
6
\
1
X
7
a
o
Q
O
8
D
D
o
fi
80
9
7
O
«/
I
2
9
1
X
Q
O
3
9
9
4.
4
2
2
4
5
1
1
X
9
6
•1
1
1
2
/
1
1
2
8
1
1
1
2
3
9^
1
2
3
1
1
1
2
1
1
3
1
1
4
1
1
8
1
1
105
1
1
6
1
1
8
1
1
. 516
566
108S
. 82
34
56
lowych 7; samobójstwo 1.
Digitized by
w r. 1866.
[13]
Rok
życia
Liczba zmarłych^
0-1
160
126
276
2
45
46
91
3
10
15
26
4
17
8
25
5
3
5
8
6
8
3
11
7
3
3
8
4
3
7
9
* 6
6
10
1
1
2
I
3
2
5
2
4
3
7
3
1
1
2
4
2
1
3
5
1
2
3
6
4
4
8
7
2
2
4
8
10
2
12
3
3
20
9
6
15
I
3
3
6
2
4
2
6
3
4
2
6
4
5
3
8
3
7
10
6
7
10
17
7
5
4
9
8
6
3
9
9
3
6
9
30
7
14
21
I
5
1
6
2
6
10
3
6
5
11
4
4
6
10
5
1
2
3
6
3
1
4
7
5
6
11
8
4
7
11
2
3
5
12
16
28
1
3
1
4
2
6
2
8
3
2
5
7
4
5
2
7
5
6
6
12
6
9
5
14
7
8
2
10
Od roku iycia O do
NieżyM^o urodzonycŁ
Ifa cholerę umarło 47 ; śmierci przypadk<
Kok
życia
Liczba zmarłych
1 i*Q 7Pim
48
8
4
12
9
4
1
5
50
15
6
21
I
1
2
3
2
4
1
5
3.
2
2
4
4
3
5
8
5
6
1
7
6
8
5
13
7
5
2
7
8
8
8
9
4
5
9
60
8
14
22
I
4
2
6
2
2
2
3
4
2
6
4
1
2
3
5
4
6
10
6
9
2
11
7
5
4
9
8
6
4
10
9
2
3
5
70
6
15
21
1
2
2
2
2
5
7
3
3
3
6
4
5
5
c
D
4
6
10
6
4
6
10
7
2
2
8
2
3
5
9
2
3
5
8d
3
9
12
I
1
1
2
2
2
2
3
1
1
2
4
1
1
5
1
1
6
1
1
7
1
1
8
1
1
1
1
I
1
1
5
1
1
100
1
1
5
1
1
105 ... . 556 519 1075
i 41 36 77
►wych 10; samobójstwa żadnego.
Digitized by
w r. 1867.
Rok
życia
Liczba zmarłych
m.
i.
razem
0—1
lol
116
247
3
i
18
43
3
7
10
17
4
4
8
12
<;
j
i
1
6
7
u
7
2
9
7
j
4
6
9
Q
O
o
1
4
o
2
5
1
2
3
I
2
2
2
1
3
2
4
1
1
•/
1
2
3
o
1
3
4
7
2
1
3
Q
o
A
4
4
8
4
6
2
7
9
I
o
2
8
10
2
4
6
9
2
9
11
4
5
4
9
c
J
4
6
9
4
9
13
7
6
3
8
4
7
1
1
12
8
20
1
4
4
8
2
2
3
5
6
8
14
4
a
CL
O
Q
CL
3
7
10
6
8
6
13
7
6
6
12
8
9
6
15
3
1
4
16
14
29
I
2
6
7
2
6
1
7
3
2
3
5
4
2
2
4
5
12
4
16
6
7
6
13
7
6
3
9
8
6
4
10
9
7
3
10
Od roku
Nieiywo
Śmierci przypadkowych było
iycia O do 101
urodzonych
14; samobójstw
Rok
życia
Liczba zmarłych
m.
L
razem
60
10
6
16
1
2
2
4
5
4
9
3
7
2
9
4
6
6
11
/•
9
5
8
3
6
9
3
2
5
Ł
wy
8
18
26
1
—
1
1
6
6
3
2
4
6
4
2
3
5
4
3
7
6
4
3
7
4
•
11
3
4
3
4
il
1 w
3
11
14
2
3
2
3
2
5
3
3
3
4
1
3
4
2
6
7
6
2
2
4
7
1
3
4
Q
1
2
3
1
1
2
8§
Ow
5
4
9
2
1
3
2
1
1
1
3
4
4
1
1
2
5
4
4
A
U
2
2
7
8
2
2
4
9^
1
1
I
1
1
2
1
1
3
1
1
4
1
1
5
1
1
6
1
1
101
1
1
. 457
479
936
. 55
27
82
Digitized by
w r. 1868.
[16J
Rok
życia
Liczba zmarłych
m.
Ł
razem
A 1
161
118
269
2
33
31
64
18
17
35
4
10
10
20
c
D
12
8
20
4
2
6
10
7
17
i
o
1
5
6
1
1
2
i8
6
—
6
I
1
—
1
2
—
1
1
2
1
3
4
1
6
6
c
3
1
2
3
o
2
6
8
7
—
6
6
o
o
—
4
4
4
1
5
4
8
12
I
3
3
6
2
—
6
6
1
6
7
4
4
5
9
4
5
9
3
7
10
7
4
6
10
Q
O
5
11
16
3
4
7
38
5
12
17
I
3
2
5
2
5
4
9
5
3
4
4
5
9
c
2
2
4
6
12
7
2
1
3
8
5
4
9
2
1
3
3
13
16
I
3
3
2
6
8
14
3
7
2
9
4
6
1
7
5
8
4
12
6
6
2
8
7
3
2
6
8
8
7
16
4
1
5
13
11
24
Rok
życia
61
2
3
4
5
6
7
8
6^
I
2
3
4
5
6
7
8
2
3
4
5
6
7
8
Q
80
2
3
4
5
6
l
I
2
3
4
5
6
7
8
Liczba zmarłych
m.
i.
razem
3
2 .
6
3
2
6
2
1
3
5
2
7
4
8
12
5
6
11
4
3
7
5
2
7
—
1
1
11
14
26
3
1
4
3
4
7
1
4
6
1
5
6
4
3
7
4
3
7
7
8
16
8
7
16
3
1
4
9
13
22
—
3
3
3
3
6
2
5
7
2
2
4
1
1
1
2
3
2
2
3
7
10
2
1
3
2
7
9
1
1
2
2
1
3
1
1
1
1
2
3
6
1
1
1
1
2
1
2
3
2
1
"3
1
1
1
1
1
1
Od roku iycia O do 99 .... 506 515
Nieźywo urodzonych 46 36
\ tyfiisa umarło 54; w skutku ospy 48; przypadkowo 11; samobójstwo 1,
102;
Digitized by
(16)
Ogólny poczet zmar
Kok
życia
Liczba zmarłych
m.
Ł
0-1
1524
1269
2793
2
379
339
718
3
170
177
347
4
130
106
236
5
80
76
156
6
56
60
106
7
38
54
92
8
28
31
59
9
22
27
49
10
26
18
44
I
15
12
27
2
26
13
39
3
13
16
29
4
12
28
40
5
23
19
42
6
25
37
62
7
18
26
44
8
43
37
80
9
31
29
60
20
63
61
124
f
30
27
57
2
38
41
79
3
40
46
86
4
34
59
93
5
38
52
90
6
41
65
106
7
25
48
73
8
40
68
108
Q
27
42
69
30
71
114
185
1
27
22
49
2
40
37
77
3
41
39
bO
4
29
38
67
5
28
33
61
6
43
49
92
7
41
34
75
8
53
45
98
Q
40
24
64
40
116
130
246
I
24
21
45
2
52
36
88
3
28
41
69
4
32
25
57
5
70
51
121
6
48
29
77
7
42
22
64
8
60
43
103
34
23
57
99
108
207
I
23
21
44
2
43
22
65
3
38
15
53
od r. 1859 do 1868.
1
I Rok
życia
'===
Liczba zmarłych
ffi.
ź.
1 4
41
34
75
i 5
42
34
76
6
46
38
84
7
29
11
40
8
37
18
55
9
27
15
42
60
92
122
214
I
20
16
36
2
27
25
52
3
29
32
61
4
21
32
53
5
30
38
68
6
35
28
63
7
29
42
71
8
30
35
65
9
19
14
33
70
52
97
149
I
12
12
24
2
23
33
56
3
19
28
47
4
16
30
46
5
23
31
54
6
25
24
49
7
12
22
34
8
19
30
49
9
14
15
29
80
I
25
62
87
10
5
15
2
12
11
23
3
9
16
25
4
10
12
22
5
9
18
27
6
9
13
22
7
5
4
9
8
6
12
18
9
1
11
12
90
7
15
22
I
4
6
10
2
2
3
5
3
7
7
4
4
6
5
1
6
7
6
3
3
1
1
2
l
1
6
7
Q
2
1
3
100
1
1
1
1
2
1
1
4
1
1
5
2
2
6
1
1
8
1
1
Digitized by
[171
Od roku 1859 do 1868 zmarło w Krakowie razem płci m. 5044
Nie wchodzą do tój cyfry dzieci urodzone nieżywe, między
Oto był materyjał z którego jedynie korzystać mogłem przy po-
szukiwaniu stosunków trwania życia w Krakowie. Wiem że zupełna
ścisłość obliczeń innych do tego wymaga warunków, że wypadki wten-
czas dopiero pewnemi nazwaćby się mogły, gdyby dzieci równocześnie
urodzone śledzić się dało w każdym roku życia i oznaczać ich liczbę
aż do zupełnego wymarcia. Jakoż w tym tylko razie miećby można
pewność, że się ma do czynienia z gencracyją, do którćj ani nic nie
przybyło, ani tćż, prócz samćj śmierci, w inny sposób nic z nićj nie
ubyło. Ile mi jednak wiadomo, jedynie Hermann miał przeprowadzić
w ten sposób badanie odnośnie do ludności Bawaryi *). Już Łapiące
przed Hermannem zwrócił na to uwagę, że jedynie ten sposób pro-
wadzić można do całkiem pewnych wypadków; nie wątpię jednak że
i pierwój jeszcze nie mógł on być tajemnicą, bo trudno przypuścić,
żeby przekonanie to każdemu, zajmującemu się badaniem długości ży-
cia, nastręczać się nie miało. Że jednak ta metoda, ile z jednćj strony
pewna, tyle z drugićj trudna i po największćj części niepodobna jest
i być musiała do przeprowadzenia, okazuje się z tego, że tak dawnićjsi
jak nowsi statystycy zmuszeni byli oglądać się za inną.
Nie pisząc historyi tego przedmiotu, niepodobna mi zapuszczać
się w szczegółowy opis i ocenianie podawanych tu sposobów, ani tćż
względnćj wartością jaisą każdy z nich mieć może w różnych zastoso-
waniach^ jakiemi zajmuje się Statystyka. Ograniczam się zatćm jedy-
nie do określenia tego, który dawno już wskazał Dćparcieux*),
a który, póżnićj niewiele zmieniony, służył różnym Towarzystwom
ubezpieczeń życia, do oznaczenia stosunków jego trwałości, i mimo to
że się opiera jedynie na prawdopodobieństwie, do dziś dnia nie wy-
chodzi z użycia, w mojćm zaś badaniu odpowiada materyjałowi , któ-
rym rozporządzać mógłem. Z powodu bowiem niemożności odszukania
ksiąg dzieci urodzonych wcześniejszych od r. 1877, niepodobnćm stało
się wprowadzenie w rachunek ilości narodzin.
Sposób ten wymaga ułożenia tak zwanćj Tablicy zejść czyli
śmiertelności, do czego użyłem następującego ^ znanego zresztą
wzoru ogólnego:
Zob. Haushofer, Lehr- u Handb. der Statistik, Wien 1872, str.
214. — Polskie tłum. w Warszawie 1876, str. 169.
*) Essai sur les prohahilitis de la dur de de la vie humaine. Paris 1746.
Sprawozd. antrop. Tom V, dział U. 3
płci i. 4973
razem 10017
któremi było płci m,
i.
416
318
razem
734
Digitized by
(18|
0—1
a
a+b+c+d+ e
a+2b + 3c + 4:d + 5e
2
b
b+c+d+e
6 + 2c + 3d + 4e
3
c
c + d + e
c + 2d + 3e
4
d
d + e
d + 2e
6
e
e
e
Piórwsza z podziałek tego wzoru wskazuje rok życia w którym
śmierć nastąpiła. W zastósowaniu ciągnąć się ona musi oczywiście aż
do tego roku życia, w którym zmarła z pomiędzy badanycli najstar-
sza osoba. Druga przedziałka tego wzoru oznacza liczbę zmarłych
w każdym roku życia; trzecia odpowiednią temu liczbę żyjących, ma-
lejącą z każdym rokiem w miarę przypadków śmierci zaszłych w roku
poprzednim ; czwarta wreszcie wskazuje sumę lat, którą razem wszyscy
bądź przeżyć mają, bądź rzeczywiście przeżyli, w miarę tego, jak od da-
nego roku życia szłoby się do coraz wyższego, lub tóż na odwrót od
najwyższego do roku danego.
Co się tyczy 2ch pićrwszych rubryk, oznaczenia są pewne, bo
wprost powzięte być mogą z wykazów śmiertelności, jakie podałem
już wyżćj.
Inaczćj jednak ma się rzecz z rubryką 3cią. Polega ona na przy-
puszczeniu, że ogół zmarłych w danym przeciągu czasu, stanowił lu-
dność w sobie niejako zamkniętą, a więc ani zwiększającą się zkąd
inąd przybytkiem, ani malejącą przez inne prócz śmierci ubytki. Że
przypuszczenie to jest za śmiałe, łatwo to zrozumieć ; że jednak mimoto
wszyscy niemal na nićm polegali, wynika to częścią z tego, co się
w tćj mierze wyżćj nadmieniło, częścią z uwagi, że przy obliczeniach
masowych, skutek wpływów spaczających wypadki mnićj więcćj tracić
musi znaczenie. Z tegoto powodu np. między innymi Haushofer,
twierdząc w jednćm miejscu że przypuszczenie powyższe z istotnym
stanem rzeczy pogodzić się nie może , w innćm ') mówi znowu wy-
raźnie, że przez średnie trwanie życia rozumieć zawsze należy liczbę
obrachowaną na podstawie tablic śmiertelności, których wzór wskaza-
łem powyżej, a do których należy przecież rubryka polegająca na
owćm przypuszczeniu
*) j. w. str. 213.
*) j. w. str. 223.
Ponieważ cała wartość pracy niniejszćj zależeć musi od stósowności
metody do obliczenia użyć się mającćj przytaczam więc jeszcze do-
słownie jak w tćj mierze wyraża się Ósterlen: Eine Berechnung
der wirklichen Lebensdauer einer Bevdlkerung durch directe Be-
obachłung (jak wyźćj str. [17]) ist in Praxi selten oder nie mdglich,
Denn ausser vollstdndigen und genauen Geburts- wie Słerbelisten
wurde sie voraussełzen , dass sich die Bevdlkerung durch Ein-
Auswanderung u, s, f. gar nicht dndert. Weil man aber die mit-
łlere Lebensdauer auch nur z. B. fur 1000 gleichzeitia Oeborene
ęrst berechnen konnie, wenn selbst der lefzte aieser 1000 gesłorben,
Digitized by
[19]
Według tego, w zastósowaniu do moich obliczeń, przypuścić wy-
pada, że suma osób zmarłych w ciągu lat lOciu jest zarazem liczbą
w jakiój osoby te kiedyś żyć poczęły, a zatóm liczbą żyjących w po*
czątku roku pierwszego. Że wszyscy zmarli w jakimbądż roku życia,
żyć przedtem musieli^ o thm podobno nióma co mówić ; przypuszczenie
odnosi, się jedynie do tego, że przyjść oni mieli na świat równocze-
śnie, po czćm dopióro gromada ta rokrocznie wymierała stopniowo.
Jeśli więc suma ogólna zmarłych, u nas 100 J 7 postawi się w po-
działce 3ciśj w miejscu odpowiednióm pozycyi wieku O — Igo, będzie
to znaczyło, że badanój ludności było po urodzeniu 10017. Odjąwszy
od tego liczbę zmarłych w ciągu roku pierwszego, t. j. 2793, reszta
7224 będzie ilością żyjących z początkiem roku 2go. Podobnież zno-
wu odejmując od tśj ostatnićj 718 zmarłych w ciągu roku 2go, reszta
6506 będzie cyfrą żyjących z początkiem roku 3go i t. d. aż do roku
108go, w którym z grupy osób obliczeniu poddanych zmarła już osta-
tnia. Możnaby tćż w tćm obliczaniu postępować odwrotnie, mianowicie
zaś: skoro w roku lOSym żyła jeszcze 1, a w ciągu roku 106go
zmarła także 1 , to z początkiem tego ostatniego musiały żyć 2. Ale
te 2 przeszły rok życia 105ty, w ciągu którego zmarły 2 inne, razem
więc z początku tego roku było żywych 4, i t. d. aż do roku O — Igo,
na który przypaśćby musiało jak wyżśj 10017.
Co do rubryki 4tój; sposób obliczenia sumy lat przez ludność
badaną przeżytych, a względnie do przeżycia zostających, może być
dwojaki: albo według wzoru wyżćj podanego, albo tćż mnożąc liczbę
wszystkich w jednym wieku zmarłych , przez rok życia w którym to
nastąpiło, i dodając do siebie otrzymane iloczyny. Tak np. w roku
108ym zmarła 1 osoba, przeżyła więc lat 1 X108 = 108; w roku
lOBym zmarła rakże 1, przeżyła zatóm 1 X 106 = 106, a razem z po-
przednią 108 -ł- 106 = 214; w roku 105ym zmarły 2, więc suma lat
przez nie przeżytych 2X106 — 210, a łącznie z poprzedniemi 214 +
210 = 424, tak że np. na rok lOOtny przypadłoby 831, na rok O— Igo
261211. Cyfry otrzymane sposobem pierwszym, wskazują sumę lat do
przeżycia zostających; sposobem drugim^ sumę lat rzeczywiście przeżytych.
Z dwóch tabliczek śmiertelności które podaję poniżćj, piórwsza
ułożoną została na zasadzie pierwszego, druga według drugiego sposobu.
Na dalszą między niemi różnicę póżniój zwrócę jeszcze uwagę.
Piórwszój z nich użyłem do oznaczenia średniego trwania życia
jeszcze spodziewanego, tudzież wskazania stopnia prawdopodobieństwa
musste sich die Beobęchtung auf 100 Jahre und mehr amdehnen.
8o korrmU es denn, dass wir eine in dieser Weise berechnełe mit-
tlere Lebensdauer bis jetzt fur keine gróssere Bevólkerung kennen,
Eher Idsst sie sich aus der Absterbeordnung einer Bevdlkerung
ermitteln, wie sie Mortaliłdtstafeln geben (Handb. der medicinischen
Statistik. Tiibing. 1874, str. 129).
Zob. wyźćj ofifóTny z 10 lat poczet zmarłych str. 6, tudzież zamieszczo-
ny poniżćj I Tabl. śmiertelności.
[20]
jakie mieó może osoba w pewnym wieku będąca, przeżycia dalszych
lat 5cia.
Pod obu względami obliczenie jest bardzo proste. Jakoż co do
Igo: jeśli np. osób mających ten sam rok życia było n, a lata przez
nie aż do wymarcia ostatnićj przeżyć się mające, razem wynosiły
N
to średnią miarą przypada na 1 do dalszego preżycia — . Dzieląc
n
więc w I tabliczce śmiertelności, w danćj pozycyi wieku, cyfrę rubryki
4tćj, przez odpowiednią jój z rubryki 3ciój, mieó będziemy średnie
trwanie życia osoby do tój pozycyi wieku należącój.
Nie mniój prostym jest sposób obliczania prawdopodobieństwa
życia branego w zwykłam rozumieniu, t. j. prawdopodobi^stwa z ja-
kióm osobie w pewnym danym wieku będącój, rokować można dożycie
roku najbliższego. Jeśli pewnością w tćj mierze byłaby Iność, to sto-
pień prawdopodobieństwa wyrazi się przez ułomek, którego licznikiem
liczba osób żyjących w tym oczekiwanym roku, a mianownikiem ilość
tych którym się to dożycie rokuje. Dla uniknienia chwiejnych wypad-
ków z powodu za drobnych różnic od roku do roku, w obliczeniach
moich podaję wypadki oznaczone na odstępy 5cioletnie. Gdyby więc
szło o prawdopodobieństwo, że np. osoba mająca lat 20 dożyje roku
25go, to, ponieważ w roku 20ym było osób żyjących 4994, a do roku
25go doszło 4555 stopień szukanego prawdopodobieństwa wskaże uło-
mek tIIt = ^*90. To jest że możnaby stawić w zakład 90 przeciw
lOciu, iż osoba mająca lat 20 dożyje do 25ciu.
Objaśnienia dotychczasowe wystarczą do zrozumienia w jaki spo-
sób oznaczone zostały cyfry objęte rubrykami następiijącćj tu tabliczki.
(I)
Tabliczka śmiertelności z uwzględiueniein żyjących.
Znaczenia nagłówków: fajrokźyda; liczba zmarłych każdego
roku; (c) liczba z początku każdego roku pozostałych przy życiu ; (d) suma
lat którą przeżyli wszyscy, począwszjr od roku danego aż do nąjwyższego;
(e) średnia ilość lat zostających do życia, licząc od roku danego; (f) prawdo-
podobieństwo przeżycia rozpoczętego 5cio1ecia.
(0)
0>)
(c)
(d)
(e)
(0
0-1
2793
10017
261211
261
0-59
2
718
7224
251194
34-8
3
347
6506
243970
37-5
4
236
6159
237464
38-5
. 5
156
5923
231305
390
0-92
6
106
5767
225382
390
7
92
5661
219615
38-6
8
59
5569
213954
38-5
49
5510
208385
37-8
44
5461
202875
371
0-96
Digitized by
[21]
(h)
(c)
{UJ
(V
UJ
1 1
07
0417
197414
36-4
2
QQ
Oi*
OoyU
191997
36*6
9
7
0Q
OoOl
lobb07
34*8
4
ilA
OoJ22
lolZOb
34*0
c
4z
0ZO2
1709»>4
33*3
0*94
D4
Oa40
170652
32*5
7
44
/i1 7Q
01 10
lbo412
Oi .A
31'9
Ćj
O
QA
oU
Olo4
160234
31*2
nf\
dU
01/04
•i KK-I AA
155100
30' 6
4yy4
150046
OA.A
30*0
A. AA
0*92
Ol
i1Q7A
4oiU
145052
29*7
2
4olo
•i Af\rt QC%
140182
29*1
00
>l7fl>l
lo5d69
28*6
4
uó
4b4o
loObod
28*1
ć
4000
1259o7
27*6
0*90
44o0
121432
27*1
Z
7Q
4ooy
llbybi
2b'8
455ob
i i O^AO
112d0o
26*3
Q
by
A-i 7Q
41 40
1 /\QOAA
10otJ22
26*9
loO
/li AO
4iuy
■< A>l i il >l
104144
25*3
0*88
I
QQO>f
oyz4
■t AAADC
lOOUdO
25*4
2
77
1 1
oolO
0£»i i i
ybiii
24*8
9
J
fiA
oU
922ob
CkA .A
24*2
4
<J7
oilo
oo4oo
c
D
Dl
obOl
o4i20
23'2
A.OA
0*89
QO
V£
oOW
Oi Ai?n
81069
22*6
7
7R
o4yo
77479
22*1
QQ
VO
o>ioo
0420
7d981
21*6
CA
OO2O
TARKO
70558
21*2
o^bl
67233
20*6
0*84
I
40
dUlO
63972
21*2
2
QQ
00
sjyio
60957
20*6
by
57987
20*1
4
Ol
Jolo
RRi AR
OOIOO
i A./?
19'o
ć
101
07łC/!
JiOb
52292
19*0
0*86
/:
•
77
1 1
JboO
4yoob
i O.T
18*7
7
b*
zOOo
>I^AAi
4b901
18*3
Q
lUo
^4^4
AAOAO
44o4o
17*8
R7
Ol
OOAi
zoyi
A i Qil A
41849
17*6
on7
ZUi
OQO>I
^oo4
QA>IRQ
dy4)08
169
0*82
I
44
01 OT
Zl27
OTi A>l
37124
17*4
2
bO
2UOO
OylAAT
o4yyi
16*8
•2
DO
OA1 Q
zUlo
OAAi A
32914
16*3
4
7A
lO
i A£*e
lybo
30896
16*7
5
76
1890
28931
16*3
0*84
6
84
1814
27041
14*9
7
40
1730
26227
14-6
8
f5
1690 .
23497
139
Q
42
1636
21807
13 3
60
214
1693
20172
12-7
0-74
I
36
1379
18679
13*4
2
62
1343
17200
. 12-8
3
61
1291
16867
12 6
4
53
1230
14666
11-8
5
68
1177
13336
11*3
0*74
Digitized by
[22]
V*)
\V
(rl\
(V
(//
66
63
1109
12159
109
7
71
1046
11050
10*5
8
65
975
10004
10-2
78
33
910
9029
9-9
70
149
877
8119
9*2
0-63
I
24
728
7242
9*9
2
56
704
6514
9*2
3
47
648
5810
8*9
4
46
601
5162
8*6
5
54
555
4561
8*2
0'61
6
49
501
4006
7*9
7
34
452
3505
7*7
8
49
418
3053
7*3
Q
29
369
2635
71
80
87
340
2266
6*6
0*49
I
15
253
1926
76
2
23
238
1673
7-0
3
25
215
1435
6*6
4
22
190
1220
6*4
5
27
168
1030
61
0-47
6
22
141
862
61
7
9
119
721
60
8
18
110
602
5*5
12 .
92
492
5*3
90
22
80
400
50
0'37
I
10
58
320
5*5
2
5
48
262
5*4
3
7
43
214
5*0
4
6
36
171
4*8
5
7
30
135
4*5
026
6
3
23
105
4-6
7
2
20
02
41
8
7
18
62
3-4
3
11
44
40
10§
1
8
33
41
0-12
I
1
7
25
3-5
2
1
6
18
30
4
1
5
12
2-4
5
2
4
7
1-7
6
1
2
3
1-5
8
1
1
1
10
W powyższej tabelce uwzględniona była liczba osób żyjących,
tadzież suma lat jaką te wszystkie osoby razem przedstawiają ; w ta-
belce która następuje uwzględniam samych tylko zmarłych, nie ogląda-
jąc się na pozostałych w każdym roku przy życiu. Tym sposobem
rubryka (c) z tabelki poprzedniej odpadnie tu całkowicie. Podobnież
zamiast zbierania sumy lat osób żyjących w danym zakresie czasu,
obliczam sumę lat według wieku w jakim wszystka ta ludność w ciągu
tego czasu zmierała. Obie te sumy w odniesieniu do początku, zga-
dzać się muszą ze sobą. Oczywiście bowiem wymrzeć mogło tylko tyle
osób, ile ich się narodziło, a że ich życie i wymieranie trwało zarówno
Digitized by
[23]
od roku O do 108go, to sama lat, tak od urodzenia dopićro przez
wszystkie przeżyć się mająca, jak naodwrót przez osoby zmarłe rze-
czywiście w ciągu tych lat przeżyta, w odniesieniu do początku musi
być ta sama. Taką tćż widzimy ją na obu tabelkach przy pozycyi
roku życia O do Igo ; w dalszych latach, kiedy śmierć porobi już róż-
nice, oczywiście zgadzać się one nie mogą, aż dopićro przy końcu,
kiedy przy najwyższym wieku reszta danćj ludności wymićra.
Ponieważ, pomijając całkiem zostających przy życiu, mamy tu
do czynienia z samymi zmarłymi, ponieważ i zsumowanie lat przeży-
tych do nich się tylko odnosi; właściwie zatóm ilości średnie, otrzy-
mane z dzielenia w następującej tu tabelce II cyfer przedziałki (c)
przez odpowiednie cyfry przedziałki (b), oznaczają średni wiek, w jakim
zmierały osoby badaną ludność stanowiące.
Zachodzi jednak pytanie, czy oznaczenie to nie wskazuje zarazem
średniego trwania życia? Niektórzy tak w istocie tę rzecz pojmowali
czemu znowu inni sprzeciwiają się stanowczo Mojćm zdaniem, za-
chodzi tu poczęści nieporozumienie.
Prawda, że wypadki wynikłe z obliczeń samych tylko zmarłych,
odnoszą się tćż bezpośrednio do zmarłych i wskazują w średniój mie-
rze wiek w którym oni zmićrali; lecz niemnićj prawdą i to, że jako
śmierć jest końcem życia, tak tćż średni wiek zmarłych musi być za-
razem średnim kresem ich życia, a średni kres życia znowu nie czćm
innćm, jak średnióm jego trwaniem. Pozorna różnica między wypadka-
mi wskazującemi średnie trwanie życia (Tab. I) i średni wiek zmar-
łych (Tab. II) ztąd właśnie wynika, że żyjący, kres życia ma jeszcze
przed sobą, gdy tymczasem zmarły już kresu tego dosięguął. Za tćm
idzie, że wypadki pićrwszego rodzaju oznaczają, ile osobie w pewnym
wieku będącćj, po latach już przeżytych, jeszcze w średniój mierze
pozostaje do życia; drugie zaś pokazują, jaka część z tćj sumy lat,
którą, licząc od pewnćj pozycyi wieku, wszyscy zmarli przeżyli, przy-
pada w równym podziale czyli w średnićj mierze na każdą osobę ^ na-
leżącą do owćj pozycyi wieku. Albo mówiąc inaczćj: w którym roku
życia te wszystkie osoby zmićraćby musiały, gdyby trwanie ich życia
mogło być jednakie? Pićrwsze są miarą zostającćj nadziei życia, dru-
gie zaś średnią miarą życia już dokonanego.
Jeżeli Haushofer powiada, że średnie trwanie życia może się
odnosić: 1) do pewnćj wielości osób już zmarłych, uważanych w po-
rządku ich zejścia; 2) do pewnćj wielości osób jeszcze żyjących, któ-
rych porządek zejścia ustanowiony został rachunkiem prawdopodobień-
*) Dawnićj Dieterici, Wappaus, póżnićj jeszcze Błock, który o śre-
dnićm trwaniu życia pisze co następuje: La vie moyenne est repri-
sentie par le ąuołienł que Von obłient en additionnant Tage de łous
ce total par le ncyinbre des d4c4d4s (Statistiąue de la France. 2 Ed,
Par. 1S75. T. I, str. 79).
*) Np. Haushofer w powoł. dziele str. 223.
Digitized by
[24]
stwa; — że według tego, w piórwszym razie otrzyma się średnie
trwanie życia w właściwóm rozumieniu, w drugim zaś tak zwane
trwanie życia spodziewane (217); — to piórwszemu z tych pojęć
odpowiadają w naszych obliczeniach wypadki okazane na Tab. Ućj,
drugiemu zaś te, jakie wynikają z obliczeń według których ułożoną
została wyżćj podana Tab. Isza.
Wszakże z wypadków jednych z łatwością dadzą się obliczyć
drugie. Jakoż dodając do pićrwszych lata już spędzone, otrzymane su-
my muszą być zgodne z wypadkami bezpośrednich obliczeń średniego
wieku zmarłych; i na odwrót, odejmując od drugich lata przed rokiem
śmierci przeżyte, różnice czyli reszty wskażą wprost w srednićj mie-
rze dalsze trwanie życia, czyli, jak się wyraża Haushofer, trwanie
życia spodziewane.
Dla objaśnienia następującćj tabelki U, dodaję jeszcze, że celem
wykazania czyli i jaka w stosunkach trwania życia zachodziłaby róż-
nica między płcią jedną a drugą, we wszystkich oznaczeniach uwzględ-
niałem je zosobna.
(n)
Tabliczka śmiertelności z ograniczeniem jedynie do zmarłych.
Znaczenie nagłówków: (a) rok życia zmarłych ; C&j liczba ogólna
zmarłych poczynając od roku danego aż do najwyższego; ("c^ suma lat które
licząc od roku danego przeżyli; (d) oznaczenie roku żvcia w którym średnią
miarą śmierć następow^a; (m,) płeć męzka; (ź.) żeńska.
(a)
(6)
(i)
m.
ż.
m.
L
razem
Odol
5044
4973
123628
137583
24-5
27-8
261
2
3520
3704
122104
136314
34-7
36-9
35-8
3
3141
3365
121346
135636
38-6
40-3
39-6
2971
3188
120846
135105
407
42-4
41-5
5
2841
3082
120316
134681
42-3
43-7
430
6
2761
3006
119916
134301
434
44-6
44-0
7
2705
2956
119580
134001
44-2
45-2
44-8
8
2667
2902
119314
133623
44-7
46-0
45-4
9
2639
2871
119090
133375
451
46-5
45-8
10
2617
2844
118892
133132
45-4
46-8
461
15
2525
2757
117819
132064
46-6
47-9
47-3
20
2387
2607
115406
. 129538
48-3
49-6
48-9
25
2182
2373
110945
124325
50-8
52-3
51-6
30
2011
2098
106362
116917
52-8
55-7
54-3
35
1803
1848
99787
109052
553
58-9
571
10
1598
1663
92179
102229
57-6
61-4
59-6
45
1346
1410
81759
91793
60-7
650
62-9
50
1092
1242
69881
83939
64-0
67-4
65-9
55
848
1042
57294
73693
67-5
70-6
69-3
60
667
926
47016
67139
70-5
72-5
71-5
65
478
699
35431
53229
741
761
75-3
Digitized by
(«)
(P)
i.
i.
m.
i.
razem
70
aad
542
25877
42751
77-2
78-8
78-2
75
213
342
17158
28469
80-5
83-2
82-2
80
120
222
10021
19101
83-5
860
851
85
52
116
4650
10498
89-4
90-5
89-9
90
22
58
2059
5467
93-6
94-3
940
95
7
23
693
2268
990
' 98-6
98-7
100
2
6
205
626
102-5
104-3
103-8
do 108
Go do przedziałki h , zob. ogólny poczet zmarłych na str. [16] ; prze-
działka c obliczona sposobem o którym na str. [19].
Przy najrozmaitszycłi względach pod jakiemi uważaną być może
długość życia człowieka, a różnie przez różnych tłumaczonych w tój
mierze pojęciach, starałem się wskazać powyżej, jakie miećby mogły
znaczenie wypadki dokonanych przezemnie obliczeń. Wynikałoby z tego,
że zestawienia tabelek śmiertelności obu sposobami, doprowadzić mogą
ostatecznie do jednakich wypadków. W szczególności zaś, do wypad-
ków jakie wskazuje piórwsza, dodając lata już przeżyte, otrzymać
można średnie lata zmarłych, czyli średnie trwanie życia w rozumieniu
właściwćm; od tych zaś ostatnich odejmując lata przed rokiem śmierci
przeżyte^ okaże się średnie trwanie życia spodziówanego. Że tak jest
rzeczywiście, o tćm na kilku przykładach można się teraz z łatwością
przekonać.
Jakoż, biorąc np. osoby 20letnie, widzimy z Tab. U, że na śre-
dni wiek zmarłych w tym roku życia przypada 48-9, t. j. że gdyby
wszystkie te osoby miały zmiórać zarówno , każda byłaby doczekała
tego roku życia, że zatćm każda dożywszy roku 20go, miałaby przed
sobą jeszcze dalszego życia w średnićj mierze 48*9 — 19 = 29*9 lat.
Na Tab. Ićj, która wskazuje to bezpośrednio, widzimy t6ż przy tćj
pozycji wieku 30*0, czyli, powiedzieć można, zupełnie to samo.
Na odwrót, według Tab. Ićj średnie trwanie życia osób np.
501etnich, byłoby 16'9; dodawszy do tego lata już przeżyte, wypadnie
16'9 .+ 49 = 65*9, to jest że średnie trwanie życia osoby 501etnićj, od
jćj urodzenia aż do śmierci, wynosiłoby średnią miarą 65*9, co się
już najzupełniej zgadza z tćm, co odnośnie do tego roku życia wska-
zuje Tab. liga.
Ponieważ w pozycyi wieku O — Igo, jako w początku życia,
nićma lat przeżytych, tćm samćm nićma nic do dodania i nic do od-
jęcia, wypadki zatćm odpowiednie tćj pozycyi wieku, otrzymane jednym
lub drugim sposobem, już wprost zgadzać się muszą ze sobą.
Tak tedy z wypadku obudwóch zestawień dadzą się wysnówać
wnioski w pewnym względzie jednakie, mianowicie średnie trwanie
życia spodzićwanego i średni wiek zmarłych czyli życia spełnionego.
Prócz tego jednak na pićrwszćm oznaczono stopień prawdopodobień-
Spnwosd. Mitrop. Tom V, dsiał IŁ 4
Digitized by
[26]
stwa życia, drugie zaó uwidocznia pod względem jego trwania stosunek
płci jednój do drugiój.
Co do średniego wieku zmarłych a względnie dredniój
długości życia, byłoby nią tedy l>ez względu na płeć lat 26*1.
Oznacza to średnie trwanie życia noworodków^ które uważa się zara-
zem za miarę jego trwania w odniesieniu do całój ludności , tóm sa-
móm trwania pojedynczych generacyj.
Ponieważ przypadki śmierci w piórwszych latach życia , naj-
mocniój wpływają na ogólną cyfrę śmiertelności, a przez to na znaczne
w różnych miejscach różnice średniego wieku zmarłych i wszelkie
względy w związku z tćm będące, niektórzy zatóm, dla ujednostajnie-
nia o ile można porównawczego w tój mierze poglądu, wyłączają z obli-
czeń dzieci od urodzenia włącznie do 6go roku Gdybyśmy więc śre-
dni wiek zmarłych, a względnie średnie trwanie życia uważali w tóm
ograniczeniu, odnośnie do naszój ludności wynosiłby on, jak wskazuje
Tab. n, lat 44-0.
Jak rzeczywiście te lata piórwszego dziecięctwa wpływać mogą
na wypadek średniego wieku zmarłych, przekonać może porównanie
w tćj mierze wypadku obliczeń na zasadzie wykazów z lat 1859 — 1868,
z wypadkiem dokonanych tym samym eposobem obliczeń z r. 1869,
z którego, sporządzonego przez siebie wyciągu z ksiąg zmarłych w Bara-
kowie, udzielić mi raczył p. Dr. B uszek. Zwracam tu jednak uwa^
gę, że obliczenia te wykonałem jedynie odnośnie do płci żeńskićj, a co
do wyłączeń, ograniczyłem je tylko do młodszych od lat 5cin. W lOciu
latach poprzednio badanych, dziewcząt w tym wieku zmiórało średnią
miarą rocznie 189, ogólna zaś średnia śmiertelność tychże była 497;
w r. 1869 zmarło ich 194, wszystkich zaś osób płci żeńskićj zmarłych
w ciągu tego roku było 611; obliczając więc jedne i drugie na 1000
ogólnćj w tćj płci śmiertelności, wypadnie pićrwszych 380, drugich
317. Za tą różnicą poszła tćż różnica średniego wieku zmarłych,
a względnie średniego trwania życia kobićt w ogólności, które w lOciu
latach poprzednich wynosiło 27-8 (Tab. II), w roku zaś następnym,
według takiego samego obliczenia, 30*9. Widzimy z powyższego róż-
nicę w średnićm trwaniu życia, wynikającą ze stosunków śmiertelności
w pićrwszych jego latach, jeśli spostrzeżenia odnoszące się do tego
samego miejsca, pochodzą z różnych czasów. Łatwo zrozumieć że od-
mienność tych stosunków tóm większą byćby musiała, gdyby w U]
mierze porównały się różne miasta i kraje. Ciekawszą jednak jest
jeszcze ich różnica, zależna od różnicy rasowćj ludności w tćm samóm
miejscu i czasie zamieszkałej. Przykład tego bardzo uderzający mamy
w Montrealu w Kanadzie. Tam bowiem, jak podaje La Rocque
w zdaniu sprawy z r. 1879 śmiertelność do roku 6go wynosiła
O K5r58i, die JSterblichkeit der Stadt Budapest in den J. 1874 u.
1875. Berlin 1877, str. 23.
Bapport sur Vitat saniłaire de la Citi de MontrSal pour Vannie
1879. Montrćal ISSOr-p. 32.
[27]
U francuzów 65'23|^ a między anglikami katolikami i protestantami
tylko 38'80^ ich ogóŁaśj śmiertelności.
Jeżeli średni wiek zmarłych kobiót wynosił u nas w r. 1869
30*9, to według widocznego na Tab. II stosunku tego wieku w jednój
płci do drugiój (i. 27*8 : m. 24*5), byłby on u mężczyzn 27*2; a tóm
samóm w całój Indności bez względu na wiek, 29*0, a zatóm blisko
o 3 lata więcój niż w 10 latach poprzednich. Zasługuje na uwagę, że
według obliczeń statystycznych podanych o Krakowie w r. 1851 przez
W. K. średnia długość życia przed r. 1847 miała byó lat 30.
Jakiemi okażą się te wypadki w porównaniu z innemi miejscami,
widzieć to można w następującym wykazie
O Zob. Dziennik „Czas'* z r. 1851. Obliczenie oparte na stosunku ro-
dzących się i żyjącycych, z których miało byó rocznie w przybliżeniu
piórwszych 1500, drugich 45000.
*) Cyfiy tego wykazu, o ile źródło z którego zaczerpnięte zostały nie
jest wjrrażnie podane, powzięte sa z wyżój przytoczonego dzieła Kó-
rOsego. Ponieważ jednak sposób obliczania przez niego użyty, różni
się od tego, który posłużył do obrachowania naszćj Tab. II, z czego
wyniknąćby mo^ła różnica otrzymanych wypadków ; nie od rzeczy więc
bj^dzie wypadki te porównać ze sobą. Kóżnica obu sposobów właś-
ciwie polega tylko na tćm, że KórOsi dla oznaczenia sumy lat prze-
żytych nie idzie od roku do roku, mnożąc przy każdym liczbę zmar-
łych przez hita ich wieku, i dodając w tćj kolei otrzymane iloczyny;
lecz czyni to większemi oastępami, używając za mnożnik ilości śre-
dnićj z tych lat życia, które odstępy te ograniczają. Jeśli więc np. od
roku życia 25 do 30go było zmarłych 20(X), to średnią wieku, mającą
idużyć za mnożnik, będzie =25-7, stąd suma lat przeżytych
2000 X 27-5 = 55000. Gdyby dalćj od r. 30 do 31go było zmarłych 1000 »
średnią z tych lat byłoby 30*5, a sumą lat przez wszystkich przeży-
tych 30500, razem zaś z poprzedniemi 85500. Mając tę sumę, w dalszćm
postępowaniu nie różni się już od naszego (Engers, Z&itschr, des
preu88i8ch. statisUschen Bureaus. Berlin 1876. Hefb I, II, 105).
Stosąjac ten sposób do naszego wykazu zmarłych z ciągu lat lOciu,
z pominięciem młodszych od lat 5oiu, byłoby:
lata
średnia
liczba
suma lat
wieku
z tych lat zmarłych
przeżytych
od 5— 10
7-5
462
3465
10- 15
12-5
179
2237
15— 20
17-5
288
4646
20- 30
250
885
22125
30- 40
350
848
29680
40- 60
450
927
41715
50- 60
55*0
741
40755
60- 70
65*0
716
46540
70— 80
75*0
537
40275
80- 90
850
260
22100
90—100
950
72
6840
100-108
1040
8
832
Suma
5923
261204
A zatćm, pomijając młodszych od lat 5ciu2 średni wiek zmarłych
byłby 441. Według naszego, wprawdzie mozolniejszego ale ściślejszego ^
obliczenia, jest on 43*0, czyli o cały rok mniejszy, dopićro z wyłącz e-
Digitized by
[28]
Średnie trwanie życia licząc od urodzenia:
Berlin (1836) 27-89 •)
Neapol (1863—74) . . . 28-08
Kraków (1869) . . • . 29-00
Praga (1866—74) . . . 29-21
Leodyjum (1870—72) . . 29-91
Kraków (przed 1847) . . 30-00
Medyjolan(1870— 74) . . 30-14
Turyn (1866—74) • . . 30-98
Paryż (1822—26) . . . 31-000
Paryż (1872—74) . . . 82 96
Frankfurt n. M. (1861 —76)33-67
Niektóre kraje.
Galicyja 24-60 •)
Prusy (1864) 26-77 •)
Anglija (1847) .... 29-40 ')
Król.Polskie(1837— 41) . 36-66 ^
Francyja (1860—66) . • 36-60 •)
niem jeszcze roku 5go byłby on 44*0. Podobnie okazuje się mniejszym
według zwyczajnego obliczenia wiek óredni zmarłych, w owycli latacli
lOciu, jeśli z pomiędzy nich nic się nie wyłączy. Do ogólnój cyfry zmar-
łych przybędzie przez to 4094, co rozmnożone przez średnią z lat O do
5, t. j. przez 2*5, da sumę lat przeżytych 10235, a razem ze starszymi,
271439, zkąd wiek średni 27*0, znowu o 1 rok większy od wykazanego
na naszych tabelkach. Nadmienić jednak trzeba, ze co do wieku O do
Igo, KOrósi używa za mnożnik nie i lecz J, co oczywiście zbliżyłoby
wypadki otrzymane obydwoma sposobami. Wszakże nie równie większą
różnicę w wypadkach znalazłem, stosując oba sposoby do stanu śmier-
telności w r. 1869. Według skróconego sposobu KOrósego średni
wiek zmarłych po wyłączeniu zmarłych do r. 5go, byłby 58'0, bez wy-
łączenia 39*8; według zwyczajnego obliczenia, piórwszy wynosi 49*0,
drugi 29 0. W t6j wielkiój różnicy jest wprawdzie coś wyjątkowego ;
zawsze jednak oznaczenia wzięte z Kórósego uważać wypadnie za
nieco większe, niżby to wy^adi^o ze ściślejsze^^o obliczenia.
*) Hain, łiandb* der Słałistik d. osłerreich. Kaiserstaałes, Wien 1852.
*) Casper, die wdhrscheinL Lehemdauer des Menschen, Berlin 1835,
str. 10. Obliczenie oparte na mnićj pewnym sposobie Pricea i Mai-
thusa, według którego za średnie trwanie życia uważa się połowa
sumy stosunków, w jakich mają się do ludności porody i zejścia.
*) Casper, jak wyżćj 214.
*) ib., str. 84.
^) Hain, j. w.
2 Engel, der Internat statist Congress in Florenz. Berlin 1868, str. 46.
^ Według listy z r. 1847 ułożonćj na zasadzie 17tu stowarzyszeń ubez-
pieczeń życia w Londynie.
*) Kalendarz Obser. astron. warsz. Warsz. 1858, str. 116'; — Wolski,
Mater. do Statyst. Król. Polsk. (Bibl. warsz. 1850. T. 30'. str. 481).
») Błock, Słatisty w.
Lwów (przed r. 1862) . 20-00')
Berlin (1866—73) . . . 20-06
Pest (1874) 20-78
Tryjest (1865—74) . . 22 00
Bukareszt (1867—74) . . 22-09
Roterdam (1860—74) . . 23-67
*Wiedeń(1823— 30) . . .23-90")
Chrystyjanija (1864—70) 24-17
Monachijum (1868 — 74) . 24-26
Palermo (1865—74) . . 26 12
Kolonija^ (1870—74) . . 26-30
Stokholm (1861—73) . . 25-41
Wiedeń (1866— 74) , . . 26-60
Moskwa (1866—74) . . 26-82
Petersburg (1866—74) . 25-86
Kraków (1869—68) . , 26-15
Haga (1860—74) . . . 26-39
Gandawa (1867—65) . . 26-41
Rzym (1871—74) . . . 27-68
Digitized by
[29]
Widzimy z tego, że, o ile polegać można na dwczesnych obli-
czeniach, średnie trwanie życia w Krakowie przed wcieleniem go do
Monarchii Anstryjackiój, było prawie o 4 lata dłuższe, niż w 10 lat
po tój zmianie politycznój; że jednak po dalszych latach lOciu znacz-
nie się znowu zbliżyło do długodci z czasów Rzeczypospolitój.
Średnie trwanie życia licząc od roku 6go.
. . 46-73
. 37-82
. 46-22
40-95
, . 47-18
. . 42-66
47-72
. 42-67
47-80
47-91
Kraków (1859—68) .
. 44-00
Lubeka (1872) , ,
, 48-06
, 44-11
Akwisgran (1864) . .
. .48-71
44-25
Frankfurt n. M. . . .
. 48-77
. 44-69
Gandawa
48-93
. 44-86
Kraków (1869) . . .
. 49-00
, 46-41
Londyn (1874) , .
, 49-30
. . 46-69
, , 49-62
46-70
. . 60-69
Jeżeli weźmiemy średnie z cyfer przypadających na Kraków
w jednym i drugim z tych porównawczych wykazów, okaże się jako
średnie trwanie życia, bez wyłączenia dzieci do roku 6go, 28*38; po
wyłączeniu tychże, 46-50. Jeżeli znowu, opuszczając Kraków, obliczy-
my średnie ogólne z miast objętych obu wykazami, wypadnie na piórw-
szy 27-37, na drugi 46-61. Wynikałoby z tego, że w obu razach Kra-
ków rozpoczynałby szereg miast, które ze względu na średnie trwanie
życia okazują według tych zestawień korzystniejsze stosunki.
Co się tyczy trwania życia spodziówanego uosoby
w pewnym wieku będącój, czyli liczby lat, które osobie takiój
średnią miarą jeszcze do przeżycia pozostają; jak widać z Tab. łój,
naj większość w tój mierze (39*0) przypada w Krakowie na dzieci 6cio
i 6cioletnie. Odtąd z każdym rokiem zmniejsza się ta średnia statecz-
nie o kilka miesięcy, tak, że w r. 20ym spada do 30-0, w 30ym wy-
nosi 26-3, w 40ym 20-6, w 60ym 16-9, w 60ym 12-7, w 70ym 9-2,
w 80ym 6-6, w 90ym 6-0, w lOOym 4-1 *).
*) Zwrócić tu muszę uwagę, że w latach życia okrągłych, jak je tu po-
dałem, widzieć się daje w tabelce wszędzie jakaś przerwa w porządku
obniżania się średniego trwania życia, uważanego od roku do roku.
Pochodzi to ztąd, że cyfra zmarłych w tych latach zwykle podawaną
bywa większą od rzeczy wistćj. Gdzie bowiem lata zmarłego nie są
z pewnością wiadome, tam pozostali, podając je w zbliżeniu, wskazują
cyfrę okrągła. Okoliczność ta nie tylko dotyczy Krakowa lecz powta-
rza się wszędzie. Już Buf fon zwrócił na to uwagę (Hist natur. Par.
an. .VII. T. XIX, p. 81),
Digitized by
[30]
Z przybytkiem życia spodssiówanego idzie w równi zwiększanie,
z ubytkiem zmniejszanie się średniego wieku zmarłych, czyli średniego
trwania życia w właściwóm rozumieniu. Co tćż nie może być inaczój,
skoro średni wiek zmarłych, w pewnym roku życia, składa się z lat
już do tego roku przeżytych i jeszcze do przeżycia pozostałych.
Ze względu na średnie trwanie życia w miarę różnego wieku
osoby, rok 1869 mogę porównać z dziesiątkiem lat poprzednich jedy-
nie co do płci żeńskićj. W następującym tu zestawieniu, cyfry odno-
szące się do r. 1869 ujęte są nawiasem. Było tedy średnie trwanie życia:
wr.O-lgo 27-8 (30-9)
5ym 43-7 (44 6)
lOym 46-8 (47-9)
15ym 47-9 (48*9)
20ytn 49-6 (50-4)
26ym 52-3 (63-0)
30ym 66-7 (56-8)
wr. 35ym 68-9 (68-7)
40ym 61-4 (61-6)
45ym 66*0 (64-3)
50ym 67-4 (67-7)
56ym 70-6 (70-8)
60ym 72-5 (72-8)
65ym 76-1 (72-2)
wr. 70ym78-8 (79-1)
75ym 83*2 (83 0)
80ym 86-0 (87-2)
86ym 90*5 (91-8)
90ym 94-3 (95-0)
Widzimy z tego, że znaczniejsza różnica, i to na korzyść prze-
wagi roku 1869 w porównaniu z poprzedniemi, zachodzi tylko w sa-
mym początku życia; następnie od 5go do 20 roku życia ntrzymiye
się w wysokości Igo roku, poczćm stopniowo zbliża się z tamtemi do
równowagi, a nawet tu i owdzie niżćj nich opada.
Co do prawdopodobieństwa przeżycia najbliższych
lat 6 ci u, okazuje się z Tab. I, że dla pićrwszego roku życia jest
ono mało co większe od niebezpieczeństwa zmarcia w ciągu tego czasu,
wynosi bowiem nie wiele więcćj od połowy Iności, wyrażającćj w tćj
mierze pewność całkowitą. Gdy jednak dzićcię dojdzie już lat óciu,
prawdopodobieństwo dożycia lOciu zwiększa się tak dalece, że niebez-
pieczeństwo śmierci ma się do niego jak 8:92 czyli 1:11*5. Ko-
rzystniój jeszcze przedstawią się ten stosunek u lOletnich, bo jak
4 : 96 czyli 1 : 24*0, t. j. iż możnaby stawić 24 przeciw Imu, że dzić-
cię mające lat 10, dożyje roku 16go. Odtąd jednak prawdopodobień-
stwo o którćm mowa zmniejszać się zaczyna, tak, że w roku 76ym
staje się prawie takićm, jak u noworodka. To jednak ubywanie prawdo-
podobieństwa nie dzieje się jednako. , Począwszy od roku l5go aż do
30go wynosi co 5 lat 0*02 ; odtąd do roku 70go widać jakąś oscyla-
cyję, zależną może od okoliczności na którą w przypisku na str. [29]
zwróciłem uwagę. Od roku 70go zwiększa się zaś ten ubytek tak da-
lece, że w porównaniu z rokiem 65ym i w każdóm dalszćm 51eciu wy-
nosi 0-11 — 0*14, tak że w roku lOOym niebezpieczeństwo zmarcia,
do prawdopodobieństwa dożycia roku 105go, ma się jak 88 do 12,
czyli 7-3:1.
C o d o p ł c i ; że jćj wpływ na stosunki śmiertelności pod każ-
dym względem jest bardzo silny, rzecz to już dawno wiadoma. Wszak
daje on się dostrzegać jeszcze nim dzićcię łono matki opuści. Widzi-
my to i w naszym lOletnira wykazie śmiertelności, według którego,
Digitized by
[31]
na 734 dzióci urodzonych nieżywo , chłopców było 416, a dziewcząt
318 y co daje stosunek blisko jak 3:2, a zatóm taki sam, jaki Que-
telet znalazł w tćj mierze w latach 1827 — 1830 w zachodniój Flan-
dryi i jaki okazał się równie w Prusach w latach 1826 — 1831
W tym stanie rzeczy łatwo domyślić się można, że i ze względu
na średnią długość życia różnica okazać się musi na korzyść płci żeń-
skiej. Porównanie w tój mierze wypadków przedstawionych na Tab. II,
jawnie o tćm przekonywa. Idąc z kolei od jednćj do drugićj pozycyi
wieku, widzimy wszędzie przewagę średniego trwania życia u kobiót,
z jedynym y a być może, przypadkowym wyjątkiem w roku 96ym.
Przewaga ta wszelako nie jest równa w każdym roku życia.
W początku jego wynosi ona lat 3*3, co musi być w związku z tą
znaną już dawno okolicznością , iż chociaż więcćj rodzi się chłopców^
to przecież już w roku 2gim więcój jest żyjących dziewcząt. Odpo-
wiada tćż temu prawdopodobieństwo dożycia roku 5go, które według
naszych obliczeń okazało się w ogóle 0*59, rozdziela się zaś między
chłopców i dziewczęta mnićj więcćj w stosunku 56:0*63, czyli
jak 1 : 1-15.
Znaczną jeszcze stosunkowo jest ta przewaga w roku życia 2im,
wjmosi bowiem lat 2*2. Odtąd zmniejsza się już tylko po kilka mie-
sięcy, spadając do najmniejszości (10) w roku 7ym, poczćm przyma-
łych oscylacyjach utrzymuje się aż do roku 30go. Od tego roku znacz-
nie się zwiększając, dochodzi w roku 45ym do swćj największości (4*3),
poczćm znowu umniejsza się stopniowo, wszelako nie bez pewnych wy-
boczeń w porządku tego malenia. Z porównania okazującćj się tu naj-
większości (4*3) z najmuiejszością (10), wypada różnica 3*3, t. j.
właśnie taka, jaką w roku O — Igo była przewaga średniego trwania
życia dziewcząt nad jego długością u chłopców.
Co do zwyczajnego trwania życia, przedewszystkićm
porozumieć się należy względem jego znaczenia. Niektórzy, z uwagi
że nader mało ludzi dochodzi do roku lOOgo, kres ten uważają za
wskazany od przyrody, a zatóm trwanie życia od 80 do lOOgo roku
za normalne dla człowieka ^). Że tak nie jest, o tćm w innćm miejscu
pomówić zamierzam. Czy jednak byłoby tak lub inaczćj, kresu tego nie
możnaby mieszać z trwaniem życia zwyczajnćm, bo już sama rzadkość
takich przypadków sprzeciwia się pojęciu zwyczajności. Nie można
jednak pojęcia tego brać znowu w ścisłóm rozumieniu, bo przyjmując
je w znaczeniu największćj w pewnym wieku śmiertelności, należałoby
chyba drugi rok życia uważać za kres jego zwyczajny. Oczywiście więc
nie idzie tu o początek życia, lecz o trwanie jego, gdy człowiek prze-
bywszy lata dziecięctwa, rozkwitu, młodości i męzkości, stawszy się
w ścisłćm znaczeniu człowiekiem, bo zdatnym do spehiiania swego
Eecherches sur la reproduction et la rmrłaliU de Vh(mme, Brux.
1832, str. 114.
') Casper, j. w. str. 62.
*) Flourens, Za longMti humaine. Paris 1854, str. 70, 85#
Digitized by
[32]
przeznaczenia^ dochodzi do piórwszój starości. Uważając za jój począ-
tek 60ty rok życia^ pytanie co do jego trwania zwyczajnego, wycho-
dzi na jedno z pytaniem : w którym roku starości wydarza się śmierć
najczęściój ?
Zwyczajnym trwaniem życia w tym okresie będącego nazwaćby
należało jego kres w tym rokn, na który w starości przypadałaby naj-
większa śmiertelność. Ody atoli oscylacyje są tu bardzo częste, naj-
właściwiój więc będzie uważać za ten termin średnią długość życia
obliczoną dla osób wchodzących w okres starości; t. j. GOletnich. Możnaby
więc powiedzieć po prostu, że średnia długość życia starców, wskazige
zarazem kres życia zwyczajny. Tym kresem byłoby w Krakowie we-
dług Tab. II w ludności mięszanćj 71*5, mianowicie zaś, 70*5 u męż-
czyzn, 72*5 u kobiet. Taki blisko termin naznacza tćż życiu, żarto-
bliwe u nas wyrażenie o dwóch siekićrkach t. j. 77; a rzecz ciekawa,
że takie samo przekonanie miano już za czasów Dawida króla
i proroka
W bliskim związku z średnićm trwaniem życia starców jest znowu
pytanie: w jakim stosunku zostaje ilość przypadków śmierci w sta-
rości, do śmiertelności ogólnćj?
Z wyżój podanego wykazu śmiertelności z ciągu lat lOciu oka-
zuje się, że zmarłych w wieku starości było mężczyzn 667, koblćt
928; co, w porównaniu z śmiertelnością ogólną (m. 5044, k. 4973),
na 100 mężczyzn zmarłych w ogólności, daje zmarłych w starości 13*2,
a na 100 kobiót zmarłych w wszelkim wieku, doszły ch do starości 18*8.
Widzimy więc że i pod tym względem korzyść jest po stronie kobiót.
Uważając osoby zmarłe w starości razem bez różnicy na płeć, biorąc
więc średnią z 2ch otrzymanych tu stosunków, wypadnie, że z pomię-
dzy 100 osób zmarłych, takich które doszły do wieku starości było 16.
Stosunek ten według Statystyki O. Hausnera') byłby zupełnie taki
sam jak w Wrocławiu^ korzystniejszy zaś niż w Wiedniu (14|^), Lwo-
wie (12|) lub Warszawie (11|).
Oprócz poczynionych tu uwag, z podanych wyżćj zestawień na
Tab. I i II, jak niemniój i z rocznego biegu śmiertelności, łatwo różne
inne wnioski wysnąćby się dały; gdy atoli zastósowania ich więcćj
dotyczyłyby Higijeny i w ogóle Statystyki, ograniczam się zatśm je-
dynie do powyższych uwag, jako do zakresu Antropologii bliżćj nale-
żących, resztę zostawiając pragnącym z tego korzystać statystykom
lub lekarzom.
*) Tak prędko dni swe trawimy,
Jako słowa co mówimj.
Wiek ludzki jest lat siedmdziesiąt ,
Duży co trwa ośmdziesiąt
Psalm XC, tium. J. Kochanowskiego.
*) Yergleichende Stałisłik v. Europa. Lemb. 1875. T. I, str. 255.
Digitized by
m.
I
Digitized by
Digitized by
Google
PRZYSŁOWIA BIAŁORUSKIE
2 (omatn Nonmilditleiio.
zebn^
Dr. Władysław Dybowski,
Całonek Kom. Antropologicznej Akad. Umiej.
Lud białoruski^ niemnićj zapewne jak ukraiński^ posiada mnóstwo
przysłowi (prybaworki) zastanawiającycb zdrowym sądem^ dowcip-
nemi porównaniami i dobitnćm wyrażeniem. Cbętnie tóż i trafnie po-
sługuje się niemi w mowie , dla nadania większój mocy swoim zdaniom.
W porównaniu z ukraińskiemi, których zbiór wydany przez
Nomysa iż pominiemy mniejsze A. Marcinkowskiego*)
i Edw. Kulikowskiego'), za wióra przeszło 1 4 tysięcy, przy-
słowia białoruskie są jeszcze bardzo mało znane. — Piórwszy zbiór
ich wydany w r. 1847 przez hr. Eust. Tyszkiewicza *) zawiera
440 przysłowi z powiatu Borysowskiego. Drugi, nieznany nam zbiór
Nosowi cza, o którym wspomina Hanusz ^), wydany w r. 1862
w rocznikach C. Akademii Nauk w Petersburgu, ma obejmować 989
przysłowi.
Jako nowy tedy przyczynek do tego przedmiotu, podajemy tym
razem 746 spisanych przez nas przysłowi z pow. Nowogródzkiego
z dołączeniem 22 przysłanych nam z Łohojska w pow. Borysow-
skim przez Panię Aleks. Bosarzewską ^).
„Ukraiński prykazky i pryslima^'. S. Petersb. 1864.
*) A. Nowosielski, ,,Ludmrainski''. Wilno 1867. T. H, str. 231-261.
') „Zapiski etnograficzne z Ukrainy''^. Zbiór Wiadom. do Anttop. kn^.
T. m, str. 152-164.
„Ojmanie pow. Borysowskiego'^. Wilno 1847, str. 412—438.
„Literatura prislovnictwi slovanskćho'^. W Praze 1863.
^) Oznaczone w spisie lit. (Ł.)
w tej liczbie znalazło się 92 przysłowia (oznaczone gwiazdką)
zupełnie jednakowe z tćmi jakie się znajdują w zbiorę hr. Tyszkie-
wicza i 34 zupełnie podobne chociaż wyrażone sposobem nieco od-
miennym (oznaczone krzyżykiem). Szósta część tedy przysłowi w powie-
cie Nowogródzkim są wspólne z pow. Borysowskim. Są to zapewne
najwięcśj używane u ludu. — U ludu białoruskiego wiele przysłowi jest
wspólnych z ukraińskiemi; polskie zaś i rosyjskie spotykają się rzadko :
w naszym zbiorku pierwszych jest zaledwo dziesięć, drugich jeszcze mnićj.
Dla czytelników znających język ruski zrozumienie przysłowi
białoruskich nie l>ędzie wcale trudnćm, gdy się wie o niektórych naj-
główniejszych właściwościach tego narzecza; jąkoto: I"") e i o w zgło-
skach nieakcentowanych białorusini zamieniają zwykle na a, np.:
wialikiy abóje^ chetrószaje = ukr.: wełyki, obóje^ choroszeje;
2"*) f i d' miękczą się na (f i cli np.: biał. r. bacfka^ dzidką
sid^iftcf = ukr.: ba^^ko, Aytik, sjdikf] 3**) t(? po samogłoskach za-
mienia się na H, spajając się z nićmi w dwugłoski^ np. SLić&h, AzieU-
ka^ motiktLy akpit^fsia, waryt]^ = ukr.: Yfiw^ diu^ka^ mot^ka^
okpyttJsia, warytt?; 4**) wyrazy poczynające się od samogłoski przy-
bierają częstokroć jy h lub w, np.: j^on, ^an^, t^joczy, Aeta =
ukr. win, wom^ t(?iczy, ros.: eto.
Znaczenie wielu wyrazów trudniejszych do zrozumienia podajemy
w dodatkowym słowniczku ; właściwe zaś językowi białoruskiemu akcen-
towanie zgłosek naznaczyliśmy tylko w tych wyrazach^ których akcent
jest odmienny od polskiega.
1. Abiecanka cacanka ^ a dumomn radaść.
Aboje raboje.
Ab^ biediiy broszy buduć.
Ab^ haławii; to szółudzi buduć.
Ad barad^ da wad^ tr^ piadzi , nahnisia dy napisia.
Ad czahó kaz&k hładok? — padjćtl dy i nabok.
Add&j rukami^ a chadzi nahami.
fAdd&j żonkU; a sam u sałómku.
*AdU&d nie idzić u ład.
10. Ad licha cicha^ a iohrh nieczuwiić.
Adnamti szczaście rakoju pływić^ a druh! u nieszczaSci ceły wiek
żywić.
* Ad napaści nie prapaści.
Adnit saroka z kust^; to druhaja na ktist
Adnó wosimnancać; a druhoje biez dwuch dwadcać.
Adny piciery piered wajnćj^ dwa pływuczy na morę;
a kall maisz żanicsa zhawary niaboże troje. ^.)
* Ad prybytku haławii nie balić.
*Ad-sitil haraczó; ad-ttil b^laczó.
Ad st^raści i ad śmierci nimii lakarstwa.
Adzin prut bolej jak dziesiać ruk.
(6)
20. Abladzi^łasia niawiestka u siem hod^ szto suczka biez chwasta.
AhladzieiiBia Lach^ jak trasca u nab^ch.
A jakże tabie u balocie? jak pry wyk, tak i dobra. (Ł.)
Ani chleba, ani nkusló czym.
A szto moj miły cara, ni broszy ni tawaru.
A szto tabić za chwaroba.
Aszuk^tl jak żyd Bóha.
Ażanisia, kiepska; nieżanisia, kiepska.
Ażaniusia — akpiiisia ; żonka pamierła — wykpiusia.
* Baba z kal6s, kalósam lachczój.
30. Baczyli woczy szto brali, a ciapi^r płaczuó, choć pa wyłaźcie.
*Bah&tomn czort dzieci kałysze.
BahMomn czort n kaszn siere.
Bahitty jak ziaml^.
Bah^tomu kraść, starómn łfaać.
Bał6ta biez czartii niabudzia.
Barbara (Vxn) nóczy nrwała.
Baśnią z kamarii ^^r^aście na walk.
Bi&Aky dy i hódzie.
Biar^ i atraslij.
40. Bió, bió i dnchn słuchać.
Bić i duchu słuchać, a kall bzdzić, to iszcz6 bić.
Bledli adnii niachodzić.
Biedki choć ty sieiiszy płacz.
Bied&I choć zuby nś palicy Uadzl.
Bied&k jenczyć uzdychaje, Boh jamd taczki papichaje. (Ł.)
*Bied& pa biadzić jak pa nitce idzić.
Biez dawodu i wojsko hinie.
* Biez padżogi drawii nie har&ć.
Bjucsa za miaszók, a miaszók paróżny.
50. * Bllższaja kaszula, jak kabM; albo: Bllższaja saroczka, jak kaftjin.
Boh daj§, Boh biarć.
Boh datl ciel4, a nie daii chlew^
*Boh nie ciel4, znaje krucielk
Bohu malisia (v. niehrasz^) i czorta niahniewaj.
Boba chwali i czorta niahniewaj.
* Boh wysoka, pan daloka.
Bórzdaja rabota, czortu u kar^ć.
Borzdyj sam nabiaż;^ć, a cichoha Boh naniasi^
Brachl&waja baba, jak suczka.
60. Bresze jak sabaka.
Bubka, bubka prywieł^.
*B{isieńki, btisieńki — aboje haltisieńkl.
Byle za łuki, to choć u katóiiskije ruki.
*Byii koń^ de zjćżdziiisia.
Bytl piiiniczym, a ciapićr niczym.
Ceły dzień kaslii siena, a za wieczer kazit zjćła.
Digitized by
(6)
* Chaciełab dusz^ da raju , de hracbi iiiepuskajuć. ,
Charndt nie dah4, ja tabid nie słuh^.
Charószaje liczko, sracce nieupakój.
70. CbarósZ; nimk czabó kaz^ć.
Chicier jak czórt.
Cbicier Żmicier.
Gbitro mudro; nie wialikim kosztam.
Chleb jesz, a drubomu daw^j.
Cbleb jesz i drubomu daj (v. nieżal^j).
Cbleb spiekł^, kab jan4 sa dwar^ uciekł^.
Chleb świeży, dobry da jeży.
Choczesz chleba, padskócz pod nieba.
Ghóczecsa mnie tak, jak bahMomu umir^ć.
80. Choć baldszczeje , de mindszczeje.
Choć hannó klepać, byle broszy łap^ć.
Choć hoło, de wiesioło.
Choć horka, de patoka.
Choć hryża, ale szyja ryża.
t Choć jamii koł na haławi6 czesz, to nieuhaworysz.
Choć muż jak łapeć, byle za nim niepłakać. (Ł.)
Choć nieujeżna, ale nleżna.
Choć asrajsia, de niepadajsia.
Choć wid^ć, de daloka dybić.
90. *Choć za wał&, byle doma nie byłźi.
tChto biadti pierabddzia? adn^ minić dzićsiać bMzia.
Chto biez rachunku żywić, toj biez par^ umiraje.
Chto borzda jeść, toj borzda i robić.
* Chto-by dziatła wiedaii, kab nie douhi nos.
Chto chodzić u fraku, toj pójdzie w sałdaty biez braku. .
Chto darohu prastuje, toj u domu nie naczuje.
Chto duższy, toj pruższy (v. lepszy).
Chto kah6 lubić, toj tahó czubić.
Chto kahó nahnić, toj tahó nabjć.
100. *Chto końmi mieniaje, u tahó chamiit hulaje.
*Chto maje statek, toj maje i upadek.
Chto na żonku uzi^ii charószuju maładzicu, toj dla wierabjóii
pasieja^ pszanicu.
Chto niajću piaczeni, toj wantrobie rad.
Chtó niedbaje, toj trascu maje.
Chto nosić, toj niaprosić.
Chto pa abiedzia nieadd^sze, tahó Boh za świniu zapisze.
Chto pajechaii na ciańki, toj pajedzia try dziańkl.
Chto pierszy, toj lepszy.
Chto pozna pryjeżdżaje, toj kości ahryzaje.
110. *Chto skup, toj niahłiip.
Chto swajhó dabr^ nieścierażć, tamti kijom pa śpinić.
Chto świnili maje, toj niadzielku znaje.
(7)
Chto szmaruje^ toj i jedzie.
Cfato usrausia^ toj pryznaiisia.
*Chto zabj6 babró, toj nie maje dabr^.
Chto z kahó (v. z biad^) śmiajecsa; tarnd rot pa uszy razarwieesa
(v. razdziarecsa).
Chto z kim^ a pop z Kaśkaj.
Chto z panótl pan^ tahó dzieci paniata.
Chto z rtik hladzió, u tahó proóma siadzić.
120. Chto żywi^ biez zapasu, toj hinie biez czasu.
Chwarobu ty budziesz mieć.
Chwigu tabie u nos.
Ciapiór praiidy nim4, pratida pamierła.
Oiapi6r żyć pap^m i waiik^m.
Ciarpl Hr^szka, spasión budziesz;
Ciarpi kaz^k, atamanam budziesz.
Ciażka! nieśni^daiisz^ nieparywajsia.
Cicha jedu, niaświszczti; a najćdu, niaspuszczti.
Ci miła; ci niamiła^ kall zapłaclu to treba zjeści.
130. Ciomna^ choć palcam u woka.
fCiómnaja nocz^ choć z czużój żonkaj prócz.
Ci pry Prakopie, ci biez Prakopa.
Ciż dzieła waiik4 u les niaicl.
Czahó czercie u bałocie siadzisz? — bo pryw^^k,
Czaławićk hałodny da niczoha niazhodny.
Czaławiók siwieje ad haław^ a sabaka ad mordy.
^Czamd nie hullić (v. nie szalćć); kall prystupje.
Czasz;^ czorta redkim^ kab nie udr4ć.
tCzerez siłn koń nie ciahnie.
140. t Czort łapci stapt^u, pakdl takuju paru dabr&ii.
Czort nie wożmie^ a Bohu niapatrebien.
* Czort piwa war^ i saładziii atroksia.
* Czużymi rukami żar zahrebiić.
Czym bahit, tym i rad.
♦Czym chata bahata, tym rada.
tCzy pniom pa sawić — to 8awi6 biedii; czy sawój pa pniu — ■
to sawió bied^.
Czytaje jak repu hryzić.
Czysta Pierepieczajka (baba gadatliwa).
Czyż woczy drać, kall niachoczuć brać.
150. Czyż zii łob wiaścl; kall niachoczuć idei.
Da czużoha prosa niatycz;^ nosa.
* Dahaniaiiszy nie nacaławacsa.
Daj Boże majemti dziciaci rozum na pi6radzie, szto w mużykii
na zadzie.
Daj Boże mnie^ a nikamd nie.
fDaj Boże n^szamu cielaci wouk4 dahnaci (y. pajm^i).
Daj Boże spaż;^ć szto u ludzićj Isif^, a swajó i biahucz;^ zjem.
Digitized by
(8)
Daj Boże za mółodn kości hryżd^ a na staradó miasa jeści.
tDa Hikoły (7xii) nimi zim^ nikoli.
Da pary zban wadii nosić, uszka adarwiecsa i zban razabjecsa.
160. Daroha choć katóm kaci.
Daii Boh hodci, haspadir pażywlilsia.
fDaii Boh dzietki, dadć i na dzietki.
Datl-by na malebin^ de sabió potrebien.
Datl drała; albo: Ahfi drapaki.
Datiszy abrokn^ dasl kijom pa boku.
Da zajca stral^ i da dziciiczit maładziic.
*Da Zmitra (7xi) dzieiika chitra, a pa Zmitry choć dupu wytry.
Dla żonki daroha adni, prosta ad paroha da kómina. (Ł.)
Dóbraja daroha, choć miortwych srać wazlć.
170. ł Dobra jahó pa śmierć pasyłić.
Dóbraja ptiszka u swajó hniazdó niabradzić.
Dóbraje siena: kab pascifi, to i pop by ąjeii.
Dóbramu nsiudy dobra.
Dobra pieć łałóm, za czuż^ stidóm.
Dobra z tym pabicsa, chto Boha baicsa.
Dureń dajć, a razumny biarć.
t Dureń jak warona, a chicier jak czort
Dum^ jak chamńt.
Duszi czesnakń nia jeła, to i nie waniaje (nie śmiardzlć).
180. *Duszi nie krywaja, szto daii to prymaje.
t Duszi rahitaja, ciażko z cięłam razstajecsa.
Duszi z Bohom razhawirywaje (mówi% kiedy się komu odbija
w gardle).
Dwa Jurji i abadwa durni: adzln hałodny CV98 kw.)i & druU
chałodny (Vi«Lat.).
Dwom panim nie duż^.
Dziacićj jak bobu.
Dziakuj Bohu za abićd, szto padjiti darmąjM.
Dziar^ fy^^y paktd dziarecsa.
Dziarżysia z waronaj i wierabjóm, szto u w^raj nieladić.
^Dziarż^ siena da Mikoły (9 nie pabaiszsia zimf nikoli.
190. Dzie nimi bajażni, tam nimi pryjażni.
Dzietki padraśU, chatku raztraśU.
Hadka zjeść, żal pakinuć.
Haławi nie buławi, mozgi nie piławiny.
Hałodny jak sabaka.
fHałódnamu chleb (v. miasa) na umii, a s^mu raj.
Hanarysty, ale od majątku czysty.
Haspadaryć jak świnii w aharodzie.
Haiinó sabiczeje.
Hawar^-by katók, de jaz^k karatók.
200. Hawarj^-by pa polski, de jaz^k koński.
Hawar^ wotlcze piciary.
(9)
Hawore jak bobu abjóiiszysia.
Hawore jak z listu biaró.
fHdzie ciabi6 lubiaó^ tam nie uczaszczlij; a hdzie nialnbiać tam
nikoli nie byw&j.
Hdzie ciesna, tam pacieszna.
t Hdzie czort niaiizmoże; tam babu szle.
Hdzie drowa rnbąjuć/ tam treski letajuó.
Hdzie drowa siaktió, tam treski latdć.
Hdzie hreeh, tam i poknta.
210. Hdzie jest prybytak, tam jest i ubytak.
Hdzie kóratko tam rwieesa.
Hdzie miod, tam kaiiszóm biar^.
Hdzie mnoha nianiek ^ tam dzici^ biez nosa.
Hdzie my z hnznóm^ tam pdha z nzłóm.
Hdzie nia kiń^ tam klin.
Hdzie pjnó; tam i Ijuć.
Hdzie pjnć taiikacz^; tam nosa niatycz^.
Hdzie stan, tam i siła.
Hdzie nród , • tam i umałót.
220. * Hdzie waha^ tam sporu mmL
Hótaho z palca nie w^^smakczesz.
Heta waiikti nie piórszaja zimiL
Hladka jak aładka.
Hoły razboju niebaicsa.
Hółaja kostka i sabace niamiła (v. niezd^scsa).
Hoły u hółaho pależiió prosić.
Hop Marjanka! try dni świata.'
Hórkaja rećka, de jaddć; licha z^mużem^ de idtió.
* Horka zjeść, żal pakinuć (v. w^lunuć).
230. Horsz kali balszsia, bo i licha nie miniesz, tolki nadrażj^szsia.
Hość nie dmisia, jesz szto u misie.
Hość pierszy dzień złoto, druhi dzień srebro, a na treci miedi
i da domu jedż.
♦Hramnicy, OVn)^ ^^^^ paławicy.
Hrech duszu muczyć, ale pliciera uczyć.
Hrech nie bied^, ale mot^ niecharaszi.
Hroszy jak u żyda.
Huknl na les, to i les abazwiecsa (v. adhuknió).
Huli babuli, de i w łapci abuli.
Huż, kali moj muż; a kali czuż;^, to niarńsz.
240. I dumna i szumna a u piątki zimna.
Idń z kut4, chap za koik.
» njś i^/yu) narobić hńilji.
I liczónaje woiik biarć.
I paszyła i nadzielą i na babku pahladzieła.
I sioja i toja.
I u adnój że matki niaróiinyje dzietki.
Materyjały etnologicine III. 2
^Iw&n zarablii; Iw^ ścierablii.
Iwkn zarablti; Iwkn zjóiL
Ja Itótąja iMadt, palcam mwia4£i.
260. Ja i ty, dwa brat^.
Ja na beta nie doktar (v. nie majBter)^
Ja nie koszka, znaju tlroszka.
Jakaja papradiicha a kudzieK, tak^ pałalnó^ tam bi^Ii. (£•)
Jak asinka zatrasiecsa, tad^^ wolik napa8iee6it»
Jak awieczki stryhtić; to bariin trasiecsa*
*Jak chto choczc; tak pa swajemtt baćkn {^eze.
Jak daczakaiisia chleba, to baćki ma treba.
Jak hukniesz, tak i adhnkntŁó*
Jaki Chomka, takaja jahó żonka.
260. Jaki monast^, takj^ miłostynia.
Jaki pan, taki kram.
Jaki z ciabió maclianik.
Jak łhać, to jak książku czyttó, a ji^ plaelć, td' jak dimA fiPtajlć.
Jak miadżwiódż zdoch, to. i dudy u mieciK
Jak miadżwiódż zdoch, to dudu ab ziemia.
Jak na miadżwiedzia szyszka npadzii' ^ to jo& warcsr^ , a jkk
c6łaje drewą — to jon maiicz;^ó.
Jak na pahibiel , bokam ab zydeL
Jak niajóu, to niemóh; jak padj^ii, to ni rrA. nFHob<
Jak nim4 to i sam Boh niawożmie. (Ł.)
270. Jak pan pazn^il Imnf^ mnżyk ftrat, a grant, ^to»!^4abr&
na świecie mmk.
Jak paścióleszsia, tak i w;^dpi8Z8ia.
Jak paszóu tak i sieii.
Jak pazyczlió, to woczy jak u srt^, a jak uMsswUf to jak
u saw^.
'^'Jak pjan to kapitan, a jak praspłnsia to i* dwini bfy'ttBia^
Jak pje, to jak n boezka Ije.
Jak siła słabaja, to i dola błahaja.
t Jak u brusznicy czyrwónyje boka, tad;^ p&rabok ttftśpió Woka.
Jak za brosz abaranak.
Jamd załat^^je kozy skaosoć*
280. *Jaz:^k i Kijewa dapytijecsa.
Jazykóm bałtjtj, de nikim wołi nie^ dvwkj.
Jóduczy — jódziecsa.
Jeść i pje, a licha myśiii6. (Ł.)
Jest chleb, soku nimii ; jest sok, chleba niin^.
łKab ja karalóm by ii, tob na pieca;^ lei&ii, Uin^ n sala ma-
czliu i jeu.
Kab ja sto rublóu (v. broszy) mień, tob karalti flzapk^ niesnimtó.
'^'Kab na pański rotvm eaaławi^ cMtraśei niami^ii, tob prapiii.
Kab nia huba, to bałaby szuba.
Kab nie klin i nie moofa, to eiedlafo z hitodw zdocb.
(11)
290. Kab rybki zławić i sraczki (v. saroćzkl; Biep^macz^^ć.
Kab tabtó taki nos, jak ty pra«d« kaiesfs.
Kabyła dóbraja clioć kndjr,
Kabyła z dziełom; żerabiii biez deieła*
Kachannie i ad rażańca parwi^ nier^ da tańca. (Ł.)
Kalii wad;^ chodziacz;^; nin6ęgjrfzMa.
Kall choczesz chleba, to fBAskbęst pad ni0ba.
Kall da ęialM^ aiapi^Łć, to ty niepierepiw&j.
Kall dziciii na świet prychodzić; sowy kua6k ^Aleba ro4zić. (Ł.)
Kall hnmnó ^iao^; to haapadiir z donm uaią(»&; a kall chleii
eiacz6, to jon aładki piacz6.
300. Kall jeść, to i dupie c?^, a jak skąpo, tp ciarpł dupo.
Kall jest chleb to budi)Jąia.
Kall jest hnoj , to budzia i icj.
Kall jest hrószy to prąwtjsia.
Kall jest katkl, to bddzia żyta potioy kutkl.
Kall jest, to szelest, a }ak diiupo, to chrpl dupo.
Kall kamamó to i chlebnó.
Kall każuć szto ty pjao, to kła^zisia 9pać.
KbU koA nie oabnie, to didi^; a kałl nie duh4, to pufaa.
Kall kur^c, to nasi li|lku i tytuni^c.
310. Kair lubisz katacsa, lublż i s^naezki ciah&ć. (Ł. ros.)
Kall majó nie u ład , to ja z małai oaa&d.
Kall matlczfi, to chaczti.
Kął) 911^ pó&na skrynia, to i ówiiiiii haspadjnia.
Kall mużykii wozmia ryć, to jon 1 lażucz^ seyć.
Kall na dwarć lod, ta kawałti miod.
Kall na hramnicy (7n) piewień pad uhłóm aapj^eaa, to m Jurja
(*7iv) wolik trawj^ najeiseaa.
Kall na lod brymlć, to bu^ia wiasnii zimna.
*Kall nam żanicsa, to i noea m$ik.
Kall na papnszki zimna, to i na ćwiet budain zimnu,
320. Kall na poli bokaj wrakąj w^siadzisz^ tad^ ja^omićń sią}.
Kall iM^ sąjety niestanie, to i dryllk d6bri^*e. ubranie. (JL)
Kall niaddż, to nie biarysia za huż.
*Kall nia pop, nie ubirajsia u ryzy.
Kall cłap^, to u czaćwićn
£^ nie nąjefisia, tp nie naUżeszsia.
Kall nieumiejesz pawarcziić, to lepsz pamaScziić.
Kall oj, tad^ doj.
*Kall szańcują, to i Chalimón tanetya.
Kall u świni jest rohi, to nikomu nieustupić z darohi.
330. *Kall uziaMa za hut^ ^ ni^biż^ szto niadt^fc.
Kall wiadziecsa, to i na szczepku pradziecsa.
Kall zapłacie, to treba zjeści.
Kall z rodu barawlk,^ to leffc bracie u koszyk.
KamieA na mieście mocham abraśei^
Digitized by
(12)
Kamti balić toj kryczyć.
Ramii haraw&ó, tamti nieumiriió.
Kamii kłapatnó, a ksant pałatnó.
Kaniii rasli, lepsz jak atisA.
Kapnści&naja haławk
340. t^Annl mukój, a pójdzie rnkój.
Earosta nie nap&śó, kamh Boh dadć.
Karosta nie napiiść, tolki u noczy spać nie d&6Ó.
Kasza , to paciecha nasza.
Kaszel chwaroba nie lichaja, ale chata nie cichaja.
KawM kleszczy trymaje^ kab rok nie papi^cz.
Kaziónnaje i u ahniti nie prapadzi6.
K&żdamn drazdii, żal pa swajemii hniazdti.
Każdyb ihMy kab dtidu abni&ii.
Każdy kulik; na swajóm balocie wiallk.
350. Kid&jecsa asój u woczy.
Kiń mianie u hraż , to ja budn kniaź.
Kinu rynu, dy pajdii.
fKiń za sabój, znajdziesz piered sabój.
Kolki adzin Mikoła (7xu) da6ć śniehu, tolki druhi (7y) dadć trawy.
Kolos szto zierni&t niemajie, u horu łob zadziraje. (L.)
Konny pi6szamu nie tawaryszcz.
Kóńskaje miasa, to zdarówje nasze.
Kroił nie wsidk, razlici szkad4.
'^'Kraciacz^ świet piarojdziesz , ale naz&d ci wi^mieszsia.
360. Ej^cić duchami.
Ej^cI haławój; kab nie dast&ó piatlój.
♦B^ruci nie kruci; treba umiarcl.
Krtcicsa jak cyhiin na kiennaszy.
Ksiondz i doktar i u lesie z hółodu nie pamri.
Kupisz niakupisz a patarhaw^ć można.
*Kupiu-by siałó, ale broszy hałó.
Kurwa kurwie , a złodziej złódziaju niawieryć.
L^pszaja sinica u rukiich, jak żurawiM pad niebies&mi.
Łepsz jechać pa siena, jak na wiasiela.
370. Łepsz ustaróż (v. aściaroż)^ jak waróż.
* Lepsza staraż^ jak warażii^ bo chto warażj^, haławój nałażyii.
Letom ceber wad^ a łyżka balotu, u wósiani łyżka wad;^ a ceber
bałóta.
Letom i kaczka praczka.
Lezia jak mucha u woczy.
t Lichaja puha łyczAnaja, a biez jaj6 horsz.
Liżuczy nie najasisia, dahanilyuczy nie nacałujeszsia.
Lubić i kurczata i dziauczata.
Lubić jak sabaki dzieda.
^Lttbi żonku jak duszu, a trasi jak hruszu.
380. ^Ludziój słuchaj i swoj rozum miej.
(13)
Łaska nie kalaska, sieuszy nie pajedziesz.
Łydka nia hidka.
Majó i u wadzió nie prapadzi^.
Majster z Mir^, hdzie porniesz to dzirk,
fMaj, wałd daj, sam na pieczku uciki^
Mało mieli; bórzda zj^li.
fMamin dureń.
M&mińki synók.
Miiniesa za morę, a śmierć za placzyma.
390. Matka dziciatka cboć bje, to nie zabje.
Matka kall bje, to uczyć.
Maróz piaczć aJinióm.
Maróz traszcz^ć.
Miahka ściele, ćwiorda spać.
Mianiiić jak straliić.
Miera i wiera.
♦Mikoła (7v) prliwaje leto, Mikoła (7xii) pr&waja zima.
Minfilisia tyja roki, szto panny brMisia u boki.
Miod nikoli baiinóm śmiardzićć; a haiinó miodam pachnuć niabudzia.
400. Mnoba znaje, mało maje.
Można tolki adnym kuskóm ndawicsa (Ł.)
Mndrahlil; zjeii kurapatwU; a skaz^ii szto adhryzłasia.
Mużyk bahlity jamfi dobra; sab^ka kasmlit, jamti ciopła.
Mużykti daj państwa ; a świni robi, to nikoli dabr4 niabudzia.
Myślisz za mora, a śmierć za placzyma.
My za wami z pirabami.
Na baryszy, jak cboczesz to braszy.
Na biazrybje i rak ryba.
Na Biełajrusi psczoły jak husi.
410. Nabożny, jak żyd padarożny.
Na czużoje łas, a swajhó nie daść.
Na czyjóm wozie jedziesz, tamd pićśieńku piej.
♦Nad siratój Boh z kalitój.
Na dwoje babka warażyła.
Na dzień łady, na wiek biady.
Na kahó Boh, na tahó i ludzi,
*Na Macieja (Vm) zhm& pacieja.
Na Rusi pczoły jak husi;
a dzirkaż jakaja? — mafóńkaja;
jakżesz jan& ulezia?
hiedk każe, to musić.
♦Nasiarń bahaczń, jak swoj snop małaczń.
420. Nasili, woiik, paniaśll i waiikii.
Na s^asznom sudzie, usim u sraku budzie.
Msza Pólska hjlk dawnićj szmat bolsza.
Nasz Piatrńk nie cieciarńk.
Nasztó broszy, byle waśmakl byli.
Digitized by
(U)
Nasz streł nsiudy paśpi^u.
Nasztó nam tyje pistalety, kall stral^ć niaumiejem.
Nasztóż ty ażaniusia, lepsz by ty udawiiisia.
t Nliszyje dziady, nie zuali biady, a uszyje unuki nabiarucsg muki.
t Na tabi^ Boże szto mnie oiazłioże.
430. Na tabió na wiaroiiku.
Na toje jon Mask^l, kab krau.
Na usf^kaje czchanje nie nazdaróilkajeszsia.
Na wierbió hrtiszy.
fNa woiika pamoilka^ a ząjcy kabyłn zjeli.
Na złódziejn szapka baryć.
Na żywóm miadżwiedzin szkury niakupJijtj.
Niabjó mnżjrk ale jazyk.
Niachly ciabió nikoH czaławiecze niebiar^ trywoha,
przez najmni^jszuju szczalinu uchodzić łaska ad Boba. (Ł.)
Niach^j muż budzia jak szkarpetka, byle żonka byU jakkwietjia. (Ł.)
440. Niach&j toj biaduje, cbto wicinn ładdje.
Nia bóleno a stryżano.
Nia kijom to palenom, usióż tym samym drewom,
Niakupiii baćka szapki ; niacb^j uszy mierznu^
* Niami^j sto kop, a miej sto dnibóii.
Niamieła baba^kłópatu, to kupiła para8i{».
Nia mlłabo hościa i pirabl niamiły.
Niamieckaja sztuka.
Nia toj nasók szto błądzić u piasók.
Nia tyczjr nosa nie u swajć kalosa.
450. Niaumiejka spiaczć; kałl muki ściaczó,
fNiawićr kaniii u poli a żonce u woli.
Niawićr, to nie aszukiijuć. ^
Ni Bohu chwała, ni czortu roż^n.
^Nichtó niawićdaje, jak ehto abi^dą|e..
Nichtó niawidzić jąl^ sirat^ płacze, a jąk akfto^se tP
Ni czytlić, ni pis^ć, na urlid wiad^ć*
Ni da ładu, ni da składu, pacałtg kabyłu ? 9$tdu«
♦Nie adzin Hauryło u Półockił.
Nie adzin że czort.
460. Nie budź sałodki bo pieraliżuć, nie bu^^ korki })o pipyąpiujiić.
♦Nie chwalisia de Bohu malisia.
Nie daj Boże jeździć na l^c^ąnom kofl*
♦Nie da soli, kali ihrajuć u basoli.
Nie dla nas ananiis.
Nie dla psa kiełbasił, nię dla katii sało.
♦Nie dziwo szto u karalli żonka ęharaszii^
Nie jahó nosam^ pałosam.
♦Nie kajsia rano uataiiszy i móło^o ażai^us^ysia.
Nie kaniecznie papu jajecznia, zje^ i dziak.
470. Nie kar^j Boże niczym, j^ druhom lichimf
(15)
N(6 iMf hoc, p»kfil niepieraskoczysz.
fNie naszym nosara malina klewlió.
Nie natoje ja chleb spiok^ kab jon za paróh nciók.
Nie oczyż drać, kall niachoeznć brać.
Nie pierszynii kazakd wajnA.
Nie pjom, nie hulajem a niczoha nie majem.
*Nie pluj u wadd; bo triipicsa napicsa.
*Nie płacić bahaty, ale winawaty.
Nie prykraiiszy nie pryłhaiiszy nie budziesz h&hkt (r. niepaba-
haciejesz).
Aitfi Kie pryłhaiiszy nie prykraiiszy i nie prykrucifidzy niczoha niabudzia.
♦Nie pry tabić pisano.
Nie radzisia krasny, de radzisia szczasny.
Nie słuchaj smakn a tkni u sraku.
Nie tarhtij katk u workn.
Nie tolkiż^ swieta szto u aknić.
Nie n tyja raki upała, kab lażuczy spała , w^śpiszelia i biahuczy.
Nie a swoj duch jeść (v. żre).
^Nie uważaj na urażdj, a żyta siej.
Nie wialiki spasł Boh.
490. *Nie zaradzić mak, pierabudzim i tak.
Nie zausiehdi katd mliślenniea.
Nieziiusiody tof kaluczy bywaje,
chto szkuriy wóżyka padszywaje. (Ł.)
Nie żaniiisia, dżwie saroczki; ażaniiisia, dżwie saroczki.
Ni rublom ni dubjom.
Ni ryba ni miasa.
*Ni sieła ni pała, daj (r. adddj) babie (v. baba) sała.
Ni siena ni abroku, ni dzieuki pry boku.
Ni sjeii ni spiii i nie ażaniiisia; kall ti niebis niabudziesz to
wielmiż akpiiisia.
tNi sszyć ni sparóć.
5001 N^icsa jak kot z sałom.
Oczy jak łożki, niebaczuć ni troszki.
Pa Bohu lohak budziesz.
Paczciwy jak sabaka siwy.
Padjósz u domu, usiudy nhaszczajuć; budź hałodny, wyhafiiajnć.
Pa dobrym kusie wady napjusia.
Fi&łónami szuby niepaszyć.
* Pakdl cep, patiil chleb.
♦Pakiil sonce uzojdzie, rasA woczy wyjeść.
PakM u pana u hubu, to u kficbara u dupn.
510. PakM z bah&taho puch, to z bićdnaho duch.
Pakuł zdaróti to siem panóii, a jak żaniemóh to adzln Boh.
Paktl .żanicsa^ zahoicsa.
Pakól żywi^sz usiahó treba, a jak pamr^sz czatyry dosżki i piaskti
troszki.
(16)
PaUki byli hajdamaki; mało ab kraj dbali; dla tahó prapali.
Panie Hryhory szto dalej to horej.
Pani na nsi^ sAni.
Pan kładzió pieczAć, a mnżyk hladzić adkdl zacząć.
Pan, szto i nosa krukom nie dast^ć.
P&Askaja chwaroba.
520. Papadziii; sknpindzili.
Papówaja żonka, rai^lniko^y^a świnka da akanómskaja kabyłka
nsim dobra (v. nsi^ róiinyje).
Papówyje woczy, a wóiiczaje horła.
Papr&ii synku ^ katy łaziać; paprawifi synók to i sabaki stali łazić.
Papriiwiiisia jak skur&t na ahnitu
Parsiuczók maleńki , ale darahieńki.
Pasłali sabakn pa tabaku, ani sabaki ani tabaki.
Past&ii Bobu świeczku, a czortu Awih,
PaszU dumoha, to za nim druboha.
Paszóii dy sieiS.
530. * Paszóii sabakam siena kasić.
Paszyti i nadzi^ii i na blibku pabladzi^ii.
Patrebien jak kaszel u kolce.
Patrebien jak sabace druhl chwost.
Paznaiisia jak świnić na piercy.
Pazwól babie pabul&6; pawi^rch haławy pójdzie.
Pjiinamu i more pa kalena.
Piasók; eboć niabószczyka chawiić.
Pierachryścisia dy i puścisia (w drogę).
Pierachryścisia lewaj rukój i prawaj nabój.
540. * Pieranaczujem to boisz paczujem.
Fiskk piBh^, a sabaka praezyt^ii.
Piszczyć a nie hraje.
Piszczyć da nie hraje.
Plzyki, handrymony hawore.
Płakaii, płakali, usio Boh adniikatl; jak staii śpiewać, statl Boh
daw&6.
Pop ludziój karaje, a sam babn walaje.
Pop swajó a czort swajó, addly majd malitwu.
Pouny jak woka.
Pradlij żonku a sam u sałomku.
550. Pranctiz niemcu zadiifi piercu; a szto niemiec, borki pierec?
Prapiiii jak u wadd upliii (v. jak u wadzió).
^Prapiiii miech, na ródnaho Baćka brech.
Prapiiii pop i papóiS rdcko.
Prócz manisia a żyta siej.
Prybir^jecsa jak hałodny srać.
Prybirlyecsa maładzikóm i wiatchóm.
* Prypómniła babka dziewicz wieczór, dy dawly płakać.
Prystaii (v. pryczapiiisia) jak smoła.
(11)
t^flwóiła sraka dnbjó; szto dobra bjeó.
560. ^Pryszłii jak świniii da kani^, dy szerśó nie tak&.
łPryszł^ k&zk da wazii prasió siena.
tPryszóii Piatrók (^/m) adpliii listók, pryszłii Ujk (^%n) adpali
dwa, pryszóii Spas (Vvm) usiamu czas.
Pryszo^ia jak woł da karety.
t Piywiaży kabyle chwost, u jaj6 swoj jość.
Prywiaży kabyle chwost, kabyła swoj maje.
Purym nie świata^ trasca nie chwaroba.
Puści świnid pahrecsa, to i samój uimk dzie dziecsa.
Puści świnid za stół, janii z nahami na stoł.
Pnściii swiniu u ahoród.
670. PytAjecsa luty, ci dobra abuty.
Rabi kab wo&k byii syt i k&zk ceła.
Rabi pilno, a budzia i u domu Wilno.
Rablti, rablii i haunóm zawiarszytu
Rad^ u hady.
Razporki jak u dworki.
Razpuściiisia jak dziódoiiskaja puha.
Razumny jak rabin (v. szp^ktar) żydoiiski.
Rećku jesz s panami, a śpi z świniami.
Ruk& rukd myje.
580. '^'Rtmi u arddy nie Uaddć.
Ryba nie u ruczce a u reczce.
Rybiik rybku piacz^^ a myśliwy łapci siusizyć.
Sabaka bresze a dwaranin jedzie.
Sabaka skora dzieci robić, da ślapyje.
Sam nie ham i nikomu niedam.
tSawii nieprywiadzi^ sakotó, a takuju 8aw(i^(v. czorta) jak samii.
Siadzlć jak u Boba za pieczkaj.
Schaw4j pad bok, niach^j wyraście z kłubók (mówią temu, kto
daje figę).
Siadzióu try dni, wysiadzi^u zły dni.
590. Siej lon na Halenu (22 Maja) a budzia kaszula pa s^myje kalena.
Sieli makam Piatihorcy, kabyła porach pojęła.
Siem i siem, dalibó siem (przy kupnie konia na jarmarku).
^Siennym kanióm nie wajawlić, a sałómiannym wałóm nie ork6.
Siły nie wyrabisz a wychworajesz.
Siróczyje ślozy daram nieprapadajuć.
* Skaczy wraże, jak Pan każe.
Skar&il Boh cieszczu za ziiitnije hrachi.
* Skaz4t[ jak zwiazM.
Skrapitisia jak czort żyda zjeiSszy.
600. Skupaja haspadynia i z haiinii pleiiku dziar^.
• Skupy jak niemiec.
Skupy dwa razy tracić.
^Słatina chata nie uhłami ale pirahami.
MAtery^Ał/ etnologłczne IH. 3
Digitized by
(18)
Sławien babien za harami; jak nwidzisz rowien z nami.
Słowo, jak wierabi^j : wypuści , to nie złowisz.
Słucłiaj ucłiom a nie brachom.
Służka służce a panu trasca.
Służy panu wiernie; a jon tabió pierdnie.
Śmierć u zuby niespałiladaje.
610. Sol tabió u woczy.
Spadziawaiisia miadzwiódż na miod i niajeiiszy spaci lob.
Sporynia u dziaży, sto kop u miaszkti.
Spiesz&jecsa jak papouna zamuż.
Srebro i złoto lAzih w bałoto.
Staić jak c . . . na wiasieli.
Staraść nie radaść.
Stary druh lepszy nowych dwuch.
Stary jak hryb (v. jak sabaka).
Staroha wierabj^ na miakinu nie złowisz.
620. Sto kop nia liroszy, byle chłopiec charoszy.
Striisznaja jak wiedźma.
Straszny jak czort
Straszny jak śmierć.
Suchoje leta nie wysuszyć, a mókraje wymóczyć.
Suczka nied^ść, sabaka niewożmia.
Swajhó niepapuszcz^j i czużoha niedawly (y. nieżadly).
Swaj4 siermiażka nieclażka.
Swatu pićrszaja czarka i pićrszaja pałka.
^Swoj swajhó paznltii i na piwa pazw^ii.
630. SwiatJ^ Barysie (^/vu) ty sam baranisie.
Światy pakoju, dobra nam s taboju.
*Syty hidódnamu niespahadaje.
Szczaśliwy jak bajstriik.
Szklanki pabiil (upadł na lodzie).
Szkura wyrobu nie warta.
Szlachcic Aszmiański.
Szlachcic Machcic, kdndeloii syn.
Szmardj mużyk4 miodam, a jon pachnie łojam.
Szto chaiirlisno, to krasno.
640. Szto ciarozwy myślić, pjany skaże.
Szto drazdti pa czużomu hniazdt.
Szto durań sapsujć, razumny poprawić; a szto razumny sapsujć,
nichtó niepoprawić.
Szto dzieli znosić a pjany zjeść, adnii koryść.
Szto haławli to lozum
Szto kraj, t^ abycitij.
ł Szto letam nahój kop, to zimój zubom chop.
Szto napisano piercóm, to nie wyrubisz i taparcóm. *
Szto Plewiaka, to raziawiaka.
Szto sałodka to i smaszna, a szto czyrwona to i ładna.
(19)
660. ♦Szto ubW, to ujechait
Szto ułożyć Cham, to nia wyjmieó i Pan.
Szto n ciarózwaho u haławi^, to u pj^inaho na jazyci.
Szto woczy widziaćy to miaszók płacić.
Szto zban, to i pan. (Ł.)
Szto z wozu spało, to prapało.
Tady dobra pahul^ć, jak nićczaho zahanilić.
Tady jesz, kali rot śwież.
Tady muż z żonkaj swlirycsa, kall u harszkti trasca wlirycsa.
Takój biadj^, szto u mianić koń chudj^.
660. Talalóch, talalóch, hdzie usraiisia tam i loh.
Tam miły kutók, hdzie rezan pnpók.
Tatarski syn wiallk, ale dureń.
Taw4r a wozie, nadzieja n Bozie.
Toja de niatoja.
Toja de nie takoja.
Toj bndzia chaw4ć^ kamń bndzia waniać.
Toj pićrszy u mety stajć, eh to letom sani napraiilaje. (Ł.)
To za sim, to za tym, to za snom praklat^m.
Trasca nikomu niezdascsa, siem hod patrasi^ i na toj dwiet
670. Trasieesa jak asinowy list.
Treba tak hnucsa, jak apranńcsa.
Treba tak żyć, jak nabiażyć.
Treba zahad4ć i pahad^ć. (Ł.)
Tuman u woczy puskaje.
Tut jest tut nim^, pajćchała da mlin^.
Ty pa czużoje z harszkóm^ a czort pa twajó z miaszkóm.
U baby wołos doiihi, da rozum karetki.
Ucik4j hoły bo abdziarńć, hoły hatóii.
U czużój misce ryba, cćnicsa tanićj hryba. (Ł.)
680. U czepku radziiisia.
Udałosia czerwiakń, na wikń.
U dzień ciaczć, a u noczy piaczć.
U dzień pluszczj^ć, a u noczy bliszczj^ć.
U haraczy wadzić kupaiisia.
U jakój wiery radziiisia, u takój i umirśj.
U karetkom płaci dobra tolki sraci, de kiepska ustawaci.
U kazdka czarna sr . . .
U kiju dwa koncy, adzin pa mnić, a druhi pa tabić.
U miaszkń szyła nie schawlić.
690. U mianić łaski choć kaiiszóm biar^.
t U mor namrucsa, a u wajnń nałhucsa.
U muża na nazić bot skrypić, a u żonki u hrudzilich chrypić.
Umyiisia, chwaśliii; nieumyiisia, laniti. (Ł.)
U naczjr traszczj^ć, a u dzień bliszczj^ć.
U naszej matulki datino dpiać.
zaniasić.
Digitized by
(20)
Upali leńki u kaleńki.
U piaród nial^ż, z zadu nie astawajsia, de siarMziny trymąjsia.
Uplr^jecsa jak kaz&.
Uprasilisia złydni na tiy dni, dA-j na ceły dzień.
700. *U8i6 czerci adnój szerści.
* Usió można, tolki astarożna.
U 8waj6j chaci dobra i sraci.
U swajój matki, nsió dzietki hładki.
Utaplłasia biez wady.
U wialikim hamd, chto schapiii to tamfu
Uwójdziecsa babce i u szapce; albo: dobra babce i n szapce.
*Uzi&ii czort karoiiku, niech&j wożmie i wiaroiiku.
Użó waspan nie asesor.
Wiallki a dorań.
710. Wialiki brom, a midy doszcz.
* Wiedać knpcti i pradaiicti.
Wiódajem biez papń, szto n niadzieln świata.
♦Wiedau Boh, szto nie d^iu świni rob.
Wiek wiakóm, a mużyk mużykóm.
Wiek żywi, wiek uczyś, a durniom nmir&j.
♦Wiek zżyć, to nia miech zszyć.
Wólnamu wola, a spasiónamn raj.
Wot ja wójtawa świniii.
Wet tabić i raraty, czercie rahity.
720. *WoQk sabaki niebaicsa, tolki zwiaki nialubić.
Wybiriijecsa jak czajka za more.
Wybiraje woczy.
Wyhani czorta ad warót, to jon pieralezia czerez płot
Wyskalajeć zuby (v. wyszczariijecsa), jak suczka na pierawozie.
Za biahóm i chód prapiiu.
Zachacićii pryhaleiiszy dwa razy dziedowiić.
* Zachacićłasia jak kabyle woctu.
Zaczapl żyda ci czarta, to nie atrasieszsia.
*Za durniem Boh.
730. *Za dumój haławój, nah^m nieupakój.
Zagter abaczym.
Za broszy szabas budzla.
* Za karal4 Sasa byłó chleba i miasa, jak nast&ii Poniato^ki usió
paszłó pa czartotiski.
Za majó żyta, de mianić nabita.
tZa moram ciałuszka paluszka, de za pierawóz rub.
Za pień halawń, za kałodu nohi.
Zaprah&j u duhń, ja pa chamńt pabiahń.
Za święta po nltaczce, hółamu saroczka.
*Za swoj brosz, usiudy charósz.
740. Za swajti pierebiraczku dast&ti sabić baraczku.
Zdarou jak ryba.
<81)
Zdoobniesz jak sabaka.
Z dnrnoha ktistó i jUiada pnsti.
Zdzi^kujecsa kaciół nad harszkóm.
Zhiń ty prapadzi, aprócz papadzl.
Zhinnii za sabaka.
Zhodna niepierażyć, ułasna nie pieraj^dć.
Z jadynaka albo pies, albo sabaka.
Z jazykóm, jak z pirahóm.
750. Zimna, szto dnch won, a para staiipóm.
Z kabó kpiła smiej&łasia, tamd sami dastiiłasia.
Zławiii biahticzaho waiikii za chwost.
Złodziej zamkk niebaiesa.
Z łysaho cielaci^ łysy woł budzia.
Zmiena zmienię pohodu podajó.
Zmiorz jak haiinó.
Z mnebi wał4 wyraścin.
Znajdzie pryczynn, choć za łuczynu.
Znaszóii tapór za łaiikaj.
760. Z piaskd puhi niaskrncisz.
*Z pieśni słowa niewykinnć.
Żre jak świni&.
Znch napróciii mach.
Z wialikaho bałota knlik.
Z wialikaho hartu ; wybrau kurta.
Źydó^kaja rabota.
Źydoiiski rozum, to szelmoiistwa.
768. Z żonkaj; jak z baranój a lesie.
SŁOWNICZEK.
A.
cidsiiU — stąd.
adłUl — stamtąd.
aładka — placuszek.
apranucsa — odziać się.
B.
bajsłrUk — bękart.
baluszcży — boleśny.
bałtd4 — bełkotać.
baratcHk — grzyb.
barysz — zysk.
bcLsoła — basetla.
bliny — placuszki.
błdhaja — zła, niedobra.
borzdyj — prędki; borzda —
prędko.
brachliwyj — szczekający.
bubka — ziarnko.
bvM dawd4 — ciJ:ować.
bildefńki — całusy, buziaczki.
Digitized by
(22)
c.
car — król, pan.
chaiir^ — współka (z żydow-
skiego).
chatirdsno — wspólnie, na
współkę.
ciańki — manowce, drogi ubo-
czne.
cieciarilk — cietrzew.
eierahi(^ — trzebić, niszczyć.
D.
dawbd — dowództwo.
de — ale, i.
dy — jednak.'^
dubjb — drąg, kij.
disiedawcić — świętować, obcho-
dzie „dziady".
dzield, — dla, powodu.
H.
h(zdy — lata.
liandrymony — androny.
Tianarysły — tytidowany.
liidka — brzydko.
hodzia — dość.
hraź — błoto, kał.
hruma — smutno, niedobrze.
hryźa — kłótnie, swary.
J.
jadil(f — jedzą.
jeźct — jadło.
joś(f — jest.
K.
kald — około, przy,
katnarnb — dnżo komarów.
kat — walec, kałbm kacid
walcem toczyć.
koszka — kura (głupia).
krudU — szalbierz.
L
leńki — lenistwo.
loJiak — lekki.
Ł.
łasy — chciwy, łakomy.
łuczyna — drzazga.
łuki — łąki.
manicca — wybierać się dokąd.
miakinia — plewy.
minUszczeje — przemijające.
mudrahctl — mądry, sprytny.
muka — męka.
mukct — mąka.
niaJiodny — zły, niedobry.
niaujeźno — głodno.
niazhodny — nieużyteczny.
P.
padźoga — podpałka.
pamilć — tknąć.
paptiszki — pączki.
pierebiraczka — przebieranie.
piewień — kogut.
piławiny — trociny.
pirWi — bułka.
proifma — chciwość, mnóstwo
pruźszy — sprężysty.
puka — bicz.
R.
rakct ' — rzeka.
rećka — rzodkiew.
ru<fkb — burek (pies).
ryna — rynka.
Digitized by
(23)
s.
8ciakd4 — wystarczyć; mulet
sciaczh — wystarczy mąki.
skrapicsa — pokrzepić się.
sinica — sikora,
sparynia — oszczędność.
spascl — zbawić.
spasci — spaść; spadać.
8zancawdL(S — powodzić się.
szczepka — drzazga.
szelhst — szumnie, wystawnie.
szmat — znacznie, dużO; kęs.
szhludzi — parchy.
T.
taiikd^cz — kłótliwy.
trasca — febra.
U.
ytasno — smaczno.
yJs&na — wygodnie do leżenia.
urdh — wróg.
urhd — wzrost.
usłarhż — ostrożność; czujność.
W.
wąrh& — wróżby; wróżenie.
waśmalA — drobne pieniądze
miedziane.
wiaroUka — powróz.
wierabi^j — wróbel.
yyyskalh^ — wyszczćrzać (zęby).
Z.
zawiarszyć — nakryć przykryć,
zakończyć.
zdarhUkacsa — witać się, ży-
czyć sobie zdrowia.
złydni — grzbiet od ptaka w po-
trawie.
zmiena — odmiana księżyca.
zwiaha — hałas, krzyk.
Digitized by
KUPAJŁO
tadzież zabawy doroczne i inne z dodatkiem niektórych
1. W okolicach Stawiszcz. Dzień ten a luda ukraiń-
skiego jest dniem dorocznój zabawy i niejako święta zarazem;
albowiem młodzież obchodzi go tradyc^onalnemi igrzyskami; a starsi
wstrzymają się od pracy. Na zabawę tego wieczora, chłopcy
i dziewczęta zbierają się razem; te ostatnie w strojach świąte-
cznych, ozdobione suto we wstęgi i kwiaty, głównie rej wiodą. Chło-
pcy na ich usługi, wyrąbują drzewko z wiśni, sosny, lub najczę-
ściej z wierzby^ które na obranóm miejscu pokrytóm murawą, albo
na wzgórzu, wkopują w ziemię. Drzewko te, zwane „Eupajło^
musi być za staraniem dziewcząt ozdobione mnóstwem wianków, od
największych do najmniejszych i ustrojone w kwiaty i zioła najroz-
maitsze, wśród których barwinek i ruta przemagają. Niekiedy, dla
większój okazałości, do ozdoby ^Eupajła** dodają świóczki ulepione
z wosku lub smoły, które dziewki zawczasu przygotowawszy, z sobą
przynoszą. Zwykle występuje jedno tylko drzewko, lecz w niektórych
miejscowościach przystrajają ich kilka. Obok drzewka albo w około
niego rozkładąją ogień. Dawniój było to niezbędne, lecz dziś już nie
ohrzędów i pieńni weselnych
ludu ukraińskiego
z okolic Białćj Cerkwi,
zebrała i opisi^
Pani Józefa MoszyAska,
I. „Kupajło" — Wigilija św. Jana.
(26)
wszędzie to czynią. Ogień ten jest przeznaczony głównie dla chłop
ców do skakania^ lecz i rozochocone dziewoje próbują zwykle skakać
w ich ślady. Temuto aktowi zabawy towarzyszy największa weso-
łośćy śmiechy i wrzawa^ rozlegające się daleko wśród nocy. Chodzą,
gonią się, Inb nawet tańczą wokoło Eapajły, najczęściej dziewki same,
lecz stósownie do piosnki i cUopcy do nich się przyłączają. Śpiewy
i tany, przeplatane skakaniem przez ogień, trwają niemal całą noc.
Na zakończenie, wszyscy okrążają drzewko po raz ostatni i wołają:
Na te słowa wszyscy rzucają się na drzewko, łamią je i niszczą
zupełnie. Nie wszędzie jednak zabawy te odbywają się w wigiliję św.
Jana i wtedy dziewki tego wieczora przysposabiają się tylko do uro-
czystój zabawy nazajutrz: splatają ogromną ilość wianków rozmaitój
wielkości, z tych niektóre wkładają sobie nazajutrz na głowy, nim
przyjdzie pora zawiesić je na drzewku. Zdarza się tóż często, że na-
bawiwszy się na wigiliję św. Jana, drzewka nie niszczą, lecz zosta-
wiają je przez cały dzień i nazajutrz drugą noc tak samo dokazują
i na tóm dopićro kończą ostatecznie tę doroczną zabawę.
W niektórych wsiach zamiast osadzania drzewka w ziemi, dwoje
dzieci oburącz je trzyma, albo gdy te się zmęczą, lub drzewko jest za-
wielkie, dorosły chłopiec, siedząc na ziemi podtrzymuje Kupajłę. Trzy-
manie Kupajły przez chłopca bywa zwykle powodem wrzawliwego za-
mięszania, albowiem często, gdy się zabawa ma już ku końcowi, chło-
piec z Kupajłem ucieka, a całe zgromadzenie ściga go z wrzaskiem
i dognawszy rozszarpuje między siebie nie tylko ozdoby z Kupajła,
lecz i same drzewko, którego szczątki mają właściwy potóm użytek.
Która wieś leży nad rzeką lub stawem, tam wianków nie szar-
pią, lecz puszczają je na wodę, a wodą zaczerpniętą z pod wianków
myją się niektóre dziewki dla zabezpieczenia się od bólu głowy. Nastę-
pnie wyciągają wianki z wody i z resztkami innych kwił^tów i gałęzi
roztarganego Kupajła roznoszą na swe warzywne ogrody i wszystko
to rozrzucają po grzędach kapusty, ogórków i. t. d. żeby tak gęsto
rody jak Kupajło był gęsto przystrojony. Rzucając mówią:
Dziewki zwykły także suszyć owe wianki, lecz najczęściój zbie-
rają ogołocone szczątki wzajemnie sobie wydzieranych gałązek z Ku-
pajhi, gotują je i tym odwarem włosy sobie myją, ażeby dłuższe rosły.
Po zaniesieniu resztek z Kupajła na ogrody warzywne, kilka
odważniejszych dziewcząt, pomimo napomnień matek, wymyka się do
lasu szukać paproci i lubystku, wierząc, że ta która je znajdzie,
wyjdzie na pewno za tego kogo kocha. Inne znowu idą w step po ko-
rzonki i liście polowego lubystku, horyćwitu i innych ziół, które suszą
Materiały etnologicine lU. 4
Siohodnia Kupajła, zawtra Iwana,
Kidało chłópciami, metało
Diwczatam Kupajłu połomało.
,9 Jak nasz Kupajło buw krasny,
Szob naszy ohirk^ buły taki rasny".
Digitized by
(26)
i przechowają do Wielkiego Czwartku (czystyj Czetw^r). W ten dzień
dopiero warzą owe zioła i tćm się umywają na tO; żeby je chłopcy
liocliali.
Dla odpędzenia strachów, dachów nocpych^ w nocy kupajła mo-
dlą się i wymawiają głośno:
Zabawy młodzieży dorosłój na Kupajła, naśladują także i dzieci
około swojego drzewka, nie długo jednak się bawią, bo starsi pędzą
je wcześnie do domu. Do zabaw Kupajły z dziewczętami pospołu mogą
należeć i młode mężatki, niemające jeszcze dzieci. Starzy tćż, jak
zwykle, lubią przez jaką godzinkę z wieczora przypatrywać się tym
igrzyskom.
Fieini śpiewane na Eupajła:
przy wyrębywania drzewka.
1. Oj włodk mołodyce
Wyrub^j diwk^m kup^jłyci.
Oj radab ja wychodyty,
Diwk^m kupajłu wynosjrty.
Koł;^ muż menć łaje,
Na tłycin ne puskaje,
W temnu komórońku zamykaje.
2. Oj młody mołodyci
Wyjdif wyjdit' na ułyci
WjTiesif diwk^im kupijłyci.
Oj jak że nam wychodyty
Diwk^m kupajła wynosyty:
W mene sw6kerko, ne bliteńko,
W mene swekracha, ne mktinka,
U komora zaczyniaje
Taj na iiłyciu ne puskaje.
A w komórońci wikóneczko,
A w wikónoczci kwat^oczka,
Oj odczynid ja kwąfr^oczku,
Ta podywlusia po ryneczku.
Aż tam z diwoczók, tanoczók chodyt'^
A mij myłeńkij u pered wodyt'.
Ziwjd winoczok z jaroji ruty,
Szob ne diżdała dowho z nym buty.
^Molimsca Bohu, Bohoródyci Diwi
Szob złyj duch ne wodyw
Za namy ne chodyw**.
albo:
(27)
Zwijfl winoczok iz szaławiji,
Szob ne diżdała i do nedeli.
Ziwjti winoczok ja iz barwinku,
Szob ne diżdała i ponediłkn.
waryjant ;
3. Ty mołodaja mołodycę,
Wyjdy z w^czera na iłyciu,
Postów diwczatam kup^ijłyciu.
Oj jakże meni wychodyty
Wara kup^jłyciu wynosyty?
W mene swfekerko ne b^tinko,
W mene swekrucha ne mktinka,
U mene diwerki ne br^itiki,
W mene zowyci ne sestryci.
Budut' na mene narikaty,
U komora zamykaty.
U komóroóci wikonoczko,
A w wikónoczku kwatyroczka.
Oj odczynili ja kwatyroczku,
Ta podywlusia po rynoczku,
Oj tam diwczatok tan^ć chodyt'
A mij miłeńkij pered wodyf.
(ze wsi Zawadówki pow. Skwirskiego).
do drzewka:
4. Oj rozwywajsia suchej dube,
Bo w Petriwocżku moróz bude;
A ja morozu ne bojusia,
Pryjde Petriwka roziwjusia.
(Z Zawadówki).
do przybranego drzewka:
5. Oj koło kupajła obm^tiano,
Szcze i barwinkom obpłótiano,
Oj chtoż to jak ne Hryć obmiw,
Oj chtoż to jak ne win obpliw.
przy rozkładaniu ognia:
6. Oj na kupajli, ohóń horyf ,
A u Iwana serce boł;^',
Nech^g bołjrt', nech^ij znaje,
Necli^j Inszoji ne zajmaje,
Nech^j jidnti Hannu maje.
albo:
Nechśj diwók ne zajmaje,
Nech^j sobl jidnti mąje.
Digitized by
(28)
W drodkn zabawy:
7. Oj czeróz nasze sełc^
Stij kałynońkO; stij,
Dałeko czuty dzwin.
Ta wGzty derewcó.
Stij kałynońko, stij^
Dałeko czuty dzwin.
A w tym wikonci
Myłyj Stepanko.
A z toho derewci^
Stij kałynońkO; stij;
Dałeko czuty dzwin.
Stanowyły córkowciu,
Stij kałynońkOy stij,
Dałeko czuty dzwin.
Horpyna joho.
A koło nioho
A w tyji cerkowci
Stij kałynońko stij,
Dałeko czuty dzwin.
Czotyry wikońci
i t. d. wymieniają 4ch chłopców i ich kochanki; przyczćm każdy wy-
mieniony chłopiec przyłącza się do koła.
8. Oj na kupajła Iwknoczka
Tam kupaład łastiwoczka.
Na beróżeczku susz;^łasiay
Diwka Hanna żuryłasia,
Szcze i chustoczók ne wbiłyła,
Wże i Stepana polubyła;
Szcze i rusznyczk^ ne naprała
A wże jomti i słowo dała.
9. Oj na kupajła na Iwana ^
Wyszła diwczyna jak panna;
Usi chłopci zhladlyuf sia;
Jii zajmaty stydkjufsia,
Jid^n Iwanko ne powstydawsia,
Wziaw za riiczeAku i prywytawsia.
10. A na horodi pid werboju
Stoit' kołodiaż z wodoju.
Oj tam Hanna bil*) biłyła,
Ta do tiji bili hT)woryła,
Bil że moj^ tonka, biłeńka,
Oj komtLż ja budu mołodeńka?
Oj czy popowi, czy diakowi,
Czy Stepknowi kozakowi?
do wianków i kwiatów na drzewku:
11. Oj postawlu ja storożu*)
Ta posiju ja rożu.
Storonoju deszczyk id6, storonoju.
Nad mojeju różoju pównojn
») Bielizna.
Straż.
Qj ne dobra Btoroia,
Poszcz;fpana róża.
Storonoju doszczyk ide, storonoju,
Nad ceju różoju pównoju.
12. Oj w liski w liskii, na kłynki*)
Wysila koł^sońka*) na sznurku.
Ta w- tij kołysońci hołubić,
Eołysawsia Machtój mołodóó.
Eołyszyte men6 brat^ wysoko,
Oj szczob bułó wydneńko daleko,
Aż de moj^ tószczeńka żyto żne,
Ta de mojk diwczyna winki wje,
13. Oj mał^ niczka Petriwoczka,
Ne wyspałasia syritoczka.
Deż ty seritko noczuwała,
Szo tobi niczka mał^ buwała?
— Noczowała w seli w obori,
Oj w tim seli diwki ubohi;
Erajuf rusznyk;^ z radn;^oczky;
A toróczeczky z krop^oczky.
Noczowałaż ja jiszcz^ w seli w krajnij chati,
Tam użó diwkl bahati;
Krajut' rusznyczk;^ z kitkjoczky
A toróczeczky z pożlltoczky.
waryjant:
Malaja niczka Petriwoczka,
Ne wyspałasia newistoczka,
Czeredd hnała taj drymała,
Na peńk^ palci pozbywała.
(Z Zawadówki);
14. Oj czyj to chlopeć? popiw, popiw")
Czohó szukaje? — wotiw, woHw.
A johó wob^ dawnó w szkodi,
U Jawdochy w horodi.
Oj Iwane id^ wdty zajmy,
A do mene na nicz pryjd]^.
W^^hnała woły, postojała
Sobl kozaki pldmaniała.
O klon.
*j huśtawka.
') Popowicz.
*) zwykle mówi się tu imie ]akiegoii chłopca.
(30)
16. Q} na horodi kAtrka rodyf
A do diwczyny koz&k^) cliodyf.
Oj Todff rody katr^noczkU;
Ghod^ kozacze mij panoczka.
Oj rod^, rod^ zełeneńkij,
Ghod^ kozacze mij mołodeńkij.
Oj rody, rod^ rozrodżajsia,
Chod^ kozacze ne curajsia.
Oj rody, rody szełudywyj*)
Chody kozacze czomobrywyj.
2. W Białćj Cerkwi, Wyróżniający się od innych miejsc, obrzęd
rzncania wianków bardzo uroczyście tu się obchodzi: nad brzegiem
Rosi, po za skałami, dziewki, prawie każda osobno, kryją się przed
szpiegującemi je chłopcami. Rzucają one wieńce ze słomy przeplatane
kwiatami, które zapalone płynąc w różnych kierunkach; przedstawiają
wielce zajmujący widok. Inne wszelkie obrzędy Kupajła, z drzewkiem
i skakaniem przez ognisko, niegdyś tu bardzo wspaniale i ściśle ob-
chodzone, zabronione są obecnie.
3. W Hłnszkach. Tu także zachodzi pewna różnica w tym
obchodzie: drzewko wiśniowe, wyrąbane i wkopane przez chłopców nad
stawkiem, a przez dziewczęta przybrane kwieciem i oświetlone rzę-
siście, przeznaczone jest nietylko na to aby tkwUo na jednóm miejscu,
lecz puszcza się uroczyście na wodę. Zwykle trzy najdorodniejsze
dziewoje puszczają drzewko na wodę, — „Kupajło" płynie, a za nim
dopićro nagie, uwieńczone dziewki nurzają się do wody, Wybiegają
z niój i przeskakują przez przygotowany ogięń i tak do trzech razy.
W ślad za płynącym Eupajłem, który im drogę oświeca, odbywają się
wzajemne gonitwy po wodzie i zrzucanie wianków z włosów, przy we-
sołych okrzykach zabawiającej się młodzieży. Podczas zrzucania wian-
ków, chórem przyśpiewują pieśni do tego zastosowane:
Ta pływ6 diwka iz wodoju,
(albo: Ta chodyt diwka nad wodoju),
Puskli dołu za wodoju.
Pływ^ dołe za wodoju,
A ja u slid za toboju.
Ta spływymóś do kńpoczki
Jak s;^wyji hołubóczky.
Ta si^dymo odd;^szemo
Ta dribny łysty napyszemo.
Niepdbiy.
(31)
Nech^j bafko ne turbuje,
Sywich woHw ne marnuje,
Menl wink^ ne kapuje;
Bo ja i toho ne znosyła
Na Kupajła zahubyła.
Na kierunek rzuconego wianka szczególną zwraca się uwagę;
gdy ten się kręci na środku wody, wróżbato przerażająca: właści-
cielka jego nie tylko za mąż nie wyjdzie, lecz umrze przed nastę-
pnym Eupajłą. Ody wianek zapłynie tak daleko, że go okiem nie
dojrzeć, to znaczy, że do dziewczyny swaty przyjdą z dalekich nie-
znanych stron. Ody nakoniec kilka wieńców razem splątanych pod-
pływa ku brzegowi, wtedy wesołe dziewki klaskając w dłonie wołają:
^będziemy sąsiadkami bliskiemi i jednocześnie ze swćj wsi mężów do-
staniemy". Podczas tego i parobcy, ciesząc się z dala zajmującym wi-
dokiem, przygotowują nową zabawę, przy nowóm oświetleniu jćj miej-
sca. Nim dziewczęta przyodzieją się po kąpieli, chłopcy zasadzają
w ziemi bardzo wysoką tykę, na wierzchu którój natykają duży snop
słomy, a tykę samą okręcają jak najszczelniój od dołu do góry prze-
wiąsłami ze słomy i to zapalają. Rozochocone dziewczęta skwapliwie
zasiadają w około tój improwizowanej pochodni i wyśpiewują różne
pieśni np.:
Oj po pid łużkóm
Ta ore Iw^ płużkóm.
Oj ore, ore ta na szlach wyhaniaje,
Win mołodti diwku ztyclia pidmowlaje.
Wylit^ zuzula ta iz tómnoho łuha,
Ne słuchaj diwczyno ty Iwana durnia.
Ja sywa zuzula ta na weś świt zlitała,
Ja na werbi hruszók nihd^ ne zjidała,
Zołot^ch diwoczók nihdó ne wydała.
Mołod^ diwczyna zuzuli ne słtlchi^a,
Ta z Iwanom siła, sam4 pojichi^a.
Mołod;^ Iwan izradyw diwczynu,
Prywiaz^iii jii do sosn^ kosyma,
Piywiaz^ii że win ta na szlach oczyma,
Zapalyw sosnti z wercha do korińnia.
Sosonka pałaje,
Diwka promowlaje:
Chto w lisi noczuje,
Nechkj wse te czuje,
A chto doczók maje,
To nech^j nauczaje.
De Iw&n ore tam hul&f ne puskaje,
albo: I po zachid soncia hul&f ne puskąje.
Digitized by
(82)
Rozchodząc się, jeszcze svawol% wykrzykują spychają się do
wody i nie jeden chłopak, lab dziewczyna, skąpie się w ubraniu, za
co dziewki dostają burę od matek. Nazajutrz chociaż idą szukać wian-
ków, ale nie zabierają ich z wody; chodzi im bowiem o to tylko^
gdzie się uda wianek dostrzedz.
4f We wsi Truszkach. Drzewko wierzbowe wyrąbaike przez
chłopców, a osadzone mocno nad brzegiem stawku, stanowi główny
punkt igrzysk tego święta. Cała, młodzież wiejska płci obojój, biega
i zasiada w koło tego drzewka, śpiewając długo odpowiednie pieśni,np.:
W sposobie puszczania wianków zachodzi w tój miejscowości
pewna odmienność, a mianowicie: do każdego wianka przylepiają zapa-
lone woskowe świeczki, które robią (^suczat'^) same. Szukania tćż wian-
ków nie odhladają do jutra, lecz od razu śledzą dokąd płyną, o ile oko
dojrzeć może. Naząjutrz, w dzień samego Iwana także się bawią, lecz
już poprzestają na ogólnych śpiewach, żarcikach i wesołćj gawędzie.
5. We wsi Pnhaczowce O* Dziewki zebrawszy się na „uły-
ciu" wynoszą ogromną gałąź wierzbową lub z innego drzewa, zwaną
,,Kupajłycia", śpiewając:
Przybrawszy ją w wianeczki, kwiatki i jagody wiśniowe, zaty-
kają mocno w ziemię. Potem wszystkie biorą się za ręce i okrążywszy
galąż olbrzymim łańcuchem, biegają, skaczą i śpiewają piosnki wy-
łączne na „Kupajła'' jako to:
*) z opowiadań młodćj dziewczyny.
„Tam kupałaś łastiwoczka.
Na bćrezi suszyłaś;
Oj diwka Hanna żuryłaś,
Szcze rusznyczklw ne naprała,
Szcze chustoczók ne wbiłyła
A wże Semena polubyła^.
Oj naszi chłopci nedb&jłyci,
Ne w^rubały nam Kuplyłyci,
Oj jakby won^ za nas dbały,
Tob nam Kuplyłyciu wyrub^i^jr.
(33)
1. Oj mołodaja mołodyce
Wyjdy do nas na Uyciu,
Rozwedy nam Eap^jłyciU;
— Oj radab ja do was wyjty,
Leź^ myłyj, bude byty.
Od myłoho odwernusia,
Od swókorka odkłoniosia;
A od swekruchy odproszasia^
A dlwera nebojusia.
Wożmii zowyciu za ruczyciu,
Taki wyjdu na dłyciu,
Takiż pryjdti na ilłycin,
Rozwedft wam Kapśjłyciu.
2. Oj na Iwana na Kupajła
Wyszła Jawdonia jak panna.
A na nei chłopci zahlad^jufsia,
Ta zaczipaty stydijuf sia.
Oj nemk czohó dywowaty.
Postarałaś na nei maty.
Na nei Stepanko ne starawsia^
Onó jeji wziaty obiciawsia.
Nabawiwszy się do woli; ł^mią ^Kupajłyciu" unoszą ze sobą
każda po trochę tych szczątków i rozrzucają je na grzędach kapusty^
aby, dobrze się głowy wiązały, albo na kartofle.
6. We wsi Bakałach *). Drzewka zatykają nad wodą. Wianki
wiążą od rana w sam dzień Kupajła, co stanowi jakby wstęp do wieczornćj
dwiątecznój zal^awy, bo zwykle w licznie zebranćm gronie dziówcząt dpie-
wy; śmiechy i wesołość towarzyszą temu wiązaniu wianków równie jak i
zbieraniu kwiatów na nie. Do ozdobienia „Kupajła^ używa się nietylko
ruta, barwinek, kalina ale nawet włóczka kolorowa, oprócz tego świóc
nalepiają jak najwięcej, gdzie tylko miejsce możebne; świóce powinny
być domowe z wosku, a w ostateczności tylko żydowskie. Przy Kupajle
rozniecają ogień, przez który skaczą ochoczo, wyśpićwując:
Oj na Kupajła ohóń hor:^f,
A u Semena serce bołyt'.
Nech^j bołyt'; nech&j znaje,
Nech^j inszoi ne zajmaje,
Necli&j odnti Motm maje.
O z opowiadania miejscowćj dzićwczyny.
Materjjałj etnologicsne III*
6
Digitized by
134)
Dla k%pieli^ popychają się wzajemnie do wody^ nie zważając na
świąteczne stroje. Potóm szerokićm kołem obiegają „Rnpajła^ para za
parą i wytańcowąją ochoczo pod wesoły, a śpiewny ton „s opiłki^
(dudki).
Między innćmi masnkami, na Enpajła śpiewają najczęściej:
Siajała zirońka, łetiła,
Oj Maryno za kohobiy chtiła?
Oj za toho diwczata, za toho;
Za Matwija mołodoho.
Oj tam de Matwij koni^ pas,
Oj tam barwinek po pojas.
A tam de Maryna stojała.
Tam pid neja jara ruta zowjała.
Czohó wonaż zowjała.
Bo won^ jii stoptała.
A tam de Matwij pochodów,
Jaru rutti pozwodyw.
Drzewo rozrywają chłopcy, a całe grono wrzuca szczątki do
wody. Dziówki idą na drugi dzień szukać puszczonych na wodę wian-
ków, a gdy się uda wyciągnąć, zanoszą je na grzędy ogórków.
Młodsze dzićwczęta, naśladując starszych, zabawiają się również
osobnćm drzewkiem małćm i nie ustrojonćm, lecz tylko z wieczora.
Póżnićj wolno im jest tylko z daleka przypatrywać się dorosłćj mło*
dzieży, lecz małe figlarki, nie zważając na to, zakradają się do grona
starszych i wyśmiewają je. Starsi gonią je precz i to stanowi dodatek
do głównćj zabawy.
7. We wsi Piszczykacłl. Drzewko tylko w wigiliją nad
brzegiem stawu stroją dzićwki same, bez chłopców. Wieńce w dzień
nawiązane stanowią jak zwykle główne przystrojenie „Kupajły**. Oświe-
cają drzewko świćcami woskowemi, przez dzićwki lepionćmi. Okrą-
żywszy „Eupajła^, taką śpićwkę zawodzą:
Siohodnia Kupajła, wzawtra Iwana!
Treba mynl na torżók torhuwkt'!
Związała swćkorku prodaw^t',
A ridnioho bateńka kupow^f .
Powezła swćkorku, ne prodała,
A ridnioho bateńka ne kupyła.
Siohodnia Kupajła, wzawtra Iwana!
Tra na torżók torhowś,t'.
Związała swekru prodawś,t',
A ridninju m^tinku kupowś,f .
Powezła śwekruchu ne prodała,
A ridnioji mlitinki ne kupyła.
Siohodnia Kupajła i t. d.
(35)
Następnie wianki zdjęte z drzewa wkładają na głowy i tak ozdo-
bione kąpią się wszystkie; dopićro po kąpieli chłopcy mają prawo przy-
łączyć się do wspólnśj zabawy, t. j. przedewszystkiem wspólnie ogień
przeskakiwać. Po rozłamanin „Kupajły" i nieodzownćm puszczeniu
wieńców na wodę, rozchodzą się wszyscy z miejsca zabawy, ópićwając:
Jednakże nie rozchodzą się jeszcze do domów, lecz idą na ban-
kiet nocny do jakićj zamożniejszej wdowy albo rozwódki, u którćj za-
bawa odbywa się już z całą swobodą, właściwą podobnemuż zgroma-
dzeniu na „dodwitki**. Nazajutrz wszystkie dzićwki śpieszą niecierpli-
wie szukać swoich wianków, aby się dowiedzieć; z jakićj strony mają
kiedyś przybyć swaty.
8f We wsi Korźówce. Wyrąbane drzewko z wierzby niosą
sami chłopcy na miejsce zgromadzenia, a dzićwki widząc ich zbliżają-
cych się, śpićwają powszechnie znaną piosnkę:
Oj deś chłopci nedb^jłyci,
Ne w;^ubały Kupajłyci.
Jakby wony za ce dbały,
Tob Kupajła wyrubały.
Oj nasziż chłopci za nas dbały.
Bo nam Eupajła wyrubały.
Drzewko „Kupajło", przystrojone tegoż wieczora, po odbytych
zwykłych zabawach', przechowuje się do wieczora następnego, t. j. na
sam dzień św. Jana i młodzież ^omadzi się powtórnie na obchód Ku-
pajły, który w nocy śwćici zdaleka smolne mi śwrćcami. Kończąc
te uroczyste zabawy zwyczajnćm łamaniem Eupajły, nie zawsze jednak
niszczą go na miejscu, lecz często zanurzając go w wodzie, wykrzykują:
Wydobywszy go z wody, dopićro zaczynają łamać i rozszarpy-
wać, zanosząc zdobyte szczątki na swoje ogrody warzywne, albo gotują
te gałęzie i myją tćm głowy, żeby włosy pięknie rosfy i połysk miafy.
Wśród pląsów przy Kupajle wyśpićwują bardzo znaną pieśń:
„Perekładń kładku
Czerez wsiu riczku, werbowu.
Oj Marijó zwińczajsia,
A wy idit' do domu".
„Kupajła treba skupaty,
U wodi dobre schowaj".
Oj na horodi katr^n rodyt',
A do diwczyny chłopeć chodyt'.
Oj rody katr^noczku.
Oj chody chłopcze mij pś,noczku.
(63)
Oj rod^, rody szełudywyj,
Oj chod^ cUopcze czornobrywyj.
Oj rod^, rod^ zełeneńkij,
Oj chod^ chłopcze mołodeńkij.
9, We wsi Ostryjkach'), „Kupajła" obchodzono tu inaczśj jak
wszędzie: drzewko tu wcale nie występywi^O; lecz iylko ognisko roz-
łożone zawsze nad wodą było wszystkióm i nosiło nazwę „Kupajło".
Najprzód, dziewczęta rozebrawszy się do naga, z nieodzownemi tylko
wieńcami na głowach/ jedna za dragą skakały przez ognisko do wody,
pędząc w ślad za przewodniczką^ obraną przez siebie do tój i wszelkich
innych zabaw. Przeskakując przez ogień, starały się one koniecznie pod-
rzucać nogą palące się głownie i to jak najwyżćj do góry, co stanowiło
największą ich uciechę i tryumf. Wszystko to, skoki przez płomienie
i kąpiel, odbywało się z taką szybkością i szalonćm uniesieniem, że
wśród cieniów nocy, jak opowiadała staruszka, aż straszno patrzeć
było. Młodzież męska tymczasem czekała na uboczu, nie biorąc udziału,
lecz tylko przypatrując się ciekawie. Po ostatnim skoku dzićwcząt,
chłopcy również powtarzali, to samo. W ślad za najstarszym przy-
wódzcą na przedzie, z kolei wieku, każdy aż do najmłodszego musiał
trzy razy ogień przeskoczyć i zanurzyć się w pamiątkowćj kąpieli,
poczćm piorunem się odziewali, aby coprędzćj zasiąść w kole swych
towarzyszek, już zgromadzonych przy ognisku.
Następnie, po niedługim odpoczynku, wszystkie dzićwczęta biegły
razem puszczać wianki; wszystkie jeiiocześnie zdejmowały je z głowy
i wrzucały do wody, śpićwając następującą pieśń bardzo starodawną:
Oj tycho, tycho,
Dmkj wodu nesć,
A szcze tychiszcze diwka kosu czesze,
Szczo naczesze, to i na Dunkj nesć,
Pływ^ koso pid temnyj łuh prosto.
Zawd^j tuhu,
Temneńkomu łuhu.
Neznaje spynu,
Wdow;^omH synu,
Szczo zwiw z um^ mołodń diwczynu.
Iz Timk zwiwszy,
Na kónyka siwszy.
Tepfer że ty ni diwka ni żinka,
A menl pachnę odeśka mandriwka.
Menl mołodomu, ta pryszyjut kwitku,
A tobi pohana nadinut' namitku.
Oj menl muzyki zahrajut,
A tobi pohana bab^ zaśpiwiyut.
^) z opowiadania starój kobiety z tćj wsi.
(37)
albo:
Oj tycho, tycho Dnn^j wodu nes6,
A szcze tychiszcze diwka kosu czeszO;
Szo naczeszB; to i na Dnn^j nes6,
Szo rozpustyt^ to i na Dun^j pustyf .
Pływś,j koso pom^ż berehamy,
A ja pidtl t^mnymy łuhamy,
Oj tam stoit' jawor zełeneńkij,
Rd jś,worom konyk woroneAkij,
Na kónyku kozś,k mołodeńkij,
Na kozakti żnp^n syneńkij.
Sedji;' sobi na skr^oczci hraje,
Strunś, struni oj tak promowlaje:
Tep^r że ty ne diwka ne żinka^
Tep^r że ty ludżka ponewirka.
Jak by ty diwka^ szczeb kosn czesała;
Jak by ty żinka tobyd mnża mi^a^
Jak by <y wdow^i, pyłab, ta hulała.
Ostawajsia tep^r diwko zdorowa,
Tobl steżka; a meni doroha.
Menl diwko muzyki zahrajut';
A tobi żinki zadpiwąjuf,
Meni diwki kwitoczkn pryszyjut',
A tobi bab;^ oczipka nadinuf.
inna pieóń z tójże wsi:
Oj siohodnia Iwana,
A wzawtra ^Kupajła^,
Storonoju doszczyk storonoju^
Nad mojeju pownoju rożoju,
A pid pownoju rożoju,
Stoj&w kołodziaż z wodoju.
Tam diwczyna bil biłyła,
Protiw sóneezka suszyła,
Do tii bili howor^ła:
Oj ty bil moj&, bil biłeńka,
Oj komdż budu ja myłeńka?
Czy sołdktowi, czy kopczykowi,
Czy Iw&nkowi hołiibczykowi.
Rozchodzono się póż^no, ale nie o wschodzie słońca jak to dziś
Biekiedy ma miejsce. Naei^ntrz (w dzień Iwana) najstarsza z dziówc£%t
starała się wstać najraniój i pokryjomu biegła sama wynajdywać
wieńce. Na psotę swym towarzyszkom wszystkie ich wianki powyciąga
z wody, a te po spóźnionych poszukiwaniach doznawszy zawodu, idą
Digitized by
(38)
do niój odbićrać swą własność. Ona im dopiero oznajmia^ że tajemnice
ich przyszłości posiadła, to jest, opowiada im szczegółowo gdzie, w ja-
kiój stronie, czyj wianek złapała, zatćm gdzie im losy wypadną. Wia-
nek taki przechowywano z wielkiem poszanowaniem aż do zamążpój-
ścia, a nawet i długo po tćm. Opowiadająca staruszka posiada dotąd
zeschnięty swój wieniec, z Knpajła, zachowany w skrzyni. Za grzech
nawet uważano poniewieranie takiego pamiątkowego wieńca.
10. We wsi Pawełkach *)• Bywało, w wigiliją „Kupajły*
dziówczęta idą w pole zrywać kwiaty, poczćm siadają w kółko i plotą
wianki, a włożywszy je na głowy, idą z pękami słomy nad brzeg stawu
lub rzćki i najpićrw rzucają wianki na wodę. Potćm rozniecają ogień
i ustawiwszy się dzićwczęta z jednćj strony, a z drugićj chłopcy, ska-
czą („płyhajut^) przez płomienie, rozebrawszy się wprzód starodawnym
zwyczajem do naga. Śmieją się przytćm, swawolą, popychają w ogień
tak, iż niejedna wyjdzie poparzona; tćm tćż skwapliwićj pędzą i rzu-
cają się do wody. Ażeby utrwalić „Kupajła" w pamięci, chłopcy na
psotę dzićwczętóm wykradają ich ubranie, skutkiem czego niektóre
bywają zmuszone umykać do domu całkiem nago.
!!• We wsi Żurawlisze *). Na „Knpajła" zbierano się ra-
zem i najprzód dzićwki obrzędową kąpiel osobno odbywały, po którćj
zaraz do nich przyłączali się chłopcy, aby przeskakiwać ognisko, prze-
ścigając się wzajemnie jedni przed drugiemi. Potćm dzićwki zdejmo-
wały splecione wieńce z głowy i szły je rzucać do wody, przymoco-
wawszy wpićrw do każdego wianka i zapaliwszy po dwie lub więcćj
małych świćczek woskowych. Następnie przy ozdobionćm drzewku
„Eupajle" zgromadzali się wszyscy, jak zwykle do wspólnych śpićwów
i ulubionćj gry na fujarce („w dudku"), jednak bez żadnych tańców.
Przed rozejściem się rozłamywano Kupajła na drobne szczątki. Zda-
rzało się przytćm często, że swawolni chłopcy, dla podrażnienia dzić-
wek, wykradali im wieńce z wody, czćm do rozpaczy je doprowadzali
przy zawiedzionych poszukiwaniach nazajutrz.
Pomimo świątecznego wieczora, dzićwezęta na Kupajła zjawiały
się nie w spódnicach, lecz w płachtach kolorowych z siną zapaską,
zamiast dzisiejszego fartucha; przyczćm duży tylko kawał koszuli,
z własnoręcznie wyrobioną „mereżką" (szlaczek dziurkowany) wyglą-
dał z pod zapaski i stanowił główną ozdobę ubrania, a na to narzu-
eona była świta biała, również domowćj roboty. W ogólności, dawnićj
') według opowiadania bardzo wiekowćj kobiety.
^) według ośmdziesięcioletniego starca.
(39)
prawie nieużywano innych wyrobów jak własnoręczne, a nawet wy-
śmiewano każdą nowatorkę inaczój ubraną. Dzićwczęta zaczesywały
swe włosy w „zwiazky" lub „składky" to jest, związywano je mo-
cno na środku głowy i dzielono na dwa warkocze^ ciasno splecione
w sześcioro, które okręcano naokoło głowy, czego dziś już prawie nie
używają.
12. We wsi Krasinkacll*). Dawnićj, przed laty dwudziestu i
więcdj, także nad wodą drzewko („werbii") przystrajano, w koło którego
skakanie i swawola odbywały się w ten sam sposób jak obecnie, z tą
różnicą jednakże, iż każda dziewka musiała zawczasu spleść u siebie
w domu dwa wieńce, jeden dla zawieszenia na drzewku Kupajła, drugi
na głowę i ten puszczano koniecznie na wodę, gdyż tylko do niego
przywięzywano wróżbę. Na zakończenie zabawy, chłopcy i dzićwki
rzucali się nago do wody, gdyż uważano to za konieczne, skąpać się
tego wieczora. Wśród tćj kąpieli, dżiówki samym tylko ruchem głowy,
bez pomocy rąk, zsuwały wianek z głowy na wodę, uważając pilnie w ja-
kim kierunku popłynie. Zaś drugie wieńce, zdjęte z drzewa, odnoszono
do domów, gdyż te po poświęceniu ich miały służyć do leków ludziom
np. do podkurzania róży i t. p., a także bydłu, krowom szczególnie,
zepsutym na mlóku^ zioła z tych wianków miały powracać obfitość
mlćka.
Drzewko same rozrywano wśród wesołych okrzyków i szczątki
rzucano do wody.
13. We wsi Czerkasach*). Przed laty trzydziestu przeszło,
daleko uroczyściój obchodzono „Kupajła" jak dziś. Zawsze nad wodą
strojono dwa drzewka, jedno tuż przy drugiem. Młodzież od stóp do
głów stroiła się suto mnóstwem kwiatów, ziół, kłosków i wieńców.
Główną część zabawy stanowiło skakanie przez ogień, a ognisko rozkła-
dano bardzo duże, umyślnie trudne do przeskoczenia, tak, iż ci któ-
rym się to udawało, okrzykiwani byli za prawdziwych bohatćrów za-
bawy. Według zachowywanego wówczas zwyczaju, skakano ^przez ogień
zupełnie nago i z takim pędem, aby odrazu potćm wskoczyć do
wody i znów na powrót z wody przez ogień i powtarzano to po kilka
razy, stosownie do siły i zręczności. Przytćm, koniecznie w parze mło-
dzieniec z dzićwką przystrojoną jedynie olbrzymim wieńcem nagłowię,
trzymając się za ręce wyprawiali te obrzędowe skoki. Zwykle kilka
par, jedna za drugą odważnie przelatywały przez buchające płomienie,
opowiadanie starćj kobiety,
według opowieści starego dziada.
Digitized by
(40)
CO czynił i sam opowiadający. Dopićro po tych skokach odziewano
się na nowo, otaczano drzewko biegając^ tańcząc kołem, i pobudzając
się do szała wesołemi okrzykami i śpiówem, a na wypoczynek zasia-
dano do jadła, wspólnie przez dzićwki dostarczonego, a przez chłop-
ców ofiarowana wódka uzupełniała tę nocną ucztę. Po czóm zgroma-
dziwszy się jeszcze około drzewka, chłopcy wygrywali na dudce,
a dzićwki słuchały i tak muzyką i śpiewami kończono zabawę. Potóm
dziówki, zamiast wracać do domów, szły szukać szczęścia, t j. paproci
w lesie, a nie poprzestając na tćm, bawiły się w rozmaite wróżby: licze-
nie kołków przy swćj zagrodzie w taki sposób, iż dotykając każdego
kołka, mówiły: „wdow^ć", „mołod^ć", gdy na ostatni kołek wypadi^o
słowo „wdowćć^, ta miała wdowca zaślubiać i t. p. Wszystko to trwało
do brzasku i dopićro przed świtem puszczały wianki na wodę, każda
swój osobno, śledząc w jaką stronę popłynie, bo ztamtąd mąż zawita
i umywały się wodą poruszaną przez puszczony wianek.
14. We wsi Sieniawie! Podług opowiadania jednćj staruszki
i innych starych łudzi z tćj wsi, dawnićj na Kupajła młodzież się skro-
mnićj bawiła jak dzisiaj. Wszystkie przepisy zastosowane do uroczy-
stości, spełniano ściśle ale przyzwoicie. Oprócz zwykłego obrzędowego
skakania wspólnie przez ogień, schodziły się dziówki głównie na śpićwy
i żarciki, chłopcy dla ulubionćj gry „na dudku". Drzewko jak zwykle
wkopywano nad wodą, w braku innćj bodaj koło stndnL Konieczną
jego ozdobą musiało być rzęsiste oświetlenie, świćcami domowśj roboty,
które każda z dzićwek przynosiła z sobą, a ubierano „Eupajło" prze-
ważnie gałązkami różnemi („hilaczki'') i różnćj wielkości wiankami.
Ogień rozniecano z dużych snopów słomy, najczęścićj tak niezmiernie
duży, iż przeskakiwanie tego ognia nieraz się kończyło smutnym i długo
pamiętnym przypadkiem. W ciemną noc, niewidząc się wzajemnie,
z dwóch stron przeciwnych rozpędzano się do skakania i zetknąwszy się
padano w ogień. Opowiadająca staruszka była właśnie świadkiem^ gdy
dwie dziówki nie spostrzegłszy się, naskoczyły na siebie, w skutek
czego jedna straciła kilka zębów^ a druga wpadłszy w ogień poparzyła
się na śmierć. Zanurzanie się w wodzie, z wieńcami na głowie^ było
aktem nieodzownym; rzucając się do wody dziówki śpićwały:
A kupawsia Iwlin, ta w wodu wpaw.
Oj tam szły diwoczki.
Ta po jahidoczki.
Na Kupajła Iwana^
A kupawsia Iwan^ ta w wodu wpaw.
Powtarzając ciągle to samo. Charakterystyczną jest rzeczą, iż
na „Kupajła" śpićwki ciągną się bez końca jednakie i głosem prawie
jednostajnym, dosyć monotonnym.
Tam gdzie wody zupełnie brakło, dziówki oblewi^y się wodą ze
studni. Ostatnim aktem zabawy na Kupajła zwykle było rzucanie wian-
ków do wody, chociażby także do stadni, albo nawet do błota. Stare
kobiety, te wszelkie zabawy na ,,Eupajła^ zowią „diwczaczi hałwa-
szki*'. (wymysły, bawidła dziówczęce).
15# We wsi Płoskidm*). Dawnemi laty bawiono się zupełnie
w ten sam sposób jak^ dzisiaj. Chłopcy wspólnie z dziewczętami brali
udział w zabawach, które trwały dwa dni. Drzewo, jedne tylko, strojono
w wianki i kwiaty w wigiliją, a w sam dzień św. Jana znów obcho-
dzono Kupajła i dopióro wieczorem rozłamywano drzewko i resztki
z niego roznoszono po ogrodach warzywnych. Od wigilii do następnego
wieczora drzewko było przechowywane u którćj bądź dzićwki w domu.
16# We wsi Stebnćm. (powiat Żwinogrodzki). W tój miejscowości
przechowała się głównie ceremonija wieńców i największe ma znacze-
nie. Wielce ożywione grono parobków i dzićwcząt, z pękami ziół i kwia-
tów, gromadzi się pod wieczór na murawie przy strumieniu. Tam spla-
tają wianki wśród ogólnćj wesołości, następnie zbiegłszy nad sam
brzeg, dzielą się na dwa równe liczbą obozy, lecz po dwóch przeci-
wnych stronach strumienia. Dziewczęta usiłują ukryć się za jakie bądź
drzewo, albo podwyższenie wybrzeża, aby nie dostrzeżono ani osoby,
ani ręki rzucającój wieniec na wodę^ grono zaś męzkie w wyczekują-
cej postawie czatuje na tę chwilę.
Jednocześnie każda z dzićwek rzuca spiesznie wianek podwójny,
bo według przyjętego tu obyczaju, do zwykłego wianka czepia się
inny ze słomy i ten zapalony, świćcąc, choć niedługo, dodaje uroku
zabawie. Jak tylko młodzież męzka spostrzeże pływające wieńce, wnet
wszyscy razem puszczają się za niemi wpław, gdzie głęboko, dobijając
się wieńca; bo każda dzićwka wrzuca swój wianek z intencyją aby
został złapany.
Dopiąwszy swego, parobcy ze zdobyczą wracają na oznaczone
miejsce zabawy, gdzie zaraz rozpalają ognisko, zwane u ludu ,,bahatia",
koło którego gromadzą się i dzićwki. Dopióro nastaje najuroczystsza
chwila ^rozpoznawania wieńców^^; każda z niepokojem, i gorącz-
kową ciekawością rozpatruje przy blasku ognia przedstawiony jój
przez chłopaka wieniec, który poznaje najłatwiej, bo każda na swoim
znak właściwy robi. Cóż to za radość, co za szczęście dla tój,
która ujrzała swój wieniec w rękach ukochanego; a przeciwnie ileż
tam smutku, łez i rozpaczy dla tćj, którćj wianek zatonął i nie
') według opowiadania starój kobiety.
Matoryjały etnologiecne IIŁ 6
Digitized by
(42)
di^ si^ dostrzedz; cida jój zabawa nawet zatruta jefit przez dtraszoą
ztąd dla niój wróżbę śmierci. Nie zważając wszakże ną te w^ruszeuiai
dla przeciągnięcia zabawy odbywa się rodząj wzajemnego wykupiania
tych wianków. Dzićwki czują się niejako w obowiązku wynagrodzenia
swych towarzyszów za narażanie się na niebezpieczeństwa, ci zad przytóm
niby się drożą z oddaniem swćj zdobyczy, albo ją naprawdę zatrzy-
mują. Ztąd cała sprawa kończy się traktamentem z dobrój przekąski
i wódki, oraz tańcami przy dźwiękach muzyki, najczęściój amatorsMój,
to jest złożonój z samychże biesiadników.
17. We wsi Tnlińcach. (niedaleko Kaniowa). Tu przecho-
wał się dawny obyczaj: obnażone dziewczęta skaczą przez ogień, ma-
jąc tylko wieńce na głowie z końcami tak długiemi, iż spadają nie-
kiedy aż na ramionil. Najśmielsza, najodważniejsza z nich rznea ińę
naprzód ku płomieniom roznieconego ogniska; inne za nią w dlad, jedna
po dmgiój przeskakują przez ogień i zanurzają się w wodzie, przy-
czóm wydpiówiyą:
„Kupawsia Iw^n, ta w wodu wpaw.
Iwane, Iwlisyczku,
Posiju tebft w hor&dyczku,
Zijde z tebe try zilliczka,
Perwe zilla lubystoczok,^
Druhe zille barwinoczok,*
Tretie zille was;^łyczok.
Za hółowy barwinoczok.
Dla z&pachu was^łyczok,
Dla prjiznyczka Inbystoczok".
albo:
Oj protiw Iwana Eupajła,
Oj tam zuzula knpidaś,
Z pid łystoczka zadywlałaś.
Oj ty zuzułe dubrlwnaja,
Ne kuj zuzułe w dubrowi,
Ne zbud;^ men6 mołodoi.
Oj zbudiat' mend rańsze tebe.
Bo je w mene starszyj od tebe.
W mene sw&korkó ne b&teńko,
W mene swekrucha ne m&tinka,
Henó hulaty ne puskąjut',
Dubowi dwery zaczyniajut\
Trom^ zamkamy zamykajut'.
Pusty maty pohulaty,
Wże czeladońky ne wydaty,
Tilko chodyt' nelub koło chaty.
(43)
Poczóm znowu skaczą przez płomienie, nakoniec wskoczywszy
do wody po raz trzeci i ostatnią pozostawia tam każda swój wianek,
aby po skończeniu zabawy odszukać go na powrót i wyjąwszy z wody
znów włożyć na głowę gdy będą wracać do domu. Według wyraźnego
w t^' mierze zwyczaju, zioła i kwiaty do tych wianków nie związują
nićmi jak zwykle, lecz zaczepiają korzonkami, przyczćm każda z dzić-
wek splata swój wianek inaczćj, aby go łatwićj rozpoznać w chwili
poszukiwań. Ubrawszy się po trzechrazowćj kąpieli, dzićwki z przy-
łączonym do nich towarzystwem chłopców, zaczynają zabawę do koła
drzewka, śpićwając i tańcząc niemal przez noc całą.
Oj w horodi pid werboju,
Stojiiw kołodiaż iz wodoju,
Tam diwczyna bil biłyła.
Do tii bili howoryła:
Oj bełe mojk tonka, biła,
Czohd ty bełe poczerniła.
Jak ja pidu za nćluba,
Oj ja teb6 wałom potczń,
Ja teb6 bełe w budeń znoszu. —
Jak ja pidu za myłoho.
Ja tebć bełe szowkom potczń,
Ja tebó bełe w prazn^k znoszń.
HSko tu żadne nie występuje, oprócz nasion słonecznika, albo
laskowych orzechów, tych najulubieńszych łakoci ludu ukraińskiego,
któremi młodzież wzajemnie się raczy.
Drzewko do Kupajła, sosnowe lub wiśniowe, niesie grono sa-
mych dziśwcząt nad brzeg wody, i stroją je w przeróżne kwiaty i
zioła, powiązane w pęki, wieńce zaś przeznaczone są wyłącznie na
strój głowy. Z powrotem do domów parobcy, wyręczając dzićwczęta,
zanoszą Eupajła do którejś z dzićwek, a temu pochodowi towarzyszą
do końca wesołość i śpićwy. Do rozrywania Eupajła przystępują do-
pićro nazajutrz rano i zwykle dzielą się jego reszikami.
Śpićwają także powszechnie znaną pieśń:
Oj po horodi katr&n rodyt',
A za horddom myłyj chodyt'.
Oj rod;^, rody katr&noczku,
Oj chod;^ inyłyj bzczo r&noczku.
(44)
n. „Zabawy doroczne^^
1. Zapusty.
Zapusty (^Pnszczennia*') stanowią piórwszą w roku wspólną
doroczną zabawę. Nad wieczorem schodzi się młodzież parami na
wspólną zabawę i wieczerzę do jakiejś zawczasu na ten cel wy-
branój chaty. Na wspólną wieczerzę składają się dziówczęta. Jest to ich
obowiązkiem tak nieodzownym tę ucztę przygotować, że gdy nie-
zdołają u swych matek uzyskać na to potnsebnych wiktuałów ze Spi-
żarni (komory), to uciekają się do kradzieży, i grabią nietylko spi-
żarnię ale i nie jedną sztukę z ptastwa domowego. Wieczerzy tym spo-
sobem wyprawionćj i wyjątkowo wystawnój, towarzyszy zwykle gorzałka,
sprowadzona przez chłopców, a z nią szalona wesołość i wrzawa. Pod-
ochocona młodzież, nie poprzestając na różnych pieśniach (wszystkie
tu uchodzą, oprócz weselnych), puszcza się w tany prawie całonocne,
przy muzyce zapłaconój kosztem wspólnym, lub którego z zamożniej-
szych parobków. Z dzićwcząt ta tylko, rada nie rada, musi trzymać
się na uboczu, która nie ma swojćj pary, t. j. stale zajętego nią pa-
robka; a to bywa skutkiem tego, że albo szczęścia do chłopców nióma,
albo została przez kochanka opuszczoną. Ta ostatnia okoliczność ściąga
zwykle szyderstwa na dziówczynę, nawet wyrażane w piosence:
Hore, hore, horewlinnieczko moj^,
Oj ja poterida wse zdorowje swojć,
Za newimym czołowikom żywucz^,
Tonku, biłu postćłeńku steluczy.
Postu moj^ tonka, biła, puchowli,
Z kim ja budu noczowaty mołod&? —
Oj pidd ja do susidki brat' ohniti.
Ta nerliz, ne dwa, myłoho zastajii.
A mij m^łyj u susidoczky sedyt'.
Ta susidku za dwi ruczki derż;^
Ta za mene pohano howoryt':
Szo do mene kozaky chodyły,
Ta med, horiłku nosyły.
Oj chtoż tobi myłyj dokaziw,
Szo w mene koz^k noczowliw?
Jak uznajesz mij miłyj tijd ricz.
To znim;^ż meni hołowońku z biłych plicz.
Pokotyłaś hołowońka do dołu.
Nabrałaś ja hóreńka z toboju.
Dla innych, t. j, dla ogółu zgromadzonój młodzieży, wieczór za-
pustny jest, obok zabawy huczniejszćj niż zwykle, uprzywilejowanym
dorocznym terminem wzajemnych zalotów i przedwstępnych matrymo-
nijalnych manewrów. Ody chłopiec czerwoną wstążką przewiąże prawą
Digitized by
(46)
rękę dziśwce, to ona musi go natychmiast uraczyć wódką^ aby wspól-
nie wypić zdrowie. Lecz nie na tćm koniec; ostateczna bowiem roz-
płata następuje dopióro w czasie świąt Wielkićj nocy: dzićwka zatrzy-
mująca dla siebie wstążkę, powinna mu się wywzajemnić drugiego lub
trzeciego dnia świąt darem 30 „kraszanek^ i 5 „pisanek^. Przy nie-
obojętnym stosunku, chłopiec odbićrając swą należność, powtórnie darzy
dzićwczynę nową wstążką. Przeciwnie, gdy dzićwka jest niechętną dla
cUopca który się jćj zaleca w zapusty, to może odrazu ofiarowaną jćj
wstążką przewiązać rękę drugiemu parobkowi, co zwykle ściąga na
niego nienawiść i gniew obrażonego rywala, z którym niekiedy do-
chodzi do kłótni i bójki.
Dzićwczęta ze swćj strony z większym jeszcze zajęciem zabawiają
się czepianiem „kołody*'. Która z nich przez swawolę tylko zwiąże wstążką
lub chustką rękę znajomemu chłopcu, ta się nie wiele troszczy o to
jaki los spotka jćj podarek i zadawalnia się wódką dla niój zakupioną
a przeznaczoną na ogólny użytek, oraz muzyką dla wspólnćj zabawy
sprowadzoną. Inna przeciwnie, z afektu czepiająca swą kłódk?, jak
najbaczniój śledzi za wrażeniem jakie na jćj wybranym uczyni ta
oznaka. 6dy»się upewni o wzajemności i chętnćm noszeniu jćj wstążki,
wynagradza mu to wszędzie wdzięcznćm obejściem i uprzedzającą pamię-
cią. Przeciwnie, gdy jćj kłódka jest obojętnie przyjętą, albo co gorsza,
gdy na ręku innćj dzićwki ujrzy przewiązaną swą wstążkę, o ileż wów-
czas zawzięcićj od mężczyzn, obrażona dzićwka mści się za swą znie-
wagę; ucieka się ona niekiedy do ziół szkodliwych i zadaje je zdradzie-
cko w wódce swojćj rywalce albo obojętnemu kochankowi. Często tćż
się zdarza, że niejeden chłopak, nie mogąc się uwolnić chłodem od
natrętnych objawów nielubćj, zwraca jćj „kołodę".
Na zakończenie zapust, w ostatnią niedzielę, parobcy przy hu-
lance na dobre sobie podpijają, a i dzićwkóm niestety tćż zdarza się
wracać do domów z miną podocboconą. Starsi, ze swćj strony zchodzą
się tego dnia nawzajem do siebie „na czarku" i jedzenie, ale tylko
we dnie. Oprócz tego, przez cały tydzień zapustny, (masnycia) t. j. od
poniedziałku do ostahiićj niedzieli, odbywają się tak zwane „bryksy"
t. j. wspólne karnawałowe hulanki i pijatyka, w których biorą udział
i starzy i młodzi, a kobićty głównie rćj wiodą.
One tćż na swoją rękę negocyjują wtedy sprawy małżeńskie, i wy-
rażają to także przez „czepianie kłódek^. Sąsiadki zawićrają niby
ugodę o swe dzieci i tak np.: jedna, mająca córkę, upodobawszy syna
swćj sąsiadki, przewiązuje jćj prawą rękę nową chustką kolorową, tj.
właśnie tak zwaną „kołodą^; ta, która dar otrzymała, masi tamtćj
kupić dużo wódki i już razem < przepijają do siebie; jednakże gdy tćj
ostatnićj proponowane małżeństwo nie podoba się, to ma ona prawo
pozbyć się uczepionćj kołody przewiązując chustkę drugićj sąsiadce,
na którćj córkę może pewnićj liczyć; zresztą, całą treść zabawy sta-
nowi pijatyka tak zapamiętała, że zapomniawszy o domach, prze-
siadują po karczmach dnie^ a często i noce całe. Hulance takićj na-
Digitized by
(46)
turalnie towarzyszą ciągłe śpićwy do blogiój chwili zastosowane, a sko*
czniejszym z nich towarzyszą tany, napół pijane w karczmie, przed
karczmą lub na drodze w powrocie do domu.
1. Oj wj^yła, wychyłyła,
Sam& seb6 pochwałyła,
Oj ja dóbroho rodu,
Pjn horiłkn jak wodo.
2. Qj ja dóbroho panóccia,
Wypywaju do dyńcii,
Oj trach, tararilch,
Czarka maU.
3.0) cz&roczko petucho,
Ta czohó w tobi sucho,
Oj wypyły tii żink;^,
Szo ne Inblat horiłk^.
4. Didn, didn, szowk&waja borod^,
Czom ty menó ne prod&w, jak ja bnU mołodś.
Oj babko, babko — s^aja hołnbko,
Tym ja tebó ne prod&w, szo bihałaś pmtko.
5. Oj dywysia kume, swata,
Czy trasetsia szapka z ńidn,
Oj trasetsia, knmecia,
Ho6 cia, hoć cia, hocia cia.
6. Oj did babu Inb^w, lub^^w.
Oj did babi kożfLch knp^w,
Iz biłojn wyłóhoju,
Idy pramo doróhojo,
To z capók to z łapók,
Posz;^w meni kożnszók.
7. Oj zełene żyto zełene,
Chorószyi hoati je u mene,
Tilko serdeńko mojó schnę,
Q| moj& myła za mii idó.
Idy, idf moji myła zdorowa,
Ne skażn tobi i słowa,
Jesf n mene kiń zdorowyj.
Ja pojida do wdow;^.
Do wdowyci do Mamszky,
Na tonki biły podnszky.
Dobryj weozyr wdowyne,
A czyż lubj^sz ty men6,.
Jakb;^ż ja tebe ne Inbyła,
Tob z toboju ne huworyła.
8. Oj pid wyszenkoju, Oj i sam ne pidii;
Pid czereszeókojU; I tebó ne pnszcztL,
Tam oj stojńw did, Bo ty menó staroho,
Z mołodeseńkoju. Tak pokynesz samoho.
I prosyłasia i mołyłasia : Dam ja tobl chatkn,
Past;^ menó pohnl^t'. Ta szcze i sinożatku,
I stawók i młynók;
I wysznewyj sadók.
Oj stawók izbiżyt';
Ta młynók i zhor^'.
Ta wysznewyj sadók,
Ta ne wrodyf jabidók.
9. Oj słabi ja słabi,
Bołjf moji hołowi,
Bołyt', ta bołyt, szcze i duże.
Ta łybóń ja umru wże.
Poczek&j myła, ne wmyrij,
Chocz żytoczko pozbyrśj,
Jak żytoczko pozberósz,
Ne żal bnde choć i umr6sz,
Oj słabiż ja słabi i t. d.
Poezek^ myła ne wmyrij,
Ow^s meni pozbyrij.
Oj jak ow^s izberósz,
Ne żal bude choć umrósz.
Oj słabiż ja słaba i t. d.
Poczekij myła ne nmyrij,
Jaozmiń meni pozbyraj,
Kóły jaczn^ń izberósz,
Ne żal bnde jak umrósz.
Oj słabiż ja słabi i t. d.
Poczekij myła ne wmyrij,
Choć hróezyczka pozbyrij,
CkoŁ hr^czyczkn izberósz,
Ne żal bude jak umrósz.
10. Dobre tobl brate,
Szo n tebe żinka persza,
Oj słabiż ja słabi i t. d.
Poczekij myła ne wmyrij,
Prosce meni pozbyrij,
Koly prosce izberósz,
Ne żal bude choć umr^sz.
Oj słabiż ja słaba i t. d.
Poczekij myła ne wmyrij,
Morkówoczku pokopij,
Jak morkowku wykopesz,
Ne żal bude jak i umrósz.
Oj słabiż ja słabi i t. d.
Poczekij myła ne wmyrij^
Szcze i kartopln w;^kopaj.
Jak kartoplu w^fkopesz,
Ne żal bude choć umrzćsz.
Oj słabiż ja słaba i t d.
Poczekij myła ne wmyrij,
Jak buraky naszkrol>ćsz.
Ta do diżky izkładćsz,
Ne żal bude choć umrósz.
Oj tak usó poporaj,
Ta todi wże nmyrij,
A ja budu żenyfsia,
Bude meni czym żywyfsia.
A u mene drułiaja,
Ta i ta mołodaja*
Digitized by
(48)
I tlstajó raneńkO; Pisztt maty na baz&r,
Um^*ef8ia biłeńko, Ne ma słychu i wisty.
Wt^rłasia choroszeńko; — Ne budu pałyty.
Oj w&isLwk} myłenkij, Ne buda waryty,
Bo wże świt biłenkij, Wiżmti cipa ta łopatn,
Wstawkj hołowatyj, Pidti mołotyty.
Towaru dawaty, Czy wdaru^ ne wdam,
Bo ja pidti na baz&r Na szlak pohladaju.
Soli kupowaty. Aż troszky z bodom,
W szynók zabłudyła, Ide myła z rodom,
Oj Bożeż ja neszczasływa, Edmowym herodom. —
Szczoż ja narobyła? Ty dtimajesz myłyj,
Chaty ne topyła, Szo ja idti pijana^
Jisty ne waryła, Pyt4j myłyj swoho rodu,
Mał^ dity płaczuf, Szo i razu ne wpała.
Won^ jisty chocznt'. Ty dnmajesz myłyj.
Oj tatu nasz tatn, Szo ja upyłasia,
Zatopy nam cliata, Pytijże ty swoho rodu.
Ta nawary jisty, Szo ja i ne byłasia.
Ta daj na czym sisty.
2. Wołodar.
z nadejściem upragnionej wiosny i święta Wielkićj nocy, rozpo-
czyna się dla młodzieży wiejskićj szereg zabaw wiosennych i letnich,
tradycyjnie rok w rok powtarzających się. Najpierwszą, a więc najbar-
dziój upragnioną zabawą jest wiosenny Wołodar, odbywający się
zwykle pierwszego i drugiego dnia Wielkićj nocy, i tylko jeszcze na
przewodnią niedzielę powtarzać się może.
Na miejsce zgromadzenia wybićrają najczęściej wzgórze albo wy*
gon („wyhin"), plac niedaleko cerkwi. Po nabożeństwie odprawionćm
w cerkwi i spożyciu święconego, cała młodzież schodzi się tam na
zabawę trwającą dzień cały i wieczorem dopićro wszyscy się rozcho-
dzą po domach. Dziówki co rok z jednakićm zajęciem spieszą na te
zabawy, na które stroją się, na wyścigi jedna przed drugą. Jestto dla
nich chwila popisu tak własną krasą, jak jćj liczDĆmi ozdobami, po-
cząwszy od pstrych wianków i masy różnorodnych wstęg, aż do zgra-
bnych bucików. Niekiedy i mężatki („mołodyci"), towarzyszą dzie-
wczęcemu gronu, ale tylko młodziuchne bardzo, w pół roku lub w rok
po ślubie, póki dzieci nie mają. Chłopcy, chociaż także przychodzą na
miejsce zabawy, lecz tworzą osobną grupę, przypatrując się z boku
dziewczętom ; dzieci nawet tu się znajdują swojem kółkiem, a i starzy
wiedzeni ciekawością, chętnie się obok gromadzą dla gawędki i ro-
zerwania się widokiem wesołej młodzieży. Dziewczęta, zamożniejsze
szczególniej, mniej więcej każda przystępuje do zabaw z niewielką
kolorową chustką w ręku i podczas gier trzymają się za końce tych
chustek.
Wołodar rozpoczyna się w liaat^piyący sposób: wszystkie
dsiówki pobrawszy się za ręce, robią kolo, jedsa zostaje w środku
koła i chodząc rozpoczyna śpiówkę:
1. Oj Tódore, Tódore,
KudrS.weje dórewo.
Ne idf Tódore w połe,
Ne idy diiszeńko w more.
Pros^ diwoczók w tanoczok,
Zdijm;^ z diwoczók winoczok.
albo:
Ne stij Tódore w poli,
Jak kałynońka w mori.
Idy Tódore w sadoczok,
Z wyj Tódore winoczok.
Z kałynówoho łuhu^
Wybyrij sobi druhu,
Z kałynówoho mostu,
Wybyrij sobi prostu.
albo:
Z kałynówoho ćwitu,
Wybyr^j sobi kwitku.
Wybyr^j sobi diwku,
Szczo w chreszczatym barwinku.
Inne dpiówają za nią, krążąc w jedną i w drugą stronę, to znów
stają i pobudzają się wzajemnie do żarcików ze swśj rówienniczki,
osamotnionej w kole. Ta zaś ze swój strony, czatuje, przechadza się,
rozgląda figlarnie, upatrując w jakim kierunku łatwićj jćj będzie prze-
rwać łańcuch, by drugą do koła wtrącić a jćj miejsce zająć. Gdy do-
chodzą do słów : „Wybyrij sobi druhu", dzićwczyna ze środka
rzuca się całym pędem w upatrzoną stronę łańcucha, aby przerwać
mocno trzymające się ręce; gdy zamach się uda, okręca jedną z t^^ch,
którym ręce rozerwała, wtrąca ją do środka, a sama staje do koła;
w razie przeciwnym, gdy zręczność niedopisała, musi znów wracać
do środka i krążyć wyczekując pomyślniej szćj chwili. Tak samo się
dzieje z każdą z kolei.
Inna odmiana: Gałe g^ono dzićwcząt, biegając w kółko i
kręcąc się, śpićwa:
2. Wołod&r, wołoditr.
Czy w doma hospodar?
Ne mk johó w doma^
Pojichaw po drowa. (his).
Jlateryjały etnologieuie
Digitized by
(50)
A chto u worit kłycze?
P^ńskiji shiżeczki; (bis).
U jakoho pana?
A pana Hetmana, (bis)
Oj! a chto im hraje?
Maleńkie dytiatko, (bis )
Na czym wonó 86dyf?
Na zołotim kreśli, (bis)
A czym wonó hraje?
Czerwonym jibłuczkom, (bis)
A czym pokrawaje?
Zołotym nożykom, (bis)
Jeszcze inna odmiana: Trzymając się za ręce, ustawiają się
dziówki w dłngi szereg, zwany klucz. Dwie z brzegu podnoszą ręce
do góry, aby przeciwny im koniec mógł przebiedz swobodnie; gdy
ostatnia dziówczyna w tym przejściu znika, wtenczas dwie, dające
przejście, przekręcają się i cały orszak z nićmi razem przekręca
się po pod swoje ręce, nie puszczając ich przez cały czas ani na
chwilę, a ostatnim dwóm dziewkóm z szeregu, wypada wznieść ręce
wysoko dając jak przed tćm, przejść całemu towarzystwu. Wśród ta-
kich wężowatych skrętów, dzićwczęta chórem śpićwają śpićwkę dopióro
podaną pod Nr. 1. Pomęczywszy się w końcu, na wypoczynek zaczy-
nają chodzić parami, ująwszy się w pół jak do tańca i tak postępu-
jąc w kółko para za parą^ śpićwają tę samą piosnkę. Po nie długim
wypoczynku znów powtarzają bieganie w fantastycznych skrętach i
wyśpićwują dalćj swe pieśni.
Jeszcze jest jedna mała odmiana w tćj grze: Z grona dzićwcząt,
które przychodzą na wygon, dwie pary bierze się w pół i wymijają
się kolejno, a obecne im towarzyszki przyśpiewują: „Tódore, Tódore
i t. d." Ta śpićwka jest uprzywilejowaną i jakiekolwiekby były od-
miany Wołodara, zawsze się jednostajnie śpićwa.
3. Oj wjroru nywku dowheńku.
Ta pofliju hreczku czorneńku.
Oj zberń żyńciw,
Diwcz^t, mołodyciw,
Stari bab^, hreczki wjazaty.
Naderń, namelń,
Warćnyczkiw nawaru,
Hreczka moj^, mojk wsia.
Szcze. i morkowciu i pasternak.
Pasternak, pasternak.
4. Horobćć, horobćć, spadku, spadku,
A czy buw że ty w sadkń, w sadkń?
(51)
Oj czy baczy w jak sijut' mak?
Oj tak; tak, sijut' mak.
5. Oj ja mołodeć,
Tychyj pereber^ć.
Perebyraju wse szapoczkamy,
Pryjde nedila wse diwoczkamy.
Oj ty batyńku star^jś horiłki.
Oj ja mołodeć i t. d.
Oj ty mMinko star^ijś podarki w.
• Oj ja mołodeć i t. d.
A ty brótiku budesz bojarom.
Oj ja mołodóć i t d.
A ty sestryce budesz śwityłka.
Oj ja mołodeć i t. d.
A ty bMeńku ne hniwajsia.
Oj ja mołodćć i t. d.
Ja wczora pjan buw, promówywsia.
Oj ja mołodeć i t. d.
Jest to pieśń, która się ópićwa właściwie na „ulyci" ale w nie-
którycłi wsiach śpićwa się i na Wołodara.
6. Szczyhłyku ty liorobczyku,
Łety po piddaszeczku,
. Skaży meni usiii pr^wdoczku.
Komń wola, komń newola,
A cliłopciam usi^ wółeńka.
Za d (id oczku, taj na ułyczku,
Za sz^poczku, taj za dlwoczku.
7 . (waryjant ) Oj czyżyku ta horóbczyku,
Łyty, łyt^ po piddaszeczku.
albo: Poł^, połjró po piddaszeczku.
Skaż;^ meni usiti pr^wdoczku,
Komd wola, komti newola,
A diwczatam usi^ wółeńka.
Za chfistoczku,
Taj na ółyczku.
Za wino czok.
Taj w tanoczok,
8. Tam w z^piczku worktm worczyt',
A w kołyści dyti4 kryczyt',
Szcze i na stoli diżka biż;^t',
A u peczi horszczók kipyt',
Worktin każe — menó pociłty,
Dyti^ pyszezj^t' — men^ połioddj;
(Zawadówka).
(52)
Diżka każe — men^ zaraisy,
Chata każe — men^ zamęty.
Ta workuni pociłuwała,
A dytynu pochytała,
Chatu pozamitała,
A hórszczyka pomiszała.
Ta szcze piszł^, pohulała.
albo: Taj na ułyci pohulała.
Dalój na Wołodara zabawiają się w następujące gry:
Występują trzy dziówki i siadają zdała jedna od drugiój w roz-
maitym kierunku^ a z dwóch stron dwa łańcuchy dziewcząt obchodzą tę .
trójkę w najdziwniejsze gzygzaki, plącząc się i wyplątując przy spot-
kaniu i śpiówają co następuje:
2.(waiyjant) A w krywoho tańci^,
Ja ne wywedii kińcii i t. d.
Taj mył^ókomu dató.
Eoł^b buł^ tak^ znała,
Bułś,b johó kraszcze ubrała,
Taj myłomu sam^ dał4.
3. (waryjant) A w krywoho tańciś,,
Ne wywedu kiócia,
Szczo wjrwedu, to i wirwetsia,
A mij myłyj zaśmijefsia,
Chot' smijsia ne smijsia,
Taki jomii wywedu kińci^.
Treba johó wy wody ty,
A tak johó westy,
Jak winoczok płesty.
Oj winkuż mij winku,
Chreszczastyj barwinku,
a) Zrywyj tanić. '
l.A w krywoho tańci^,
Ta ne wywedu kłócić,
Wedti, wedti,
Ta ne wywedu.
Płótii, płótii.
Ta ne w^łetu.
Treba johó wywodyty,
Einóó jomti nachodyty.
Oj winku mij, winku,
Chreszczastyj barwinku.
Ja tebó spłełli, zwyla,
Jszcze wczora z weczora,
Powisyła na kiłoczku,
Na szowkowym sznureczku.
Tudy moj^ matinka iszł^,
Tohó winoczka znajszł^,
Taj nólubowi dałś,.
Koł^b buł4 takó znała,
Buł^b johó rozirwała,
Nelubowi t^j nedała.
(53)
Ja tebe spłeł^, zweła,
Uczora ta i z weczora.
Powlsyła u t^remi,
U tóremi ta na dereni,
Na szowkowym sznnroczkn,
Na zołotlm kiłoczku,
Tudś, moja m^tinka zajszł^,
Taj tohó winoczka znajszłli,
Momu myłomu dałś,^
Koł;^bże ja buł^ znała,
Bułiib johó kraszcze ubrała,
Bukkh johó perebrała.
Taj na hołowku nakłała.
Zawadó>K ka).
W innycłi wsiach jest zwyczaj, że zamiast trzech dziewcząt, sa-
dzają troje nieletnich.
Albo tóż rozbawione dzićwoje niezadawalnlają się przestrzenią
między trojgiem dzieci, lub dziówek, lecz obiegają wszelkie grupy nie-
daleko nich stojące, zacząwszy od grupy chłopców, i starszych aż do
nsjTnnie^Bzjch dzieci, wytwarzając niezliczone zakręty, lub wirując na-
około każdćj kupki z osobna. Taki łańcuch, złożony z kilkunastu lub
kilkudziesięciu strojnych dziewcząt, wygląda bardzo malowniczo^ a dpiówka
przytkną śpiówana zupełnie tym ewolucyjom odpowiada:
Tum^n tańczyk wywede,
Szczo wywede to i stanę,
Na diwoczók pohlane.
Czy wsi diwki w tank(i je.
Tilko nemk jidnoji,
I różeńki pównoji.
Maty rożu czesała,
A czeszuczy nawczała:
Oj dóneńko różeńko,
Jak pidesz u tańci,
Ne stawśj ty kraj Dunaju.
Bo toj Dunij zradływyj,
Za rtLczeńku styskaje,
Srybnyj persteń zdijmaje.
Niekiedy w tym „krywym tańcu* dziówczęta wprost trzymając się
za ręce, przebiegają dwom dziewkom po pod ręce wysoko wzniesione,
i śpićwają ciągle wyżój wymienione wiosnianki.
b) Szum.
Stają dwie dziewczyny, podnosząc ręce jak mogą najwyżój. Re-
szta wszystkie trzymając się za ręce, pędem biegną z dwóch stron
Digitized by
(54)
przeciwnych, zmierzając ku dwóm powyższym. Tu dobiegłszy, każda
ostatnia w szeregu z lew^ i prawćj strony pozostają przy nich chwy-
tając sie ich rąk. Znów pozostałe rozbiegłszy się, wracają biegnąc i
tak samoBdobiegłszy zostawiają dwie ostatnie, i tak ciągle dobiegają
nim się skończą J oba szeregi, a przy tych pierwszych dwóch cała
grupa się zbierze, przez co z tylu rąk, skupionych jedna nad drugą,
tworzy się istna kolumna, i to nazywa „zapłełj^ szum a". Nastę-
pnie grupa zaczyna stopniowo niknąć, po jednćj rozbiegając się: która
stoi z prawćj, przebiega na lewą stronę i odwrotnie, dopóki znowu
się nie stworzą dwa przeciwne końce szeregu, a te dwie pierwsze nie
zostaną w dawnćj pozycyi, to się zowie „rozpłely szum a".
W pierwszym ^i w drugim razie jednakowa śpiśwka:
Oj szum chodyt', po wodi brodyf,
A szu my cha rybu łowyt\
Sczo złowyła, taj propyła,
Doczcl szuby (swyty) ne spr^wyła.
Zażdjr doniu do suboty;
Sprawlu kożńch i czóboty.
albo: (bude szuba szcze i czóboty).
Wże subota taj mynaje,
Doczci szuby taj ne maje,
albo: W doczki i swyty ne maje.
c) Mak.
Posadziwszy troje lub pięcioro dzieci, albo stosownie do oby-
czaju, jedną dorosłą dziewkę, całe zgromadzenie dziówek okrąża je
wirując w koło, to znów stając, a zawodząc następującą piosnkę:
Pry dorozi mak, Mołodyji wy diwońki.
Pry szerokij szmat. Czy pomyły hołowońki.
Koryń czystyj, Oj stańte w rad,
Hoływ czystyj. Tut' bude ład.
albo:
Pry -dołyni mak,
Pry szerokij szmat,
Koryniastyj, hoływiastyj.
Oj diwoczki, hołńboczki,
Zaczjrsujte hołowoczki,
Oj stańte w rad,
Tut' bude ład.
Po tych słowach ogół chórem zapytuje dzieci:
Czy orut' na mak?
((łzieci wołają): — Wże tak, tak.
Digitized by
Google
(55)
Poczóm dzićwczęta całą powyższą piosDkę prześpiewują, kończąc
zapytaniem:
A czy sijńt' mak?
Dzieci odpowiadają: Oj tak, tak. y
Dziśwki powtarzają znów piosnkę i kończą zapytaniem:
A czy zijszów mak?
Odp.: Oj tak, tak.
Dziówki znowu prześpiówują śpiówkę.
pyt.: Czy wże ćwitó mak?
odp.: Wże tak, tak.
Dziewki to samo.
pyt.: A czy poópiw mak?
odp.: Oj tak, tak.
Dziówki dalśj to to samo.
pyt.: Czy zrywaty mak?
odp.: Oj tak, tak.
Dziówki powtarzają tę samą piosnkę i kończą pytaniem :
A c^y por^ trąsty mak?
Domawiając tych słów, rozswawolone dziówczęta porywają dzieci,
podnoszą je i trzęsą niemi zawzięcie, naśladując niby wytrząsanie
z dojrzałych główek maku. Jeżeli któraś z dorosłych dziówcząt była
w środku to i ją również podnoszą, trzęsą robiąc jeszcze więcój wrzawy,
swawoli, jak z dziatwą. Następnie, chcąc przedłużać ten rodzaj za-
bawy, wybiórają nowe dzieci, lub którąś towarzyszkę z 'pomiędzy sie-
bie i dalój ciągną to samo, póki siły się wyczerpią i znużenie zmusi
do odpoczynku.
d) Hrusza.
Zabawa zupełnie podobna do poprzedzającej, od którćj różni się
tylko nazwą. Dziówczęta obejmują się jak zwykle i krążą para za parą.
Jedna z nich pozostaje w środku, obracają się w tym samym co i jćj
towarzyski kierunku. Chodzące spićwają:
Oj pidń ja w czyste połe,
Posażń w pidpoli hruszku.
po pod polem, t. j. tuż obok pola.
Digitized by
(56)
Oj pldA ja w czyste połe,
Aż moj^ hruszka wże ziszfó.
Oj pidti ja i t. d.
Aż mojk hmszka pidrosłA.
Oj pidti ja i t. d.
Aż mojk hruszka rozwył4.
Oj pidti ja i t. d.
Aż mojk hraszka zacwiłii.
Oj pidti ja i t. d.
Aż mojk hruszka dulk;^ hne').
Oj pidti ja i t. d.
Aż wż6 hruszy spiły je.
Oj pidti ja i t. d.
Szob mojti hmszka obtrast^.
Ta wszystkie zbiegają się ku stojącój we środku^ hałasując i za-
nosząc się od śmiechu^ podnoszą ją i trzęsą niby gruszą.
Licznie zebrane dziówczęta stają w koło^ rozszerzają je o ile
można; by zostawić dużą przestrzeń dla jednój lub dwóch niekiedy,
które idą do środka. Obie one zgodnie ze słowami pieśni podskakują
i wyrabiają rozmaite ruchy, a całe koło wyśpiówuje im z całćj siły:
A u nas heroda wse turóókyi,
A u nas zamki wse nimóćkyi.
(t. j. koło zamknięte zamkiem niemieckim).
A nikudy zAjkowi ani wyskoczyty,
A nikudy z^ijkowi ani wyhlanuty (wjrpłyhnuty).
na te słowa dziewki zamknięte we środu zaczynają skakać, naśladując
zająca usiłującego wymknąć się z koła. Chór zapytuje:
Ziiińku, za hołówońku, (obie biorą się za głowy)
A u nas horod4 i t. d.
Ziiinku, czy pł^czyci bolif?
Dzićwki stojące w środku dotykają się pleców, naśladując
wciąż skoki ząjęcze.
A u nas horod& i t. d.
Z4ińku w skoky, w boky.
Biorą się pod boki skacząc dalój.
') pokryła się zawiązkiem owocu,
zajfczek.
e) Zajczyk, Za]k6
(57)
A u nas horodi i t. d.
Zaińka, zaju^ w kolińcl.
Obie dzićwki uderzają siebie w kolana, skacząc przy ziemi.
A u nas borodii i t. d.
ZMńku w miahky piatky.
Wśród tych skoków dziówki uderzają siebie po piętach.
A u nas horod& i t. d.
Aź na zakończenie chór śpiówa:
Z^ińkU; taj na tlyńku,
Wyhladij, wybyr&j sobi diwońku.
albo:
Zidńkn nknmysia
Za diwońku uchwalysia.
Wtenczas dziówkl zamknięte w środku wybiórają sobie po je-
dnój towarzyszce z koła i tak i^jąwszy się po parze^ skaczą daićj
z niemij razem przez chwil kilka. Dwie piórwsze powinny w końcu
odejść do koła, a te świóżo wezwane mają prawo wybrać jeszcze dwie
towarzyszki i susy z niemi wyprawiaó^ dopóki same zechcą. W innych
wsiach, nie formując koła^ krąży po prostu para za parą, przyczćm
wszystkie razem śpiówają i skaczą, wyprawiając rozmaite ruchy, za-
stosowane do wyrazów pieśni.
f) Helubesyk.
Jedna z dzićwek zasiada na ziemi i pokazuje swoją mimiką
sposób obejścia się z kochankiem, lub przeciwnie z narzuconym jćj kon-
kurentem (nelubczykiem), którego nie znosi. Towarzyszki zaś stojąc
obok niój, dają jćj w śpićwie zapytania, na które ona gestami odpo-
wiada. W tym celu po piórwszćm zapytaniu wybićra ona jedną z grona
aby dotykalnie wyrażać na jój osobie swoje mimiczne odpowiedzi.
Chón Oj jak nelńbomu postil słaty?
Odp.: Oj Uk, tak:
Rzuca chustkę niedbale niby ścieląc pościel.
^) okręć się.
Bospr. Antrop. X. V. Ds. Ul.
Digitized by
(68)
Oj jak nel&bomn postll prybraty?
— Oj tak, tak:
Skręca chustkę i rzuca daleko od siebie.
Oj jak neldbozyka posadyty?
— Oj tak, tak:
To mówiąc rzuca chustę z lekceważenienii i z niechęcią sadza
na nićj wybraną przez się dziówczynę.
Oj jak nelAbczyka obnymaty?
— Oj tak, tak:
Wahąjąc się, walcząc niemal z sobą, ledwo dotknie arwoją to-
warzyszkę.
Oj jak koło nel&bczyka sisiy?
— Oj tak, tak:
Z miną gniewną obraca się plecami do swoj^ wybranój i od-
powiada szorstko z najwyższóm niezadowoleniem.
Oj jak z nelubym ciłowafsia?
— Oj tak, tak:
Tu niby przezwyciężąjąc wstręt, krzywi się układając usta niby
do poci^nku i odwróci się wzgardliwie.
Oj jak nel&bczyka zwesty^)?
— Oj tak, tek:
GwidHiownym ruchem porywa za rękę i szarpie z gniewem. Następnie
rola się zmienia, zapytują ją:
Oj jak myłińkomu posttl słaty?
— Qj tak, tek:
Tu dopióro z przymileniem i z niezwykłą storanno6cią chustkę
roz6cieła.
Oj jak myłińkomu postil prybraiy?
— Oj tak, tak:
SUada chustkę jak nąjporządniój.
Oj jak myłińkomu postil strypaty?
— Oj tak, tak:
Jak najstaranniej wytrzepi\je chustkę.
podnieść, dopomódz wstać.
Digitized by
(69)
Oj jak myfóńkoho sadżaty?
— Oj tak, tak:
Sadza swoją towarzyszkę z największą uprzejmością i uwiel-
bieniem.
Oj jak z myfóńkim obnymafsia?
— Oj tak, tak:
Rzuca się ku mniemanemu kochankowi z niewymowną czułością,
obejmując a tuląc do siebie.
Oj jak z myfóńkim ciłowafsia?
— Oj tak, tak:
Ożywiona, szczęśliwa, składa gorący pocałunek na ustach swój
towarzyszki.
Qj jak z myłińkim jisty sisty?
— Oj tak, tak:
Przybliżając się wdzięcznie i zalotnie, dobywa coś do jedzenia^
by dzielić się z domniemanym kochankiem.
Oj jak od myłoho wstaty?
— Oj tak, tak:
Tu ociągając się z żalem i tęsknotą w oczach, niby się podnosi,
to znów wraca, w końcu rozpaczliwie niemal opuszcza miejsce.
Gdy zapytania i odpowiedzi zostaną skończone, wtedy ta, która
dopióro siedziała, wstaje i powraca do grona, tamta zaś, wybrana przez
nią, siada na jój miejscu i znów sobie inną bierze. Tym sposobem zmie-
niają się jedna po drugiój, aż znudzone, rozpoczną inną grę jaką.
g) Carenko.
Gra zasadza się na zalotach (swataniii) niby to cesarskiego syna
do cesarzówny (cariwny). Wesołe grono dziówcząt zasiada na tra-
wie, trzy z nich oddalają się niepostrzeżenie. Po niejakićj chwili nad-
chodzą wszystkie trzy uszykowane tak: dwie na przedzie grają rolę
swatów, a trzecia z tyłu, odosobniona, z miną wielce komiczną, za-
frasowana, kuleje i pełpo figlów rozmaitych wyprawia dla wzbudzenia
powszechnego śmiechu; onato wyobraża pana młodego przybywającego
w zaloty. Zbliżając się, dwie naprzód idące kłaniąją się nisko i śpićwają:
Gariwno oś uż& hosti,
Nadtunąjemoś, oś uż& hosti.
Chón Oj carenku za jakim diłom?
Nadtunąjemoś za jakim diłom
Gariwno za diwóńkoju,
Nadiimąjemoś za diw6ńkoju,
Digitized by
(60)
Cbór: Carenku za kotóroju?
Nadtunajemoś za kotóroju,
Cariwno za najmiftazojn,
Nadtmajemod za najm^Aszoju.
Chór. Carenku szczeż ne zrMżena,
Szczeż woni ne sporidiena.
Wtedy poselstwo kłania się i odchodz%e śpićwa:
Pan młody kroczy w61ad za nimi kulejąc jak piarwój. Odszedłszy,
po niejakim czasie wracają i poselstwo powtarza to samo, a chór od-
powiada jak wyżój.
Tylko na końcu po pytaniu: „carenku za kotóroju? i odpowie*
dzi: „Cariwno za sereddszczoju'', chór odmawia znowu:
i posłowie zmuszeni odejść z niczem, iegnają jak wyżój. Potóm wracają
jeszcze po raz ostatni. Początek dyjalog^ ten sam, lecz gdy dochodzą
do pytania: „Carenku za kotóroju^ d już odpowiadąją:
Wówczas pan młody wybróra sobie dziiwkę i uiH*owadza wesc^o
i wcale już nie kulejąc, niby to do siebie, t j. sadza ją zdała na
trawie. Następnie powraca^ i w towurzystwie dwóch pićrwszycli udaje
się do ogólnego grona, prosić do siebie domniemanych rodziców tćj
narzeczonćj (dwie dzićwki mianują siebie jćj ojcem i matką). Przy-
sze^szy do nich opiekunki pana młodego trwając w swój dawnćj roli
kłaniają się i dpićwają: (pan młody jednocześnie do nóg pada):
Jid' swatu jid',
Tąj do nas na obid.
A my pywa nawaryły,
Horiłoczki nakuryły.
Jid' swatu jid',
Taj do nas na obid;
To my i pldemo my i pojldemo.
,yGarenku szczeż ne zridżena.
Ta ne sporidżena'',
Cariwno za nąjstirszoju,
Nadtmajemoś za najst&rszoju.
Chór odpowiada zezwalające:
Carenku wżeż zr&dżena,
Ta wżeż sporidżena.
chór odpowiada:
I ne pidemo i ne pojldemo,
Swohó syna nauczyły.
(61)
Naszu doczkd zwołoczyły.
I ne pidemo i ne pojidemo.
Nizkim ukłonem żegnają się mówiąc:
To my i pidemo, my i pojidymo.
i powracają do narzeczonój. Zaledwo się zbliżą^ ona ich odsyła do
matki.
Niezmordowana trójka dzićwcząt biegnie znów do całego grona to-
warzyszek i zaprasza je w te same słowa. Na te powtórne zaprosiny
cliór odpowiada: „To wzeż pidemo, wżeż pojidemo^. Na tę wieść mnie-
many cesarzewicz z miną radośną i tryumfującą podaje rękę dziów-
czynie udającćj matkę, a dwie jego towarzyszki wiodą ojca i tak ko-
miczno-uroczysty orszak wśród śmiecŁu^ wrzawy, wszelkich wesołych
żarcików dąży ku oczekującój carewnie. Przybywszy, po wzajemnych przy-
witaniach zasiadają obok nićj, a ten udany pan młody^ dla zupełniej-
szego naśladowania godów recepcyjonalnych, wynajduje jakiś kijek
z deszczułką, łub 2 grubsze drewienka mające wyobrażać kielich
i butelkę z wódką, jako artykułem niezbędnym każdój festyny ludowćj.
Swawola, jeszcze jakiś czas potćm trwająca^ stanowi zakończenie
tćj gry.
Dotąd wymienione gry noszą ogólną nazwę „Wołodara** i odby-
wają się, jak wyżćj wspomniano, w pićrwsze i drugie święto Wielkićj
nocy. Trzeciego dnia już dzićwki wolą iść na muzyki do karczmy,
gdzie wytańcowują się zawzięcie z chłopcami.
Dodam tu jednak, że pod ogólną nazwą „Wołodara'' nie wszędzie
rozumieją wszystkie te zabawy; niekiedy bowiem, we wsi Olszance np.,
„Wołodarem" zowią tę tylko zabawę, wśród kt^rćj występuje śpićwka:
We dwa tygodnie po Wielkićj nocy, stare baby sprawiają sobie
bankiet koło cerkwi. Przedtćm wszakże, po ukoAczonóm nabożeństwie
cztćry najstarsze baby obnoszą trzy razy naokoło cerkwi obraz na to
przeznaczony i ich kosztem zakupiony, zwany „Myronósnycia**. Usta**
wiwszy go na miejscu w cerkwi, odcliodzą pod dzwonnicę, gdzie za^
siadłszy, fetują się obficie jadłem i wódką, w czćm i paroch wiejski
ze swym orszakiem cerkiewnym udziału nie odmawiają.
Podochocone baby wyprawiają jakieś dziwne skoki, rodzaj tanów
t>ez8ilnych i niemUosiemie biją w dzwony przez dzień cały, zabawia-
jąc się tak do samego wieczora.
') zabawa dawna bab ukraińskich.
„Tódore, Tódore — kudrawe dórewo" i t. d.
3. Myronosnycia*).
(62)
4. Jurja.
Najpiórwszą wiosenną zabawę młodzież obchodzi na ^Jurja^^
Św. Jerzego^ 23 kwietnia. Wysze^zy z córkwi i na prędce ledwo
skosztowawszy obiadu, licznie zebrani w świątecznych strojach chłopcy
i dziówki ndają się na zieloną ruń, gdzie każda z*dziewcząt powinna
przynieść coś do jedzenia: młyńce, pirogi, kapustę itp. Chłopcy ze
swój strony dostarczają wódki, sprowadzają muzykę i tak pod gołóm
niebem hucznie, wesoło się bawią do późnego wieczora. Ponieważ wy-
wracanie kozłów i tarzanie się jednych za drugiemi po runi, niejako
nakazane obyczajem, mają sprowadzać wielki urodzaj, jest to nową
dla młodzieży pobudką do dokazywania na polu przez ci^ dzień,
czemu i starzy zwykli chętnie się przypatrywać.
Starzy ludzie dowodzą, że gdy po strasznym sądzie ukończy
Chrystus nas sądzić, wtedy umarli z żyjącemi całą dobę tak biesiado-
wać będą, a Matka Boża zstąpi z nieba, spojrzy na obecnych i trzy
razy zagarnie swoją szatą tłum cały; ile osób za jednym zamachem
zgarnie do trzech razy, tyle ich wejdzie do raju. JeżeU dzień „Jurija*'
jest za chłodny, to wolno odbyć tę doroczną zabawę, zwaną niekiedy
„majók^ w którąkolwiek niedzielę w maju, Jak sady zaćwituf .
5. Rozerhy*).
Rodzaj świątecznćj zabawy, od dawien dawna przez lud obcho-
dzonćj w dniu, zwanym także „Rozerhy" i Błyskawyci*, a przy-
padającym między „Jurjem^ (Jerzym), a Zielonemi Świątkami.
Jestto obchód na pamiątkę drobnych dziatek nieżywe narodzo-
nych lub bez chrztu zmarłych. Jest u ludu podanie, że dzieci Ulde
ukazują się tego dnia przed wschodem słońca w polu na rosie, lub
w lesie, albo tćż lecąc w powietrzu proszą o chrzest Ktoby je ujrzsd lub
ich wołanie posłyszał, powinien ku takiemu dziecku trzy razy zawo-
łać: „Iwan Chrystytel" i rzucić coś ze swćj odzieży. Często w braku
czegobądż do rzucenia, miłosierny człowiek odrywa rękaw od koszuU
i wyrzuca ku duszyczkom jako krzyżmo, za co one się modlą za
swych wybawicieli, jako za rodziców chrzestnych. Lud wierzy także,
iż dzićcie takie lata w postaci małćj ptaszyny, którćj trzeba zwykle jeść
rzucić aby przysiadła, inaczćj przeraźliwie krzyczy. Przez „siedm lat**
owe skazane dzieci tak latać muszą, po upływie zaś tego czasu do-
pićro niebo je przyjmuje w poczet aniołów i jedynie taki chrzest jak
wyżój, skraca czas ich pokuty. Inni zaś utrzymują, że takie dzieci
zbićrąją się po dolinach i mogą zadusić człowieka pracującego w po-
bliskićm polu, lub ogrodzie. Niedaleko Eajowa, k^o karczmy „Czy-
') według opowiadania bardzo starych kobićt.
Digitized by
(63)
stiochy** ma się znajdować jezioro w dolinie^ a w nióm nieustannie plu-
skają się niewidomie dzieci niechrzczone^ tylko w dniu „Rozerhów"
oczom ludzkim widzialne; lud je nazywa „Rus^łoczky**, ^Bozerhy^^ »Bły-
skawyci''; od którychto i nazwa święta pochodzi. Na pamiątkę tedy tych
duszyczek niechrzczonych lud się -zabawia dzień cafy^ starzy i młodzi
udają się razem na żyto poświęcone uprzednio przez popa z asysten-
cyją całćj procesyi. Oprócz zwykłego jadła i wódki przynoszą tam
z sobą małe „szyszki" z „paschy^ wielkanocnój umyślnie zachowane.
Ody zasiądą do jedzenia, owe „szyszeczki*^ leżą przed niemi nietknięte,
a potćm odnoszą je napowrót do domów i przechowują w skrzyni
jako lekarstwo, które w wodzie dają pić na rozmaite choroby. Każdy
z biesiadników powinien dla zdrowia i urodzaju tarzać się na mło-
dóm życie. Nabawiwszy się w polu, resztę zabawy kończą w karczmie,
pijąc, śpiówając późno w noc. Młodzi do takiój zabawy nie należą,
tylko wieczorem wspólną wieczerzę urządzają.
Wieczorem tego dnia dziówczęta zgromadzają się w jednćj obra-
nćj na ten cel chacie i każda przynosi z domu jakieś smaczne ja^o:
bliny^, rybj^ groch, kapustę itp.; chłopcy zaś ze swojój strony, na do-
miar uczty przynoszą wódkę. Po przybyciu chłopców rozpoczynają się
wesołe zabawy, swawola i tańce zwykle bez muzyki, lecz tylko pod
dudkę, albo nawet przy osobliwszóm przegrywaniu „na języku*', na-
śladującym muzykę.
Wśród tćj zabawy odbywa się corocznie „sadzenie wiśni**. Wy-
kradzioną w sadzie młodą wisienkę, zasadzają do dużego garnka na-
palonego ziemią, każda z dzićwcząt zaznacza na niój dla siebie oso-
bną gi^kę i stawią drzewko „pid pokńf tj. na zaszczytne miejsce
w głównym kącie ławy, po za stołem. Potóm biegną dziówki do stu-
dni i z wodą w ustach wracają dla podlania świćżo zasadzonój wi-
śni; podlewanie w ten sposób powtarza się co wieczór, aż do „Trzech
Króli**, kiedy drzewko ma rozkwitnąć. Do tego czasu starają się ukryć
tę wieszczą wisienkę przed wzrokiem popa, gdy ten podczas adwentu
wchodzi do izby z modłami, a w czasie świąt z kropidłem; inaczój bo-
wiem drzewko niechybnie uschnie, a przynajmnićj za tę wróżbę paroch
skarci srodze, jako za jawny i bardzo ciężki grzćch. Obyczaj ten jest
uważany za^zćch także i przez starszych; wiśnia bowiem według
wierzenia ludu narzeka, że jój zbyt trudno rozwijać się i kwitnąć
w zimie i przeklina tę, która jój kwiatu oczekuje. Rozkwitnienie
wiśni w święto Trzech króli, przynosząc dobrą wróżbę wielu dzić*
wczętom, których gałązki zosti^ kwiatem pokryte, podwąja uroczy-
O według opowiadania SO-letniego starca i wiekowćj kobićty ze wsi
Ostryjek i Zurawlichy.
rodzaj placuszków.
6. Kataryny*).
Digitized by
(64)
stolfó tego doia. Drzewko częstokroć rzeczywiście tozkwitiie; umieszcza
się na stolC; naokoło niego rozradowana i świątecznie przybrana mło-
dzież ucztuje wesoło^ racząc się wielce ulubioną rybą chłodną i koła-
czami, to znów tańczy ochoczo przy muzyce opłaconój składkowo. Roz-
chodząc się, młodzież na dach wiśnię zarzuca.
Po zasadzeniu wiśni i dalszych zabawach przychodzi wieczerza,
na którćj po zwyczaju występuje kasza jaglana z makiem, którą
wszyscy próbują; to zaś co zostanie wynoszą za wrota same tylko
dzićwki, gdzie na dobre ją zajadają, wykrzykiyąc: „dołe, dołe (albo:
sddżanyj nesddżanyj), idy do mene kaszy jisty; albo: dołe, dołe, hu,
hu...,!", przysłuchując się przy tćm, zkąd echo odezwie się, ztamtąd
się swatów doczekają^). Zjadłszy kaszę do szczętu, wyrzucają próżny
garnek nie inaczój jak przez głowę, poza siebie; gdyby się garnek
nierozbił odrazu, to go rozdeptują zamaszyście nogami. Chłopcy tym-
czasem zmówiwszy się między sobą, idą straszyć dzićwczęta : opiąwszy
się jakimiś łachmanami i naśladując ec^a, odzywają się dzićwkom
jakąś krotochwilną zwykle odpowiedzią, co je zawsze strachem przej-
muje i do ucieczki zmusza, pomimo pewności, że to są tylko figle po-
wtarzane corocznie.
Według dawnego obyczaju, każda dzićwka przychodząca do wy-
branćj na hulankę chaty, przynosi parę „bałabuszek** t j. pączków
upieczonych z grubego ciasta i związanych czerwoną nicią (zapołoczju)^.
Ody na dzieży przykrytój grubą chustką wszystkie pary „bałabuszek''
zostaną poukładane, dzićwki ciekawe swego losu wprowadzają psa do
izby. Ten po długićm wahaniu się chwyta jedną parę lu^abuszek nie
trąciwszy reszty; ma to oznaczać, że ta jedna dzićwka wyjdzie za mąż,
a inne chociaż będą swatane lecz do ślubu nie dojdzie. Bywa jedni^,
że pies żadnćj bałabuszki nie ruszy, wtedy ponawiają wróżbę, wprowa-
dzając innego psa i tak do trzech razy. Jeżeli ów drugi i t*zeci pies
nie bierze wystawionych bałabuszek, to wróżba jest zła dla wszystkich.
Obok tćj wróżby najpocieszniejszą zabawą owego wieczora jest
kąsanie „kałyty", „bąkały", tj. wielkiego okrągłego placka z makiem
i miodem, który przewierciwszy, na pąsowćj wstążce zawieszają u pu-
łapu nad stołem, gdy chata jest niska, lub na końcu długićj tyki.
Wtedy dwaj parobcy ustawiają się z obu stron „korża", gdy ten za-
wieszony jest na tyce; jeden z nich trzyma naczynie z rozldóconą sa-
dzą, drugi „kwacz" t j. szmatkę uwiązaną na końcu kijka; w razie
^> S^y płacek zawieszony jest nad stołem, wtedy jeden ^Iko chło-
piec z ową sadzą w naczyniu zasiada za stół jako ^pysar", miaaowanjp
') w innych miejscach ten akt odbywa się przed przybyciem chłopców.
z opowiadań starćj kobićty i dzićwki z pod Kaniowa.
^) babałuszki pieką nie tylko dla zabawy lecz i do jedzenia.
7. Św. Andrzeja*).
(65)
tak od funkcyi klapania dziówek po twarzy. Dziówki kolejno wsiadł-
szy na „kociubę" lub miotłę, przystępują do placka wabiącego zapa-
chem miodu. Skoro się która, zbliży, chłopiec ją pyta: „kudj^ jidesz
ty", ona odpowiada: „oj jidu, jidu, kałyty kusaty" — on: „a ja budu
po mordi pysaty^ — ona: „a Ja wkuszu" — on: „taki ja napyszu".
Po takim dyjalogu, która dziówka nie parsknie śmiechem przy tych
grzecznych dowcipach, tój wolno jest ukąsić placka bezkarnie. Do-
piąwszy tego, wraca, tryumfująco i ustępuje miejsca drugiój z kolei.
Te z nich, które nie zdołają powstrzymać się od śmiechu, zostają
najhaniebnićj, nieraz od stóp do głowy, ową sadzą wymazane, co tćż
najczęścićj się zdarza. Po dziewczętach chłopcy z kolei tak samo do-
bijają się jeden po drugim o udział w przysmaku. Wówczas to dzićwka
pełniąca funkcyję ^pysara" zwykle w dwójnasób odwetowuje za
swoje. Stosownie do zwyczaju, albo do objawionych w zgromadzeniu
chęci, przed lub po ulubionćm kąsaniu „kałyty" przystępują do innych
wróżb praktykowanych tego wieczora.
Najzwyklejszą z nich bywa sianie konopi, których nasiona
przysposobiane są jeszcze od „Katarzyny". Dzićwczęta noszą je zawią-
zane w pasie, a chłopcy, którzy czasem należą także do siania konopi,
noszą je w prawym rękawie u koszuli. Dziówczęta nieznacznie wyskakują
na śmiecisko lub „drewutnię" t. j. miejsce gdzie drwa rąbią i wyrzu-
cając ziemie wołają: '„Andriju, Andriju na tebe konopli siju; dąi
Boże znaty, z kim ja budu spaty". Posiawszy, dziówczęta powinny
zawłóczyć koszulą i nago biedź do studni, nabrać w usta wody by
polać siejbę; dalćj, jeszcze nago trzykrotnie obiegają chatę w około,
żeby wróble świóżu zasianych nie spijały konopi. Często psotliwi
chłopcy, jeśli się uda, wykradną dzićwce koszulę i ta musi biegać do-
brą część nocy, nim się zlitują i koszulę jój oddadzą. Inne sobie ra-
dzą odwagą, pędząc co tchu przez wieś do domu i na nowo ubrawszy
się powracają do towarzystwa.
Nie poprzestając na tćm, rozszalałe dzićwczęta znów się obna-
żają i idą liczyć kołki u płotów, przyśpićwując: „mołodeć", „wdowćć";
od tego jakie którój słowo wypadnie na ostatnim kółku, zależy dobra
lub smutna dla nićj wróżba. Odziawszy się nakoniec^ wędrują jeszcze na
śmiecisko aby tam wróżyć z różnych wyciąganych resztek; z natrafionego
kawałka „kożucha*^ wnioskują, że mąż będzie krawcem, z wyciągniętych
kłaków niepocieszną wyprowadzają przepowiednię, że się dostanie za męża
dycha wicznego niedołęgę, a taki, pomimo wszelkich zalet jakie mieć może,
jest w oczach hożój i zdrowćj ukrainki przedmiotem prawdziwego wstrętu.
Następnie najstarsza z towarzyszek, wiodąca rćj w zabawie i wróżbach,
wpada ze swym orszakiem do owczego chlćwu, gdzie bez światła, ka-
żda chwyta omackiem, co jój los zdarzy; ta, która owcę złapie, prędko
zostanie zaswataną, inną zaś, która barana pochwyci za rogi, czeka
wstyd wielki^ że się z niój długo i dotkliwie naśmiewają. Ratując się
od tego, UBiłuje nieszczęśliwa ku innój odtrącić nienawistnego barana
i tak dokazując bez miary, powracają nareszcie pomęczone, < a często
obmkane i obtargane, do chaty.
Boipr. Antrop. T. V. Dz. UL 9
(66)
Przechodząc w w dalszym ciągu do innych wróżby rzncają kolejno
przez całą chatę bntem zdjętym z prawój nogi; którćj bnt o cokol-
wiek zawadzi, tdj stanowczo śmierć prorokują, którój zaś spadnie
na ziemię, ta pilnie uważa kędy jest noskiem zwrócony, gdyż w tę
stronę ją do męża powiozą. To znowu rzędem ustawiają się dzió*
wczęta zmrużywszy oczy, a jedna podchodzi do każdćj z nich ko-
lejno, trzymając dwa buty w ręku, z których w jednym włożony
jest kawał cegły lub gliny od pieca, w drugim chiób i sól. Każda
wybióra na oślep; która trafi na eblćb i sól, ta wkrótce doczeka się
zasobnego gospodarstwa, na tę zaś która na cegłę natrafi, wszystko złe
będzie się walić.
Za wyrocznię jeszcze prawdziwszą uważa się następująca: pod
trzema miskami chowają z osobna chustkę, wstążkę i trochę ziemi;
dzićwki z zamrużonćmi oczami przystępują kolejno do tak przygoto*
wanych rzeczy; odkrycie chustki oznacza rychłe zamążpójśde w tym
roku, wstążka wróży nadzieję, która się jednak nie rychło spełni; tę zaś
nieszczęśliwą która trafi na misę z ziemią, zamiast zamążpójścia grób
prędki czeka, szczególnie gdy los ten wypadnie jćj*po raz trzeci, do
którego wróżyć wolno. Po tylu różnorodnych wróżbach, awanturniczo
nieraz zakończonych, po wieczerzy nader oży wionój obfitą ilością wódki,
z niezatartćm na długo wspomnieniem doznanych tego wieczora wrażeń,
rozchodzą się wszyscy do domów.
Nietylko jako obrządek tradycyjny, ale jako miła zabawa zbio-
rowa, ulubionćm u ludu jest kolędowanie wzajemne jednych u drugich,
trwające od Bożego narodzenia aż do Trzech króli. Nawet starzy ko-
lędują po trochu, ale głównie młodzież, która przez cały adwent
wprawia się i przygotowuje coraz to nowe kolędy, by się nićmi po
całćj wsi popisywać. Dzićwki tylko pićrwszego dnia świąt zgromadzają
się osobno i obchodzą wszystkie swe koleżanki i sąsiadki. Kolędy te
rozpoczynają się zawsze pod oknami chat; gospodarze wywabieni śpić-
wem kolędnic, wychodzą i zapraszają je grzecznie do wnętrza, ura-
czają wódką i miodem, przekąską złożoną z zimnćj ryby i kołacza,
a nawet pieniądze im dają. Te, uszczęśliwione przyjęciem i tćm, że
^zarobyły za koladku" dziękują i ruszają dalćj.
Chłopcy, jeszcze licznićj zebrani, po całćj wsi obchodzą wszystkie
domy bez wyjątku. Dla nadania większćj okazałości pochodowi,
jeden idzie na czele z gwiazdą własnego wyrobu, którą od roku do
roku przechowywują w cerkwi. Gwiazda ta ma po środku jaskrawo
wymalowaną głowę jakiegoś świętego, a w około ozdoby z papieru
albo z rodzaju galonka zwanego „pożlitka"; noszą zaś ją, osadziwszy na
ogromnćj^ tyce aby jak najdalćj była widzianą. Niekiedy bywąją trzy
gwiazdy, z których dwie boczne są mniejsze, dla uwydatnienia okaza-
łości środkowćj. Orszak kolędników podług zwyczaju koniecznie zacho-
8. Kolędy.
(67)
(Izi również do popa i dworu. Tutaj za kolędę dostają oni traktament
z wódki i pieniądze; po chatach zaś, każdy gospodarz obowiązany dać
po dwie palanice^ które składają do dużego worka, przygotowanego
na dary i noszonego przez jednego z orszaku. Z hojniejszych chat
dostają kołacze, a nawet słoninę. Wszystko to na drugi lub trzeci
dzień świąt zanoszą dziówczętom, które u siebie przygotowują rozmaite
jadło; parobcy fundują wódkę i tak ze zdobytych plonów tworzy się
wspólna uczta, wyprawiana w jakiejś chacie, najczęścićj u młodój mę-
żatki bezdzietnój. Tam uraczywszy się, śpiówają i tańczą przy spro-
wadzonej muzyce. Część obfitą plonu z kolędy, zdobytą przez parobków,
oddaje się na korzyść cerkwi, np. za zebrane pieniądze muszą krzyż
kupić albo inną zrobić ofiarę.
Podaję tu kilka kolęd spisanych w okolicy Białćj cerkwi.
1. Na Ordani tycha wod4 stojała,
Tam preczysta Diwa swoho syna kupała,
Skupawszy w szowkówoje spowyła,
A spowywszy w jasyłoczka włożyła.
Nad tym dyti^m sywi woł^ stojały,
Na teje dyti4 Bożym duchom dychały,
A do schoda sońcia try Carl zjichało.
Pćrszyj Car myrom myrow&w,
Druhyj Car Isusom Chrystóm nazyw^w.
Tretij Car kwitoczkoju darowi w.
To ne kwltoczka a światć rożdestwo,
\ Szo po wsiomd świtd wsim nam radostno
2. Rożdestwó sławnoje,
Prisna Diwo Marijo, '
Ne taj detiitkoju,
Wrozi matkojii,
Bohu wozlubłenno,
Tak' świtaju rożdenno,
Naworożdennaja Caryco.
3. D^^wnoje narożdćnyje Bóżoho syna,
Johóż onk porodyła Diwa Marija,
Narodywsia Jisńs Chrystós z Diwy Panny,
Szob ne doznałyś dwa żydowyny bóżoji tajny.
Doznałoś dwa inholi, z nebćs łetiacze,
Tćmnoi, jisnoi zwizdjr Ćhrystk sł&wlacze:
A u hórodi Jerusałymi,
Stiłosia dywo, małoje dytii noworożdenne,
Waryjant tćj kolędy znajduje sie w Zbiorze p. Czubińskiego ob.
„Trudy etnograf iczesk oj ekspe iicii** T. III. str. 323.
(68)
Weś świt osjiało.
Osijało nebO; zemlk sze i mał^ji dity,
Szob pokaz^łosia wsiakoje drewo, lizny kwity').
4. Wydyf Boh, wydyf Tworóc,
A szczo myr pohybaje.
I arch^hiht Hawryiła^
W Nazarót posyłaje.
' Błahowlstne w Nazareti,
Sti^o słowo u wertep!,
Arch&nhyła Hawryiła:
Odtwerezy wrata jedyna,
Ne zachodyf jasne sonce.
De dewyczyśkoje w łończe.
Zwizd& jasna osijła,
Trem Gar&m pat' pokazsda.
Potim u troch Car^,
Nesiif Chrystowi dary.
Nesiif myro i kadyło.
Na w kolinka upadajaf,
Mater Bożju wychwalajnf
A Yroda zasmuczajut
Yrod duże zasmntywsia,
Szczo Istis Ghrystós narodywsia.
Słuhy swoi rozsyłaje,
Chrystli ubyty szukaje.
Eaz&w Hyrod wyhubyty,
U trechliti mi^ dity.
Hyrod dity zabywaje.
Maty płacze i rydaje.
Zisłlkw Hospód' dwa 4nholi z neba,
Mariji pł^katy ne treba«
Jakże menl ne pł^katy,
Ja peczikłnąja maty,
Mnszu po czadu rydaty.
Piszów Hyrod aż do adu,
E'Lucyperu na pomdu;
A my tomd weselimsia,
Rożdestwti pokłonimsia*).
5. R&dujsia Marija nebesna Carycio,
R&dujsia, wesełysia proświtła zorycio.
') Waryjanty z pow. Kowelskie^o tamże str. 367 — 368.
*) Waryjanty z Gub. Czerni howskićj i z Paszkowiec i Perejmy na Po-
bereżu, ob^ tamże str. 358.
(B9)
Ne ja zr^dowałaś Chrysta porodyła^
Szczo i Adama z J6woju na cej świt pustyła.
Ne ja zr^dowałaś Chrystó porodyty,
Ta szcze za Joho dribn;^ dlozy łyty.
Lała, proływała za swojoho syna,
Płakała i rydała jak maty jidyna.
Zijd;^ do nas Pani z wysókoho neba,
Oj nam teb6 do pómoszczy, nam tebd potreba.
Zijd^ do nas Pani z wysókoho dachn,
Wtisz^j nas wsich hrisznych w cim wełykim strachu.
Cej wełykij strach na nas nastapaje,
I heretycześkaja mk^ nas wsich obhortaje.
Deś baw mecz hostryj, a druhyi besnrmańskyj,
Ne daty, zahubyty cej myr chreśtijanskyj
6. Oj Bożje Narożdenje, bożja syła,
Szczo porodyła Diwa Mariia^ Bóżoho Syna,
Szczo Jisiis Chrystós narodywsia z Diwy z Panny.
Nichtó ne może dozn&tysia cei bóżoji tajny.
Dozn^łosia dwa 4nheły z nebes łetiaczy,
T^mnoi noczy j^snyja zwizdy Chryste sł&wiaczy.
Arch^nhyła Hawryiła riki obłyły,
Szo k'rożdestwti Chrystówomu sady zaćwiły.
Owiły sad;^, wynohrady biłeńkim ćwitom,
Zr^njef sia wsej mir chreszczennyj tym jasnym dwitom.
Kłaniijtesia wy ludy Carewi Bohu,
I udąrajte nam, pokłln dajte n&szomu Bohu').
7. Szła Marija łużk&m, bereżkóm.
Sława, sława tobi Boże!
Wyszła Marija na horu kmtti,
Sława, sława tobi Boże!
Hlanuła Marija na bystra wodu.
Sława, sława tobi Boże!
Na toj bystrój wodi drewo pływiJo,
Sława, sława tobi Boże!
A z toho drewą cerkwu stawiały,
Sława, sława tobi Boże!
A ta cerkowcia z trom& dweramy.
Sława, sława tobi Boże!
Z tromii dweramy, z tromii wiknamy^
Sława, sława tobi Boże!
Z tromii wiknamy z trom& werchamy,
') Waryjant mni^j dokładny tamże str. 333.
') Waryiant z pow. Mozyrekiego ob. tamże str. 366
Sława, sława tobi Boże!
A w tij cerkowci try hroby stojat'
Sława^ sława tobi Boże!
W perszym łirobi sam Hospód' łeżyt',
Sława, sława tobi Boże!
A w dnihym hrobi Jstis Cłirystós łeż;^t',
Sława, sława tobi Boże!
A w tretiomu łirobi Diwa Marija,
Sława, sława tobi Boże!
Nad Hóspodom Bohom knyhy czytajnt.
Sława, sława tobi Boże!
Nad Susom Chrystóm świeży pałajiif.
Sława, sława tobi Boże!
Nad Dlwoju Marljeju roża zaćwił4,
Sława, sława tobi Boże!
A z tei róży Anhoł wjrłetiw.
Sława, sława tobi Boże!
Wyłetiw po pid nebes^^
Sława, sława tobi Boże!
A ti nebes^ roztworyłyś.
Sława, sława tobi Boże!
Wsim światym pokłonyłyś.
Sława, sława tobi Boże!
waryjant :
8. Iszła Marija troma mostamy,
Sława, sława tobi Boże!
Iszła Marija po nad berehamy.
Sława, sława tobi Boże!
Na krut^^j hori monastyr stoif ,
Sława, sława tobi Boże!
A w monastyri try łiroby Użft%
Sława, sława tobi Boże!
W perszym łirobi sam Hospód^ łeż;^'
Sława, sława tobi Boże!
W druhym hrobi Istis Chrystós łeżyt'.
Sława, sława tobi Boże!
A w tretiomu hrobi Diwa Marija,
Sława, sława tobi Boże!
Nad Hóspodom Bohom knyhy czytajut.
Sława, sława tobi Boże!
Nad Susom Chrystóm świeży pałajut',
Sława, sława tobi Boże!
Nad Marljeju roża zaćwił^,
A z tój roży wyłetiw ptach,
Połetiw ptach aż pid sam dach,
(71)
i A wy nobesŹŁ roztwory tesia,
I wsi swiafyji pokłonłtesia^).
9. Kryknuw Anhol z Nebeśa,
I z jasnoho sowita,
Caryje wdarte wo struny,
Rozihrajte kniaziu wo truby,
Chrystds straźdajetsiai
Skwite,
Jazy ci rozumite,
Jak i z namy, jak i z namy Boli,
Weduf wiwciu, baranci^,
Wediit' joho k^rożdennii,
Cbfffit&womu straźenoiiy
u Slawite,
Jazyd rożumite^ .
Jak i z namy, jak i £ mmf Bohf
Wy ludy na zemli,
Śpiwąjte piseńku meni,
Caryje wdarte wo struny,
Boill^lte kniaziu wo truby;
Chrysta sławite!
Po skończonem kolędowania chdr wykrzykiue sawsse z c^ćj
siły^„dobryweczyr", jako posdrowieBie tym n kUif&h kolędują
9. Wigilija Nowigo roku. — „Bahatyj waczir".
Rozmaite zabawy odbywają się po chatach tego wieczora, na za-
kończenie starego roku. Zaczyna się zwykle od tego, że gdy się gdzie
zbierze dość liczne towarzystwo chłopców i dziewcząt, to jednego
chłopca mającego imię Wasyl obwołują solemnizantem 5 dziewczęta gp
pozdrawiają, ciągnąc mocno za uszy, a życząc aby rósł wysoko. 1
źdrowo. Wasyl ten na podziękowanie za ten zaszczyt obowiązany jest
nbzęstówać wszystkicli wddką.
Powszechnie praktykowaną tego wieczora na całej Ukrainie jest
próba szczęścia w kradzieży. Dziewki kradną czapki u chłopów i cho-
wają zręcznie, by długo musiał szukać. Okradzeni muszą okupić się
wddką lub piwem^ .ppczóin dopićro zwracają im czapki. Tak samo
n znajomych chłopcdw i gospodarzy, itóifewczęta wyprowadzają pokry-
jomn woły i przechowują u siebie, nim gospodarz, ojciec pmrobka, nie-
wyknpi ich wódką i świćżym kołaczem.
Także młode dziewki, zaproszone przez rówienniczkę na prze-
kąskę, idą pod jćj okna „szczedrowaty". Jest to rodzaj niespodzianego
-^^^^^ popawniejsze. obacz w ZMojrze Czubińskiego str. 343
. Digitized by
(72)
pozdrowienia czy przywitania, z któróm właściwie i zwykle chodzą
pod okna małe dzieci 10 — 12 letnie.
1. Szczedryj weczir, dobryj weczir,
Pane hospodani,
Podywysia na swojii koszaru.
Czy wsi wiwci pokotyłyń,
Czy jachniatka porodyłyd.
Jak cz^szeczka u medii,
Barwinoczok u sadd.
Ciłujte Chryste w niżki,
A nam wyniśte periżki.
2. Szczedryj weczyr panu Hospodara,
Steryży Boże twohó towaru.
Pryłetiła łastiwoczka stała szczebetaty,
Pana Hospodara z chaty wykłykaty.
3. Wyjdy, wyjdy pane Hospodara,
Podywysia na swoju koszara.
Na twojój koszari baranoczki sływoczkj',
Dobryj weczyr!
4. Szczedryk, Szczedryk,
Dajte warenyk,
Kiłc^ kowbasy,
Hr(idoczku kaszy.
Na Nowy rok istnieje powszechny i dawny obyczaj posypy-
wania. W taki sposób składają się życzenia noworoczne, zwykle
przez dzieci, niekiedy także przez starszych. Groch, żyto i pszenicę
zmięszane razem sypią do wełnianej zimowćj rękawicy, a stanąwszy
u progu, przy tym mówią:
„Bud'te zdorowy, z Nowym hodom!
Na szczastja, na zdorowja, na nowyj rik,
Rod^ Boże żyto, pszenyciu, wsiaku pasznyciu.
Na obori byki i tełyciu,
A na koszari jahniit kopyciu^.
albo: A na zipiczkn ditój kopyciu!
We wsi TuliAcach niedaleko Kaniowa w wigiliję Nowego roku,
zwaną „na Mełanku", chłopak przebrany za kobiótę nosi nazwę
„Mełanki", a młodzież oprowadza go po całój wsi, nawet do dwora
Dobryj weczir!
albo:
Dobryj weczyr!
(73)
i „Bzczedrują*' pod oknami. Orszak „Metanki^ poprzedza oświócona
gwiazda, osadzona oa wysokiój tyce i zrobiona z papićru napu-
szczonego woskiem i kolorowych kawałków. Do tego orszaku należą:
dziad z przyprawioną olbrzymią brodą z kożucha i chłopiec na czwo*
rakach; przebrany pod postacią konia, lub kozy.
Maskarada ta ud bywa się wieczorem, a od rana dziówczęta przy-
gotowują się do różnych wróżb, z których wiele są tylko powtórze-
niem wróżb praktykowanych na „Andrzeja^^ albo na zwykłych „doświ-
tkach**. Najczęścićj jednak w wigiliję Nowego roku występują takie
specyjalne wróżby:
Słuchanie pod oknem. Dwie towarzyszki zmówiwszy się
w wielkim sekrecie, biorą pod pachę po jednym świątecznym kołaczu
i to koniecznie tym, który najpiórwszy był w piec wsadzony, pokry-
jomu udają się razem na „pidsłuchy" pod okna czyjćjbądż chaty.
Podsłuchując prowadzoną tam rozmowę, z pochwyconych słów tójże
tworzą sobie złe i dobre przepowiednie. Gdy np. która posłyszy słowo
„idż" „leć", wyprowadza ztąd pomyślną wróżbę prędkiego pójścia za
mąż. Uszczęśliwiona lem wpada do tój chaty z pozdrowieniem, ofiaro-
wując swój kołacz, nawzajem tóż obie gościnnie tam są przyjmowane
i uraczone świątecznie, za co wywdzięczając się rodzice owój dziówki
zapraszają nazajutrz uprzejmych gospodarzy na obiad do siebie. Jeżeli
znów inna pod oknami posłyszy wyrzeczone w izbie słowa „siedź",
„nie rusz się" lub broń Boże, częste ludowe przekleństwo „bodajbyś
kamieniem siadła", wymówione w gniewie do kogoś, to przerażone
zgubną przepowiednią, rozżalone i zawstydzone obie dziówki uciekają
z pod okna nie oddając „kołacza". Owe bowiem złowrogie „siedź" wróży
niezawodnie długie albo i wieczyste siedzenie na koszu, a nad to nic
nie może być wstrętniejszego i bardzićj upakarzającego dla dziówki
w pojęciach ludu. Stosownie do otrzymanój wróżby, dziówki ze smut-
kiem lub weselem powracają z tój tajemniczój wycieczki, w piórwszym
razie do domu, w ostatnim na liulankę z młodzieżą zgromadzoną w mie-
szkaniu jakiój wdowy lub mężatki bezdzietnój. Często psotny jaki pa-
robek wyszpiegowawszy tajemnicę zmówionych towarzyszek, straszy
je nielitościwie tak, że nieraz bez przytomności uciekają, do domów.
Wróżba na wodzie jest drugim rodzajem odbywającym się tego
wieczora. Wszystkie dziówki wraz z chłopcami, idą na lód gromadnie
i przerąbawszy w nim otwór, zanurzają po kolei rękę jak najgłębiój, gdy
płytko, do dna; która trafi np. na trzaskę, ta dostanie cieślę za męża,
gdy nitkę wyciągnie, to mąż będzie tkaczem itp. Podobnież i pojedyń-
czo dziówczęta wybiegają do krynicy, tam każda zaczerpnie garścią
wody, nabierze do ust i, choćby najodleglój od mieszkania, niesie ją tak
w ustach do domu; tu na samym progu wydobywa pokryj omu z za
pazuchy odrobinę przygotowanej mąki, wylówa wodę w dłoń i z za-
mięszanego na niej ciasta ulepią placek, który kładąc się spać przy-
kłada do twarzy. Jeżeli przyśni się jój młodzieniec jaki, zajadający
z nią taki placek, to niechybnie ten, a nie inny wkrótce swaty do
niój przyszłe.
Eospr. Antrop. T. V. Oz, SIL 10
(74)
Tegoż wieczora powtórnie, jak na „Katarzynę" wywołują dolę,
to jest, wybiegają dziówki na „wygon" za chatę i na cały głos wo-
łają: „dołe, dołe hul...". Zkąd eclio posłyszy, z tój strony niech się
kochanka spodziówa.
Jestto nocne zbiorowisko dziówek i chłopców trwające zwykle
dobrze po północy. Nie mówiąc już o księżycowych nocach letnich^
zgromadzenia takie odbywają się aż do późnój jesieni. Bez żadnych
gier, są to wprost schadzki towarzyskie, a często miłośne, młodzieży
wiejskiój, na których oprócz zwykłych rozmów i żartów śpiówają pie-
śni zastosowane do chwili i usposobienia zgromadzonych. Są to naj-
częściój pieśni erotyczne i zbyt rubaszne; musimy przeto ograniczyć
się tu na wyborze niewielu pospolijcie śpiewanych na „ułyci". Zgro-
madzenia te źle są widziane przez starszyznę gromadzką, przez rodzi-
ców i wiejskich parochów, albowiem nie wolne od zgorszenia, nieraz
niestety kończą się smutnie dla dzićwcząt, t j. publicznym zawiąza-
niem głowy chustką, jako piętnóm hańby dla „pokrytki" oraz pu-
bliczną pokutą w cerkwi przez bicie pokłonów. Pomimo tego niebez-
pieczeństwa dla moralności i kar jakiemi ono zagraża, młodzież nie
przestaje uczęszczać na te schadzki i w każdćj wsi co nocy rozlegają
się dźwięki ulicznych pieśni.
Oto są niektóre:
1. Ułycia hudó, hdeś kozS,k id6,
Werboóko rozwywajsia, ty diwcz3^o ne pospiszajida.
Na kozakowi para żupanlw, ty diwczyno ne kwapsiia.
Oj ne waż, ne waż diwczyno serce na kozlićki użytki.
Win propjfe, prohajnuje, w tebe ne bude i swytki.
albo: Win propjó prohajnuje, taj od diwki pomandmje.
2. Oj zijdy zireóko weczimia,
Oj wyjdy hulaty diwczyno bezridnia.
Chocz zorli zijde, ta ne bude śwityty,
Chocz że ja wyjdu, ta ne budu howoryty.
Zireńka zijszł^, wse połe ośwityła.
Jak diwczyna wyszła, wsich zwesełyła.
Szczo tobi diwko za wrażają maty,
Szczo ridko chodysz na dłyciu hulaty.
3. Oj wyjdu ja na horu krutuju,
Zaśpiwaju piseńku tychuju.
in. „Zabawy i gry doroczne^^
1. Ułycia.
Oj tyclia ułyczeiika tycha,
Nen)4 mojoho wlrnoho źenychA.
Szcze wonk tychiszcze bude,
Jak myłeńkij w dorohu pide.
Oj pojichaw mij myłyj w dorohu,
Zawiz mojii lubuju rozmowu.
Pokinuw try kołoskl żyta,
Otó tobi raojli myła z toho żyty,
Jidón kołos sijaty i oraty,
Druhyj kolos czelad' hodowaty,
Tretij kołos, horilku kuryty.
Oj ceż tobi mojó, myła z cioho żyty.
Bod^j tobi mij myłeńkij doroha kuryła,
Oj jak meni i ta horiłka nemyła.
Bod4j tobi kiń woronyj zhynuw,
Szczo fy men^ mołodii pokynuw.
albo :
Bod^j tobi jak witer horoju,
Jakh meni żytj^ za toboju.
Bod^j tobi kiń woronyj zhynuw,
Jak ty menh mołodii pokynuw.
Bod^j tobi jak witer horamy,
Jakó meni żytjk z worohamy.
4. Oj na horodi rostó kawa,
Wyszła Motra tak jak pawa.
Na niu ludy zhladijufsia,
I z neji chłopei dywńjufsia.
Nem& czohó dywowaty,
Ne postarałaś na nóji maty.
Na neji Iwkn postarawsia.
Bo jiji wziaty obiciawsia.
(Zawadówka).
6. Ja koz^k harnyj, ne żurusia,
Pryjde nedila, ożeniusia.
Ne w ciuju, to w druhuju,
WożmOi Motru mołoduju.
Zawadówk".
6. Oj t^mnąja nicz, ne wydna.
Osinnaja^ chołodna.
Ni z kim niczki noezowaty.
Nikomu pr^wdoczki skazaty.
Oj pidii z horf ta w lisók,
Puszczń z tycha hołosók.
Gzy ne wczuje mij drużók.
(76)
Oj kozlik mij posłuchaw,
Dribnyj łystók napysliw:
Oj pod^j myła rdczeńku,
Czeróz bystru rłczeóku.
Oj radab ja, myłyj, ruczku dat'
Kruhóm woroh^ 8toj4t\
Won^ pro nas howoróf ,
Oj rozłdczeńki choiXkt\
Ne rozłnczyt nas nichtO;
Ani misilić ni zor^,
Chyb4 syr^ja zemU.
7. Oj idti berehamy, oj idii łuharoy,
Ta pisók niżki riże.
Ta kohóż bo ja ne nawyżu,
Toj do mene lize.
Oj łuhamy, berebamy idd,
Pisók ani szumni.
Kohóż ja wirno lubln,
Toj men6 ne zajmę.
8. Oj skakliw konyk po nad hr^czkoju,
A za nym koz^k z hnuzd^czkoja.
Oj pożdy koniu zahnuzdajn.
Taj pojidemo do Dunajn.
Oj do Dunaju wody pyty.
Do Eorżiwki doczki lubyty.
A w Dunaju wodk pohoża,
A w Eorżiwci doczkli cborosza.
waryjant:
Oj skak^w konyk pid hreczkoju,
A za nym koz^k z hnuzd^czkoju.
Oj zażd^ koniu zabnuzdaju,
Ta pojidemo do Dunaju.
Do Dunaju wod^ pyty>
Ta do ludfej diwky lubyty.
A w Dunaju wod4 pohoża,
A u Dibiw diwka cborosza.
A jyi maty, łychaż ona,
W^hnała ziatia swoho z dwora.
Oj ty ne mij ziat',
Ne moja doczka.
Ta cich lud^j newlstoczka.
(Zawadó«ka).
(77)
9. Sijała zireóka, łetiła;
Za kohó ty diwko chotiła?
Za toho diwczata, za toho,
Za toho Hrycia mołodoho.
Oj de win konili pas,
Tam barwinek po pojas.
(Z wadówka).
Obok tych miłosnych pieśni, często dają słyszeć na Ułyci nastę-
pujące ochocze kozaczki, śpićwane także o każdój porze.
10. Oj jichaw, jichaw, jichaw,
Gzom do mene ne zajichaw?
Oj ja rybkn waryła.
Po kusoczkn diłyła,
W kohó czornyj wusók,
Tomti rybki kusók,
W kohó mik borodii,
Tomii i juszki szkodli.
11. Dobryj weczir, diwczyno^ czyja ty?
Czy wyjdesz ty na tiłyciu hulaty?
Oj ne pyt^j kozaczeńku czyja ja,
Jak wyjdesz ty na iiłyciu, wyjdu i ja.
12. Czom ty wczora ne pryjszów?
Deś ty czobit ne najszów.
— 8estr4 w doma ne buł4,
Czobit meni ne dałli.
Maty swojł schowała,
Tyłki jidnii cholawa.
13. Pływ6 czowen wody po wen,
Nym wodli chytała.
Pryjszów koz^k bez hostyńcia,
Ja johó spytała.
Jak4 ty cikawa, tra tobi spytaty?
Kruhóm tehh woriżeóky.
Oj jak tobi daty.
Tak4 w mene łych^ maty,
Szo i ne można wziaty.
Baczn serce ja po tobi,
Szo ne choczesz daty.
14. Oj diwczyno, diwczyno, oj jaka ty biła,
Deś ty w poli ne bnłi, szo i ne zahoriła,
— Oj ja w poli bułś,
Digitized by
(78)
Diłyezko robyła;
Chłopeć chiistoczku kupjw.
Ja i ne zahoriła.
15. Mołodaja mołodyce^ jak4 ty harneńka,
Łyczko twoj^ choć pyszy^ sama i mołodeAka.
16. Na horodi terłycia dnbowa,
Prepohanyj g^dyfsia szo uboba.
Na borodi terłycia ęama i tra,
Prepohanyj sórdyfsia, ta szcze i bję.
A ja tuju terłyciu zapaliły
Do Wezera ja h^moho prymanió').
17. Szczo ty robysz, bijsia Boha,
Ja dlwczyna bidna wboha.
Ne kochajsia ty zo mnoju,
Ne naprawysz dołu swoju.
Choć ty diwczyną i wboba,
Pryjemnaja twoja mowa.
Lublu 8 toboju stojaty,
CHu niczku rozmowlaty .
18. Oj tyn wysokij, a peretóz nyśkij.
Tym ja tebć serce lublu, szo ty susid Wyskij.
1 9. Oj ty diwczyno, czary wnyczeńko,
Pryczarowała bile łyczeńko.
Pryczarowała ty mojii duszu,
Tepćr do tebe chodyty muszu.
Oj szob że ty znaw tak iz sln^j do chaty.
Jak ja sam^ znaju czym czaruwaty.
20. Oj wyjdu ja na dłyciu,
Taj stanu, taj stąnu,
Jedn4 nesó warćnyky,
A druha smetanu.
Warćnyky w keszeniu,
A Smetana ridka,
O śpićwa się przy wycieraniu konopi.
^) Bezbarwna roniansowość tćj piosenki, a szczególnie nie zgrabne, obce
\^rażenia we wierszu 4 i 6 zdradzają jći pochodzenie nie ludowe.
(79)
Nesjr sobi prepohana,
Smetana do did'ka.
21. Oj tyż kaz^w wraiyj synu,
Szczo harbiiz ne dorls;
Jak jaż tobl nczepyła,
To ty łedwo donls.
22. Oj wyjdu na lioru, na boru krutuju,
Czy ne jide, czy ne \dh, czy ne pereczuju.
Win ne jide, taj id^, stupaje dribneńko;
Nichtó kraszcze ne ząhraje^ jak mojó serdeńko.
albo: Jak toj Pysarenko.
Mij serdeńko hraje, a druhyj uczyt^sia.
Jak ne wożmu tij diwczyny, ne budu żenyfsia.
Na horodi buzyn4^ skrut;^łasia w trubku,
Nicbtó kraszcze ne zahraje, jak myłyj na dudku.
Oj myłyj na dudku a myłeńka w tańci,
Treba staty, ta zahraty, myłeńkij kocbańci.
23. Oj na hori; na borl,
Wasyloczki w lobodł.
A nikoho poprosyt',
Wasyloczky pidkosyf .
A koz4k że te i zrobj^w,
Wasyloczky pidkosyw.
Dałebih pidkosyw,
Jejbohu pidkosyw.
Oj diwczyna mołod^,
Wasyloczky pidhrebł^.
Dałeblb pidhrebł4;
Jejbohu pidhrebłS,.
24. Oj ja tebfe baczyw, jak ty woł^ httała.
Tym ja tebe ne zajm^w, szo maty stojała.
— Oj ty jichaw, to ja spała,
Jak ty swysnuw, to ja wstała.
Taj zabuła zapytaty,
Jak ty jichaw koło chaty.
25. Ty po cim boci,
Ja po tim boci;
Peredaj wołam jisty.
Szob tobi tiażko,
Szob tobi ważko
Koło inszoji sisty.
26. Oj żal że meni^
Szo lub^w ja jiji,
Szo lubyw ta ne wziaw.
Tyłki 8wit zawiaz^W;
Ta wziaw panneni^;
Ta ne riwnia moj&,
Ta boifsia woni,
Ity po wodu sami.
Jak po woda idii.
To za ruczku wedti;
Jak z wodojn idti;
To i widercia nesii.
27. Oj od chaty do ńłyci pobyti kiłoczki,
Menó maty ne pnskaje, szo w czornij soroczci,
Pusty maty pohulaty, ja i ne zabarusia,
Jak plwnyki zaspiwajut', do domu wernusia.
Pijnt piwni, pijut piwni, a doczki ne maje,
Oj ded woni, wraża doczki tak dowlio hulaje.
28. Oj od Wyci do chaty urizana chwosa,
Biżyt', biż;^t^ diwka Chimka jak sjlczeczka bosa;
Oj prybihła pid wikonce ta niżkoju tup, tup,
Wyjdy, wyjdy kozaczeńku, bo wżeż bo ja tut, tut.
Oj ne wyjszow kozaczeńko, wyjszła johó maty:
Proszd, proszii newistoczko do mojei chaty,
Okrip hriju, mukCi siju, budu paryt' kwaszu.
29. Oj Stepanko na rynoczku spywsia,
Iszów lodkóm, lodkóm ta i zawaływsia.
Oj ni, ni, ni, ni, koł;^b drabynka meni,
Tob ja wyliż po jiji.
Oj dajte mojij Hanci znaty,
Nechij idh menh ratowaty.
Aż Hanna biżyf ,
Ta drabynku derżyt*.
Ta drabynku podajó,
Za liiczeńku dostaj^^
Chod^ serce moje.
30. Oj iiżeż ja nahulałaś, ta idd do domu spaty,
Odwedj^ menó serdeóko mojó.
Ta do mojeji chaty.
Ta wedyż menh potychiseńku,
Ta wedy pomaliseńku.
Szob ne poczuła i maty,
Jak budem dwery odczyniaty.
Digitized by
(81)
OdwedOi teb& serdeAko moj^,
Do zefónobo duba^
Szob ty oj znała;
Z kym ty stojała,
Diwczyno moja luba.
Są to wiejskie zgromadzenia młodzieży podczas dłngich zimo-
wych wieczorów, rozpoczynających się w adwent. Zbiórają się zwy-
czajnie tam, gdzie są dorosłe dziówki^ które zawczasu zapraszają
swoje towarzyszki, chłopcy zad sami nadchodzą. Każda z wezwanych
dziówcząt, czy to aby prząść na prawdę, czy tóż tylko dla oka, za-
biera kądziel ze sobą. Wesołe prządki śpiówają chórem lub kolejno
pieśni bez liku, opowiadają bajki lub ich słuchają, wreszcie gwarzą,
bawią się, przebiórają się^ śmieszą. Często zniecierpliwione nieobecno*
ścią pożądanego dla wszystkich chłopaka, wróżą czy przyjdzie; A wróżą
tak : jedna z prządek uskubnie trochę przędzy z kądzieli, zapali i pod-
rzuci; jeżeli do góry poleci, to znaczy że oczekiwany już się zbliża, ędy
zaś spadnie od razu na ziemię, to nadzieja stracona aby przyszedł.
Umieją także wróżyć z cienia od zapalonych kłaków. Tym sposobem
przy niezliczonych figlach, nieraz zabawiają się do późna po północy
i do domów wracają już prawie o świcie. Spićwy, podobnie jak na
„Ułyci^ są niezliczone i bardzo rozmaite. Oto kilka najczęśclćj śpie-
wanych :
Temnćńkoji noczi^
Sed^f buska na worotiach,
Wytriszczyła oczy.
A ja skazów: hyla, hyla,
A wona t prysiła,
Kołj^b ne hrich, ne pitoycia,
Kob^b ne kyj, ne pliłycia,
Buł4b menó zjiła,
Koł^b ne kij, ne piłycia,
Ne zołot4 dudka,
Zost^łasiab diwczynońka.
Jak sywa hołubka.
2. Kotyłysia wozy z hory,
Połomałyś szpyci i t. d.*).
powszechnie znana we wszystkich zbiorach pieśni.
Ro7pr. Antrop. T. V. Dr.. III.
2. „Weczernyci" czyli „Doświtky",
1. Iszów Hryć,
Z weczernyć.
Digitized by
3. OJ He ehoif Hryclu,
Taj na wmi&tnydUt
Bo na weoserayciy
Diwki czaiytmyci i t. d/).
^ 4. Oj ne stij dube nad wodojn,
Tam tobl dube hore budę,
Tmn tobl dube hore bnde,
Jak tij newistci u swekruchy,
Szcżo ciłyj tyżdeń u roboti,
Pryjde nedila, u kłopoti.
8zc2o ciłyj tyżdeń hrec2ku wiąże,
Pryjde nedila, spaty na laże.
Stań 8obi dube u sadoczku,
U cłireszczatym barwinoczku.
Tam tobl dube dobre bnde,
Jak tij diwćzyni u m&tinky,
Szczo ciłyj tyżdeń u winoczku,
Pryjde nedila, n tanoezkn.
Młodzież należąca do gry zasiada na ziemi, tworząc dete-
śnione koło, a ktoś jeden (cłiłopiec lub dziówczyna) zostaje w środku
t. j. w „kwasti" z „chwitylóm" (t. j. e pytką ekręconą z chustki)
w ręku, który oddaje komu bądź z koła. W tefkczas dziówczęta zmu-
szone są podkasywać swoje spódniczki, by nie wplątać „chwityla*,
który z rąk do rąk zręcżnie a niewidocznie przesuwać się ma po pod
nogami siedzących, a to z jak największą szybkością, ażeby tego nie
spostrzegł pozostały w „kwasń". Tego zadaniem jest co prędzćj zchwy-
tać u kogoś „chwityla", bo gdy mu się długo nie udaje, to dostaje
dotkliwe razy od tego, który go ma w ręku. Nakoniec, jeśli nie da-
jąc się uwieść udanym pośpiechem i fałszy^rymi ruchami, ani ogłuszyć
ogólną wrzawą, stojący w kwasie zdoła j^chwycić kogoś z chwi ty-
lem w ręku, wtedy sam siada w kole, a żłapany idzie do ,,kwa8U^.
Grono chłopców i dziewcząt zasiada w rząd, wybrawszy z po-
między siebie dwoje, z których jednemu daje miano „Anhoł^ drugiemu
„Ancyboł" i ten ostatrti, „kraski" roidl^e U j* wyznacza dla sie*
^) podobnież znana powszechnie*
(ZawadÓAka).
3. Gry.
1. Ewas.
2. Kraska.
(«8)
dzących nazwy farb: „czerwona", „żowta", „zalizna", ^^midiana" itd,
które to nazwy kaidemn z osobna obowiązana jest powiedzieć na ucUo
trzecia chodząca dziówczyna, nazwana „Ma ty ci a". „Ancybół i
Anhoł" idą zgadywać po kolej; gdy jeden odgadnie, ma prawo za-
bierać odgadniętą do siebie; po tym drugi zaczyna zgadywać, i tak
trwa to dopóty, dopóki wszyscy nie powstaną zmiejsc jako odgadnięci.
Wówczas "Ancybół i Anhoł" robią „hranyciu" (granicę) t j. trzy-
mają kij duży za przeciwne końce, a do nich czepiają się odgadnięci
przez jednego i drugięgo i stanowiący ich zdobyęz. Po którćj stronie
jest większość, ta ma przewagę; jednakże słabszy nie ulega, lecz prze-
ciwnicy mocując się, ciągną kij do siebie, silniejszy stara się poko-
nać ostatecznie przeciwną stronę i przyciągnąć ją do siebie. Gdy do-
pnie tego, wtedy zwycięzca karząc za stoczoną z nim uciążliwą walkę,
uderza tymże kijem każdego ze zwyciężonych, którzy jeden za drugim
d*etilują przed nim. Ueieezką tylko niejctórzy z nich ratują się od tćj
kary.
Gta odbywa wę naj<jzęścićj w zagrodzie domowćj. Jedno, z ze-
l^n^ młodzi, kłądzie się twarzą do ziemi („żmurytsia'^), reszta wszyscy
ehowB.^ się w różne miejsca: do stajni, chlćwa, „powitku" i t. d.
Jjeżąey po niejakim czasie wstaje i poszukuje ukrywających się po
ws^y^ętkich kątach^ a nay'częścićj w jednym zakącie wszystkich razem
znajduje. Gdy zaś ci z ukrycia wyskoczą, on goni ich do upadłego.
Złapany kładzie się na jego miejsce do ziemi, oczy zakrywa rękami
i tak dalćj gra się powtarza.
Dzićwki z chłopcami lub same dzićwki gromadzą się licznie nad
głębokim rowem, jedna wskakuje do rowu, inne chodzą na saipym
brzegu i rozpędziwszy się nagle rów przeskakują. Stojąca w ro-
wi^ cz>yha n« to aby złapać którą zn nogi i wcaągnąć na moje miej-
«5e do rowu.
Mnóstwo dzićwcząt strojni^ przybranych idą na jaką czystszą
równinę lub murawij, r(K|dsiel^*ą się po trzy, a z nich dwie pobrawszy
się za ręce uciekają co tehUi, trzeba zaś je dopędza. Dopędziwszy,
chwyta jedną z nich mówiąc:
3. Pl^urok.
4. Bdioły')'
5. Błodiy^).
,^0j błoszii, błoszti,
Kóho spijmii, to i zaduszii**
pszczoły.
^ pchły.
(84)
Nieschwytana staje z kolei do gonitwy. Par takich UBtawia się dużo,
wiele starczy. Ulubione te wyścigi trwają aż do ostatecznego zmęczenia.
Dziówki (najczęściej same) zgromadziwszy się, z hałasem i śmió-
chem stają w koło, okręcają się i przy spotkaniu podąją sobie ręce
uderzając mocno dłoń w dłoń i przyśpiewują:
Połetiw żuk, a na wodu wpaw,
Pryłetiła maty,
Żuk^ ratowaty.
Żuczku, Żuczku,
Pod^j druhu ruczku.
Młódź męzka rzadko mięsza się do „Żuka^, woli zabawiać się
w karty i spoglądać z dala na bawiące się dziśwki.
Zebrana młodzież wziąwszy się za ręce, tworzy jak najszersze
koło; jedno z nich staje w środku jako „mysz", drugie po za kołem
jako kot i gra się odbywa zupełnie tak, jak znana powszechnie gra
„w kotka i myszkę", z dodatkiem tylko następującćj przyśpiówki,
którą chórem śpićwa całe koło, dopóki myszka nie zostanie pojmaną:*
„Do nory myszko do nory,
Do zołotoji komory,
Jak dobra myszka,
To uticz^,
Łedaczyj kit ne dożenfe".
Dziśwki po dwie wziąwszy się za plecy, chodzą para za parą,
otoczone wielkićm kołem utworzonćm z reszty towarzyszek. Wszyst-
kie śpićwają następujący dyjalog w pieśni, przyczćm koło śpiówa chó-
rem za męża, a dziówki w parach spićwają za żonę, lub odwrotnie.
Hej żono do domu!
— Bisy w mużu nepidń!
A ja żinku poproszń,
Gameć wodj^ prynesń.
Hej żono do domu!
— BisJ^w mużu nepidu!
Oj ja żonu zaproszń,
Dubówoho kyja prynesń.
Hej żono do domu!
— Bisyw mużu nepidń!
6. Żuk.
7. Hyezka.
8. Zinka.
(85.)
Ja zołotoho perstenia pokoczu.
Taki do domu prykłyczu.
— A ja perstnia odkoczu,
Taki do domu ne choczu.
Hój żono do domu!
Hore myni samomu^
Dity płaczut' jisty clioczut'.
— To idy daj;
Tam na połyci,
Łeikt* palanyci,
To i sam szukaj.
Wżeż wony ty i pojiły.
— A jakolioż did'ka zchotiły?
Ęj żono do domu!
Horeż myni samomu.
Kaczki krycz&t'
Jisty chotiM'.
— Idy daj, idy daj,
Tam w komoryszczi,
Stojit' poślidyszcze,
To i sam znaj.
Wżeż won^ toje pojlły.
— Taj czochóż zachotiły?
Hej żono do domu!
Hore w switi samomu,
Swyni kryczitt' ji%ty choti&t',
Pryjdyż daj.
— Tam u miszyszczi,
Stojit' połowyszcze,
To i sam daj.
Hej żono do domu!
Złe bez tebe samomu,
Doczk4 płacze,
Za miż cłiocze.
— To idy oddaw&j:
Tam w skrynyszczi,
Łeż^t' spidnyczyszcze,
To idy odiaMj.
Wżeż won^ teje ponosyła,
A drułioi zacliotiła,
Nuż żono do domu!
Oj syn płacze,
Żenytyś aż skacze.
— To idy żen^.
Tam w skrynyszczi,
Łeż^t' swytyszcze,
To i sam widd^j,
Digitized by
Google
(86)
— A ja taki ne pidu,
Syna swata ne budD,
Bisyw mużu odczepyś,
Idy w chata pokłady d.
9. Hrfb »).
Dzićwki szykują się na murawie, po sześć w jednój gromadce,
parami: dwie w pośrodku przezwane „hroby", dwie po za niemi
i dwie przed niemi. Dwie dziewki stojące z tyłu najpiórw uciekają,
„hroby'' gonią je, a gdy się im uda wspólnie pochwycić jedną z ucie-
kających dzićwek, to stawią ją i jćj parę na przedzie jako „hroby'',
a same stają za niemi. Tyra sposobem para za parą w nieustan-
nćj gonitwie, zabawa przeciąga się długo przy wesołych okrzykach
i śmićchu.
Małe dzieciaki, po kilka lat ledwie mające, zabawiają się odpę-
dzaniem jastrzębia „szulaka^ od drobiu, który pasą; pilnie śledzą
one czy jastrząb nie leci, a ujrzawszy go wykrzykują:
Wreszcie i same między sobą gonią się, naśladując ucieczkę kur-
cząt od jastrzębia i wołają:
Jestto zabawa właściwie dziecinna^ nie rzadko jednak i dorosła
młodzież bawi się w nią chętnie dla tego, że jest bardzo żywa i od-
bywa się w współ nem towarzystwie dzićwcżąt i chłopców. Zabawa
ta polega na zręcznćj ucieczce gęsi od wilka. Zasiadają trzćj chłopcy:
jeden jako gospodarz, drugi jako pastćrz gęsi, a trzeci jako wilk, ma-
jący się upędzać za niemi. Tłum dziewcząt zebrany, stoi wyczekując,
aż gospodarz da hasło wołaniem:
10. Siiaikk').
„Haj, haj, haj,
Czużi chwat^j,
A naszi myn^j".
Haj, haj, haj,
Na bjibynu chatu, kałacz^.
11. Hwy »).
Husy, husy do domu!
— Dla czoho?
Wowk za herodom.
— A szczo win robyt?
*) grób, — gra wiosenna i letnia.
^) jastrząb, — gierka dziecinna.
») gęsi.
(87)
Husy skahh.
— 3tik\ hosy?
Siry, biły, wołochaty,
Tikajte prutko do chaty.
albo:
Hnsiu^ hasiu do domu!
— A dla czoho?
Wowk za horodom,
Siryj, biłyj, patłatyj,
Tikajte dobre do chaty.
Wszystkie co tchu uciekąją, a wilk dopędza i zwykle porwie
którąś przed wskazaną metą, zwaną „chatą".
Według innych; zamiast chłopca gospodarza biorą jedną z dziów-
cząt i tdianują „matką^ całój rzeszy^ która ma za zadanie czuwać za
niemi z daleka^ gdy gęsi niby się pasą w polu. W chwili gdy chłopiec
puszcza się łapać, „m otycia" je ostrzega wykrzykując:
Po skończonem łapaniu, zasiadają wszyscy na wypoczynek, a wy-
brana "matycia" nabićra w ręce szczyptę ziemi, żdżbło trawki albo
słomki i kryjąc to w mocno stulonych dłoniach, podchodzi do każdćj
z dziówcząt i dotyka jćj złożonych rąk i jednój z nich wrzuci niezna-
cznie tę słomkę lub trawkę w rękę. Toż samo robi w szeregu chłop-
ców. Dopióro wilk powinien odgadywać, komu się te źdźbła trawy do-
stały* Ten chłopiec i dziewczyna, u których to się znajdzie mąją ja-
koby pobrać się w przyszłości.
Dziewczęta ustawiają się koło, podobnie jak w wielu innych grach,
a dwie tr<yki stają w rząd. Jedna dzićwka z trójki wybiega z pałką
i którą z koła niewidzialnie uderzyć potrafi, na t^' miejscu staje. Ude-
rzona idsie do trójki^ a druga z trójki wybiega i to samo powtarza
dalćj. Jest to zabawa pełna śmiechu, gwaru i guzów, ale bez żadnych
śpićwów, a często kończy się płaczem, po którym zgoda na nowo
i swawola trwa dalój.
Występiye cztery dzićwcząt, biorą się za ręce na krzyż i nagle
puściwszy ręce, rozbiegają się i ścigąją jedna drugą* Dzićwczęta zła-
pane zowią się „horbamy% te zaś, którym udało się je złapać zostają
„chrestamy". Ta gra polega na wz^emnćm upędzaniu się i wrzawie^
i odbywa się także bez śpićwów.
„Hyla, Hyla do domu!
— A dla czoho? i t. d.
12. Behotiin.
13. Cbresiesyk.
Digitized by
(88)
11 Saraptiśiiyclft.
Dziewczyna i chłopiec siadają na ziemi i obróceni twarzą do
siebie, wyciągają nogi tak, aby wzajemnie mogli się dotknąć piętemu
Reszta należących do zabawy chłopców i dziówcząt przestępają jedno
za drngićm przez nogi siedzących, mówiąc: „Karaptiśnycia, propiisnycia
raz!"; wróciwszy przestępują powtórnie mówiąc: „Karapiiśnycia, propiisny-
cia dwa I" i trzeci raz przestępują powtarzając: „KarapMnycia, propn-
dnycia, try!". Dopióro po trzech razach wszyscy szybko przebiegają, a sie-
dząca para ich łapie za nogi; kto złapany, ten zmienia siedzących. Im
więcćj przytrzymanych pada, tćm weselszą jest zabawa.
15. SU').
Dwie dziówki siadają na ziemi, wyciągając nogi tak, aby koń-
cami palców ze sobą się dotknęły, a cały tłum młodzieży przeskaki-
wać powinien im przez nogi. Pićrwszy raz z wolna, niby przestępu-
ąc, mówią: „po kapustu^; siedzące dzićwczęta puszczają ich swo-
bodnie. Z powrotem cała banda pędzi szybko i przeskakując woła:
„wże z kapustoju", a te dwie siedzą nieruchomie. Potćm tłum drugi
raz bieży i przeskakując przez nogi siedzących woła: „po sil"; znowu
puszczają ich bezkarnie; lecz gdy z powrotem gwałtownie rozpędziwszy
się, mają przeskoczyć raz ostatni i krzykną: „z sołeju", wtedy nieru-
chome dotąd towarzyszki podczepiają ich, łapią za nogi, i schwytawszy,
kogo bądź, choćby z uszkodzoną nogą, sadzają na swojem miejscu.
16. Inna gra pod tą nazwą.
Dićwczęta w wesołćm towarzystwie męskićj młodzieży wychodzą
na „wyhin". Dwie śmielsze i najżywsze rozpoczynają zabawy: stając
na równćm i wolnćm miejscu, ujmują się mocno za ręce na krzyż
i jak najmocnićj przegiąwszy się w tył, kręcą się młyńca na jednóm
miejscu, wołając raz po raz z nadzwyczajną szybkością: drib soli^,
„drib soli". Za niemi wszystkie inne po parze wirują tak samo, prze-
giąwszy się w tył niemal równolegle do ziemi. Te liczne pary wiru-
jące na wygonie, z powiewającemi różnobarwnemi wstęgami i migota-
niem ich jaskrawych strójów, czynią niespolicie powabny widok.
17. Dowh^ Łoz^.
Jestto wyłączna zabawa chłopców. Kilkunastu schylonych jak
najniżćj ku ziemi, stają w rząd, o kilka łokci jeden od drugiego.
Pićrwszy z nich stojący prosto, rozpędza się i przeskakuje na okracz
przez każdego z osobna, aż za ostatnim sam staje w należytćj odle-
głości i nachyla się jak inni. Po kolei każdy robi to samo. W razie
gdy się skok nie uda, wolno jest poprawić się; lecz gdy po kilku pró-
bach nie powiedzie się, zawstydzony i wyśmiany chłopak odchodzi na
sól.
Digitized by
(89)
bok, ustępując miejsca drugiemu. Zabawom tym zwykle towarzyszą
żarty, częściój rubaszne niż dowcipne, np. „czy żabu zjiw** i t. p.
Dwóch chłopców pochyla się jeden ku drugiemu i ramionami
ciasno się zwierają, a trzeci rozbiegłszy się, wywraca kozła na ich gło-
wach. Często płatają mu figla: w cliwili stanowczśj rozsuwają się obaj
chłopcy, a ten rozpędzopy pada głową o ziemię. Takie niespodzianki
uważają się za konieczne dla ożywienia zabawy.
Stają dwa chłopcy plecami do siebie i splótłszy się po pod ręce,
przechylają się kolejno do ziemi, podnoszą siebie wzajemnie na ple-
cach. Podobnież bawią się i dziówczęta.
Chłopcy szykują się w ogromny łańcuch, jeden za drugim i ka-
żdy trzyma się mocno oburącz za pas poprzedzającego. Na czele łań-
cucha staje najsilniejszy, obrany przez ogół, który kierując całym
łańcuchem, jakiś czas wodzi ich spokojnie, a potóm naraz rzuca się
w bok tak niespodzianie i gwałtownie, że wszyscy inni nie mogąc się
utrzymać na nogach, walą się na ziemię. Taka katastrofa wywołuje
naturalnie głośny wybuch śmiechu, huczne okrzyki, a to wszystko pod-
nieca do nowćj próby.
Druchna ma zwyczaj chować się przedtćm nim ją mają upro-
wadzić od Panny młodćj, udaje zawstydzoną, niby unika towarzystwa,
słowem, zmusza by ją szukano, w końcu z trudem wynalezioną pro-
wadzi „bojar" pod rękę.
Dla odprowadzenia drużki przyłączają się z weselnego orszaku
ci tylko, których ona zaprosi do siebie. Z muzyką na czele, tryumfalnie
wiodą ją do jćj rodziców, gdzie cała recepcyją, nietylko z wódką ale
i z miodem, oczekuje tych wielkich gości. Wychodząc przyśpiewiyą:
18. WeHiybołow^.
19. Sorbmysl^.
20. Szczuka.
IV. Dodatek do obrzędów i pieśni weselnych,
1. Drużczyny.
1. „Oj do drużki idemo.
Ta drńżeczku wedemo".
Rozpr. Antrop. T. Y. Ds, III.
12
(90)
W drodze tańczą, przydpiównjąc do niój:
2. Bułó drnżki ne westy,
Bałó jiji na rakach nesty.
Bo woDit dróżka popowa,
Na i^i jupka szowkowa.
Podchodząc do chaty:
3. Szyr6kaja kładka na wodn,
Chorószaja dmżka na nrodu,
A szcze bude kraszcza jiji maty.
Jak bude nas-czerw6nojn horUkoju pr^jmaty.
4. Oj wyjdyż wyjdy, drdiczyna maty,
Ta do nas z chaty,
Oj w^^esy dwiczku j&snuju woskownjn,
PrywełJ' tobi driiżeczku moloduju.
Bodzice wychodzą na spotkanie, witają gości chlebem, druchna
ich w ręce całuje i na chlebie pocałunek składa. Wszedłszy do chaty,
wóród tańców i gwaru, drużka dla ożywienia zabawy udaje jakoby
nagle ochromiała; matka się dziwi co to się z córką stało, „bojar"
ośmiela się jednakże prosić ją w tany. Druchna wyprostować nogi nie
może, jeszcze gorzćj chromie, podwajają jćj porcyje miodu i wódki, na-
wet czasem zmaczają chorą nogę wódką, ale nic nie pomaga. Na raz
muzyka zacina ognistego kozaczka i druchna jakby ę^dem uleczona^
sama puszcza się w taniec. Ztąd radość powszechna i ochocza zabawa
trwa dopóty, aż przyjdą osobni posłowie wzywać muzyki znów do
pp. młodych, albo swachy wpadną z rublem i czarką. Bojar wtedy
żegna drużkę i solenne rodzicom za nią podziękowanie składa- a mu-
zyki również, hucznym głosem bębna, dzięki wynurzają.
Sprawianie drużczyn zależy zupełnie od woli i zamożności rodzi-
ców druźki; mogą nie robić żadnego przyjęcia, ale niezbędną wódkę
muszą dać koniecznie, muzyki tćż zawsze „śwityłkę" jako starszą
drużkę wyprowadzić są obowiązani.
Wszakże nie wszędzie „drużczyny" obchodzą uroczyście. Najeżę*
ścićj „bojar" tylko przetańczywszy z nią na pożegnanie i z „seredusz-
czym** t. j. średnim drużbą, bo kilku ich jest, wiodą ją pod ręce z or-
szakiem młodzieży i muzyką; zatrzymują - się gdzie' bądź na drodze,
jeszcze raz zatańczą, druchna uraczy ich wódką, podziękują krótko
sobie wzajemnie i na tćm koniec.
albo:
5. Oj wyjdy, wyjdy, mittinko z chaty,
Mojń czeladońku ohladaty,
Deż ja z czeladóńkoju pyła hulała.
Na cej weczir do sebe zabrała.
(91)
Id^c, dziewki śpićwaj^:
6. Oj pomału bojare drużku wedif ,
Na nei spidnyci ne porwlf,
Bo u nei spidnycia szowk6wąja.
Wonk drtiteezka p&Askaja.
2. Niektóre szczegóły obrzędowe.
w niektórych wsiach jest zwyczaj, że głowę p. młodój pokry-
wają u niój, t. j. u jój rodziców, w cłiwili wyjazdu do p. młodego. Wtedy
rozpla.tają ją przed samym wyjazdem; chociażby nawet siórotą była
i jak piórwćj wspomniałam, z rozpuszczonym włosem szła do ślubu, to
w dzień znów zaplotą, byle na wyjezdnćm rozpleść. Tego nieodzownego
obrzędu rozplatania p. młodój dopełnia zawsze brat jśj, a to wypla-
tając jój wstążki z włosów, warkocze zaś drużki rozplatają. Przytóm
śpiówają:
Mężatki (Jój i Jego siostra) nakładają „oczipok^, a dziówki roz-
paczliwym tonem zawodzą:
8. Oj Marijko diwko,
Skiń oczipka k'did'ku.
P. Młoda ciska gniewnie „oczipek*' po za siebie, a „bojary"
Włożywszy powtórnie oczópek, „namitkę" z lekka tylko na
wiórzch narzucają I związują po pod rękami. Tu, na widok ;,namitki",
drużki ze łzami i żalem rzewnie śpiówają:
9. Oj hlań na porib diwo,
Nesiit' twoje tiło,
Jak bil ta biliseńkie,
Jak papir ton^seńkie.
Z pid biłoho ćwitu,
Jesf joho po wsim świtu.
Oj biłoje zawywańnia,
Wicznoje pokrywańnia.
7. Oj brat sestryciu rozplit^w,
Deż ty jei uplitki podiw^w,
Ponis na torżók ne prodśw^
Mónszoi sestryci podarow&w.
łapią.
Win tobi ne podoba,
Ne prystajó do twoho łoba.
Digitized by
(92)
Przy zarzucania tój strasznej uamitki na zrozpaczoną p. młodą
ciągną dalój śpiów przerywany głośnóm łkaniem:
10. Zółoto, zółoto, proso,
Tyż mojk rasa koso!
Ta ne rik ja teb^ kochała,
Szczo sobótońko zmywi^a,
Szczo nedlłoAkl prybyrała^
Ta za jid^n weczir poterała.
11. Szcze na tokii proso mołotiat',
A w cłiati kosa zołotiaf;
Na tokii domołóczojut',
A w chati pozołóczajat'.
12. Oj deż twojł Hanko kowali,
Szczo twoji kisońki skowały.
Ta nech^j pryjdut' rozkojtif ,
Swoj6 z6łoto zaberiit'.
1 3. Ded a tebe Hanno baf ka nemk,
Deś twoj^ maty w sad piszł^
Deś twoji br^tyki na wojni.
Ta twóji sestryci w czużoji storoni,
Szo nikomu oboronyty kiski tobi.
14. Buło lito, ta stała zim^,
Nasijała połfićwitkiw taj z^ miż piszł^,
A wże ciji połiić witki proćwitajut',
Usiii horu kaminnuju ustylajut',
Pust;^ menó moj^ maty na horu krutd,
Nechajże ja z połdcwitkiw winoczka spłetii.
Naszczo tobi mo}k donlu toj winoczok.
Wżeż tobi ne chodyty do diwoczok.
Wżeż tobi ne chodyty kudk ty chodyła,
Wżeż tobi ne lubyty kohó ty lubyła.
W końcu mężatki związawszy „namitkę^ przydpiówiyą znaną
piosenkę:
albo:
16. „Oj jak i schotiły.
To tak i zrobyły,
Z korż^ palanyciu,
Z diwki mołodyciu*
u.
(93)
Dzićwki im odśpiewują:
1 6. Jak by my scliotiły,
My by jii rozwertiły,
Poweł^ w sadoczók,
I zwyły winoczok;
Diwkoju naradyły,
Z soboju posadyły.
Zkinułyś po hroszu,
Kupyły striczku choroszu.
Ten akt rozplatania t. j. pożegnania z drążkami^ jest najrzewniej-
szym z całego obrzęda weselnego. Panna młoda stara się ten na j przy-
krzejszy, bodaj wstrętny dla niój, akt przedłużać do nieskończoności,
przez co wyjazd do Niego ociąga się nieraz do późna; w tym celu
zmawia się tedy z drużkami, żeby je zatrzymać jak nnjdłużćj przy sobie,
wymyśla jakiś powód, żeby ją wypuszczono z chaty, prosi nakoniec
błagalnemi giestami o pozwolenie wyjścia, a wyszedłszy, znika tak,
że ją nieprędko wynaleźć potrafią, ten cały czas pozostawiając swym
drużkom na ostateczne wytańczenie się. Ody się P. młoda napićra aby
ją wypuszczono, śpićwają:
17. „Oj ne syd;^ Jaryno,
Odstiń kwat^oczku podywj^.
Czy wysoko sonce na nebi,
Czy chorósz Maksym na koni,
— Oj chorósz mMinko czomobryw,
Menl johó mMinko Boh sud^w.
Ta chorósz m^tinko kraszczyj wsich,
Zniaw sz^poczku wyżcze wsich.
Ody po długich poszukiwaniach odnalezioną pannę młodą wpro-
wadzają i nastąpi czas odejścia drużek, mężatki śpiówają:
Pp. młodzi odjeżdżają razem, koniecznie na „skryni", a bojar
za furmana, przy pokłonach PP. młodych tak im śpićwają :
19. Oj ne żałuj ta Parasko pokłonu,
Pokłonysia rodynoóci sze i czużomu,
Otcii, neńci u niżeńki kł^niajefsia,
Dribnóńkiny slozoókamy wmyw&jefsia.
W czasie tak smutnego obrzędu rozplatania panny młodój, gdy
ją poztM&wiają raz na zawsze' ozdób dziewiczych, nieodżałowanych
wstęg i kwiatów, dzieje się jeszcze jedna scena zasługi^ąca na uwagę,
18. Wże diło zrobyły,
Mołodych pokryfy.
Na Boha pohladajte.
Nam horiłki dajte.
(94)
pewien niby rodzaj hołdu, oddawanego „swiśti^ t. j. niezamężnej
jój siostrze. Zwracając się do nićj ze śpiówami, oddają jćj część wstątek
i kwiatów po pannie młodój, podzielonych między nią i dróżki. Lecz
ona nie poprzesti^ąc na tóm^ żąda od p. młodego, aby jśj sam oddał
tę najpiękniejszą wstążkę, którą był w darze p. młodój ofiarował.
Gdy tak, zwykle w podskokach, upomina się u p. młodego o ten dar,
śpiewują :
20. Skacze Swistia skacze,
Ta czohód wonk chocze.
Piwtora zołotoho,
Z kniazia mołodoho.
od ówiśti: —
21. Ułomlu ja ława.
Na zilttiown sławu,
Pidti w sad hulaty,
A ziat' bnde ławu tesaty.
i dalćj:
22. Kazały nasz ziaf bahatyj,
Aż win skąpo watyj.
Na bojir pohladaje,
Hroszy pożyczaje.
Ne dywysia ziata w zemlu,
Podyw;^ó ziatiu w keszeniu,
Wyjmy hroszej żmenin,
Pos;^p na tariłku,
W5^kupy sobi diwku.
Po tych żartobliwych targach, p. młody wstążkę oddaje, za co
mu w zamian „swistia", „kwitku^ przyszywa do czapki ; nim zaś skoń-
czy przyszywać, nakładają p. młodemu czapkę bojara z przyśpiówką:
23. Oj hlań bojare na mene,
Kraszczyj ja koz4k od tebe,
U twoim szłyczkii kołpaczk^,
Rutianym winoczku.
Gdy „swiśtia" podbiega do p. młodego z jego czapką już przy-
ozdobioną i ucałowawszy się z nim, ma mu ją włożyć na głowę, po-
winna się starać zręcznie zdjąć mu z głowy czapkę ^bojaryna"; jeżeli
tego dokaże wprzód nim bojar, to p. młodój kupują za to kwartę
wódki.
Wstążkę („kwitki**) bojarom przyszywają zwykle w sobotę, gdy
jedno z pp. młodych jest z drugićj wsi i potrzebują dalćj jechać; lecz
gdy są z jednćj wsi oboje, to w niedzielę; p. młodemu zaś przyszywa
fiię zawsze w niedzielę.
Digitized by
(95)
Wracając do smutnćj chwili pokrycia dziśwki w domu jćj rodzi-
ców, w jednym tylko razie robią wyjątek z tego obyczaju, a to wtedy,
gdy p. młody lub p. młoda ma swoją własną pasiekę; szkodzić ma to
bowiem ulom, gdy p. młodą pokrytą przywiozą.
^ Wówczasto szczęśliwa p. młoda jedzie we włosach i kwiatach
i już u Niego brat p. młodćj sam ją rozplata, co się nazywa „brat
jide za kosoju'' za co dostaje kołacza i „szyszku", kiedy jest „harne
wesilja", a jak „pohane", to na wstyd ubiórają go w chomąt.
Ody po oczepieniu p. młodój, „namitkę'' jćj opinają, mężatki wy-
śpiewują:
24. Ja tebh sestryce pokrywaju,
Szczaśtiam, zdorowiam nadilaju.
Szob hnlk zdorowa jak wod4,
Szob bułlt bohata, jak zemla,
Szob buł^ pohoża ja róża^
Daj Boże ciłowafsia, myłowafsia.
Od mółodośti do starośti,
Daj Boże daj!""
Wymawiając to, dwie „swachy" pokrywające ją, chcą się ucało-
wać, a „bojar^ usiłuje im przeszkodzić; jak nie przeszkodzi, to wsty-
dzą go, że ich nie rozwiódł. Już pokrytą do „komory" wiodą; po
wyjściu zaś z komory chustką zawiązują, albo gdy już za późno,
więc w poniedziałek po powrocie z cerkwi. Gdy „harno", to p. młoda
idzie do cerkwi w namitce, przepasanćj nad czołem sutą wstążką czer-
woną^) i dopićro wieczorem zawiązują chustką, ostatecznie już pasując
„na żinku^.
W poniedziałek po weselu, dziówki mają prawo, zanieść p. mło-
d(&j śniadanie, złożone ze wszystkiego co mają najlepszego, np. kury
pieczonćj, wieprzowiny, i t. p. Gdy ta wyszła za mąż do drugićj wsi,
chociażby dalekićj, to i tam jój zawożą śniadanie. Wchodząc do niój
śpićwają:
25. Znaty Parasku, znaty,
W kotroji won^i chati.
Cz^pczykom obsypano,
Kałynoju obtykano.
I ławk;^ pryławky,
Z czerwónoji kytajky.
Nem4 Paraski w doma,
Piszła w łuh po kałynu.
') W in'>ych miejscach na Ultrainie, pod namitk^ podkładają czerwony
pas, którego długie końce spusisczone i skrzyżo^aDO na piersiach za*
wi^zuj^ z tyłu na krzyżach^
Digitized by
(96)
Jak pryjde z kołynojn,
Siade z namy z drnżynoja.
Panna młoda za tę uprzejmość każe dla nich grać muzykom; one
tańczą jeszcze u nićj, a na zakończenie darowuje im „leień^ (ro-
dzaj kołacza z tegoż ciasta co korawaj) z szyszkami i po wstążce,
a wyprowadzając, pokłon na pożegnanie składa przed każdą.
W wielu wsiach, jeżeli wesele jest świetne, do poniedziałkowych
ceremonij należy także tryjumfalny wyjazd teszczy od córki, z domu
pana młodego, do karczmy. Do parokonnego wozu dwaj bojarowie
wprzęgają się w szleje, nakładając na siebie lejce jak na konie, teszcza
zasiada na wozie zebrawszy lejce w ręku i jedzie ^bojarami^ nie-
szczędząc smagań batem.
We wtorek, gdy państwo młodzi skończyli juz obrzęd weselny,
panna młoda już sama powinna jeść ugotować, piec podbielić i
w ogólności objąć zarząd domem, starcy zaś z karczmy przychodzą na
gotowe. Jednakże hulanka weselna przedłuża się dalćj i starsi nie
przestają pić w karczmie; we środę jeszcze, wracając z karczmy pod-
śpiewują skocznego kozaka:
26. Na szczo menć swiitajesz,
Koł5^ chaty ne majesz.
Zrob^ meni ch^toczku,
Z makówoho ćwitoczku.
A sineczka z łobod^.
Do czużoji ne wed;^.
Bo i czużaja takaja,
Jak swekrucha łychaja.
Zatćm gody weselne ciągną się czasem do końca tygodnia, aż
w niedzielę nareszcie starzy goście mówią: „czop4 zabywajut'" to
jest kończą pijatykę.
W wielu miejscach na Ukrainie istnieje obyczaj, w moim opisie
wesela nie podany, że rodzice gdy oddają za mąż ostatnią córkę lub
ostatniego syna żenią, to „swaty" robią wianki z żyta i dziecko naj-
młodsze z pokłonem wkłada te wianki na głowy swych rodziców na
znak, iż ostatnie wesele w życiu wyprawiali.
Dodam nakoniec, że u ludu można wziąść ślub jednaj niedzieli,
a wesele wyprawiać dopióro na drugą; przez cały zaś ten tydzień
(97)
panna młoda ma prawo nosić kwiaty i wstążki. U ludu więc ukraiń-
skiego obrzęd weselny ma większą wagę, jako uświęcenie związkn
małżeńskiego, niż ślub kościelny.
W sobotę pannie młodój; chodzącój po wsi z drużkami^ tak śpiewają :
27. A w dołynu drńżeczki w dołynu,
Po czerwónuju kałynu,
Po chreszczMeńkij barwinek;
Mołodij Eełyni na winók.
M6tianyji ułyczeńki, m^tiany,
Zeł^noju rńtoju płótiany,
Ta piszła Eełyna rozpłeł^.
Tud;^ swoich drużeczók poweł^
28. Ne wełykaja otawa,
Nasza Marija ne żwawa,
T^mnaja nlczeńka naśpiszyła,
Poki sobi drużeczók naprosyła.
Ta ne sam że Hospod' pocbodyw,
Szo nam drużeczók pozwodyw.
Diwka Marijka chodyła,
Nyżko hołowońku kłonyła,
Nas na wesilja prosyła.
29. Ne wij witre z roży,
Ta powij po dorozi,
Bozmiy rusu kosu,
Po czerwonym pójasu,
Ta nech^j koBk rozmaje,
Jak mak proćwitaje.
30. Ne hniwajsia nene na menC;
Sżo ja wedń czeladońku do tóbe^
Ja z ceju czeladoju hulała^
Ja jeji do sebe zazwała.
No hniwałaś mojk doniu i ne budu,
Ja ciuju czeladońku odbudu, \
Ja ceji czeladońci rada budU;
Ro7,pr. Antrop. T. V. Dx. III. |3
3. Pi6śni weselne.
Wchodząc do chaty:
(98)
albo:
31. Oj mMińkO; maty;
Czy zamótiaDy chaty?
Czy zast^lany stoły,
Dla mene mołodoji.
Wszedłszy do chaty i pokłoniwszy się, śpićwają:
32. Weczir dobryj cioma,
Chto w ciomu> domU;
Staromu i msdomU;
I Bóhowi światomu.
W sobotę, gdy pan młody wyjeżdża od swojój matki:
33. Oj maty syna rodyła,
Misiacem obhorodyła,
Zoroju pidperezała,
Taj do teszczy wyrażała.
Wożm5^ maty konyczeóka za pówody,
Swoho syna w doriżeńku wS^prowady.
Oj u tuju doriżeńku hordujo,
Po tu Eatarynu mołoduju.
Oj u tuju doriżeńku szczasływu,
Ta po tuju Kataryna wrodływu".
34. Oj wyrwu ja try rizgy berizky,
A wdaru ja konyczeńka pid żyżky,
Biży, biży konyczeńku do t^steńka w dwir,
Tam w moho tósteńka med, wynó pjiut'
Menó mołodoho dawnó wże tam żdut\
Tak śpićwają młodemu te dziówki, które u niego tańczyły, bo
już w sobotę on ma ^muzyki" i od siebie ich prowadzi do panny
.młodój.
Gdy pan młody wchodzi w podwórze do rodziców panny młodój.
35. Oj szczo do nas ta najichało,
Wse podwirjaczko ta zawojowało;
Cz^ z seła selany,
Czy z mi sta miszczany?
Ta nech^j budem znaty,
Komń z dorohy ustupaiy".
(99)
Śpiew od p. młodego.
36. Wyjdy Oxano wyjdy,
Ne bude tobi krywdy,
Siad' sobi na pomosti,
Czastiij swoich hosti".
Od p. młodćj do p. młodego:
37. Ne maje Oxany w doma,
Piszł^ w łuh po kałynu,
Pryjde z kał^noju,
Pob^czyfsia z rodynoju".
38. Stełysia nam ziatiu,
Iz za hory chmełem.
Na podwirju paperom.
A w siniach barwinkom,
A w chati wasylkóm,
Pered naszym stołóm,
Syweńkim sokołóm".
3^. Ne hnłwajsia teszcze,
Szo ziat' opiznywsia,
Ta ne buw że win w doma,
Buw że win u prynuci,
U korol^ na nanci.
Riznoho pyśm^ uczywsia,
Tym że win opiznywsia,
Uczywsia pysaty,
Szob Oxanu wziaty.
W sobotę, gdy cała młodzież jest zebrana, bojarom śpiewają z za
40. W sadii sołowejko hnizdó wje,
Czy wsim bojaram misce je?
Kot6romu ne maje, mostifsia,
Mołodi bojary, sadowifsia".
Kiedy wiją „jiłce":
41. Błahosłow^ Boże i oteć i maty,
Swojomu dytiaty,
Jiłeczko zwesty, weś rid zwesełyty.
Od teszczy:
Od p. młodego:
stołu:
(100)
Zweły my z warny z mnzykamy,
Z mołodymy bojaramy*'.
W niedzielę wracając z cerkwi od ślubu:
42. Spasybi n^szomu popeńkowi,
Spasybi bateńkowi.
Szczo win nas iżwińcz^w,
Dóbroho rózumn nancz&w,
Ne babato wziaw.
Rwtora zołotoho,
Z kniazia mołodoho^.
Zbliżając się do chaty:
43. Oj wychód' mlitinko protiw nas,
Ta pytajsia m^tinko wsich nas,
Deż twoj^ dytiatko buwało,
Pid carśkim wlnc^m stojalo.
Oj wychód' mittińko z kołaczem;
Zwińczałaś twoj^ doczk^ z panyczóm.
Ne tak z panycz^m jak z mużykóiD;
Ta związały biły mky rusznykóm".
W niedzielę wstając od obiadu.
44. Wstańte brat^ pidweditesia,
Hóspodu Bobu pomolitesia,
Swiitowi, swasi i ich dóczci,
H^moi mołodi knchowaroczci.
Gdy pan młody po ślubie wchodzi na próg chaty i z painą
młodą padają do nóg rodzicom:
46. Pokirneje d^rewo ta jałyna,
Pokimljszeje dytiatko ta Jaryna,
Otcti i neńci kłani^jufsia^
Oj ohlańsia Jaryno na zad sebe, .
Czy twojli rodynońka koło tebe.
Czy jesf oj czy ne maje,
Nechitj w ciomu wremji probuwaje.
W poniedziałek gdy dzielą ^korowaj
46. Btarszyj bojaryn korowlij kraje,
Na rticzeńku okrlp zływaje.
Szob rticzeńka bułli biła,
Szob korowaj izrlzała".
Dribnymi slozamy wmyw4jufsia.
(101)
Odmiana podanój jui pieśni, gdy w niedzielę buty darowują te^zczy.
47. Oc^ tiji czóboty szo zjat' daw,
A za ciji czóboty doczkii wziaw.
Oj czóbotyż, czóboty, wy moi,
Czom diła ne róbyte wy menl?
Oj ce czóboty iz byczki,
Czom że diła wy ne róbyte jak doczkA.
Czóbotyż, czóboty wy moji.
Gzom ne róbyte diła wy meni?
Na riczku szła, czóboty rypiły,
A z riczki szła, czóboty chłepiły.
Oj czóbotyż, czóboty wy moji,
Gzom diła ne róbyte wy meni?
Na riczku szła iz praczóm,
A z riczki szła wże iz płaczóm.
Oj czóbotyż, czóboty wy moji,
Czom diła ne róbyte wy menl?
Fowiszuż ja czóboty na kiłkti,
Sam& pidu za pr&czkoju po kutkti^.
Oj czóbotyż, czóboty wy moji,
Czom diła ne róbyte wy meni?
Podania 5 przesądy^ gadki i nazwy ludowe
w dziedzinie przyrody
zebrał
Bronisław Gustawicz,
członek c. k. towarzystwa geograficznego w Wiedniu.
Zwierzęta.
Wśród rozlicznych prac i badań etnograficznych, któie obejmo-
wały dotąd głównie pieśni ludowe, podania, zwyczaje i obyczaje ludu
przy różnych okolicznościach życia ludzkiego, mało jeszcze zwracano
uwagi na przesądne wyobrażenia ludu naszego o świecie zwierzęcym.
Przesądy i zabobony, które u ludu naszego zrosły się z jego życiem
domowóm, zwyczajami i obyczajami jego, powinny zajmować każdego
myślącego człowieka. Lud bowiem obcując ustawicznie z przyrodą,
a nie mogąc częstokroć pojąć i wytłómaczyć sobie ważniejszych zja-
wisk, których codziennym jest widzem, był zmuszonym do szukania
sobie właściwego sposobu ich tłómaczenia. Nic więc dziwnego, że
w uściech jego krążą tysiączne przesądy i zabobony, podania i gadki
przywiązane do całój przyrody. Każda niemal okolica ma swoje prze-
sądy i zabobony o zwierzętach ssących, ptakach, rybach, gadach i pła-
zach, jakotćż owadach. Niektóre z nich są właściwe tylko pewnym
miejscowościom ; inne zaś są powszechniejsze, obejmując większy obszar
kraju naszego.
W przedłożonćj rozprawce ograniczam zebrany materyjał do
świata zwierzęcego; zestawienie wyobrażeń przesądnych z świata
roślinnego zostawiam sobie na czas późniejszy.
. Go się tyczy literatury etnograficznej obejmującej idział przerze-
czonćj treści, namienić wypada, iż nie wiele liczymy takicbże prac.
Pierwsze tego rodzaju zestawienia, o ile mnie wiadomo, oprócz szcze-
gółów podanych w dziełach K. Wój cickiego {Zarysy domowe^ LII,
Warszawa, 1842), X. Ludwika Adama Jucewicza {Litwa, Wil-
no, 1864), O. Kolberga {Lud, Seryja VII), Marcinkowskiego
{Lvd ukraiński, Wilno, 1857), Janoty {Lud i jego zwyczaje, Lyrów,
1878, jakotćż Bocian, Lwów, 1876), pojawiły się w Kalinie (Kra-
ków, 1867, nr. 22 i 23) p. t. Podania ludowe o płazach w wscho-
dniej Galicyi^^, Autorem jest Leopold W a j g i e 1. Rzecz tę sarnę
znajdujemy także w Gwiazdce cieszyńskiej (1868 r.) p. t. „O płazach
w ogólnoici i o zapatrywaniu się na nie ludu galicyjskiego^^. Na-
stępnie znajdujemy w czasopiśmie Przyrodniku p. t. y,Podania, prze-
sądy i nazwy ludowe w dziedzinie przyrodnictwa^^, R. II (Lwów,
1872), str. 34, 66,. 194 i R. IH (Lwów, 1873), str. 60, 160, 193,
236, zestawione przez Dra Janotę, głównego spółpracownika i re-
daktora tego czasopisma, według materyjałów dostarczonych mu przez
T. Hobgarskiego, Dra Kosińskiego, Br. Gustawicza i Ja-
na Strzelbickiego. Następnie mamy w Pamiętniku IL Zjazdu
Lekarzy i Przyrodników Polskich we Lwówie (Lwów, 1876) bardzo
cenną rozprawę p. Dra I. Kopernickiego „O uyyohrażeniach le-
karskich i przyrodniczych, oraz o wierzeniach naszego ludu o łwie-
eie roślinnym i zwierzęcymi^, jakotóż w tomie I Zbioru wiadorności
do antropologii krajowej (Kraków, 1877) rozprawkę p. Zygmunta
Glogera p. t. „Zabobony i mniemania ludu nadnarwiańskiego ty-
czące ptaków, płazów i owadów^^ (str. 101 — 106). Cenną pracę ze-
stawił p. Mikołaj Rybowski, kierownik szkoły ludowej na dworcu
kolei Karola Ludwika we Lwowie, p. t. „Zwiastuny zmian powie-
trza. Spostrzeżenia nad objawami życia niektórych zwierząt, Lwów,
1880". W końcu nie mogę pominąć dwóch rozprawek, jednój p.
£dwarda Gutkowskiego, nauczyciela szkoły ludowój w Dukli, p. t.
„Przesądy ludu O zwierzętach^^ drugiój zaś p. Karola Gutkow-
ski e g o, profesora gimnazyjalnego, p. t. „Przesądy ludu o zwierzętach
z okolicy Nowego Sącza'', drukowanych w Miesięczniku galicyjmiego
Towarzystwa ochrony ztmerząt (Lwów, 1880, nr. 4, 6, 6, 7, 8).
Ponieważ Przyrodnik w niewielu rozchodził się egzemplarzach,
a Miesięcznik gal. Tow. ochr, zwierząt również nie bardzo wielkim
odbytem się cieszy, przeto pozwoliłem sobie szczegóły tam umieszczone
wcielić do mego zestawienia.
Z okolic Złoczewa (Strotyn, Zazule), gdziem w lipcu 1873
bawił na pomiarach geodezyjnych jako słuchacz inżynieryi w Iwow-
skićj c. k. Akademii technicznćj, następnie Janowa (o 3 mile na za-
chód ode Lwowa), gdzie spędziłem wakacyje w r. 1874, z Bobreckiego
(Dziewiętniki, Bóbrka, Dżwinogród, Chlebowice Wiel-
kie, Oryszkowce, Leszczyn, Chodorów, Borynicze, Ży-
daczów, Strzeliska, Czyżyce, Szołomyja, Romanów), gdzie
bawiłem na wakacyjach w latach 1876, 1877 i 1878; wreszcie z okp*
Digitized by
(104)
lic Lwowa (zwłaszcza prócz miasta Kozielniki; Rnkizów, No-
wosiołki^ Szczerzecy 1871 — 1876), w końca z Krościenka,
Czorsztyna, Sromowiec, Maniów pod Pieninami (1880), z Wie-
liczki, Krakowskiego i Krzeszowi^jkiego (1877 — 1880) ze-
stawione tutaj szczegóły zebrałem wprost od ludn. Szczegółów z Nie-
połomic, Woli Batorskiój, Szczurowćj, Szczepaaowa,
Biadolin, Zakliczyna, Hodyni pod Mościskami, Przemy-
śla^ Sanoka, Wado wic^ Grzecłiyni, Jacłiówki, Jawornika,
Juszczyna, Makowa, Osielca, Skawicy, Za woi, Żarnó wkt,
Pcimia, Stróży, Ponic, Radziszowa, Woli Radziszow-
skiej, Dzianisza, Krościenka pod Pieninami, Rycłiwałda,
Żywca, Suchy, Izdebnika, Leńcz górnych, Budzowa, Gra-
bią, Marszowici Sułowa dostarczyli mi niektórzy z uczniów moich
(1877 — 1880), którym tćż tutaj powinno składam podziękowanie. Wia-
domostki podane z Zdyni, Bobowy, Ciężkowic, Ostruszy,
Ptaszkowy, Dukli, Sowlin, Krynicy, Tymbarku, Ujano-
wic, Zbłudzy, Nowegotargu, Czarnego Dunajca, Poroni-
na, Czaczowa, Czerńca, Gorlic, Dąbrówki, Długołęki,
Jelny, Grybowa, Przyszowy, Zbik owic, Chełmca, Naści-
szowy, Łabowy, Muszyny, Nowego i Starego Sącza, Łąc-
ka, Zakliczyna, Stankowy, Szczawnic, Zabełcza, Zabrae-
zia i Łomnicy wyjąłem z powyżój przytoczonego Miesięcznika.
Wiatach 1866 — 1871 Dr. E. Janota, będąc profesorem przy c. k.
gimnazyjum św. Anny w Krakowie, zebrał za pośrednictwem uczniów
swoich bogate mateiyjały do etnografii naszego Podgórza i Góralszczy-
zny. Część tychże, przede wszystkióm y^Zioyczaje świąteczne^ zestawił
w cennój swojśj pracy ^Lud i jego zwyczaje'^^ drukowanej nasamprzód
w Przewodniku naukowym i literackim w t VI z r. 1878, a potóm
przedrukowanej z znacznemi poprawkami pod tym samym tytułem
(Lwów, 1878). Przedwczesna atoU śmierć nie dozwoliła temu nieodża-
łowanej pamięci mężowi dokończyć uporządkowania i zestawienia reszty
materyjału zawiórającego przedewszystkićm pieśni, zagadki, podania^
obcłu)dy weselne i pogrzebowe i t. d. Wskutek ostatniój woli jego
materyjały te przesady w posiadanie moje. W nich znalazłem liczne
wiadomości ludowe o zwierzętach, które pilnie i skrzętnie wypisałem
i w niniejszej pracy zestawiłem. Pochodzą one z następujących miejsc:
Hecznarowic, Starejwsi, Borzęcina, Zaborowa, Gorlic^
Korczyny, Łużny, Strzeszyna, Olszyn, Iwonicza, Ka-
sinki, Podobina, Bieńkówki, Chyszowa, Tarnowa, Wierz-
chosławic, Jordanowa, Łętowni, Myślenic, Osieczan, Si-
dziny, Więcierzy, Żdżarów, Żabna, Brzezinki, Choczni^
Harbutowic, Kleczy, Tłuczania, Wielkiej Poręby, Wita-
nowic, Zebrzydowic, Zembrzyc, Chorowic, Płazy i Pod-
wilka (wioaka graniczna na Orawie). Za pośrednictwem prof. Łom-
nickiego otrzymał Dr. Janota zabobony i przesądy o zwierzętach
zebrane przez uczniów gimnazyjum w Stanisławowie w r. 1875, Wia-
domości te obejmują: Bohorodezany, Łysieć, Pochówkę^
(106)
PosiecZ; Łosiacz, Browary, Buczacz^ Jazłowiec^ Łas-
ic owce, Bolechów, Dolinę, Kniażowskie, Jasionów pol-
ny, Żywaczów, Kałusz, Siwkę, Dorę, Pitków, Kamien-
ną, Mikuliczyn, Nadworną, Wołosów, Markową, Podhay-
ce, Bucyki, Zarubińce, Sokal, Sielec, Halicz, Jeznpol,
Maryjampol, Stanisławów, Wołczyniec, Horyhlady, Ladz-
kie, Ostrynię, Tłumacz, Tyśmienicę, Berezów, Czortków,
Dorożów, Krechowce, Kołomyję, Utoropy, Pobereże, No-
wesioło (w Żydaczowskićm i Zbaraskićm), Zahajpol, Zawałów,
Strutyn i Jabłonów (Kołomyjskie). Z Białki, Jaszczurówki,
Zakopanego, Międzyczerwonego i Nowegotargu wiadomostki
tu podane zebrał Dr. Janota. W końcu szczegóły pochodzące z in-
nych miejscowości, jak z Kęt, Jurkowa, Hołoskowic, Trościańca,
Rohatyna, Bołszowiec, Przemyślan, Potylicza i t. d. wypi-
sałem z Przyrodnika.
W końcu namienió winienem, że jak to już zauważali niektórzy
z uczniów moich , którzy materyjału etnograficznego z rozmaitych
stron mi dostarczali, zwyczaje i obrzędy, a przedewszystkióm prze-
sądy i zabobony coraz bardziój ustępują przed rozkrzewiającą się
oświatą, tak iż młodsza generacyja wiejska wcale już ich nie prze-
strzega, ani zachowuje. A jeżeli je tu i owdzie obchodzą, to już nie
z taką wiarą i powagą, jak to ongi się działo, i również nie przypi-
sują im już takiego znaczenia, jakie do nich dawniój przywięzywano.
Nic więc dziwnego, że w uściech młodszych słychać następującą
śpiówkę wyszydzającą wiarę w zabobony i przesądy:
Kto wierzy w gusła,
temu tylna część uschła.
My w gusła nie wierzymy,
jóno swego Boga chwalimy (Krościenko) ^).
W Krakowie,
27 listopada 1880 r.
O Albo: Kto gada gusła,
temu gęba uschła.
Ja w gusła nie wierzę,
jćn(o) w boskie pacierze.
Pod Chrzanowem zaś mówią:
Kto wierzy w cuda,
nic mu Pan Bóg nie da.
A kto wierzy w gusła,
temu d... uschła.
Przyp, Red.
Ob. także Br. Gustawie z, Wycieczka w Czorsztyńskie. Warszawa,
1881, str. 214.
Bospr. Antrop. T. V. Ds. UL
Digitized by
(106)
1. Bazyliszek. O
1. Bazyliszek pilnuje wielkich skarbów (Chełmiec).
2. Wzrokiem swym przemienia wszystko w kamień (Naści-
szowa).
3. Wzrok jego jest tak bystry, iż przez mur widzi (Grybów).
4. Kto bazyliszka żywego piórwój zobaczy- ten zaraz umrze
(Grybów).
5. Jeżeli bazyliszek spojrzy na człowieka^ natenczas ten zapa-
dnie się z bazyliszkiem w ziemię i w jaskini podziemnej będzie wraz
z nim pilnował wielkich skarbów (Grybów).
6. Gdy mu głód dokuczy, potrzebuje tylko polizać pewien ka-
mień w jaskinią a będzie syt (Grybów).
2. Bąk (Ardea stellaris).
1. W Dziewiętnikacb bąka tego zowią „h upał o." Lud utrzy-
mige, że bąk w celu wydobycia głosu zanurza dziób w wodę (Dzie-
więtniki).
3. Bąk (Chrysops).
1. U ludu w Bocheńskióm zwie się ta końska mucha ni^^^P'
ciem^ (ślipeć), we Lwowskióm ślópakiem.
4. Biedronka (Cocdnella).
1. Biedronkę siedmiokropkę (C. Beptempunctałd) w Brzeżańskióm
zowią kukułką lub zazulą, w Bobreckióm zazulką i bożą krów-
ką^ a w Szołomyi sedmówką.
2. O niój słyszałem w Dziewiętnikacb następujący przesąd. Je-
żeli na wiosnę wieśniaczki przy kopaniu grządek znajdą zazulkę, kła-
dą ją na wiórzch ręki, a chuchnąwszy nań po trzykroć, mówią: „Za-
zńłyńko, diwońko, pokażjr meni, w kotrń ja budu sto-
roni, czy tudli? czy tudli? czy tudli? czy tudli? czyja
budu żyty? czyja budu hnyty?" *).
3. Nieco odmiennićj śpiewają dzieci w Czyżycach, które nady-
bałem przy podobnćj zabawie: „Zazulo, zazulo, skaży menl do-
różeńku, w kotrń ja pijdu storonońka, czy w tuju? (macha
ręką w prawą, potóm w lewą stronę), czy w tuju? czy w zemlu
ó wlatuj u?* Tak samo we wsi Zazulach koło Złoczewa.
Dziwaczne bajki o smokach i bazyliszku przypisać należy bi\inćj wyO'
brażni ludu naszego.
*) Kolberg, Lud. fil, str. 92, nr. 23.
Digitized by
(107)
4. Albo złapawszy biedronkę, pytają się jej dzieci: ^Kud^ me-
ni, zazulo, do domu? czy tudli? czy tudli?" (Złoczów,
Żólkieir).
5. We Lwowie i w Przemyślu dzieci mając biedronkę, w górę
ją podrzucają i mówią: „Czy do nieba, czy do piekła?". Jeżeli
zazula wzięci, ma być dla dziecka wróżbą, że pójdzie do nieba; gdy
zaś biedronka spadnie, ma dziecko pójśó do piekła.
6. W Waśniczynie pod Rohatynom mówią do biedronki: „Za-
zulo, skaż;^ meni doróżeńku, czy w horoju, czy w dołynu,
najże żyju abo zhinu."
7. W Kozielnikach zaś pode Lwowem słyszałem: „Zaztiłeńko,
zaztłeńko, skaż;^ meni, w kotoryj storoni wesełeńko?"
8. Utrzymują, że gdyby kto rozdeptał zazulę, temu w rodzinie
ktoś umrze (B olszówce).
9. W Krakowskiem mówią: „Biedronko, biedronko, pójdź
do Pana Jezusa po słonko."
10. W Kętach zaś mówią: „Patronko, patronko, leć do
bożego domku; pytaj się ojca, matki, czy będzię na ju-
tro pogódka?"
1. W Krakowskiem bociana zowią boćkiem,^) boconiem,
lub żartoł)iiwie wojtusiem (Jurków), *) w Bocheńsklóm także bo-
eiąkiem, na Raai bożko, bu^ko, albo jóżko-bóżko, bo na św.
Józefa (19 marca) przylatuje.
2. BocianA lud szanuje i uważa za ptaka szlachetnego (Stani-
sławów). Zabić go niewolno, bo to grzóch śmiertelny (Korczyna,
Janów).
3. Zabitego bociana i w ogóle najmniejszćj wyrządzonćj im
krzywdy, jak rozdrażnienia, zepsucia gniazd, wybrania jaj, mszczą się
drugie boeiany; podpalają bowiem dom, w którym mieszka ich wróg,
przynosząc w dzióbie zapalone łuczywo, lub głownię, lub tóż krzesząc
dzió^m ognia na dachu (powszechne wKrakowskićm, w górach
i na Rusi) ^).
4. Również wskutek zabicia boćka krowy dają mlćko krwiste
(Szczepanów).
5. W Stanisławowie i okolicy utrzymują, że wskutek zabicia je-
dnego boćka wszystkie inne wynoszą się z całćj okolicy i nigdy doń
nie powracają. Zastrzelenie bociana sprowadza grad (Wierzchosła-
wice, Żdżary).
*) Nazwę te podaje Salomon Rysiński w swoich y^Przyporneściach Pol-
skich^ (i629r.) w staropolskićm przysłowiu: „Nie wadzi na boćka
rzucić." Wójcicki, Zar. dom, Tom. U, str. 74.
^) Flisy zwali bociana księdzem Wojciechem. Ob. Seb.Klonowłcz,
FŁiSj E. 4. 6.
') Ob. Marcinkowski, Ltid ukraiński. II, 126.
5 Bocian (Ciconia alba).
Digitized by
(108)
6. Ody kto bociana zabije, to takowy trzy dni po śmierci pła-
cze na swego zabójcę (Zabrzeż).
7. Oniazdo bociana na domie lub w jego obejścin znajdąjące
się, przynosi domowi szczęście (przesąd powszechny)^ więc chro-
ni od gradu, pożaru i pioruna (powszechne w okolicach górskich i
na Rusi).
8. Chata z bocianióm gniazdem jest czysta, wolna od złych du-
chów (Pochówka).
9. Ten dom, na którym bociany i jaskółki się nie wywodzą,
ulegnie w bieżącym roku pożarowi, gdyż Bóg gniówa się na mieszkań-
ców jego (Dorożów).
10. Niemniój ten dom^ którego bocian zaniecha^ jest nieszczę-
śliwy (Fitków).
11. Jeżeli bocian ukaże się na ś w. Józefa (19 marca), lud wnio-
skuje, że wnet będzie wiosna (Szczepanów).
12. Bocian wracający do nas z wiosną, przynosi z sobą na grzbie-
cie pliszkę (Stanisławów, Lwów)*).
13. Kto po raz piórwszy na wiosnę zobaczy bociana, udaje się
szybko do domu i myje^ aby był rzeżwy i wesoły, jak bocian (Szcze-
panów).
14. W innych miejscach zalecają usiąść na nogach, aby się
w lecie nie padsiy (Wola Batorska, Niepołomice).
16. W takim razie siadając mówi się doń: „aby tebfe, bożku,
nohy boliły, a mene ni" (Oby ciebie, boćku, nogi bola-
ły, a mnie nie). Jeżeli tak powiś, to nie będą go przez cały rok nogi bolały;
wszystko bowiem spadnie na biednego wojtusia (Dziewiętniki).
16. Również przy piśrwszóm ujrzeniu boćka na wiosnę, parobcy
i dziewuchy wróżą śobie. Jeżeli bocian leci, to dziewczyna za. mąż
pójdzie (wyleci) w tym roku, a parobek się ożeni. Jeżeli zaś boćko
chodzi, to skończy się na zalotach; a wreszcie jeżeli bociek stoi spo-
kojnie, to rok minie także spokojnie (Strze liska).
17. Kto w lecie ujrzy bociana po raz pićrwszy, uważa to spo-
strzeżenie za przepowiednię długiego dćszczu (Choczu i a).
18. Podobnież klekotanie jego wróży bliską burzę lub ulówę
(Myślenice, Wola Radziszowska).
19. Jeżeli bocian nisko lata, będzie dószcz padał (Poronin),
z żabami (Pochówka); jeżeli zaś krąży bardzo wysoko pod obło-
kami, to rozpędza „czarne gradowe" chmury (Myślenice).
20. Jeżeli bocian wyrzuci z gniazda jaje, lub jedno z młodych,
to przyszły rok będzie nieurodzajny (Szczepanów, Korczyna,
Radziszów, Wola Radziszowska, Siwka, Kałusz) i mokry
(Szczepanów) *).
') Według mniemania Mazurów przynosi on na skrzydłach resztki śniegu. -
Wójcicki, Zar. dom, II, 77. — Ob. Jucewicz, Litwa, Ib,
*) Ob. Kolberg, Lud, m, 91, nr. 19; YU, 111, nr. 27.
Digitized by
(109)
21. Bociek wyrzuca jedno z młodych wtedy, gdy ma ich nie do
pary (Trościaniec, Założce).
22. Gdy wiele bocianów zgromadzi się na jaką rolę lub łąkę,
lud wróży wojnę (Jasionów polny) ').
23. W sierpniu przed odlotem odbywają bociany sejm, na któ-
rym rzędem stoją, a jeden z nich chodząc przed szeregiem, prawi im
ciągle (Janów), i jeżeli wtedy który do odbycia dalekiój podróży nie
ma dość siły, zabijają niedołęgę (Dziewiętniki) ').
24. Bocian odlatując, prowadzi wojnę z żórawiem (Lwów, Po-
b e r e ż e).
25. O boćku śpiewają dzieci :
26. Bocianie sadło pite z wódką ma oddalać wszelkie czary
(Borzęcin, Stanisławów).
27. Nie chciał Pan Bóg, ażeby na ziemi były żaby, węże i t. p.
płazy, jako tćż rozmaite robactwo ; zebrał je więc do worka, zawiązał
go i kazał człowiekowi nieść do morza i tam wrzucić. Lecz człowiek
przybywszy nad morze, ciekawy tego, co było w worku, rozwiązał go.
Aiaby, jaszczurki i t. p. powyskakiwały i znowu rozlazły się po ziemi.
Pan Bóg zaś za karę przemienił tego człowieka w bociana, który musi
odtąd zbićrać to, co rozsypał (Bobreckie, Buczackie, Bohorod-
czańskie. Stanisławowskie, Tłumackie, Nadworna i t. d.) **).
28. Inne podanie o nim opićwa: Na początku świata ptaki czy-
ściły sobie wodę, a że bocian wraz z czaplą ni^więcćj przyczynił się
do oczyszczenia wód lądowych, dlatego tóż mają one największe {(ra-
wo do wody (Ladzkie).
1. Przed sprzedażą nie doją krów na kilka podojów (Łętownią).
2. Gdy bydło wyprowadzają z stajni na jarmark na sprzedaż,
to pokrapiają je święconą wodą (Jawornik).
3. Z bydlęcia mającego się sprzedać urywa się trochę sierści i
przykrywa ją na rogu pieca chlebowego^ a potćm okadza nią pozo-
stałe bydło, aby się nie „popśniło" (Jawornik).
4. Gdy się je wyprowadza, ktoś z domowników rzuca na nie
garść śmieci, mówiąc: „Żebyś tyle rćńskich wziął za nie"
(Chyszów, Osieczany).
6. Lub tóż gospodyni popluje je trzy razy i ocićra lewą stroną
koszuli, aby go kto nie urzekł; a służący wziąwszy trochę śmieci.
O Ot. Kolberg, Lud, Vn, 111, nr. 28.
') Ob. Wójcicki, Zar. dom. H, 75.
») Ob. Wójcicki, Zar. dom. II, 71. — Juc «wicz, Ułwa. 74.
Bocian leci, — nić ma dzieci,
A my mamy, — nie sprzedamy (Przemyśl).
6. Bydło.
a) Zupno i sprzedai.
(110)
rzuca je bydlęciu pod nogi^ aby je można dobrze sprzedać (Hec zna-
r o wice).
6. Ody zaś przechodzą z bydlęciem przez piórwszą płynącą wodę^
zakrapiają mu oczy, aby zabezpieczyć od uroku (Jawornik).
7. Nikt nie wiedzie bydlęcia na tym samym powrozie na sprze-
daż, na którym stało uwiązane w stajni, lecz na innym, albo przyną|mni6j
po sprzedaży nie dają go kupującemu, lecz inny mu kupują, aby nie wydać
z domu szczęścia do krów, lub aby się bydło nie popśniło. Tego bar-
dzo przestrzegają (Hecznarowice^ Osieczany, Więeierza).
8. Dobrą krowę poznawają po cienkićj skórze, po grubyeh ży-
łach pod brzuchem, po dużych rogach i gdy kości w ogonie sięgają
do kolan (Hecznaro wice).
9. Przy sprzedawaniu oszukują jak mogą. W lecie dają bydłu
najeść się świćżćj koniczyny, aby miało wielki brzuch (Jawornik).
10. Na jarmarku po dobitym targu, sprzedający wrzuca kilka
centów jako „wy rzutkę" lub szczęście do kapelusza lub czapki, po-
trząsa nićmi i wyrzuca je na ziemię. Jeżeli padną orłami do góry, to
szczęście. Czyni się to do trzeciego razu. Potćm kupujący bierze te
pieniądze, kupuje za nie bułkę lub coś innego do jedzenia i jć to
chciwie, aby kupione bydło dobrze jadło. Potćm sprawiają „litkup^
(C h y s z ó w), t. j. sprzedający winien częstować kupującego (C h y s z ó w,
Łętownią). Jednakże sprzedający najczęścićj wymawia sobie, żenię
będzie płacił litkupu (Łętownią)
11. Indzićj podczas litkupu kupujący i sprzedający dają 2 lub 3
centy do czapki lub kapelusza i wyrzucają je trzy razy na stół,
uważając, aby przynajmnićj raz orłem padły do góry. Potćm dają te
pieniądze na szczęście ubogiemu (Hecznaro wice).
12. Na litkupie wręcza kupiec pieniądze i wymawia sobie zwy-
kle, że gdyby w przeciągu jednego tygodnia lub dwu, czasami mie-
siąca, kupione bydlę zachorowało, nie chciało się paść lub zgoła ja-
kąkolwiek ukrytą wadę miało, o którćj przy sprzedaży nie było mowy,
bydlę odda za cenę kupna (Łętownią, Chyszów).
1.3. Były właściciel oddający kupione bydło kupcowi, oddaje po-
wróz przez odzienie, przez połę suknią przez cuchę (Zakopane), a
zmierzywszy wićrzcbnią suknię kupującego na długość , to ile połowa tój
długości czyni, tyle powroza odcina i daje kupującemu (Maków) na
to, aby bydło -dobrze się chowało.
14. Lub przewiedzie raz naokoło nabywcy w okół od lew^ ku
prawćj (Zakopane, Żól ki e\<r), albo tćż obraca się z bydlęciem trzy
razy na prawo (Hecznaro wice).
16. W Iwoniczu sprzedający podaje powróz przez głowę bydlę-
cia po trzykrotnćm zrobieniu koła z bydlęciem, mówiąc: „Ze by w4m
Bóg dśł, Matka jego Najświętsza." Wtedy kupujący spluwa
trz) razy i wyrzuca kilka centów na szczęście, przyczćm uważa, aże-
•) Ob. Kolberg, LućL V, 188.
(111)
by orzeł nie był na wierzchu; w tym wypadku rzucanie powtarza się
dopóty, dopóki nie padnie grajcar (napis) na wiórzch (Iwonicz).
16. Indziój zaś po oddaniu bydła rzuca nabywca dwa centy
sprzedającemu do kapelusza ; ten zaś odwracając go, na ziemię je
rzuca i równocześnie nim przykrywa. Jeżeli oba centy padną orzełkiem
do góry, to biorą za znak szczęścia. Te dwa centy dają żebrakowi,
nie mięszając ich z innómi pieniędzmi (Zakopane).
17. Albo tóż po ubitój ugodzie, sprzedający wyrzuca z kapelu-
sza szczęście, t j. 2 do 4 cent., które sprzedający i kupujący na
połowę biorą; sprzedający daje to szczęście ubogiemu, a kupujący
chowa je sobie, by mu się bydło dobrze chowało (Osieczany).
18. W Wielkiej Porębie, gdy oba centy — dwa bowiem wyrzu-
cają — jednakowo padną, np. oba orłami do góry, to oba kupiec za-
bija, w przeciwnym przypadku biorą obaj, t. j. sprzedający i kupu-
jący po cencie.
19. Przyprowadziwszy kupione bydlę do domu, zaraz oblówają
je wodą, aby się dobrze chowało (Wierzchosławice, Żdżary),
głównie oblówają głowę. Gdy się otrzęsie i wodę strzępie, znak to
dobry, że się będzie darzyło (Chyszów, Hecznarowice).
20. Kupioną krowę przy wprowadzaniu do stajni (domu) żegnają
i wodą z skopca oblówają (Krzeszowice).
21. Nadto uważają, aby przy wprowadzaniu do obejścia lub staj-
ni bydlę weszło prawą nogą przez próg w obejście lub do stąjni
(Hecznarowice).
22. W Iwoniczu nieco odmiennićj postępują. Przed stajnią słu-
żąca, gdy przyprowadzone bydlę jest krową lub świnią, służący zaś,
gdyby było koniem lub wołem, oblówa je do trzech razy przez gło-
wę^ przyczóm gospodarz spluwa trzy razy mówiąc: „Na psa uroki^
i zaprowadza sam do stajni, poczóm gospodarz koniowi lub wołu, a
gospodyni krowie lub świni piirwszą daje strawę.
23. Indziój bydlę kupione zaprowadzają tyłem do domu, aby im
się nadało t. j. chowało (Krzeszowice).
24. W Zakopanóm kropią bydło kupione i do domu przyprowa-
dzone wodą święconą, a zwłaszcza gdyby wiele ludzi szło i patrzało,
aby nie padł na nie urok.
25. Jeżeli kupią ^rowę, a w domu mają drugą, to podojów
z obu krów nie zlówają do jednego garnka, aż dopióro po upływie
pewnego czasu, gdy się obiedwie oswoją i przyzwyczają do siebie,
gdyżby mlóko jednój lub drugiój krowy zupełnie znikło (Szcze-
panów).
26. Aby zaś bydło kupione nie bodło się z dawnóm, to wpro-
wadzają je do stajni, rzucając za nićm trzy razy gliną z kretowiny,
eo ma skutkować (Osieczany).
27. Gdy zaś kupiona krowa tęskni za dawnóm miejscem i ry-
czy, to trzeba wziąć trochę sierści z krowy, z którą dawniój w stajni
stała, i tą sierścią okadzić miejsce nowego pobytu (Wola Batorska).
(112)
28. Albo z tego miejsca; na któróm przedtem stawała, a dzcze-
gólniój z jaseł; trzeba wziąć prochn i nasypać go do obecnych jaseł
(Wola Batorska).
29. Ody bydlę sprzedają, to nieraz z płaczem żegnają się z nićm,
l)łog08ławią je, przemawiając do niego, i pocieszają, gdy ryczy (Iwonicz).
30. Gdy w domu kto sprzedał bydło, sprzedawca nie odprowa-
dza go za obejście; uważają to za niedobre, jak gdyby cały statek
wygnał (Zakopane).
31. Żi^ować tćż nie powinien sprzedanego bydlęcia^ boby się
nabywcy nie wiodło (Zakopane).
32. Według zdania ludu są tacy ludzie, co mają rękę niezręcz-
ną, t. j. po których dotknięciu się bydła, ono nędznieje i schnie,
sierść na nićm jeży się. Takiego się „ warują*' (Zakopane).
33. Gdy cielę sprzedają, to do skopca napełnionego wodą rzu-
cają trochę sierści i dają krowie pić, aby pełny skopiec mlćka dawa-
ła (Izdebnik).
b) Pasza. Pastwisko.
34. Przed wypędzeniem bydła pićrwszy raz w pole na paszę
z początkiem wiosny nasamprzód bydło czyszczą (Hecznarowice);
następnie każda gospodyni okadza czyli okurza (Iwonicz) każdą
sztukę bydła z osobna^ zielem święconćm w dzień Wniebowzięcia
Matki Boskićj (15 sierpnia), także w Boże Ciało (Iwonicz). Indzićj
okurza cisem (Pcim), aby się nie zeszło z psem wściekłym (Zako-
pane), następnie jesionem (u ludu jasień), aby wąż go się nie trzy-
mi^ (Zakopane)^ potćm ziołmi (Pcim), także wiankami (Olszyny),
aby go nikt nie oczarował (Olszyny, Jawornik), lub trzaskami
z progu stajni (Żywiec), także mirą (Osieczany).
36. Następnie pokrapia je wodą święconą (Maków, Osieczany,
Kasinka, Hecznarowice, Chyszów, Żywiec, Iwonicz, Kor-
czyna), nadto robi nad nićm krzyż święty (Nowytarg); smaruje
rogi dziegciem lub oliwą z czosnkiem święconym^ opisuje krćdą świę-
coną, aby czarownica nie miała mocy nad nióm (Korczyna).
36. W Chyszowie przeganiają nadto bydło przez sićkićrę i sićrp,
aby czarownica nie zepsuła mlćka.
37. Wreszcie kopyta oblćwąją wodą, w którćj zazwyczaj w ten
dzień gotują jaja, które pastćrze jedzą, pasząc bydło (Korczyna).
38. Gdy bydło przepędzają z jednego miejsca na drugie, to kadzą
je jałowcem, bożćm drzewkiem, koprem i czyśćcem (Grnaphalium sił-
vaticum L.).
39. Po tćj czynności gospodyni pod próg stajni, przez który
czeladź przeprowadza bydło po jednemu na postronku (Korczyna),
podkłada łańcuch, aby się bydło razem trzymało i nie rozchodziło
(Pcim), a następnie kładzie maglownicę, wi^kii noże (Pcim) lub bagnięta
(Ledum pcdustre L.), sićkićrę i tasak (Korczyna), przez co wszystko
Digitized by
(113)
bydło przejść musi, lub tćż tylko siókićrę, aby bydło miało zdrowe
nogi (Maków, Sacha, Grzechynia). W Jaworniku kładą przez
środek stajni łańcuch, aby bydło spokojnie z pola i do pola chodziło.
40. Zanim bydło wypędzą, leją się wszyscy domownicy wodą*
gospodyni zaś stojąc w progu oblówa każdą krowę wodą, aby była
czystą i bąki jój nie cięły (Podwilk). Oblówają także krowy i sie-
bie nawzajem, aby miały wiele mlóka, iżby je prawie rozlówać można
(Jordanów, Iwonicz). Dziówki, pastórze i parobcy oblówają się,
aby podczas roboty i paszenia nie spali (Rychwałd).
41. Indzićj (jak w Korczynie, Hecznarowicach i Olszy-
nach)- oblewanie to ma miejsce dopiśro po powrocie bydła z pola.
W Olszynach oblówa gospodyni tylko pastucha po kilkarazy wodą,
aby krowy dużo mlóka dawały. W Korczynie zaś oblówa gospodyni
każdą krowę z osobna, a parobek zaczaiwszy się, wodą oblówa pa-
sterkę. Ona chcąc mu oddać tę kąpiel, bieży ku studni; lecz nim do-
bieży, pochwycą ją chłopcy i zleją do nitki. Tymczasem dzićwki i
w ogóle kobićty młodsze ujmując się za pastćrką, przygotowaną wodą
oblćwają parobków. Ci zlani już należycie, chwytają którą z dzićwek
i prowadzą ku studni, stawkowi lub rzćce, jeżeli jest w pobliżu,
i zleją lub nawet unurzą w wodzie. To oblćwanie się wzajemne trwa
czasem dłużćj niż godzinę (Korczyna).
42. Indzićj gospodyni, zanim pastćrz wyruszy, zalćwa mu oczy
wodą, aby przy bydle nie spał (BieAkówka, Jordanów,* Ja-
wornik).
43. W Hecznarowicach po przygnaniu bydła dzićwka oblćwa je
wodą, aby się nie gziło, także aby dużo mlćka krowy dawały (Oh ocz-
ni a), potćm pastucha (Chyszów, Żywiec), aby nie spał przy by-
dle; a pastćrz oddając wet -za -wet, kropi dzićwki batem, aby nie
zasypiały przy dojeniu (Chyszów).
44. Następnie daje gospodyni pastćrzowi jaje do kieszeni, które
przez cały dzień ma przy sobie nosić, ażeby bydło tak okrągłe, to
jest napasione, z pola powracało jak to jaje (Pcim), lub tćż daje
kilka jaj, aby je dał ubogiemu, gdy go spotka, na uproszenie Boga,
żeby się bydło darzyło (Olszyny), w ogóle ugotowane jaje (Hecz-
n a r o w i c e) albo dwa jaja ugotowane (C h o c z n i a).
45. Potćm daje mu skibkę (kromkę, kawałek) chleba z masłem
(Pcim, Hecznaro wice) albo placek (Bieńkówka). Chlćb z ma-
słem pastćrz lub pastćrką zjada, aby bydło zawsze było napasione i
tak okrągłe było jak jaje (H ar bu to wice).
46. W Chyszowie pastćrz trzymając w ręku chlćb i jaje, które
mu gospodyni dała, a które potćm dziadkowi (żebrakowi) dać winien,
obchodzi na pastwisku bydło dokoła, aby mu się na paszy nie roz-
chodziło.
47. Gdy bydło z stajni wychodzić zaczyna, to pićrwszćj wycho-
dzącćj krowie gospodyni lub dzićwka pluje trzy razy na głowę ł ob-
cićra lewą stroną koszuli, aby jćj kto nie urzekł (Hecznaro wice).
Bozpr. Antrop. T. V. Ds. ITŁ 1^
(114)
48. Ze stajni prowadzą bydło wprost do ogrodu. Każdy domo-
wnik prowadzi jednę krowę i mnsi mieć kij łaskawy (laskowy)^ u któ-
rego końca cieńszego przywięzują kilka badylek (łodyżek) święconego
kopru i kawałeczek słoniny. Z ogrodu wyganiają dopićro do pola
(Korczyna).
49. Indzićj wyganiają je wprost do poła i pozwalają mu biegać,
gdzie mu się podoba aż do południa (Podwilk).
50. Przy poganianiu bydła w pole, wszyscy domownicy wycho-
dzą z prętami, do których przywiązane jest ziele święcone (Rychwałd).
Są to kije proste laskowe i służą pastórzom zamiast biczów. Na końcu
icb przywięzują z ziół święconych na Matkę Boską Zielną kłosek zł>oża
i gałązeczkę bożego drzewka (Star a wieś); w ogóle święcone ziele
(Hecznarowice).
51. Kijów tych podczas paszenia nie należy dźwigać do góry,
tylko nisko nieść; aby się nie gziło bydło (Korczyna, Heczna-
rowice).
52. W Olszynach i Osieczanach robią pastuchy batog z t>agniąt
święconych i nim pędzą pićrwszy raz bydło na pole, przyczćm biorą
kilka bagniąt do ręki wraz z palmą, trzymając to na dół (bagnięta
i palmę), aby się im bydło przez całe lato nie gziło.
53. Dla tćj samćj przyczyny w Chyszowie, Żabnie, Woli Bator-
skićj używają pastuchy do wypędzania i poganiania bydła palmy
z kwietnićj niedzieli, którą również na dół trzymają.
54. Pastćrze przybywszy do pićrwszego stajania (staja) żyta,
wkładają te kije do żyta, aby było piękne (Star a wieś) lub aby tyle
wyrosło, jak te kije (Hecznarowice).
55. Przybywszy zaś na pastwisko (ugór); pastćrz lub pastćrka
kula jaje wokoło krów, aby się nie rozchodzi^, potto zjada białko,
a żółtkiem nogi sobie smaruje, aby nie obićrały.
56. Potćm pastćrka do pastćrki hola (śpićwając woła):
Hola jeno, hola, — malowane drolmo,
dobrze ci się pasie, — Hanusiu nadobnś? Hola la!
Na co druga odpowiada:
Hola jeno, hola, — malowane idko (dzidko) *),
wzdy mi krowy gonią — Marysiu nadobnA. Hola la!
57. Albo tóż w sposób następiyący:
A hola, hola, wele ogroda:
napasłaś ta juź, Franuś, jagoda?
A hola, hola, wele ogroda:
jeScem nie napasł, Juzuś, jagoda.
A hola, hola, wele ogroda: ■
a tyś juź napasł, Juzuś, jagoda?
') Straszek jakiś czyli dyjabeł, którego piorun zabić nie może.
(Starawieś, Leńoze górne).
(115)
A hola, hola, wele ogroda:
ja juźem napasł, Franuś, jagoda. (Choro wice).
58. Po wyjdcin krów na pole dzielą się wszyscy jajami (Sta-
rawied).
59. Gdy bydło już jest w pola^ ma pastćrz czómprędzćj nsieść
na świeżóm łajnie krowióm i Spiesznie zjeść ten chlćb Ittb placek, który
mu gospodyni dała, aby i bydło zaraz paść się zaczęło i prędko się
D^asło (Pcim), czyli aby bydło było pasterne (pastewne) (Bień-
kówka), albo tćż aby bydło się nie gziło przez lato (Maków, Su-
cha, 6rze<;hynia).
60. Indzićj pastśrz spędziwszy bydło w jedno miejsce, obchodzi
je trzy razy naokoło, aby mu się razem pasło (Hecznarowice).
61. Łub tóż bierze miiUkićj ziemi, najczęścićj kretowiny i obcho-
dząc bydło, obsypuje je, ażeby mu się nie rozchodziło ^ lecz razem
trzymi^o (Jawornik).
62. Indzićj znowu pastćrz otrzymuje rózgę brzozową, do którćj
przywiązane są dzwonki {Hypericum perforatum L.), święcone 15
sierpnia tudzież chleba, sćra twardego, grochu^ gruszek suszonych,
w ogóle coś twardego, ażeby bezustannie jadł, a bydło zapatrując się
na niego, to samo czyniło (Jawornik).
63. W dniu tym nie wolno pastćrzowi siadać, aby bydło nie
legało (Jawornik).
64. Nie wolno mu tćż długo stać na jednćm miejscu; powinien
każde bydlę raz prętem uderzyć, aby bojąc się bicia, nie robiło szkód
(Jawornik).
65. Ody pastćrz pasie pićrwszy raz na wiosnę, powinien mieć
bóty na nogach, aby bydło raci nie zbijało (Ch oczni a).
c) Wróiby. Ghisła.
66. Ody bydło chodzi w czasie paszy lub bardzo skrzętnie sku-
bie trawę w lecie, będzie nazajutrz zimny dćszcz, a jeżeli to dzieje się
w jesieni, to spadnie wkrótce śnićg (Strzeszyn).
67. Jeżeli bydło wprost z pastwiska wraca do stajni, trzeba się
spodzićwać słoty; jeżeli zaś stoją na oborze, będzie {u>goda (Czarny
Dunajec).
68. Na dćszcz lub tajanie krowy liżą żłób all)o sobie pyzę obli-
ziqą (Strzeszyn).
69. Ody bydło się gzi, będzie dćszez lub burza (Chocznia,
Strzeszyn).
') Wspominane tutaj dzwonki, które Ipd bierze do święcenia, nie są
Campantda, lecz Hypericum, dziurawiec, jak o tćm sam naocznie
przekonać sie mogłem. Pod nazwą dzwonków u Pann^ Maryi, dzwon-
ka Matki Boźćj, dzwonka czerwonego, ziela św. Jana i dziurawca z do-
daniem nazwy łacińskićj Hypericum perf orała (sic) przytacza te ro-
ślinę Szymon Syrennius w Zielniku (w Krakowie 1613, str. 827).
Digitized by
(116)
70. Aby się bydło nie gziło, biorą pastórze wszę i pchłę, owi-
jają razem sierścią i zanoszą na granicę do sąsiedniej wsi (Bieńlcówka).
71. Lub tóż biorą wszę i pchłę, potóm jeden z pastuchów roz-
bićra się do naga, bierze pchłę do jednćj, wszę do drngićj ręki, idzie
na granicę; tam kładzie wszę na swoje, pchłę na obce pole i wraca
co tchu, nie oglądając się poza siebie (Więcierza).
72. Gdy w kuchni jest dym, nie należy nic motać, ani tóż dymu
ręką kłócić, boby się bydło bodło (Maków, Iwonicz).
73. Podobnież, aby się ono nie bodło, wieśniacy obwięzują po
powrocie z kościoła w niedzielę Palmową szyję bydląt tym samym
sznurem, którym związaną była różdżka palmowa (Sowliny).
74. Dla tćjże samćj przyczyny pastćrze wystrzegają się łyżką
drewnianą w ogniu grzebać (Harbutowice, Bieńkówka) lub bić by-
dło patykiem opalonym (Harbutowice).
75. Gdy kto zagania bydło suchym patykiem lub gałęzią suchą,
bydło chudnieje i brzydnieje (Szczepanów), lub schnie. Lud bowiem
utrzymuje, że takim patykiem mógł ktoś zabić żabę lub zagrzebać koł-
tuna. Patyk taki, którym zagrzebywano kołtun, szkodzi nawet człowie-
kowi, gdyż dostaje kurczów (Wola Batorska).
76. Niemnićj bydło się popśni, gdy pastuch często gubi chabi-
nę (rózgę do popędzania bydła) lub bat (Myślenice).
77. Gdyby pastćrz nieumyty pasł bydło, to mu się będzie
ono bodło; a gdy nie zmówi pacićrza zrana, krowa na niego beczy
(Żarnówka).
78. Pochwalenie lub podziwianie czegoś z inwentarza wróży nie-
chybnie nieszczęście. Dlatego mając coś pięknego w oborze, nie po-
kazują tego nikomu, lub przynajmniej oglądający winien spojrzeć sobie
na paznogieć wielkiego palca, aby nie urzekł bydlęcia (Iwonicz).
79. Gdy się bydłu jeść daje, trzy razy się spluwa, aby się mu
nie dostał urok (Zebrzydowice).
80. Pędząc bydło na paszę lub gdziebądż, nie należy, idąc za
nićm, jeść, bo gdyby między tćm bydłem była klacz żrebna lub krowa
cielna, źrebię lub cielę po urodzeniu bieliznęby jadło (Dorożów).
81. Czasem znachodzą się dwa kłosy razem zrośnięte na jednćm
źdźble. Te dwa kłosy należy dać jednemu z koni lub jednćj z krów,
ażeby tego konia lub tćj krowy się inne konie lub krowy tak trzy-
mały, jak te dwa kłosy razem (Dorożów).
82. Udając się pićrwszy raz na orkę, okadzają każdą parę
bydła roboczego trzy razy naokoło zielem święconćm (15 sierpnia)
i trzy razy znak krzyża świętego nad nićm robią (Łętownią), także
pokrapiają trzy razy wodą święconą (Kasinka).
83. Aby krowy rogów sobie nie zbijały, nie wolno w zimie
z dachu lub z okien ubijać sople (Osieczany).
84. Aby bydło było tłuste, należy kupić od hycla kawałek sznura
i krowie powiesić na szyi (Kołomyja).
85. Aby zaś bydło było silne i zdrowe, okadzają je ziołmi, także
woskiem z paschału (Krzeszowice),
(117)
86. Lub w dzień Bożego Narodzenia poją bydło wczas rano
(Tymbark).
87. Aby bydło usrfo złego, należy karty, w które grają, pod
próg zakopać, a nóż zatknąć nade drzwiami, którćmi bydło przecho-
dzi (Maków).
88. Gdy krowy podczas pojenia w dzień Bożego Narodzenia ry-
czą, to wróżą śmierć w domu swego gospodarza (Jelna).
89. Powszechny jest przesąd, że w wigiliją Bożego Narodzenia
bydło zjadłszy coś z wieczerzy, z sobą rozmawia. Rozmów tych pod-
słuchiwać nie należy się pod utratą życia
90. O stosunku krowy do węża ob. Wąż.
91. W jesieni rozpuszczają bydło po wszystkich polach, własnych
i sąsiedzkich według przysłowia: „Po św. Michale Pan Bóg wszę-
dzie daje". (Jawornik).
92. Gdy się krowa lub jałówka kilka razy popędza czyli poga-
nia lub latuie, należy ją zaprowadzić na gi*anicę (do wsi sąsiednićj) do
byka, a zostanie cielną (Korczyna).
93. Jeżeli krowę latującą się mają prowadzić do byka, to jćj
dają zjeść chleba z zielem święconćm i kropią wodą święconą trzy
razy (Kasinka), a przeprowadzając przez wodę, także pokrapiają.
To pokrapianie chroni ją od uroków (Korczyna).
94. Jeżeli jałówka długo się nie pogania, wtedy dają jćj maika
lub śliza z chlebem lub z czćm innem zjeść (Krzeszowice). Śliza
z wodą dają i indzićj (Chyszów).
95. Aby się jałówki biegały, biorą od żebraka soli i mąki i dają
to jałówkom z karmią.
96. Albo tćż należy jałówkę sprzedawać i potargować do trze-
ciego razu, a jałówka będzie się biegała (Zakopane).
97. Gdy krowę, która nie jest cielną, oprowadzi się kilka razy
nago naokoło stajni przed wschodem słońca i rano do byka zaprowa
dzi, to zostanie natychmiast zapłodnioną (Maków).
98. Krowa cielna mająca mieć byczka, jest żwawszą i weselszą,
niż gdy ma mieć cieliczkę (Dzianisz).
99. Gdy krowa cielna przejdzie przez łyka, na których konie
przywięzują, nieszczęśliwy będzie jćj poród (Myślenice) *).
100. Przed ocieleniem dają krowie cebulę zwyczajną z solą, albo
z masłem, aby mlćko było dobre (Zakopane).
101. Krowom cielnym przed połówką (20 tygodni) dają marchew
z solą (Zakopane).
') Ob. Marcinkowski, Jbad ukraiński, II, 135. — Jucewicz,
Litwa y 116.
^) To samo tyczy się kobićt brzemiennych (Myślenice).
d) Ocielenie. Cielę.
Digitized by
(118)
102. Gdy pastórz krowie cielndj powiesi na szyję sierak, pędząc
ją z paszy do domu, to powiadają, że krowa, gdy aię ocieli, mieć bę-
dzie cieliczkę, która jeść będzie łachy i szmaty (Szczepanów).
103. Gdy się krowa ocieli, dają jćj pić odwar z ziół święco-
nych 15 sierpnia (No wy targ, Chorowice), okadzają ją nićmi, także
dawają pić kwaśnicę z otrębami żytnićmi (No wy targ), a dnia tego
nikomu nic z domn nie dawają^ ani pożyczają, choćby najmniejszćj
drobnostki, aby nie zabrał mlćka (Więcierza, Pcim, Bieńkówka,
Myślenice, Dziewiętniki).
104. Po ocielenin okadzają krowę ziołmi (Iwonicz).
105. Podobnież jeżeli się komn urodzi cielę lub źrebię tub gą-
sięta wykluwają, to choćby przez cały tydzień w tym domu ani ubo-
giemu jałmużny nie dają^ ani nikomu nie pożyczą niczego^ aby się
gąsięta gęsi, źrebię koni, cielę krów trzymały (Do różów).
106. W Izdebnikn zaś mówią, że przez trzy dni po ocieleniu
się krowy nie trzeba nic z domn wydawać, bo inaczćj nieszczęście
spotka dom.
107. W Szczepanowie zaś przestrzegają tego tylko w tym wy-
padku, gdy krowa w dniu Narodzenia N. P. Maryi (8 września) się
ocieli. Sądzi bowiem lud, że biorącemu będzie się szczęśctto, a dają-
cemu nie darzyło ; następnie mlćkoby się psuło, a bydło popśnUo i nie
wiodło (Szczepanów).
108. Cielę przestąpić lub nad nię nogi podnieść nie wolno, boby
już nie rosło (Dziewiętniki).
109. Zabijając cielę, sprawują się jak najciszćj, potćm obmywają
cielęciu gębę i nogi, a wodą tą zalćwają krowie oczy, aby nie ryczała
za cielęciem (Więcierza).
110. Aby nie nrzćc nowonarodzonego cielęcia (także dziecka),
należy się wprzód popatrzeć na paznogcie (Chyszów).
111. Aby krowy więcćj mlćka dawały, należy się w każdy pićrw-
szy piątek po nowiu kadzić je przestępem (Bryonia alba Ł.), albo
woskiem z paschału albo białćm zielem czyli czosnkiem (Płaza) lub
bławatami, mirą i jałowcem (Szczepanów), lub tćż wreszcie kopytni-
kiem (Wola Batorska).
112. Kto w ten sposób okadzać krowy począł, musi to usta-
wicznie powtarzać, bo inaczćj krowy nie chcą stać spokojnie, lecz ryczą
i skaczą na ścianę i t. p. Mlćko od takich krów nie jest smaczne (Płaza).
113. Również aby krowa dużo mlćka dawi^a, a czarownica nie
szkodziła jćj, należy wziąć siary z pićrwszego podojn po ocieleniu się
krowy i przymięszać krćdy siediń razy święconćj, to wszystko wlać
w dziurę wywierconą w rogu i zatkać (Jurków).
114. Krowy popędzane biczyskiem jodłowćm lub wićrzbowćm,
dają więcćj mlćka; jeżeli zaś pastćrze mają biczysko świćrkowe, ja-
łowcowe, tracą krowy mlćko (Myślenice).
e) Idtto.
(119)
115. Ta krowa ze stada daje wiele mlóka^ która postępuje na-
samprzód przed stadem, powracając z paszy, gdyż, jak mówią, wszyst-
kie doi; krowa idąca na samym ostatka ma najmniój mlćka (Szcze-
panów).
116. Po zachodzie słońca, lub nawet wśród zachodu jego nie
dają ani nie sprzedają mlóka, ani tćż śmietany do obcego domu, boby
się psuło (Jawornik), alboby krowa mlćko straciła (Krzeszowice,
Krościenko, Płaza, Żabno, Szczepanów, Sowliny, Chyszów),
lub krowaby się popśniła (Kasinka).
117. Również nie godzi się doić krowę po zachodzie słońca, ani
mlóka przenosić za rzćkę (Jarków, Płaza, Żabno), ani konającemu
dawać, bo się krowa pogniówa i mlćko straci (Jurków).
118. Gdy często krowy przez wodę przeganiają, to mówią, że
mlćko rzednieje czyli staje się wodnistćm (Łapsze). Również przypi-
nanie krowom dzwonków sprawia, iż krowy tracą mlćko (Łapsze).
119. Niemnićj bydło powinno wrócić do swćj obory przed zacho-
dem słońca, bo w przeciwnym razie czarownica mlćko krowom całkiem
odbierze, lub tćż krowy mnićj go dawać będą (Szczepanów).
120. Nie należy się mlćka wlćwać do suchego garczka, bo krowy
przysuszają, to jest dają mnićj mlćka. Aby mieć wiele mlćka,
należy się garczek poprzednio dobrze w wodzie umoczyć (Płaza,
Żabno).
121. Gdy przy warzeniu mlćko do ognia lub na blachę wykipi,
to krowa, od którćj było to mlćko, utracą mlćko i dostaje bolu wy-
mion (Łapsze) czyli wymiona parszywieją (Bieńkówka), wymioua
padają (No wy targ) t. j. krosty się jćj robią po wymionach i cyckach.
122. Dlatego tćż chcąc krowę od tego ochronić, to miejsce, na
którćm mlćko wykipiało, posypują czćmprędzćj popiołem (Bieńkówka)
lub solą, albo śmiećmi z pod nalepy (Więcierza), co ma usuwać bo-
lączkę wymion (Bieńkówka), lub smarują wymię jaskółczćm zielem
(Chdidonium majus L.) a raczćj jego czerwono-ceglastym sokiem ; sok
ten bowiem według mniemania ludu usuwa ból lub wszelką puchlinę
(Szczepanów).
123. Aby mlćko samo nie ciekło ^ czyli aby krowa mlćka nie
roniła, należy związać końce powązki (Maków) lub koniec fartucha
(Iwonicz).
124. Aby mlćko zaraz po wydojeniu nie klagało, daje się by-
dłu pokruszoną marunkę z mąką i solą (Zakopane).
125. Aby po ocieleniu się krowy dawały mlćko gęste i żółte,
dają im mak i barwinek (Dzianisz), lub dziewięćziół (Carlina acau-
lia) z solą (Zakopane).
126. Lub, aby mlćko się nie psuło, dają krowom, gdy pićrwszy
raz w pole wyruszają, tudzież zaraz po ocieleniu, kocie łapki, świę-
cone w oktawę Bożego Gii^a^ z cosndkiem (czosnkiem) w cieście
(Zakopane).
127. Dziki czosnek dawają krowom, bo wiele mlćka 4^wają
i żadna czarownica nie odbierze go (Dorożów).
Digitized by
(120)
128. Barwinek z czosnkiem , chlebem i święconą krćdą dawane
krowom do karmi, odpędząją czarownicę, a krowa daje wiele dobrego
mlćka (Wola Batorska).
129. Aby z mlóka dnżo śmietany zebrać, należy mlćko dać na
zgrzebną miskę (Chyszów). Gdy zaś się mlćko przykryje, to mało
otrzymuje się śmietany (Chyszów).
130. Indzićj kopytnikiem naparzają skopiec i garnki, w których
mlćko stoi; dobra będzie z niego śmietana i wiele (Dorożów).
131. To naparzenie czynią także pokrzywą i żegawką, wrzuca-
jąc do nich jeszcze kamyk rozpalony ; wtedy śmietana w takim garnku
zbićrana będzie dobrą , również dobre n^asło z mlćka w tym garnku
przechowywanego (Dorożów).
132. Dają tćż krowom gryść korzenie śmietannika (sroietannyk,
Agnmonia Eupatoria L.) a liśćmi kadzą je (Wola Batorska). Ró-
wnież dają im pietruszkę (nać; liście), aby dużo dawały mlćka (Wola
Batorska).
133. Ody się krowa rozchortge i nie daje mlćka dwa lub trzy dni,
lub gdy takowe krwią podchodzi, lub gdy krowa w czasie dojenia kopie,
lub tćż gdy mlćko się zetnie (zurdzi się), mówią że jest zaczarowaną.
134. Krowy dojące się krwią czyli dające czerwone mlćko są
zc^arowane przez kobićty (Płaza).
135. Gdy kto pliszkę (pastćrkę) lub jaskółkę zabije lub ich
jajka z gniazda wybierze, tego krowy doją się krwią, t. j. dają mlćko
krwiste (Sidziną).
136. Jeżeli w domu jest łaska (łasica), to się bydło darzy. Gdyby
ją zabito, toby krowy krwią się doiły (Kasinka).
137. Każde bydlę ma swoję łaskę, niby anioła stróża; gdyby
ją zabito, bydlę wnet ginie (Iwonicz).
138. Aby czarownicę odpędzić lub uczynić ją nieszkodliwą, wtedy
udaje się przed wschodem słońca na dziewiątą miedzę i zbićra zioła^
jak goździki polne, macierzankę, dzwonki (Hypericum perforatwni L.),
czarne ziele (Anemone FuUatilla L.), bylicę, boże drzewko, kopytnik
i inne. Ususzywszy je, bierze się na miskę lub na trzopek ognia, idzie
z tćm do stajni i kurzy tęgo tćmi ziołmi.
139. Gdy to nie pomoże, rozpalają znalezioną podkowę do czer-
woności i mlćko na nię leją lub wlćwają mlćko tam, gdzie się trzy
płoty razem schodzą.
140. A gdyby i to nie pomogło, zdejmują kolca (koła od pługa)
i wlćwają do nich mlćko, wkładają na osi i ciągną w tył. Gdy i ten
środek zostaje bez skutku, to się już na P. Boga odwołują (Chor o wice).
141. Indzićj, aby poznać czarownicę, która krowę zczarowała,
szukają nasamprzód podkowy z wszystkićmi gwoźdźmi, zbićrają patyki,
które rzćka przyniosła, rozniecają z nich ogień, podkowę w tyih ogniu
do czerwoności rozpalają i leją na nię mlćko od zaczarowanćj krowy.
/) Czary. Czarownica.
(121)
Wtedy czarownica sama przyjdzie (Osieczany) i żądać będzie czego
z tego domu (Krzeszowice).
142. Imiziój leją to mlóko na bądź jakie żelazo rozpalone (Krze-
szowice).
143. Dawniój zbićrano koło rzóki powyrzucane przez wodę pa-
tyki, potóm gotowano przy nich powązkę z nabijanemi do niój szpil-
kami. Wtenczas miała przychodzić czarownica i prosić, aby przestano
gotować (Więcierza, Kasinka).
144. Aby czarownica krowom nie posłużyła, aby te mlćka nie
postradały, przybijają do progu stajni podkowę znalezioną na czczo
za trzecią granicą (w trzecićj wsi). Tę podkowę należy się przez
chustkę podnieść, a nie gołą ręką (Chyszów).
145. W Dziewiętnikach, aby czarownicę złapać, postępąje Itid
wiejski w sposób następujący. Zastawiają więc, jak mówią, łapki lub
sidła. Biorą powązkę czyli cedzidło, t. j. szmatkę, przez którą przece-
dzają mlćko dojone do skopca, kupują szpilki za dwa lub trzy centy
i napychają je w powązkę w wszystkich możliwych kierunkach. Na-
stępnie biorą nowy garnek mlóczny, zwany mliczakiem (mlćczak)
i włożywszy weń owe cedzidło z najeżonemi szpilkami, nalówają doń
wody do pełna i przystawiają go do ognia na piecu w samo połu-
dnie. Woda musi się dobrze gotować, ażby przyszła ta czarownica,
która krowie mlśko odebrała. Czarownica ta przyszedłszy do kuchni,
zbliża się do pieca, a pytając się: „Co tu się gotuje?^, usiłuje
garnek odsunąć. W tój czynności przeszkadza się jćj i nie dozwala,
by garnek ruszyła. Poczćm kręci się po kuchni lub obejściu, upatru-
jąc gdziekolwiek jaki przedmiot, któryby mogła z sobą zabrać. Jeżeli
się jćj nie dopuści, by cokolwiek mogła zabrać, to czarownica utracą
siłę szkodzenia krowie^ która od tćj chwili poczyna dawać dobre
mlćko. Jeżeli zaś czarownica cokolwiek weźmie, to cała próba na nic,
a krowa nie przestaje dawać złego mlćka. Podano mi nawet fakty
tego sposobu postępowania. We wsi Dzi^iętnikach były dwie takie
cziu*ownice, które przed niedawnym czasem zmarły ^).
146. Jeżeli krowa mlćko straci^ a wiedzą, która to kobićta kro-
wie posłużyła, warzą w garnku podkowę, powązkę, w którćj naokoło
są nawbijane ślubne szpilki i świńskie łajno. Gdy się to wywarzy,
giu*oek, w którym to się warzyło, tłuką o czarownicę. I to ma po-
módz, że się mlćko krowie wróci (Chyszów).
147. Aby bydło było wolne od czarownic, okadzają je głowien-
ką (Centaurea Jacea L.) lub posypują w wigiliją św. Łucyi po pro-
gu stajen mak (Zakopane) ').
148. Gdy koło domu przestęp (Bryonia alba L.) rośnie , cza-
rownica nie może odebrać mlćka krowom w tćm obejściu się znajdu-
jącym (Szczepanów).
') Ob. Kolberg, Lud, Yll 90, nr. 194.
») Ob. Kolberg, Lud. HI, 99, nr. 11, 12.
Soepr. Antrop. T. V. Ds. III. 16
Digitized by
(122)
149. Ody krowa przelęknie się przy jakićj chacie^ to w tój cha-
cie czarownica mieszkać masi; dłatego tóż koło nićj nigdy bydła nie
żeni% boby krowy mlóko utraciły (Szczepanów).
150. Aby czarownica krowie mlóka nie odebnda, zbićrają w wi-
gilią ów. Wojciecha (22 kwietnia) krwawnik (AchUłea MiUefolium L.)y
który suszą, a gdy się krowa ocieli, kadzą ją nim (Szczepanów).
151. Aby czarownica nie miała przystępu do krów, posypywano
dawniej makiem święconym w Matkę Boską Zielną progL
152. Teraz zaś odkąd spowiedzi nastały^ czarownic nie ma Tpo-
eofały się). Dawniój zbierały one trawę wyplutą od krów na pa-
stwisku jako złą lab z ziemią wyrytą i tóm babrały (psuły) mlóko
(Zakopane- Czorsztyn).
153. Aby czarownica nie odebrała krowie mlóka, należy od
święta Ofiarowania N. P. Maryi (Uwedenie w Chram Preswiataja Bo-
horodyczu, 21 listopada kal. gr.) pod wieczór przed każdóm świętem
każdą krowę trzy razy okadzić i pod nią tóż zakadzić safecinę (Do-
rożów).
154. Odyby z kobićt zbićrąjących zioła w przeddzień Matki Bo-
skiij Zielnćj jedna drugićj porwała jakie ziele lub gdyby to uczyniła
w kościele^ gdy je trzymają do święcenia, mniemają, żeby tćm mlćko
krowie odebrała, i za czarownicę w podejrzeniu ją mają (Sidzina).
155. Czarownice tak umii^ robić, że im się ma^o na poły
w maślniczce z mlćkiem dzielno (Zakopane).
156. Jeżeli masła nie można prędko zrobić, to czarownica temu
przeszkadza. W tym wypadku okładają (biją) maślniczkę trzonkiem
miotty, aby czarownicę wystraszyć (Jurków, Czorsztyn).
157. Albo tćż należy wyjść na drogi rozstajne i wziąć stamtąd
łajno krowie lub końskie i na uićm postawić maślniczkę (Borzęcin),
lub tćż krążacz albo długi prosty nóż wbić za obręcz maślniczki
(Ohorowice).
158. Jeżeli zaś kto obcy wchodzi do domu, gdzie ma^o robią,
powinien zaraz nsieść na ziemi, aby się masło prędko zrobiło (Jurków).
159. Za czarownika lub czarownicę uważąją tę osol)ę, któraby
w dzień św. Jana (24 czerwca) przed wschodem słońca wypędziła
by^o (Żarnówka).
160. Według nmiemania ludu czarownica przemienia się w roz-
maite zwierzęta.
161. Najlepićj czarownicę złapać w wielkie święto, a przede-
WBzystkićm we wigiliją św. Jura. Stawia się wtedy pod wrota osi-
kową bronę, która wstrzyma czarownicę wychodzącą z obejścia,
gdzie psuje krowę. Wtedy ma czarownica postać kobyły. Tę kobyłę
można na podwórzu złapać i co chcieć z nią zrobić. Tak zUpi^ pe-
wien gospodarz czarownicę przemienioną w kobyłę i powió^ ją do
kowala, di^ dobrze podkuć i puścił na cztćry wiatry. Na drugi dzień
przychodzi jćj newistka (synowa) do swego gospodarza i prosi o
pomoc dla swojćj świekry. Gospodarz domyślając się, o co chodzi,
idzie do czarownicy^ leżącćj u siebie za piecem. Palce u rąk i nóg
(123)
były przegwożdioDe. Baba rzecze doń: „Kumońku, rybońku, poki
bada żyła^ póty sia wam bude dobre w obori westy!** Na
dmgi dzień znowa przychodzi na podwórze kobyła, a gospodarz ów
natychmiast ją rozkał i czarownica była znown wolną (Ba cykl).
Obacz: ropacha.
g) Choroby.
162. Gdy krowa przestąpi ptaszę gniazdo , t>ędzie chorowda
(Jarków).
163. Ody bydło jest chore, należy je okadzić (Iwonicz)^ lab
należy drewna astrugać z mar, na których leżała niewiasta, i trzaski
te dać bydła choremu srjeść z inną karmią; bydło wyzdrowieje (Ma-
ków, Sacha, Grzechynia).
164. Chorćj krowie dają pić odwar z niebospada, tj. jaskół^
czego ziela (Chelidonium majus L.), także z nagiętku (nogietek,
Calandula offidnalis L.) (Wola Batorska).
165. Chore bydło kadzą maliniakiem (Zakopane).
166. Na chorobę zwaną marmora tłaką ślimaka zwanego mar-
mornyk (Cerithium) rozmącają w wodzie i zatćwają bydlę (Koło-
myj s kie).
167. Gdy się bydlęciu o w siak zrobi w gębie, t. j. krosty po-
dobne do owsa, to je zażegnywają (Osieczany).
168. Podobnież zażegnywają kur dzielą apotćm myją srćbmym
pieniądzem (Osieczany). Kurdziel jest to wrzód na języku lub
w krtani albo tćż między raciami.
169. W wsehodnićj Galicyi zowią wrzód ten kordiuk. W tym
celu wyjmują z szczęki świnićj szpik i smarują nim kordiuk lub prze-
palają siny kamień, mięszają z słoniną i smarują kordiuk (Koło-
myj skie).
170. Indzićj znowu smarzą razem kuriczky (kurze łajno), sło-
ninę, proch strzelniczy i czosnek i otrzymaną madcią smarują kordiok
(Dziewiętniki).
171. Albo tćż wycićrają miejsce zbolałe główką ostu kurdzielo-
wego (Zakopane).
172. Gdy krowę odmie, to ją prędko pędzą kawał drogi w pole^
gniotą po bokach i dają pić drożdży rozpuszczonych w wodzie lub
piwie, albo tćż dają jój wody, która stoi w dole na wićrzchu wapna
(Hecznarowice).
173. Na czarną chorobę u krów używają czarnego ziela (Ane"
mane Pulsatilla L.), a mianowicie liści, łodygi, rzadzićj korzenia^
gotują to w mlćku lub wodzie i dają pić bydłu (Hecznarowice).
174. Na pakodnik t. j. odęcie z bii^ą lub ezamą krostą na
b(Aa, Idiórą szpilką lub igłą zdejmują, trą krowie papę marunką i solą,
potćm dają jćj to jeść i pić wodę z wapna (Hecznarowice).
175. Gdy się krowa cielna potłucze, lub gdy ją inne pobodą,
dawają jćj jeść boże drzewko^ aby się nie pomiatała^ t. j. aby iii^
porzuciła^ poroniła (Hecznarowice, Czorsztyn, Dzianisz).
Digitized by
(124)
176. Lepszym środkiem ma być skórka z młodego zająca^ którój
kawałek razem z włosem krowie dają zjeść (Hecznarowice).
177. Gdy krowa po ocieleniu się dostanie żółwia, t. j. boleści
i iylj prowadzące do wymienia napnchną, okładają wymię gliną z lo-
chu (piwniczki wygrzebanój w ziemi i dachem lub damiami nakrytój),
co nie widziała i^ońca (Chyszów).
178. Gdy bydło sucho łajni, podobnie jak koza, wtedy dostało
dziuka. Przyczyną tój choroby jest nagłe jedzenie i sucha pasza
przy niedostatku wody do picia. Dziuk zgarniają w następujący spo-
sób. Posmarowawszy ręce sobie oliwą, wkładają je do bydlęcia i zgar-
nują tego dziuka (Chyszów).
179. Paskudnik jest zawloką na oku i wzdymaniem na ciele.
Błonkę tę na oku przekala się igłą, przewlćka nitkę i podniósłszy ją
trochę do góry, przecinają brzytwą i solą z czosnkiem ścićrają. Bydlę
ma tym sposobem odzyskać wzrok. Zresztą ma to być choroba śmier-
telna (Chyszów).
180. Skułą albo skołką zowią okulenie bydła, wskutek wle<^
zienia mu do kopyta jakiegoś robaczka. Jeżeli bydlę jest miękkiego
rogu, to się tworzy wrzód. W tym wypadku stłuczony siny kamień
wrzucają do roztopionój starój słoniny i maścią tą, gdy wystygnie,
smarują kopyto. Gdy zaś noga spuchnie, warzą słomę jęczmienną
z liśćmi z czarnćj olszy (pospolitój, Alntis glutinosa)] w odwarze tym
maczają szmatę i obwijają nogę bydlęciu (Chyszów).
181. W zimie zeskrobują na to korę z olszy. Przyczćm używają
także zażegnywania, które tak się odbywa. Trzeba mieć podkowę o
siedmiu dziurkach, z których siódmą kowal przez omyłkę wybtt i
krzesiwo z gangnesem (magnesem?). Podkowę tę bierze się w środ-
ku, przeżegna się trzy razy i uderza krzesiwem trzy razy o nię, mó-
wiąc za każdóm podz wonieniem trzy razy: „Za wolą Pana Jezusa
i wszystkich Świętych", poczóm się ją dokoła obrzęknje i na ko-
niec trzy razy się przeżegna (Chyszów).
182. Gdy bydło laksuje (ma laksórkę) t. j. rozcieńczenie, dają
mu>z paszą dryakiei^ (Dz i a nisz).
183. Aby statek czyli bydło uchować od wścieklizny, daje mu
się wody, do którój dodano trochę cisu uskrobanego (Zakopane).
184. Gdy bydłem piere (rzuca) po ziemi, dają mu babkę (tak
Plantago major, jak mediay bo tych gatunków lud nie rozróżnia),
z masłem albo z ciastem (Zakopane).
186. W Dziewiętnikach mówią, że gdy bydlę zjć diugę, t. j.
robaka przebywającego na mokrych miejscach, rozdyma się, a czasem gi-
nie; jako środek leczniczy dają krowie siarkę lub salótrę albo tćż
przepędzają krowę.
186. We wsi Jasieniu w powiecie Brzeskim w jesieni 1869 r.
pewnemu chłopu zachorowała krowa, nie chciała jeść ani pić. Chłop
zawołał do wylóczenia kilka starych bab. Te orzekły, że krowa chora
na żabę, a chcąc ją wylćczyć, potrzeba chwycić żabę i wpuścić kro-
(126)
wie do gardła. Zrobiono tak; a krowa niezadługo zaczęła rzucać się
i kurczyć, a w końcu żyć przestała.
187. W innćj wsi (B.) w powiecie Bocheńskim w czerwcu 1870 r.
pasł pastćrz kilka krów w lesie. Jedna z nich zabłąkała się w krza-
kach, a gdy ją znalazł, ujrzał, że ma gębę zapuchniętą. Przygnał ją
natychmiast do domu i zwołał baby do lóczenia. Baby orzekfy, że ją
żmija ukąsiła, albo że zjadła jaką roślinę jadowitą. Ażeby więc pu-
chlina zeszła, wlały wody rzćcznój do putni, nałapały żab w stawie
i wpuściły do tćj wody, potćm przez pół godziny gębę krowy w tćj
wodzie trzymać kazały. Tym razem puchlina zeszła.
1. Chomika lud zowie powszechnie psem ziemnym.
2. Gdy kto ma ból gardła lub szyja go boli, udaje się do ta-
kićj osoby, czy mężczyzny, czy tćż kobićty, chłopca lub dziewczyny,
która mi^^a psa ziemnego w rękach. Osoba ta rozcióra szyję sła-
bego trzy razy; poczćm ból ustaje (Szczepanów).
1. Ołos chróściela czyli derkacza naśladują pastćrze następu-
jącym sposobem : „Sićcz, grab, — siócz, grab, — jćdz sćr, — jódz
chlćb, — jćdz chlób" (Zaborów).
Ob. Przepiórka.
1. O nićj krąży u ludu powszechnie następujące podanie (Kra-
kowskie, Wieliczka, Dziewiętniki, Stanisławów, Nadworna,
Janów pod Lwowem i t. d.). Pan Bóg dał czapli i wilkowi worek
pieniędzy. Wilk nie chcąc go zagubić, porozpożyczał je ludziom. Cza-
pla atoli chodziła z nim koło wody i zagubiła go w wodzie. Przyszła
więc do wilka i użaliła się przed nim. A wilk na to: „Szukaj, gdzieś
zgubiła^. Przeto czapla teraz ciągle chodzi ponad wodą i szuka zgu-
bionych pieniędzy, a wilk odbićra sobie za nie w procencie bydło od
ludzi.
2. Gdy się powić czapli: „Panno czaplo^^ odpowiada: «Że-
byś do śmierci panował.^ Gdy zaś jćj kto powić: „Czaplo,^ to
mu odpowić: „Żebyś do śmierci stał jak czop" (Pobereże).
3. Rybacy poszukują czapłich nóg i przywięzują takowe podczas
połowu ryb do sieci, gdyż nogi czaple ściągać mają ryby i sprowa-
dzać dobry połów (Żdżary).
4. Czapla prosi P. Boga o dćszcz. Gdy schwyci żabę, to zna-
kiem, że ryb nie ma (Przemyskie).
5. Gdy czapla leci przez las, a żabę wypuści, to lud mówi, że
z dćszczem żaby spadają (Stanisławów).
7. Chomik (Cricetus frumentarius).
8. Ohróściel (OalUnula crex).
9. Czapla (Ardea cinerea).
Digitized by
(126)
6. Ody zaś leci z rybami' w dzióbie, a któr^ z niob zgabi; to
mówią, że ryby z dószczem spadają (Krecho w ce).
7. Ody chłop obaczy czaplę na wodzie, będzie wkrótce śnićg
(Dziewiętniki).
8. Drzewo, na którćm czapla siedzi, usycha od jój gnoju (Fi tk ów).
1. Lud zowie go łubkiem (Myślenice), kukułką żydow-
ską (Strutyn, Złoczów, Janów), zazutą żydowską (Stanisła-
wów, Bóbrka, Dziewiętniki), także wudwudem żydowskim
(Dziewiętniki, Bohorodczany).
2. Dudek według mniemania ludu wtedy przylatuje do naszych
okolic, gdy cebula zejdzie. W Bobreckióm i na Podolu istnieje w uściech
ludu przysłowie: „Wże bude tepło, bo wudwud dudaje.** Zaczy-
na on wtedy dopióro dudaó, gdy dobrze pociepleje.
3. Lud powszechnie utrzymuje, że on jć cebulę i czosnek
(Bóbrka, Dziewiętniki, Bohorodczany, Łysieć, Tyśmienica,
Sielec); stąd tóż mięso jego cebulą śmierdzi; przeto nic dziwnego,
że go nazwano kukułką lub zazulą żydowską, lub wudwudem czyli
judjudem.
4. W niektórych okolicach uważają go za bożka żydów (Boho-
rodczany), lub za ducha żydowskiego (Łysieć, Tyśmienica).
5. W Dziewiętnikach na wytłómaczenie nazwy jego wud¥mda ży-
dowskiego, słyszałem następującą gadkę:
Szedł onego czasu żyd przez las. Wtćm odezwał się dudek:
„Wudwud, wudwud." A żyd na to: „A to żydowski dudek,
skąd on wić, żem żyd; on woła: „Jud-jud, Jud-jud.'' Czemu
to ta zazula ruska (kukułka) zna się na grzeczności i mówi
mi: „Panie kupiec. Panie kupiec. Panie kupiec"? Żyd przy-
szedłszy do karczmy opowiedzi^d swoję przygodę z dudkiem, a cieka-
wy lud słuchał go i nazwał dudka wudwudem (wodwudem) ży-
dowskim.
6. Ktoby dudkowi zerwał czub, wielkie czeka go nieszczęście;
dlatego nikt go nie bierze nawet w ręce (Po siecz).
7. Ody zaś kto popatrzy na niego, gdy karmi młode, t)ędzie
miał wielkie szczęście (Przemyskie).
8. Indziój zaś mówią, że kto na dudka popatrzy, l>ędzie miał
wole (podgardle) (Pobereże, Stanisławów, Ostrynia, Ka-
mienna).
9. Jeżeli kogo łubek na czczo o łubka, będzie mu z ust cuch-
nęło jak dudkowi, przez całe życie (Myślenice, Nadworna).
10. Kto wyszedłszy na dwór na czczo ususzy dudka, ten bę-
dzie csiy rok na czczo wychodził na pole (Ladzkie).
Derkacz, obacz: Chróściel.
10. Dudek (Upupa epops).
(127)
11. Dadek zbióra kłosy i składa do gniazda swojego^ a na nich
cznbki młudym wyrwane^ aby odstraszyć drapieżne zwierzęta. Cznbki
młodym odrastają (JazłowieC; Browary).
12. Jeżeli dudek wieczór woła^ to będzie dószcz (Stanisław ów,
Tyśmienica, Dziewiętniki).
13. Jeżeli przed Zielonemi Świętami trzy razy zakrzyczy^ to
będzie urodzaj^ jeżeli tylko dwa razy, to go nie będzie (Markowa,
Lwów, Janów).
14. Gdy dudek przyleci do któregobądż domu i zapuka dzlóbem
do drzwi lub okna, to będzie na drugi dzień mróz lub dószcz (Tłu-
macz, Stanisławów, Kniażowskie, Erecbowce, Żywaczów),
lub zapowiedzią rychłój zimy (Dziwiętniki).
15. Dudek przyobiecał kupić kukułce trzewiki i nie kupił. Eu-
kidka się upomina o nie, mówiąc: „Kupisz? Kupisz?^ Aon na to:
„Będą, Będą." (Dziewiętniki, Bóbrka).
1. Dzięcioły koło Szczerca zowią kowalami, koło Strzeszyna
żołnami, w Złoczowskióm dołbaczami, w Rohatyńskićm dowba-
czami.
2. Dzięcioł czarny stukający dzióbem w słup chaty lub róg chaty
przepowiada śmierć (Rohatyńskie^ Dukla)
3. Dzięcioł piszczący w lesie przepowiada w lecie dćszcz, a
w zimie śnióg (Strzeszyn).
4. O dzięciole opowiadają, że zna taką trawę, zapomocą którćj
można wszystkie zamki odemknąć. Kto chce dostać tćj trawy, niech
szuka nasamprzód piskląt jego w gnieździe. A gdy je znajdzie, niech
otwór jego zabije kołkiem. Dzięcioł wróciwszy do gniazda, kuciem usi-
łować będzie wydobyć kołek, a gdy mu się to nie uda, wyszuka pe-
wnćj trawy, zapomocą którćj kołek wyciągnie i pisklęta swe od śmierci
uwolni. Chcący uzyskać od niego tę trawę, winien rozłożyć przed drze-
wem, w którym gniazdo dzięcioła się znajdąje, czerwoną chustę; na-
tenczas dzięcioł upuści trawę na chustę w mniemaniu, że opali się
w ogniu roznieconym pod drzewem (Łomnica).
1. Gdy w środę wstępną dćszcz pada, to rój gąsienic kapustę
zjada (Dziani sz).
2. Jeżeli w dzień św. Józefa (19 marca) pochmurno, to uroda
na gąsienice, a kapusty mało będzie, bo ją gąsienice zjedzą (Strzeszyn).
O Ob. Marcinkowski, Lud ukraiński. U, 125.
11. Dzięcioł (Picus).
Dżdżownice, obacz: Glisty.
12. Gąsienice.
(128)
3. Aby się gąsienice nie wiązały w kapudcie, wynoszą w nie-
dzielę wielkanocną skorupy z jaj święconych na grządki^ na których
zasiana rozsada kapusty (Żarnówka, Harbutowice).
4. Aby gąsienice kapusty nie jadły, lud na procesyi w Boże
Ciało obłamm'e gałęzie, któremi ołtarze mają, zatykając je do kapusty
(Chyszów, Łużna).
5. Indziój oświęcone na Matkę Boską Zielną ziele wstawiają do
kapusty dla zabezpieczenia jój od gąsienic (Jordanów, Bieńkówka,
Borzęcin, Olszyny).
1. Kto zobaczy naprzód na wiosnę gęś, będzie cały rok słaby;
jeżeli zaś żrćbię ujrzy, będzie zdrów (Bocheńskie, Krościenko).
2. Gdy dzikie gęsi wysoko lecą do cieplic, to zima nie prędko
nastanie, a gdy nisko lecą, wkrótce zima nastąpi (Osieczany).
3. Gdy zabiją gęś na św. Marcina i takową upieczoną jedzą,
uważają na kość pieczoną; jeżeli jest czystą, to będzie prayszły rok
suchy, a jeżeli ciemniawą, to rok wilgotny (Krzeszowice).
1. Glisty czyli dżdżownice toczące ziemię zwiastują dćszcz
(Wola Batorska).
2. Spirytus, w którym przez trzy miesiące moczono dżdżownicę,
wybornóm jest lókarstwem na reumatyzm (Brzeżańskie).
1. Gdy gołębie paplają się w wodzie, czy to w lecie^ czy to
w zimie, i gdy późno wieczorem do gniazd wracają, nastąpi słota.
(Strzeszyn).
2. Gdy gołąb skacze i wiórzga nogami, mówią, że będzie wiatr
i „ulga^ powietrza (Zabełcze).
1. Według mniemania ludu jaskółki nie odlatują na zimę do
cieplic, lecz siedzą przez zimę w bagnach, a na wiosnę wylatują
z tychże, ale tylko te, które się przeszłego lata wj lęgły. Ich rodzice
zaś pozostają w bagnie i przemieniają się w żaby. Stąd tóż to pocho-
dzi, że na wiosnę bardzo mi^o jaskółek się pojawia, choć w jesieni
było ich wiele (Brzezinka, Pochówka).
2. Albo tćż zbiórają się w jesieni nad wodami, zaczepiąj^ się
nóżkami jedna drugićj i zanurzają się w wodzie^ w rzćkach lub sta-
') Ob. Kolberg, Lud. Vn, 137, nr. 26.
13. Gęś (Anser domesticm).
14. Glista (Lumhricus łerrester).
15. Gołębie (Columbae).
16. Jaskółka (Hirundo).
(129)
wachy gdzie zimę przepędzają, a na wiosnę znown wylatują. Przyczyną
tego przesądu ma być ta okoliczność, iż znachodzono po bagnacii i
stawach wiele utopionych jaskółek (Szczepanów, Ladzkie, Sta-
nisławów, Nadworna, Dzie więtniki, Złoczów, Jazłowiec, Du-
kla i t. d.).
3. Lub tóż nawet chowają się pod podłogami stajen, uczepiwszy
się jedna drngićj i^Zabrzeż, Krościenko^
4. Gdy jaskółki pićrwszy raz na wiosnę się pokażą, musi być
jeszcze śnićg, bo one go wytrzęsają (Dziewiętniki, Romanów,
Hołoskowice).
5. Gdy jaskółka ukaże się na i w. Józefa (19 marca), będzie wnet
wiosna (^Szczepanów).
6. Jaskółkę szanuje lud powszechnie. W tym domu, na którym
ma gniazdo lub je zakłada, panuje szczęście (Dziewiętniki, Tyśmie-
pica, Stanisławów, Wieliczka, Janów pod Lwowem, Złoczów,
Dukla, Muszyna, zresztą powszechne).
7. Tego domp nie uchwyci się pożar (Dziewiętniki, Janów,
Złoczów); w tym domu musi być tego roku wesele (Biiczacz, Ty-
śmienica); z tego domu p^^nna za mąż się wyda (Pochówka, Po-
bereże).
8. Dlatego tćż nie wolno jaskółce wyrządzić krzywdę. Wszelką
wyrządzoną jćj krzywdę uważa lud za grzćch (Dziewiętniki, Si-
dzina), a psotnika spotyka nieszczęście (Lądzkie, Ja zło wiec).
9. Kto zabije jaskółkę lub jćj gniazdo zepsuje, zburzy lub tćż
jaja wybierze, rozbije, temu zrobią się strupy, słody czyli parchy na
głowie (Janów, Bucyki, Dziewiętniki, Halicz, Jasienów polny),
albo dostanie piegów wi eś ni^inkam i (Dolina, Kn iażowskie),
albo „ wiśni wkie" zwanych (Kałusz, Siwka), albo krost (Po-
bereże. Nadworna, Sielec).
10. Lub tćż w tyi» domu, w którym mieszka jćj krzywdziciel,
ktoś umrze (Miku lic zyn)
11. Albo krowy tego lub owce krwią doić się będą (Sidzi-
na, Raba wyżnia), lub tćż jaskółki podlatywać będą temu popod
krowy, zamieniając ich mlćko w krew, jakby dla zemsty (Sidzina,
Jazłowiec, Dukla, Tymbark). W ogóle gdy jaskółki przelatują
popod krowy, uważa to lud za jakąś karę, gdyż krowy takie dają
mlćko krwawe (powszechne, ob. Kolberg, Lud. III, 100, nr. 16)
') Ob. Kolberg, Lmd, VIL 111, nr. 25. — Wójcicki, Zar. dom, JI,
169. — Marcinkowski, Lud ukraiiiski. II, 128.
') 'W Niemczech zowią jaskółkę ptakiem Pana Boga lub N. P. Maryi.
Ktoby jaskółkę zabił, temu krowy czerwone dawać będą mlćko, lub
poginą,* albo t^ż piorun uderzy w dom jego. albo za karę umrą mu ojciec
i matka. — Dawnićj miano to za zły znak, gdy się komu jasKółki
przyśniły. - Kawaler ujrzawszy na wiosnę pićrwszą jaskółkę, winien
popatrzćć, czy pod nogami jego leży włos; tćj samćj barwy włosy mieć
będzie jego przyszła żona. — Ujrzawszy pićrwszą jaskółkę, należy pie-
niądze w kieszeni zamięszać, aby ich mieć podostatkiem przez cały
KoKpr. Antrop. T V. Dz. 111. 17
Digitized by
(130)
12. Gdy jaskółka wled do izby, jest to oznaką śmierci Itib cli<V
roby (Stanisławów, Janów), w og<Ue jakiegoś nieszczęścia (Fitków)*
13. Gdy wleci oknem do izby, będzie jakaś nowina (Pobereże).
14. Gdy jaskółka wlatuje przez dymnik, nważają za coś oso*
bliwego (Zaborów).
15. Gdy się wyjeżdża w drogę, a jaskółki plączą się poprzed
końmi, jest to oznaką, że się podróż nie powiedzie (Stanisławów^
Dziewiętniki, Janów).
16. Kto pićrwszy raz na wiosnę njrzy jaskółkę, niech udaje się
szybko do domu i mjje, aby był rzeżwy i wesoły, jak te ptakf
(Szczepanów, Maków), lub niechaj nacićra sobie oczy jakąkolwiek
wodą, nawet śliną, aby go oczy nie bolały (Chocznia) *)•
17. Albo: umyj się, abyś nie biegł szybko na spanie, abyś nie
był rozespany (Dziewiętniki), abyś wczas wstawał, a we dnie nie
spał (Wola Batorska), abyś się nie opalił (Zaborów).
18. Ktoby schwycił jaskółkę, a nie obmywszy ręki, potarł nią
twarz, dostanie plam na niój (Pochówka). >Młode bowiem jaskółki
mają krostę ; gdy więe kto je schwyci i potrzyma w ręce , dostanie
krost (Posiecz, Dolina, Bielec).
19. Mający pryszcze, niech uważa na pierwszy przylot jaskółek,
a skoro tylko z ciepłych stron przylecą, niech się na nie popatrzy,
a pryszcze zgoją się czyli zginą (Pochówka).
20. Gdy kto ma piegi, a jaskółkę pierwszy raz obaczy na wiosnę
i obmyje się błotem, to mu piegi zaraz znikną (Bohorodczany, Bie-
lec, Stanisławów).
21- Lub niech weźmie wody na miskę i umyje się; jeżeli jadkół-
^ ka napije się tćj wody, dotycząca osoba utraci owe piegi (Jezupol).
22. Albo zobaczywszy jaskółkę po raz pierwszy, powinien wołać :
„Łastiwkie, łastiwkie^
Zdojmyt z mene wiśniwkie". (Siwka, Kałusz).
23. Albo tóż wreszcie rzucając za niemi kamykami, mówić winien
te słowa:
,,Łastiwki, łastiwki,
Wozmyt sobi weśniwki,
Nate wam kameńci,
Dajte meni rumieóci". (Fitków),
24. Jaskółki nisko latające i o wodę skrzydłami bijące, zwia-
stują dószcz, a wysoko latające, pogodę (powszechne w Krakowskićm
i na Rusi).
rok. — Jaskółka, która przez lat medm* w Um samćm gnieździła się
gnieździe, zostawia w nićm jaskółczy kamień dobry na cierpienia oczu.
Według innych wydobywa się go z młodćj jaskółki i nosi na sz^ jako
środek przeciwko padaczce. Serce jaskółki noszone w kieszeni przy
sobie utrzymuje przywiązanie dziewczyny. Omitholog, Cenłralolałt
1876, 36.
O Kolberg, Lud. Ul, 91, |t^18.
Digitized by
(131)
26. Gdy jaskółka się kąpie> będzie burza (Zaborów). Gdy zaś
w czasie sloty jaskółki nisko ponad ziemią łatają, albo tuż ponad wo-
dą, to oznaką, że słota potrwa jesicze długo (Podobin).
26. Gdy młode jaskółki piszczą, będzie zmiana powietrza (Janów,
Dziewiętniki).
27. Gdy zaś kto w lecie ujrzy pierwszy raz jaskółkę, będzie
słota (Chocznia).
28. Gdy jaskółki gók^ą stadami nad wsią latają> tjędzie w tój wsi
głód; gdy zaś dołem, to urodzaj (Przemyskie, obacz nr. 24).
29. W Zaborowie dzieci naśladują szczebiotanie jaskółki nastę-
pującym sposobem: „Kręci nici, kręci wici, pojedziemy orać!**
30. „Jak P. Bóg przeznaczał każdemu ptikowi, co mk jeść, a co
nie, to powiedział jdskółce, żeby pczół nie j4dła, boby wnet umdrła.
A ona: „„Czy długo żyć, czy krótko żyć, aby tylko użyć""* I tak bę-
dzie wołać, jaż do sądnego dnia** (Iwonicz)
81. Jeżeli łajno jaskółcze padnie na głowę, będzie w tim miejscu
łysina lub utworzy się strup (Dziewiętniki, Stanisławów), lub do-
stanie się parchów (Nowosiółki), a gdy padnie na oczy, następuje
ślepota (Lwów 8 ki e> Przemyskie, Jasionów polny, Stanisławów,
£[rościenko).
32. Gdy wysuszonćm gniazdem jaskółczćm podkadzi się dziecko,
to ono będzie zawsze zdrowe (Bo ho r o dc zet ny).
17. Jastrząb* (Falco pahmharius).
1. Jastrząb powstaje z kukułki (Bohorodczany).
2. Jest on także dyjabłem, bo jak dyjabeł ludzi, tak on zwie-
rzęta chwyta (Łysieć, Tyśmienica),
3. Co siedm lat przemienia się w krogulca (Pobereże), albo
co rok (Lwów, Dukla)*
4. Jastrząb wypija jaja^ a skorupę zanosi do gniazda (Jasień ów
polny, Pobereże, Kniażowskie), albo chowa w miejscu sobie zna-
lićm (Krechowce^ Stanisławów, Żywaczów),
5. Jastrząb nosi swe gniazdo pod skrzydłami (Jazłowiee, Bro-
wary).
6. Gdy pierwsze jaje, które młoda kura zniesie, da się ubogiemu,
jastrząb nie zrobi szkody w drobiu (Iwonicz), czyli nie pot wie głó-
wnie kury (Maków).
7. Gdy jastrząb porwie kuf^, jest to oznaką, że w tćj zagrodzie
przechowuje się złodziej (Dolina).
8. Aby jastrząb nie porywał kur i młodych gąsiąt, należy kur-
czętom i gąsiętom głowy nacićrać roztartym prochem strzelniczym, bo
jastrząb z wącha wszy proch ucieka (Nadworna).
"W okolicy Iwonicza lud pochyla otwarte a ku o, co naznaczamy przez
d; pochylone zaś ó w jego mowie brzmi przeciągle i środkuje między
pochylonćm d a otwartćm o.
Digitized by
(132)
9. „Jajstrzębiowi P. Bóg k&zdł jeść małe ptAszkl. Sowa sie nlę*
kia, żeby i (jój) dzieci nie zj4d. Tej poszła do niego, zaprosiła go do
kśrczmy, dała mu wódki, żeby i (jśj) dzieci nie jid. — „„A które to
twoje?*"", jajstrząb sie pyti. — te, co najpiękniejsze!**" — „„A, do-
brze**". — Potćm jajstrząb po8z4ł, tej chodzi i szoka: te piękne, te
piękne, i przyszAł na sowięta. „„O, dyć, już brzydszych nić md"**. Tej
zj4d. A insze ptAki dowiedziały się o tćm, tej w śmićch. Dlatego to
sowa nie chce w dzień Ińtać, bo sie stydzi i złń, że sie z ni (nićj)
śmieją** (Iwonicz). Ob. Sowa.
1. Jaszczurkę żartobliwie „Fesią** zowią. Pastuchy przydybaw-
szy jaszczurkę, mówią do niój: „Fesiu, Fesiu, pusty chwist",
i przytrzymują kijem lub nogą jśj ogon, dopokąd się nie oderwie
(Bucykił.
2. Ogon odłamany porusza się aż do zachodu słońca (Enia-
żowskie, Jasienów polny).
3. Albo zamienia się w węża czyli gadzinę (Ostrynia). Albo
jeżeli się jaszczurce ogona nie utnie, zamienia się w węża (N. Sącz).
4. Kto jaszczurkę zabije, temu rychło umrze ojciec lub matka
(Sielec)^ albo kto zabije jaszczurkę samca, tomu umrze ojciec, a kto
zabije jaszczurkę samicę, temu umrze matka (Nadworna, Dziewię-
tniki, Janów).
6. Kio jaszczurkę zabije lub męczy, temu na tamtym świecie
w ustach siedzieć będzie (Tłumacz).
6. Kto bije jaszczurkę batem, lub kto batem ją potnie na ka-
wałki, a tym batem bydło zagania, temu bydło chudnieje, schnie i wy-
gląda jak szczćpa (Szczepanów).
7. Te kawałki jaszczurek, podobnie żmij i padalców według mnie-
mania ludu zrastają się razem (Szczepanów, Krościenko, N. Sącz).
8. Kto zjć jaszczurkę zwinkę, temu za dwa tygodnie młode się
wylęgną i wyjdą z niego (Stanisławów, 8 1 rutyn).
9. Kto stanie w miejscu, w którćm gnieżdżą się jaszczurki , po-
padnie w jakieś niebezpieczeństwo (Sie lec).
10. Kogo jaszczurka ukąsi, musi umrzćć (Nowesioło w Zhn-
raskićm, Łabowa, Ladzkie, Stanisławów).
11. Gdyby człowiek ukąszony od jaszczurki znalazł pićrwćj wodę
i pił, wówczas jaszczurka niechybnie ginie; w przeciwnym wypadku
umićra człowiek (Złoczów).
12. Kto jaszczurkę przejedzie, ten albo gdzieś wywróci, albo mu
się coś u wozu złamie (Mi kul i czy n\
1 ^ Aby usunąć ból głowy, dość włożyć jaszczurkę za pazuchę
(Jasienów polny).
14. Gdyby w pobliżu śpiącego człowieka znajdował się wąż
(żmija), wtedy jaszczurka włazi człowiekowi temu za pazuchę i łaskoce
go, aż się obudzi (Nadworna, Dziewiętniki, Nowytarg, Djikla)
18. Jaszczurka (LaceHa)^
(133)
15. Jaszcznrki nie żyją koło domów, bo giną, spojrzawszy do
okna (Nadworna, Dziewiętniki).
16. Jeżeli koło domu jaszczurka leży na wznak, przepowiada
pożar bliski w tym domie (Z b łudź a).
17. Jaszczurka ma władzę oczarowania człowieka (Ujanowice).
18. Jaszczurek używają baby i czarownice do czarów. Są bowiem
cżarownice, które chwytają jaszczurki, takowe na proch suszą, a potóm
dają go z wódką wypić temu, z którym się gnićwają. Z tego prochu
powstają młode jaszczurki i człowiek ten musi wkrótce umrzćć (Posiecz\
19. W Dziewiętnikach słyszałem o tćm w następujący sposób.
Baby łapią jaszczurki, zabijają, potćm suszą, tłuką i gotują w wrzącśj
wodzie. Odwar ten daje dziewczyna swemu kochankowi do picia, by
go na zawsze pozyskać. Jeżeli odwar ten dłuższy czas postoi np. dobę,
obraca się w okropną truciznę. Osoba, która go wypije, dostaje obłędu,
waryjacyj; następnie puchnie i umićra (Dziewiętniki).
20. Jaszczurka na kawałki posiekana, podana potajemnie w po-
trawie, działa jako powolna trućizna. Z kawałków tych mają się wy-
lęgać młode jaszczurczęta, które pchając się kłębami do gardła , czło-
wieka diiszą (Dukla, Krościenko, Stanisławów).
21. Zabiwszy jaszczurkę, trzeba do jój pyszczka włożyć ziarnko
grochu i zakopać w ziemię. Ody wyrośnie i owoc wyda, należy strączki
zerwać. Grdy kto chce, aby go nikt nie widział, to powinien ten groch
wziąć do gęby; natenczas stanie się niewidzialnym (Nadworna).
22. Według zdania ludu jaszczurka jest zwierzęciem jadowitćm,
jak wąż (Markowa, Zdynia). Raz wieśniak zabił jaszczurkę. Druga
(towarzyszka) tćm się zemściła, że gdy wieśniak ten wyszedł w pole
kosić trawę, jaszczurka do dzbanka wody, który miał z sobą, napuściła
jadu. Wieśniak napiwszy się t^j wody, umarł) jaszczurka zaś widząc
tO; obaliła dzbany aby się nikt więcćj nie napił (Horyhlady).
23. Pastuch zabił małe jaszczurki. Stara poszła za nim do domu,
a gdy chłopiec strawę ugotowaną mu na wieczerzę wyniósł na dwór,
aby wystygła, jaszczurka napuściła do nićj trucizny (Horyhlady).
1. „PrAwda, że terAz jednorożców nić ma?" — „A cźeinu?" — „Otóż
to taka sprawa była. Kiedy Noe zabrdł po pńrze do arki ze wszystkich
żwićrząt, to wzion i jednorożca Ale on bód okropnie insze żwićrzęta,
a woda już była wielga. Ta Noe, nie wiele myslęcy, otworzył dżwierki
i cisnńł go do wody. Jednorożec z początku pływAł, ale jak już woda
drzewa i góry zaleła, wtedy ptńki nie midly dzie siadać i siadały na
róg jednorożcowi. Dużo się ich nazlatowało i zatopieły łeb jednorożcowi.
Tak od tego czasu nie ma jednorożców, bo choć samica ostała, ale
samca nie było** (Iwonicz).
19. Jednorożec.
Digitized by
(134)
20. Jelonek (Lucanus Cewus).
1. Jelonka zowią w Dziewiętnikacli korowycia; w Podegrodziu
w Rohatyńskićm rohaczem, w Kołomyjskióm baranem. Pod Podhaj-
cami mianują go krówką, a w Mikuliczynie bożaja korowka.
2. W Dziewiętnikach krąży o nim następująca gadka: Jeżeli
w obejściu czyli zagrodzie przebywa samiec, to w chudobie rodzi się
więcdj samców; jeżeli zaś samica jelonka znajduje się w obejściu, to
przybywa więcćj samic, niż samców.
21. Jeż (Erinaceus europaeus),
1. Jeżeli jćż w dni pogodne często zwija się w kłębek, to przy-
szła zima będzie ostra, a gdy w jesieni jabłka zbićra na kolce i do
jamy je zanosi, to na przednówku będzie głód (Zbłudza).
22. Indyk.
l. Indyczka zwykle wola zwolna: „Prosiła indyczka pana
karbowniczka o garsteczkę pośladu!" A na to odzywa się z gnie-
wem indyk: „Czemu nie ma dać pięknego" (dwa razy) (Kra-
kowskie).
23. ZaozkJl (Anas).
1. Tylko ta kaczka wylęgnie młode, którą nie kura, tylko kaczka
wywiodła (Dż win ogród).
2. Dzikie kaczki i gęsi zwiastują wiosnę, gdy wcześnie groma-
dami przylatują, a gdy wcześnie odlattyą, zapowiadają zimę Wczesną
i ciężką (Dukla).
24* Kania (Falco milms).
1. Kania dlatego czeka dżdżu (dśszczu), bo jój nie wolno pić
ze źródeł ani innćj wody, jeno dćszczową, a to za karę, bo nie chciała
ptaszkom dopomódz przy kopaniu źródeł; musi więc podczas dćszczu
dziób otworzyć i czekać, aż si^ jćj naleje* Dlatego tćż^ gdy zacznie
wołać „pić", dćszcz wkrótce spadnie (Dziewiętniki).
2. Kto się utnie, niechaj położy na ranę kanie sadło; rana
wkrótce się zrośnie i boleć nie będzie; również nie będzie się rana
gnoiła t. j. jadziła (Dziani sz).
25. Zawka ( Cowus monedula ),
1. Gdy kawka umrze, to wszystkie kawki z okolicy się zlatują
i zagrzebują ją w ziemi (Wołczyniec).
Digitized by
(135)
2. Jeżeli się gromada kawek zbierze na jakim domie^ to tam.
ktoś nmrze (Stanisławów, Horyhlady) lub zachonije (Dziewię-
tniki), albo gdy kawki latają ponad domem, także tam ktoś nmrze
(Ladzkie, Żywaczów).
3. Gdy kawka przechadza się po dachn^ znaczy szczęście, mia-
nowicie pan tego domu wzbogaci się, a gdy stanie i zaraz odleci, to
pan domu zubożeje (Przemyskie).
4. Gdy kawki gromadnie na polach siadają, będzie tam nieuro-
dzaj. W ogóle gdzie kawki gromadami zjawiają się, to mówią, że wojna
będzie (Pobereże, Dziewiętniki) lub głód (Ostrynia).
5. Jeżeli gromadami na jednćm miejscu latają, jeżeli to w lecie,
to będzie dćszcz, a jeżeli w zimie, to śniegawica (Tyśmienica, Kre-
ch owce), w ogóle zmiana powietrza (Jazłowiec, Browary, Janów).
6. Jeżeli kawki biją się stadami, będzie niepogoda (Tłumacz).
7. Kawki siadające na wierzchołku wieży, zwiastują zmianę po-
wietrza (Złoczów).
8. Kawki latające w zimie i kraczące przepowiadają śnióg (Sta-
nisławów).
9. Kawki ciągnące w czasie wojny za wojskiem, wróżą mu nie-
chybną porażkę (Stanisławów, Ładzkie, Nadworna, Dolina)
ZogUt, obacz: Zura.
26. Zomary (CuUces).
1. Gdy komary kąsają uporczywie pod wieczór, będzie nazajutrz
dćszcz (Do różów).
27. Zoń.
1. Koń stał i zajadał obrok. P. Jezus chciał siąść na niego, lecz
koA nie dozwolił, odpowiadając, że sobie jeszcze nie pojadł. Na to P.
Jezus: „Więc sobie nigdy nie pojesz" i siadł na osiołka; dlatego tóż
koń jś prawie bez przestanku we dnie i w nocy (Jurków).
2. Gdy z końmi jadą chłopcy lub chłopi w pole na noc, tak
śpićwają :
„Zełynaja ezeremszynal
Czomuś ne rodyła?
Bo tuhaja zyma buła.
Taj ćwit zmorozyła".
to znaczy:
„Zielona czeremszyno!
Czemuś nie zrodziła?
') Ob. Marcinkowski, Lud ukraiński, II, 126.
Digitized by
(136)
Bo tęga zima była.
Więc kwiat zmroziła". (Dztewiętniki).
3. Przy pićrwszćm wyjeżdżania do orki kropią konia ^ oracza
i pług święconą wodą (Korczyna, Wola Batorska).
4. Umarłego nie trzeba wieść kobyłą, boby porzuciła (Wola
Batorska).
6. Rżenie konia i grzebanie nogą przed podróżą zwiastuje nie*
szczęście w podróży (No wy targ).
6. Kto konia widzi w wigiliją Bożego Narodzenia, będzie zdrów
cały rok (Jurków, Dziewiętniki).
7. Ząb konia mającego lat dwadzieścia i pokąsanego od psa
wśeiekłego spalony na popiół ma być dobrćm lekarstwem przeciw bó-
lowi zębów (Bobowa).
8. Ody komu konia skradną, ma poszkodowany upićc chlćb,
pićrwszy chlćb wsadzony do pieca po upieczeniu położyć na stole
stroną wypukłą, wbić weń nóż i posypać obok niego na stół soli, albo
ma tłuc w stępie uzdy. Uzdy lub chleb ściągają konia do domu lub
sprawią, że złodzieja przychwycą (Wola Batorska).
9. Gdy na św. Jakóba wiatr wieje, k(»nie bcdą drogie (Dzianisz).
10. Sprzedający konia bierze uzdę, ale ma ze sznura zrobioną
ogłowicę, którą zakłada. Z konia okazałego (żywego) uzdy nie zdej-
mują, lecz kupujący płaci ją wraz z koniem (Zakopane).
11. Aby się konie dobrze chowały, wprowadzają je tyłem do
stajni (Bieńkówka).
12. Aby konie były tłuste i miały połyskującą sierść, trzeba schwy-
cić dwa krety, chować je w nowym garnku i codzień *) koniom przed
oczy stawiać, aby na nie patrzyły. Konie zapatrzywszy się na krety,
staną się tak okrąglutkie i gładkie, jak krety (Borzęcin).
13. Jeżeli konie zło żują (zołztgą), najwięcćj na wiosnę, to ka-
dzą konia uscbłćm mięsem z tworzą (tchórza) i na proszek potłuczone
z solą zadawają. Najlepsze to ma być lekarstwo na złoży Także siarkę
tłuczoną z solą mięszają z owsem ; lub tćż dają sól i otręby pszenne
(Hecznarowice).
14. Według zdania ludu dobry koA ma kości proste, jest w że-
brach i w tyle okrągły. Ołowę ma mieć równą, t. j. bez wielkich doł-
ków nad oczami; oczy wystające i źrenicę świecącą, że się człowiek
w ntćj zobaczy; taki koń nie oślepnie; koń z błękitnćmi oczyma ośle^
pnie. Chwycony za gardzielą głośno i cienko krzypnąć winien; zęby
ma mieć równe i dobrze jeść. Kark winien być szćroki, a piersi mają
być grube i szćrokie; wówczas jest koń mocny. Jeżeli piersi ma mię-
siste, tłuste, to nie zdychawiecieje, Żebra blisko bioder (gołek) są
znamieniem mocy i wytrwałości. Koń mający uda grube i krótkie jest
silny do ciągnienia i chytry (chyży). Jeżeli ma nogi chude i płaskie
(nie okrągłe), to nie zwłogawieje (kolana mu nie zgrubną). Nogi
^) Kret nie mający postatecznego dożywienia, w 12 godzinach umićra.
Digitized by
(137)
cienkie w kątkach (kutka^ dolna część nogi od kopyta aż do wło-
sów spadających na dolne przegięcie) krótkie i kopyta proste są ozna-
ką konia silnego i prędkiego. Koń z ogonem krótkim i kędzierzawym
jest mocny. Mający gmczołki na szczękach zwozgrzywieje. Cho-
roby tćj dostaje koń z przeziębienia (Hecznarowice).
28. Eollik polny (Locusta mridiasima).
1. Do konika polnego koło Mydlenie mówią:
Koniku, koniku, daj mi madci,
to cię puBsczę na przepaści.
2. W Narolu zad mówią:
Koniku, koniku, daj mi maści,
to cię puszczę bez napaści.
1. (My kos w lesie na jodle zagwiżdże silnie > czy na wiosnę,
czy tóż w zimie, to niezawodna nastąpi słota. Stąd tóż chłopi mówią :
Kos gwizdał na jedlinie^
jutro nas dćszcz nie ominie, (Strzeszyn).
2. Kos ma w gnieździe kamień, który zapewnia temu, kto go
posiada, wielkie szczęście w życiu (Tymbark).
1. Kot ziewający i wyciągający się (Izdebnik) lub siedzący
i myjący się, trzymając nogę do góry (Dziewiętniki, Jurków) zwia-
stuje gościa, mającego przybyć z tćj strony, w którą nogę wyciąga
(Powszechne).
2. Kot myjący się zwiastuje zmianę powietrza (Wola Bator-
ska) lub słotę (Strzeszyn). Na długą słotę kot myje się długo i sta-
rannie liże po ciJ:ćm ciele (Strzeszyn, Dziewiętniki, Podegro-
dzie, Krościenko).
3. Kot drapiący się pazurami po mietle zwiastuje wiatr (Wola
Batorska).
4. Ody kot trawę jć, będzie dćszcz (Krzeszowice).
5. Ody koty siedzą na ziemi, będzie ciepło; gdy pchają się do
ognia, będzie zimno (Strzeszyn).
6. Jeżeli wieśniakowi jadącemu w pole orać albo. wiozącemu na-
wóz do pola, przelezie drogę kot, spotka go nieszczęście; albo złamie
oś, koło, albo przerwą się poprzęgi (Szczepanów).
7. Miauczenie kota a wycie psa w nocy zwiastuje nieszczęście
w domu (Dukla).
8. Ody fodzice chcą się dowiedzieć, która z ich córek nasam-
przód się wyda albo który z synów nasamprzód się ożeni, kładą kości
pozostałe z obiadu w poniedziałek wielkanocny na podwórcu; każda
Rozpr. Antrop. T. V. Ds. XIt 18
29. Zos (Tardus merula).
30. Zot (Felis domestica).
(188)
koóó ma albo nazwisko napisane albo jakiś znak dotyczących osób.
Następnie uważają pilnie^ którą kość nasamprzód porwie kot lub pies
albo świnia, ^ zjó; ta tóż osoba ; do którój kość należała, pójdzie za
mąż lub ożeni się. Ody atoli kości nie zjedzą, tylko je sponiewierają,
tak ta osoba także się sponiewiera i nie prędko wejdzie w związki
małżeńskie (Szczepanów, Tłnczań).
9. Kot ma złego (ducha) w oczach. Ody Noe arkę budował,
ciekawy dyjabeł pytał się codziennie żony jego, na co ta arka. Ta mu
odpowiadała, że nie wić, bo jój mąż nie chce powiedzieć. Wreszcie się
dowiedziała o tćm i doniosła szatanowi, gdy tenże do niój przystąpił.
Kiedy Noe wprowadzał zwierzęta do arki, zakradł się tamże i dyjabeł
w postaci myszy i gryząc spód arki, chciał ją zatopić. Lecz mu w tćm
przeszkadzano ustawicznćm zabijaniem dziury. Wreszcie ta mysz przy-
szła do miejsca, gdzie siedział kot W tóm kot złapał ją i z^jadł. Dy-
jabeł już z niego nie mógł wyjść i wlazł mu w oczy (Wola Batorska).
10. Dlatego tćż mniema lud, że czarny kot po siedmiu latach za-
mienia się w dyjabła (Krościenko).
11. Sprowadzając się do całkiem nowego domu, należy nasam-
przód oknem wpuścić kota, aby wszelkie nieszczęście z tego domu
i złego ducha wypędził (Żdżary, Myślenice).
12. Jeżeli w tym domu, w którym znajduje się chory, pojawi
się kot biały lub czarny, to ten chory umrze (Maniowy).
13. Jeżeli kot czarny, podobnież pies czarny, kogut czarny, krowa
czarna są w jakićm obejściu, tam nie ma przystępu czarownica (Jur-
ków) i nie może odbiórać mlćka (Dziewiętniki).
14. Kto kota utopi (Sidzina) albo go kopnie (Bieńkówka),
temu bydło nie będzie się chowało.
15. Aby kot domu pilnował, ucina mu się ogon i kładzie pod
próg domu (Iwonicz).
16. Dziecko nie śmić się bawić kotem, bo gdyby dziecko po-
łknęło jeden włos z jego sierści, dostanie ono suchot (Dziewiętniki,
Hołoskowice).
17. Jeżeli kto czarnego kota ngotige na rozstajnych drogach
i z pomiędzy kości jednę szczególniejszego kształtu wybierze, naten-
czas nosząc tę kość, może kraść bezpiecznie, l>o go nigdy nie złapią
(Muszyna, Tymbark).
18. „Jeden furmńn miśł takiego kota, co na koniu jeżdzi&ł; si&d
se za chomontem i siedziśł. Przyjecbdł ten farmdn w takie kraje, dzie
nie znali kotów. Jeden pśn spostrzćg i spódobśł mu sie. Pyt& sie ftir-
mana, co to je, a furmńn mu powiedział, że to je kot „„A nie prze-
dśłbyś mi tego kota?"" „„A czemu nie, sprzedAm."" Tej zgodzielł sie.
Ale p&n zapomnińł sie go pytać, co ten kot jć; wysłAł on lokaja,
żeby sie spytdł. Lokaj poleci4ł i pytś sie: „„A co ten kot jć?"** „„Co
mu disz"", tak powiadA ten furmdn. A lokaisko sie przesłyszyło i my-
ślńło „„Was"". Lokńj sie zląk, ieci do pana i powiadń: „Panie, ta ten
kot n4s będzie j4d". Pńn sie zląk; co tu robić? A no mi4ł on śpi-
JiUrz now^; dopićro co wystawiał; kaził zamknąć tam kota i podpilić^
(139)
a ludzie wszyscy i ten pśn uciekli do lasa^ bo jakby kot sie wyd^r^
toby ich móg podusić. Jeno jeden fórn^l ostdł^ co podp414ł, i to miś.ł
konia^ aby podpiltó i zardz na konia do łasa. Ale kot jakoś wydśr
sie bez okno; stłuk-ci szybę, kocisko wielgie, jak walnął łabą, to szy-
ba pękła. Jak wyliż ze śpiklórza tej na żórńw, co tam był u studni,
i z żórńwia na konia, bo koń był u żórAwia uwiązany. Koń sie zląk^
oderwdł sie, tej do łasa za inszymi końmi. Ludzie patrzą z daleka:
„„Kot na 'koniu jedzie, parobka zjdd, teriz po nds idzie,"" i uciekli na
drzewa. Ale koń zaliz w gąszcz, kot spńd. Był tam niedźwiedź, co
sie schowdł pod liście przed ludźmi, i jeno mu ogon było widać. Kot
myśl4ł, źe to mysz, tćj za ogon ; atu niedźwiedź brm, kot sie zląk, tój
na drzewo, na to, dzie byli ludzie. Strach! Ludzie pospńdali i poza-
bijali sie, a kocina ze strachu ucićk dzieś i juź go więcćj nie wi-
dzieli" (Iwonicz)
^1. Eoza (Capra hircus).
1. Kozie mlóko gasi ogień piorunowy (Krzeszowice).
2. Dlaczego kozy mają krótkie ogony? Ody ongi Pan Jezus
i szatan paśli owce i kozy i gdy chcieli je do szałasu zapędzić', a zu-
chwałe kozy nie chciały wnijść, chwytał je dyjabeł za ogony i wrzu-
cał do szałasu, odrywając im przy tćj sposobności po kawałku. Po-
stawił dyjabeł na swojćm, ale całą kozią trzodę pozbawił ogonów,
które kozom do dziś dnia odróść nie mogą. Stąd nawet lud nazywa
kozy dla ich zuchwałości i szkodliwości stworzeniami dyjabel-
skiemi (Szczawnice, Krościenko, Sromowce niźnie).
32. Zózka (Cerambyx).
1. W Czortkowskióm tak śpiówają do kózki:
„Hraj muzyka.
Dam ty byka,
Pryjde zawtra z matuzkóro.
Dam kapusty
Na zapusty,
Budesz jisty z mołokóm."
33. Zraska krasnowronka (Coradas gamUus).
1. Krasnowronka na zimę zamienia się w drozda (Lwów, Sta-
nisławów, Pobereźe), a na lato znowu w kraskę przechodzi
(Tamże).
2. Ody stado krasnowronek wzbije się nad zboże, lub przeleci
ponad polem lub lata nad ścierniskami , to na przyszły rok będzie
Ob. Kolberg. Lud. IX, 66.
Digitized by
(140)
nieurodząj (Pobereże) albo głód (Erecfaowce, Żywaczów, Tłu-
macz).
3. Ody krasnowronki gromadnie lecą nad domem; to w tym
domu ktod umrze (Janów).
4. Qdj krasno Wronka przeleci koło drzewa, to ono uscłinie (Ja-
nów^ Stanisławów).
5. Ody krasnowronka ponad laśy leci, drzewa robaczeją (Sta-
nisławóW; Jasionów polny).
6. Ody krasnowronka porwie kurczę, to całe gospodarstwo upa-
dnie (Przemyskie).
7. Ejraskę koło Źydaczowa zowią krajworonką.
34. IIret (Talpa europaea).
1. Kret ryjący tuż pod progiem domu czyli pod przyciesią,*)
zpod domu na pole^ zwiastuje, że ktoś z domowników umrze, a gdy
zaś wyryje kretowinę z pola do izby lub sieni, jest to oznak%, że
ktoś lub coś przybędzie do domu (Jawornik, Myślenice, Maków,
Izdebnik, Poronin, Dziewiętniki, Janów).
2. Po ukończeniu procesyi w Boże Ciało lud rozbićra gałęzie^
któremi ołtarze były umajone^ zatykają je do lnu; sądzą bowiem, że
krety nie mogą im żadnśj wyrządzić psoty. (Izdebnik).
3. Aby krety nie ryły, zakopują w ziemię kość ze święconćj
szynki (Cbyszów), albo tśż przechowują szpórkę z ostatniego wtor-
ku w roku i smarują nią żelaza płużne (należące do pługa), gdy
wyjeżdżają pićrwszy raz w pole orać (Sidzina).
4. Ody dom się pali, dość przerzucić kretowinę przez ów pożar,
aby go uśmierzyć (Szczepanów).
5. Ody komu pszczoły się roją, powinien przerzucić przez nie
kretówkę, a pszczoły natychmiast spadną na ziemię lub drzewo, skąd
można je spokojnie zebrać i zanieść do ula (Szczepanów).
6. Eto złapie kreta i we wigiliją św. Wojciecha lub w sam
dzień tego świętego bicz nim posmaruje i będzie tego bicza używi^
do popędzania by^a lub koni, temu bydło lub konie dobrze chować
się będą i staną się tłustemi i okrągłemi jak kret (Szczepanów).
Ob. Koń.
7. Albo: gdy gospodarz chce mieć ładne bydełko, niech zabije
kreta^ włoży go do okopciałego garnka i zakopie pod progiem stajni.
Sierść będzie połyskiwała na chudobie, jak na krecie (Szczawnice).
8. Ody raz kret w ogrodzie narył wielką kretowinę, baba
wzięła ją do podołka i wysypała poza ogrodem. W ten sposób po-
wst^a Babia-Oóra (Międzyczerwone).
9. Na chorobę św. Walentego schwycić kreta, rozedrzćć go ży-
wego, krwią smarować twarz, tętno i piersi, a serce zjeść surowe.
(Kołomyja).
') Belka dotykająca ziemi, na którćj dom stoi, zowie się przycieś!
Izdebnik.
Digitized by
(Ul)
ErognleC; obacz : Enknłka.
35. Ilrólik (Lepu8 cuniculus).
1. Ody króliki bardzo po izbie lub w stajni biegają i skaczą,
nastąpi nazajutrz odmiana powietrza (Strzeszyn).
1. Kruk dlatego jest czarny, bo go dyjabeł stworzył (Łysieć,
Tyśmienica).
2. Albo: Ponieważ kruk nie powrócił, gdy Noe go z korabia
wypuścił. Pan Bóg go skarał, dając jego upićrzeniu barwę czarną
(Bohorodczany, Jasionów polny).
3. Gdy kruk umiejący wymawiać słowa, ucieknie do lasu i tam
siedząc na drzewie, wymówi słowa, których się wyuczył, lud mniema,
że to szatan się odzywa, i dlatego żegna się (Fitków, Stanisła-
wów, Lwów, Dziewiętniki).
4. Eto zjó serce krucze (Ostrynia, Erecbowce, Żywaczów)
lub mięso krucze (Tłumacz, Złoczów, Dziewiętniki, Janów),
będzie złodziejem.
5. Ody kruk krąży nad domem (Wołosów) lub usiędnie na de-
mie i zakracze (Po siec z), to w tym domu musi jakie bydlę zginąć,
albo bydło padnie, gdy kruk siędzie na polu, na którćm bydło się
pasie (Wieliczka).
6. Ody idącemu na polowanie (Przemyskie) lub udającemu
się w podróż (Dolina) kruk zakracze, powinien się wrócić, w prze-
ciwnym razie spotka go nieszczęście. Albo gdy kruk zakracze trzy
razy nad głową przechodnia, to przechodzień wkrótce umrze (Dzie-
więtniki, Maków).
7. Ody kruk zakracze nad domem, ktoś z domowników umrze
(Janów, Długołęka); to samo nieszczęście spotyka domowników,
gdy dwa kruki nad domem kraczą (Nadworna).
8. Ody kruk nad lasem przeleci kracząc, lud uważa to za zwia-
stowanie śmierci w lesie (Żdżary).
9. W ogóle kruki kraczące zwiastują nieszczęście lub smutek
(Bielec, Horyhlady, Nowy i Stary-Sącz, Krościenko).
10. Ody wiele jest kruków w okolicy, będzie wojna (Sielec,
Stanisławów).
11. GWy kruk zwietrzy proch, ucieka (Lwów, Dziewiętniki,
Stanisławów).
12. (My kruk nazbićra wiele złota i srćbra, złoci sobie głowę
i ogon (Jazłowiec).
Zrowa, obacz: Bydło.
36. Zrnk (Corm$ corax).
(142)
13. Dawnómi czasy posprzeczał się krak z mnraszkiem (For-
mica rufa)j kto z nich jest silniejszym i midi się już mocować.
Wtćm wpadł mnraszek na dobrą myśl i postawił taką propozycyją:
„Ten z nas jest silniejszym^ który z nas podniesie taki jak on sam ka-
wał ołowiu^. Zgodził się na to kruk. Za trzy dni mieli przybyć na
przeznaczone miejsce. I rzeczywiście po trzech dniach zjawili się. Lecz
mimo wszelkich starań nie mógł krak zadaniu swemu podołać, mnra-
szek zad podniósł daleko większy od siebie kawał ołowiu. Z tego tćż
powodu z obawy przed muraszkiem, żeby mu nie powynosił jaj z gniaz-
da, niesie się kruk w marcu, gdy muraszki przebywają jeszcze w swo-
ich kopcach (Dziewiętniki).
14. Wyrażenia ludowe: „Schodzą się jak kruki „Kradną jak
kruki« (Pobereże)
37. SrZTWOnoS (Loxia curmrostra).
1. Erzywonos chciał powyciągać gwoździe z krzyża i uwolnić
P. Jezusa od męki; przy tćj daremnćj pracy wykrzywił sobie dziób
i to mu zostało na pamiątkę (Jurków).
38. Kukułka (Cuculus canori^s).
1. Na Rusi zowie się powszechnie zazulą ruską dla odróżnie-
nia od zazuli żydowskićj t. j. dudka.
2. Na całćj Rusi krąży o nićj następujące podanie. Ongi żyła
wielka i bogata księżna, która chciała wydać córkę swoję za starego
pana. Księżniczka opićrała się uporczywie naleganiom matki; ale gdy
jćj matki ubłagać nie mogła, przystała na wszystko. Dzień ślubu wy-
znaczono, a gdy tenże nadszedł i wszyscy już w cerkwi czekali, panny
młodćj nie było widać. Szukają jćj po wszystkich komnatach starego
zamku; ale napróżno. Sama matka biega po ogrodach i szuka jćj^
woła, prosi, ale nadaremnie. Wtćm odezwsd się wpośród krzaków głos
jakiś dotąd niesłyszany: „kuku, kuku.^ Wtedy rozgniewana księżna
zawołała: „Ażebyś kukała, dokąd świat stoi.^ Tak księżniczka prze-
mieniła się w kukułkę. Atoli pamiętna na swój ród, z którego pocho-
*) W Niemczech również uważają kruka za ptaka złowieszczego. ~ Gdy-
by kto znalazł z gniazda zabrane jąja krucze i znowu Je odnió^, wów-
czas kruk przynosi korzeń jakiś do gniazda. Korzeń ten należy wziąć
i nosić w torebce przy sobie; przynosi to szczęście w wszystkich
sprawach pieniężnych. Kruk przynosi także do ąniazda jakiś kamień
z morza, ktoby go miał i przy sobie nosił, staje się niewidzialnym,
a ktoby go nosił na gołćj skórze lewego ramienia, b^zie mii^ szczę-
ście we wszystkich czynnościach swoich (obacz: Kos). Na wyspie
Rui (Ruja, Rugia) mniemają jednak, że nabycie tego kamienia nie jest
możliwe bez pomocy dyjabła, któremu sie dusze zań zapisiye. (Orni-
łkol. CentraU>laU, 1876. 86.
Digitized by
(143)
dziła, bardzo dumna, aby sama miała budować sobie gniazdo i jajka
wysiadywać wdród największych nudów^ używa do tego małego siwe-
go ptaszka, w którego przemieniony został lokaj, jćj towarzyszący.
Ona tylko dogląda, aby starannie dopełniał swego obowiązku; czasa-
mi przywięzuje go włosiem za nogę do gniazda, by nie mógł ucićc.
On jćj wyszukuje i przynosi żywność i wszędzie jćj towarzyszy
Oprócz tego wszystkie inne ptaki muszą być jćj podległe, bo w gniaz-
da innych składa ona także jajka, które one muszą pielęgnować; ona
ich dogląda, a gdy ptaszki wyrzucą z gniazda swego kukułcze jaje,
to ona ze zemsty wyrzuca ich jajka i niszczy gniazdo (Dziewię-
tniki, Stanisławów, Żywaczów, Szczepanów), albo ptaka,
który jćj nie chce wysiadywać jaja, zawiesza na gałęzi (Zabrzeż,
Tymbark).
3. Według innego podania kukułka powstała w następujący spo-
sób: Ody P. Jezus po ziemi chodził, wtedy jeden człowiek chciał P.
Jezusa zdurzyć, wszedł pod most i zaczął kukać. A P. Jezus prze-
mienił go w ptaka (Nadworna).
4. Według podania z Mydlenie powstała ona z panny, która
się przed P. Jezusem kryła i „kuku^ wołida. P. Jezus odpowiedział
na to: „Idżże do łasa i kukaj."
5. Lud w Płazie utrzymuje, że kukułka powstała z siostry ża-
łiyącćj swego brata.
6. Kukułka miała na początku świata męża, ale go zabiła; dla-
tego tćż P. Bóg powiedział, że nie będzie miała pary; przeto tóż te-
raz sama kuka i po lesie lata (Łysieć, Eniażowskie^ Tyśmie-
nica, Ładzkie)
7. W niektórych okolicach (Zbikowice) opowiada lud o ku-
kułce, że w pewnym krąju był ptak nazwiskiem „kuch,** który wiele
ptaków zjadał. Ptaki widząc, że w ten sposób ulegną zupełnćj zagła-
dzie, naradziwszy się, odleciały do innego kraju, ażeby rzeczony ptak
z braku żywności zgin^. Ody długo bawiły w tym obcym kraju, a
nie wiedziały, czy ich wróg - niszczyciel zginął, wysłały srokę, któ-
ra zobaczywszy kucha martwego, dzióbała jego zwłoki i nie wra-
cała. Z potrwożonych ptaków, które sądziły, że srokę kuch zjadł,
żaden nie chciał lecieć w tamte strony, gdzie kuch przebywał. Zdecy-
dowała się nakoniec na to kukułka, za co jćj ptaki obiecały wysia-
dywać jaja. I odtąd ptaki wywiązują się sumiennie z wziętego na się
obowiązku.
8. Eto z początkiem wiosny pićrwszy raz usłyszy kukułkę kukającą, a
ma przy sobie pieniądze, będzie je miał przez cały rok (powszechne
w Polsce i na Rusi), potrząsnąwszy nićmi (Krzeszowice) i będzie
mu się dobrze wiodło (Po siecz).
9. Kto atoli na czczo, albo nie mając pieniędzy przy sobie usły-
szy ją po raz pićrwszy na wiosnę, ten cały rok będzie głodny i nie
O Ob. Wójcicki, Zar. dom. II, 115.
^) Oh, Marcinkowski, Lud ukraiński, II, 129*
(144)
będzie miał pieniędzy (powszechne) i żle będzie nrn się powo-
dziło.
10. Kto piórwszy raz na wiosnę bez śniadania wyjdzie w pole
orać i usłyszy kukanie, to już na przyszłą wiosnę orać nie będzie
(Poronin).
11. Gdy kto po raz piórwszy usłyszy na wiosnę kukułkę kuka-
jąc% będzie żył tyle lat, ile razy zakuka, od tój chwili począwszy
(również powszechne) *).
12. Ody kto pieniądze rachuje a kukułka zakuka, będzie je zaw-
sze rachował (Wieliczka i t. d.).
13. Kukułka kukająca w sadzie zwiastuje słotę (Krościenko).
14. Kukułka kuka, dopóki nie wysypie się jęczmień; wtedy ona
zlatuje i połyka jęczmień (Oryszkowce, Dziewiętniki), czyli: kuka,
dopóki nie udławi się kłosem jęczmiennym (Złoczów); t. j. kuka do
świętego Piotra ruskiego, przypadającego na 29 lipca kalendarza gr.
(Pitków)*).
15. W jesieni kukułka nie kuka, tylko się śmieje (Dziewię-
tniki).
1 6. Temu, kto ją podrzeżnia lub z niój szydzi, odpowiada ona:
„Bodajbyś ostatni raz zakukał^ (Dziewiętniki).
17. Kukułka mówi: „kupię, kupię, a dudek jój odpowiada:
„kup, kup, — kup, kup!" (Leszczyn, Potylicz).
18. lÓode kukułki pożćrają stare matki (cudze) (Nowesioło).
19. Kukułka ma żołądek włosami omszony, bo gąsienice wło-
chate ^ada (Bohorodczany).
20. Jeżeli kukułka siędzie na dachu domu i trzy razy zakuka
(Dziewiętniki) lub trzy razy dom obleci i na każdym rogu zakuka
(Bohorodczany, Nowesioło), to w ciągu roku gospodarz lub go-
spodyni tego domu lub ktoś z domowników umrze.
21. Ody kukułka wcześnie na wiosnę się pojawi, wróży choroby
(Zbłudza).
22. (My kukułka długo kuka, będzie zły rok; będą panowały
różne choroby, a bydło będzie padało (Hor yh lady).
23. Również będzie rok zły, gdy w czasie kukania kukułki las
jeszcze się nie rozwinął (Pobereże).
24. Na ile niedziel po św. Janie usłyszy kto kukułkę kukąjącą,
na tyle niedziel przed św. Jakóbem chleba mu braknie (Myślenice).
25. Ile razy kukułka po św. Janie zakuka koło domu bez prze-
rwy, tyle zł. kosztować będzie korzec żyta (Tymbark).
26. Według mniemania ludu kukułka nie odlatuje na zimę, lecz
kryje się w ziemi, a na wiosnę przebudza się (Pochówka, Boho-
rodczany).
*) W Niemczech oprócz tego wróża, jak długo dziewczyna będzie jeszcze
czeki^a, aż się wyda; tudzież ile dzieci nowożeńcy będą mieli. Or-
nithol. Centralbiatt. 1876. 36.
^ Ob. Wójcicki, Zar. dom. U, 137.
(145
27. W jesieni zamienia się w jastrzębia (Nowesioło, Sielęo,
Stanisławów) lab w krogulca (Jazłowiec, Browary, Żywa-
c z ó w).
28. Zamiana w jastrzębia następuje dopiśro po siedmiu latach
(Ladzkie, Jasienów polny, Nadworna). W krogulca zamienia się
po dwóch lub trzech latach; krogulca tego zowie lud kopczykiem
lub mysiorą. Przed takim krogulcem żaden drób nie ostoi się (8 zez
panów).
29. Albo tóż po upływie roku zamienia się w krogulca, po upły-
wie drugiego roku w jastrzębia, nakoniec w orła. Tym sposobem we-
dług mniemania ludu nie rodzą się ani krogulce, ani jastrzębie, ani
orły, lecz od kukułki pochodzą (Zabrzeż).
30. Zamiana kukułki następuje wtenczas, gdy przestaje kukać
(Gorlice), indziój po św. Janie (Łabowa).
31. Kukułka jest czarownicą i wió, co się na świecie dzieje
(Tymbark).
39. Etira (Oallua domestictis).
1. Wiele razy w wigiliją Bożego Narodzenia kur (kogut) za-
pieje, po tyle złotych reńskich płacić się będzie zboże po Nowym
Roku (Maków, Poronin).
2. W wigiliją tegoż święta nie należy wołać żadnego zwierzęcia,
bo gdyby kto usłyszał, że ktoś woła kury: „Tiu, tiu, tiu! tiupoczka,
tiu, tiu, tiu!" a odpowić na to: „Twoi kury, moi jajci try," to takim
sposobem zczaruje kury, że do niego będą chodziły się nieść i że on bę-
dzie misi jaja, jak sobie tego życzył (Do różów).
3. Gdy kogut zapieje, uciekają dyjabli z zaklętych bogactw
i skarbów (Szczepanów).
4. W Wielką Niedzielę zwołuje gospodyni kury i w obrączce
daje im jeść, aby w obcym domu jaj nie niosły (Rychwał d).
5. Gdy nasadzi się kurę na jajach, kiedy ludzie idą z kościoła,
to tak spiesznie kurczęta będą się wykluwały z jaj, jak ludzie z ko-
ścioła wychodzą tłumnie (Iwonicz, Maków, Dziewiętniki, H.o-
łoskowice) *).
6. Gdy kura pieje, jak kogut, złą jest rzeczą dla domu; taka
kura przepowiada śmierć (Dzie więtniki, Dukla). Dlatego należy
ta^ kurę natychmiast zabić (Jurków) lub sprzedać (Krzeszowice) ;
albo uciąć jćj głowę, bo to zły duch w jćj postaci zapiał (Żdżary)
albo wreszcie wziąć taką kurę i od ściany do progu pomierzyć nią
podłogę, przewracając głową i ogonem, a na progu uciąć to, co wy-
padnie, t. j. głowę albo ogon (Krościenko, Myślenice, Szcze-
panów, Dukla, Dziewiętniki) ').
>) Ob. Wójcicki, Zar. dom. U, 136.
«) Ob. Kolberg, Lud, IB, 91, nr. 20.
') Ob. Marcinkowski, Lyd ukrairiski. U, 133.— Ob. Jiicewicz, Li-
twa, 151.
Kotpr. Antrop. T. V, Da, m. 19
Digitized by
(146)
7. Gdyby kora zniosła jaje ^ Boże Narodzenie i tafcoiiire zako-
pała do ziemi; to w tóm miejscu wypłynie żródłO; w któróm l>ędzie
zawsze wody podostatkiem (Bieńkówka).
8. Wieśniaczki nie podkładają pod kwokę Inb gę& jaja zniesio-
nego na Błaliowiszczenie Preczystoji Boliorodycy (Zwiastowanie N. P.
HiUTi 25 marca), bo z takiego jaja wylęga się zawsze kalóka. Ody
ujrzą knrczę lab gęsię kalćkę, mówią, że to z błahowistnego jaja
(Dziewiętniki, Hołoskowice).
9. Jiy nie należy brać wieczór z gniazda, boby kury się odli-
szyły, t j. nie niosłyby się już na tćm gnieździe (Bieńkówka).
10. Gdyby przy wsadzania kury na jaja był obecny mężczyzna,
to się same kogutki wyklują (Bieńkówka).
11. Gdy kury znoszą jaja bez skorupy, przez wiórzch domu je
przerzucają (Iwonicz).
12. Kura, gdy przekroczy dębiankę, przestąje nieść jąja (3anok).
13. Gdy kura zniesie piórwsze jaje, biorą je przez szmatę, kła-
dą na przetaczek do popiołu i sieją nad nią, mówiąc: „Żebyś tyle
jaj zniosła, ile cząstek tego popiołu." Potóm wystrzygają jćj
kaw^ek ogona i zalepiają te kawałki piór do nalepy, aby się domu
trzymała (Więcierza).
14. Kupionym kurczętom lub kurom należy obsypać nogi popio-
łem i wsadzić do komina, aby się darzyły i z domu nie uciekały
(Szczepanów).
15. Gdy kury idą wczas spać, będzie nazajutrz pogoda; gdy zaś
późnym wieczorem, to nazajutrz ma być dószcz, słota (Wola Bator-
ska, Osieczany, Dziewiętniki, Ghyszów, Sidzina) ^).
16. (My kogut pieje na płocie, będzie pogoda, gdy zaś na zie-
mi, to słota (Nowy Sącz).
17. Gdy kury w zimie bardzo się iskają, będzie mróz (Kro-
ścienko), lub odwrotnie tąjanie (tajacka) i dószcz (Strzeszyn).
18. Kury grzebiące w ziemi lub w prochu przepowiadają w le-
cie upriy, w zimie mrozy (Strzeszyn).
19. Kur (kogut) często piejący przez dzień i pod wieczór zwia-
stuje dószcz lub śnióg (Wola Batorska, Strzeszyn).
20. Gdy kogut się zestarzeje, znosi jaje, które zagrzebuje w gnój.
Z jaja tego wylęga się smok (O struś z a).
21. Jeżeli kogut bije się z kurą, mówią, że mężczyzna z ko-
biótą bić się będzie (Czarny Dunajec) *).
22. Kura zniodszy jaje, wychodząc na dwór, spotyka koguta
W drzwiadi i pyta go: „Kud4? Kud4? Kud4? (którędy mam iść)^;
na co kogut odpowiada: »Tudlt, tud&, tuik^ (tędy) (Dziewię-
tniki).
23. Od kury nie biorą gospodynie wi^skie jąj po zachodzie
słońca, boby się kura nieść przestała (Sowliny).
') Ob. Jucewicz, LUwa. 152.
^ Ob. Kolberg, Lud. YJU, 216.
(147)
24. Kura zniósłszy jaje, tak się odzywa: „Kutkndak; znio-
słam jajko jak knłak" (3 razy) (Dziewiętniki, Bóbrka)^ albo
„Tak, tak; tak, zniosłam jajko jak knłak^ (Korczyna).
Pod Krakowem zaś mówią: „Jajka niosę, butków nie mam"
(trzy razy).
25. Gdy kmra wodzi kaczęta , a one idą na wodę, mówi kora:
„Ne idit ditoczki w wodu; bo sia potopyte^ chodyt ditoczki
pod korczi; tam bndem sydity*'. Kaczęta na to: »Koły ty nasza,
maty, cliody z namy sia kupaty". Kura znowu: „Oj; ne pidu,
bo sia bojU; bo zamoczu odeż moju". Kaczęta: „Ty maczocha,
ty ne maty, bojisz sia nih zamaczaty" (BobreckiC; Dziewię-
tniki; Hołoskowice).
26. Wierzą^ że kura dopóty nie pozna, ie kaczęta przez nię wy-
wiedzione nie są jój własnćmi dziećmi, dopóki nie ujrzy obrazu płotu
swego gospodarza w wodzie (Podegrodzie).
27. Gdy kogut pieje, dzieci polskie udają jego pianie następu-
jącym sposobem:
„Kukuryku ,
baba w mlóku,
a chłop w kaszy
bał>ę straszy" (Dziewiętniki, Sokołówka).
40. Kwiczoł (Turdus pUaris).
1. Łapiący kwiczoły starają się zawsze nasamprzód sifia swoje
okadzić obrzynkami sukien z człowieka powieszonego (smacinami
z wisielaka) i frendzelkami obciętćmi z chorągwi w kościele, które
kyćkami nazywają. Człowiekowi takiemu, który tak sidła okadzi^
idą kwiczoły do sideł jak ludzie za chorągwiami, i tak mu się do-
brze łapią, jak ten wisielak się zawiesił, to znaczy, że kwiczoł ta*
kiemu się już nie zawiesi za nogę lub skrzydło, jóno za szyję i zaraz
się udusi (Łętownią).
2. Kwiczoły piszczące w lesie przepowiadają w jesieni śnićg
(Strzeszyn).
1. Dawnićj na borach pod Reglami, w miejscu zwanćm Dziura-
we przebywały Ićwice, zwierzęta tak wielkie jak roczne cielęta, na-
gie, bez sierści, czerwone. He razy pastćrz swemu bydlęciu Dak£%t:
„Ty Ićwico", to wtedy przychodziły i porywały pastćrza.
2. Jędrzeja Wali (górala) dziad mii^ dwa wielkie psy hisie, te
zapodziawszy się gdzieś przez trzy dni i trzy nocy, zajęły te Ićwice
i pognity gdzieś. Już ich więcćj od tego czasu nie było (Zakopane) ')•
Coby to za zwierzęta były, trudno bliźćj określić.
41. Łówice.
Digitized by
(148)
42. Lis (Canis vulpe8).
1. W wigilyą Bożego Narodzenia wynoszą na węgieł domu ka-
wałek clileba dla li8(Jw, aby kur nie dusiły (Zakliczyn).
1. O łasce utrzymuje się powszecline mniemanie między ludem,
że pokrzywdzona czy to przez zabranie jój młodych^ czy ścigana pluje
w oczy napastnikowi, skutkiem czego ten ślepnie.
2. Lecz gdy ją kilkakrotnie łagodnómi słowy zawoła „pani
łasi a*', zbliży się ku niemu i będzie się łasiła koło niego, a gdy wiś
o skarbie, to mu go wskaże (Stary Sącz).
3. Ślina łaski ma być jadowitą; gdy naplnje do wody lub do
jadła^ zatruwa je (Stary Sącz, Krościenko, Maniowy).
4. Jakićj barwy łaska ukrywa się w stajni, takiój samćj barwy
bydło się darzy (Nowytarg, Tymbark).
6. Szczęśliwy ten dom, w którym łaska się kryje (Nowy Sącz).
Obacz: Bydło.
1. Duże mrówki z rodzaju rudnic (Formica rufa) zowią mu-
racłiami, muraszkami (Boleohów, Dziewiętniki) lub kowalami
(Krakowskie).
2. Gdy panują długie sloty, to potrzeba tylko rozkopać mrowis-
ka, aby pogoda nastąpiła (S trze szyn).
3. Ody mrówki wiele iglic czyli szpilek nanoszą na mrowisko,
będzie ostra zima (Strzeszyn, Czarny Dunajec).
4. Ody zaś mrówki schodzą się razem na mrowisko, będzie
dćszcz (Sidzina).
5. Jeżeli kto spragniony w lesie wody dostać nie może, niechaj
poszuka mrowiska mrówki rudnicy (Formica rufa), rozkopie je co-
kolwiek^ uderzy ręką w miejsce rozkopane i powącha rękę, to pra-
gnienie natychmiast ustąpi i nie powróci już rychło (Hołoskowice).
1. Skoro mucha usiędzie na nieżywym raku, a stąd bezpośrednio
na .twarzy człowieka, to człowiek ten nieochybnie na twarzy raka do-
stanie (Tarnów).
1. Aby myszy zboża nie jadły^ kładą paproć po rogach stodoły
(Wola Batorska), Inb gałązki bzu czarnego na spód stćrt i brogów
43. Łaska, Łasica (Foełorius wlgaris).
44. Mrówki (Formicae).
45. Mucha (Musca).
Mysikrólik, obacz Strzyżyk.
46. Mysz (Mus).
(149)
(Dziewiętniki); lub tói gałązki i Udcie olszyny (Ho dynie pod
Mościskami).
2. Gdy gospodarz pierwsze zboże do stodoły przywiezie i na kle-
pisko (boisko) wjedzie; zakazuje jak najsurowiój^ aby pomagający przy
składania ladzie nie krzyczeli, nawet słowa głośnego nie wyrzekli, aby
myszy i owady nie słyszały, kiedy się zboże do stodoły złożyło (Pcim).
3. Myszy nie wolno zabijać ani dzićwce ani kobiecie, boby się
jćj chlób nie adawał, t. j. nie spiekłaby dobrze chleba (Dorożów).
4. Mysz zjadłszy okruchy święconego na Wielkąnoc, przemienia
się w łyłyka czyli nietoperza (Dziewiętniki, Brzeżany) *).
5. Etoby zjadł chlćb nagryziony od myszy, nigdy bola zębów
mieć nie będzie (Brzeżany).
6. Gdy koma wypadnie ząb, każą go między ładem wyrzucać na
strych przy wymawiania słów: „Myszko, myszko, weż ząb ze-
psaty, a daj mi zdrowy** (Brzeżany i indzićj w kraju powszechne).
7. „Dyjal)ła to barz nie na rękę było, że P. Bóg ludzi wyrato-
wał od potopn. Cóż on robie? Stworzył on mysz i zaniós pod arkę,
żeby wode wpuścieła do arki. I mysz zaczęła gryść i gryść; przegry-
zła dzióre i już woda lała sie do arki. Noe to spostrzśg, zwinął
chastke i zatkał, a P. Jezas zamienić ją w kota, żeby myszy łap&ł,
bo dyjabeł jeszcze więcćj myszy stworził, a Noe już nie miii więcćj chu-
stek; ale i tak kot sie zmordował, iż nie móg wszystkich myszy na
śmierć zagryść; niektóre jóno pokalćczył, ale ony wyszły z tego i tak
do tego czasu się utrzymały" (Iwonicz). Ob. Kot.
1. Niedźwiedź był pićrwotnie młynarzem. Ongi za czasów św.
Piotra i Pawła młynarz chcąc się przekonać, czy owi apostołowie są
istotnie świętymi, ukrył się pod mostem. Gdy apostołowie nadeszli,
począł mruczeć. Na to św. Piotr rzekł: „Niech człowiek pod mostem
znajdujący się przemieni się w dzikiego zwićrza**. I tak tćż się stało.
Młynarz wyszedł z pod mostu przemieniony w niedźwiedzia, który po
raz pićrwszy pokazał się na ziemi. W przednich jego łapach zachował
się kształt ręki człowieka (Dziewiętniki, Mikuliczyn) ').
2. Tę samę przypowiastkę podaję z Iwonicza w narzeczu wiej-
skićm: „Raz Pan Jezus szśł ze św. Piętrem. A Rusin chciśł ich postra-
szyć, tćj wlńz pod most i boruczy. Św. Pietr jakoś sie zląk i pyt&
sie P. Jezusa: „„Panie, a co to?"** „„E to niedźwiedź, to nie mćsz!""
Św. Piotr nie widziśł jeszcze niedźwiedzi, bo ich nie było jeszcze.
O Ob. Marcinkowski, Lntd ukraiński. II, 139.
*) Powiastkę tę wyjąwszy ostatnie zdanie, opowiedziano mi w Dziewię-
tnikach ; z niektórćmi zmianami mało znaczącemi otrzymałem ją z Mi-
kuliczyna. — Ob. Wójcickieg o, Zar. dom.U, 373. — • Jucewioz,
lAtwa, Id.
47. Niedźwiedź (Ursus arctos).
Digitized by
(1600
Pójdzie^ patrzy^ a tu niedźwiedź stoi na dwóch łapiskach i boniczy,
jikkurit tók, jakby Rusin w guni" (Iwonicz).
3. W Mydlenicach opowiada lud inaczój. Gdy N. P. Maryja cho-
dziła po ziemi, pewien młynarz chcąc ją nastraszyć, przewrócił kożuch
do góry kudłami i mruczał. A ona mu rzekła: „Cóż ty chcesz^ niedź-
wiedziu?" Od tego więc czasu został niedźwiedziem.
4. Oko prawe niedźwiedzia ususzone i zawieszone dziecięciu na
szyi; czyni je odwaźnśm, a jeżeli kto sadłem niedźwiedziśm nasmaruje
sobie z rana czoło, l)ędzie miał dobrą pamięć (Czarny Dunajec).
1. Nietoperza nazywają w zachodnićj Oalicyi gackiem, na Rusi
łyłyki em, a meczwetem w Hołoskowicach koło Brodów.
2. Oacek czyłi łyłyk powstał z myszy, która zjadła nieco świę-
conego (Przesąd powszechny w całym kraju).
3. Szatan lubiący ludziom wyrządzać psoty, wpuścił parę myszy
do grobu Zl>awiciela i kazał im poprzegryzać i popsuć świćce na oł-
tarzu. Swićcom dały fady; ale nie tak łatwo przyszło im przegi^ść
poświęcony paschał. Albowiem ten się przewrócił i narobił wielkiego
hałasu. Księża czuwający u grobu Chrystusa przybi^li; ale nic szko-
dnikom zrobić nie mogli, gdyż im szatan do ucieczki swe skrzydła
dał. Pan Bóg za karę zostawił tym myszom skrzydła szatańskie i na-
zwał je gackami (Janów).
4. Łyłyk posiada w swoim kośćcti dwie czarodziejskie kosteczki,
jednę postaci grabelek, drugą postaci widełek. Kosteczki te odgry-
wają wielką rolę w losach zakochanych par. Osoba chcąca pozyskać
serce drugićj osoby lub tćż odtrącić je od siebie, chwyta łyłyka, wUa-
da żywego w garnek dobrze przykryty i zanosi o północy do mrowi-
ska. Tam pozostawia go przez 9 dni. Przez ten czas mrówki zjedzą
łyłyka, zostawiając czysty kościec. Po 9 dniach przychodzi dotycząca
osoba o północy do mrowiska i wyjmuje kościec, a z niego obie te
kosteczki. Jeżeli się ma do kogoś pociąg lub chcianoby go dla siebie
pozyskać, należy dotyczącą osobę grabkami delikatnie pociągnąć; jeżeli
zaś chcianoby kogoś się pozbyć, potrzeba go widełkami lekko dotknąć,
a z pewnością pozbędzie się natręta (Powszechne, osobliwie na Rusi) *).
5. W Borzęcinie postępują nieco inaczćj. Chłopiec chcący do
siebie sprowadzić dziewczynę, chwyta gacka, wyjmuje z niego małą
kosteczkę widełkowatą, którą ma mieć przy sobie. Tę kosteczkę wbija
sobie za paznogieć palca serdecznego. Ody to uskuteczni, to pierwszćj
nocy przyjdzie do niego dyjabeł w postaci pięknćj panny. Wtedy na-
') Ob. Kolberg, LucL YII, 109. — Marcinkowski, Lud ukraiński.
Niedźwiadek, obacz: Tnrlnió.
48. Nietopórz.
n, 140.
(isi)
leży tę pannę uchwycić i bić tak długo, dopóki nie będzie prosiła
i zaklinała, iż już nie przyjdzie. Paszcza tedy owę dyjablicę, która
mu się już nie pojawi. Gdyby się z tą dyjablicą wdał w miłosne ob-
cowanie, to urwałaby mu głowę. Jeżeli mężczyzna tę próbę z dyjabłem
przejdzie, to gdy mu się spodoba jaka dziewczyna, potrzebuje tylko
dotknąć się jćj sukni owym czarodziejskim palcem, a ona przyjdzie
do niego w nocy.
6. Eto clice dyjabła zobaczyć, winien schwytać gacka, ugotować
w nowym garnku, a ten garnek przykryć nową pokrywką; potćm wi-
nien wylać wodę w koło krćdą zrobione; następnie zanieść gacka
o północy na rozstajne drogi i przywoływać dyjabła dotąd, dopóki się
nie pojawi (Kęty).
7. Gdy się dziewczęta nie mogą wydać, mają złapać gacka, od-
łamać mu pazurki i Móć nićmi tego, za którego chcą pójść; czynność
tę najlepićj wykonać w dni szalone wśród tańców (Iwonicz).
8. Jeżeli dziewoja złapie nietopćrza, zabija go, wkłada do wo-
reczka i zagrzebuje w mrowisku na tak długo, aż mrówki objadłszy
mięso, kościec tylko pozostawią. Kościec ten cały dziewczyna w wo-
reczku przy sobie nosząca, najniezawodnićj w krótkim czasie za mąż
wyjdzie (Sokal).
9. Według mniemania ludu gacek mota się w włosy z rozmysłu;
w kościołach i cerkwiach świćce zjada (Dukla, Dziewiętniki).
10. Indzićj wkręca się do głowy śpiącemu w nocy przy bydle
na polu bez czapki i wysysa mu mózg; poczćm człowiek musi umrzćć
w przeciągu trzech dni (Szczepanów, Sowliny).
11. Posądzają go o ąjadanie słoniny po stiychach (Dukla).
12. Jeżeli na drzwiach stajni uwiąże się żywego gacka, bydło
dobrze się chowa (Nowy Sącz).
13. Wskutek zabicia gacka krowy dają mlćko z krwią zmięszane
(Nowytarg).
14. Gacek zabity ma żyć przez slediii dni (Bobowa).
1. Padalca zowią ładunem (Stanisławowskie, Bobreckie,
Przemyślańskie)^ bo strzelba nim nabita wyprawia się (Przemy-
ślany), lub tćż nigdy nie chybi (Stanisławów, Strutyn, Nadwor-
na, Dziewiętniki).
2. Gdy padalec przejdzie przez śpiącego człowieka, nie będzie
rósł (Dziewiętniki); gdy prześliżnie mu' się przez oczy, to oślepnie
(Markowa), gdy zaś przez rękę lub twarz, to skóra popęka, połuszczy
się (Przemyślany); dla tćj to przyczyny nie biorą go do ręki.
3. Na, kogo padalec upadnie, ten wkrótce umrze (Stanisławów).
4. Padalcowi nawet ziemia się rozstępuje, gdy mu zagraża jakie
niebezpieczeństwo (Horyhlady).
5. Nawet w miejscu tćm leżeć, gdzie leżał padalec, niebezpiecznie
(Horyhlady) np. głowa spuchnie, gdyby w tćm miejscu hżsi^
49. Fadaloc (Anguis fragdi$).
(162)
6. Kawałki padalca rnszają się do zachodu słońca (Ostry ni a)
i dopóty może jad puścić (Horyhlady).
7. Padalca uwędzić w kominie i zrobić z niego laskę; ta laska
będzie czarodziejską (Dziewiętniki).
8. Gdy padalec ujrzy jeźdźca na koniu ^ ukąsi nasamprzód ko-
nia, potćm jeźdźca (Przemyślany, Stanisławów, Strutyn, Dzie-
więtniki).
9. Ukąszenie padalca sprawia śmierć (Nadworna).
10. Padalec dlatego jest ślepym, bo dawnićj bardzo kąsał ludzi,
a P. Bóg za karę oślepił go (Janów, Nadworna).
11. Martwego padalca ciało zakopane w ziemię rusza się przez
ci^ miesiąc i przeobraża się zwykle w żmiję (Dąbrówka).
12. Eto padalca zabije, winien ciało jego w ziemi zagrzebać, aby
słońce na nie nie świćciło ; w przeciwnym bowiem wypadku będzie się
„ćmiło^ t. j. cliorowało (Zabrzeź).
1. Pająka zabić nie wolno, bo to grzćch wielki (Dziewiętniki).
2. Indzićj uważają zabicie pająka za wielką zasługę. P. Bóg od-
puszcza za to jeden grzćcii śmiertelny, bo on się Matce Boskićj sprze-
ciwił (Jurków, Lubaczów).
3. W Zaborowie tępią go, gdyż delikatnćm przędzeniem swych
tkanek chce koniecznie sprostać przędzeniu tkanek Maryi Panny. Jest
tedy jćj przeciwnikiem*
4. Prócz tego ma mieć jad w zadku, którego wróg przeciwko
wrogowi używa. W jaki sposób nie podano (Zaborów).
5. Jakim zaś sposobem otrzymał pająk truciznę, tak opowiadają
w Rrakowskióm: „Ongi przed wiekami Matka Boska bardzo pięknie
przędła, przędła nici cieniuchne, długie. Pająk w kącie siedząc przy-
patrywali się prządce i niejako szydząc^ odezwid się, iż on cieńszą
i dłuższą uprzędzie nitkę. I rzeczywiście niteczka jego była i cieńsza
i równiejsza i dłuższa, niż nić Matki Boskićj. Otóż za karę pychy
i wynoszenia się od tćj dopićro chwili obdarował Bóg pająka trucizną".
6. Pajęczyny obmiatać nie należy, bo się groch nie uda (Iwonicz).
7. Ody pająki po jałowcach, smreczkach i po innych krzakach
okrągłe robią pajęczyny i w nich siedzą, głową ku światowi zwrócone,
będzie pogoda. Gdy zaś tworzą podługowate pajęczyny i siedzą w nich
tyłem do świata obrócone, będzie dćszcz lub słota (Sidzina).
1. Gdy pa\(r krzyczy, to będzie słota (Krościenko; przesąd
powszechny)*
2. Lud pawia nie jć, bo pa^ pochodzi od dyjabła. Rzecz tak
się miała. W chwili wolnój od dręczenia ludzi usiadł sobie czart z żo-
ną swoją. Ona pieszcząc się i przymilając się mu, przyniosła piękne
50. Pająk (Tegenaria domeatica).
61. ParW* (Pąi^o cristatus).
(163)
lśniące i różnobarwne pióra i stroić swego miłego poczęła i przystro-
iła go smakiem kobiecym nie do poznania. Obejrzał się tedy dyjabeł
i niemało się zdziwił pięknością swoją. Zapragnął więc, aby i jego po-
łowica podobnie przystrojoną była. Wziął tedy pióra, przykładał, przy-
strajał i doszedł do szyi. W tej chwili kogut zapiał; dyjabeł został
w swój szacie w kształcie pawia, dyjablica nie przystrojona całkiem
w kształcie pawicy (Hołoskowice)
1. Gdy pchły wieczór bardzo kąsają, to jest oznaką, że będzie
dószcz (Dorożów, Poronin).
2. Kogo pchła ukąsi w dłoń, otrzyma w krótkim czasie list
(Nowy Sącz).
3. Chcąc się pozbyć pcheł, należy do łóżka nakłaść rumianku
(Szczepanów) lub ferecyny t. j. paproci (Zakopane); pchły nie
znoszą mocnćj woni tych roślin.
4. Ody ludzie zniewieścieli i stali się tak powolnymi, że się za-
ledwie z miejsca ruszyć mogli, stworzył Bóg pchłę, aby człowieka do
ruchu pobudzała (Szczawnice).
1. Gdy wieśniakowi jadącemu w pole orać lub wiozącemu nawóz
do pola, pies (ob. kot) drogę przejdzie, spotka go jakieś nieszczęście;
dlatego powinien nawrócić (Szczepanów).
2. Gdy w czasie karnawału psy wyją, mówią, że będzie wojna
lub mór; w innym czasie psy wyjące przepowiadają śmierć (Choczu i a).
3. Indzićj zaś mówią, że wojna wybuchnie, gdy psy wyją gro-
madnie (Krzeszowice), lub po wieczorach (Żdżary), w ogóle pies
wyjący zwiastuje bićdę (Iz dębnik).
4. Albo gdy pies wyje w domu i trzyma pysk na dół, to jest
oznaką choroby, na którą ludzie mrzćć będą; gdy zaś trzyma pysk
do góry, to jest oznaką wojny (Krościenko^ Czarny Dunajec,
Zabełcze) *).
5. Gdy po zbiorze plonów z pola pies zjada trawę na ściernisku,
chociaż nie głodny, przepowiada w przyszłym roku na przednówku
wielki głód (Zabełcze).
6. Z którćj strony pies zaszczeka podczas wieczerzy w wigiliją
Bożego Narodzenia, z tćj strony głód się pojawi (Klecza).
7. Po wieczerzy w wigiliją Bożego Narodzenia dzićwki nadsłu-
chują, w którćj stronie pies zaszczeka; z tćj bowiem strony będą
miały narzeczonego (Grabie, Tłuczań, Jurków, Tymbark).
Ob. Marcinkowski, Lad ukraiński, II, 130.
') Jucewicz, Ldtwa. 151.
Rotpr. Antrop. T. Y. Du UL 20
52. Pchła (Pulex irritans).
53. Pies (Canis familiaris).
(154)
8. Albo po tój wieczerzy wyganiają dziewczęta psa z izby i uwa-
żają; w którą stronę pobiegnie, z tój bowiem strony będą miały ka-
walera (Zakliczyn).
9. Albo tóż dziewczęta przyprowadzają psa do wieczerzy we wi-
giliją Bożego Narodzenia , karmią go dobrze , a po skończonój wiecze-
rzy wyprowadzają z izby na pole i uważają, w którą stronę pobiegnie
i zaszczeka; w tę stronę wyjdą za mąż (Ponice).
10. Z którój strony pies w wigiliją św. Andrzeja rano zaszczeka,
z tój strony przyjdzie zalotnik (Myślenice).
11. Gdy pies umrze, trzeba wziąć z pod niego gliny i posuó nią
kochanków i powiedzieć: „Bodaj ócie się tak omierzli, jak ten
pies"; wtedy kochankowie się rozejdą i już się kochać nie będą
(Dzianisz).
12. Kto piórwszy raz przyniesie w dom szczenię i przez głowę
kota je przepchnie, to takowe szczenię w późniejszym wieku nigdy się
nie wścieknie i dobrze bronić będzie domu (Czarny Dunajec).
13. Charakterystyczną i na uwagę zasługującą u ludu naszego
jest tćż i to, że pies i różne jego części dostarczają materyjału do
całego szeregu przekleństw. I tak do najcięższych, ale zarazem i naj-
zwyklejszych należą wyrażenia: psia kre^, p. dusza, p. mać; do
lżejszych, ale równie często używanych : psia wiara, także ściwiara,
p. jucha, p. para, psie ścićrwo, p. mięso (miso), psi pysku; do
najłagodniejszych zaś należą: psia noga, p. kudła, p. kula, p. ga-
da p. mćrcha, psie bydło *).
14. „Jeden pin lubińł bars słuchać b^ki. Chłop jeden umi&ł do-
brze zmyślać, tej chodził do niego, a on mu płaciśł. Ten cłiłop miśł
brata chudobnego. Baba mu zawsze głowę suszy: „„A widzisz, twój brat
pójdą do pana^ powiedzą coś nowego i dostaną zawsze coś, a ty nic,
idż-no ty w pomoc"*'. Chłop poszśł i powiadś panu, że słyszśł: pieski
w niebie szczekają. Pńn tu na niego: nn^^ durniu, a słysz&ł jeś kiedy,
żeby w niebie pieski były?"" Wypędziśł go i jeszcze obiecdł wybić.
Chłop zatorbowany przyszśł do domu, tej powiadś babie, a baba zlę-
kła sie, że ona go namówieła i poszła do brata, żeby poradziśł. Ten poszi^
do pana i powiadś. „„Panie! niesłychana rzecz sie stała!"" „„A co?""
„„Hm! jechńł jakiś wielgi p4n w pojeździe i mi^ pieska; jakoś trza
mu było wyleść i piesek za nim. Nie uważAł, a piesek ostńł. Wtedy
jajstrząb spńd i porwńł i jeszcze było słychać, jak szczekńl, choć go
nie było widać. Ale to śliczny piesek"". „„Hej żono!"" zawołA pńn do
pani; „„to ja wczora niesprawiedliwie potępińł tamtego, to on tego
pieska słyszńł^". I kazał go zawołać i zapłacińł mu za gńdkę. A ten
zaś brat, co dobrze zmyśli, przyszńł do niego i powiadń mu: „„Żebyś
sie, kpie, nie zrywńł więcćj do gńdek, kiedy nie umićsz; ter&zjem cie
O Gada, gady, w Wadowickićm znaczy wesz.
«) Ob. Kolberg, Lud. V, 119; IX, 60; X, 31
Digitized by
(156)
wyratowdl od kśry, ale nie zawsze sie tak uda."" I od tego czasu ani
mu w myśli nie postdło, aby midł póść panu gśdki gddać" (Iwonicz).
54. Pijawka (Hirudo officinalis).
1. Gdy pijawki leżą na dnie słoja, będzie pogoda; gdy zaś wy-
cłiodzą pod wiórzch słoja, będzie słota. Wreszcie na wiatry, burze,
kurzawy rzucają się (śmigają) po flaszce (S trze szyn).
55. Pilch (MyoxtŁ8 glis).
1. Pilch jest tak jadowity, że zwićrzę ukąszone przez niego,
ginie natychmiast od jadu zawartego w jego ostrych zębach (Szcza-
wnice).
56. Piskorz (Cobitus fossilis),
1. Głowy tój ryby nie jedzą, bo do głowy węża podobna. Żydzi
wcale tój ryby nie jedzą (Bu cyk i).
57. Pliszka (Motacilla).
1. Pliszkę zowią w Bobreckióm pastórką lub pastuszkiem.
2. Kto pliszkę piórwszą na wiosnę ujrzy i umyje się, będzie
przez cały rok tak wesoły jak i ona (Łabowa).
58. Pluskwa (Acanihia lectularia).
1. Kto chce pluskwy wygubić, musi parę ich złapać i wrzucić
na bieżącą wodę. Poczćm wszystkie wyginą (Szczepanów).
2. Pluskwy nikną, gdy miejsce, w którćm są, posypie się świę-
coną solą (Po ty lic z).
59. PokrZ3rwka (Ltisdolaef).
1. Kto zepsuje pokrzywkom gniazdo lub wybierze młode, temu
mylą one pacićrz, tak iż go zmówić nie potrafi (Szczepanów).
60. Przepiórka (Cotumix dactylisonans).
1. Według mniemania ludu przepiórka nie odlatuje do ciepłych
krajów, jeno wchodzi do spróchniałego drzewa i tam się kryje. Z wio-
sną wychodzi (Nadworna, Dziewiętniki, Janów).
2. Przepiórka jest w jesieni głuchą, tak iż ją można złapać
(Jazłowiec, Browary).
Digitized by
(156)
3. Przepiórka ma troje dzieci; jedno wysyła na robotę, drngie
orać, trzecie zboże zbiórać (Lwów, Janów) ').
4. Ile razy przepiórka na wiosnę piórwszy raz bije, tyle złotych
będzie kosztował korzec zboża (Krecliowce, Horyhlady, Stani-
sławów). Ob. Kura, nr. 1.
5. Na czyjóm pola jest wiele przepiórek^ na tćm pola grad nie
będzie padał (Pobereże, Kamienna).
6. To zboże, w którćm chowają się przepiórki, daje bardzo
smaczny chlćb (Łysieć, Tyśmienica).
7. Im w okolicy więcój przepiórek, tćm mniój będzie kaszy (Sta-
nisławów).
8. Kto rozbije przepiórcze jaje, będzie nieszczęśliwy (Sielec,
Janów).
9. Kto zabije starą przepiórkę kamieniem, nigdy nie będzie miał
szczęścia (Bohorodczany).
10. Głos przepiórki naśladuje lud rozmaicie. W Stanisławowskićm
mówią, że przepiórka odzywa się: „Fit'-fi-lit'", albo „Pójdż-cie
żąć, pójdż-cie żąć!" ').
11. W Korczynie słyszy lud w nawoływania przepiórki nastę-
pujące wyrazy: „Mama, mama, pójdź po mnie, z koszyczkiem; —
zabierz mnie ze wszystkićm." Albo nieco dokładnićj mam te
wyrazy z Zaborowa:
„Ha, ha, ha, ha,
Pójdź po mnie (bis)^
Z kofzyczkiem.
Zabierz mnie
Ze wszystkićm" (bis).
12. W Chlebowicach wielkich udają rozmowę przepiórki (pere-
pełycie) z derkaczem czyli chróścielem:
Przep, „Piet' kołos (trzy razy).
Derk. Breszysz, try, try, try, try."
13. W Dziewiętuikach nieco odmiennićj:
Przep. nPiet' tełyć (trzy razy).
Derk. Breszysz, try, try, try, try."
Kuki^a bowiem miała w dzióbie pięć kłosów i dławiła się.
Derkacz zobaczywszy to, przybiegł i wyrwał jćj trzy kłosy (Dzie-
więtniki. Chlebowiec wielkie) i o to sprzeeza się z przepiórką.
14. Opowiadają tóż, że pewnego razu pożyczyła przepiórka od
derkacza sześć ćwierci pszenicy, a gdy miała oddać to zboże, zaparła
mu jednę ćwierć. Dlatego odzywa się teraz: „Pięć pono! pięć
pono!" derkacz zaś: „sześć! sześć! sześć! sześć!" (Nowy Sącz).
15. „RAz sie chróściel zakochśł w przepiórce, tćj posz^ do ni,
żeby mu dała (całusa). A przepiórka: „„A co mi ty dśsz ?" " „„Dam ci
Ob. Kolberg, Ład. VI. 215, nr. 421.
Ob. Wójcicki, Zar. dom. U, 163.
Digitized by
(157)
ciele.* " „ „Dśsz" " ! „ „Ddm.** " I tak tam jakoś zrobióli \ a chróściel poszśł
po to ciele. Ale skąd go wziąść? Poszńł i dóma se, co tu robić?
A przepiórka woła: „„Wabrzek, Wabrzek, goń ciele, goń ciele."" A chró-
ściel niby goni, tój woła: „„Hej ptrhuh, ptrhuh hej."" I od tego czasu
1. O pszczołach, tych pracowitych i skrzętnych stworzeniach bo-
skich, słyszs^em w Dziewiętnikach następujące podanie : „Ongi szedł P.
Jezus z Św. Piotrem i Pawłem i przyszli na nocleg do pewnój chaty,
gdzie mieszkała stara baba. Ta ujrzawszy podróżnych, lyęła za ka-
mień, rzuciła go i ugodziła nim św. Pawła w głowę, tak iż wybiła
w niój dziurę. A że było gorąco, więc gromadziły się około tćj dziury
robaki. Przyszedłszy do lasu, P. Jezus wybrał je z owój dziury i wsa-
dził do dziupli starego drzewa. Gdy po dłuższym czasie P. Jezus wra-
cał tą samą drogą z owymi apostołami, kazał P. Jezus św. Pawłowi
zajrzćć do dziupli owego drzewa. Św. Paweł uczynił to. Lecz jak
wielkie było jego zdziwienie, gdy zobaczył owe muchy pracujące, wy-
konujące misterne roboty i wyrabiające jakieś słodycze. Muchy te są
to pszczoły, a owa słodycz jest miodem, którego nam dostarczają."
2. Bardzo powszechnćm jest w Borzęcinie mniemanie, że istnieje
gad podobny do żmii, wydający z siebie roje pszczół; dlatego zwą
go roj nic ą. Tę rojnicę trzymają w pasiece; ma gniazdo pod ulem.
Dostąje raz na dzień bułkę rozdrobnioną w słodkióm mlćku. W zimie
rojnica zakopuje się w ziemię i śpi. Kto ma rojnicę, temu się pszczoły
bardzo darzą. Pewieu wieśniak (Bąk) siekąc łąkę pod lasem, znalazł
w trawie rojnicę otoczoną mnóstwem pszczół. Schwyciwszy ją, włożył
do kapelusza, przyniósł do domu i osadził pod ulem. Wszystkie
pszcz(Ay przyleciały za nią i powchodziły do próżnych ułów. Odtąd
darzyły się pszczoły temu wieśniakowi nadzwyczajnie. Gdyby rojnicę
był stracił, wszystkie pszczoły by mu spadły (Opowiadanie z r. 1870).
3. Inny wieśniak (Adamczyk) opowiadały że w r. 1848 podczas
przechodu Moskali na Węgry, przyszedł do niego jakiś cudzoziemiec
i oświadczył, że mu za dwa cwancygiery (70 c.) zrobi rojnicę, zażą-
dał do tego jaja, pszenicy i jagieł. A gdy mu to dano, włożył ta
wszystko do całkiem nowego garnka glinianego, przykrył i wstawił
pod ul, wymawiając przy tóm jakieś niezrozumiałe słowa, poczóm
upewnił, że w dziewięciu dniach wylęgnie się rojnica. Po kilku dniach
wykopał wieśniak garnek z pod ula, bo się obawiał czarów. Wyjąw-
szy jaje z garnka, znalazł je tak twardćm , że je musiał sićkiórą
tłuc. Skorupa na nióm stała się jakby skórzana. Więc mu się zda-
wało, że rojnica wnet byłaby się wylęgła. Gdy jednak jaje i garnek
roztłukł, w tym jeszcze roku wszystkie mu pszczoły spadły, i cho-
ciaż póżnićj nabywał pszczół, nigdy ich nie mógł utrzymać.
4. Gdy pszczelarze posłyszą, że gdzie wilka ubito, starają się
dostać krtani z niego, którą wysuszywszy osadzają w oku ula.
tak wołają (Iwonicz).
61. Pszczoły (Apis mellificd).
Digitized by
(158)
Pszczoły przeszedłszy kilka razy przez nię, stawają się mocnemi;
wpadać będą na sąsiednie ule^ zabićraó miód i zanosić do swoich
ułów. Takich pszczół nikt nie zdoła zaczarować (Wierzchosławice^
Źdżary; Tarnopol).
5. Z ula; w którym są najstarsze pszczoły^ nikomu miodu nie
dają ani sprzedają ; bo się obawiają, aby im pszczoły nie spadły
(Borzęcin).
6. Ody pszczoła bardzo się uwija z robotą i do późnego wie-
czora zbićra pyłek kwiatowy, ł)ędzie nazajutrz dćszcz. Gdy zawczasu
robotę kończą, będzie nazajutrz pogoda (Dziewiętniki).
7. Również będzie pogoda, gdy pszczoły daleko w pole na ro-
botę odlatują (Czarny Dunajec).
8. Aby prędko dójść do pasieki, należy kupić sobie jeden pień,
wstać bardzo do dnia i szukać źródła, z którćj woda płynie na cztery
strony, nabrać w butelkę wody niepoczętćj, żeby nikt nie widziały i tą
wodą z miodem sycić pszczoły (Tarnopol).
9. Dzićwki i panny dopytują się pasieczników, na którym drze-
wie siadł rój pićrwszy w roku. Biorą liście z owćj gałązki, gotują je
i myją się tą wodą, aby się prędko wydały (Dziewiętniki).
1. Gdy pastuchy wiedzą o ptakach w polu, które siedzą na jaj-
kach lub tćź mają młode, nie mówią o tćm nikomu ani w południe,
ani wieczór, ani tóź do nich nie zaglądają i nikomu nie pokażą, boby
południca t. j. sroka lub wrona, lub tćż wieczornica t. j. sowa
zjadła młode lub tćż jajka wypiła (Szczepanów), albo tćż mrówki
je zjadły (Bieńkówka, Płaza, Szczawnice) *).
2. Aby chłopcy mieli szczęście młode ptaki znajdować, starają
się złapać motyla tego, którego nasam przód zobaczą (Bieńkówka).
3. Powiadają, że kiedyś ptaki mówiły mową ludzką (Jazłowiec).
4. W dzień św. Szczepana wynoszą śmieci przed dom; do tych
śmieci zlatują się ptaki. Jeżeli nasamprzód przyleci wróbel, to pannie
dostanie się wdowiec; jeżeli stćrnadel (czyli trznadel, Emberiza citri*
neUa)y to młodzieniec; jeżeli zaś wrona, to dostanie się parobkowi
wdowa, a gdy sroka, to panna (Nowy targ).
5. Na mróz siada ptactwo na wiórzchołkach drzew (O sie-
cz a ny).
6. Ptaki gromadzące się koło domostw, po sadach zwiastują
dćszcz (Wola Batorska).
7. Przed wschodem słońca zaklina lud ptactwo szkodliwe, podo-
bnież robactwo i gadziny, aby nie wyrządzały szkód (Maków).
8. Gdy ptaki biją się w lesie lub w czystóm polu, powiadają,
że wojna będzie (Szczepanów).
*) Ob. Marcinkowski, Jjud ukraimk i, II, IbL — Jucewicz, Litwa. 144.
62. Ptaki.
(159)
9. Krowę, która przestąpiła ptaszę gniazdo , dotknie choroba
(Przesąd powszechny).
10. Według mniemania luda ma istnieć ptak tajemniczy czarny,
latawcem zwany. Pióra jego przyciągają pioruny; to tóż gdzie la-
tawiec podczas burzy się zjawi, tam piorun uderza, lecz jego samego
nigdy zabić nie może (Szczepanów, Chyszów, Bićcz). Ma on być
podobny do kosa, ale jest trochę większy od niego.
11. Latawiec, to dusza dziecięcia, które wyrodna matka zaraz po
narodzeniu pozbawiwszy życia, zakopała pod figurą. Pod postacią czar-
nego ptaka tuła się dusza niemowlęcia po świecie, nie znajdując ni-
gdzie spokoju. Pioruny strzelają (biją) w niego, a jednak zabić go
nie mogą. Skoro się niebo zachmurzy i burza nadchodzi, wtedy za-
niepokojony latawiec piszczy jak zgłodniały jastrząb i chroni się,
gdzie może, nawet pod strzechę wiejską. Takiego ptaka od domu od-
ganiać radzą, aby piorun obejścia nie spalił. Co siediń lat przybywa
latawiec na tę samę figurę, gdzie go matka pochowała i woła do trze-
ciego razu: ,,Chrztu! chrztu! chrztu!^ Ktoby go usłyszał i ochrzcił,
ten wybawi duszę, a sam będzie szczęśliwym (Bióczj '). Dlatego tóż
zowią go ptakiem chrztu (Dziewiętniki), albo potyrcze (Bucyki).
12. Kto tego ptaka usłyszy, a ma przy sobie jaką szmatkę lub
chustkę, tedy czyniąc znak krzyża św. odmawia formułkę chrzestną,
kończąc: „Jak ty chłopiec, to daję ci imię N,, a jak dziewczyna, to
imię N.*^ Ptak ten schwyci owę chustkę, poczćm dusza uleci do nie-
ba i stanie się aniołem (Bucyki).
13. Lud w Sanockićm śpićwa następującą piosnkę o ptakach bu-
dujących kościół:
Przyleciały wrony.
Porobiły dzwony;
Przyleciały kawki.
Porobiły ławki;
Przyleciały gawrony,
Zrobiły ambony;
Przyleciał kruk
I zrobił na próg;
A przyszedł ksiądz pleban:
Ja wam tego wziąć nie dam ').
63. PnhaOZ (Słrix bubo).
1. Puhacz miał być człowiekiem. P. Bóg zakazał mu jeść mięso.
Że atoli rozkazu nie usłuchał i mięso jadł, więc P. Bóg za karę prze-
mienił go w puhacza (Łysieć, Tyśmienica).
*) M. Rybowski, Zwiastuny zmian powietrza, Lwów. 1880. str. 16.—
Kolberg, Lad. Vn, 60, 259.
>) Ob. Kolberg, Lud. X, 65.
Digitized by
(160)
2. Ody na strychu domu znajduje się puhacz; to w domu bydło
padnie (Wieliczka).
3. Ody puhacz siedzi na dachu i krzyczy, ktoó z domowników
umrze (Bohorodczany).
4. Puhacz woła: „pochowau" (Łosiacz).
5. Słyszący w zwaliskach zamku puhacza mówią, że zamek ten
nie był poświęcany (Krech owce).
6. Lud widząc wieczorem puhacza na drzewie siedzącego i ru-
szającego swśmi uszyma, mówi, że to szatan (Fitków).
7. Śmióch puhacza uważają za śmiśch szatana (Stanisławów).
8. Puhacz towarzyszy złym duchom (Dolina, Stanisławów,
Nadworna, Janów).
9. Ody puhacz głoóno huka, będzie dószcz, a on będzie miał
wiele pożywienia (Przemyskie).
10. Ody puhacz wisi w stajni nad końmi, mówią, że konie tyją
(Stanisławów).
1. Ody czasu dawnego P. Bóg obdzielał wszystkie zwierzęta
oczyma, ciekawy tego rak zapytał, gdzie będzie miał oczy? „W tyle,"
odrzekł P. Bóg, i odtąd rak ma oczy w tyle (Tarnów).
2. ;,WysłśU rśz raka po drożdże, a to miało być na Boże Na-
rodzenie do koł&czów. Ale raczysko jak poszło, tak nie wrac&ło; nim
sie zawloką upłynęło wiela czasu. Nabrśł u żyda drożdży; tśj wreócie
przynosi, j4kkur&t we wielgą Sobotę. „ „A ty dr&bie, toó miki przynieść
na Boże Narodzenie, to na Wielganoc przynosisz?"" A rak na to: „„Ej
gosposie! nie gniewijcie sie, bu co n4gle, to po dyjśble"" (Iwonicz).
1. Ropucłiami zowie lud powszechnie wszelkie żaby. W Dzie-
więtnikach zowią je porchawkami.
2. Ropuchom przypisuje lud nadzwyczajną potęgę wzroku, któ-
rym zaczarować mogą ludzi i zwierzęta (Dukla).
3. Ody ropucha plunie człowiekowi w oczy, to człowiek oślepnie
(Dzie więtniki, Janów, Krościenko, Szczawnice).
4. Człowiek zoczywszy ropuchę, nie powinien otwićrać ust, aby
ona mu zębów nie porachowała, gdyż w takim razie wszystkie powy-
padają (Jurków, Szczawnice).
6. Ktoby wziął ropuchę do ręki, dostanie brodawek (Dziewię-
tniki. Nadworna).
6. Jeżeli kto na kogo jest zły, to bierze cichaczem jego włos,
zaszywa nim oczy ropusze i kładzie ją pod jakibądż kamień. Ten, do
którego ów włos należy, ociemnieje na tak długo, jak długo wróg
jego ropusze ócz nie rozpruje (Janów).
64. Bak (Astacus jluviałili8).
65. Eoptioha (Bufo cinereus).
(161)
7. Według mniemania ludu ropuchy są czarownicami i wiedźmami.
Wiedźma bowiem chcąca krowie mlśko odebrać, zamienia się w ropu-
chę i tak do nićj idzie (Nadworna, Szczawnice, Tymbark, Dzie-
więtniki).
8. Ropucha dostawszy się do stajni, ssie mlóko z krowy (Iz dę-
bnik, Posiecz).
9. Jeżeli czarownica zczaruje mlóko, tak iż się wlecze, lub pręd-
ko siada, to cedzą je przez pokrzywy martwe (jasnotę), żegawki lub
nać pietruszki.
10. Jeżeli zaś mlóko się zakrwawi, t. j. jest czerwonóm, to roz-
palają podkowę za granicą znalezioną lub duszę od żelaz^ka, leją na
nię mlóko zakrwawione i końcem sierpa dzióbią, mówiąc: „Żebyd
pękła, źebyd się spaliła" i t. d. Czynność tę załatwiają wieczór.
Potóm wyszedłszy na pole i napotkawszy ropuchę, biją ją miotłą starą
i nieużywaną. Gdyby tą miotłą uderzono jakie zwierzę, to zmarnieje
czyli uschnie (Wola Batorska).
11. Czarownica chcąca czyjój krowie odebrać mlóko, kładzie ro-
puchę do siana, aby ją krowa zjadła z sianem. Wieśniacy znalazłszy
taką ropuchę, wieszają ją w kominie (Dziewiętniki).
12. Ody kto ropuchę zobaczy w swojóm zabudowaniu, rozcina
ją na pół, soli i wiesza w dymie (Posiecz).
13. Albo wkładają ją w garnek i wynoszą za wieś, albo wrzu-
cają w ogień, aby się spaliła, lub tóż owijają w płótno i wieszają
w kominie na uwędzenie (Dukla). Jak bowiem ropusze gorzko w ko-
minie, tak samo ma być czarownicy, która ją do chaty posłała, aby
krowie mlóko odebrać. Czarownica dotknięta prośbą ropuchy przybywa
i błaga o jój wyzwolenie (Dukla).
14. Znalezioną w stajni ropuchę rzucają do góry, aby się cza-
rownica potłukła (Tymbark).
15. W Tokach w pow. skałackim szła pewna kobióta odbiórać
dziecko i spotkała na drodze ogromną ropuchę, wielkości czapki
(Bufo cinereus) i rzekła do ni^": „Ta idy sobi," pędząc ją z drogi,
„idy sobi na horod^ bo tebe kto rozpieszczę, a ty wże ki-
tna." W parę dni wracając od położnicy, spotyka panicza przejeż-
dżającego czwórką. Panicz ten porwał babę, wsadził do kocza i je-
dzie, jiedzie z nią przez bagna, trzęsawice i wertepy, aż zajechał do
jakiegoś cudnego pałacu. Na wstępie zakazał jój żegnać się znakiem
krzyża: „Sochrań Boże, abyś sia perechrestyła!" Potóm zaprowadził
ją do kotnój ropuchy, macierzy dyjabelskiój. Kobióta odprawiwszy swą
rzecz, chce się co prędzój wyrwać z zaklętego pałacu. Wtóm pyta ją
ówpanicz: „A szczo babuniu, teper wam sia nałeżyt?" — „Ta
Bzczo wola!" ledwie wyrzekła. Zaprowadzono ją więc do spiżami, gdzie
nabrała sobie złota w podołek, ile unieść mogła. Wtóm porwało ją dwu
Złych na wozduchy (w powietrze) i pędem wichru zanieśli ją w ocze-
rety na trzęsawicę i wrzucili struchlałą w bagno. Baba ledwie się wy-
gramoliła, wołając pomocy. A było to o północy. Ludzie wo wsi obu-
dzili się na to wołanie, przybiegli i babę wyratowali. Baba patrzy
Hospr. Antrop. T. T. Ps. UL
(162)
w podołek, a zamiast złota były same węgle. — NB. Żaba proóna była
ioną dyjabelską przy nadziei (Bacy ki).
16. Ropucha jest zwiastanką niepogody; wówczas łazi po dro-
dze (Janów).
17. Ropuchy podjadają buraki. Dlatego jest zwyczajem u ludu
chwytać je i nasmarowawszy m*r«zią puszczać do ogrodu; mniemają bo-
wiem, że zabiorą z sobą wszystkie inne ropuchy (Jaworów).
66. Eyby.
1. Jeżeli z wiosną i przez lato poławiają się dobrze ryby^ i jest
ich dosyć po rzćkach; to ma oznaczać głód na rok następny (Ż di ary).
2. Ody ponad wodą skaczą, mówią, że dćszcz będzie (Czarny
Dunajec).
67. Ezekotka zielona (Hyla arhorea).
1. Gdyby kogo gardło bolało, a grzbietem schwycónćj rzekotki
lekko pociągałby po nićm, ból ustaje (Ladzkie). Ob. Chomik, nr. 2.
2. Na chorobę 6w, Walentego złapać żabkę rzekotkę, maczać
w okowicie i naciórać nią twarz, tętno i piersi (Kołomyja). Obacz:
Kret, nr. 9.
3. Pocałowanie rzekotki chroni od pryszczów na ustach (Jasio-
nów polny), lub usta boleć nie będą (Nadworna), lub tóż padać
nie będą (Brućhnal).
4. Pocałowanie rzekotki w brzuch chroni od zimnicy (Szczerz ec).
5. Drzewa w sadzie dobrze rosną, gdy rzekotka jest w sadzie
(Nadworna).
6. Według mniemania ludu rzekotki spadają z dćszczem (Dzie-
więtniki).
7. Kto ją zabije, temu matka umrze. Kto potrze ją solą, to od-
żyje (Janów).
8. Lub kto rzekotkę zarwie t j. zaczepi, temu ona w oczy na-
pluje i temu ojciec i matka umrą (Tarnów).
9. Gdy rzekotka rzechoce, dćszcz będzie (Dziew iętniki).
10. Dzićwki gotują rzekotkę, wyjmują z nićj wnętrzności i włosy
niemi smarują, aby im urosły długie (Skowiatyn).
11. Rzekotkę zowią skrobaczką (Bruchnal, Dziewiętniki;
Rohatyn).
68. Salamandra (Salamandra maculosa).
1. Salamandra u Hucułów w Kołomyjskićm zowie się sełemez-
drą. Kto ją przestąpi, tego ukąsi. Z tego zaó ukąszenia tylko tym
sposobem wylćczyć się można, że się policzy ćwierć ziarnek maku
(Berezów).
2. Salamandra spada z dószczem (Łabowa); wrzucona do ognia
nie spali się (Krynica, Muszyna, Jaszczurówka).
Digitized by
\
(163)
3. Ody salamandra pełza ku zachodowi ^ zapowiada bliska słotę
(Szczawnic e).
1. Sikorkę zowią w Dziewiętnikach berełiulką.
2. Gdy sikory mocno świergotają (piszczą) w jesieni lub zimie,
będzie niezawodnie na drugi dzień śnióg i mróz (Strzeszyn).
1. Lud mniema, że skowronki stręt wlawszy przesypiają u nas
zimę po rolach pod kamieniami (Stanisławów, Dziewiętniki,
Lwów, Krościenko, Maniowy), lub chowają się w mysią dziurę
(Janów), lub tóż pod mchem (Jazłowiec), albo tóż przemienia się sko-
wronek w pośmieciuszka (Dolina), albo w mysz, a na wiosnę przyj-
muje napowrót postać swoję (Sielec).
2. Gdyby skowronek zniósł jaje pod kamieniem i zapomniał
o niśm, to skamienieje (Pochówka, Hory h lady, Ostrynia, Ży-
waczów, Stanisławów).
3. Gdy skowronek leci w górę śpiówając, to się modli Bogu za
grzechy, aby na tamtym świecie nie pokutował; gdy zaś wznosi się
do góry bez śpićwu, to idzie spowiadać się Bogu (Pochówka).
4. W ogóle gdy podlatuje wysoko, mówią, że rozmawia z P. Bo-
giem (Dolina), albo gdy wzbije się w powietrze, przynosi od Boga
ziarna w dzióbku i zasadza je na roli dobrych ludzi (Janów, Jazłowiec).
6. Indzićj powiadają, że on sićwa: „Posijawjażyto, za to
mene byto. Ja do Boha na skarbu Boh mene kołom, a ja
na zemlu strim (stromo, prosto) hołowom^ (Siwka, Kałusz).
6. Ktoby skowronkowi stanął na ogonie, temu noga opuchnie
(Markowa, Bohorodczany, Nowesioło).
7. Skowronek to ptak Matki Boskićj ; przeto nie wolno go
zabić (Zaborów).
8. Również nie wolno go strzćlać, bo on zdarł cierniowy wieniec
z głowy P. Jezusowi (Pobereże).
9. Kto go zabije, dostanie wyrzutów na twarzy (Lad z kie), lub
rodzice zabójcy wkrótce umrą (Szczepanów).
10. Gdy skowronek śpićwa, będzie pogoda; gdy nie śpićwa, bę-
dzie słota (Pobereże, Lwów); lub pogoda będzie, gdy wysoko
lata; w przeciwnym razie będzie dćszcz (Stanisławów, Janów).
11. To pole^ na którćm pićrwszy raz z wiosną zasiędzie skowro-
nek i zaśpiewa, będzie bardzo urodzajne (Łysieć, Tyśmienica).
12i W ogóle na tych polach będzie urodzaj, po których skowronki
z wróblami latają (Przemyskie).
13. Pan Jezus rzekł : „Święty Wicie (16 czerwca), zajrzyj, wiele
Ziarko w życie", (jak wielkie ziarnko). Św. Wit odpowiedział: „Nie
słyszę, bo ptaszkowie śpićwają". Skoro ptactwo przestało śpićwać, wów-
69. Sikora (Parm).
70. Skowronek (Alauda awensis).
Digitized by
(164)
czas usłyszał. Dlatego to od św. Wita skowronek przestaje śpićwaćy
tylko ciurczy (Szczepanów)*).
1. Lud utrzymuje^ że ziemia opióra się na czfćrech olbrzymieli
słupach^ których 8trzeg% cztóry ogromne smoki. Słupy te są z roz-
maitych kruszców. W miarę jak ludzie w coraz to większe popadają
grzśchy, smoki podgryzają owe słupy, a gdy nie przestaną grzćszyć,
to smoki niebawem przegryzą słupy, a ziemia zapadnie się w prze-
paść (Szczawnice).
1. Młode sojki wzięte z gniazda warzą się. Rosół ten dają
zwykle starym ludziom, jako lekarstwo na ból piersi. (Jabłonów
w Kołomyjskićm).
2. Kto pierwszy raz na wiosnę zobaczy sojkę samicę, temu bę-
dzie się powodziło; przeciwnie będzie, gdyby zobaczył samca (Żywa-
czów, Stanisławów, Tłumacz, Krechowce).
3. Gdy panna na wiosnę zobaczy ją po raz pićrwszy, to pójdzie
prędko za mąż (Ostry ni a).
4. Gdzie sojka ma gniazdo, tam panna wyda jsię (D z i e w i ę t n i k i).
6. Jeżeli sojka spostrzeże prędzćj leśniczego i. ucieknie, to le-
śniczy nie ubije żadnego ptaka. Gdy zaś przeciwnie leśniczy wprzódy
ją ujrzy i ubije, polowanie powiedzie mu się (Przemyskie).
6. Gdy ęojka przebywa w sadzie i krzyczy, to nie będzie owo-
ców (Rahoro dczany).
7. Kto sojkę zabije, lub jśj gniazdo zniszczy, będzie nieszczę-
śliwy (Janów, Złoczów).
8. Gdy sojka lecąc usiędnie na dachu domu^ w którym jest chory
człowiek, mówią, że śmierć przemieniła się w sojkę i wywołuje ducha
z chorego (Po siecz).
9. Sojka jest durna jak dziecko (Pobereże).
10. Powiadają, że sojka ma 70 języków, a raczćj głosów
(Utoropy).
11. Sojka zakopuje orzechy na zimę, których potśm znalćść nie
może (Jazłowiec, Browary).
12. Sojka odlatuje do krajów ciepłych; ale co jeden dzień uled,.
to dnia następnego powraca, aby wiedziała, jaką przestrzeń przeleciała,
dlatego tćż nigdy nie może odlecieć (Nadworna, Złoczów, Janów,
Dziewiętniki) *).
Ob. Kolberę, Lad, Vm. 286, nr. 1063.
Ob. Marcinkowski, Imd ukraiński II. 129.
71. SmoM.
72. Sojka (Corms glandarim).
(165)
7a. Sowa.
1. Nócńa natura tego ptaka, bystry wzrok jego i lot nadzwyczaj
cichy nad^ ma pewne cechy wrogićj tajemniczości. I tak gdzie się
znajdują sowy, tam są złe duchy (Pochówka), lub strachy (Stani-
sławów, Dziewiętniki, Janów).
2. Jest ona półdyjablem, a półptakiem. Z tego to powodu oba-
wiają się jój głosowi przedrzeźniać, utrzymując, że gdyby się kto na
to odważył, to zlatują się zaraz w wielkiej liczbie i mogą przedrzeż-
niaczia zabić (Zabrzeż, Szczawnice).
3. Sowa w nocy krzycząca zwołuje dusze zmarłych (Sielec).
4. Gdy sowa w nocy przeleci nad domem i nad nim zakrzyczy
lub usiądzie na drzewie przy domie i stąd zakrzyczy albo zakwiczy,
jedna z miejscowych osób pójdzie na tamten świat, bo sowa ją woła
do siebie słowy: „pójdź! pójdź! (powszechne), albo tćż słowy:
„wywiedź! wywiedź!** (Jurków, Zaborów).
6. Gdy sowa kwiczy, wołając „Powij" lub „Puwi", przepo-
wiada urodziny i to w tym domu, nad którym zakwiczy (Korczyna,
Łosi acz, Przemyśl). Ma to hjt sowa pójdżka, którą w Łosia-
czu zowią „Pu h utkało".
6. Gdy w domu jakim jest chory, a sowa zapuka do okna, mó-
wią, że przyszła po duszę chorego (Ladzkie) lub że przepowiada
mu śmierć (Krościenko, Stanisławów, Żywaczów, zresztą
powszechne).
7. Gdy sowa wleci komu do stodoły, to śmierć do niego już za-
glądać poczyna (Krzeszowice).
8. Sowa płomykówka stąd ma nazwę swą, że zjada w koś<io-
łach świćce (Krechowce, Złoczów, Żywaczów, Janów,
Stanisławów),
9. „I były gody w Kanie galilejskićj , dzie to P. Jezus z wody
zrobidł wino i ptacy wszyscy byli najedli sie i napięli. A sowa naj-
późnićj przyleciała. Ano ddli i (jćj) tam popłóczyn , pozmidtali ze stołów.
Zjddłą het, tej do tańca. Insze ptdki już tańcowały i pomęczyły sie.
Jakiś mocny sępisko ucieszdł sie, że świćżą do tańca dostanie i wzion
sowe. Ale sowisko się obżdrło, tćj purr, purrl Ptdki sie zastydzićły;
tćj na sowe; goń, dziób; ledwie uciekła, boby ją były zabićły. Ale
i tak ją kiedy może zabiją, bo od tego czasu ją wszystkie ptdki prze-
śladują" (Iwonicz) *). Ob. Jastrząb.
74. Sroka ( Cowus pica).
1. Gdy sroka przyleci przed dom i skrzeczę na płocie lub dachu
lub tóż na wrotach, głową zwrócona na podwórzec, gości zapowiada
(powszechne), lub gdy równocześnie nóż lub widelec upadnie,
to goście przybędą (Maków).
O Kolberg, Lud. Xn, str. 298.
Digitized by
(166)
2. Jeżeli wóród skrzeczenia swego głową obróci się do domu^
przyjdą panowie, a gdy ogonkiem, to panie (Lwów, Pobereże).
3. Że goście zapowiedziani mogą być żli i dobrzy ludzie, więc
aby złych odwrócić, żegnają się (Zaborów).
4. Indziój skrzeczenie sroki przed domem zwiastuje nowinę (Ży
waczów) lub jakieś szczęście (Szczepanów, Ladzkie, Stani-
sławów, Janów).
5. Sroka w blizkości domu skrzecząca oznajmia złodzieja (Iz dę-
bnik, Przemyskie).
6. Gdy myśliwemu przeleci drogę, wówczas myśliwy nic nie ubije
(Tłumacz, Pobereże).
7. Sroka ubita i w stajni głową na dół zawieszona, sprawia, że
konie tyją (Stanisławów, Lwów, Ży waczów, Posiec z, Dukla),
lub że bydło będzie się dobrze wiodło (Markowa, Nowesioło).
Ob. Kret, nr. 6, 7.
8. Gdy sroka śmieci zbićra, będzie wiatr (Stanisławów).
1. Strzyżyka czyli wołowe oczko (Troglodytes parvulus)
zowią powszechnie mysimkrólikiem.
2. Gdy sobie ptaki króla obićrały, strzyżyk pićrwszy narzucił się
im na króla, krzycząc: „Królik! Królik!" Słysząc to ptaki zaczęły
go ścigać i prześladować. Strzyżyk nie mając się gdzie ukryć przed
pogonią, prosił myszy, aby mu na schronienie dała swoję jamę. Mysz
to uczyniła, a ptaki nie chcąc robić wstydu orłowi, którego już kró-
lem obrać miano, ogłosiły, że strzyżyk nie ptasim, lecz mysim jest
królem (Szczawnice).
3. Tę sarnę gadkę podaję z Iwonicza. „Raz sie zeszły pt&ki, żeby
jednego na króla obrać. „„A no, kto najwyży wyleci, ten będzie królem''",
powiadA sroka, bo już nie mogła wytrzymać, co chciała gddać. A no zgo-
dziły sie i dalćj do góry. Orzeł wzlecidl do góry najwyży. A wołowe ocz-
ko (strzyżyk) za drugim razem, bo 3 razy mieli lecićć, ten wl4z orłowi pod
skrzydło i jak orzeł nie móg już daićj lecićć^ on furr — jeszcze wyży, bo
sit) nie zmordowdł. Ptaki sie dziwią, a on nic, jeszcze r4z. Ale terAz sie
już oglądają na wołowe oczko, kiedy ma być królem, każdy go chce wi-
dzićć; tćj tu sie pokazało, że on siedział pod skrzydłem orłowóm.
Wtedy ptdki na niego: „„A ty bobie!"" a bićdna ptaszyna pod płotami
jćno sie chowa; i didtego ptdki zowią go płotowym królem".
1. Gdzie świćrszczek długo przemieszkuje, tam będzie ktoś cho-
1. Temu, ktoby siedział na łóżku lub na przypiecku i obuwał
flię, świnie się nie darzą (Szczepanów, Biadoliny).
75. Strzyżyk (Troglodytes parvulu8).
76. Śwłórszozek (Gryllus domesticusj.
rował (Lubaczów).
77. Świma {Sus scrofa).
(167)
2. Gdy świnie, toż i prosięta (paciuki) kwiczą, słomę w pysku
noszą i w słomę się zaryją, będzie dószcz (Do różów).
3. Ody ówinia z gorąca lub z czego innego zachoraje i nie cbce
jeść, mówią, że dostała świniego uroku. Aby ją wyleczyć, używają
strzygoniowego ziela, albo z starego podartego przetaku biorą
kilka łyk i uważają, kto koło tćj świni szedł, mężczyzna czy kobićta.
Jeżeli mężczyzna, to się musi zezuć (zdjąć buty), cbociażby i obcy,
wyleść na ławkę i uciąć kawałeczek sznurka z węzłem od gaci na
ławce, bo gdyby stał na ziemi, świniaby zginęła. Jeżeli to zaś była
kobićta, to niekoniecznie musi ona stać na ławce, ale winna uciąć so-
bie kilka włósów. Tćm wszystkićm kadzi się świni pod pysk. Jeżeli
to kadzenie skutkuje, świnia dostaje wymiotów; wówczas gospodarz
zdćjmuje gacie i ocićra ją. Gdyby zaś nie nastąpiły wymioty, to ją
trzeba zabić, bo gdziebądż zginie (Oboro wice).
4. Na za wał ki u świń siekają żabę, groch moczony i ołó^,
zalćwają tćm świnię i robią z tego okłady (Dziewiętniki, Tarnopol).
5. Świniom chorym dają bagienka (Łedum palustre L.). Go-
tują je z słodkićm mlókiem i dają trzy razy dnia pić. (Hecznarowice).
6. Gdy świnia najć się nagle czegoś ciepłego, albo gdy dośtanie
zboża całego, nie przyuczona do niego, to dostaje krosty z wanćj jęcz-
mieniem (białćj, podobnćj do ziarnka jęczmienia) między zębami górnćj
szczęki. Tę krostę zszywają i silnie solą naciórają. Gdyby temu złemu
nie zapobieżono, to najdalćj w trzech dniach świnia ginie (Hecz naro-
wi ce)-
7. Chorym świniom dają także bylicę (Zakopane, Dzianisz).
8. Dobra świnia ma mieć ryl tj. ryjak krótki a gruby, uszy
kłaptawe (kłapiaste, zwisłe) i ogon gruby (Hecznarowice).
9. Po wieczerzy wigilijnćj Bożego Narodzenia dziewczyna idzie
do chlćwa i zamknąwszy drzwi za sobą, mówi: „huk za rok, huk
za dwa, huk za trzy itd.", a powtarzając te słowa, jakby słowa za-
klęcia podnosi każdym razem głos coraz wyżój. Przy którym z tych
wyrazów świnia chrząknięciem jćj się odezwie ^ za tyle lat pójdzie za
mąż (Tymbark).
10. „Żydzi chcieli spróbować, czy to P. Jezus wić wszystko to,
co oni robią. Jak P. Jezus przyszdł do Jeruzalem, wsadzióli oni ciotkę
swoję z dziećmi pod koryto i pytdli sie: „„Co tam""? A P. Jezus odpo-
wiada: „„Co? Świnia z prosiętami"". Żydzi w śmićch, że nie zg4d,
i chcą mu pokdzać, co tam je; lecą do koryta, podnoszą, a tu świnia
stari z prosiętami. I dlatego to terdz żydzi świń nie jedzą" (Iwonicz).
78. Świnka morska (Cavia cohaya).
1. Gdy świnki morskie mocno piszczą, będzie dószcz^ śnićg lub
wiatr (Strzeszyn).
2. W domu, w którym są świnki morskie, nie może nigdy po-
wstać wielka choroba lub jakakolwiek inna zgubna zaraza (Szczurowa).
Digitized by
(168)
79. SzczjrpioA (Carabus cancellatus).
1. Jeżeli kto szczypicę zabije w izbie, to za tę jednę namnoży
się dziesięć. Należy więc ją albo spalić albo wynićść w pole
(Szczepanów).
80. Tchórz (Foetorius putorius).
1. Tchórz nie mogąc kur dostać, gdy wysoko siedzą, wydaje
woń smrodliwą, skutkiem czego kury spadają na ziemię (Grybów).
81. Turkuć podjadek (Oryllotalpa wlgans).
1. Zowią go powszechnie niedźwiadkiem, na Rusi m e d w e-
diuchem (Dziewiętniki, {josiacz), medw^dykiem (Hołos-
k o wice). W Sanockióm zowią go kruczkiem, a w Plenikowie koło
Prz^ydlan podbij em.
2. Kto go nogą przestąpi, dostanie wrzodów na nodze (Lesz-
czyn, Chodorów), a sam zabija się żądłem (Leszczyn, Szołomyja),
chociaż żądła nie ma.
3. Krowa mlóko z siebie wypuszcza, gdyby koło nićj wylazł
z ziemi. (Sanockie, Zaborze koło Jarosławia).
4. W Bruchnalu kobićty znalazłszy turkucia, rozdzićrają go na
pół, aby krowy więcćj dawały mlóka.
6. Gdyby niedźwiadka powieszono na nitce w słoiku tak, aby
powietrze nie miało przystępu, to utrzymują, iż natenczas się rozpły-
nie i służy za lekarstwo na wszystkie ukąszenia i rany (Kołomyj skie).
6. Kto zobaczy niedźwiadka pićrwszy raz w polu, powinien bić
go palcem środkowym, aby nie chorował na wielką choroł>ę (Szcze-
panów, Zabełcze). Członkiem tego samego palca należy uderzyć
w bok trzy razy bydlę, które wzdęcia dostało, a ma to być skuteczny
órodek do uleczenia chorego bydlęcia (Zabełcze).
82. Ważka (Libellula).
1. Ważka zwana u ludu „węzią głową", jesi zdaniem luda
bardzo jadowitą (Szczawnice).
83. Węże.
1. Węże zowie lud powszechnie gadziną, a na Rusi hadyną
lub hadyugą.
2. Gdy się utworzy na ręce lub nodze jaka bolączka, albo gdy
sobie kto wbije co niechcący w jakąbądż część ciała^ natenczas przy-
kładają linowisko z węża, co już po upływie jednćj nocy ma sprawiać
ulgę (Kołomyjskie, Ciężkowice).
Digitized by
(169)
3. Gdy wąż zrzuci z siebie linowisko, a dziewczyna je znajdzie,
ugotuje i tą wodą umyje sobie włosy, to wyrosną jćj bardzo długie
i gęste kosy (warkocze) (Bucyki, Bolechów). Ponieważ atoli wie-
dzą, że takie włosy owinąwszy się wokoło szyi, mogą dziewczynę udu-
sić, więc nie czynią tego (Bucyki).
4. Lenisko węża moczone w okowicie ma wpływ na wzrost
włosów (Tymbark). Również tłuszcz z węża zabitego służy ku temu
samemu celowi (Czerniec).
6. Gorzelnicy trzymają w gorzelni linowisko, aby gorzelnia szła
dobrze (Bucyki).
6. Gdy krowa doi się czerwonawym mlókiem, wtedy dają krowie
jeść lenisko w liście lub trawę zawinięte (Szczawnice).
7. Eto węża od żaby rozbroi, będzie miał szczęście, osobliwie
w kupowaniu i sprzedawaniu (Bucyki).
8. Ktoby ujrzał węża z żaby kre^ wysysającego i kijem je roz-
pędził, to, gdyby tym kijem trzy razy powietrze uderzył, cbmura gra-
dowa zniknie natychmiast (Hołoskowice) lub gdyby ten kij zatkał
w rolę, odwróci on nadciągającą chmurę gradową albo sprowadzi ją na
rolę sąsiada (Dukla). Kij ten winien być tarniowy (Zakliczyn, Dukla).
9. Woźnica mający węża na wozie, nie będzie miał przypadku
w drodze (Nadworna).
10. Eto zabije węża, zdejmie mu skórę z głowy i włoży do laski,
z którą chodzi po jarmarkach, lub do pugilaresu, będzie miał zawsze
szczęście (Szczepanów).
11. Jakićj barwy wąż w stajni lub domu się chowa, takićj barwy
bydło mu się darzy (Z dyn i a).
12. To obejście, w któróm wąż przebywa, jest szczęśliwe; bo
gospodarzowi dobrze się wiedzie (Rohatyn, Czerniec). Gdyby go
zabił, to nieszczęścia go spotykać będą (Rohatyn), zubożeje (Dzie-
więtniki), bydło mu padnie (Sanok), może nawet sam umrzćć
(Kukizów).
13. Eto pićrwszy na wiosnę (w lesie) węża zabije, dobrze mu
się powodzić będzie (Tymbark).
14. A komu się wąż śni, ten musiał popełnić zbrodnię i wąż
go pewnie kiedyś ukąsi (Tymbark).
16. Eto w wigiliją św. Wojciecha węża złapie, żądło (języczek)
mu wyrwie i nosić je będzie przy sobie, temu szczęścić się będzie
(Stary Sącz, Erościenko).
16. Etoby ujrzał węża przed św. Wojciechem z błyszczącą ko-
roną, spodzićwać się może w życiu nadzwyczajnego szczęścia (Zabrzeż,
Zakliczyn).
17. Gdyby złodzićj zabił takiego węża, głowę mu uciął i ugo-
towawszy ją rosół wypił, odmykać będzie za dotknięciem najsztucz-
niejsze zamki i kłódki (Z ab rzeź).
18. Eto przed Zwiastowaniem N. P. Maryi złapie młodego węża,
spali go na proszek i okurzy nim krowę, sypiąc na ogień, to czaro-
BoEpr. Antrop. T. V Dz III. 22
(170)
wnica będzie opryszczoną i nieszczęśliwą i przyrzeknie ; że krowom już
nic złego nie zrobi (Janów).
19. Gdy kto zabiwszy węża, wyrwie mu języczek i przy wiąże
do żłobu w stajni; to ten języczek nie przypuszcza czarownicy (Kry-
nica) i bydło się darzy (Tymbark, Muszyna).
20. Jestto przesąd bardzo na Rusi rozpowszechniony, że węże
ssą krowy. Krowy przywięznją się do takich wężów, a gdy wąż zgi-
nie^ to zginie i krowa.
21. Wąż ssący krowę owija się wokoło tylnćj nogi i ssie dwie
dojki, podczas gdy dziśwka doi drugie dwie (Podegrodzie, Dzie-
więtniki).
22. Za zabitym wężem krowa ryczy kilka dni, jakby za cielę-
ciem (Dziewiętniki, Podegrodzie).
23. W stajni wieśniaka był wąż między bydłem rogatćm, który
zawsze w jednym czasie ssał krowę, lecz tylko z jednćj dojki. Krowa
ta była tak do węża przyzwyczajoną i przywiązaną, że gdy czasem
jeszcze na pastwisku była^ kiedy ją wąż miał ssać, ryczała i biegła
do stajni. A nakarmiwszy węża, znowu na paszę wracała. Gospodarz
zabił póżnićj tego węża. Za ten czyn wyginęło mu wszystko bydło,
oprócz tśj krowy (Dżwinogród).
24. Krowa ta, którą ssie wąż, daje dużo mlóka (Rohatyn).
25. Węże wchodzą do komór i piją śmietanę (Rohatyn).
26. Aby wąż nie wchodził do stajen i krów nie ssał, zaprawia-
ją jasień pod żłób pod dyle (Zakopane, Czerniec), albo leją świę-
coną wodę lub kładą chrzan święcony (Stańko w a).
27. Aby znowu węże w domu się nie gnieździły, należy przy
budowaniu domu wióry (trzaski) z nowo ociosanych drzew wrzucić
w wodę (Żarnówka, Maków).
28. Aby wąż krowy się nie trzymał, okadzają bydło jasieniem,
wyganiając je na paszę (Zakopane).
29. Aby krowy były piękne i dużo mlóka dawały, i aby konie
były piękne, należy w wigiliją św. Wojciecha schwycić gada żywego
i chować go pod piecem (Dzianisz).
30. Kto chowa tego węża, to mlóka także z kija może nadoić;
potrzebuje tylko gwizdnąć na owce (Dzianiszj.
31. Przed św. Wojciechem zabijano gada, kładziono na szopę
za strzechę przeciwko myszom i żeby nikt nabiału nie odebrał. Wy-
chodzi to już z zwyczaju (Zakopane-
32. Kto zabije w wigiliją św. Wojciecha węża, odetnie mu głowę,
włoży weń trzy ziarna konopne i wsadzi ją do ziemi, to skoro kono-
pie urosną^ uwije z nich sznur i nim się opasze, niict mu w sile nie
dorówna (Dzianisz).
33. Albo: kto na wiosnę pićrwszy raz spostrzeże węża, niechaj
go zabije, a uciąwszy mu głowę, włoży do paszczy ziarnko czosnku,
potćm niech czosnek ten zakopie w ziemi, a skoro dojrzeje, wyjąwszy,
niechaj czosnek przy sobie nosi, to może być pewnym, że go nikt nie
pkradnie (Krościenko, Czaczów).
(171)
34. Gdy zaś kto zabije węża w wigiliją św. Wojciecha kijem, to
choćby jak najbardziej kochankowie byli zakochani, należy uderzyć
ich tylko tyra kijem a na zawsze się rozejdą (Dzianisz, Tymbark).
35. Ktoby węża schwycił przed św. Wojciechem i włożył do
mlćka, a w sam dzień św. Wojciecha włożywszy do nowego garnka
upiekł żywcem, a tak upieczonego zjadł i mlóko, w któróm do dnia
Św. Wojciecha był moczony, wypił, ujrzy wszystkie skarby na świecie
i będzie ich panenl (Czerniec).
36. Grzćchem jest zabić węża przed św. Janem, gdyż nie darzy
się gospodarstwo (Z dynia). Natomiast należy po św. Bartłomieju każ-
dego węża zabić, albowiem za karę błąka się i nie ukryje w zie-
mi z powodu, że dużo ludzi pokąsał (Czerniec). ,
37. Węże dzieciom nic nie robią (Rohatyn).
38. Utrzymują, iż znajdują się ludzie (niesamowici), którzy
jedzą węże na przekąskę i to żywego po wódce. Mają oni władzę zwo-
ływania wężó^. Wąż musi przyjść do nich na zawołanie i bywa przez
nich bity (Janów).
39. Przez wodę, przez którą wąż przepłynął, boją się brnąć, bo
woda zatruta (Dziewiętniki).
40. Utrzymują zatćm , że wąż jest jadowity czyli ja dli wy
(Dziewiętniki, Sułów, Janów). Taki wąż złapany, gdy drobno
będzie posiekany i miękko zgotowany, a wywar z niego wlany do
szklanki, i odstawiony do piwnicy, tworzy truciznę (Dziewiętniki)').
41. Według mniemania ludu węże mają żądło (Krościenko)
i nićm kąsają (Ladzkie). Gdy ukąsi wąż, bieży natychmiast do wody
opłukać się. Uięąszony zaś powinien go uprzedzić i ranę wymyć (Za-
kopane, Szczawnice, Zdynia, Czerniec), albo ukąszony powi-
nien ranę pomazać sokiem z fajki (Zakopane).
42. Gdy wąż ukąsi człowieka, to P. Bóg za karę każe mu tak
długo łazić po drodze, aż go kto zabije (Ty śmie ni ca) ').
43. Aby ukąszony od węża szybko wyzdrowiał, powinien prze-
rachować ćwierć korca maku (S truty n).
44. Węża, który w jesieni ukąsił człowieka lub zwiórzę jakie.
Bóg karze tćm, że w zimie zamarza. Inne chowają się w dziuracłi
i nie marzną (Ladzkie).
45. Stary gad goni człowieka i skacze do góry (Zakopane).
46. Kto gadzinę zabije, może umrzćć (Strutyn). Kto ją zabije
i położy na płótnie, aby ją boćki zjadły, z pewnością umrze (Strutyn).
47. Gdyby kto węża zabił i tym samym kijem krowę uderzył,
to na nićj skóra popęka (Maryj ampol), bydło uschnie jak wąż (No-
wy targ), albo pozostanie na ciele ślad węża; dlatego pastćrze rzu-
cają taką laskę do wody lub palą ją (Szczawnice).
48. Umrze także wkrótce człowiek, na którego spadnie wąż wi-
szący na drzewie (Strutyn).
Ob. Kolberg, Lud. XU, 210-212.
*) Ob. Kolberg, Lud. YB, 69.
(172)
49. Zabity wąż nmiśra dopiśro po zachodzie słońca (Dzlewię-
tniki, Stanisławów, Złoczów^ Szczawnice; Czorsztyn).
50. Wężowi, który zjadł karczę, wyrastają nogi (Tłumacz).
51. Utrzymnją, że węże rodzą żywe młode, że te wyłażą na
drzewa i kryją się przed starćmi, które zjadają młode (Dziewie-
tniki, Złoczów).
52. Idący na odpust, gdy zdybią gadzinę, zabijają ją i wieszają
na drzewie; wracający biorą do domu, suszą i chowają, a gdy kto
zachoruje, podkadzają tymto uscliłym wężem (Tyśmienica).
53. Gdyby zwożąc siano lub zboże^ zabrano węża, koniom tak
jest lekko, że prawie nic nie ciągnie ; przeciwnie od myszy bardzo
ciężko (Ladzkie).
54. Jeżeli w domu jest msle dziócię, nie wolno, mówić o wę-
żach. Jeżeli kto powić przypadkowo co o nich, kładą dziecku pod ję-
zyk czosnek (Nadworna).
55. W okolicy Dżwinogrodu w Bobreckićm lud utrzymuje, że
niektóre węże świszczą i to bardzo donośnie.
56. Wierzą nawet w istnienie węża, któremu iskry pryskają
z pyska, tak że siano skoszone zapala się, gdy po nićm pełza (Ja-
nów, Złoczów).
57. Indzićj utrzymują^ że gdy gadzina przesunie się przez trawę,
to trawa uschnie (St rutyn).
58. Węże prześladują ludzi niepoczciwych; osobliwie takich^ co
śpią na stole poświęcanym (Janów).
59. Ody koło domów (chatj wężem czuć, mówią, że będzie dćszcz
(Wola Batorska, Ptaszkowa).
60. Wąż, któryby przez siediń lat nie był widzianym od niko-
go, przemienia się po upływie tego czasu w wielkiego, nadzwyczaj sil-
nego węża, którego zowią powoź (Dżwinogród) lub połaź (Dzie-
więtniki). Wąż ten dusi i zabija ludzi i bydło. Głowa tego węża
jest wielkości dzbana (Zakliczyn).
61. Ody oko ludzkie raz węża dostrzeże, wąż nie będzie rósł
(Dziewiętuiki).
62. Indzićj zaś mówią, że węże i żaby^ nie słysząc przez siedm
lat dzwonienia, przemieniają się w smoki. Są one wielkie i mają po
siediń głów a po bokach skrzydła (Płaza, ŁąckO; Zabrzeż, Tym-
bark, Przyszowa, Grybów, Długołęka).
63. Mówią, że na Podniesienie św. Krzyża odbywają węże sejm
i radzą. Jeżeli który wąż ukąsił kogo z ludzi, pozostaje na wolnćm
polu i nie długo włazi wraz z innymi na zimowisko do ziemi (Janów) ').
64. Węże mają swoje świętości, które całują, włażąc na zimę
do jamy. Pewien chłop widząc to, pocałował także te świętości i za-
lazł do jamy, gdzie przeleżał aż do Błaho wy szczynia i lizał tam to,
co węże lizały. Wylazł potćm z nimi razem na wiosnę, ale nie długo
żył (Janów) «).
Ob. Marcinkowski, Lud ukraiński. II, 142.
Tamże, str. 142.
(173)
65. Węże odbywają podróże za morze. Który z nich wróci, nie
doznawszy w drodze przypadku, może byd wybrany na króla, jeżeli
się spodobał temu wężowi, który już króluje. Natenczas musi staczać
walkę z trzema wężami; lecz tak się musi bronić, aby nie został
nigdzie uszkodzony; w tym bowiem wypadku rzucają się na niego
wszystkie węże i zabijają jako niezdolnego na króla. Zosta,wszy kró-
lem, dostaje koronę. i berło. Koronę kładzie na głowę tylko raźna
rok na ów. Krzyż. Berło trzyma, gdy węże odbywają naradę, jak so-
bie polepszyć byt wówczas, gdy od ludzi są mocno prześladowane.
Chcący dostać korony, musi ją wziąć w nocy o dwunastej godzinie,
ale ostrożnie, aby nie obudził straży, boby został pożartym (Tłumacz).
66. Króla tego obićrają na św, Jana w swoich norach (Na-
dworna).
67. Pojechał chłop do lasu w debry i ujrzał dużo węży; jeden
z nich miał złotą koronę. Chłop siadł na koń, a wziąwszy widły
żelazne, zdjął niemi koronę. Węże porwały się z miejsca i rzuciły się
za nim, goniąc go aż na podwórze. Tu zsiadł czómprędzój z konia
i zamknął się w izbie przed pogonią. Na podwórcu tymczasem węże
z zemsty zjadły konia (Janów) ').
68. Koronę tę mają robić węże w następujący sposób. Mnó-
stwo wężów złazi się i robią ze swój óliny drogi kamień na ko-
ronę dla swego króla (Bucyki), albo plują i dmuchają na głowę
obranego króla, w skutek czego utworzy się korona (Nadworna).
69. Jedliby się kto odważył wziąć tę koronę, to albo zjedzą go
węże albo jeśli zdoła ucićc przed nićmi, będzie przez całe życie swe
szczęśliwy (Bucyki).
70. Indzićj mniemają, że w wnętrzu ziemi żyje ogromny wąż
ziemny, całkiem biały^ Ma on na swój głowie koronę z szczćrego
złota. Ten wąż jest królem wszystkich wężów. Liczny orszak wężów
usługuje mu (Bor żęci n).
71. Kto znajdzie koronę króla wężów, nie potrzebuje nigdy
światła, t. j. lampy, bo korona ta świóci i błyszczy nadzwyczaj jasno
(Nadworna).
72. Zamiast króla, mogą także węże mieć królową z koroną
złotą na głowie, wysadzaną drogićmi kamieniami.. Królową taką zostać
może tylko ten wąż - samica, która jeszcze nikogo nie ukąsiła. Aby tę
koronę jćj odebrać, należy wziąć z sobą białe i czyste płótno i je
przed wężem -królową rozpostrzćc. Wtedy ona sama zrzuci koronę na
płótno. Gołemi rękami nie należy ją chwytać, boby ukąsiła człowieka,
a człowiek od niój ukąszony nmićra natychmiast (Tyśmienica).
73. Pewien gospodarz był bardzo bogaty, miał wiele pola, zbo-
że stare przysypywał nowóm, miał wiele koni, wołów i krów. Między
temi jedna dawała na dzień ceber mlóka i gdy gospodyni szła doić,
ogromny wąż wysuwał się zpod podłogi i stał za krową. To działo
*) Ob. Kolberg, Laui. Vn, 113.
(174)
się przez kilkanaście lat. Wąż ten wychodził często zpod podłogi;
a wtedy dawano mu jeść, pomimo to, że ssał krowę. Gdy znowu raz
wylazł, nie było nikogo w izbie, tylko chłopiec, który otrzymał był
upominek za to, że nie uważał na bydło i że krowa wlazła do ogrodu
i szkody narobiła. Chłopiec zamiast dać wężowi jeóć, zerws^ się z ła-
wy i uderzył go w głowę, mówiąc: „Dokąd ja cię będę karmił?"
Wąż zwinął się w kłębek i zdawał się być martwym. Koło wieczora
przyszedł do siebie, zalazł znowu do dziury swojćj i już się więcćj
nie pokazaŁ Ale gospodarzowi zaczęło się żle powodzić, bydło wy-
marło mu, potóm okradli go złodzieje, a gdy jednego z nich chciał
pochwycić, o mało życiem tego nie przypłacił, wszystkie dzieci choro-
wały, a pieniądze, jakie tylko jeszcze były, poszły na leczenie. Wresz-
cie tak zubożał, że chodził po żebrze. Ody raz przechodził koło chaty,
wysunął się ów wąż i rzekł, że mu przebacza, gdyż nie on, lecz chło-
piec jego zawinił, i zaprowadził go do lasu, gdzie był wielki skarb
ukryty. Gospodarz uradowany wykopał skarb, przyniósł go w nocy do
domu i od tego dnia wzrastał jego majątek znowu, że w krótkim cza-
sie najzamożniejszym gospodarzem był we wsi. Od tego czasu wąż nie
spał więcój pod podłogą^ lecz zrobiono mu łóżko i każdego dnia chło-
piec na usługi jego przeznaczony podawał mu mlćko na miseczce
(Stanisławowskie).
74. W Zakliczynie twierdzą, że w domu bawiące węże jedzą
z dziećmi z jednćj misy, zostawiając im w nagrodę złotą koronę.
75. Pewien gospodarz miał węża, któiy mu mówft każdego razu,
co mu się w życiu wydarzy. Za to dawał mu gospodarz co dzień jeść.
Jadło tu było nie solone. Pewnego razu przyszli do tćj wsi żołnierze
i mieli tam stać trzy miesiące. Jeden z nich zauważał, że kiedy się
tylko objad gotował, to każdego razu w maleńkićm garnuszku także
się coś gotowało, i umyślnie uważał, czy będzie to solone. Gdy już się
przekonał, że ta potrawa składała się z wody, mąki i mlóka, wtedy
jednego razu zaszedł do pieca brać ognia do fajki i rzucił tam kawa-
łek soli. Potóm poszedł, położył się na łóżko i czekał, co dalćj bę-
dzie. Niezadługo dał się słyszeć łoskot i krzyk w sieniach. Wszyscy
powybiegali z izby, widząc gospodarza leżącego na ziemi i okropnie
jęczącego. Zaraz zaprowadzili go do izby, i pytali o przyczynę. Go-
spodarz przyszedłszy do siebie powiada, że kiedy zaniósł wężowi na
strych jak zazwyczaj jadło w garnuszku, położył je koło niego i chciał
odejść. Wąż będąc głodny począł jeść, lecz skoro tylko skosztował,
skoczył zaraz na gospodarza. W tćj chwili zamienił się wąż w czło-
wieka, który miał głowę niedźwiedzią, nagłowię koło uszu je-
szcze maleńkie rogi, ręce człowiecze z ogromnómi pazurami, nogi je-
dnę konia, a drugą człowieka i wyrzekł te słowa do niego: „Takieś
mi przyniósł jeść." Wtedy porwał go za kark i tak mocno rzu-
cił nim o ziemię, że aż mu w oczach pociemniało i bardzo się po-
tłukł. Wtedy domyślono się, że nikt, jak tylko żołnićrz tego figla wy-
płatał. Na drugi dzień, kiedy znowu ponieśli wężowi jadłO; użalali
się przed nim, że to żołnierze takie nieszczęście sprowadzili. Po kilku
(175)
dniach leżał ten sam żołniórz na łóżku twarzą do góry, otwarłszy usta.
Na nieszczęście była prosto nad jego głową dziura w suficie. Stamtąd
pociekła woda (rozumió się, że nikt inny nie nalał, tyłko wąż), która
temu żołnierzowi do samćj gęby pociekła. Żołniórz się zerwał, począł
pluć, wodą płukać, lecz to wszystko nie pomagało i w trzy dni żyć
przestał (Stanisławowskie).
76. Jednego razu poszedł człowiek drzewo rąbać do lasu. Nało-
żywszy sobie ogień, począł rąbać. Rąbał aż do południa. W południe
siadł koło ognia, wyciągnął kawałek suchego, czarnego chleba z torby
i zaczął jeść. Gdy to zjadł, uczuł, że to dla niego bardzo mały posi-
łek i jeszczeby trzy razy tyle zjadł. „Boże! Boże! jaki ty niesprawie-
dliwy, jednemu dajesz zanadto, chociaż on nie pracuje wcale, a dru-
giemu nic, chociaż ten z całćj siły od rana do wieczora pracuje."
Gdy to powiedział, pojawił mu się wąż i rzekł do niego: „Czego ty
tak narzekasz, człowiecze? wiem, żeś biMny, idż do domu i pójdziesz
północy na św. Jana na koniec twego ogrodu, odrachujesz dzie-
więć kołów, potóm odmierzysz trzynaście stóp na prawo i tam kop,
a coś znajdziesz." Chłop uradował się, zatknął sićkićrę za pas i po-
szedł do domu. W tydzień potóm nastąpił dzień świętego Jana. Nie-
cierpliwie czekał do północy i gdy piórwszy kogut zapiał, poszedł na
koniec swego ogrodu, zrobił tak jak wąż powiedział, i zaczął kopać.
Gdy już wykopał aż do kolan, znalazł kocioł, a w nim pełno talarów
1 czerwonych złotych. Zaraz pobiegł do domu a wziąwszy worek wy-
sypał w niego połowę tych pieniędzy i chciał nieść do domu, a poło-
wę miał wziąć za drugim zawrotem. Lecz gdy tylko podniósł ten wo-
rek, urwało a raczćj pękło mu coś w środku, i on razem z pieniądzmi
upadł na ziemię. Wtedy pojawił mu się wąż ten sam, co w lesie i rzekł
do niego: „Słyszałeś ty kiedy to przysłowie: pieniądze to śmierć*).
Dlatego tylko gorzko zapracowany grosz służy do zdrowia." Wąż zni-
knął, a człowiek ten skonał na miejscu (Stanisławowskie).
77. O hadyudze krąży u Hucułów następujące podanie. Pewien
chłop jechał drogą. Gadzina zaplątana między gałęziami na wysokićm
drzewie prosiła go, aby ją rozplątał i uratował. Chłop wylazł na
drzewo, a gdy ją odplątał, uwiesiła mu się gadzina na szyi, okręciła
kilka razy i już go odtąd puścić nie chciała. Nikt nie potrafił ją od-
plątać, bo gadzina groziła ukąszeniem. Chłop chodził po świecie, za-
sięgał rady lekarzy, ale wszystko nadaremno. Gadzina wrastała się
w szyję coraz głębićj i już jćj tylko głowę było widać. Jadąc raz
konno, przydybał dwunastu pastćrzy, którym trzynasty wójt
przewodził. Pastórze kazali mu zaczekać, a że dziarskich chłopców
każdy słuchać musiał, więc i chłop ów zatrzymał się na ich rozkaz.
Po zapytaniu pastćrzy, skądby jechał i co on zacz, opowiedział im
całe zdarzenie. Pastćrze postanowili osądzić sprawę. Przede wszystkićm
kazali zlćść chłopu z konia, a gadzinie z szyi. Gadzina położyła się
V Ob. Kolberg, Lwd. yill, 119, nr. 47.
Digitized by
(176)
na ziemi i zwrócona ku chłopa strzegła go pilnie oczami, aby jój
przypadkiem nie nciekł, siadłszy na koń, i gotową była rznció się na
niego. Pastćrze jednak skorzystali z t&j sposobności i posiekali ją
(Kołomyjskie).
78. Pewna dziewczyna poszła w święto Czesnyj -chrest na orze-
cłiy. Gdy wyciągnęła rękę na gałąź po orzechy, zjawił się czerwony
g^d i owinął się jćj naokoło szyi. Tego węża nosiła owa dziewczyna
przez cały rok i dopióro w to samo święto opnścił ją (Mi ku li czyn).
79. W postaci węża upatrują gdzieniegdzie czarownicę. Pewien
gospodarz twierdził, iż po zmarłój niby czarownicy przez zbitą szybę
w oknie zaglądała gadzina, która była bardzo gruba, oczy miała ża-
rzące, a na głowie trzy kwiatki (Mi ku liczy n).
1. Gdy wilga śpiówa, będzie dószcz (Ch oczni a).
2. Na Bukowinie głos wilgi naśladują następującemi słowy: „So-
kiem wkrał" (Sićkiórę ukradł).
3. Okazanie się wilgi jest znakiem, że już wszystkie ptaki przy-
leciały (Zarzecze koło Jarosławia).
4. Wilgę zowią zofią (Lwów), olijnykiem (Kołomyjskie).
1. Wilk przebiegający podróżnemu drogę wróży szczęście (Jur-
ków, Myślenice) *).
2. Gdy wilk wyjąc trzyma paszczę do góry, będzie głód, gdy
zaś trzyma prosto (poziomo), będzie wojna, a gdy przy ziemi, będzie
pomór (Myślenice).
3. „Złap4ł wilk barana. „„No ter4z cie zj^m."" — „ „Ej, będziesz
mie gryz, to mie będzie boleć, jśbym inakszy rady dodił."" — „„A
jaki?"" — „„Siądź setupod górką^ paszczeke otwórz, a ja ci wskoczę
cały i nie będziesz mie gryz."" — nn No to jószcze lepić."" — A baran sie
co£&, cof4, jak sie rospędzi, jak wyrżnie w paszczeke, rozbi4ł mu pysk
i uciekł. Wilk sie przewróci4ł na ćmiele (trzmiele), rozwalił im cha-
łupkę i brzęczą koło niego, a on: „„Brzęcz, brzęcz, kiedy jk cie już
zjAd."" — On myśl&ł, że to baran w brzuchu brzęczy" (Iwonicz).
4. „Złap4ł wilk liszkę. A ona: „„Tój pocóż mie trzymisz?"" —
„„Nie wićsz poco? zjóm cie."" — „ „Ej, kiedy j4 grzćsni, trzaby przody
pość na spowiedź."" — „„No to chodź, to cie wyspowiadam."" — »nNo
dobrze."" — Tćj liszka wyszukała mićjsce na katedrę i spowiadń sie:
„„Tum kóre ukradła, tum kóre ukradła,"" a tu patrzy, kieby
ucićc, i jak już dużo nazmyślała, wilk sie zadum^ a ona świst i do
dzióry. — Wilk za nią i złapńł ją za noge. A liszka: „„Przecie za
') Ob. Wójcicki, Zan cZow. U, 890.
84. Wilga (OrioluB galbula).
85. Wilk (Canis lupua).
(177)
korzeń, przecie za korzeń!"" Wilk myśldl, że pr4wda i tój pu-
ścidł, a liszka cha! cha! cha! w dziórze" (Iwonicz).
5. „Wilk jak mk co zjeść, to idzie do P. Boga pytać sie, co mu
kńże zjeść. Raz P. Bóg kazdt ma zjeść łysego konia, co go parobek
p48 na łące. Ale parobek słyszśl, tój zalepidł koniowi biś.ły płdtek
na czele. Wilk przychodzi, nie ma łysego konia, tój do Boga i mówi
mu, że nie ma łysego konia, jeno czarny cały. „„To zjódz parobka,""
rzekł P. Bóg. Wilk poszdl i zjdd parobka" (Iwonicz).
6. „Wilk dostał po ojcu spMek. Było ich więcy braci, ale że
jego ojciec ńajwięcy lubidł, 14 jemu wszystko zapisdł. A bracia, za-
zdrość im to było, szlakowali go i chcieli mu odebrdć. Wilk to spo-
strzóg i myśli, dzie schowdć. Spotk4ł on psa, tćj mówi do niego:
„„Wićsz ty co? ty tam mieszkasz na wsi, to schowćj mi tam prawa,
bo ja tu nie mkm dzie, a tam w chałupie choć dzie wrazisz."" — Pies
wzion i myśli se: „„td dziesz ja tu schowdm; wysoko nie wylejze,
hm!"" — Tćj taksedómd. Wtóm nadchodzi kot: „„Wiósztyco, mnie
ddł wilk schować prawa, ale ja wysoko nie wylejze, to weżno ty
i schowój tam dzie."" — Kot wzion i wrazi4ł za łatę pod strzechą,
a mysz przyjszła i zjddła. — A bracia wilka podali sie do procesu
o ojcowiznę. Wilk wtedy do psa po destament, pies do kota, kot po
prawa a mysz kończy gryść. Wrac4 sie i opowiad4 psu. Pies opowia-
da całą sprawę wilkowi. A wilk rozłościdł sie, tćj dali na psa, pies
w nogi i ucićk mu przecie i myśli se: „„Czekój, takjóm sie strachu na-
jdd, ddm j4 ci kocie""; tój na kota, ale kot ucićk na powałę; kot zaś
na mysz. I od tego czasu taki zawziątek: Wilk na psa, pies na kota,
a kot na mysz" (Iwonicz).
7. „Złap4ł wilk psa bardzok chudego: „„tój j4 cie zjóm."" — „„J4
biódny, na mnie sie nie pożywisz." " — Wilk: „ „Prdwdę mówisz, a u dobre-
go ty gospodarza?"" — nn^h <^2ie tam, bogaty, ale mi nie chce dać jeść.""
— „ „No, to czekćjże, a mi on dzieci?" " — „ „ A md małego chłopca." " —
„„Wićsz co, a dzie on sie bawi ?"" — „„Pod oknem, o wćj z tćj strony,"" i
pokńz4ł mu, bo to było blisko domu. — nn^^ czekćjże, tobie będzie do-
brze, j4 cie nauczę, jd tego chłopca porwę, ty leć, charkój , ]& puszcze, ty
zaniesiesz i dobrze ci będzie; bedom myśleć, żeś odbiś.ł."" — Tak sie
stało. Wilk porw4ł chłopca zpod ściany, pies za nim, wilk puścidł,
a pies wzion na plecy, tój przyniós, a gospodś.rz patrzdł bez okno;
uradowany wylecidł z chałupy, odebrdł syna i psa zar4z wzion do
izby, daw41 mu jeść; odtąd było mu bardzo dobrze. Wilk se myśli za kilka
czas: „„ej pies sie obaczdł, (przyszedł do siebie), pójdę, to go zjćm, bo
ja na to mu tak poradzidł, żebym midi lepsze mięso z niego."" — Przy-
szli on do psa i pyta sie go : „„a cóż, dobrze ci tu?"" — „„A dobrze, do-
brze. Ale ! tyś mi dobrze zrobidł, ja ci tćż zrobię — jeszcze lepić. Tu u
sąsiada je wesele, je tam mięsa, kołaczy, wódki, wszystkiego dosyć.
Terdz poszli do karczmy."" — A to było już kawdłek z wieczora, ludzie
byli w karczmie. — „„Jd wićm, dzie co jest, chodźmy jćno, a dopióro uży-
jemy."" — „„A dobrze, dobrze, chodźmy."" — Tój poszli pod komorę, wilk
wykop&ł dzióre pod spodek i wleźli. Pies jako znąjomy dobył kołd-
Bozpr. ADtrop. T. V. Dx. IFI. 23
im
CZO; m&pło; mięso, tój potóm wódkę; jedzą, piją. Ale wilk skosztowdł
wódki, zasmakowało mu, a j&k zdcznie pić, t&k se dobrze podpińł;
jak zacznie wyć, wyje i wyje; pies mówi mu: „„cicho, cicho, bo nas
usłyszą,"*' ale wilk nie wiedział już o świecie. Ludzie usłyszeli, zbie-
gli sie z kołami i zatłukli wilka, a pies uciók tą dziórą, co wilk wy-
kopśl, wołńł i wilka, ale on tak był pijany, że już nie móg trafić"
(Iwonicz)
1. Kto weźmie młodego wróbla do ręki, będzie miał zajady
(Lwów, Janów, Fitków, Stanisławów, Markowa).
2. Wróble przyniosły gwoździe do ukrzyżowania Zbawiciela
(Wola Batorska, Dukla).
3. Gdyby kto wróbla wziął z miejsca świętego, np. z kościoła,
natenczas przez siedih lat będzie mu się żle powodziło (Tłumacz).
4. Również źle powodzi się temu, kto poluje w niedzielę lub
święto na wróble (Stanisławów).
5. Gdy idącemu do miasta wróbel nad głową przeleci i zaświór-
goce, to mu się w mieście interes nie uda (Pobereże, Przemyskie).
6. Gdzie wróbel piór wszy raz na nowój chacie gniazdo założy,
tam dziewczyna z tój chaty wkrótce się wyda (Złoczów).
7. Podczas wieczerzy w wigiliją Bożego Narodzenia sypią do je-
dzenia święconój pszenicy, aby wróble w lecie zboża nie ja<Uy (Fit-
ków, Nadworna).
8. Również nie piją wtedy wody dla tój samój przyczyny (Za-
kliczyn, Grabie).
9. Gdy przed wschodem słoilca gospodarz lub gospodyni obie-
gnie nago zboże, to ani wróble ani gadzina się go chyci t. j. chwyci
(Iwonicz).
10. Gdy wróble spokojnie siedzą, to żadna nie nastąpi odmiana
na jutro. Pogoda jest, gdy wróble się kąpią w wodzie i świórgocą
(Sielec^ Stanisławów, Dziewiętniki) lub gdy grzebią w piasku
(Złoczów, Janów), lub spokojnie siedzą (Jazłowiec).
11. Dószcz zaś będzie padał, gdy wróble bardzo świórgoeą (Ły-
sieć, Tyśmienica, Jazłowiec) i mocno w kupę się^zbiją (Strze-
szyn); lub mocno się napuszą i skubią (Bohorodczany, Stani-
sławów, Sielec).
12. W czasie dószczu rozmawiają wróble z dyjabłami w lesie
(Dziewiętniki).
13. Opowiadają, że na św. Szymona zbiórąją się wróble po wsiach
i odlatują w ciemnych nocach wśród ulewnych dószczów i grzmotów
do lasów i tam nad czómś radzą. Około 1 września wracają groma-
Wół, obacz: Bydło.
86. Wróbel (Pyrgitta).
Ob. Kolberg, Lud. XlV, 326.
(179)
dnie do wsi (Ladzkie^ Kniaź o wskie). Nocy te zowią wieczo-
rami wróblów (Dolina)
14. Gdy w roku jest bardzo wiele wróblów, to na drugi rek bę-
dzie nieurodzaj (Stanisławów).
15. Odchody wróbla służą za lókarstwo (na jaką Błat>ość?) (Sta-
nisławów).
16. O wróblu mówią: ^On taki mądry^ jak mazur*' (Lwów)
lub „o! oni takyj mudryj jak mazur^ (Pobereże).
87. Wrona (Corms cornix).
1. Krakanie wron nad domem lub nad głową człowieka jest
oznaką niezawodnego nieszczęścia (powszechne), lub niepowodzenia
(Pobereże, Żywaczów), nawet śmierci (Szczepanów, Krzeszo-
wice, Złoczów).
2. Aby to nieszczęście oddalić, chłopi żegnają się i mówią:
„Ohoy jakieś nieśćęście, a ćegóź sie tdk drzśś?" (Zabo-
rów^) albo „żebyś sie ozpukła (Wola Batorska), albo „żebyś
sie ozdarła— od d... do garła" (Hecznarowice, Wola Ba-
torska).
3. Indzi^' żegnają się i odmawiają Ojcze nasz i Zdrowaś Ma-
ryja (W i tano wice), albo tśż plują, mniemając, że to wronie w oczy
(Osieczany). W Dukielskiśm zaś mówią w odwet słowa zems^:
„zakracz sobie nad głową.^
4. Wrona wieczór nad domem kracząca przepowiada złodzieja
(Jawornik), w nocy zaś kracząca wojnę (Horyhlady).
5. Gdy wrona ze sroką siedzą razem na dachu i dzióbią się, to
w tym domu będzie niezgoda (Łysieć, Tyśmienica), lub bitka
i kłótnia (Przemyskie). Aby tę niezgodę i tę kłótnię oddalić, należy
za nią rzucić kamieniem, aby je ubić lub odpędzić (lUmże).
6. Gdy zaś wrona siędzienapsa (Stanisławów) lub gdy wro-
na z psem koło domu jć (Bo horo d cza ny), będzie wielka zgoda
w domu.
7. Gdy stado wron przeleci nad wojskiem, to wojsko dozna klę-
ski (Stanisławów).
S. Gdy wrony gromadnie latają i kraczą w powietrzu, będzie
wojna (Stanisławów, Złoczów).
9. Pogoda będzie, gdy wrony z ran a wzbijają się w powietrze
i bawią (Po siecz).
10. Gdy znowu prędko i wysoko latają kracząc, to pewne za-
wieruchy i kurzawy (Strzeszyn); albo gdy gromadzą się w kupę
i krakają, będzie długa słota, dćszcz, śnióg, gołolćdż (Strzeszyn,
Sielec, Horyhlady) *).
O Ob. Kolberg. Lud. III, 196. — Marcinkowski, Lud ukraiński.
I, 132: n, 131.
•) Ob. Wójcicki, Zar. dom. II, 173.
Digitized by
(180)
11. Podobnież na słotę i śnićg siadają między gałęziami (Cłij-
szów), a na wierzchołki drzew na pogodę lub mróz (Tamże).
12. Na niepogodę wrony włóczą się po ziemi (Posiecz). Na
dćszcz wrony kąpią się (Ostry ni a, Nadworna), Gdy wrona chwiej-
nie i nisko lata^ będzie bnrza (Fitków).
13. O młodych wronach powiadają, że się w kawki przemieniają
(Wieliczka).
14. Ody wrona siędzie w lecie pod półkopk% to mówi: „^^^h
Pani^; gdy zaś w zimie na zmarzniętój gnidzie, to mówi: „Kołacz,
kołacz" (Dziewiętniki).
1. „P. Jezus rdz sz&ł koło jedny chałupy, a ludzie z ty chlapy
siedzieli pod ścianą. A było to w niedziele; msza św. stała w ko-
ściele. P. Jezus się pytA: „„A czemu wy co nie robicie?**" — „E, kiedy to
dziś niedziela, to cóżbyśmy robieli ?" " A Pan Jezus wzion gśśó prochu
(kurzu) i cisnął na nich. „„No ter&z będziecie mieli co robić."" I mieli,
bo z prochu się wszy zrobieły i musieli sie iskać" (Iwonicz).
2. Indziój tę gadkę tak opowiada lud. Na początku świata, gdy
ludzie nie mieli się czćm zająć, sypali sobie do włosów piasek, który
potćm dla spędzenia czasu nawzajem sobie wybiórali. Pan Bóg nie
chcąc, aby ludzie tak bezczynnymi byli, przemienił ten piasek, który
sobie do włosów sypali, w te małe stworzeńka (Szczawnice).
1. Zająca zowią żartobliwie Jasiem (Jurków, Wadowice),
albo Jackiem (Bóbrka) albo śpiuchem (Rohatyn, Dziewię-
tniki). W domu nie należy mówić „zając," tylko „śpiuch," boby
ani mówiący ani inni domownicy nie mieli snu, chyba z otwartymi
oczyma (Dziewiętniki).
2. Ody zając wychodzi po zachodzie słońca na żór, będzie na-
zajutrz dószcz. Ody zaś koło 4. godziny po południu żeruje, a potćm
śpi, będzie pogoda (Dziewiętniki).
3. Zając przebiegający drogę oznacza nieszczęście (powszechne).
1. Zaskroniec ssie krowy. Takie krowy dają wiele mlćka i cho-
wają się dobrze. Odyby go kto zabił, krowa będzie schła i zginie
wreszcie (Posiecz, Wola Batorska, Stanisławów, Struty n).
2. W polu, w którćm gnieździ się zaskroniec, rodzi się wszystko
dobrze (Wola Batorska).
3. Zaskrońce zgromadzają się na św. Krzyż, robią brylantową
koronę i naradzają się, gdzie mają zimować. Ktoby tę koronę znalazł,
będzie miał szczęście do wszystkiego (Stanisławów). <^
88. Wesz (Pediculus capitis).
89. Zając (Lepus timidus).
90. Zaskronieo (Coluber natHx).
(m)
Ł W Złoczowie utrzymują, że gdyby zaskroniec kogo ukąsił —
aczkolwiek wcale nie kąsa, — ukąszony winien co tchu bićdz ku wo-
dzie, aby rychlćj przybiegł niż wąż, wówczas bowiem ukąszenie to
nic mu nie będzie szkodziło
6. Wszystkie niemal przesądy umieszczone powyżśj pod artyku-
łem „Wąż," tyczą się także zaskrońca, gdyż lud nie odróżnia po naj-
większej części gatunków. Wszystkie bowiem zowią wężami.
91. Żmija (PMias),
1. Komu żmija przejdzie przez drogę, będzie miał szczędcie
(Ostrynia).
2. Żmija ma brylant na głowie, bieży za człowiekiem, buduje
pałace pó górach w lasach (Nadworna).
3. Utrzymują, że goni za człowiekiem (Markowa).
4. Ubitą żmiję należy zagrzebać, aby słońce nie świóciło (po-
zierało) na nię, boby zaszło krwawo, i wielkie byłyby dószcze i gra-
dy w okolicy (Dzie wi ętniki , Horyhlady, Nowytarg, Kro-
ścienko).
5. Ukąszony winien biódz ku wodzie i część uszkodzoną zamo-
czyć, a przytćm wyprzedzić żmiję (Nadworna, Po siecz, Hory-
hlady).
6. Ukąszony winien powyżćj rany obwiązać ukąszoną część ciała
dla przerwania krążenia krwi, a następnieT kąpać się w kwaśnćm mló-
ku (Dziewi ętniki).
7. Ody żmija ukąsi człowieka, a ten ją zabije, to ona rusza
ogonem do zachodu słońca (Janów).
8. Żmija, która ukąsiła człowieka, nie idzie do ziemi na zimę,
lecz pokutuje pod śniegiem. Ktoby ją zabił, na tego przechodzą jćj
grzćchy. Dlatego obawiają się w zimie zabić żmiję. Inni przeciwnie
utrzymują, że ktoby ją zabił, otrzymuje sto dni odpustu (Hory-
hlady) »).
9. Jeżeli żmija schwyci żabę za nogę, a wziąłby kto kilka la-
torośli i rozłączył je, to ten człowiek będzie miał moc odwracania
przez tyle lat gradu, ile było prętów, a to którędy nićmi machnie,
tam pójdzie chmura gradowa (Po siecz).
10. Wąż, którego przez siediń lat nie widział żaden człowiek
ani żadne zwićrzę, przemienia się w żmiję (jazić) oskrzydloną z sied-
miu głowami. Taka żmija pojawiła się razu pewnego i latała w po-
wietrzu, nareszcie opaliło jój słońce skrzydła, upadła i zginęła, bo P.
Bóg nie dopuścił, by nadal ludzi kąsała (Berezów). Obacz: Wąż,
nr. 60, 61, 62.
11. Huculi w Berezowie zowią żmiję czarną hładunem, krasą
zaś hadiu^ą.
Podobny przesąd istnieje w Karakas w Wenezueli.
*) Ob. Kolberg, Lud. III, 91, nr. 17.
Digitized by
(182)
■
12. Jazia ma 12 głów (Dziewiętniki). Obacz: Wąż; nr. 77.
13. Gdy kogo zęby bolą, winien wziąć ząb żmii^ potłuc go
i tym proszkiem posypać ząb bolący/ a 1x51 ustanie (Nadworna).
14. Gdy kogo oczy bolą, niech przyłoży linowisko żmii na oczy^
a ból ustąpi (Nadworna).
15. Gadzina samica (żmija), gdy ma rodzić^ wyłazi na wysokie
drzewo i tam rodzi. Młode padając pomiędzy gałęzie, zaczepiają się
o nie i tylko niektóre spadają na ziemię. Wtedy samica złazi do spa-
dłych na ziemię i opiekuje się niómi jak dziećmi. Te zad, które na
drzewie zost^^y, trzymają się gałęzi, dopóki nie zginą. To naumyślnie
Bóg tak urządził, aby to tak nieprzyjazne człowiekowi stworzenie nie
rozmnażało się bardzo (Podegrodzie p. Rohatynem).
Żaba.
1. Wziąć żabę za pazuchę, nie będzie się miało wieśniówek
(pryszczów) (Dora). Ob. Jaskółka, nr. 19—23.
2. Kaczki dopóty nie niosą się, dopóty na wiosnę nie zjedzą
trochę żabiego skrzeku (Nadworna).
3. Jeżeli żaba wejdzie do pokoju, pićrwsi po niśj gońcie są nie-
życzliwi (Dziewiętniki, Złoczów).
4. Kto zabija żaby, długo nie żyje (Janów); temu umrą rodzi-
ce lub krewny jaki (Hory h lady). Pewnemu wieśniakowi, który zabił
żabę, inne gromadnie zastąpiły drogę i zadusiły go (Horyhlady).
5. W Tarnowskićm utrzymują, że jeżeli kto zabije żabę jakąkol-
wiek , to mu taka sama odrośnie na języku. Jako środek przeciw te-
mu nieszczęściu ma służyć czosnek włożony pod język.
6. Wierzą (w Horyhladach) , że są ludzie umiejący nasłać dru-
giemu żaby do domu. Gdy to jakaiś kobićta uczyniła, pewnemu wieś-
niakowi, ten jednę z nasłanych żab zawiązawszy do woreczka, zawiesił
w kominie. Wówczas przyszła ona kobićta i prosiła, aby jćj oddał tę
żabę, co ten pod tym tylko warunkiem uczynić przyrzekł, iżby mu nie
nasyłała więcćj żab do domu (Horyhlady).
7. Kto zjć żabę wodną (Rana esculenta), tego nie będzie bo-
lał brzuch (Bobreckie). Żabę wodną zowią jadłówką (Dziewię-
tniki).
8. Po rusku nie wolno mówić „żaba", jeno „wesełucha", ho
świat temu będzie tak wesołym, jak ona wesoło rzechoce. Jak kto po-
wić „żaba", ona mu odpowiada „żebyś do wika żebrał",
(Kołomyj skie).
9. Przy małćm dziecku nie można wymawiać słowa „żaba."
Troskliwa iźiatka lub mamka odpowić zaraz: „Czosnek pod języ-
kiem." Gdyby tego nie wymówiono, mówią we Lwowie, że dziecku
O Ob. Kolberg, Lud. Ul, 91, nr. 17.
Digitized by
(183)
usta wewnątrz się opryszczą, w Hołoskowicach zaś, że język przyro-
śnie w kształcie żaby i dziócię niezawodnie szeplenió będzie, a nawet
gdy kto szepleni, szukają przyczyny w tóm, że niezawodnie wymienił
ktoś nieostrożny słowo żaba przy małśm jeszcze dziecku.
10. Na ile dni przed Zwiastowaniem N. P. Maryi żaby z wody
wyjdą, za tyle dni po tóm święcie się schowają do wody (Wola Ba-
torska).
11. Kto prośną żabę przesadzi przez rów lub obroni od węża,
będzie szczęśliwy (Bucyki).
12. Gd> chłop usłyszy piórwszy raz na wiosnę żaby rzechocące,
pyta się drugiego: „De budut sijaty czorne proso?" (Gdzie bę-
dzie siał czarne proso?). Ten mu na to: „Bud u sijaty u Ha-
wryły," t. zn. „Będę siał u Gabryela", w ogóle na gruncie tego są-,
siada, na którego ma złość. Czarne bowiem proso znaczy pchły,
a słowa: „budu sijaty u Hawryły" znaczą, że do niego mają pójść
wszystkie pchły (Dzie więtniki).
13. Gdy żaby rzechocą, dobrze siać marche^ (Kramarzówka).
14. Żaby rzechocą tylko do północy, a od północy krzyczą cza-
rownice opyryci zwane (Lasko w ce).
15. Dla podobieństwa nóg żabich do rąk i nóg ludzkich uwa-
żają żabę za przemienioną kobićtę (Bucyki).
16. Żaba rozdrażniona skacze za człowiekiem (Bucyki).
17. Wychodzenie żaby z wody oznacza dćszcz (Wola Ba-
torska).
18. Gdy żaba w lecie wczas rechce (rzechoce), następuje po po-
godzie wkrótce dószcz (Strzeszyn).
19. Na ile tygodni lub tóż dni przed św. Wojciechem żaby po
bagnach się odzywają, tyle tygodni lub dni będzie po św. Wojciechu
zimno (Strzeszyn).
20. W Bóbrce naśladują rzechotanie żab następującym sposobem:
A. Kum, 'kuma! — B. A szczo? — A. De buziok? — B. Ne md! —
A A de? — JS. Umćr. — A. Koły? — B. W czćtwer. Chór: Ra,
ra, ra, — ra, ra, ra!
21. W Dziewiętnikach zaś sposobem następującym: A. Kum,
kuma; buziok de? — B. Ne mi. — A A de? — B. Umór. — A.
Koły? — B. W czćtwer. — Chór: A me z toho rady, rady, rady! ').'
22. Inną wersyją słyszałem w Boryniczach: A. Kum, kuma,
je? — B. Ne mL — A. Pożyczy połotna. — B. Kto umór? — A.
Hryć Petro. — B. Płakałyśte? — A. Ni. — Chór: Płaczmo razem
wsi: Ra! ra! ra! — W zupełnie ten sam sposób naśladują głos żaby
jadalnćj (B. esculenła) koło Tłumacza.
23. W Krzywcu za Strzeliskami Nowemi dzieci śpiówają: Kum,
kuma, pożyczy połotna, buśko umćr. — Koły? — W czótwer. — Pła-
kałaś? — Ni. — Płaczmoż wsi: Raj, raj, raj, raj. Tak samo koło
Brodów.
Ob. Kolberg, Lud. YH, 116, nr. 40,
(184)
24. Nieco odmienniój w Lubaczowie: A. Kam, kum, kama! po-
życzy połotna! — B. Ta na szczo? — A. Ta kum umór. — B. Ta
koły? — ^. Ta w czótwer. — jB. A plakałyśte? — A. Jeszcze ni,
zaraz budemu. — Chór: Nu! nu! nu! nu!
25. W Bucykach mówią: A. Kum, kuma! Detyna mi umerła!
B. A ja tomu rad, rad, rad.
26. W Janowie: A. Kum, kuma, de idesz? — B. Z jarmarka.
A. Szczoś kupyla? — B. Czerewiki- ki- ki- ki.
27. Oprócz tego w Janowie mówią: A. Hryć! — B. Szczo tre-
ba? — A. Żenyty sia treba. — B. Ba, — ba. — A. Ou wa! ou wa!
28. W Czortkowskióm: A. Z widky? — B. Z jarmarku! z jar-
marku! z jarmarka! — A. Szczoś kupyła? — B, Czerewiki, ki, ki!
Chór! Na korkach, na korkach.
29. W Złoczowie tak znowu słychać : A. Kum, kuma, — Szczoś
waryła? — B. Borszcz, borszcz. Buraki- ki- ki- ki.
30. Również udają głos żabi w następujący sposób: A. Kum,
kum, kuma, hdeś buła wczera ? — B.\J kumy. — A. Szczo tam war,
war, waryły ? — B. Borszcz, buraki- ki- ki ; Borszcz, buraki- ki- ki.
31. W Hołoskowicach mówią: Kum, kuma, — pożyczy połotna, —
detyna umeraje, — soroczki ne maje, — brat Kinrad jak wyrobił, tak
widdaśt', widdaśt'.
32. W Przemyskićm naśladują głos żab: A. Kum, kum, kuma!
Pożyczy mi reszota! — B. Ne pożyczu reszota, — Bo maju dityna
reszoti. — Chór: Ka, ka, ka.
33. W Krakowskióm żaby tak gadają: Siostro! — Cóż? —
Umarł bocian? — Już. — A my temu rade, rade, rade.
Albo : A. Był tu? — jB. Był ! — A Wziął którą? — B. Wziął. —
A, Płaczmy ją! — Chór: U, u, u!
1. Żołnićrz, aby ocalał na wojnie, powinien utłuc skorupy żół-
wio w6j i wypić z wódką (Nadworna).
2. W Kołomyjskićm kładą żółwia przynajmnićj na jednę noc do
cebrzyka napełnionego wodą, a potóm wodę tę albo sarnę albo z ka-
szą dają pić krowom, co ma powiększać ich mlóczność (Ostrynia).
3l Krowa napiwszy się wody z tego stawu, w którym żół^
przebywa, daje wiele mlćka (Brzeżany, Zahajpol).
4. Nowe koło, którćmby przejechano przez żółwia, długo będzie
trwało (Jasionów polny, Tyśmienica).
6. Kobićty chowają żółwie, ażeby czarownice krów nie czarowały
(Mikuliczyn, , Markowa, Zawałów).
6. Jeżeli złodziój schwyci żółwia, skorupę jego potłucze i wy-
pije, wtedy idąc piórwszy raz kraść, nikt go nie schwyci i już zaw-
sze mu się będzie udawało (Posiecz).
7. Kto żółwia zabije, temu ręce spuchną (Mik uli czyn).
93. Żółw' (Emya lutraria).
(185)
94. Źóraw' (0^
^ru8 cinerea).
1. Otdy żórawie wracają z ciepłych stron, wieśniacy biorą słomę
do ręki, rzucają trzy razy do góry i wołają: „Żórawie, żórawie,
macie (nacie) tę słomę na wasze gniazda!^ To samo czynią,
gdy gęsi powracające widzą: ,,Husy, liusy, nate wam na hniz-
doczko, a nam na zdorowiczko" (Podegrodzie). Słomę tę pod-
^dają pod kwoczki lab gęsi. Ile było żdziebeł, tyle będzie kurcząt
lub gąsiąt (Pocłiówka, Jazłowiec, Browary) a zepsutycłi jaj nie
będzie, chyba tylko tyle, o ile więcśj jest jaj niż żdziebeł (Pode-
grodzie) *).
2. Chłopi obaczywszy lecące żórawie, nie powiedzą: „żórawli,*
tylko „weselki" lub „wesełyki/ w przeciwnym bowiem razie żó-
ra,ir odpowiada: „Żebyś sia żnrył do kincie świta," t. j. żebyś
się martwił do końca świata (Dzie więtniki, Hołoskowice) *).
3. Lecące żórawie zaraz się zmięszają i drogę stracą, jeżeli ich
kto porachuje (Bohó'rodczany, Nadworna, Markowa), lub guz
zawiąże na chustce (Siwka, Kałusz).
4. Gdy żórawie lecą, a wepchałby kto nóż do ziemi, to one
będą się w górze naokoło noża kręciły (Markowa, Stanisławów).
5. Powiadają, że jeżeli żórawie są w kilku albo w gromadzie
razem, a ktoś strzeli do jednego z nich, to reszta rzuca się na strzelca
(Siwka, Kałusz, Czortków).
6. Ody żórawie pousiadają na polu, jeden z nich trzyma straż.
Aby zaś nie zasnął, trzyma kamień w nodze (Sielec, Bohorod-
czany, Stanisławów, Ostrynia).
7. Żórawie gromadą lecące ponad wojsko przepowiadają wojnę
(Stanisławów).
8. Kto zobaczy żórawia siedzącego, będzie miał nieszczęście;
gdy zaś ujrzy go w lecie, spotka go szczęście (Złoć z ów).
9. Gdy żórawie odlatują, prowadzą wojnę z bocianami (Po be-
rę że, Lwów). Odlatując do cieplic, trzymają pod skrzydłami śnióg
(Dolina;.
10. Gdy iórsLir wysoko leci, będzie pogoda (Stanisławów,
Czortków, Janów, Złoczów), niski zaś lot oznacza dószcz, burzę,
słotę, w ogóle niepogodę (Tamże).
11. Żórawie krzyczące śród dnia oznaczają także dószcz (Kre-
chowce).
12. Gdy podczas odlotu nisko lecą, to rychło będzie zima; je-
żeli zaś wysoko, to jeszcze ma być pięknie i ciepło (Ty śmienie a,
Łysieć, Stanisławów, Posiecz).
Ob. Marcinkowski, Lud ukraiński, II, 127.
^ Ob. Marcinkowski, Lud ukraiński, II, 127.
Rospr. Aotrop. T. Y. Ds. lU.
im
13. Ody żórawie w locie nie zbaczają, tylko Bznarem spokojnie
lecą, będzie dobry rok; gdy zaś zbaezają w locie i lamentują, będą
grady, nienrodzaj i klęski (Dakla).
14. Dla nniknienia pod#bnyełi klę«k wtyks^ oditrzem pionowo
nit w 2i#mię (Dukla).
15. Ody dórai^ nocą leci> Bważa go Ind m dyjabła (Staniała-
wóWy Jasiondw polny), w ogóle mówią^ te gdy iórawte w nooy
odlatiąlą i krzycy to złe duchy walozą z sobą (Zywaeaów)^
Materyjafy do etnografii
GÓRALI BIESKIDOWYCa
Zebrał
Dr. Władysław Kosiński,
prof. gimn.
Część piórwsza.
SŁOWO WSXĘI>N-B.
Podczas ośmioletniogo pobytu mego w Wadowicach (1872 — 1880)
mudem eposobność stykania się a Indpoócią góralską, jnżto bezpo-
średnio , już tói IB. pośrednictwem uczniów pochodzenia góralskiego.
Korzystając z tój sposobności zapisywałem skrzętnie wszelkie spostrze-
gła , jakie albo sam poczyniłem, albo jakich mi uczniowie według
danych wskazówek dostarczali. W ten sposób zebrałem pewien zapas
materiałów etnografieznyebi które wprawdzie przedmiotu nie wyczer-
p«ją, jednak; ie się do różnych kierunków życia prywatnego, spó-
łeoznego i nmyiłoweco tćjża ludności odnoszą, tómsamćm już pewną
całość stanowią.
Główną uwagę zwraei^em na górali zamieszkujących okolice Su-
chijy Makowa, Jordanowa, Babiój góry i t. d. o ile że miałem Qaj-
więcój sposobności gromadzenia maleryjałów z tych stron; wszelajca
znajdzie się tu także wiele uwag i spostrzeże* zebranych w okolieądi
Żywoa z jednśj, tudzież na Podhalu tatrzaAtfkićm z drngiój strony.
Następujący spis miejscowości uwydatnia szczegółowo ten obsjsar^ na
którym zebrałem to, oo tu o^sić zamiersanu
>^ Budzów kolo Matowa;
Czarny Dqiuijee;
(188)
Jeleśnia w Żywiecczyźnie;
Jordanów ;
Juszczyn pod Makowem (skróć. Jaszcz.);
Łodygowice około Żywca; wioska ta leży na granicy etnogra-
ficznój między góralami a równiakami;
Maków; (Mak.)
Międzyczerwienne w powiecie nowotarskim;
Milówka w powiecie żywieckim;
Nowy Targ;
Pieniążkowice w powiecie nowotarskim;
Rabka w powiecie myślenickim;
Rychwałdek koło^Żywca;
Sidzina, za Jordanowem na granicy węgierskiej;
Skawa obok Rabki;
Skawica pod Babią górą; (Skwc.)
Sopotnia Mała koło Żywca;
Tarnawa obok Suchój;
Wysoka pod Jordanowem; (Wska.)
Zakopane;
Zawoja pod Babią górą;
Zubsuche w powiecie nowotarskim;
Żywiec.
Przy spisywaniu niniejszych opowieści starałem się ile możności
zachować i uwydutnić wszelkie właściwości języka tych okolic, z któ-
rych opowiadania pochodzą. Nie wszędzie udało mi się to przeprowa-
dzić z równą ścisłością i dokładnością; wszakże będzie staraniem mo-
jem te braki i niedokładności, jakie się tu znajdą, uzupełnić i spro-
stować w osobnych uwagach, które póżniój ogłosić zamierzam, a w któ-
rych i wyjaśnienia odnoszące się do znaczenia poszczególnych wyra-
zów, niezwykłych form i innych właściwości języka pomieszczone
zostaną.
Zebrane tu opowieści ugrupowano nie według treści, lecz według
miejsca ich pochodzenia, co w obec mnićj lub więcćj od siebie róż-
niących się gwar, jakie już w tym małym zbiorku dosyć wyraźnie się
uwydatniają, było rzeczą konieczną.
Ponieważ w niektórych okolicach zamiast y wymawiają i, jednak
w ten sposób, że takowe nie miękczy poprzedzającćj spółgłoski, zacho-
dziła przeto potrzeba uwydatnienia w sposób graficzny, kiedy miano-
wicie takie zgłoski jak ci, zi i dzi miękczyć. należy, a kiedy nie.
Dla zachowania tój różnicy stanowiącćj jednę z istotnych cech niektó-
1.
Klechdy, podania, legendy, powiastki i bajki.
(189)
których gwar, króskuję wbrew przyjętemu zwyczajowi miękkie c,
dz, nawet wtedy, kiedy po nich i następuje. W ten sposób nie będzie
zachodzić wątpliwość jak należy czytać : ci = czy, a = tobie ; siny =•
syny, a śiny (lividus) i t. d. Wahałem się tylko zamiast znaku ł użyć
jakby właściwie pisać należało. Lecz i tam, gdzie tego znaku (ii)
użyć chciałem, stanęły temu na przeszkodzie trudności typograficzne,
tak iż nawet w wyrazach jak: tlociec, ilodpedżidł, iiobyrtnąn, tiostali
i t. d., czytelnik zamiast iiy zwykłe u znajdzie, o którćm wszelako
wiedzieć należy, że samo przez się nie stanowi osobnćj zgłoski, lecz
się wymawia krótko i z następującćm o a niekiedy i u w jedno
brzmienie spływa, a więc iiozdać, iiopedżieć, wyiiucyć i t. d.
W jednćj wśi, wtórój nazwiska juz se dobrze nie b4cem, bywało
(= mieszkało) dwok bra/*i i starsi był bogatsi a młodsi był biedniejsi.
Tyn młody miś.ł kielkoro dżieći a starsi nimiśł zśdnego potomka. R4z
zachorowała baba tego młodsego brata i zakćiało śie ji stuki. Ale jćj
mąz ani grosa nimińł w domu i nimidł ji za co kupić. Więc prawie
wtedy starsi brat zabił krowę, wtórd mn okulawiała na nogę; więc
posed(ł) tyn młodsi do niego, i pytAł go (prosił go), coby mu d4ł ka-
wdłek tyj stuki, ze mu star4 choruje. Tjn dopAd(ł) (pochwycił) ze
złośći śiekiere i ućion mu kawdłek i pedżidł: idż do djebła z tom stu-
kom (mięsem) ! I ten wżion te stuke do gdrzći i idżie juz do chałupy
do swojćj starój. Ale jak zased(ł) du domu, zabrAł śie i posed(ł)
w daleki świat i dotąd ch.dżił, pokil djebłów nie naseł. Rśz wsed
(wseł) do jednego gąsca i w gąscu natrafieł na jedne jaskinie. Więc
przypatrzuje śie do tćj jaskinie i uwidżiAł tam małego djeblika. No
juśći śie go pytd: co ty tam robis? — Siedżiem przi drzwiak pie-
kielnyk, odpedżilił djdblik. — Jś.byk kćiał iś(ć) do piekła, pedżińł ten
cłek. — A po co? spytdł djdblik. — A bo mi starsi brat dśł kawa-
łek stuki i kdzdł mi iś(ć) do djebłów. Więc byk im kćiś-ł to koniecnie
dać. — No to idż i dej tam tymu nśstarsymu, wtóry tam lezi na tym
łozu ognistśm i powiódz mu, po coś go prziniós(ł), jak ćie śie będzie
pytAł ten n4starsi luciper.
I posed(ł) dalćj pomiędzy sićkik djebłów i każdy go sarpśł i py-
tśł, kany (dokąd) idżie; ale on nic nie gdddł jeno sed(ł) naprosto do
tego lucifra i dosed(ł; nareśćie. Juści jak go uwidżidł, zaraz śie go py-
tśA, kany i po co idżie? On sićko rozpedżińł, i cisnął mu ten stuke,
a lucifer śie go pytA: co kces za ten stuke? I pokdzńł mu takie Wiel-
gie kupy pićniądzi i powićdżińł mn : kielo (ile) kces, to se nabier tyk
pićniądzi. Ale on nie kćidł nic brać z tyk pićniądzi, jeno pytśł (pro-
') Opowiedzisd Łaś Szczepan.
A. Pieniążkowice 0.
1.
(1«0)
sił); coby mu dali kochuta (koguta), wtóry tam był pni laoifSem.
On m« go ta nie kćidł dać, ale potem pedżiAł: kiedy die jni tak na*
przikrańs, to go ne (na, masz) ! — On go porwAł z wielgom oclK>toiD,
bo wiedżidł dobrze, co mu bedżie śn.ego, bo mu ten mały djebiik
opowiedtii^ sićko dokładnie, bo jak go do ehi^py pr2iniÓ8(ł), to kielo
go razi 66in^, to duk&t śniego wyskotył, i jak go wżion óćiskaó, to
narobieł bardzo dużo pióniądzi, dopito óie wtedy wzbogaćieł, nakn-
pieł pola, domów nastawiił, i brata więcćj o stukę nie pyt&ł (o mifso
nie prosił).
W mieóćie Krakowie bywśł jeden gazda, wtóry śie zwii Twar-
doski, a to juz ddwno temu i tyn gazda utrzimowńł śie jeno ze zk-
robku i z kupiestwa. I tak po8ed(ł) rkz ten gazda w podróż z roz
nymi towarami i w połowie drógi zdarzył mu śie taki wypńdek. Rkz
ka wiecorowi zaniesło śie na niepogodę i ftirmdii wtóry śnim JeehiA,
kćiAł koaieenie zanocować, ale Twardoski widżi&ł przed soboe^ jakie-
śłk miastecko i kći&ł koniecnie na noc do niego przijechać. No jnśći
pachołek zagn&ł konie i pojechńł, ale trza było bez wielgi gąsc jeohaó
a tu śie tak wartko zaćiemniło a dysc \kl i pierony bieły przeraźliwie
i do tego trza było jesce uwiązgnąć i nie było rady ani wpraód, am
w z&i śie uratować. Niepogoda wielg4 była i straan^ powikraicf^
(wicher, burza), a oni nimogli nocować, bo konie wpadły po b^cbotM
do błota. Nareśćie wpńd(ł) gospodarz w rozpao i zamii.st Boga pyta6
wyprowadzenie stamtąd, zacon Idąć, coby wsisci djebli wżi^i ten
furę. Oni tez na takie słowa zawse som gotowi i wnet śie pokśz&l
panicek w cńrnem odżieniu i zacon śie wypytować, co tu pdn robis?
A oq mu opowiedżińł o wsićkim. Potem mu ten panśsek pedńł, jibyk
ćie stela wyratował, co mi dśs? — (^o jeno kces, pedżidł gazda. —
No to chybAj za mnom, to ći powiem, co kcem. — Ale kiedy nifoo-
gem iś, bobyk po pas uwiązgnął w błocie. Wtedy ten panocek wyjoo
smatke z kiesonki, prześćielił panu, a ten suchom nogom przęseł. Po
tern mu gśddł: a dds mi to, co w doma mAs, a ty o tern nie wićs?
A ten se myśli, przećie j4 o wsićkim wiem, co mdm w doma; może
tam jakom bagatele, to mniejsś o to, trza mu dać. I* nareśćie śie za-
pytAł ten nieznajomy: dds, ci nie? I gazda mu odpedżiAłj dAm, —
A podpises śie na to? — Podpisem. — Juśći dobył nieznajomy ka-
wAłek skóry wołowy i kdzdł gospodarzowi puśćić krwie z palica i pod-
pisać. Jak podpisdł, ten panAcek 8(cb)owdł to do kiesonki i zagwiżdż
1 wtedy przjlećiało ik ze dwaśćia takik jako i on i złapieli ten fure
i konie i sićko w powietrzu wynieśli na suchom drogę i zniknyli
jak skała we wode ^). Dopićro gazdę i jesce bardżi(ćj) pachołka taki
strach objon, ze ani słowa przegddać nimogli do śiebie i stśli mo90
*) Obacz, Kolberga: Lud, Ser. Vni, »tr. 123. - Ser. XIV, str. 197, 201.
2.
im
jakie z pó(ł) godżiny przi wożie, a to Id tego^ bo jak mu podpiadł
ten kontrak(t) to śie go zapytdł: eo pdn jezdes? — J& jest Mefistofil,
djeboł. Dopiero po długim ndmyśle kdzdł pachołkowi nawróóić konie
nalcdd i jecliać du domn. I tak dopićro za dwa dni zajechali du domu
i zarńz naprzeć! w pana wyśli i gńdają mu, ze pani urodżieła pięknego
diłopca. Dopióro śie zląk(ł) Twardoski ł)ardzo, ze juz dnse swojego
diieeka przedńł djńbłu, i ze jesce zddnyk dźieći nimidł i od kielo
r0ków Boga prośieł, zeby mu Bóg chłopca nagodżieł. I juz od tć(j)
fAQ (ehwdi) Twardoski nimińł ćichóQ) głowy i tak mu na sumienia
źle byłO; ze nimóg(ł) spać ani nicim się uozweselić« A chłopiec róe
ładny i zdatny; dawdł go do skół i bardzo śie dobrze ucył, a uoćiec
j.e^o widząci postępki w nauce, pilność! i posłuseństwie dawdł go co-
rds do wyzsik skół, jaze nareśćie wysed na kleryka. Rdz jak przised
na wagacyje du domu, widżidł uojca bardzo smutnego. Ach! mój ko-
abmj tatuśiu, telo juz roków, jak wds bdcem, a jesoek wds nie wi-
dżidł nigdy wesołego, ale zawsze jakieśik zmdrtwienie na sercu wasim
6iedżi. Powiedżćie mi przicine wasego zmdrtwienid, prose wds. Ale
uoćiec ćięzko wzdychnął na sercu, jakoby mu jaki ćięzdr przitłumiiU
Stfce i pedżi^: kochany sinu, niekćiój wiedżieć prziciny mojego zmdr-
twienid, bobyś go i ty midł telo. Jdbyk kćidł koniecnie wiedżieć, po-
wiedżćie mi. No, wiós sinu, jd ćie przeddł djebłu. Na te słowa uoćiec
aemdldł i pdd na żiem, lec go sin wżiąn za rękę 1 podżwignął ze ziemie
i zacon śie wypytować, jakim sposobem i dopićro uon mu dokładnie
ttópowiedżidł. A uon, kiedy tak, to pudem do piekła po ten eerograf.
Lec uoćiec a scególnie matka mu bardzo bronili tego, ale jak widźiała
jego zamiary, to mu powiedżieli : a to idź w imie boże i niek ći Bóg
^oł^łogo^awi w ty podrózi. I zabrdł śie i posed. Wtćm odsed kawd-
łek dr<5gi od chałupy i spotkdł dżiada na dródze i spytdł śie go ten
dżidd: daleko jegomoś idom? A do pieMa. A po cóz? no jużći po-
medżidł kleryk, po co idżie. Ale dżidd mu na to: idź wprzódćj do
kościoła Panoy Maryje i lez krzizem bez całe ndbozeństwo, a potem
weź wody święconćj i krydy trzok-królowćj. Trza tom krydom uopi-
sać śie do koła, a wodom kropić, to śie tam duchy slecom. Ale kiedy
jd tye nie wiem, kany to piekło jes. A to proś Pana Boga, to uon
(A to uobjdśni i kleryk pozegndł śie z dżiadem i posed dalćj i zrobieł
sićko, jak mu ten dżidd powiedżidl. Po ndbozeństwie wyeeł z kośćioŁa
i pok^i^a mu śie myska takd^ co ji jesce nigdy w zićiu nie widżidł
i idżie przed nim prosto do jakijśik pusce ; nareśćie do jakiegośik lasu,
a (a myska przed nim juz wlazła do jakiegośik niewidnego gąsea, eo
nie opróc tćj myski, wtord sła przed nim, nie widżidł. Nareśćie przi-
aed do jakikśik piecdrów i było tam uokno ze zelaznemi krdiamt
Depłćro nas kleryk wżion krydy, uopisdł śie do koła, wżion wody,
pokropił ze trzi razi. Wtćm przilećidł djebdł z krzikiem: co ty robis?
kees zaldć całe piekło? a co kces to ći ddm? ale nie krop. Kcem,
abyś mi ddł cćrogrdf , wtóry wżion Mefistofil. Polećidł djebdł do piekła
i prziwiód Mefistofila, ale uon mu gdddł, ze mu nie dd cyrogrdfu. Na
te słowa jak zacon kloryk kropić i może pokropićł ze trzidcieśći razi
Digitized by
(192)
i przileóiało tyk djebłów z 50 i s&m Inciper i nimi. Dopićro wżienf
nalógflć na Mefistofila; zeby mu go dńł. Mnśińł przirzec, ze go d&
i polećieli naz^ do piekła. I prziniós mu go taki mały cłiłopeik,
a nozpdlony jak żelazo i d^ł mu go do gdrzći. A co ty tu robiS; Ja-
óiu ? zapytńł go kloryk. A nic^ jaci we dnie i w noci jem kdiązki za
swoje krńdżiez i tak bedem jdd jaz do końca świata i poleći^ do
piekła. Potem kloryk pokropiół jesce pńre razi i przezegnńł krzizem
dwiętym i odsed stamtąd. Juóći klęknął za uocślCiie zdrowiś i zićiń,
bo mydlśły ze mu i zićie uodbierą. I posed stamtąd i ta myska, wtorń
sła przed nim, ndgle mu śie pokizała i sła przed nim i prowadżieła
go nazdd du domU; bo był w tak wielgim leśie, ze byliby mu go uode-
brali i nawet zićie do tego. Przised du domu i pokdzńł uojcu to pismo.
Dopióro die niezmiernie ćiesył uoćiec i matka i wsisci dżiękowali Bo-
gu ; ze juz ik sin jes wyratowany uod piekła a scególnie od rąk sa-'
tańskik. Juśći im dopióro uopowiadśł, jak całe piekło śie bAło jego
potęgi i jak ta woda święcona piekła, i jako mu prziniós cyrograf
chłopcik mały, co razem za młodu do skoły chodżili. Jako tam jó
książki we dnie i w nocy, a to Id tego, ze kśiązki krdddł, kiedy do
skoły chodżićli. Terdż dopićro Twardowsci byli juz hetki spokojni
i żyli se scęśliwie.
Ale coz, kiedy to nie tak długo trwało, bo ik oboje Fin Bóg
z tego świata zabrdł i uostdł sin po nik. Ale coz, kiedy nie długo
był dobrem dzieckiem, bo widz w rozpu8(t)ne zićie i nie kćidł juz być
kśiędzem, ale terdz zrobił śie lampartem, i fnetki (wnet) strędowdł
ten majątek, wtóry po uojcak uodżiedźicył i fnetki przisło do tego,
ze nie było mu sposobu do zićid.
I tak rdz śiedżidł Twardoski zadumany w swoim pokoiku, coby
kćidł los powięksić swego gospodarztwa ^). Wtćm śie uobejrzdł i uwi-
dżidł nieznajomego cło wieka; wtćm śie fryśko uobyrtn^ i pomyśldł se
jakim sposobem uon tu widz, potem śie spytdł: jakeś ty tu widz i co
za jeden pdn jezdes? Jd jest Piekielnicki uodpowiedżidł nieznajomy.
Pocoś pdn przised? Jd przised ći dopomóc w twojćj bićdźie. No juśći
to dobrze, pedżidł Twardoski. Jakim sposobem pdn byś mi dopomóg?
Robieniem złota, pedżidł nieznajomy, i ddł mu cyrwoną ksiązecke z wy-
pisanemi literami i pedżiał, tu bedżies wycitował o sićkim i wtćm
uodsed. Teraz dopićro zacon nas Twardoski przemyśiować nad tćm
i wycitować uo robieniu złota. Nazbićrał kośći słoniowćj i kośći wiel-
l>łądowćj i te kośći stłuk w kawałki, włożył w kotlik i gotował. Ale
dopićro mu było nudno, ze jego robota juz bedżie nadaremnd i znowu
mu śie pokazał ten Piekielnicki i mówi: jak śie tu zapatrzujes? Jak
śie mas? Ej, ej! bardzo żle, bo mi śie moja robota nie udała. A co
mi das, zapytał djebał? A co kces? Ja ćie uo nic nie pytam z twego
złota ani gospodarztwa. A co pan jezdeś? Ja jezdek djebał. A das mi
sdm siebie? Dam ći nie jaci ćiało, ale i duse i rozum i wole. A pod-
Kolberg, Lud. Ser. V, str. 21, 335.
(193)
pises śie mi? Podpisem. — Djebai wyjon kawaiek skóry wołowój,
a uon urżnął kawaJ:ek palica, i podpisał mu óie a ten djebńł dśł mu
jesce jedne kśiązecke i znowu mu prziniós burnus^ c&pke i laskę ; to
jak ten burnus wdżiał na śie, to jakim kćiał być, ci młodym, ci sta-
rym ^ to był, a laską co kćiał, to zrobieł i bardzo wielgie wyrdbia^
kuńdta nas Twardoski. Baz był bardzo troskliwy i smutny. Ale mu śie
djebał pojawieł. A co ći to, kiedy ćie juz tak bićda bez nicego nie
bije, mas uodżienie, jakim kces być, to mozes, ci starym, ci młodym,
ci panem, ci dżiadem. Lec kiedy mi piniądzi brakuje, bo ni mozem
złota robić. Dej pokój, ja ći bedem dopomagał i moi komraćia, bedom
ći posłuśni. Terńz nabr^ odwdgi z djebłami, to z konia zrobieł ko-
chuta, a z kochuta konia, a kiedy śi4d na kochuta to se j^żdzićł wy-
godnie jak na koniu ; to śi4d na konia, a ludżie myśleli, ze śiedżi na
kochucie. Dopićro śie docitśł z tćj ksiązecki, aby jesce serca mysołowci
do tyk kośći kł4d, ze wtedy bedżie skała złota i rńz, jak wiecór przi-
sed, k&zkl pachołkowi swojemu chytać te mysołowce (nietoperze) i jak
uon wżion Ińskom rusać, to ik pachołek nachytdł 777. Potem wżion
te mysołowce pouozrzinńł, serca sićkie wyjon i s(ch)owńł a jaci (tylko)
p4re zaraz gotował z tymi kośćiami i po dwok godirinak uwidżiał
małą skałkę, ale jćj ni móg udźwignąć. Juśći zawołał 77 djebłów do
wyćiągnięćiś na stół tćj skdłki. Nie minęło minuty, juz była gotowa
na stole. Teraz nabrał odwdgi do robieniń złota; postawieł chałupkę
na Erzemionkak za Krakowem i tam swojego sługę mi4ł w tćj cha-
łupce i zawse jaci kośći zbierśł i gotował i serca mysikróle i z tego
miał złoto.
Terńz nas Twardoski był scęśliwy i bogaty, wynajon se dom
spaniały i śtyry konie zawse gotowe do wyjazdu, potrawy jadał wy-
śmienite i drogie trunki popijś.ł. Ale coz z tego, kiedy nie był do
znaku scęśliwym, bo nimi&ł, ani jednćj file spokojnćj. Sumienie go
zawse dryncyło. Rś.z jak tak przemyśliwś.ł nad swoim losem niescę-
śliwym, djebdł mu śie pojawieł, pocon mu różne rzeci przebadać,
zeby był doktorem i uon przist&ł na to i był cńrnoksięznikiem. R&z
przised do niego jakiśik cłowiek i g&dó, mu: mistrzu, pyt&m ćie, do-
r&dż mi, bo baba moja jes bardzo troskliwś. i złś., bo mi zabronieła
pić. Ten ddł mu jakikśik kropli i powiedżi&ł weź i wpuś jćj do kwa-
śnieć, kiedy bedżie warziła. On usłuchnął rady cdmoksięznickiego do-
ktora; po niedługim caśie baba sewca tak śie oswojyła, ze nie jaci
mu nie bronieła pić, ale i sama pięła i stali śie dżiadami i tuł&cami.
I znou rś.z przisło dwok studanćików: a mistrzu, nas prefesór jest
bardzo ostry, wielgie n&m zadania zadaje. Porś.dż n&m, co m&my ro-
bić. On pedżiś.ł : ty starsi sp&l dwie książki, a ty młodsi jedne, a tyn
popiół weżćie i wr&źćie mu go do butów, kie bedżie sp&ł. Juśći chłopci
tak zrobieli i- najutrze zar4z prefesór był lepsi; juz ik do nauki nie
nagani&ł. Chłopci śie uozpuśćieli i stali śie dżiadami a prefesór wdś»ł
śie w pijaństwo i wygnali go ze skoły. I tak przeróżne rzeci wypro-
w&dz&ł ludziom, sićko na złe dorddzdł, a ludżie mu za to dobrze pła-
ćieli. Ale go to nie zrobieło scęśliwym^ bo zawse mińł wyrzuty na su-
Rospr. Antrop. T. Y. Ds. Ul. 25
Digitized by
(194)
mieniu. Zawołdł Mefistofila, coby mu doradżieł co do zicid; bo mie
bardzo zawse jakośik niepokoi sumienie. Głupid, odpedżidł Mefistofii,
lada głupstwo to ćie niepokoi; kiebyś śie jaci ozynił, tobyś miśił we-
selse zićie^ bobyd nie był tak w samowolnośći i zariz śie zgodżieł na
to Twardoski. Juśói niedługo wżion znajomstwo z jednom córkom gan-
c&rza. Rdz ubrśl 6ie za dżiada starego i kulawego i zased tam, a uoni
mu kóieli dać jamuzne, ale uon pedżidł, jd nie pytdm o jamuzne, bo
mdm doś złota i 6rybła i wyjon worecek z kiesonki i pokdzdł złoto
i śrybło i pedżidł: jd wds o nic nie pytdm, jaci o te wase córkę, ale
uoni ani óie nie uobezwali, bo widżieli obcego i nieznajomego. Ale
uona pedżisda, ze tćn bedźie jój chłopem kto ten zagadkę uozwiąze
i posła do drugiój izby i prziniesła śkldnke pod przikryóiem i gddd:
co jes w tćj śkidnce , ci robdk ci gdd (wąż) ? W tój śkldnce som
pscoły pedżidł i tak muśiała iś za niego. Fnet śie pokdzdł młodżieniec;
dali zapedżieć zdpowiedżi kśiędzu i za tydzień było wesele, ale takie,
jakiego nigdy nie było; każdy tdńcył, kielo jaci kóidł *). Ale coz
z tego, kiedy nie od Boga było to wesele i nie długo było scęśóie, bo
go baba ni mogła znieść, ze z djebłami midł do cinienid i wadżieli śie
i przeklinali śie i nareśćie go odchodżieła. Juśći uona kćiała gdrkami
kupcić i osłozyła śie na rynku Panny Maryje w Krakowie. Ale uon
wynajon dwa powozi i kapelom, bo go to obchodżieło, ze jdj w doma
ni ma i na jednym powożie śiedżidł uon, a na drugim kapelanći (mu-
zyka) ; kdzdł wożnicowi jechać wprost bez te gdrki, zaśpiówdł wesoło,
a kapeld za nim rzła, a ta jego baba dopadła sporą skorupę i wy-
ćiena go, ale śie mu nie nie stało i nie poznała, ze to jćj chłop je-
dżie i tak muśiała przestać gdrkami kupcić i potem ledwie żyli pdre
Idt, ale uona umarła, a uon sdm ził ze sługom Tefitą i trudnieli śie
robieniem złota, a djebdł im dopomdgdł i jesce rozmaite rzeci robieł
za pomocą carnoksięznickik książek ; pokazowdł ludżi z tamtego świata
na ludzkie żądanie, bo mu djebdł o sićkim uopedżidł i sićko to było
jaci uomamieme i guślisko.
Kdz przised chłop do niego i gddd mu: o panie! przichodzem
tu po takim intereśie. A jd wiem po jakim, boby król kćidł widżieć
zone swojom Radżiwiłowne Barbarę, bo bardzo krótko ś nim żyła
z Augustem IL, a jego uoćiec naziwdł śie August I. I niedługo posłdł
po Twardoskiego król i spytdł śie go, ci mu zrobi ten interes i po-
wiedżldł, ze zrobi ale pod tym warunkiem, ze król nic nie bedżie gd-
ddł do niej. I wżion śie do roboty, posed do tego pokoju, w wtorym
uona ndbardżićj śiddała. Zacon kadżić róznemi żielami, potćm dostdł
cdmokśięzkik kśiązek i citdł z nik; ode dżwiórzi zrobieł takom cdr-
nom zdsłone, a król patrzdł na to sićko i Twardoski gddd: przidż
Barbaro! I dżwiórze śie otwierają i wchodzi bidłd postać, ale król ni
móg wytrzymać i zawołdł: Barbaro! wtćm go złapieł kośćiotrup za
rękę i porwdł do pola i król tak śie przeląk i zapdd w chorość na
O Kolberg, Lud, Ser. V, str. 336. Ser. m, str. 152.
(IW)
kiela tyżni i za to wygn^ prec Twardoskiego 2 Krakowa. I non tam
jnz nie wróćieł jeno posed na Krzemionki do swojego robotnika Ta-
futy, wtóry śie jego robotom trudnieł bez eas jego niebytnośći, bo
ten śle ni midł casu trudnić; nierdz ni ztąd, ni zowąd wselci ludzie
śie pojawieli, a uon zardz na sićko był gotowym, zeby mu jaci dobrze
ludżie zapłaóieli, to nie załowdł swojój fatygi; djebdł pomdgdł mu,
jaciby go wezwdł. I tak przeróżne wyrdbidł rzeci, wtóre tmdno jest
wymienić.
I tak rdz po ćięzkićj roboćie i trudak swoik, aby wypocąć, po-
seł na ópacyr i tak chodżi po róznyk miedcak, jaze przised na grób
matki i nojca i klęknął, aby śie pomodlić i wtćm mu przisło na myśl :
mój ty Boże, kielo to moi ujcowie mieli o mnie strdpienid, kiedy mie
noćiee djebłu zaprzeddł, kiedyk chodżieł po ećrogrdf do piekła, jak
go było żle ztamtąd wydobyć, a jd śie znowu djebłu podddł. O ! jd terdz
zginem, jd nieseęśliwy na całe wieki i oj zeby mi Bóg ddł wróćić
śie do ddwnyk roków, umidłbyk mu lepiój słuzić. Posed du domu,
spdlił kśiązki i to odźienie, co śie przebierdł i Idske, wtórom djeł)łów
wziwdł na różne usługi, a skałę na złoto cisnoł do wody. Dopićro
nas Twardoski zacon przemyśliwać, jakoby Bogn lepiój służył i jakoby
wypełnidł jego przikdzdnia, lec juśći tym razem pokdzdł śie Piekiel-
nicki i mówi: przijdćielu, coz zaś takiemi rzecami śie bawis, lec uon
tak śie do niego obezwdł: idź prec przeklętniku, jd ćie nie kcem ani
widżieć, ani o tobie słyseć. Djebdł na to: a moje kśiązki, a moje bur-
nusi, a moja Idska, wtore'k ći ddł^ a złoto, na wtore'k ći dopomdgdł!
Tok sićko we wode i w ogień ćisnoł. A cok ći był telo posłusny?
Juz idż prec ode mnie, bobyk wżion wody i skropiełbyk ćie. — A może
święconćj ? — I ućieknął djebdł z rykiem do piekła i zalećidł przed lu-
cipra i updd na kolana : a panie mistrzu — tak mu z płacem gddd —
midłek jednego cłowieka, za wtorym prawie całe zićie jego chodżiłek,
a do tego byłek mu posłusny i mdm kontrakt ś nim ze go weznem.
Ale śie wtćm luciper obziwd : bierćie śie braćid do budowanid Rzimu !
Juśći śie wartko porwali na rozkdz lucipra ; jedni wżieni śiekióry i byli
buddrzami, drudzi jako mularze, trzeći jako stoldrze, cwdrći jako ślu-
sarze, piąći jako oknidrze, a sóśći jako malarze, a jeden był za haj-
duka nad nimi i za dwa dni stanyła ładnd karclma Rzim i podżiśdżień
stoi nie tak daleko za Krakowem. I zardz poseł Piekielnicki do miasta
i naldz tam biódnego smaćidrza (unycdrza, tandycidrza) i padd mu:
cibyś nie sed do tój karcimy za harynddrza ; ale bićdny gddd : a zkąd-
zebyk jd se wżiun piniądzi na harynde, kiedyk jd bićdny. Nie tróbuj
śie, jd ći ddm sićko, co ći bedżie trza. I ddł mu djebdł cośik z 1000
papićrków i pedżidł mu, coby śie dobrze sprawowdł, bo jak nie, to
ćie zardz wyzj^nym. I dopićro śie ś niego zrobieł bogaty harynddrz,
kupiec i lifidrz (lichwiarz) wrdz z babom i z dwoma dziećiami, a dje-
bdł zawse na nik zaźićrdł, ci śie im dobrze wiedżie.
Rdz jak se kacmdrka kwaśnice nawarzyła, a djebdł przised do
nik i wsuł jój jakiegośik prosku do tego, a kie to zjadła, bardzo śie
uozchorowala. A Piekielnicki, wtóry ik tam obsadżieł pedd: A pani,
(196)
jń wńm pojadem po doktora , a ona tez wartko na to przistała, bo
nie wiedżiała, wio jćj taki wartki był na wysługi i zkąd wżion, tam
wźion ' pńre koni i pojech&ł po Twardoskiego i stanon przed dżwió-
rzami i wlńz do izby i padń : a panie doktorze ! Pyt^byk wis, byśćie
jechali do mojój pani^ i non tóz zarńz na to przist^, bo był gotowy
na rożne posługi i ratować niescęśliwyk i pojeohdł i zajech^ do tój
karcimy i widżi nowom chałupę, ładnój dość roboty, a taryfa wypi-
sani na polu „karcima Rzim". Ale Twardoskiemu nie przisło do głowy,
cozby to było złego i zaopatrzył chorość, ale widżiśl, ze uona nie jes
tak skodliwi i zapisił receptę do japtyki i ona die go pyti, co bedżie
za to kćińł, a non pedżiił, ze zadarmo leci ter&z; wtćm odchodzi
a djebdł łap4 swojego: wies co j& jezdek? djebdł! — wies jaki cerogr4f
jeśmi ddł, ze mi 6ie dis? — Ale w Rzimie. — A terśz wies kaś jest?
Wiem; aleś mi miił trzi zikłady wypełnić. — A to dobrze, ale mi
powićdz jakie? — Jutro ći powiem. — A djebał juz go ani na krok
nie odsed, calom noc Twardoski nie spił, ale myślśl, jakieby mu za-
danie zrobieł, wtoregoby on nie wykonił. A djebił śie ni m<5g doce-
kać ani dnia i obudżieł go wcas rano. A gidij mi, co mim wypeł-
nić? Twardoski pedżiił: widżis ten góre przed sobom? widzem! Mis
jom do góry nogami postawić. Djebił śie poskrobił poza usi, ale jak
śie wżion opiórać, a skrobać pazdorami po głowie i porobieł może
z tem ze dwie godżiny, jaz jom postawieł do góry nogami. Potem mu
mówi Twardoski: Widżis te góry puste, mis je lasem zapełnić za
jedne godżine. Na to śie ośmiił djebił, i za jedne godżine juz był
ładny gąsc. Nareśćie gidi mu: Tu mis miskę wody, a ta jest świę-
ceni; mis śie tom wodom umyć i jesce śie zamicać. Djebił zblid,
jak śie zacon targać za łeb^ bo co śie zabrił do tój wody, to znowu
odskocył jak koń, kie wielgom fure wieżie, tak cukowił; jak zawył
okropnie, jak pluśnie do tćj wody, to jak odskocył, jak śie ćisnon na
ziem, to dwie godżiny śie ućićrił. Juśći jak potem skocył, jak porwie
Twardoskiego, i zaćisnon go na pleci i polećiił do piekła ; ale ulećiił
spory kawił drógi, zalećiił ś nim nad piekło, lec śie djebił zroordowił
i jyz go dalćj ni móg nieść i spytał śie go, co tam ma na sobie co
tak ćięzi? coś to wżion? Różaniec. Zkądeś to wżion? A mam po
matce i ojcu. Ćiś to na ziem! To kiedy nie kćiał zrobić, djebił go
juz nimóg nićś daleko i puśćieł go na żiem i ućiók. Tam pono ma
Twardoski pokutować, jaz do sądnego dnia.
Raz śiedżiał Twardoski w karcimie i pieł; kiedy nalił do kie-
łuska, uwidżiał w nim malućkiego djebiłka. Wżion go i wyćisnon na
żiem, a on za 5 minut juz taki wielgi urós. I pedżiał mu, ze przised
po niego. Nim mie weżnies to muśis trzi zakłady ucinić. 1. Widżis
tu tego konia namalowanego na płótnie na śćianie, wtóry jest znakiem
tćj karcimy. Kaz mu, coby tu stśl na fosztak ziwy i coby ji móg na
nim jeżdżić. I zariz śie to stało. 2. Mis mi za godżine wystawić ła-
dnom karcime z drobnego piisku i mis do każdego piisku wbić
gwóżdż na cii seroki i mis mi bic i bicisko z piisku zrobić, cobyk
konia miił cim bić. I to śie sićko stało. 3. Miił bardzo pot>oznom
(197)
babe i k&z&ł djebłowi 6 niom przez jeden rok zió i coby j^j słach&ł,
co mu k&ze robić. DjebAł na to zbldd i pomykńł śie ku dżwiórżom,
i dżiurom od kluca ućiók. Twardoski zaś zostftl uratowany od djebła.
co dać zjeść, dała im kazdymu po mosk&lu (po placku) i podli w po*
dróz. Na piersi dżień, kie śie juz miało ku połedniu, n&starsi brat tak
pedżidł : dżiś na połednie zjemy moskdl tego n&mniójsegO; a jutro tego
średniego, a na ostatku mój. I piersi rś,z zjedli mosk&l tego n&mnićj-
sego, drugi rdz zjedli zaś mosk&l tego więksego. Kiedy przisło na
trzeći dżień i kiedy śie ći dwa młodśi braćió. docbodżieli na tym star-
sim, coby im ddł jeś, uon jik jaci zbywił, a naostatek wżion małego
nozicka i powydłubowił im oci, coby juz nika za nim nie chodżieli.
Oni muśieli śiednąć przi drodze i płakali, a uon posed.
Ale P&n Bóg patrzi na sićko. I ktośik śie przechodżieł tam i za-
prowadżieł ik ku miastu, ku kapłici i śiedli i pytali o jamuzne. W noci
zaś muśieli tam przi kaplici nocować i przisły tam złe duchy i gś-
dają: tu możemy przi tćj kaplici odpocąć, bo jes jesce niepoświęconó.
i było ik trzok. Jeden g&d&i dziślejsi rosa jest bardzo dobrś,, bo
wtorzi niom posmarują oci, to zaidz przejrzą Drugi tak padd: jest
tu jedna pani, wtorś. jest bardzo chord, ani jom doktorzy ni mogom
wykurować, bo jak był kśiądz u nićj z Panem Jezusem i kiedy jćj
daw&ł poziwać to ćiało, wtem wypadło pod forzty (deski podłogi)
i zobdcyła to na pogotowiu zaba i zjadła. Kieby to dostś.ł wto zpod
tyk forztów i d&ł jój spozić, toby zardz wyzdrowiała, bo inacćj nie
wyzdrowieje. Trzeći gidś, : kieby ten skałę wto przekuł za miastem,
toby to miasto miało doś wody. I polećiały te duchy. Ći chłopci wżieni
tćj rosę i zar&z przejrzeli i pośli do tego miasta i pośli do tćj panie
i pedżieli jćj , ze wyzdrowieje , ale coby z pod forztów zabe wyjena,
bo ona m& w sobie Pana Jezusa i coby go ona spożyła. Jaci tak zro-
bieła, zar&z ozdro wiała i dała im za to wielgom zapłatę i pole i sićko
i stali śie ślakćicami. Juśći pośli do tyk miescanów i pedżieli im,
coby wykuli dźiure w tćj skale za miastem, a bedom mieć wode i do-
stali za to ndgrode, a ik brat mi&l ik przeprośić.
Jeden uoćiec miś.ł dwok sinów. Jeden był bićdny i nic ni mi&ł,
a drugi był bogaty i mi4ł sićko i oba śie pozynili. No juśći ten bić-
dny pytił rś,z tego bogatego, coby mu pozicył wołów, ze kce jechać
do gąsca. I jakośik jak jecbś.ł z góry, zabieł jednego woła. Juśći jak
O Porównaj Nr. 19.
^) Kolberg, Lud. Ser. YUI, str. 27, 117. Ser. m, str. 146.
4.
(198)
fiie ten o t^m dowiedżi&ł^ posed go skarzió do miasta i poili oba.
I jak wleźli do jednój karcimy, ten biódny wżion i di&d do kołyski
i zapncył (zadusił) dziecko, bo go nie widżi&ł. Juśći go i zid posed do
miasta za to skarzić i jak drógom śli, prziśli na jeden most, ka trza
było bez wodę przecbodzić, a kśiądz 6ie tam kąp&ł. On wżion i sko-
cył na tego kóiędza i posed go i kśiądz do miasta skarzić. I jak za-
óli do miasta, n&prędzój skarzi ndń brat, ze mu pozicył wołów i jak
z góry jech&ł, ze mu go zabieł. Sędzia ten osądżieł, ze coby mu ten
brat d&ł krowę, a jak ta krowa bedżie mieć ćiele, coby wycbow&ł na
wołu i d&ł mu go. Dalój zid skarzi nAń, ze mu dżiecko zapucył, a sę-
dżia tak g&d&: ze jak bedżie mieć baba jego dżiecko, coby go zidowi
d&ł. Nareśćie kóiądz skarzi n&ń, ze jak śie kąp&ł, zeskocył n&ń. Sę-
dżia tak pedżi&ł, zeby i kśiądz n&ń skocił i non cbłop wygrjA.
Jeden cbłop rńz zaprośieł sićkik spólników na ucte i pozabij&ł
sićko bydło, co miał, bo g&d&ł, ze mu spólnici bedom jeś d&wać. Ale
oni mu nie kćieli nic dś,wać. Juśćić on posed ku jednćj wodżie, wto-
r& była przi dródze i wżion se ze sobom worek. G&d&ł: „wto śle
w ten worek zawiąże, a bedżie g&d&ł, j& nie kcem być wójtem tćj
wśi, to dostanie za to duzo piniądzi" Jnśći jeden kupiec gn&ł woły
na kiermas i uon wżion i wl&z do tego worka i g&d&ł: j& nie kcem
być wójtem tćj wśi , a uon wżion i ćisnon go do tćj wody, a woły se
wżion. Kie śie o tern spólnici dowiedżieli, żli byli n&ń i ni mieli mu
co na despet zrobić, tak wżieni dokoła osrali jego cliałupe, ze ni miśł
którędy wyś. On wżion te gówna, pozbićr&ł do kosika, a ze była wtedy
żima, juśćić mu zamarzły. On wżion i posed z temi gównami do świata.
I zased do jednćj wśi i było tam dwok sędżiów. On im pedżi&ł: ^ak
se to panowie kupićie, to se bedżiećie zawse jedno i to samo myśleć" ;
juśćić jak to kupili, g&dali, ze śmierdżi. A on pedżi&ł: widżicie, ze
jedno i to samo myślićie; a potem sićko bedżiećie jedno i to samo
myśleć; i posed i wżion za to duzo piniądzi. Ale oni położyli to za
piec i ostopieło śie i bardzo kleni i byli żli, ze ik tak osuk&ł, ale go
juz nikany nimogli poznać. A kie dn domu zased, to śie go pytali,
ka on to podżi&ł. A on pedżi&ł^ ze wyprzed&ł i wżion duzo piniądzi
za to. Oni śie tez ułakomili i zaceni susić gówna i nakładli do be-
cek i pośli do miasta przedawać. Ale jak to ludżie uwidżieli, zaceni
na nik krziceć, ze na jarmak gówna niesom przedawać. I muśieli da
domu ućiekać.
*) Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 298 (nr. 75).
6.
(199)
6.
R&z kóiądz śie przechodżieł koło kośćioła w Mncharzu ^) i nwi-
dżiś.ł dwok djebłów na jednóm drzewie, a jeden tak g&dk\, ze moja
śiostra bedżie dżiś jeś wiecerzom u papiórza. I jak to ten kśiądz usły-
bSA, zar&z ik zaklon i dopytow&ł śie ik o niój. I pytali go, coby ik
puśóieł, ale uon pedźi&ł: potąd was nie puscem; poki mie nie zanie-
śiećie do Rzimu. Spytś.ł śie go, ci go ponieśie ponad konopie, ci po
pod konopie. A kśiądz mu odpedżi&ł, ze ponad konopie. Juśći wźion
djeb^ z kośóioła Mucharzkiego wielkie dżwićrze i kś.z&ł mu na nie
śiednąó i było to już tak pod wiecór. I kśiądz śiednął na te dżwićrze
a djebśJ: go wżion i poleći&ł do Rzimu ś nim po powietrzu i byli tak
koło północy w Rzimie. Juśćić kśiądz śl&z z tyk dzwiórzi i posed do
tego niby pałacu, kany papiórz bywś,. I mieli zaśiadaó do tój ucty.
Ten kśiądz jaci wló^z do tój 8Ś.le, wyóion tę kobiótę w łeb i zar&z śie
w kołom&ż ośl&ła, a to była śiostra tego djel)ła. Kśiądz wżion i wy-
seł z tego pałacu i papiórz śie go kć!Ś,ł pytać, co uon za jeden był,
ale on zar&z ućiók, a djeboł wźion te dżwiórze i zaniós do kośóioła
Św. Pietra i zami&st drewnianyk zaniós do Muchurza wielgie żelazne
dżwiórze, na wtoryk kśiądz śiedżiś.ł i byli na rano w Mucharzu. Dje-
hkl nie kćiól tyk dżwiórzy dobrze zawieśić i zawieśił ik jaci na je-
dnym zś.wieśie i ućiók.
Jeden pij&k sed bez smónt&rz opity w noci i g&d&ł tak, coby
duse przisły do niego jutro na wiecerzom. Duse mu odpowiedżiały,
jeno naryktuj dobrom wiecerze, to my ta przidżiemy. I ón zased. du
domu, lóg w noci, spał do ranią, rano śie obudżieł, i bacył se, co to
wcora wiecór powiedział i to go bardzo nudżieło, z cego te wiecerze
robić. No juśći przisła jedenastd godżina w połednie i strasne go stra-
chy brały, co to bedżie robić i potem wźion i posed do kśiędza,
a kśiądz mu pedżiał, kieś obiecał, to dej. Ale ten chłop go bardzo
prośieł i kiedy kśiądz widźiał okropny strach na nim, kazśl śie mu
ku wiecorowi wyspowiadać i pedżiał mu, ze śie juz wystara o ten
wiecerzom. Kśiądz prziniós kielich i patynę i położył na stół, chłopa
ustawieł w kąćie, opisał święconom krydom drzwiórze i okna pootwió-
rdł i kśiądz wysed z izby. W noci o jedynastój godżinie stńł śie
selest, zacyny duse wchodzić jedna za drugom oknami i wąchała kazdń
do trzećiego razu ten patynę i kielich i potem sły ku tymu chłopu
i gńdały mu : Bóg zapłdć za wiecerzom. I wychodżiły dźwiórzami. Ale
chłop umar fnet po tymu.
') Mucharz, wieś w powiecie wadowickim.
7.
(200)
8.
Pewnego casa było dwok bratów. Jeden był starsi i mi^ śie le-
pij i ni mi&t zddnyk dżieći. Drugi był młodsi i mi&l troje dźieći
i miśi śie bardzo żle, bo był bardzo biódny i kiedy ten biódniejsi za-
sed do tego starsego brata, to jeno prośieł grochu Iś. dzieći du domu,
bo jak im zaniós, to były bardzo kontetne i pewnego razu mówieł
tymu starsymu bratu: żebyś mi tóz d4ł trochę tego grochu, tobyk
mi^ IŚL s\/oik dżieći. Ten mu na to zezwoleł i d4ł mu wiertelik
(ćwierć) tego grochu i kawńłek żiemie; zeby se pośiśł i jak ten za-
sed śińć; przichodżi ku niemu podróżny i mówi mu: kiedy nie jćs
tego grochu, to dejze mi go, jd ći go zapłacem. Kiedy ni mogę, bo'k
go ledwie dostńł od brata i d4ł mi kawńłek żiemie, izebym se pośidł.
Kiedy nie dńs, to jś. go sdm weznem; jak go ten wyganiał, ten za-
piskdł na takij piscśłce i ^lećiała śie kupa ptńków; k4zdy jeno po
jednym wżion grochu i pićknie wyzbićrały. Dopićro ten gospodarz za-
con płakać i gddń: mój Boże, ledwiek telo dostał i terśz nic ni m4m;
ale ten wyndrowny mu mowieł: nie płac, bo mńs przyjś do tego tam
lasu, w to oto mieśce, j4 ći go tam zapłacem i odsed dalćj. Ten po-
sed jesce do tego brata i prośieł go, by mu d4ł jesce tego grochu, ze
tak mu śie stało. Ale juz ći nie dkm nic, bo idż tam, to ći tam za-
płaći. I used tydźień, a ten gazda posed do tego lasu i w drodze spo-
tkał tam dżiadka starego. A gdzie ty idżies, zapytdł dźiM tego gaz-
dę. A tak śie stało, opedżiśł mu dokładnie o sićkim. No to idż, a jak
tam zńjdżies, to jaci proś, zeby ći dali ten młynecek, wtóry tam pod
progiem lezi. Tćn zased do tego lasu, tam uwidżiał pićkny dom mu-
rowany i jak tam wchodżi, uwidżidł tego wyndrownego. Ten go spy-
Uky po co przichodżi, chłop mu mówi, ze za grok po zapłatę. To do-
brze, i zaprowadźieł go do pokoja i pokizńł mu trzi kupy piniędzów.
Tu jest śrybło i złoto i kielo sobie kces, to bier tyk piniędzy. A pa-
nie, nic nie kce, jeno ten młynek, wtóry tam pod progiem lezi. A
głupi! co ći ś niego. Ale ten śie naprzikrzńł. To bier i idż gdżie kces;
i wżion młynek i posed; zachodżi ku tymu dżiadkowi i dżiadek mu
g&dk: ten młynek taki, kielo razy korbą zakręćis, to dukat ś niego
wybkoci. Posed dalćj , zachodżi do jednyj karcimy i kś.zdł se dać śnia-
danie, kawy, chleba wina i śi4d do stołu. Tam zaś był podróżny i ten
go wołd ku sobie, zeby sie razem pozywieli, boś tam może dżisidj nic
nie j&d i zjedli oba śniadanie. Potem wżion młynek zakręćieł korbą
i dukAt wyskocył i daje^ go kacmArce ; a trza pono wńm wydać ? o nie
trza, to twoje. Podróżny opowiadń: jś. tu mkm takie prześćióradło,
kielo kdzes, to tyle potrawy stanie na nim. Kupcmy oba. Dej mi ten
młynek, a j4 ći ddm to prześćióradło *). A to kupcmy i podróżny
wżion młynek, a ten wżion prześćióradło. Ten gazda zased do dru-
') Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 22.
(201)
gićj karcimy. EAzU dać obiid, imęsa, pieeeni i wisa i znowu był tam
podróżny. Ten go wołś, ku Bobie^ izby oba zjedli obi&d. Po obiedżie
trzaby wypłaćió, lec ni ma piniędzi; co robić? LfCC pedżiał trzi słowa-
które mu ten dżiądek pedżiał, jakby mu ten młynek zginąŁ I młynek
przilećiał a ón zakręćieł korbą; dukat wyskocył i daje kacmaroe. Ta
mu kćiała wydać. — A to la ćiebie. — Kacmarka tym śćiesona^ so-
wała dukata. Ten podróżny jak to uwidżiał^ pedżidł: m&m j4 tu takie
Bkrzipkiy <^boćby jaki chory był, a kazałbyś ma grać tym skrzipcom,
to on skocy i bedżie tańcował: a to kupcmy! i ten gospodarz wżiofi
te skrzipki i to przedćieradło, a ten w^ion młynek i podli dalćj ;
gospodarz zased wiecór do karcimy. Ka^ał dać chleba^ stuki i wina
i śiad do wiecerzi i był tam podróżny, a on go zawołśł ku sołyle.
Podż ku mnie razem na wiecerze, boś może dziś nic nie j&d. Po wie-
cerzi trzeba zapłaćić, młynka ni ma. Przemówił trzi słowa, młynek
śie mu pojawieł, zakręćił korbą, a dukat ś niego wyskocył. Daje ka-
marce: to 14 ćiebie; e trza wam pono wydać z tego; a nie, to mi^
sobie! Podróżny jak to uwidżiał, peda: mam j4, gospodśrzu, taką ter-
l>e, kie powićs do nićj te, a te słowa, kielo bedżies kćiał, to zótaierzj
ś nie wyjdżie. Skupcmy oba razem. I ten wżion młynek, a gospodars
wżion torbę, skrzipce i prześćteradło. Przichodżi ku domowi, mówi
sam do śiebie: sićko mam, jaci mi piniądzi brakuje. Przemówieł pia!«
słów, młynek śie pojawieł ku niemu. Zachodżi dó domu, diueći wysko-
cyły ku tatowi: a tato! cośćie nam przinieśU? Ten w^oai skrziakę
z pod ławy, przewróćił do góry dnem, bo stołu ni mieli żadnego,
ośćiągnął to prześćieradło na stole, przemówieł do niego pare słów,
które miał zalecone o4 podróżnego i zaraz stanyło na nim kilkoro
chleba i pare butelek wina. Jak to dżieći uwidżidły i zona, wżieni
pozlwać dary boże łapciwie, bo takiego poziwienia dśwno w ik domu
nie było i tak tą strawą żyli coś ze dwa tyżnie ; i pewnego casu mó-
wieł ten gazda zonie: ILiedy n4s Pan Bóg opatrz]^ ;tałdm lcaw4łkiem
chleba, to trzeba zwołać kumotrów i kumoski, bo mielimy troje dżieći,
animy zadnyk krzćin nie robili, trza im jaką ncte zrobić. Zona <$hę-
tnie na to przistała. Jednego dnia wyprawił drużbów po wśi, coby
zganiali ludżi na wesele i s4m w^on st<^ i stołków nawyzio4ł^ po-
znośieł na wielki, pićkny tr4wnik i tam gośći zaprośieł tta ncte. Nie-
ktorzi biedaiąjśi pośli ku tymu stołu, pośiedli za krzasła, a bogacę
pożierali jaci oknami na pole i co z tego bedżie dalój. Ói śledzą koło
stołów i myślą se, po co ón n4s tu sprowadżieł, kiedy nśm nic nie
dą|e. Ten gespod4rz wżion prześćieradło, ośćiągnął na stole, przemó-
wieł kilka słów i stanęło kilkan4śćie butel^ i pułiarów wina. Zaceni
pić i krziceć „wiwat". Ói bog4c6 jak to uwidiieli, zaceni śie scho-
dżić; za niedługi cas sitanęło bardzo licnie n4rodn i wypili po trel
puhary wina; takie tęgie było, se śie sisci popilL Mówią tamći do
óiebie: kiebymy mieli skrzipce, tobymy zagcali, potaiicllibymy aa
kwilę Gospodarz ten posed dó domu, prziniós te skrzipce, które
Kolberg, Lud. Ser. VIII, str. 33.
Botpr. Aotrop. T. V. Ds. III. 26
Digitized by
(202)
dostół od wędrownego, położył na stole i powiedżi4ł: im grdjćie!
Jak zacyny skrzipce grać, iadżie wżieni tdńcić, ale bractwo było bar-
dzo spite; do reśty wżieni śie bić; dość na tćm, pokalicyli śie, potar-
gali odżienie na sobie i potem rozesło śie bractwo ze złą zawżięto-
śóią dó domu.
Potćm naradżili śie, izby tego gospodarza skarzić. Pośli do sędu
i zaskarżyli; wysed termin na ten, a na ten dżień, zeby śie stawili.
W sędżie była dokładnie ta rzec objaśnionś, z jakie przicyny wesele,
pijatyki i bitka śie zaceny. Sędżia rozporządżieł, zeby ten gospodarz
zapłaćieł sitkie kosta, zeby odżienie potargane jak ndlezi zapłaćieł i ran-
nym zeby zapłaćieł, ktorzi byli pokaliconi i jemu zeby śterdzieśći ki-
jów dali i na dwa mieśiące do hereśtu. Sędżia zawołdł dwok bandu-
rów i kazał gospodarza wyćiągnąć na gradus i śtyrdżieśći kijów mu
wylepić. Bandury go porzućiły na gradus; uon sepnął do tćj torby,
którą miał od wędrownego i wyskocyło ś nij śtyrek żiandarów, złapili
dwok bandurów, porzućili na gradus i wypalili im pięć kijów On
mówieł do tyk żiandarów: dejćie im spokój. Sędżia jak widżiał, ze
mu nik nie d4 rady, niezmiernie śie oburzył. Napisał po regiment
wojska i niedługim casem, przisło wojsko i obtocyło jego chałupę.
Kiedy on śie widżiał w niescęśćiu, poseptał do tój torby, wyskocyło
kilkadżieśiąt żołnierzy, rozprosyli to wojsko do scętu. Jak to widżieli
żołnierze i sisci obecni, napisali do cisarza, jaką go mają karą za to
ukarać. Cisdrz odpisał, zeby był na śiubienici powiesony i przisło do
niego pismo, zeby on na ten, a na ten dżień stawieł śie na przezna-
cone mieśce, zeby śie przisposobieł na śmierzć, ze bedżie powiesony.
On śie poddał sićkiemu, pojechał z kśiędzem ku śiubienicy, ka (gdżie)
mi4ł być stracony. Tymcasem sićko było przigotowane i wojska i lu-
dżi było co nie miara. Pod&ł śie operacyi, i juz go mial prawie kat
powieśić; on posepnął do tćj torby, wyskocyło kilkunastu żołnierzy,
złapili kata, powieśili na strycek. Lec on zawołił: dejćie mu pokój
i odjeni go ze strycka. Kiedy ludżie uwidżieli, co śie dzieje, byli
w wielkim zamiesaniu i sićko bractwo rozjechało śie dó domu. On
tymcasem napisdł do cisarza, ze jeżeliby J. W. Monarcha miś.ł jaką
wojnę z nieprzyjńćielem, to on gotowy jest sim jeden go zwojować.
Cis4rz był bardzo kontetny z tego, bo mi4ł wtenc&s wojnę z nieprzi-
jićielem i napisił do niego, izby na ten, a na ten dżień wyrusył
na przeznacone mieśce. Tymcasem nieprzijAćiel m\k\ sićko gotowe:
wojsko i gewery (broń) do boju; i ten gospodarz śi4d do wózka i po-
jechał na przeznacone mieśce. Nieprzij&ćiel widżi, ze cis&rz nijakiego
oporu nie stawiń i ze jaci jakiśik chłop przijechil na przeznacone
pole bitwy. Gospodarz przewróćił torbę na dół garłem, posept&ł do
nićj kilka słów, a tu zacynń śie suć ogromni kupa wojska; zaceni
śie bić z nieprzijaćielem i odparli go za dżieśiątą granice. Cisdrz do-
wiedżiił śie o niespodżidnym wypśdku, okropnie był rś»d z tego, na-
Kolberg, Lud. Ser. YIll, str. idŚ.
(203)
pis&ł do niego, ka kce jakie miasto abo krkj, niek se tam odźiedżici.
Ale on odpis&ł do cisarza, ze nic nie potrzebuje. Zacon B&m prowa-
dżić gospodarstwo swoim własnym kbśtem, kręćieł jaci korbą dukś^ty
z młynka, nakupieł gruntów, postawieł folwarki i B&m poobsś.dzś>ł
Bwoik sinów i są po dźiśdźień panami i do tego postawieł kilka ko-
śćiołów, a w starośói umar. Tymcasem od niego zginął młynek, któ-
rym piniądze robieł i to prześóieradło, które mu dostdrcało ziwnośći,
ta torba, z której telo wojowił i te skrzipki, co mu służyły do
graniń.
Mińł w uOrawie pewiąn wieśniak pachołka. Mi4ł un także świ-
nią, którą kćiśł sprzedać. Wiąc raz rzek do niego. Wiós ty co I jś, tu
we Wągrach te świnie ni mogom sprzedać, bo ni ma nijakiego kupca.
Weż jąno ją i idż do Polskie a spr^edej ją za trzi papićrki. Pacho-
łek wżiąn świnią na plecy do worka i posed do Polskie, do Wado-
wic. Tą świnią sprzedał za seś papiórków i juz se Ik siebie midł
trzi papićrki. Tąn pachołek był zaś rodąm ze Zś,woj4 i zesed śią
w mieście ze znajomąm chopąm, imiąniąm Kuba.
Wiąc oba pobrali śią z Wadowic do chałupy. W drądze pacho-
łek tąn popijał z Kubą i wlekli śią od karcmy do karcmy, jaz nare-
śćie prziśli do Z&wojś. Dali Kuba juz nie kćidł iś(ć), bo był bardzo
opity, a jesce miAł do chałupy pó(ł)tory mile. Pachołek był tóz opity,
ale śią b&ł gazdy i odsed Kubą i posed dali. Ale go noc napadła
włśśnie w tąm miścu, gdźie była chałupa Kuby. Pachołek zased do
baby Kuby i pytAł ją o nocnik, ale go una nocować nie kćiała. Ni
mogła go nijakim sposobąm z chałupy wyzbyć i pytała go, ażeby ji
snuru krąćić pumóg. Tąn krąćiuł tąn snur i kiedy juz był tak długi,
ze śią ni móg we świetnicy zmiąśćić, kdzała mu jesce pomyknąć śią
do śiąni, ze ji dłuzsego potrzeba, apotąm, zeby jesce za drzwi śiąnio-
we wysed. Jak za drzwi śiąuiowe wysed, skocyła i wartko zaparła drzwi
przed nim. Oóz terdz mam pocąć, myśldł sńm do śiebie; tu pies na niego sce-
kś, śniegi wielgie, a do chałupy jesce mk daleko. Mi4ł kąjdek placku w tor-
bie, ddł go psu, zeby nie scekdł i wl4z ku niąmu do budy i głdskał go, zeby
nie Bcekńł. Kiedy juz w budźie na chwilą śiedżidł, babie było w głowie,
gdżie śią tyz ta je chłop obracA. Zaparła chałupą i posła przed niego,
a kluc położyła na wągle. Kie juz daleko odesła od chałupy, pacho-
łek wysed z budy, odpar chałupą i wlAz do nie. Zardz zased ku piecu,
gdzie było j4dło \k Kuby. Wżiąn najprzód jedąn pyj&cek, w którąm
była kiełbasa. Zj4d kiełbasą, ą do gdrcka włożył zamińs kiełbasy ka-
Opowiedzi^ Florczak Józe£.
B. Skawica O-
9.
(204)
w&łek śierćiAka. Potąm wżiąn dragi pyjicek| w którąm była spyrka.
ŻiAd ją, a zamiśs nie włożył do niego stare kierpeysko. Wżiąn pot%m
traeći pyjAcek, w którąm było świjskie miąso; żiśd go, a zamiAs niego
włoiył do pyjścka chubą i tak gdrnecki poukładił, jako pierwi były.
Kiedy jąno to skońcył, a ta baba z Rab% idżie. Pachołek myśli, co
tu robić, a kiedy ńią jaz ni miki kany schować, wyskocył na pol^
i ćiachatko legnął tam w świjśkim koryćie. Jak jaz tioba wleźli do
świetnioe, baba ma k4zała jeś, eo niego nastrojóła^ a ana le^a na
łązku, które było pod poląnią, kany pachołek na poląni na koryćie
lezńł. Kuba zaó zacąn jeś nńjprzód kiełbasą. Ale cóz, gryźie, gryżie
i klnie na babą, ze jńdło nie ugotowane. Położył ją, bo je ni móg
zgryś, bo to był dierćidk, a nie kiełbasa, ale unąmu wsystko jednoś
było, cy kiełbasa, cy śierćidk, bo był bardzo opity i nawet o świećie
nie wiedzińł. Baba mu kdzała jeś z dragiego, ze tam jest spyrka. Un
biere i jó, ale znowu klnie na babą, ze sp3a*ka bardzo twardń. Nare*
śćie wżiąn trzeći pyjAcek i żińd połową chuby^ bo była dosyć miąkA.
Pachołek na koryćie porus&ł śią kąjdek (końdek) i koźińrka spadła
z poląnie na łązko , na ktorąm spAł Kuba, a baba do Kuby g&dń:
widżis, jak ćią Pąn Bóg k&rze^ ześ śią opiół, bo jaz kozi&rki na ćią
lecą. Tąn na koryćie jesce śią lepi porusAł; az nareśćie śią koryto
przechylttło i sp&d ś nim na Kubą. Wartko zebrAł śią z łóżka i choć
noc była ł mrozy strasne, ale śią hkl Kuby, zeby go nie zbiół i ućićk
oknąm w pole.
10*).
Fowidstka o jednąm sąnid.
Miała jedna matka sąna, którąmu dńwała przez sesniśćie lit
ssać. W sesnAsty rok pósed tąn sąn ku gijowi i prąbowśł go wyrwać.
Kiedy go zaś ni móg wyrwać, powiedżi^ do matki: muśis mi matko
jesce sesnAśćie 14t dawać ssać, zebyk drzewo wyrwał. Matka mu da-
wała i az dopiyro w d2gim roku przestAł matką ssać. Był un tak
mocny, ze potrafiół za dzieśiąćioro ludżi zrobić, ale tez i źieś. Matka
była bićdnA i ni miała tela zywnośći, wiela unby spotrzebował, lAtego
tez oddała go do jednego dworu na służbą. Pin r4d był z pocątku,
ze md dobrego robotnika. Ale kiedy jąno od nowego roku do wiesny
tam był, wsystką prawie zywnoś żiAd tak, ze pAn ni midł nawet co
śiAć. Obćiał go pąn odprawić, ale un powiedżidł, ze śią na rok go-
dźiół i ze od niego nie pódźie. Zatąm pąn z panią umyślcli dwa spo-
soby, ktorąmi by go zabić mogli. Kdzali mu studnią kopać. Tąn jak
śią chyciót rano, tak na połednie okropnie głąboką dźiurą wykopAł.
Kiedy un tam w dżiurze na samąm spodku był, k&z&l pan insąm słu*
gom zwąn, który miiik 80 cetndrów puśćić na j^o głową. Słudzy usu-
Porównaj nr. 28. — Kolberg, Lud, Ser. XIV, str. 220.
Digitized by
(205)
gnąli pana i ćisnąli zwąn na jego głową i myśleli juz, ze go zwąn
zabiół. A tn po mały chwili 'wylećiiił tąn sąn ze zwąnąm na głowie.
Skśkśł i dżiąkow4ł; ze ni miśA kapelusa, a dali mu go. Na drugi rkz
kńzdł mu pąn jechać do młąna i dśA mu pl^w zamids zbozś,, zeby to
zmeł na mąką. W tąm zad młąnie mełli djebli i jakbj kto tak zro
biół^ zeby plewy zamiśs zbozii zawiąz(ł) mleć, zaraz mu łeb ukrąćili.
Tąn powiąż plewy we worcku do młąna, zasuł je i zacął mleć. A tu
dłel>4ł woł4 z powały: wlćż tam? — podż, odpowiedżiał pachołek; —
wlćź tam? — podź! Jak wlś,z diebśł, ogląduje, co śią miele, cy zboże,
cy co insego, kiedy zaś uwidźlił plewy, skocył diebiił do pachołka
i ĘSLoą^ go bić. Pachołek zaś skocył znowu, jak zacął bić diet>ła tak,
ze go ten az pytił, zeby go puściół. Ale pachołek rzek: Jeżeli mi dśa
zamiiis plćw pełny tąn worek mąki, to ćią puscąm. Zgodżiół sią na ta
dieb&ł i nasuł mu mąki pełny worcek. I tak panu przywiąz ołąki za^
nń&9 plćw. Pąn powiedźi^ł wtedy do pani: jakim go sposobąm mąmy
od śiebie odprawić, bo jak go nie odprawiąmy, to nńs piąknie znisey.
'Wiąc pąn do niego rzek: idź juz terdz odąmnie, bo mią piąknie zni-
Bcys. Pachołek odpowiedżińł : jd śią na cały rok godżiół, a nie na
kilka mieślący. Ale potąm powledźiiił, a jeżeli pąn kce mią odprawić,
to jś pudąm od pana, ale musąm panu dać pryscka, a pani dmuchnąć
pod spódnicą. Pąn pomyśUł: to ta nic nie znacy i zgodżiół sią na
to, zeby go tylko od śiebie odprawiół. Jak panu ddł pryscka, tak mu
zarśz łeb odlećiAł na śćianą. Pani zaś jak dmuchnął pod spódnicą^
tak ją na poły tiozerwało, a sąm posed ku matce do swoje chałupy.
W jadnąm kośćiele bardzo stresowało, a jakby kto strzyg tego
krśćioła, to mu łeb urwało. Nikogo tez nie było takiego, coby śią od-
ważył w wiecor go pilnować. Az dopiyro naldz śią jedąn kowśl wiel-
gi pijAk, który wźiąn flachą gozdłki, śrąbstśk i skrzipki. Zased do
kośćioła, popiół gozdłki i wysed na chór i uh'M przy organach. Śie-
dżi^ śiedżi na tąm chórze, a tu o północy przichodżi cośik, a to był
diebdł. Sukś, suki po całąm kośćiele, cy ni ma tu jakiego cłowieka;
nic nie nalś,z i posed na chór. W tąm kowdl zacąn grać na skrzip-
kach, a diebdł przichodżi ku niemu i pytś go, zeby mu ddł zagrać.
Kowdl mu ddł, a diebiił jak zacąn grać, tak wsytkle strąny potargdł.
Potąm pocąn kowAl grać na organach; diebśł tez kćidł to samo ucą-
nić. Kowil mu gś,d4: włóz-ze tu palce do tego śrąbstśka, bo m4s bar-
dzo niezgrabne jak kołki. Diebiił włożył do śrąbstśka rące, a kowdl
przyśrąbowśł okrutnie, ze śią diebśł strdśnie udar. Potąm przywiązał
O Kolberg, hud. Ser. Vm, str. 138.
11^).
Eow&l.
Digitized by
(206)
diebU ka organąm^ popiół goz&łki i śiedżińł fort. Po niedłagim caśie
wiązują do kośćioła złodźieje; uosłozyli na środku kośćioła uoktnsą i na
ni zacąni rachować piniądze, które nakradii. Kiedy juz wsystkie wy-
snlif zaśrąbow&ł jesce lepi śrąbstńk, a diebAł udar dią jesce głośni, jak
piórwi. Złodźiejjd przeląkii śią i z kośćioła ućiekli, a piniądze dosta-
wili wsystkie. Kowil śldz z chóru i wżiąn z uoktusą piniądze i wysed
nazAd na chór. Przisło rano, kśiądz prąbosc z organistą i grąbaząm
prziśli do kośćioła zajrzeć; cy kowśl jesce żyje, a tu kowi^l ih wołś
na chór. Idą na tąn chór, a kowśd nijpierwi pokazuje jim piniądze;
uni śią zadźiwili; skąd nn mógwżiąś tela. Ale podżćie dali, tam wąm
jesce cośik insego pok&ząm. Jak wleźli na chór, nwidżieli diebła, a
kowM zakrąćiół órąbst&kiem, a ći wsyścy od strachu przewrąćili śią,
jak śią diebśł udar. Kowńl pytił Jegomośći^ zeby przimnśiół go ja-
nielski chór śpiewać; ale Jegomość nie kćidł, bo śią diel)ła bardzo
b^. Tak wsyścy z chóru ućiekli, a kowśl diebła puśćiół, a nn mu
rzek: zyjdąmy śią na ro(z)stajnych drągak, Ś14z potąm i kowii
z chóru i posed po piniądze do prąbosca, za to, co strzyg kośćioła,
a potąm posed do chałupy. Ter4z kowdl za te piniądze dobrze jAd,
piół; pokil jąno midł piniądze, ale kiedy śią mu juz skojcyły, chyćiół
śią kowalstwa. Narobiół rozmaityk sprzątów, rzecy, kotek i z tąm
wsystkim pojechśł na jarmak, ażeby to posprzedać^ a to jesce z bal)ą.
I tak kiedy jechali na tąn jarmak, a tu leći ku niąmu dieb&ł. Przy-
b&cył sobie, co dieb&ł powiedżiał, kiedy go ze śrąbst&ka puscśł. Wte-
dy porw&ł baby swoje nogi, zacąn jedną o drugą bić i powiedżi^ł do
diebła: podź, to ćią weznąm jesce riz do śrąbst&ka, DiebAł śią okru-
tnie przeląk i ućićk.
Pewiąn pachołek służył u jedne stare baby, a nie wiedżidł, ze
una była carownicą. Wyjeżdżała uua na kwartał rń,z kaśik, a zawse
w nocy. Unąmu było bardzo dżiwno, gdżie una to jezdzś, wiąc posta-
nowiół śią o tąm dowiedżieć. Rdz przised cas odjazdu jego pani. Tąn
uddł ze śpi, a patrzół co una bedżie robić. Una myślała, ze śpi, wy-
sła ze świetnice do chałpcątka. Pachołkowi było w głowie, co una tara
bedżie robić; zeskocył z wyrka, wysed na izbą i dąmnikiem patrzół,
co una robi. Una wżiąna nijpierwi z pod pieca m4ż, posmarowała
ćiś,sek, śiadła na niego i prosto dąmnikiem wylećiała w pole. Pacho-
łek to samo zrobiół. Posmarował ćielą tą mazią i pojechdł dąmnikiem
jak jego pani w górą, i zajechdł w to samo mieśce, gdżie jego pani
była. Jak go pani uwidżiała, wylećiała z te chałupy i kśzała mu
wartko jechać do chałupy i gadać: kota konie ponad las (zeby
Kolberg, Lud. Ser. VII, str. 96.
12.
Carownicą i pachołek
(207)
cielę ponad las leciało). Pachołek tam widżiił po jedny strąnie dre*
blice a po drugi strąnie diebłów, którzy śią ześli na bdl. Ale pacho-
łek był wielgi fikant; co miA\ gAdać: po nad las^ to nn gMiił: kota
konie po pod las. Wjechdł w las i ni móg ś niego wyś, az śią jnz
piąknie zestarzał, wtedy dopiyro wysed.
Jedąn król wydśł trzi zśgś,dki nastąpnjące: 1. co jest nśjwar-
óiejse? 2. co jest ndjtłuśćiejse? 3. i co jest nśjmilse? i zaraząm po-
wiedżidł, kto te zagddki odgadnie, dostanie trzista papiyrków. I tak
nik ni móg tych gAdek odgadnąć^ az dopiyro jedąn chłop, a to w ten
sposób : Miśł un dziówką (córkę) i tej opowiedżidł te trzi gAdki, a una
powiedżiała mu, co znacą. Chłop posed do krąla, powiedźiś>ł co znacą
te gśdki i dostśł trzista papiyrków. Piórsś znacy mydl^ drugd żiąmia,
a trzeóid rąka. Ale tąn wieśniak otrzimiił nie od krąla te piniądze,
jąno od sądżiego, i pytśł śią go sądżia, kto mu to wytłąmacył *)•
Chłop mu opedźidł całą racyją, a sądżia potąm rzek do niego: Skoro
ta wasa dżićwka tak mądrd, to niek mi uprządźie kąsek płótna ze
śtyrek włókiąn. Kiedy chłop do chałupy przised, wsystko opowiedżidł
dżiówce, a ta mu zad poswała cślowy patyk, zeby ji warstat zrobiół,
ze ni mik na cąm go wyrobić. Sądżia ddł ji jdjka gotowane, zeby
z tyk kurcąta były, a una mu poswała kase gotowane, zeby ji omeł,
bo ni mk co kurcątąm dawać. Potąm wżiąn ją sądzia za babą (żonę),
ze była takk mądrd, ale pod tąm wymowiąniąm, zeby śią do jego
sprśw sądowych nie miąsała. Kiedy juz jego babą była, przisło dwók
chopów do sądu. Jedąn tak gAdś,ł: NiedAwno tąmu jakześmy jechali
oba do chałupy, a kiedyśmy u jedne karcmy popaś konie stanąli, nie
wiąm jakim u diebła sposobąm moja kobyła pod tego chłopa wóz
zasła i tąm śią ożrebióła. Jageśmy wyśli z karcmy, kobyła była u swo-
jego wozu, a źrebią pod jego woząm. Jś, chcąm źrebią brać, ale tąn
noii go porwśł, i pedźiś,ł, ze mu śią wóz oźrebiół i do dżisia nie kce
mi go oddać. Sądżia osądżiół ik tak: pod cyim woząm było źrebią,
tąn go md prawo wżiąś. Chłop zaś zacąn krziceć bardzo, bo mu z Al
było źrebiąćia^ bo to było jego włAsne ; a baba sądżiego do sądu przi-
sła i pytd śią, cego to krzicyćie^ cego? a tąn opedźi&ł ji całą racyją.
Wtedy una pedżiała: Wyćiskdjćie wsystkie ryby ze stawu i niek śią
stśw rybami okoći! Tąmu śią n&lezy źrebią cyja kobyła, bo wóz ni
móg śią ożrebić. — Sądżia kiedy uswysdł, ze śią jego baba miąsa do
sprdw sądowych kś.zś.ł śią ji zardz wyprowadzać z chałupy i wźiąś,
co ji jest ndjmilse. Ta opojuła sądżiego i wżiąna go do worka na ple-
') Kolberg, Lud. Ser. XIV, sk. 305. 308.
13.
Z&g&dki krąla.
Digitized by
cy, Btancyje pozapi^rała i poniesła go do swoik ojców. T^d na
dnigi dziąA wstdł; patrzy, a tu jest na wśi, saoąn kląć na swoją bab%
ze go prziniesła, a una mn pedżiała: Tyś mi kłzil wżiąś, co mi jest
n&jmilse, a j& ćiebie wźiąna, boś ty mi jest nśjmilsy. Sądżia rid nie
rśd ao8miś*l śią i pogodżiół śią z nią, wźiąn ją naz4d do miasta, te-
r&z dobrze ze sobą żyją, jedzą i gozdłką piją.
U jednó gospodąni służyła dźićwka, którą gospodąni bardzo bi-
jała, a lo cąm bądż. Kiedy ją rdz tak bióła, dżiówka ućiekała wła-
śnie tą drągą, którą przejeździł cysśrz. Tąn wypytdł śią jej o wsyst-
ko, kiedy ją widżidł, ze krzicała i gdddł jej, cyby nie sła do niego
na służbą, na co śią una zgodżióła. Jak prziśli oba do ząmku, zardz
d4ł ji cysdrz robotą, zeby za noc i dżiąA zrobióła trzy kąski płątna,
a jak to zrobi, to ją wydś. za bogatego parobka i wesele ji sprawi.
Ta bardzo śią frasowała, jakim sposobąm m4 to zrobić, a kiedy o
tąm myślała, przisły ku ni trzi baby, które pedżiały, ze za nią tą ro-
l>otą zrobią, jąno zeby ik na tp wesele zaprośióła, uny zaś powiedżiały,
pod którą górą bedą. Ną i tak ocywiśćie śią stało. Jedna prządła,
drngś. motała a trzećid robióła płątno za warśtatąm tak^ ze na rano
płątno stanąło gotowe. Na drugi dżiąń cys4rz przised obeźreć, cy juz
płątno jest gotowe, a una mu juz natychmi4st oddaje takie^ jak un
był nakśzś.ł. Pocliwńlół ją za to, wyddł ją i bardzo bogate wesele ji
sprawiół. Kiedy juz miało być to wesele, posła ta dżićwka do ezna-
conó góry i przywiędła te trzi baby na to wesele; uracyła ik, ngo-
śćióła, ale przi każdej cośik dżiwnego nwidżiała I tak ta, co mo-
tała miała rąką trzek łokćiów długą, ta co prządła, miała ząb trzek
cdii dugi, a trzećid miała śiedząnie tak wielkie jak przetak. Potąm ji
pedżiały: żebyś nds była nie zaprośióła na to wesele, tobymy ćią po-
targały były, potąm ji podżiąkowały i znikły. Słuzącd zaś dostała od
cysarza ol>darzon4, ze przez noc tela płątna narobióła.
Jedąn chłop nazwiskiąm Tyrcek, ktorąmn śią robić nic nie kćiało,
posed na świat ćqpekulować i sukać lepsego chleba I tak przibył
im wiąe do pewnego dworu. Tam śią go pytali cąm un jest, a un
*) Kolberg, Lud. Ser. VIL str. 45, nr. 87.
») Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 273.
14.
Słoząci i gospodąni.
16.
Wiesckiąm Tjrrcek.
(209)
powiedźidł; ze jest wiesekiąm (wieszczkiem). Właśnie w tąm dworze
zginął piestrząnek złoty panin, a ktoby go znalśz, toby dostśł wielgą
nśgrodą. Tyrcek zaróż ślą zgłośiół, ze go zDś.jdźie; ale po trzek
dniach.
W jedąn dziąń przyniąs mn słnga obiś.d, a un rzek: chwała
BogQ; m^m jednego. Sługa .dią przeląk bardzo i. zardz uóiek' do kn-
chuie. Na drugi dżiąń przyniąs mu obidd drugi sługa^ ą Tyrcek rzek:
chwała Bogu, mś.m drugiego. Na trzeći dżiąń przyniąs mu obiśd trzeći
sługa, a Tyrcek rzek: chwała Bogu, mś.m trzeóiego. Sługa tąn trzeći
rzek do Tyrcka: Mój ty, na! tąn piestrząnek, a my ći dąmy za to
duzo piniądzy, jąno uo tąm panu nie mów^ ze my go ukradli . My ga
zaś zarobiąmy ćiastąm i dąmy go gąśi żied. Gdy przised trzeći dźiąń,
p&a przised do Tyrcka, cy juz wić uo nim ; un pedźid,ł, ze wić, ze go
gąd iiadła i ze jest w ni. Zabili gąś i naleźli w ni piestrząnek, wiąc
za to dostśł duzo piniądzy od pana i od sług.
Ztąd posed do drugiego dworu i pedżidł, ze jest wiesekiąm. P&n
tego dworu rzek: skoroś ty jest wiesekiąm, wiąc uodgadnij kto uoto
pod tąm stołąm przikryty lezy, a dostanies duzo piniądzy. Jezelibyć
nie zgśd, to ćią śmierćiąm ukśrąm. Pod stół ukryli sądźiego jednego,
który śią tak samo nazywśł jak un t. j. Tyrcek. Nie zgś.d i juz go
prowadźili na zabićie; a un wtedy wołdł: nądzny, nądzny Tyrcku, mu-
dis zginąć. Zarśz go puśćili i bardzo mu wielgie piniądze wylicyli, ze
zg&d. Byłto chłop, co nic nie umiiA wrązyć^ jąno mu dią nie kćiało
robić, wiąc puśćiół śią po porybuśie.
16
Chłop Z diebłąm.
P«wiąn chłop śićwdł na jednąm polu, a nic mu dią na nim nie
rodżióło przez kilka roków. I jak rdz na nim uordł, przised ku niąmir
diebdł i rzek: dićjmy uoba na tąm polu żiąmnidki i powićdz, co be-
dżies miśł, cy wićrchy, cy spodek, a chłop pedźiś.ł, ze spodek kce.
W jeśiąni zedićk diebdł nać ze żiąmnidków, zgrabiół, ususył ale żle
na tąm wysed, a chłop śią ś niego jąno śmiśł.
Na drugi rok śi&H zaś uoba zboże. Diebdł kiedy juz wiedżiśł, ze
łon! chybiół, pedżiśł, ze bedżie terdz midł spodek. Kiedy uojrzało zbo-
że, ześi^^k chłop i sowśł do stodoły, a diebdł wytargśł korząnie, usu
sył i gryz, a kiedy pozndł, ze uoba razy chybiół, uozgnićwdł śią i z te
złośći chłopa, z którym śiśł i sadżiół na poły uostargdł. uOd tego casu
na tąm polu rodżióło śią.
*) Zobacz nr. 23. i 50. — Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 238.
Eozpr. Antrop. T. V Dz III. 27
Digitized by
mo)
17.
Swa kumotrowie.
B&s wydo dwók kumotrów do swojego lasn n* śpaeyr. Wtyn
nAgle wp&d jedąn kumoter do jamj, a dmgi kumoter nie wiedżiśł^
gdźie tamtąn drugi podżiśł. Kiedy przised do chlapy, wrażili go
do hereótU; ze go un z pewnośćią zabiiM:. Tamtąn w ty jamie widżiśł
smoka^ który liz&ł kamiąń. Kumotrowi juz bardzo śią ktitio jeś, li-
znął i uod tego casu juz mu śią jeś nie kćiiUo. Po trzek latak praiAli
cśmoksiążnicy po tego smoka, zacąui mówić na kśiązkak, potąm pe-
dźieii: kto jest w ty jamie, niek óią chyći uogąna smokowego. Chyóiół
śią uogąna i wydostśł óią na wiśrch, bo cdrnokśiązniey wyćiągti na
wiśrch smoka. Potąm posed do ehałupy i uwolnili jego kombraia z he-
reśtu, jak go uwidżieli żywego, a tyk, ca go wsadżili do bereśtu,
śmierćią ukśrali.
W jednąm krąju był bardzo , wielgi g^ód. Jedąn cliłop ni wMi
co jed, wiąc zabiół un stare krówsko, które jesce mi&ł; miąso źiśd|
a ze skórą posed na jarmak. Sed bez bardzo wielgie bory, a wrąny
mu bardzo dokucały i kćiały mu tą skórą potargać. Un wiąc óiadn^
na borze (trawniku) i chyćiół wrąną, ktorń mu dżiub^a skórą i so-
w^ do torby. Posed dali i napadła go noc, wiąc posed do jedne cha-
łupy pytać uo nocnik. Wtąm domu była jąno baba, a chłop pojechśł
na drwa do łasa i nie kćiała go przenocować. Tąn cUop dią z nią
nie sprzycśł i udś,ł, ze idźie z chałupy prec, a un ćiuchutko wysed
na izbą i dąmnikiąm patrzół, co bedżie una robić.
Baba upiekła dwa koł^ce, wyjąna ze skrzinki dwa syrki i dwie
flaski wina. Za niedługi c4s przised do nie kawałyr i mieli włdśnie
do tego jddła śiadać, a tu chłop je z łasa jedżie z drwamL Una war-
tko sowała kawalyra do becki, dwa syrki do s4fy, dwie butelki wina
pod sdfką, a 4wa koł&ce na s&fką i zagotowała 1& swojego chłopa
młąnowe zacierki. uOwiązała sobie smaćiną gąbą, Mrysła ku swojąmu
chłopu na pole, skardzyła mu śią, ze ją ząby bolą i wołś. go do wie-
cerze.
Chłop ji uwierzół i nim posed do j&dła, posed na izbą po śia-
no koniowi. Wł&ónie brał śiano u dąmnika i namacńł jakiegoś cłeka
i rzek do niego: Jaged dobre, to podż do chałupy, ajaged złe^ to tu
łez. Wstdł ze dianą i posed z chłopąm i nareśćie wleźli do ówietnice.
O Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 286.
18.
Chłop
(211)
!Saprośiół go chłop io wiecerze i jed^ą noba fort tą zkiiMĄ, a baba
jfljdze (o joj!) bardzo., ze ją ząby bolą. Wądrowny gśdś: je bedąmy
ta taką chlastygą jed, kiedy jd śią mogą no lepsą wiecerzą postarać*.
Włożył wądrowny rąką do torby, ścisnął łeb wrąnie, a wrąna dią
ndarła i rzek: idźćle ta na s&tką, sąm tam dwa koł&ce. Przyniąs;
żiedli. I tak dragi r&z zakrąćiół ik&zdł chłopowi iś do s&fki, ze sąm
taip dwa syrki. Przyniąs; żiedll. Zakrąćiół trzeći rdz i rzek: idżóie
pod safką, sąm tam dwie butelki wina. Przyniąs; wypili. Chłop pyt&
$ią wądrownego, coby za tego ptdka kóidl; wądrowny pedżiał sejset
papićrków, tą becką i porwóz. Chłop mn ddł to wsystko, bo my&lśJ:,
^e zawse tak bedżie jddał. Wądrowny wźiąn becką na plecy i wrąćiół
dią do swoje wśi i nie posed juz na jarmak. Nieśie w ty becce ka-
walyra, a kawalyr pytń g«^ zeby go wypuśóiół, ze mu dd sejset pa-
piórków. I tak śią stało, a chłop se midł juz tyśiąc dwa sta papier-
ków. Kiedy zased do swoje wśi rzek: Sąm tez to jaw drogie skóry.
Jd midł kiepską skórą, a dostdłek za nią tyśiąc dwa sta papićrków.
Każdy, kto midł ndjpiąkniejsą krową, zabiół, miąso żidd, a skórą na
jarmak poniós, a tu skóry są tak tanie, ze śią oo nie prawie nik nie
pytdł.
Zardz kiedy prziśli chłopi z jarmaku, porwali go i włożyli do
ł)ecki i ćisnąli go do rzyki blisko mostu, ze im tak zrobić k&z&t
i zwiąd ich. Lach w tąnsąm dżiąń gndł świnie bez most, a tąn tu
jący w heccG Lach pytd śią go: cego tam jącys! a tąn z becki:
bo mią uobierają za krąla, a ja nie umiąm ani cytać, ani pisać i tu
mią za to ćisnąli, zek nim niekćidłbyć. Lach: uo mój piykny, pujze
naią tćz do te becki> bo jd umiąn) pisać i cytać i kcąm być krąląm
i dąm ći za to wsystkie te świnie. Tak śią t^z stało. Wpuśćiół la-
cha do becki, zapar mocno i puśćiół go na wodą. Tąn tu ząnie świ-
nie bez wieś i gddd: Kćieliśćie mnie utopić, a jd tam we wodżie
uwidźidł jarmak i posedek na niego. Tam zadarmo dali mi tela
świnik*
Zardz wójt śią ułakąmiół, ze może śią stać bogatąm jak tam pódżie
na tąn jarmak i dostauie zadarmo duzo rzecy. Wiąc rzek do chłopów
tej wśi: Pójmy wsyścy na most i jak jd pierwsy skocąm i bedąm ki-
wdł rąkąm, to wsyścy skdkdjcie za mnom, bo tam bedąm juz widżi^
jarmak. Wiąc tak śią stało. Ześli śią wsyścy na most. Wójt skocył
n^pierwi, i kiwdł rąkąm, zeby go ratowali, a ći myśleli, ze ich wołd,
wiąc wsyścy poskdkali za wójtąm i potopili śią.
Baby bccą, ze śią im chłopuśie potopióły i kćiały tego chłopa
zabić, jak go tylko uwidzą. Un kćidł śią za to na babach zemśćić.
Uddł, ze umar, a wżiąn ku sobie nóz. Baby przisły do jego chałupy
i jedna pedżiała : Jesce go musąm na uostatek wyćiąć piąśćiąm za mo-
jego chłopa; i przychodżi ku niąmu, uozgierzd śią na niego, prawie
Zobacz nr. 5. — Kolberg, Lud, Ser. XIV, str. 296. 297.
(212)
mi wyćiąó go, a t%ii wbiół do nie nóz. Baby przeląUy dią bardzo,-
ze umarły' dią uobndżiół i tak ućiekały, ze śi^ nie mogły we drzwiak
pomiąśćić.
Było trzek braói: dwok mądryk, a trzeći gupL Mądrzy lubili
bardzo krad, a tąn gupi cbodźiół d niąmi. Rdz pośli na jabka do dwo-
ru wsjdcy trzek. Mądrzy targają jabka, a gupi sk&k&ł po dachu tak,
ze śią pąn uobudźiół, pochytdł mądryk na jaUoniak, zbiół ik i do te-
go mudieli mu jabka zapłaćić. Niedługo potąm umówili śią ći mądrzy
braóii, tąmu samąmu panu świnią ukraś i gśdali, ze gupiego nie poj-
mią ze sobą, boby móg im tak zrobić, jak przedtąm. Ale gupi to, co
uni mówili, wysłysdł i pierwi posed do tego dworu, jak jego braćii
i wl4z miądzy świnie. Mądrzy prziśli, wleźli do chlówa i bierą świnią
nśjpiąkniejsą. Oupi zacąn sk&kać pomiądzy świnie, zgruchu narobiół
tak, ze śią pąn uobndżiół, pochytdł braći, zbiół iwsadżiół do hereśtu.
Jak ik po kilku dniak z hereśtu wypuśćiół, rozgniówani na gupiego
brata, wydubali mu uocy i ćisnąli go pod subiąnicą. Tutok gupi lezy
pod subiąnicą ćiuchutko, jaz tu w nocy przylatuje trzech ptdków i
g&dają do śiebie: uOpowiaddjmy gśdki. Piersy zacąn: Dżiś poleći
z nieba rosa, kto jest ślepy, zeby pomaz&ł ocy swoje tąm rosąm a za-
rdz bedżie dobrze widżidł. Drugi : W jednój wśi jest takd pani parsy-
wd, jak zaba i dałaby furą piniądzów, kieby ją kto wylecył z te par-
sywiny; wiąc jąno trzeba iś do studnie te panie, wyśćigać zabą zpod
kamiąnia, a pani juz uod tego casu nie bedżie parsywd. Trzeći: W je-
dny wśi ni ma wody, ale kieby kto kopdł przy tój lipie, co jest na
środku wśi, zardz tamok wytrysłaby woda. Kiedy śią dżiąA zrobiół,
tąn gupi potar sobie ocy tą rosą i rardz przeżrdł. Posed do te wśi,
gdżie ta pani była parsywd, powiedżidł, ze ją wylecy, jeżeli mu dd
furą piniądzy, a una zgodżióła śią na to. Posed do te studnie, wyści-
gdł zabą, a pani od tego casu stała śią bardzo piąkną. Za to dała mu
konia i bryką pełną piniądzy.
Zased potąm do te wśi, gdżie te wody nie było, zwołdł wsyst-
kich miąskajców i pedżidł do nich: powiąm wąm uo wodżie, jeżeli mi
ddóie furą piniądzy. Kiedy im pokdzdł wodą, dali mu furą piniądzy
i jesce konia. Miał dwie fury piniądzy i dwa konie, i ś niąmi przije-
chdl do chałupy.
Braćid ślą go pytają, gdżie un tego nabrdł, a un uopedżidł im
całą racyją. Ći braćid mądrzy wydubali sobie ocy i pośli pod tą su-
biąnicą. Przylećiały ptdki na subiąnicą i gddają: comy pierwi opowia-
Zobacz nr. 3.
19*).
O trzek braćiak.
dali^ to śią stało, bo byłoco&ik pod subiąnicą i wyswysało, eomy g&*
d&li. Ghodżmy zaźreć; cy ni ma kogo pod subiąnicą, i zastali t^k
braóik^ i ukrąćili im gowy.
Rdz posed zydek do kodćioła i słysdł, ze kśiądz gddał na ki-
zanin: Kto biydnąmn da grajedr, to mu potąm Bóg sto razy tela wrąći.
Zydek przised do karcmy swoje i gadd do zony: Saro! dejmy kśią-
dzu krową, a Bóg nąm dd sto krów. Jak pedżidł, tak zrobiół, bo mu
na to Sara pozwolóła. Zawiód krową na plewanią i pyta prąbosca,
zcby ją przyjąn. Prąbosc tak wielgiego podarąnku przyjąć z pocątku
nie kćidł^ ale na bardzo wielgie nalóg:anie przyjąn tą krową. Po nie-
długim caśie pasły śią prąboscowe krowy blisko te karcmy i zbdcyła
sobie zydowa krowa swoją chałupą i posła do nie, a za nią wsystkie
inne krowy plewąna, a zydek wsystkie zawar i gddd do Sary: Saro,,
wprawdźie nie ddł nąm Bóg sto krów, ale siedąmdżiesiąt — i to dobre
Id nds, Sukają krów i nigdżie ni mogą nałóż, az cośik doniesło ple-
wąnowi, ze krowy zydek zawar. Zardz do zydka plewdn przised i gi-
dd mu, zeby mu krowy wypuśćiół i Idcego je hereśtuje. Zydek do
prąbosca : cy go kśiądz nie gdd^ł go na kdzaniu, ze kto biydnąmu dd
grajcdr, to mu Bóg dd sto. Jd ddłek prąboscowi krową', wiąc Bóg mi
za to ddł śiedąmdźiesiąt krów. — To jaze po śmierći dd mu Bóg za to
stokrotną zdpłatą, a kto kce scąśćid sukać, to go muśi po tąm świećie
snkaó, rzek prąbosc. Zydek uoddiŁł krowy i posed scąśćid sukać na
świat. Przised do jednego miasta, a ni midł juz co jeś. Ale uwidżidł
dźiadka, co tez po świećie chodżiół, a midł piąć syrków i piąć chle-
bów. Wiąc prośiół tego dźiadka, zeby go ku sobie przyjąn, ze bedą
uoba chodżić po świećie, na co śią dżiadek zgodżiół. Wiąc wyśli uoba
z missta, a zydek pedżiśAy ze bedżie torbą z chlebąm i syrkami no-
śiół. Przised piąty dżiąń drągi ; dżiadek uogląduje, cy jesce syrek i chlćb
we worku jest, bo mieli na każdy dżiąń chlćb i syrek, a tu we wor-
ku jąno chlób jest, a syrka ni ma. Zydek śią zarśz uniewidniń i gśdd:
„Jak Boga kochśm, jd go syrka nie żikd,^ choć śią go dżiadek uo to
nie pytśik. Dżiadek zaś gś,dd: „skoroś syrek straćiół, to musąmy su-
chy chlób jeś." I tak idą dali i nareśćie prziśli do jednego miasta,
w ktorąm krąl bardzo nimóg (chorował) i ogłośili, uobąbnili, kto krąla
wylócy, dostanie co jąno żywnie bedżie kćidł. Ną i tąn dżiadek zgło-
śiół śią, ze go Mrylócy. Kślz&I śią z te stancyje pajstwu wynióś, w kto-
rój chory krąl lezf»ł, kkz&l dać kąpać pełny wody i nóz. uOzerznął
krąla na poły, wyjąn ś niego wsystkie wnątrznośći, wypłąkiŁł we wo-
Kolberg, Lud, Ser. XIV, str. 308.
20,
Zydek
Digitized by
woijrł Je nas4d do krąla, chaohn^ do niego^ a krąl wstiU i
odrowy. Zydkowl było w głowie, jak m to bediie lóeył tego krąta,
wi%c patrzół nóknąm do te stancyje. Erąl dią pytń dżiadka, co kce zą;
tO; a nu pedżiAł: trzi grajcary; zyd zad głdśł dżiadkowi, który za
nim stdł: farą piniądzy, furą piaiądzy! Kiedy juz ztąd nodedli; zydek
brojół na dżiadka, cąmn nie k&z&l dać fnry piniądzy, zeby dią stali
l>oga6i. Kiedy śli bez las, zydek myśl^ sobie: zeby dią dźi&d ter&z
odąmnie straóiół; tobyk se Ićcył jakik choryk, i zarobiółbyk se dnzo
piniądzy, a naredóie stdłbyk óią bogatąm. Dżiadek dią tez atraćiół.
Zydek lećidł wartko do pobliskiego miasta, w ktorąmto włddnie ogło-
diii, ze ktoby hrabiego wylćeył, toby dostdł, coby jąno kćiśł; a jakby
go nie wylócył, to go zawiesą na subiąnicy. Zydek zardz zgłodiół dią,
ze go wylócy. Tak samo robiół, jak dżiddek. Ale potąm, kiedy chu-
ch4l do niego, nie wstdł hrabia, bo go zydek zabiół; mozećie se wy-
stawić, w jakim un był strachu. Naredćie gdy dią ni mogli docekać,
wyłąmali drzwi, bo zydek zapar je, a kiedy uwidżieli, ze hrabiego za-
biół, natykmias prowadzą go pod subiąnicą. Kiedy go juz mieli wiy-
sać, dżiadek dią ukazuje i gddi, ze ulócy hrabiego, jeżeli zydka uod
dmierći uwolnią. Zydka uwolnili, a dżiadek uzdrowiół hrabiego. Hra-
bia dią go pytd, co kce za to, a dżiadek pedżiAł: trzi cąty, a zydek
za niego gddd: furą piniądzy, furą piniądzy. Kiedy wydli z miasta,
znowu broi zydek na dźiadka, cąmu nie wżiąn duzo piniądzy. Dżia-
dek zad rzek do niego: „Skoro kces tak tyk piniądzy, to idż pod tą
noto skałą, odepnij ją, nanod tu bardzo duzo zpod nie złota. Zrobiół
tak zydek.' Wyrób tu trzi dżiury i do każde nasuj pełno tego złota.^
Zydek zad pedś: „Na co trzi dżiury, kiedy nds jąno dwók jest.**
Dżiadek zad g&dd: „W trzeći zad dżiurze bedżie \& tego, co syrek
żidd." Wtedy zydek zawołdł: „Jak Boga kochdm, jd syrek żidd *
Dżiadek potąm kdzdł mu wsystko złoto wżiąd i zniknął uod niego, a
tąm dżiadkiąm był Pśn Jezus. Zydek uradowdł dią tak, zeby go na
sto koni wsadżiół, ze naidz to scądćie, co go sukdł; przised do
chałupy, zardz stAł dią bogatąm; sdm jezdem dwiadkiąm tego; nare-
dćie było dwie dżiurki w nodie i skońcyło die.
Raz zesed die wilk ze psąm i wilk kćidł psa zagryź, ale mu
potem pedżiśł: uwolnią ćią uod dmierći, jeżeli mi list schowAs. Pies
wżion list od wilka, ale dią bdł, zeby go nie straciół i zeby mu mysy
nie pogryzły tego listu i ddł go kotowi do schowania. Kot schował
list w chalpcątku na poląni w dżiurce. Po kilku tygodniach wilk na
pdie listu sią domdgd. Pies zardz polećidł do kota, zeby mu list nod-
dśł. Ale coz dią stało? mysy list nanikły w dżiurze i zja^y go. Pies powie-
dżińł wilkowi, ze mu mysy list zja^, a wilk mu Idtego wojną wypo-
wiedżi^. Pies rńd nierdd mudidł na to przystać, co mu wilk pedż^
21.
Wcjna psa z wilkiem.
(2i6)
Wilk śie dobrze do tej wojnę praystroił, bo se wybrół z pomię*
Atf żwićrząi dżika, niedżwiedżia i lisa. Res zad wybrńł kota, kuręr
i kackę i posed do łasa, gdżie ślą miała wojna uodbyó. Wojsko wilka
pokryło dią, gdżie mogło. Lis z wilkiem wleźli do jamy, a niedżwiódż
wyliis na drzewo, a świnia zakopała śią do liśói
Jak śią pies przybliżał ze swoim wojskiem, lis wyleóińł z jamy
i powiadń: z psem idźie taki wielgi kot i nieśie taki wielgi drąg;
a tym drągiem był nogon koći. Idźie tez jakiś drugi iwićrz i zbiórń
kamienie po drodze i mówi : tak bedąmy bili, tak ! tak ! a Urn zwiórzem
była kacka, ktord zbićrała zidrnecka i gęgała: kwdk! kwdk! kwikf
Na kognta zaś mówił, ze idźie jedąn z rogowąm pyskiem. Wojsko
wilka przestrasyło śią iiokrutnie. Pies wiąc przychodźi na mieśce uozna-
ezone, a tu kot widźi w liśdiach ucho dźikie świni i ugryź ją tak mo-
<mo, ze odrazu wyskocyła i tak bardzo śią uderzyła o drzewo, ze śią
zabiła. Kot śią uokrutnie te świni przeląk i wyleóidł na drzewo^ na ta
wł&śnie, na którym był niedźwiedź. Niedżwiódż nod strachu puśćiół śią
na żiemią i zabiół śią. Kot znowu śią przeląk i wp&d do te jamy,
gdżie był wilk z lisem, a ći z jamy uokrutnie prędko wyskocyli,
i skryli śią przed ^otem,, bo śią go bardzo bńli, zeby ich tym drą-
giem nie zabiół. Tym sposobem uwolnił kot psa uod zguby.
1 . W Babiój górze jest kilka hufców wojska zaśniętego. To woj-
sko wstanie wzbudzone wtenczas, gdy się skończy klątwa św. Stani-
sława SzGzepanowskiego, którą rzucił na króla Bolesława — i sprawi,
ie Polska będzie mieć własnego króla. Przebudzenie tego wojska miało
już nastąpić i było nawet rzeczywiście jakieś poruszenie w Babićj gó-
rze, dlategoto otwarło się tam kilka nowych dołów i usunęło się kilka
morgów pola z lasem.
2. Raz założył się djabeł z chłopem, że do północy materyał nu
zftmek przysposobi i zamek na Babiój górze wymuruje. Jakoż nie wiele
bfakowało, a chłop byłby sprawę przegrał, albowiem djabeł miał przy-
iłiieść jeszcze tylko jeden kamień, a zamek stałby już w całćj swój
okazałości. Na szczęście chłopa jednak właśnie wtenczas^ kiedy djabeł
niósł ów kamień, zapiał kur na północ. Rozguiówany djabeł rzucił ten
kamień na stojący już zamek tak silnie, iż ten natychmiast się roz-
*) Kolberg. Lud. Ser. XIV, str. 328.
*) Bez uwzględnienia właściwości języka.
G. Zawoja^.
22.
O Babiśj górze.
Digitized by
(216)
waliŁ Przegrawszy zakład, ucićkł djabeł, a miny zamku stćrczące do
dnia dzisiejszego na szczycie Babiój góry^ świadczą o prawdziwoSci
tego zdarzenia.
Raz kupił chłop z djabłem młyn. Chłop miał mle6 w nim do-
póty, dopóki liście z drzew nie opadną, potóm zaś djabeł.
Z nadejściem zimy zgłosił się djabeł; lecz chłop zawiódłszy go
ku drzewom szpilkowym, zapytał go, co jest na nich? Djabeł zrozu-
miawszy o co chodzi, wyszedł na sosnę i zdziórał z niój liście palca-
mi, widząc zaś, że nic nie poradzi^ zlazł z niój a wyszedł na jodłę —
i tak czynił kolejno, lecz wszystkie usiłowania jego były daremnemu
Wyzuty więc tym sposobem z posiadania młyna, uciókł i już się wię-
eój nie pokazał. Na pamiątkę tego zdarzenia tyle tylko opada szpilek
z tych drzew^ ile wówczas djabeł zdarł.
Pies otrzym^ na piśmie prawo, które go upoważniało do brania
wszystkiego^ cokolwiekby na ziemi znalazł. Idąc zaś przez wodę, za-
moczył papiśr, na którym było wypisane to prawo; oddał więc tako-
wy kotu, aby go wysuszył w piecu. Gdy kot zasnął twardo, przysdy
myszy i pogryzły go. Ztąd powstała ta zawzięta nienawiść psa ku
kotom, kota zaś ku myszom.
Było tó juz bardzo diwno, a wtedy tó jesce nie było tak gęsto
ludżi ani karcem tak jak terdz, jóno karcma od karcmy uo śtyrdżieśći
ał>o piędżicsiąt mil, a kacmdrz ni mi&l tele iabów có ter&z, jćno je-
dne a w ni(ój) sitko (wszystko). Jednego razu przysed do jedne kar-
cmy na noclóg król, a kacmirz midł prawie chorą zóne, có mu miała
urodżić syna, więc mu kacmdrz mówi, ze tu nie bedżie mińł spokoja,
ale jak kce, tó śie może na górze przespać; i król posed na góra
spać.
Porównaj nr. 16. i 60. — Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 243.
*) Zobacz nr. 21.
') Spisał na miejscu za opowiadającym p. Teodor Kosiński.
23
24.
Psie prawo *).
D. Skawa 0.
25.
(217)
Za trochy przysłu znowa dwok dżiadków i prosą o noclóg; a un
im znowa tak samo pedźi&ł, i nni pośli tóz spaónagóre; a ói dżiad-
kowie/tó byli Pdn Jezus i św. Pietr. Niedugo nrodżiół śie kacmd-
rzowi syii; adw. Pietr spytńł śie P. Jezusa: Panie, a cóz tćmu dziec-
ku przeznacys? a P. Jezus mu odpowiedżiał : un bedżie w ty kary-^
óie królewski jeżdżiół, có tu stoi na dole w stajni. Jak tó tón król
usłyszy có tam spdł, zląk óie bardzo i umyślił se tego chłopca do-
stać. Rano mówi do kacmńrza: dejze mi tego chłopca, tó se go bede
chowdł. Eacm&rz se tóz myśli, ze mu ta bedżie lepi u króla, niżli
u niego; i dił królowi chłopca, a król mu ta ddł cóśik pióniędzy
i odjech&ł dali*.
Skoro przyjecb&ł do łasa, kćiił tó dżiecko zabić, ale wżion go
potćm za nogi i wyrzuciół z powoza do łasa, zeby go ta jakie dżi-
kie żwiórzęta zjadły. A tego kacmdrza cóśi koniecnie pkało, zeby sed
do tego łasa, i posed i naldz chłopca swojego, có go król wyrzuciół,
ale nie poznił, ze tó jego chłopiec, ale i tak go wżión ze sobom i wy-
chował.
Powoli wyrós chłopiec na zgrabnego śtudanta, jak tó śtudanty
bywają i śiedżidł przed karcmom, az tu znowa zajechdł tón król, a je-
chńł terńz na wojnę; i spodobńł mu śie tón chłopiec, tak śie pytd
kacmdrza, có tó za jeden, a un mu uodpedżi^i ze go wtedy naidz
w leśie^ jak król odjechdł; dopióro król pozndł, ze tó tón sdm chło-
pdk, có go z powozu wyrzuciół i zląk śie jesce bardźi. A kacmdrzo-
wi zawse dotąd odpowiadał, ze chłopiec żyje i ze śie piyknie chowd
i uci. Tak umyśiół rdz jesce chłopca straćić i mówi do kacmdrza, ze
md bardzo wdzny interes do królowe, zeby mu tón chłopdk list dó
ni zaniós, a w tym liśćie napis^, zeby una go zardz straćić dała.
Kacmdrz śie żdżiwiół, Idcego król kce chłopca z listem posyłać, ale
podzwolół.
Na dródze zased znowa chłopdkowi dźiadek^ i pytd śie go, gdźie
idżie, a un mu mówi, ze do królowe z listóm. Na to odpedżidł mu
dżiadek: e wiys chłopcyku, nie dobre ćie tam cekd; ale pokdzno mi
tón list; a jak chłopak pokdzdł, wżion go i dotknąn rękom, a zardz
śie zamieniół tak, ze było napisane, zeby go królowd zardz ze swojom
córkom ozyniyła. Chłopdk przysed na dwór, a królowd, jak przecytała
tón list, dała mu zardz swoje córkę za zóne.
Skoro śie król z wojny wróćiół, pytd śie zdrdz zóny, cy zro-
bióła tó, có kdzdł, cy nie; una powiedżiała, ze zrobióła, bo mu zardz dała
swoje córkę za zóne. Król śie bardzo zgniywdł, bo nie tak kdzdł, ale
una mu pokdzała tón zmióniony uod dżiadkalist. A tón chłopiec cho-
dżiół se zawse ze swojom zónom do kaplicki za miastem; tak tón król
kdzdl wykopać przed tom kaplickom dół i przykryć go żiemiom i ga-
łężiami tak jak na wilki i postawiół warte, zeby jak jóno tam któ
wpadnie, natychmidst go zasypała.
Ale w tón dżień był dósc, tak ze królewna nie dała swómu mę-
żowi chodżić do te kaplicki. Ale król ni móg wytrzymać, có taki był
Bospr. Antrop. T. Y. Dz. III. 28
Digitized by
(218)
ćiókawy i poieći&ł tam zażryó i wpńd do te dżiury; a ći go zarńz
tam przysypali. Az tu na drugi dźióń sukają króla, a tu go nika ni ma,
odkopują dół, a un juz f nim nieżywy. Dopićro tón chłopdk dostał
królem i jeżdżiół w ty karyćiei bo die tak zawse muśi stać, có P.
Bóg postanowi.
Jednego casu stradnieby był rdd jeden parobek, jak wilii przy-
chodżióła, jakiego ubogiego do siebie na uobidd zmówić. I mówi tón
parobek do matki : mamuniu, póde ]& tćz ku kośćiołowi^ jezelibyk tóz
nie nalń^ jakiego ubogiego na obi&d; i wżion sobie pronćik do gdrzói;
jak tó ini bierą l^ski. I zased ku kośćiołu, uobsed sendy i ni może nika
nic n&ś (znalódó), jaz nadsed trupid głowę; tronóiół je tym pronćikióm
i rzćk: bąjdze choć ty głowo u mnie dżisiak na uobiedżie. A ta gło-
wa śie uobezwała: bede ja ta, bede. I tćn parobek przysed dó dómu
i mówi do matki: matko tak óie stało
Ną judći przysła potóm fnet ta głowa, a był tó dług ludzki;
śiadła za stołem, ale ze nie potrzebowała nic jeś, bo przysła jćno telo,
ze była zaprosonś.. A ći uod strachu ani jeó ni mogli. I potóm po tćm
uobiedżie tćn dług ludzki rzćk : mój kochany, byłek ja dżiś u ćiebie
na obiedźie, tó i ty jutro bedżies u mnie.
A juśći tćn posed na drugi dźićń wcas rano i wyspowiad&ł 6ie
kdiędzu, jak có śie stało. Juśći kśiądz go wyspowiadał i przysed do
tego dómu na przekónanie, có śie z tego stanie ; ha jak przysed, tak
śiś»d i śiedżi. A było tó w Boże narodzenie i brakowało jćno pół go-
dżiny do połednia. Az tu idżie trupia głowa i mówi: mój kochany,
zabier śie, bo juz jćho pół godżiny do połednia. Ną juśći śie zebrali
i idą; tćn dług naprzód, a parobek za nim i kśiądz. Tćn dług śie
obeżrał i mówi: ty popie śie wróć i patrz z cego zyjes, a ty
mój kochany parobku pódż! Ale kśiądz sed i nic nie uw&z&ł.
Az skoro włażili ua smentś.rz, tćn dług śie jesce obeżrś.ł i rzćk: ty
popie śie wróć, abo zginies, aty mój kochany pódż! I kśiądz
stanąn w bramie, patrzy, có śie z tego dali stanie. Az tu śie otwarły
przepiykne marmułowe swody (schody) i wleźli dług z parobkićm i po-
tćm śie zawarło.
Kśiądz posed na plebanią i napisdł uo tćm na kartecce, i wło-
zół do mentryki, có tćz tó potćm z tego może być.
A tam pod żićmiom był obiś.d, ale znowa tćn parobek b&ł śie
jeś i śiedżi&ł Idtego, ze był prosony. Po tćm uobiedżie tćn dług mu
powiedżidł : mój kochany, ter&z idż śie przejś i patrz, có tćz ta użrys.
A un idżie i patrzy i potykś. chłopa, có niós żićmie na sobie. I prośi
go tćn chłop/ zeby wżión choć raz w garz te żićmie i rzućiół, bo mu
bardzo ciężko. Ale un mu odpedżial: nie włozółek na ćiebie, tó i ni
mogę simować, któ włozół niek simie.
'} Kolberg, Lud, Ser. XIV, str. 179.
26.
(219
I idźie dali, a tu ziiowa chłop nieśie piniądze i znowa go prośi,
zeby wźión choć raz w gdrz i rzućiół, bo mu bardzo ćięzko, ale un
mu tak samo odpedżiał, có i tamtómu, có niós źiemie.
Idżie dali, az tu śie zreją dwa psy przez płot; jed^n z jedne
stróny, a drugi z drugie i tak h&rkają do śiebie, jaze uokropa.
Potóm wróćiół śie nazad , a tón dług śie go pytś,: Cóś tćz ta
widżi^ł? Nźlpierwigek widżiał chłopa, có niós na plecak żiómie i pro-
śiół mie, zebyk wżión choć raz w gńrz i rzućiół, bo mu bardzo ćięz-
ko, ale pedźińł, któ na ćiebie włozół, niek simie; — có tćz tó
znacy? Tó znacy, rzekła głowa, ze jak któ na tym świećie przyory-
wał miedze, có śie mu nie należały, tó za to muśi tu tak te żiómie
nośić az do sondnego dnia.
Ide dali, a tu nieśie znowa chłop piniądze na plecak, i prośi)
mie, zebyk choć raz w garz wżión i rzućiół, có mu tak straśnie ćięz-
ko, ale jd mu pedżidł, któ na ćiebie włozół, niek simie, bo }& na ćie-
bie nie' kł4d, tó i sjimować ni mogę; cóz tó znowa znacy? Tó znacy,
ze jak któ na tym tu świećie pozycał piniądze i wielgie lichwy dar,
tó tu muśi piniądze do sondnego dnia nosić.
A coz znowa znacą te dwa psy, có śie tak przez płot zreją?
Tó są kumotrowie; jak śie ta na tamtym świećie między sobą żarli,
tak śie i tu po śmierzći zreją. Ną a ty, mój kochany, ci kces na tćn
tam śviat iś, ci tu dostać? a tćn mówi: Ha! na wasi wóli!— Ną nić
sedbyś, nić, ale muśis iś; ty tam ćiało dostawis, a fnet tu przydżies.
I wysed tćn parobek i widżiało mu śie, ze ani kwandraca nie
był pod żiómiom. A tu na wiórchu ani tego kośćioła, ani jednego te-
go samego drzewa nie było, które były, kie posed z tym długióm.
Id^ie do kśiędza i mówi : a dy ni ma ani kwandraca, jagek stela (stąd)
posed, a gdżiez śie podżiśł tćn kśiądz, có był, kośćiół i drzewa? Do-
pióro kśiądz patrzy do męntryki i staryk papiórów, ci tam nima cÓ.
I nal4z te kartkę, có je tamten kśiądz napisźlł i patrzy, a tó temu
juz 3000 \&t '). 1 mówi mu: a dy tómu juz 3000 14t, a tobie śie
zdaje, ze dopićro kwandrac. A był tón parobek taki młody jak wtedy,
kie sed z tćm długióm. A kśiądz mu mówi: ni mś.8 juz ojca, ani ma-
tki, ani nikogo, bo sisci pomarli, có bedżies robiół? DostąA u mnie!
I dostał. — Ną juśći kśiądz j&d uobiźld i dkl mu tego samego na ta-
lórz, a un jak jóno do gęby przytknąn, zaraz pośiwidł i kce upaś;
kdiądz śie go dotknąn, a un śie zsltSlz w prok uozlećiń.ł.
Jedón uociec midł znowa sina głupiego i wygnał go na słuzbe,
bo ni móg ś nim końca dóś (dójść). A przed niego wysed djcbftł i pytś
śie: „ka idżies?" Un mu g4d4: służby sukać. A cibys ty nie sed dó
mnie? — A un mówi: Iścego nie, póde. — A djebśł mu mówi: „nie
') Kolberg, Lud. Ser. YHl, str. 101 (nr. 38). •
27.
Digitized by
(220)
bedżies nic robiół^ jćno pod kotłami p41ół^ ale cóbyś śie ani nie mył,
nie nóićrśł, nie cesdł, nie zegndł, p&ćierza nie mówióŁ" A tón po-
wiądł: „dobrze^ nic nie bede robiół, jóno pod kotłami p41ół ^ ale śie
jaz ani nie mył, nie ces&ł, nie zegn&ł, p&ćierza nie mówiół
Jak wysed rok, az r&z śie mu stróż janiół przyśniół, i mówi:
jak ćie bedą pytać, cóś zasłozół, tó ty po¥riódz ze nic, jóno moim
koznsyskióm ty kotły powyćiyrać. A jak 6i dadzą, tó powyćiyr&j jak
n&bardżi. Dopićro śie^go pytajom, cóś zasłuzół? A nn powiadś.: nic,
jćno tćm kozusyskićm ty kotły powyćiyrać. Ale uni nijako na to przy-
stać nie kćieli. Ale potóm przystali, a nn jak zacąn tćm koznsyskićm
ty kotły wyćiyrać, tó śie jaze świććiyły, có ik tak tar. Dopićro po-
tćm jak wysed, tak ani za nim lecą i wołają: stój, stój, bo bedżićmy
grać. Tak djeb&ł postawiół koćioł dus, a tćn postawiół swoje. I tak
grają i grają, jaze tćn gapi wygr&ł tćn koćioł dos. Jaśći djeb&ł pad&:
jesce bedżićmy grać. Ty st&w ter&z tćn koćioł dos, a ]& posta¥rie
dwa. I grają, grają, jaz znowa tćn wygról ty dwa kolly dus. Ale dje-
bś.ł g&dd : jesce bedżićmy grać ; poleći&ł do piekła i przyniós zelazn&
zś.pore z piekła^ i mówi: który je wysi wyćlśnie? — Jak je djeb^
wyćisnąn, tó jak spadła, tó śie tak głęboko wbiyła, có je ani wydu-
bać ni móg. A tćn śie chyćiół za kóniec te z&pory i patrzy do nieba.
A djeb&ł śie go pyt&: cego ty tak patrzys? Aną, bo ta m&m brata
kow&lem, wyćisne mu, tó bedżie mi&ł na klióce. Ale djeb^ powiad&:
tóbyś mi ty jesce i te z&pore kći4ł wżiąś; i porw^ te z&pore
i ućiyk
Ter&z znowa przised stróż janiół dó niego i mówi : idze łiań na
te łonke, wytrzep&j se tćn koznk, a potćm se tam legnies. Potćm
z tego zrobi ći śie duzo uowiec, a jak przydżie dżiadek i bedżie ćie
śie pytśł, có za ty uowce kces, tó powićdz, ze nic, jćno dusne zbawić-
nie. I tćn zased ku ty łonce, cbodżiół na uokoło, trzepśl a trzep&ł
tćm kozucbćm, a potćm se tam Ićg. Dopićro jak śie uobudżiół, a tu
nokratni była moc uo¥riec dokoła niego, cóby ani palca między nie nie
wrażiół; jaze śie przeląk. Idżie dżiadek i mówi: nie bój śie, bo tó
twoje, i przedej mi je; a kielo za nie kces? A un mu mówi, ze nic
nie kce za nie, jćno dusne zbawićnie Tak śie stała w ty cliwili
prześlicni dróga do niego, ty uowce sły i sły do góry; aun śie uosuł
w prok ; potćm zrobiyła śie ś niego uowca i tćz posed z tymi owcami
razćm.
Jedna matka miała sina i dawała mu 7 roków sać. Za ty śie-
dćm roków wysed tćn sin na cisarke, a jak strząsnąn dębćm, tak za-
') Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 212.
«) Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 248.
») Kolberg, Lud. Ser. VIII, str. 127.
Ó Zobacz nr. 10. i 52.
28*).
(221)
rkz siókie liśóie uoblećiały. Zased dó domu i pedżi4ł tak: uo matko,
dej mi jesce drugie 7 roków sać, bo tak kce, zeby sićko uopadło,
a tu dopióro liśóie uoblećiały. — Juści mu matka daka, drugie 7 ro-
ków sać.
Jak wysed za ty 7 roków na tego samego dęba, jak strząsnąn,
tó sitkie kon&ry oblećiały, jóno un dost&ł na takim knutlu. Potóm śie*
dżidł w dóma, juśći mu matka g&dała: ej wiós có sinu^ ludżie tak
idą do kośćioła, a ty śiedżis w dóma. Tak nn wźiąn, zebr&ł śie i po-
sed do tego kośćioła. Juśći dróga sła bez wode, tak ludżie śli bez
ławe, a un sed po wićrchu wody. Juśći zased do kośćioła, i widżi&ł
djebła, có śiedżiś.ł na uoknie i pisś.ł na wołowćj skórze, có któ zgrzćsi
w kośćiele Ale mu chybiyło skóry, tak złapiół w zęby i ćiągnąn,
ale mu śie skóra z pyska wyrwała i wyćiąn śie uo śćiane. Juśći tćn
tó widżi&ł i uośmiś.ł śie i djebś.ł go zapisś.ł.
Potóm jak wrac&ł z kośćioła, tak ni móg juz prześ dobrze przez
wode po wićrchu jćno wpadowś,ł jednom nogom do wody. Tak ón
krzicdł potćm na matkę, ze po có go do kośćioła wyprawiyła. Ano
juśći skoro tak usło z pare dni, una mu znowa gś.dś.: ej wićs sinu,
tak hań tś.ócą -w karcmie, a ty w dóma śiedżis. Tak ón wżiąn i po-
sed do te karcmy. Juśći stanąn se koło węgła, a było mocki parob-
ków i ćiskali mu kapelusćm uo źiemie. Tak ón śie zgnićwś.ł, złapiół
sićkim kapeluse , podniós węgła i wraźiół je tam. Juśći uni go do-
piro prosiyli na miyłoś boski, cóby im wróćiół ty kapeluse, bo ni
mogli podnićś węgła. Tak ón zaś tćn węgieł podniós i wróćiół im ty
kapeluse.
Potćm posed do izby i widźi&ł jak tó ludżie t&ńcą; tak i ón
posed t&ńcić, a podobało śie mu, jak tó cupkają; tak i un tak zacąn
cupkać, ale sićkie forzty w podłodze połómił.
Potćm zaś widżiśił, jak biją po śćianak rękami ludżie, jak śie
popiją. Jak śie uopiół, tak i un tak próbow^, ale zar&z śćiane wybiół
do pola.
Potćm był w dóma; juśći pytś,ł go pdn na słuzbe, ale un nie
posed do tego pana, bo śie mu widżłdł mały i słaby. Tak śie zjednś.ł
potćm kupki kamićni na drobne łómać. Juśći ini chłopi tłukli młot-
kami, a un tłuk rękami.
Juśći dopićro, jech&ł p&n i g&d&ł do swego parobka : ej wićs ty
có, dó nś«sby tó był dobry taki mocny. I wżiąn go na te słuzbe i k&-
z&l mu śiadnąć na powóz, ale un mÓ¥ri, ze m& zdrowe nogi, tó woli
iś. Juśći sed za powozem i trzym&ł śie zeleznyk prętów ze zadku.
Jak ći jechali wartko pod góre, tó un trzym&ł i nie mnśieli tak tęgo
jechać, jćno tak jak un kćidł. A jak znowa jechali do góry, tó un
pkśił, cóby pićrwi było.
Tak skoro tćn pdn potćm dojćzdzńi ku dworowi, tak go woł&ł
cóby śi&d, ale un nie kći&ł. Ale jak śiś.d potćm, tak śie śićko połó-
Kolberg, Z^. Ser. Vm, str. 143. — Ser. XIV, str. 221.
Digitized by
(222)
mało, i p4n sdm potćm muśiś»ł iś na nogak. Jak zajechdł, tak k&z&i
panu, zeby jednego woła na r&z zgotował.
A był ta w tym dworze młón zaklęty, taki có za dnia ze dwora
mełli, a ku wiecorowi znowa przycłiodziyli djebli i mełli. Judći jak nn
śle no tćm dowiedżiś.ł, kś.zś.ł se na wóz nasuć żarna i pojecłi&ł do
tego młóna. Juśći młónś.rz jedżie ze młyna, a nn do młyna. I pyt&
śie go: ka ty jedżies? ^Mleć, dej mi kluc". Tak zajech&ł do tego
młóna, wsuł na kos, puśćiół wode i miele. Az przylećiśł djeb&ł i pytd
śie go, có ty tu robis? — Ci nie widżis, ze miełe? — Juśći djebśł śie biere
dó niego. Ale un był mocniejsi i umeł mu dupe, tak ze djeb&ł le-
dwie ućiyk. Zaś przylatuje drup: „Có ty tu robis"? — Ci nie wi-
dzis, ze miele? — Dopióro śie djebił zaś dó niego biere, ale un mu
umeł j — Juśći uciyk i tćn, i darowali mu młón, bo juz zś.den
więci nie wróćiół. Juśći domeł tak do ranią i jedżie z tom mąkom do
dwora. Tak młónś»rz idżie przed niego i pytś. śie go: „Ną jakże ći
śie ta powodżiyło"? — „A dobrze, bo ka który przysed^ tok mu od-
biół młón". Juśći mełli juz potćm zawse.
Tak potćm ći we dworze b&li śie go siscy i namówili śie tak,
cóby jeżdżiół do łasa. Juśći pojechś.ł do tego lasaizapdlół se uogićó,
a parobci pośli śćinać i kłaś na wozi, a nn se śiedźiś.ł przy nogniu.
Dopióro uni se gń^dali tak: nie pnmoze nn nam, tó i my unćmu. Ju-
śći ći śćinali śiekićrami a un wźiąn, wykręćiół drzewo z korzeniami
włozół na ramie i poniós i s&m włozół na wóz, ale śie sićko wyłó-
malo. Tak wźiąn potćm i pojechał do dwora, i k&z&l se zrobić zele-
zny wóz. Juśći nau go zrobiyli.
Wźiąn zaprzągnąn śtyry woły. Juśći zajechś.ł do łasa i posed
po drzewo, ale tćmcasćm przysły 2 wilki i 2 niedźwiedżie i zjadły
mu ty woły. Tak un przysed z drzewćm i powiedźiił: „pock&jćie,
kiedyście mi zjadły woły, bedźiećie se ćiągły samy". Tak posed do
łasa, pocłiytał i przywiód ik, i pozaprzągśł do jarzma, a reśte mićsa
wżión i powyćiskowń^ł na gałęźie, na smreki.
Potćm posed i śtćrem pń^rom kóni oberznąn uogóny, ukręćiół se
bic i pojechśił ku dworowi. Juśći jedżie a strzćlś*; jak strzćlół, to jaze
okna zazbórcały. Juśći pś>n użr&ł i poprzelękali śie sisci, có tó takie-
go. Tak dopićro pytali go, cóby tó sitko wtrzepił do dżiury. Juśći
un wźiąn i biół ik po colach , a potćm wśćigdł do dżiury i zabiół
żićmiom.
Tak potćm kazali parobkom wybrać tak& wielgś dżinre. Jnść?
nnemn potćm k&zali do te dżiury wlćś i brać dali. A jak wl&z, tak
ćiśli na niego młyński kamićj. Jak un użr&ł, ze tćn kamićj leći, jak
śie uozmierzół rękom, tak ćisnąn, ze tćn kamićj jaz ponad stodoły wy-
leći&ł. Juśći tćn potćm wysed z te dżiury i pyt& śie: chłopci, có tó
robićie? Juśći uni powiedżieli : tocylimy kamićj i ućiyk nim.
Juśći un potćm wźiąn, ukręćiół porwósło, nop&s&ł stodole i wźiąo
na pleci i przeniós je kaśta daleko nad wode, na plecak.
Potćm tćn pś.n podał go cisarzowi do wojny^ a un k&z&ł se
ukręćić bat z aogonów o^mi p&r kóni i posed do te wojny i legnąn se
(229)
na brzyzecku wtedy^ kiedy była bitwa. A ći wojńrci strzóiali dó niego
a nn br&ł ty kulki i smiat&ł se ku sobie^ i gkd&l im tak: cbłopci
nie plujćie, bo jak j& zacne pluć, to wś.m gorzko bedźie. Juśći potćm
porw&ł ty kulki, jak zacón bić, tó tak lećieli jak prok na żiómie,
a który śie jesce rus&ł, to wżión tón bat i walół go tćm batćm.
Judći potóm wygrśl tćn król wojne^ u którego un słuzół i da-
row&ł mu za to jedne cęd królestwa. Tak potśm zył długo, ale śie
mu ile widżiało, wżión i struł śie.
Wyprawiół ksiądz uorganiste na barany jabo uowce do kos&ra.
Tón uorganista wżiąn, śiś.d na kłace i pojechdł. Zajechś.ł ku lasowi
] uwiąz&ł je u jedlice, a sś>m posed do kos&ra na uowce. Wilci ptzy-
śli, zjedli mu te klace. uOrganisty nie widać, a tu go do kośćioła trze-
ba na uorganak grać Az przylećiś.ł, i prosto lećTń^ł na chór. Dopićro
ksiądz na niego z przed unt&rza wołś. : „ciś chyćiół, ciś nie cliyćiół ?^
„Nie cłiyćiół, jescek więci straćiół ; wysło hosasa (hulała) z łasa i zja-
dło hę-hę-hę-hę!*^ l potćm gr&ł na uorganak i odpowiadał kdiędzu.
Byt taki stary kot. Juśći posed do światu. Sed, sed i potkfił
śie z rakićm. I pytś, śie go: gdzie ty raku idżies? „Do światu".
Chodź, pódżićmy uoba. . Juśći idą dali i spotkali śie z wołćm i pytają
śie go: ka ty idżies? „Do światu^. Ną to pódż; pódźie n&s trzek.
Juśći idą dałi, a tu leći kohut przez pola na gośćićniec. I znowa śie
go pytają: ka ty kohućie idżies? „Do światu*'. Chodź s nami, podżie
nńs śtćrek. Juśći zaśli do jedne chałupy, a tamok djebli klepowali że-
lazo. Juśći kohut w\kz nu grzędę, kot do pieca, a rak do kónewki,
wół znowa stanąn w śićni za drzwiami. Juśći przylećiś>ł djeb&ł , leći
do pieca na uogićó, a tu go kot podr&pał; leći do kónewki, a tu go
znowa rak uscipnąn; leći do śićni, a tu kohut zapi&ł na północi. Ju-
śći' ućiyk do piekła i powiądł: eu! có śie mi jaw zrobiyło, ledwiek
przed śmierćiom ućiyk. Zalećiałek do pieca po uogień, a tu mie kow&l
uobcęgami podrśp&ł i sparzół ; zalećiałek dali do kónewki, kce ręke<
zm&cać, a tu mie krawiec nozicami postrzyg. Juśći wyleći&łek do
śićni, a tu chłop ze ślennćmi widłami stał, a drugi wołś>ł: dejćie go
jaw, dejćie go jaw.
Był uoćiec i matka i mieli trzy córki i sina Karelka. Do jedne
cłiodźiół mróz, do drugie wiater, do trzećle dysc i potćm śie po-
zćniyli 'j.
') Kolberg, Ltid. Ser. Vm, str. 227. — Ser. XIV, str. 334.
Kolberg, Lud. Ser. VIII, str. 233.
Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 19.
29.
30 «).
31.
(224)
A tón Karolek rós ta i rós i było mu juz 16 Iftt Potóm posed
z uojcem kośió po panak, bo ni mieli wyziciA. Zaśli do jednego króla
i zjednali die tam kośió taki uogród, a był duzi. W tym uogrodżie była
g ruska, có jak z te gruski zased ćićń na tr&we, tó je nik niesko-
śióŁ Zakćiało śie im jeś tam jak kośiyli; tak uoćiec posed do kuchnie,
a tón Karolek tamok prędko gotow&ł kase pod tom grnskom. IJźr&ł
3 gruski prześlicne na ty grusce; nabr&ł te kase na łyzke i óisnąn
do góry. „Niek zjó, któ jes głodny," i spadła jedna gruska i stała
śie panna śnie bi&ł&. Znowa nabr&t kase, tak samo pedźi&ł i ćisnąn
do góry. I znowa spadła drugd gruska i stała śie ś nie panna. Nabr&ł
trzeći r&z, ale juz nimiśJ; jóno pół łyżki; ćisnąn do góry i spa^a ta
trzeći& gruska i stało śie ś nie pół bi&łe a pół c&rne panny.
Przyleói&ł smok i porw&ł je.
Tak un wżión ty dwie i powiód do tego króla. Tćn król po-
wiedżiśl: kiebyś mi był te trzećiś przywiód, to by'k ći był dił cale
królestwo. Posed je tón sukać. Idżie, idżie i naliz je w leśie. „Nie
słabyś ty c&rnś Maryjś se mnom?" „Póde, bo mi straśnie żle, ale
jak ćie ł>edżle pyt4ł, cóbyś mu (smokowi) podśł wody, nie podajze
mu. Skuła go (smoka) w śtóry okowy. Tćn wołft na tego Karelka:
dej mi jedne śkl&nke wody. I pod&ł mu jedne śkl&nke. Daruje ói za
to jeden świat Ale dej mi jesce drugi śkldnke. D4ł mu i dru-
g&. Daruje ći za to drugi świat. Dej mi trzećiń. skl&nke wody.
Dił mu. Daruje ći za to trzeći świat. Ale w ty chwili spadły
ś niego sićkie okowy, porw&ł c&mk Maryjd i ućiyk.
Tón posed z tamtela i zased do tego dysca swagrai pytśł
śie go. Un mu powiedżiił, ze wiedżiiłek pićrwi, ale teriz nie wićm.
Ale zanocuj u mnie, tó póde jutro wcas, sendy (wszędy) zleje, tó je
może nśjde. Polećidł wcas, sendy zgóniół, zlił, ale nie nalftz nic.
Posed znowa z tamtela i zased do wiatra, i pytńr śie go, je-
żeli nie wić, gdżie jes c&rnś. Maryj&? Ten odpedżi&ł: wiedźió.łek pićr-
wi, ale terś.z nie wićm. Zanocuj u mnie, póde jutro wcas. Posed, zgó-
niół, zl&tdł sendy, ale nie nalś.z nic.
Zased zaś do mroza i pyli śie go, jeżeli nie ¥rić, ka jes car-
n& Maryji? Juśći wiedżiś.łek, ale zaś ter&z nie wićm; ale zanocuj, to
póde wsendy jutro wcas i zamrożę, tó je może ka nśjde.
Poleći&ł rano, zamroziół wsędy i nal&z je przy jednćj studni, có
je zamroziół, jak kuła dziurę. I wróćiół śie i powiedżi&ł, ze tamok
jes c&rn& Maryj4. Potćm dś.ł mu kś.zdy po piórku, a jak ći bedżie
trza jćno na pumoc, tó zap&l jćno ty piórka, tó my przydemy.
Posed un ztamtela i zased tam ku ni, ka una brała wode. Pytś.
śie je: pódżies ty c&rn& Maryjo se mnom? Póde, bo mi tu bardzo żle;
ćisła kónewki i polećieli. Juśći lecą, a tćmcasćm tatok ^) zarz&ł.
Smok śie go pytft, cego kces? a un mu pedżi4ł: dej mi becke wody
') Tak się nazywj^ koń, na którym smok jechj^. — O koniu Tatoszu
kraż^ również podania między Słowianami w Węgrzech.
Digitized by
(226)
i koraec wągli^ bo Marjji c&rnś, nie naaa (oczywiście^ żeby najadłszy
się i napiwszy mógł dobrze lecieć). Jak tćn smok ói4d na niego,
tak ik dojech&ł i powiedżi&ł tómu Karolkowi: ^daruje ći jeden świat
i porw&ł c&rnd Maryjd. Porwś.ł cAro4 Maryjd i pojech&t naz&d^ a tón
Karolek śie tćz za nimi wróóiół.
I znowa c&rn& Maryjś, przysła do te sbdnie po wode^ i znowa
je tak pojąn. T6n tatok znowu rzi. Smok śie go pyti: „cóbyś ro-
biół?" — pdej mi becke wody i korzec wągli, bo c&rn& Maryji nie riasa.
I si&d na niego; jediiO; Jedżie jaz ik dojechał: „Daruje ći drugi
S¥riat" (Karolkowi) i porw&ł ckrui Maryjd i wróćiół śiC; a Karolek śie
tóz wróćiół,
I znowa ją porw&ł, te c^m& Maryj& i leći ś niom. Tatok znowa
rzi, a un śie go pyt&: „c^^byś kćiił ?" — „Dej mi becke wody r korzec wą-
gli, bo c&mś. Maryj& nie nasa^. Jak śi&d na niego, jedżie i dojech&ł
go; i powiedżi&ł mu ^ jak śie jesce cw&rty r&z wróćis, to ćie juz po-
targ&m. Ale nn, Karolek, śie i tak wróćiół, porw&ł c&xn& Maryjś
i nćiekąją.
Tatok znowu rzi, un śie go pyti: „oóbyś kćifił?" — „korzea wą-
gli i becke wody, bo c&rn& Maryji nie nasą,^. Śi&d n$ niego, jedżie
i jedżie i dognńJ^ ik ; cdmś Maryjś porwdł, a unego uoztargil i ći-
snąn. I wróćiół śie z cdmom Maryjom, a tćn tamok dostał.
Usły juz dugie casi, pastyrze tamok paśli. Należli tćn kapelusek
i położyli na uogniu, a tam za nim były ty piórka i zapaliły śie.
Ci dopićro swa.^rowie poprzylatowali na pumoc. I powiadają, ze wzi-
w4 nds na pumoc ale nie wićmy ka jes. Wiąterpolećidł sukać i tiob-
wi&ł sendy, nal&z jesce kośći ś niego. Powiadają, ze my go jesce
skrzyśiiny, bo un jesce nie umar, jćno jes od smoka uozdarty. Za Ba-
blom gdrom jes tam takźi woda, có cłowieka skrzyśi. Poiećiał wiater
i przyniós ie wody. Pokropićli go i wstiŁ -
I un śie zarś^ zebrśł znowa tamok iś. Ći mu powiadają, ze nie
ćhodż, bo ći juz drugi r&z nie przydźićmy na pumoc. Ale tćn posed
ł zased -tamok. Pódźies ty cdm4 Maryjś sćmnom? ,Póde". — .
Ale idze śie go (smoka) spyt&j, ci m& któ tęzsego tatoka jak un. Za-
sła i pyt& śie, ci md któ tęzsego tatoka jak un? Powiedżi&ł: a idż
gupift, któby ci jesce tęzsego tatoka miił, jak j&. Ale uńa go jćijo
tr&pi^a, tak un ji potćm powiedżi&ł: bedżie jesce 3 razy tęgsi u je-
dne carownice, ale go jesce ni ma.
Tak tćn Kj^rolek posed do te carownice słuzić. Zased i prośiół
śie na słuzbe. Juśći powiedżiała mu ta, ze bedżies klace pd,s.
Dopićro un rialśz rybkę na brzyżku i włozół je do wody,
A una mu powiedżiała: Jak ći bedżie trza na pęmoc, spóninij na
ryby *). Znowa dali leći fitisek i mft nogę uosćypipn&. Złapiół tego
pt&ska, nogę mu posmarow&ł i puśćiół go. A un mu jpowiedżiił, jak
») Kolberg, Lud. Ser. VIII, str. 45.
Rospr. antrop. Tom V, Dsiał Ul. 29
(226)
6i bedżie trza na pómoc, spómny na pt&ki. Idźie dali, a tn leói twórz;
mi&ł nogę noznpanś. Złapiół tego tworzą, posmarow&ł mu nogę i zgo-
jyła śie mn. Juśći mu twórz powiedżi&ł: jak ći bedżie trza na pumóc,
spómny na tworze.
Jaóói zbij&, a zbij& te kobyły, có mn ik wygnała do pola ; a nna
potćm wżióna i zaśpiyła go tam w polu. Tak ty kobyły ma na mo-
rze, posły. T6n tóe obndżiół, spómni&łna ryby; ryby przylećiały i py-
tajom śie go: cego kces? — „Kobyły mi gdżieśi posły." A uny są haw"
na morzu. Przygnały mn ryby ty klace; ói&d na nik i pojech&ł dó te
carownice. Jnóói nna ik bije, cćmnśćie wy mu ka nie posły. „My po-
sły, ale n&s ryby przygni^jr".
Tak juz wysłuzół jedón rok, bo śie dżióń nazywfi jedćn rok,
i mi&ł 3 roki służyć. Wygnała mn je znowa na drugi dżióń, a jak
go zaśpiyła, zbiyła ik, cóby mu gdżie posły. Un usnąn, kobyły posły
na Babi& góre. uObudżiół śie, spómni&ł na pt&ki. Pt&ki przylećiały
i przygn^ mu znowa ty kobyły. Śi&d na nie i przyjecb&ł wiecór.
Juśći una je znowa bije: cćmuśćie wy mu ka nie posły. Uny powia-
dają: my po£^y, ale n&s pt&ki przygnały.
Wygnrfa mu je trzeći r&z, zaśpióła go i pojćna kobyły do
stajni. Obudżiół śie i spómni&ł na twórza. Twórz przysed: cego
kces? Juśći tćn powiad&: kobył ni m&m. „Uny są w stajni zawarte,
a kluce w pokoju. Ale una tam m& złot& kurkę na stole, uokno
uotwarte, to j& skoce i porwę ji te kurkę. Polecę^ a bede uśiadow&ł,
zeby mie góniła. A ty skocis tćmcasćm i porwies kluce, uodćmknies
stajnie i wyzćnies kobyły na pole". Tćn skocół, porw&l kluce, uodćm-
knąn, wygnśJ: kobyły na pole, zamknąn naz&d i uodniós kluce, potćm
śi&d na kobyły i uodjech&ł do pola. Tćn twórz wżiąn potćm, puśćiół
te kurkę; una złapiyła je i pr^yniesła znowa naz&d. Patrzy śie, kluce
som na kołku.
Skoro wiecór tćn jedżie na kobyłak i przyjezdz& przed pokoje.
Ta śie dźiwi, jako un ty kobyły wżiąn. Powiedżiała mu: ną dobryś,
wysłuzółeś; ter&z có kces, dostanies. Un ji pedżi&ł, cóby mu dała
żróbka tatoka, có jesce mocniejsy był, niz tatok tego smoka. Powie-
dżiała mu: tego nie dostanies. Có mi do tego, skoro mi pani uobiecała,
ze có kce, dostane i muśiala mu go potćm dać. Tćn jesce woł& no śry-
bne podkowy, una nie kce dać; jak dopićro tćn tatok rznąn zadkiem,
tak śie sićko strząsło. Dida mu ty podkowy. Tćn wołd jesce o złot&
huzde; una nie kce dać. Jak znowa rznąn zadkiem, tó jaz mur popę-
kSi, Dala mu te huzde. A potćm jak rznąn jesce r&z, tym zadkiem,
to jaze zabiół te carownice i sićkie dusicki wybawiół. Tak tćn Ka-
relek dopićro śi&d na niego i pojech&ł po te c&ni& Maryj&.
A tćn tatok powiedżi&ł mu tak, ze jak un (smok) bedżie suł
ognićm, to ty suj mrozćm, boby ćie upiyk, a jak un mrozćm,
to ty u ognićm, boby ćie zamrożiół.
Juśći potćm ząjech&ł tam ku ty studzićnce, wżión te c&m& Ma-
ryjś. Tćn tatok (smoków) r-zi. „Cego kces", pyt& śie go. „Dej mi có
przejeś; bo c&m& Maryjś nie nasa". Śi&d na niego, jedżie^ jedżie i do-
Digitized by
(227)
gn&ł iky a suje ognióm; a tón Karolek zaś mrozćm. Potćm zad suje
mrozóm a tón uognióm. Jadom, jadom juz nie daleko ku granici. Jak
rznąn zadkióm tón młody tatok, tó śie jóno smoła z tego starego
smoka stała. I tón te ckm& Maryjd zawióz do tego króla, a nn mu
ddł za nie całe królestwo. A tón Karolek jeżdźiół do wojny na tym
tatoku. — Dwie dziurki w nosie i skóńcyło śie.
Miała matka dwok sinów: jedón był gupi a drugi mądry, i nie
rada ik widżiała, i wyśćigała ik na słuzbe.
I zaśli do jednego pana i zgodżiyli śie uoba na słuzbe do świA.
Jedón ś¥rinie pś,sś,ł, a drugi, tón gupi, zpod świni gnój kid^ i wypo-
rządzńł. I tón mondrzejsi p4s świnie, a tón gupi wysed i mówi: idź
braćie do śniddaniń, a jd bede tćmcasóm p^s. Tćn mądry powiadd:
paś dobrze, zeby ći śie nie uozchodziyły, zganiij do kupy.
Tak un tćz pń.s, a jak mu ktorś sła do uowsa, to un wżiąn za
nogę i rznąn o źiómie i zabiół je. Juśći tón gupi padi : a widżis,
braćie, jak jd tó dobrze pase. — „A dobrze paśies, pozabijałeś świ-
nie, bedżies se terśz u pana płaćiół". — „Nie trubuj śie nic, cho6'ek
ik pozabijśł". — Wżióni pozwłócyli świnie do chlówa; to, powiadd,
p4n bedżie myśldł, ze mu samy pozdychały. I tón mądrzejsi włócół po
dwie, a tón gupi po jedny.
Tak potćm na obidd nawarzyli takik siekanyk kluzek. Juśći tćn
gupi brdł po dwie, a tćn mądry po jedny klusce. Tak un mu powia-
d4: ty, cóś po jedny świni włócół, to bieres po dwie kluski, a jś có'k
po dwie świnie włócół, to jćm jćno po jedny. A tćn pdn ich wysłu-
chśł, jak to gddali i wyśćigdł ikod śiebie ze służby.
Tćn gupi padd tćmu drugićmu: weźmy krzaso i wżióni. Tak za-
śli do lasa^ a było tam podjednom jedlicom sp&lenisko. Tak uni wle-
źli na te jedlice z tćm krzasem. A zbójnici tam przyśli i warzyli
mićso pod tom jedlicom, a ći zacęni z te jedlice na nik ścać. Tak ći
zbójnici gddają, ze rośicka leći. Ći znowa mieli tam cóś przy sobie
i zacęli ćiskać, a ći gddają, ze to kluzecki lecą. Tak wreśćie spu-
śćiyli to krzaso. A jedćn, có prawie jdd, wystawiół jęzik i naćićno mu
tćn jęzik tó krzaso. Juśći uni zacęni ućiekać, a tćn, có mu ućićno
jęzik, dostdł na uostatku, bo ni móg ućiekać^ i wołdł : „poklekdj, po-
klekdj," a ći myśleli, ze wołd: ućiek^j, ućiek^j^ i jesce bardźi
ućiekali.
A przy tćm spdlenisku dostawili tó mićso i wór piniędzL A ći
wźićni, śleźli z te jedlice^ mićso zjedli, piniądze wźićni na pleci, pośli
dó tego pana, świnie zapłaćiyli, a un ik dostawiół u śiebie i służą po
dźid dźićń.
O Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 300.
32
Digitized by
(228)
33 0.
Midł nociec 3 córki. Przyjechali panowie prośić, cóby im dal
jedne na słuzbe, a tó byli zbójnici. Un im ta i d^. Ći zbójnici dali
ji córwóne kór&le na sije i zawieźli je do śiebie, i dali ji kluce tiod
12 pokoi; i po¥riedżielly zebyó jóno do jedón&stu pokoi chodżiyła^ a do
dwón&stego nie zażrała.
Ta ćiekawft była, có ta w tóm pokoju jes. Uni poóli na zbój,
a nna dostała i tam zażrała do tego pokoja. A tam były same trupy
i zeleżiwa npzów i t. d. Ty korśJe zblaffly, bo śie zlękły i były bla-
de. Ci zbójnici przyśli i padają: No Maryśiu, pódżies i ty tam, kaś
zażrała, do tego pokoja. Wżióni, urwali ji łeb i ćiśli do tego pokoja.
Przebrali śie i^aci i znowa pojechali po drug&. Tćn uoćiec im
d&ł znowa te druga. Dali ji znowa córwone kor&le na sije i zawiedli
je do śiebie, i tak samo ji pedżieli jak jeji śiostrze. Ta ćiekaw& była
i zażrała tamok, jak uni pośli na zbój. Przyśli, zaś użreli korfle bla-
de, tak urwali ji łeb i ćiśli tamok.
Przebrali ś^łe zaś inaci i pojechali , po te trzećii n&modsś. Tćn
im d&ł te trzeći&. Dali ji zaś córwone kór&le, zawiedli je do śiebie
i pedżieli ji tak samo. 6i pośli na zbój^ a una wżióna ty kor&le, pod
poduske włożyła, a posła tam zażryć. Zażrała tamok i poznała swoje,
dwie śiostry., Wżióna zaś zamkła i posła z tamtela, umyła śie i przy-
wiązała korftle. Ći przyjechali: uo dobrftś, nie zażiyrałaś.
Mieli tak& maś, có jak mieli có skalicone, a posmarowali, tó
zar&z śie im zrosło. Potóm zabrali śie na dugo na zbój, tak na 15
dni. Ta wżióna sukać te maśći, nalazła i posła do tego pokoja. Po-
smarowała jedny, przyłożyła głowę, zrosła śie ji i stała. Posmarowała
drugi, zrosła śie ji i znowa stała. I ćieślów tez trzok skrzyśiyła. Po-
tćm kaz^a se im żrobić tak& becke, cóby śie ji ze środka zamykała.
Potćm nabrała piniędzi, dała tym śiostrom i ćieSlom. Ty śiostry posły
do uojca, a tón dóm tam zapdlyli.
A sama śie k&zała w ty becce puśćić na morze. A jedón pńn
jechdi i widżidł, jak ta becka sła po ty wodżie. Przysła ku krajowi,
złapali je i zanieśli dó jego dómu i dostawili~je w pokoju zamkniętA.
A jak kuchźirz przyniós jeś i uodsed, tó una wysła, zjadła tego po-
łow:e i znowa śie zatnkła. Juśći pś.n potóm patrz&ł przez dżitire có
śie kluc wr&z&, bo nie wiedżiśł, có mu tó tak zj&da. A tu becka
trzesci, dżwiórka śie uodmykają, i ta wysła z tamtela i jó. Znowa
dru^ rś^ w^sed, uddł jóno tak, ale śie wróćiół i suowai śie tam
w pokoju. A jak wysła, wyskocół i złapiółje i uozeniólr śie ś niom.
A ći zbójnici zacóni je sukać, bo nie było nic, jóno plac w tym
mieścu, gdżie diwni miyskali. I tón nastarsi zbójnik śie dOwiedżi^,
Kolberg, Lwd. Ser. m, str. 132. — Ser. VIII, str. 17.
(229)
ze ima jes tam u tego pana. I przysed tamok, noztopiół ćwierć smoły
i myślał se, ze je do te smoły włozi, i leći prosto dó nie, zeby je
porwać. Ale mia zaraz nopedżiała pana i pozlatowali śie sisci i wło-
żyli uonego do te smoły^ i zamordowali go w ty smole^ a una do
óiela zije.
Było dwok bratów: jeden był bi6dny a drugi bogaty. Tón bo-
gaty był zanadto mądry, a tćn biydny midł tak có prawie mądrośći.
Przy tym gupsim, biódniejsim była matka, a przy tym bogatsim jćno
jego baba. Tćn bogatsi miźił śiedćm kóni, a tćn biódniejsi jćno je-
dnego.
Judći tćmn biódniójsómu umarła matka i powióz je na sment&rz.
Dojózdz& ku karcmie i postawiół je óiedząci na, wożie i nodżiał je.
Juśći posed do karcmy i k&żał se ta dać eóśi wypić; a zidowi pe-
dżińl: wyniyśćie ta i ty moi matce na wóz. Zid wżion, nal&ł ta do
kieluska i poniós tam na wóz. Juśći g&da ji: „na wam, pijćie;" una
nie kce pić, bo jakże, kie była nieziwd. Juśći un śie je jesce potćm
pyt&: ci bedżies pić, ci nie. A tćn chłop wysed z karcmy i patrzół,
có un bedźie robiół. Juśći zid myśMł, ze una śie gnićwś, ze sin po-
sćd do karcmy, wżiąn i ućiąn je pięśćiom w łeb. Dna śie przewyrtła.
Juśći chłop porobiół krzyki, ze mu matkę zabiół. Zid gśidk: ty gazda^
jft ći d&m ćwierć piniędzi, a nie wydaj mie. Juśći mu d4ł ćwierć pi-
niędzy, a tćn wżion odwióz matkę na smętśrz, i pochowAł je; a sdm
wróćiół dó dómu.
Juśći posed wyzicać ćwierći do tego mądrego brata tyk piniędzi
mierzyć. Juśći tón dal mu te ćwierći, ale na dnie przylepiół kawAłek
wosku, bo ćićkawy był, có ón tó bedżie mierzół. Juśći tćn zmierzół
i poniós mu nazAd te ćwierć, a na tćn wósk chyćiół śie jedón dukAt.
Juśći tćn śie go pytA, zkądeś ty telo piniędzi wżiąn ? Tak un mu pe-
dżiAł, ze matkę do japtyki zawióz i dostAł ćwierć piniędzi. Juśći tćn
wżion, zabiół swoje babe i powióz do japtyki, ale tam go jesce skrzi-
celi i wyśćigali. Ną juśći je muśiAł pochować. Jak przyjechAł du dó-
mu^ tak wżiąn tćmu bratu kónia i zabiół go za to, co mu telo wstydu
narobiół, i ze babe pokrony (z powodu) niego zabiół.
Tak potćm tćn mówi: ni miAłek tyz jćno jednego kónia, i tego
mi zabiół, ale choć za te skórę có wezne. Wżiąn i poniós je na jar-
mak, i pytAł tam w jednćm mieścu o nocnik. Ale mu młónarka po-
wiedżiała, ze se idżćie cuowieku ka indżie nocować, bo muónarzia ni ma
w doma, to jA wAs nie bede nocowała. Juśći tćn wysed na kope śiana
^ przed uoknami i lezAł.
A tam do te muónarki przysed uorganista i nawarzyli róznyk
dobrów i pozywali tó, a tćn tó widżińJ;. Juśći przyjćzdzA tćn muónArz,
') Kolberg, Lud. Ser. XIV, str. 293.
34
Digitized by
(230)
a tćn patrzół nokoćm i widżińł, ze tón norganista wlśz do skrzynie,
a te dobra pochowali do pieca. Tak tón śie pytś, któ ta jes na tóm
dianie? Tak un padi: jś., ale mie niekćieli w izbie nocować^ tak haw
nocige. Ną i tón go zawołńł do izby i dała im muónarka wiecerzi,
ale podlejsń, nie tak& jak piórwi nawarzyła. Judói jedli to, a tón chłop
msół nogom^ có mu but zgrzypnąn. Jośći powiadd: wióćie mynarzu, có
mi tón but powiadi. Judći tón śie go pytń, có takiego? A tón powia-
d4: to^ zebymy nie jedli te wiecerze, bo hań jes lepse w piecu. Juśći
je wżieni, a tón mynirz mu padd: niek ói terdz zgrzypnie^ któ tó jM
te dobra. Juóći un mu padd: jes hań uorganista w skrzyni i un jad
ty dobrą z wąsom. Tćn mynirz gdd& tak: a to my mu tu zrobimy.
Jak powiecerzaliy tak włożyli te skrzynie na wóz, i tćn muón&rz
k&ził je tómu chłopu utopić. Juśći tćn nuorganista wołd: hej ty! nie
top mie, d&m ći ćwierć piniędzi. Tak un go puśćiół, skrzynie zawar
i puśćiół na wode. Juśći tćn organista dk\ tćmu chłopu ćwierć pinię-
dzi, a un juz ćisnąn te skórę i wróćiół śie 3u dómu. Posed znowa
i wyzicół ćwierci uod brata, a un tam znowa na dnie wosku przylepióŁ
Tak znowa śie talir chyćiół. Un śie go znowa pytd: zkądeś ty telo
piniędzi wżiąn? A un mu: widżis, zabiółeś mi kónia, a ji i tak za
te skórę telo piniędzi wżion.
Tak tćn zabiół śiedćm swoik kóni i pouiós ty skóry na jarmak
i myśli, ze dostanie śiedćm ćwierći piniędzy. A un nie dost&ł jćno
śtym&ście papićrków. Juśći jak przyjechdł, tak wżiąn tego brata do
worka i poniós go topić. Juśći zased ku jednćmu kośćiołowi, a tam
grali w tym kośćiele. I posed do kościoła, a tego połozół w tym wor-
ku za kamićniem.
A pastucha gnńł bydło i gMk: ej Boże, Boże, zeby'k tyz juz
jak naprędzi abo umar, abo śie utopiół, cóbym tyz juz nie góniół za
wami. Tak un z te torby wołd: To pódż jaw, wlćż do te torby, to
śie utopis, a j4 pozćne za ćiebie bydło. Tak tćn pastucha widz, a tćn
wysed tćmcasćm z kośćioła i myślał, ze tćn sdm jesce jes w torbie,
wżion, porwdł worek, chlast i rzućiół do wody. Idżie du domu i spo-
tkał brata, jak gnał to bydło, i pytd śie go: zkądeś ty tó wżiąn, kie
jd ćie tam ćisnąn do wody? A tćn mu mówi: a idż gupi, tameś mie
ćisnąn, a tam mi telo nadali, ze śie jesce muse wróćić, bo'k ni móg
nardz zabrać. Tak tćn mu mówi: to włóz mie i ty do worka i ćiś
tam tó i ja może telo bydła dostane. A tćn mu padd: cóbyś nie do-
stał, żebyś śie jćno do spodku dostał; i wżion, uwiąz^ mu jesce ka-
mićń u worka i powiedźidł : idze, żebyś tam jćno mojego nie rusdł.
Juśći tćn jak wpdd, tak śie więci nie wróćiół, a t^n pogn^ dó dómu
bydło, a wżion pó nim jesce gospodarztwo i zije se gupi a dobrze mu.
Miała matka 3 córki, straśnie była złd na nie, i kdzała ik od-
wićś do łasa. Posły do ćiotki, zeby im doradżiyła có, zeby śie wró-
ćiyły ztamtela, jak ik zawiozą. Una im dała do węzełka zboed, powie-
36.
(231)
dżiała im: jak pojedżieóie, tó se posipnjćie, tó potćm pódżiećie za tóm
torem. Jak jechdł ś nimi; to se tak posipowały; zajechdł do głębokiego
lasu/ srućiół ik i wróćiół śie nazńd. Przysły znowa nazśd. I kdzała
ik zaó w imk stróne odwićd. Posły znowa do te ćiotki; dała im zno-
wa kłębko nići. Uwiązały nić u chałupy, a jak jecliały, tó óie z tego
kłębka tak snuło. Ząjecli4ł do łasa i srućiół ik tamok, ty przysły
znowa za tom nićiom.
Kśzała ik znowa zarńz odwićś, ale im juz nika nie dała id.
Jak ik odwióz i srućiół; tak juz ni miały jako nazńd przyś. Juśći wy-
sła jedna; có była gupia; na smreka i uwidżiała tam w leśie taki
dwór. Uwazyła se dobrzO; w który tó stróniO; dlazła i posły tamok
sitkie. Zasły tam i ta gupi4 śie posła godżić na słuzbe. A było tam
troje ludżi; có jedli ludżi; a pani; có tam była, zjednała ik; cóby
sićkie trzy tam posły; powiedżi^a im ta pani; có tam była, ze jedna
bedżie w piecak pślić; drugd zamiatać; a trzećid koło bydła.
Ći parobci tam kdśi poóli a jćno sama ta matka; ta pani; tam
była Ta pani mówi : śiądźćie jćno na tćn wózek; bedżićmy óie po
przed piec wożić; ta gupid powiadń: a niek pani sama śiadnie nń-
pićrwi i pokńzC; jak śie tó trza wożić; a w piecu śie pś,lyło. Tak ta
śiadła na tćn wózecek; a ta gupiś. wjechała ś niom do pieca; zatkała
i tam śie upiekła; bo kieby jóno były śiadły; toby una śnimi tak była
wjechidla. Ty dwie mądre śie skryły pod ławC; a ta stanćna nad pie-
cćm; ta gupid.
Ći przyśli; zażreli do pieca : jes pieceniC; wyćiągli i jedzą. A je-
dćn do drugiego g&dk: ej hamu! hamu! jćmy swoje mamu; bo
poznali; ze to matka. Có nie było dopieconC; włożyli znowa do pieca;
a pośli do drugiego sukać. Zazićrali; a ta gupid skocyła z za pieca;
zamkła za nimi drzwi; a były zelezne i udusiyła ik. Wychodżćie sio-
stry; bo juz same tutdk bedżićmy ; ale uny nie kćiały nic robić; a ta
gupiś, muśiała być u nik tak; jak za kucharkC; a jak nie kćiała robić;
to je kćiały zabić.
A w drugim dworze sprawiół p4n b41. Posły uny ty dwie mą-
dre na tćn bńl Juśći ty gupi otworzół śie pokój; wysed kóń; ubrała
śie i tyz na tćn b41 pojechała. Zarńz uwiązała tego kónia i polećiała
tdAcić; a jóno tćn p4n ś niom tdńcół. Skoro juz ty śiostry miały śie
zabićrać; dopićro una ućiekła; śiadła na tego kónia i pojechała, a tam
na tćm b41u ty śiostry je nie poznały. A nim śie wróćiyły; ugotowała
juz kolaciji. Przysły i powiadają: e ty gupiń, tak tu sama śiedźiS; a
tam była takd pióknś, jedna pani ; nie wiedżiały; ze to una była. Una
im powiadd a jakże j& m4m iś; skoro wy mie mdćie tak jak za
kucłiarke.
O Kolberg, Lud. Ser. III, str. 143.
Kolberg, Lud, Ser. XIV, str. 4.
Digitized by
(232)
Sprawiół znowa drugi r&z tón pAn hk\^ d ta prz^rldżie, ta pani;
nny zaś posły, ty mądre. A ty zaś óie pokój notworzół, kóń wysed,
ubrała śie, śiadła i pojechida. I jak zajechała, polećiała zardz do tego
tdńca. TMei; tńńci; a skoro widżi, ze óie śiostryjuz zabiórajom^ tak
zaś ućiekła; ale podldli woska pod progiem i dostAł ji bat.
Zajechała, ugotowała im kołacijd, a ty przysły; a tón pdn im
pedżi^, ze jak jesce trzeći r4z b41 sprawią tó na ktor4 śie tón but
sd4^ to śie ś niom oz^nL Tak ty dwie mądre poobćinały se palice
w nogak, potóm posły sitkie trzy razóm i ta gnpid na tón b4i. Ząsły
tamoky przymierzały, ale śie na z4dnd z tykmądryk nie zddł; ta choć
jak4 ta była, nie ubranś tym razem, ale jak przymierzyła, tak śie na
nie zdił, bo ś nie byŁ I aozeniół śie ś niom. A jedna z tyk mi^ryk
śie uobwieśiyła, a dnigA se garło poderzła. A ći żyją se ta noba.
Było dwok spólników; jedón był biódny a drągi bogaty; ną ju-
Śći tón biódny posed do tego bogatego i wyzicół talara. Ale ni mi&ł
z cego tego talara wżiąś mu wróćić i robidł mu rok za niego; ną
juśći potóm, skoro tómn bogatómu trza było na cóśik piniędzy, tak
posed dó niego, zeby mu tego talara aoddśł. Tón gAdń: dy jś, ći tóz
przeóie rok robiół, tobyś mi tóz móg tego talara potrąćió. Ale tón ma
g4d4: e idź gupi, cóś mi jaw robiół, toś j4d za tó.
Ną jaśći un gddd babie: wiós có, j4 umrę, tó un na óiebie nie
bedżie g4d4ł, boś ty ta nie wyzicyła talara. Ną juśći una wyrobiyła
mu trugłe i za¥riezła go do bastwy na smentńrz, i światło mu za-*
świóćiyła i świóćiyło śie tak nad nim. Ale nie było wieka i on se
tak Iez4ł. Przyśli zbójnicy i mieli worek piniędzi i padają: ka śie tu
bedżiómy dźielió. A jedón do drugiego g4d4: e pódżmy tu, bo śie tu
świóći. Juśći pośiedli koło stołu, ale śie ni mieli cim dżielić, bo ni
mieli miarecki ani nic. A było ik trzok. A tón umarły mi4ł c4pke
i oni mu wżióni te cśpke dżielić śie niom. Juśći uodsuli kazdómu po
dwie c4pki, a zbyła Jm jesce jedna c4pka. Juśći gńdajom: komuz tó te-
rś,z ddmy, kiedy my mdmy juz po dwie c4pki: a jakże śie tóm be-
dżiómy dżielić. A tón akocół z te trugły i pytA śie: a mnie có? Juśći
ći poućiekali, a tón wżion ty piniądze i posed do chałupy.
Zased w noci z tómi piniądzami; tak wżion potóm talara i po-
niós zardz tómu spólnikowi, Ći go nie kćieli puśćić u tego spólnika^
bo myśleli, ze un na prńwde umar, i b41i śie, ci go tu z tamtego
świata nie prs^słali. Ną, ale go potóm puśćiyli, i niek śie robi có
kce, lin n4s tu, powiadń, przećie nie pozabijd. Ną juśći śie potóm
dowiedżiełi, ze un telo piniędzi mś,.
Tak potóm tón bógaty, jak śie dopytdł, zkąd un tyk piniędzi
wżion, k&zAł se tóz takd trugłe zrobić i zawieźli go tam do te bastwy*
») Porównaj nr. 64. — Kolberg, Lud. Ser. Vin, str. 185.
36
(233)
Ną i zbójnici tóz tak przyśli rachować piniądze ći sami, có i pićrwi.
A juśći ći jesce nie zacćni rachować, a un śie juz pytd: „a mnie có?*
bo śie bdł, ze śie mu nic nie dostanie. Tak ći śie zebrali sisci: „ty
na nase piniądze strzezes" — i urwali mu łeb. A tćn powiadś.: „wi-
dżis, dobrze ći tak, móges na mnie tego talara tak nie wołać.
37.
Była matka i uoćiec i mieli dwoje dżieći: jednemu było Jaś,
drugiemu było Heliśia. Tćn Jaś chodżiół gęśi pdsać; có przygndł ty
gęśi, tó zawse ni midł jedne, a ta Heliśia śie upićrała: jd pude matu-
śiu paś ty gęśi, ze ji zddne nie braknie. I przyśniyło śie ji, ze wi-
dżiała w leśie kaplicke.
Tak pasła ty gęśi, a zawse ji dawali na uobiM chleba i jabłek.
I zagnała rdz ty gęśi ku lasowi, a sama posła do łasa ku ty kaplicce,
có śie ji uo ni śniyło. A w ty kaplicce był Pdn Jezus. Juśći ta Heli-
śia, có tam miała na uobiś.d, tó mu zawse połowę do te kaplicki po-
łożyła. I zagnała dó dómu i zddne gęśi ji nie brakowało. Chadzała
una zawse ty gęśi pdsać; una jeno zagnała gęśi ku lasowi, a sama
śie modlyła kdzdy dżićń do wiecora przy ty kaplicce.
Potóm śie ji przyśniyło, zeby ji tatuś zrobiół trugiełke, juśći ji
urobiół, có matka nie wiedżiała. I una posła do te trugiełki i legła
tak, ze juz umarła. Juśći przyśli aniołkowie i straśnie nad niom piy-
knie grali i porwali je do nieba z tom trugiełkom.
38
Wysed jedćn chop, zeby kany có ukraś; idżie, potkał śie z dje-
l)łem. Pytd śie go, ka ty idżies? „Ide kraś". A un śie go pytd: a ty
kany idżies? „A ide ukraś tó, có jesce w doma ni ma". Potóm powie-
dżidł chopu, ze jd ći dospumoge tó ukraś, ale żebyś mi i ty nie zepsuł.
Zaśli ku jedny chałupie; djebdł podniós węgła, cóby tam widz,
i upatrzół se kónie, abo woły, które md wżiąś. I powiedżidł tćmu
chopu, ze urodżi śie dżiecko i kichnie, ale żebyś go nie pozdrowidł.
Ale tćn chłop, jak śie tó dziecko urodżiyło i kichło, myślom se tak
pomyśldł : Boże ći dej zdrowie ! Un ta zardz wiedżidł, tćn djebdł i po-
wiedżidł mu, ze tageś nie powiedżidł, aleś go myślom pozdrowiół.
Wżiąn i nie wypuśćiół go z te stajnie i polećidł.
Skoro potćm rano, ći Idtali za kumotrami, zganiali, a do stajnie
zabdcyli zażryć. Juśći tćn gazda potćm przylećidł i pytd śie: był któ
w stajni? powiadają, ze nik. Un potćm posed do stajnie, a tćn tu
śiedżi między uowcami. I uopedżidł mu, ze go djebdł pytdł, zeby
dżiecka nie pozdrowidł, tó mu pumoze co wyprowadzić, ale ze un
pozdrowiół, tak djebdł ućiyk i dostawiół go tu. Tak śie go tćn gazda
Porównaj nr. 43.
fiocpr. Antrop. T. V. Ds. Ifl» 30
Digitized by
(234)
pyt4: które kónie abo wołyś se npatrzół wziąś. Jnśći jak mn pedżińł
ktorO; tak im ma odwiązdł i d&h
Zased do izby i nopowiadś ty swoji babie ^ jak die stało. Juśći
nna powiądł: porwijze tóz có piniędzy, leó za nim^ a dej mu. Tćn
porw4ły leći za nim, aletón myólśł, zegogóni, zeby mu kónie node-
brdł i nóiyk.
39 0.
Słnzół jedćn przi wojiskn śtyry roki; dostdł za ty roki ótyry
grajcary, bo reśte przepiół piórwi. Judći sed, potkśł śie z dżiadkićm,
có ni miśł ręki, i pytdł go no grajcdr. A nn mn mówi : ej widżis dżiad-
ku, Błuzółek śtyry roki i dostAłek za tó śtyry grajcary. Ną jnśći ale
6i d4m jedón, tó bede jesce midł grajcar na patycki, a dwa na tabak.
Jnśći idżie dali, potkdł śie z drugim dżiadkićm ; jnśći ni miśł
ręki i nogi. I zaś go prośi no jamnzne, a tćn mn zaś gddś, ze słnzół
śtyry roki i dostdł za nie śtyry grajcary. Jnśći ma gkdk: potkAłek
śie z jednym dżiadkićm, có ni mińł ręki i dńłek mu grajcńr. Dostały
mi trzy, ale ći i tak dżiadku d4m jesce grajcńr. Dostaną mi dwa, tó
i tak bede mińł packę tabakn.
Idżie dali i potkdł śie z trzecim dżiadkićm, a był taki, có juz
ni móg na kawdłek chleba zapracować, bo juz był straśnie stary.
Jnśći tćn go prośi no jamnzne. A tćn mn gddś: słuzółek tćz dźiadkn
śtyry roki i dostńłek za to śtyry grajcary. Jnśći sedek i potkdłek śie
z jednym dżiadkićm, có ni mińł ręki i dślek mn grajcńr. Dostały mi
trzy. Potćm potkdłek śie z drugim, có ni midł ani ręki, ani nogi ; dd-
łek mn grajcńr; dostały mi dwa. A terńz i tak ći ddm grajcńr.
Jnśći idżie dali i znowa śie spotkńł z dżiadkićm, ale jnz tćn
dżiadek śie go ani no ja(ł)muzne nie pytńł, jnśći ani tego grajcara
cwńrtego ni mińł, bo śie mu kaśi podżi^, i taki był bardzo strubo-
wany, tćn wojńk. I mówi tćmn dżiadkowi: słnzółe'k śtyry roki, dostń-
łe'k za tó śtyry grajcary i potkńłe'k śie z jednym dżiadkićm, có ni
mińł ręki, a dńłe'k mn grajcńr. Potkńłek śie z drugim dżiadkićm, dń-
łe'k mu drugi grajcńr i juzek ni mińł jćno dwa. Zaś potkńłe'k śie z trze-
ćim dżiadkićm, dńłek mn trzeći grajcńr. A cwńrty mi zginąn, bo śie
go pytńł tćn dżiadek: a tćn cwńrty ka mńs? Jnśći tćn dżiadek ddł
mn potćm torbę, dńł mn piscńłke i uobrns. Powiedżińł tak : jak ći śie
bedżie jeś kćiało, tó jćno powićdz: „uobrns^ nosłóz śie tó bedżies mińł
tam jeś, có jćno bedżies kćińł; a jak mn powićs uobrns słóz śie, tó
nn śie ta słozi. A jak ći któ bedżie na złoś robiół, tó jćno po¥rićdz:
jykije z torby ^, a na ty piscńłce znowa piśnies, tó ći janieli znowa na
pumoc przylecą
Ną jnśći zased potćm tam do jedne karcmy, a ztamtela śie jnz
Indżie wynosiyli. Juśći pytń śie ik: ka wy idżiećie? A uni mn mówią:
O Por. nr. 48.
Kolberg, Lud. Ser. XlV, str. 22, 27.
Digitized by
(235)
idżiemy ztela, bo ta nie wylezy w nocy, choćby jaki był. Jnśći uni
mu mówis^ pódż dżiadku s nami, bo go tak nazwali, bo ćie ta jesce
có zabije. Ale an im powiedżidł: uoijazmie nogi bolą, nie póde dali.
Tak zased połozół aobras na stole i powiedżiśł „uobrus! aozłóz śie^,
i śińd i powiecerzśł se ; juóói potóm wźiąn kśiązke i modlół śie. A ta
śie djdbli sipią dó niego noknami i drzwiami. Tak uni gónili koło
niego ; a tón nic , jóno śie modli. Tak potćm o jedóndsty abo o dwu-
nasty godżinie bierą śie dó niego ^ ale un jóno pisnąn na ty piscńłce
i zawołał: „kije z torby", tak anieli przyleóieli i kije z torby wysły
i tak tyk djebłów zbiyli; ze śie odrzekli, ze juz nigdy tu nie pódą.
A tón potćm powiedżińł: „kije do torby" i kije posły i anieli odeśli,
a un tam dośiedżińł do rana.
Tón rano śiM i śniddd se, a 6i lecą, ci un jesce zije, ci nió.
Ną i potóm uni śie go pytali, có za tó kces, ześ djebłów wypędżiół,
ale un nic nie kćińł jóno posed du dómu. Był w dóma, a ludżiom
ćiókawo było, có un bićdny, a roś. zawse có doś jeś. Juści śie go bd
li, bo jak jóno go któ pogniywś,ł, to jóno krzyknąn „kije z torby"
i na piscńłce gwiznąn, tó by był nie wióm kielo ludżi wyl)łół. Tak
zawse jak ka posed, abo do karcmy, tó zawse go radżi mieli, boby ik
był zbiół. Rśz mu ukradli te piscśłke, ale i tak je dostdł potóm , ale
śie mu i tak ucło na świećie i sdm śie ze światu zgładżiół.
Był jedón gazda bogaty i mieli dźiecko; z tóm dźieckióm nimińł
iś któ do krztu. Sendy chodźiół, pytdł, zeby sed któ z tóm dżieckióm
i nik nie kóiśł iś. Przyśli dżiadkowie na nocnik i padali: kie ni m&
któ iś, tó tóz my pódżiemy z tóm dżieckióm ] i pośli, a tón gazda sed
za nimi^ ale tak z daleka, bo go było wstyd, ze tó dżiadkowie niesą
dżiecko. A ludźie, có po polak robiyli, uklękowali, bo tó był Pńn Je-
zus i Matka Boskń, có z tóm dżieckióm śli. Bo taki jasnoś była uod
tyk dżiadków. I zaśli do kośćioła, a kśiądz zaraz uklęknąn i modlół
śie. Ci dżiadkowie mu gddają, zeby sie juz nie modlół tólo, jóno mu
kńzali, zeby jim sed uokrzćić tó dżiecko. I uobrali tómu dziecku mia-
no Heliśia i zaśli dó dómu i dostawiyli tómu dźiecku kuferek piniędzi
na śiedóm roków, a za śiedóm roków tó przydómy po ćiebie.
Ale ći uojcowie straśnie ty Heliśi na złoś robiyli, wyganiali je do łasa
na trawę. Skoro juz usło śiedóm roków, tak Matka Boska przysła po to
Heliśie; una gddd, pódż Heliśiu só mnom, bo juz wysło śiedóm ro-
ków. Ta Heliśia śie bdła, bo myślała ze tó jeji matka przysła pó nie.
Ale potóm posła z Matkom Boskom. Tak Matka Buski dała ji uod
śiedmi pokoi kluciki, a tón śiódmy był zardzewiany i kńzała ji jóno
po seśći pokojak cliodżić, a do śiódmego, zeby nie zażiyrała. Ale una
ćiekawd była, có tóz ta w tóm śiódmóm pokoju jes i zażrała tam.
A tam był Pśn Jezus, Pietr i Paweł; P4n Jezus ji powiadd: Heliś
nie ućiekńj, bo ćie juz Matka Boskd widżiała, ale nie bój śie nic.
Matka Boskń przysła i pytd śie je: Byłaś Heliś w tóm śiódmóm po- .
40.
Digitized by
(236)
koju? lina padń; ze nie była; Matka Boskd padń: a jd m^m, ześ
była; tak una die potóm i przyznała, ze była w tćm śiódmóm pokoju.
Potóm ji pedżiała Matka Boskś: to śie juz bedźies uode mnie zabie-
rać, kieś tam zaźrała. Una, ta Helidia, straśnie płakała, ze śie mnśi
zabiórać ztamtela. Ta Matka Boskd ji dała sukienkę śróbnd, złot4 i
dyjamentowd i trzy pś.ry bućików tóz takik samyk. Una straśnie pła-
kała, jak z te góry śleżie, kiedy żle było wyś, a jak terdz ślćż« Una
ji powiadd: jak my wyśłi, tak i śleżiómy jesce lepi.
Juśći una zasła potóm do jednego króla na służbo. Tón król mi^sina
zónić, i una tamok śie zgodżiyła za kuchnisti. Juśći dopićro tćn król spra-
wiół h&L i nazjćzdzało śie tak mocki panów i pńń i grali, a ty panny tilńcyły.
I una tóz wysła t&ńcyć, ta kuchnistd. Wdźińła napośledniójsń sukićn-
ke i bućiki, a tćmu sinowi śie straśnie podobała, jak ś nim tńńeyła.
Juśći znowa sprawiół król drugi rdz bdl na panny i nazjćzdzało
śie tak mocki panien. Tak una wdżidła terdz średnid (złotd) sukiónke
i bućiki, i posła znowa tdńcyć. Juśći śie mu znowa straśnie upodo-
bała. Sprawiół znowa trzeći rdz tćn król bdl; tak una sie ubrała
w te ndpiekniójsd sukiónke dyjamentowd i posła znowa ś nim tdń-
cyć. Tak skoro śie ty kuchnisty, có gotowały, miały uozjózdzać, uni
wżićni, podldli wosku na progu; una śie mu wydarła i ućiekła; sko-
cyła na tćn próg i dostawiyła se jedćn bućicek. I spisali znowa, zeby
śie ty kuchnisty pozjózdzafy i przymierzali im tćn bućicek, na ktord
śie zdd. Ale na zddnd śie ni móg zdać, jćno na te Heliśie śie zd^
i uozćniół śie tón sin królów ś niom. I un pojechdł ku wojsku, a una
jak miała dżiecko i śległa, tak ji wżićni ćiśli tó dżiecko do studnie,
a podrażiyli kota. Un przyjechdł uod tego wojska zaźrćć i pytd śie,
có ta słychać nowego. Uni mu padają: jakąś dżwićrzyne przywiód,
takie ćl dżwićrzęta rodżi. Un padd: jakie jes, takie śie niek chowd.
I znowa pojechdł ku wojsku. Tak znowa mi^a dżiecko, tó pod-
łożyli psa, a tó dżiecko ćiśli do studnie. Ną juśći wysed rok, un zno-
wa przyjechdł i pytd śie: có tu słychać nowego. Uni padają: dżwić-
rzyneś przywiód, dżwiórzęta ći rodżi. A te jego babe wywieźli, wło-
żyli do środka drzewa i spdlili, powiadd, bo insego nie wdrtd nic,
jćno wżiąś i spdlić.
I zóniół śie znowa z drugom, a ty dżieći wysły z te studnie
i miały skrzipecki i posły na tó wesele, jak śie zeniół. Ludżie
im nie dali chodżić, 2eby ik nie zatarasiyli, bo bardzo malucci.
Ći pośli, wyśli na piec i straśnie pićknie grali. A tćn, jak śie
zeniół ż tom drugom, tak na nie gdddł (narzekdł), ze śie ś niom zeni.
A ta jego baba pytd śie, có takiemu zrobić, có na nie narzćkd? —
wywiyś na krzyzowd dróge i śtyroma kóniami uoztargać. I tćn padd:
tó tó prdwde mówis! tó chćba z tobom tak zrobić. I wywieźli je
i uoztargali na ty krzyżowy dródze.
Juśći dżieći mu gddają: wićs, my som twoje dżieći, a ty nic
nie wiós. Padają mu: ale my powićmy, gdżie jes nasa mamunia;
wywieźli je do pola i spdlili z drwami. Eozde z tyk dżieći mii^.
po prąćicku tam uod te studżićnki; zasły na tó spdlenisko i kozdy
(237)
ućiąn po samd ziómie. I ta matka im wstała. Tak ta matka padń swo-
jemu: widźia; gadali, ze dżwiórzyny rodze, a nie dżwitoyny mim.
Padd: juz nie bedżie midł na wds któ krziceć, bo my je wywieźli na
krzyzowom dróge i potargali. Una tćz potóm żyła ś nim i z iimi dżie-
ćiami dugo.
Miała matka sina; tón sin był gupi; chodżiół do Hanki pod pa-
śieke. Zased; dała mu igłe. Idźie potóm nod nie. Jedżie chłop- wieżie
fure śiana i ni może ujechać ; pytś go, zeby mu popknąn. Tak un wło-
zół te igłe do tego śiana i popknąn mu, i wyjechali. Tón idźie za
nim a skubie tó śiano i sukś te igły. Tćn śie uobeźry, a tu tólo śiana
pouozćiskowanego ; tak go wykrzesśł bicóm^ ze az ućiyk. Zased^ a ma-
tka śie go pyt4: có ći ta Hanuśiad^a? — Dała mi igłe, ale jechśl
chłop ze śianóm i ni móg wyjechać; pytdł mie, cóbyk mu popknąn.
Tak jś włozół igłe do śiana i popkdłek mu i igła mi dostała. Ta ma^
tka mu powiadś: uo ty gupi, a cćmuześ ty se je nie wraźiół za ka-
pelusek, miałbyś se igłe.
Tak posed drugi rdz ; dała mu pieska. Un wźiąn^ porąbdł pieska,
włozół na kapelus i idźie. Idźie, a matka śie go pytś: có ći tó ta
Hanuśia dała? a un padd: dała mi pieska, tok go porąbdł i mśm go
jaw za kapelusem. A una mu mówi: ty gupi, acćmuześ go nie uwią-
zśł na porwózecku; anie wołdł za sobą: pśi, pśi! tóby my mieli pie-
ska. Tak un powiedźi&ł: uo tó juz terdz bede wiedźiśł.
Posed trzeći rśz; dała mu miósa. Tak uwiązał na porwó-
zecku i wiece za sobom a wołś: pśi, pśi! Tak śie psy zlećiały i aya-
dły mu tó mićso. Frzysed, a matka śie go pytd: có ći ta Hanuśia
dała? A dała mi ta miósa, ale jś uwiązdł na porwózecku i wlógek
za sobom a wołdłek: pśi, pśi! tak śie pśi zlećieli i zjedli mi tó. A
una mu powiadd: cćmuześ, ty gupi, nie zawiązał rękńwa a nie wło-
zół, mielibymy mićso. — aO ! tó juz terśz bede wiedźidł.
Posed cwdrty rkz i dała mu krowę, a un wźiąn śiókióre, zabiół je, po-
tćm nakład miósa do rękńwów, a reśte dostawiół i posed. Frzysed, a matka
śie go pytń: cóćitóta Hanuśia dała? Tak un powiadd: dała mi kro-
wę, tok je zabiół, nakłdd mićsa do rękdwów i niese. uO! ty gupi, cego-
ześ je ty nie wźiąn za porwóz a nie przywiód, mielibymy se krowę.
Un powiadd: a tó juz terńz bede wiedźidł.
Posed piąty rdz, ale mu ni miała juz có dać, tak wźiąn i po-
jon une na porwóz. Przywiód je, zawiód do stajnie i uwiązśł. Tak
śie go matka pytd: có ći ta Hanuśia dała? — Przywiódek une. —
A cóześ ji ta ddł? — Poldłek ji uoscoków (albo: kłonców = plewy
jęczmienne z wodą). — uO ! ty gupi, a idze na izbę, a zanićś ji jeś ;
jes hań w maśnicce bób. — Tak un posed, wraźiół obie ręce, nabrdł
i sarpie, a wołń: uo matuśiu, ni mogę wyjąć (bo maśniczki zwykle
wężse u góry). Tak una mu mówi: dy sarpnij ! Tak un sarpnąn,
przekopyrtnąn śie i spńd do śićni i zabiół śie, a una dostała.
41.
Digitized by
(238)
42.
Midł uoćiec trzok sinóW; ale ni midł im có wdóma jed dawać; tak
ik wysłńł na zńrobek i cego śie ució. Tak ći pośli do łasa, a tam
były trzy drógi. Tak kozdy posed insom drógom, a powiedżieli se:
za rok mńmy śie tu zćś. Jaśói potóm przysed tón rok i ześli śie. Tak
śie pytd jedón drugiego: cegoś śie ty naucół. Jedón śie naucół kraś,
nastarsi; średni śie naucół strzólać; a ndmodsi, có był gupi; naucół
śie wrózió. Juśói pośli do uojca.
Tak potóm przysłał pśn, cóby śli robić pańscizne. A un powie-
dżińł; ze ik nie pośle, bo ma jednego strzelcem, drugiego złodziejem,
a no tćm wróźie nie pedżiś.ł. Tak tćn pin padś,: niek tu przydżie
tćn strzelec. Juśći mińł takiego ptaka, có choćby był nie wićm
jaki strzelec, tó go nie zastrzelół. Juśći wypuśćiół tego ptdka i po-
wiedżiśl mu, cóby go zastrzelół. Juśći un jćno rńz strzeiół i zastrze-
lół go. Tak un mu pedżidł : ną dobrze, nie bedźies robiół pańskiego ;
niek terdz przydżie tćn złodżićj.
Juśći un padś tak: ukradnij mi te pdre wołów^ có ik w dóma ni mdm.
Tak un posed i py td śie tego wróża : ka tu ty woły som, có on mi ik kdzdł
ukraś, a ni md ik w dóma. A juści tćn mu powiada tak: uni pódą
z jarmaku i pódą tam bez las i bedżie tam wiśielec. Jak uni przój-
dą, tó go ty przenićś naprzód, jćno tak, cóby ćie nie widnieli i po-
wieś. A uni przydą ku niómu i jedćn bedżie gaddł: tó tón, a drugi:
tó nie tćn, có w górze był. Juśći wezną i wrócą śie tam, a ty tómca-
sćm ućieknij z tćmi wołami. No i un tak zrobiół. I przywiód ty woły,
a ći uoblećieli, ale tego wiśielca tam nie naieżli, a potem wróćiyli śie
na jarmak, bo myśleli, ze je ludżie pojćni jak śli. A ten wźiąn, przy-
wiód ty woły do pana. Ći śie wróćiyli z tego jarmaku, a pdn śie ik
pytd, có, jak; tak uni mu uopedżieli, jak un im ty woły wżiąn.
Potćm mu pdn pedżidł: przydż tu w noci; bedżie tu kóń przed poko-
jami^ żebyś go ukrad. Tak tćn pdn kdzdl wżiąś kónia, kdzdł jednćmu
parobku śiadnąć na niego, a drugićmu kazał trzymać kónia za uogón,
a trzećićmu za huzde. Juśći tćn przysed w noci i zaspiół ik; tego có
śiedżidł na kónru, sjąn i połozół na stolici, a tćmu, có trzymdł za uo-
gón, ddł do garzći porwósło, a tćmu, có trzymdł za huzde, ddł jego
pdsek do gdrzći. Juśći wżion i pojechdł na tym kónin. Pdn potćm ra-
no posłdł kucharza, cóby wyżrdł, ci jes kóń, ci nić. Kuchdrz wyżrał
i wróćiół śie, ale śie jćno śmidł, a nie kćiał powiedżieć panu. Pdn śie
go dopytował, ale un śie jćno śmidł. Tak śie pan zebrdł i posed.
Wysed, a tu ći kozdy swoje trzymd, a spią; a tu juz dżiewiąta go-
dżina. Tak ddł kozdemu po razu w pysk i potem śie obudżiyli. Tak
tćii potćm przyjechdł na tćm koniu, a pan mu pedżidł: ną to juz nie
bedżiećie uoba robić pańskiego.
(23^)
43
Jeoh&l chop z drógi i awiązgnąn na równym gościóńcu. Ni móg
wyjechać; có tu.terdz bede robiół sam? Przylećiał djeb&ł i powiada:
jak mi dńs tó, có no tóm nie wiós, tó ći pumoge wyjechać. Tćn po-
wiądł: cóby ta takiego było^ cóby ja uo tćm nie wiedźidł^ kiedy j&
no sitkim wióm. Ale tćn djebdł śie go jćno dopytuje^ ci mn jćno dń
to, có no tćm nić wie. A jnśći skoro ni móg wyjechać, juz mu uobie^
cśAy ze mu d& tó, có no tćm nie wić. Tćn djebńł wżiąn^ dżwignąn na
ramie i wyniós mu tćn wóz.
Chop zajechśł dó dómu i dopićro śie w chałupie dowiedżińł^
ze baba dległa^ a prawie złodżieje przyśli i na jego konie śie przy-
strzygali. A tćn djeb&ł prawie przysed po tó dziecko i miśł go
wżiąś. Ale ći złodżieje stńli za śćianom, a jak śie tćmu dżiecku
kichło; tak uni mu pozdrówkali. A kieby mu byli nie pozdrów-
kaliy tóby go juz był porwił. I wysed na pole tćn gazda , a
ći mu padają, ze kieby nie uni, toby mu był djebśł porwśł to dżiecko.
Tćn gazda śie ik pytd: na cóśćie przyśli? — a uni pedżieli^ ze przyśli
te p&re kóni ukraś. I un wywiód te pdre kóni i ddł im za tó, ze po-
zdrówkali tćmu dżiecku. A ći djebli mu uodgroziyli, ze choć go terśz
nie wżićni, tó go potćm zastrzelą. I tćn uoćiec mu wżiąn i takś ze-
leznd piywnice mu urobiół. Tćn uoćiec mu kazował wlćż do te piy-
wnice, skoro juz podrós, ale un nie kćidł wlćż, jćno posed w pole,
bo wiedżidł, cóby śie mu było zrobiyło. Jakby był wlśz do te piy-
wnice. — I strzelół pierun i do znaku te piywnice uozbiół. Ale jćmu
śie nic nie zrobiyło, bo wysed w pole.
Miała matka sina, ucół śie na kśiędza, a ta matka mn umarła;
tak śie potćm ucół, ucół, a skoro juz miś.1 być fnet kśiędzćm, zabrśł
śie iś po matkę do piekła, có była tam zaklętś. Juśći zased tam do
jednego łasa; tam był zbójnik, có midł z trupów chałpe budowani, a
samćmi jęzikami był dak pobity; juśći un śie tam na noc uobróciół, bo
juz ni móg dali iś. Tak potćm przysed tćn zbójnik, a un lezńł za pie-
cćm. Jak wliz, tak powiadd: cłecd postać śmierdżi. I zacąn tćn zbój-
nik wołać, ze tćn muśidł wyś ku nićmu. I pytdł śie go, ka idżie:
pedżidł, ze do piekła po matkę. Tak tćn mu pedżińł: jak zdjdżies, tó
śie spytdj, kany jes Madejowe łoze^ i ddł mu jeś i pić, a powiedżidł
mu tak: jakbyś śie jćno uobróćiół, jak pódżies nazdd, tóbyk ćie na
funty powazół. I zased tam do piekła po te matkę. I dał djebłom wy-
rok i posed ś nimi po te matkę.
Iśći jak mu dali te matkę i sed ś niom, tak śie przypatrzół,
kany jes to Madejowe łoze. A ci pokdzali i powiedżieli, ze fnet pó-
Zob. nr. 2. i 38.
44.
Digitized by
(240)
dżiómy pó niego^ bo nkm bedżie wolno i wwego go tu weżnióniy.
A tam były same noże i sidła. Jnśći iażie z tom matkom na
dwiaty a djeb4ł wylećidł za nim i wyniós zńpore uod piekła i
gkdŚL, któ te z&pore dali wyćiśuie, tó se je weżnie; djebśł tak
86 sądżiół. Tón mn g&da: ną ćiś ty pićrwi; tak djebdł ćisnąn
i nie było je widać; ale potóm spadła. A tón se je chyćiół
w uobie ręce i gkdk: j4 tam mam w niebie brata kowśla, to mu je
wyćisne, bedżie mi^ na klińce. A djeb&ł śie przelęk: „wej se matke^
węży bo cimzeby j4 piekło zapiyrał** ; I posed i dochodżi kn tómu la-
Bowi; a djebńł leći za nim i gkdŚL mu: któ bardżi gwiżnie, to tćn se
je weżnie. Djebdł gwiznąn^ to jaz scotyna z drzów uoblećiała. A tón
djeb&ł mu mówi: ną gwiżnij terśz ty. Tak un mu mówi: ną, jak jśi
gwizdnę^ to ći śie łeb uoscypi; tó ći lepi wbije na niego uobrącke
z jałowca. Skoro mu wbijś^ a djeb&ł mówi: uo juz mi dej pokój, bo
mie juz ter&z boli^ a cózby dopióro potóm było. Ną i tón posed z tom
matkom^ a djebśł ućiyk do piekła.
Tak zased do tego zbójnika ^ i mówi mU; jakie to tó Made-
jowe łozę y có same sidła i noze. Ną i tón mu gkdk: terńz mie
wysłucbśj (spowiedzi) y bo jak nió, tó ćie tu zabije. I tón mu
dśł kij jabtóniowy, có nim zabijdł; a tćn kśiądz wbiół mu go
tak na 100 kroków uod studźiónki ^ a juz suchuteńki był ; ani
skóry na nim nie było^ có je juz uołupiół. I kizkl mu potela w gę-
bie na kolanak wode nodić; a podlewać, pokiela na tóm kiju jabka
nie urosną. I potóm tón posed, a tón dost&ł i nodiół te wode.
Tak potóm jechśł rkz tón kśiądz przez tón las za dwaśćia roków, i zbń-
cół se no tóm zbójniku, a zapńchły mu jabka. Ną i wyprawiół fory-
dica sukać tyk jabłek. Ale un potóm tak se myśli, myśli, i uozpatrzół
śie po tym leśie, zabrńł śie i idżie. I użrśł te jabłónke, a pod niom
tego jak klęcdł^ ale juz po wysi kol&n nogi zdar. I gńdń mu: uo pa-
nie, wysłucbśj mie, bo śie mi juz cnie na świećie. Juśći wżiąn potóm
i wysłucbńł go. Có pedżiśł, ze jednego zabiół, to jabko furgło do nieba.
A tak ik było nabite, cóby ni miki ściebła ka między nie wrażić, az
śie poklagały (spłascyły), a tó tólo dus było. Tak gkdkl fort, jak za-
biół brata, śiostre, swoik krewnyk. Jesce dostały dwie, a tyk dwok
juz nie kći&ł pedżieć. A tón mu powiedżidł: jak nie powiós, tó za nic
twoja pokuta. Potóm dopióro pedżińł^ ze zabiół uojca i matkę. Tak
tón cupnąn w niego palcem trzy razy i uozsuł śie w prok. A tón
kśiądz nodjechńb
Była matka i sin, było mu na imie Jaś; ni mieli wyzićid i za-
brali śie i idą. Zaśli do jednego lasu i ty matce zakćiało śie straśnie
spać. I powiadd: śiadnijmy tóz tu ; jk legnę, a ty bedżies przy mnie
') Por. nr. 73.
46
(241)
śiedżidł. Tak tón chłopiec patrzy do góry, a tu wylećiała wróna
z gnidzda. Wysed' tam na tego smreka, a tam były jdjka i trzćinka
i miec, a tón miec był ziwy. Na ty trzćince tak było: trzćinko
strzeż mie; jak we dnie tak i w nocy, bądź mi zawse ku
pumocy, zebyk mego nieprzyjśćiela zwycięzół. Wżion to
sićko i ślśz na żiómie. Ty jajka upiyk; ta matka śie obudżiyła, ze-
brali śie, zjedli ty jśjka i idą. A uo tóm śie ji nie przyznśł, ze takie
rzecy sjąn z tamtela.
A ną juśći idą i zaśli w jedno mieśce, a było tam 20
zbójników; gotowały 4 kucharki i mówią: po có wy tóz tu idżie-
ćie; jes tu 20 zbójników, uni tu fnet przydą, tó wds zabiją. A
juśći matka trzęśie śie jaze, có śie boi, a tón se śiedżi. Za niedugo
przychodzą zbójnici; ndstarsi idżie na przodku. — WitAjze rycćrzu! tak
mówi tómn Jaśiowi, i sisci mu tak g&dali. Po uobiedżie pódźies s nami
na pojedynek. Tón ndstarsi zbójnik kdzśł mu takś potrawę dać, jak
isobie. Dopićro pojedli i pośli na pojedynek. Tón powiadń: „trzćinko
bądź mi na pumoci, jak we dnie tak i w noci^, a jak puśćiół
tón miec, tak sićkiema łby pośćindł, jćno ten nństarsi dostśł. Updd
mu do nóg i prośi, zeby mu darował. Tak mu darował i był tón
zbójnik przy jego matce tak, jak za uojca, bo tam dostali.
Ale śie go jesce b&t. 1 powiada ji tak, ty jego matce : uozchorujze śie,
a kdz mn iś tamok na wino, ze uozdrowiejes, jak ći go przynieśie, gdżie jes
stośtyrdżieśći zbójników, tó juz z tamtela pewnie nie wróći. Aną un
tam zased, a tam gotuje uośiin kucharek: a po có tóz ty tu idżies,
kie uni ćie tu zabiją. Za niedugo zbójnici idą. Nśstarsi na przodku
i zaś mu gśdd: witśjze rycórzu ! i kozdy mu tak gddśł: pódżies s nami
na pojedynek. Nie dali mu nic na obidd. Jak pouobiadowali, tak pośli
na tón pojedynek. Tón zaś padś. : „trzćinko bądź mi na pumoci, jak
we dnie tak i w noci^, jak wyjąn tón miec, jak puśćiół, tak sićkim
łby pospadowały. Ty kucharki rzućiyły śie mu do nóg i prośiyły, zeby
śie z ktorom uozeniól i tam dostał. A un powiedżi&ł: wy se piniędzi
nabierćie^ i ka ktord kce, idźćie/ a j& se wina wezne i zaniese matce.
Zaniós tego wina matce ; matka zar4z uozdrowiała, zbójnik śie zatru-
bowśł: kie un z tamtela przysed, tó juz nie wióm! Zaś śie uozcho-
rowała i pytała go, zeby ji przyniós jabłek. Ną i un posed po ty
jabka, a tam był smok, mi4ł dwaśćia głów. Zased tamok, a tón smok
midł przy sobie taka pannę zaklętd, có je s&m ji uoćiec zakląn,
i iskała go tamok i groźi mu palcóm, zeby nie chodżiół tamok. Tón
nic, jóno idżie. Zased tamok; smok śie przypatrzót, uwidżiał, ze un
m4 jesce tęgsi miec, jak un i ućiekdł uod te panny, Tón powiadA:
trzćinko bądź mi na pumoci, jak we dnie tak i w noci; jak puśćiół
za nim tón miec, tak sićkie głowy mu spadły. Ta panna mu zarśz
skocyła do nóg, ze je tóz tak wybawiół, prośi go, zeby nika nie cho-
dżiół, a przy ni tam dostAł. Ale un pad4: jś śie tu może powrócę,
jóno matce zaniese jabłek.
Tak zaniós, a uni śie znowa zatrubowali: kie un ztamtela
przysed , to cóz my mu juz zrobimy. Ną juśći ta matka mówi
Roapr. Antrop. T. V Di lU. 3X
(242)
do tego zbójnika: j4 ma ustroje kąpiól , uadkryje go , a ty mu
tó pómahi bedżies ściągał z kołka. Tstk jak un wl&z , uni go
nadkryliy a tón zbójnik śćiągnąn mn tó pómałn. Jaśći terśz tón zbój-
nik stanąn i powiadś,: ną rycórza, chodź tar&z só mnom na pojedy-
nek! — Tón śie przypatrzy, a tu ni md nic; tak go prośi, zeby mu da-
row&ł zyćie: có kces, tó mi juz rób^ a zićie mi daruj. Tak un mu
uoci wydub&ł. Tak tón go prośi: ale mie tóz choć zawiódł pod jakś
kaplicke; un go zawiód^ ale w straśnie głęboki las.
Un tamok krzicdł w tóm leśie. Jadą furmani : có tak krzi-
ci? — słuchają. Ale śie znowa zabrali i jadą ; jednómu śie wi-
dżiało , ze mu śie do znaku wóz połómdł. A tón chop&k miś.ł
4wa dyjamóntowe jabka; wyjąn i połozół je przy sobie i bar-
dzo śie świóćiyłjr; ći furmani zaśli ku niómu i pytają śie: có ty
tu robis? A un' śie ik pytń: ci jęs pod figurom ^ ci ka un jes?
Dydżieś pod figurom; cóś w takim głębokim leśie , cóby ćie nik
nie naldz , zeby nie ty jabka? Tak ik prośi, zeby go pojóni,
a kany ku jakiómu kośćiołowi zawiedli. Tak 6i go zawiedli ku jednó-
mu koićiołowi. Tam śiedżiśł juz i modlół śie. A przyjechała ta pani,
có tego smoka iskała, do tego kośóioła i uozdawała dżiadom jamuzne,
a unemu chybło. Tak un je prośi, a ta go po głośie poznała i pyt4
śie: tuś Jaśiu, tu? A un ji powiadś, ze tu. Zarńz go wżióna do ko-
śóioła i wźióna ś nim ślub. Potóm go wżióna do powozu i jedżle, a tu
leći zbdnecek po wodżie, a górom ponad nik leći gołąb i woła: któ
ni rnk uóc, niek se uomyje z tego zbdnecka, tó je bedźie mińł. Tak
ta zardz wyskocyła i złapiyła tón zbanecek i chlusła mu na uoci i za-
T&z śie przypatrzół. Tak śie straśnie ućiesyła, ze un przeżrśl.
Zajechali, a un ji powiadś, ze pódźie jesce tam do chałpy po te trzćin-
ke i po tón miec. Una mu nie dała chodźió, a tón nic, jóno: póde; po-
sed; zased tamok, a ći tam prawie spali; uotworzół uokno i westchnąn
se do Boga, a te trzćinki wołś, ćicho. A to sićko hyp! po kołkach,
przysło ku nimu. Tak ón wżjon tó do gśrzći, wl4z i stanąn na środ-
ku izby i woł&: no! chodź terśz ty rycórzu só mnom na pojedynek!
Tón śie zerw&ł i śiągś na kołek nad śiebie po tó. Juśći prośi go , ze
daruj mi; tón pada: nie daruje ći. Wźiąn, wydubśl mu znowa uoci
i zawiód go pod figurę. Wróćiół śie, a te swoje matkę na drobne ka-
wałecki pośiekał. I posed potóm tam ku ty pannie.
Król bez dwa roki wojsko śćiągś.ł, a ci zolmiórze śie go pytają: z kim
śie tó bedą bić? A tón Jaś idźie ku tómu wojsku i przysed, a król powiadń:
aną z tóm, có tam idźie. I pytają śie: có mu bedą robić, ci go bedą na
uodróbecki targać, ci go strzólać bedą. Tón zaś stanąn se międzi
nimi i powiedżiśi se: „trzćinko bądź mi na pumoci, jak we
dnie tak i w noci^ zebyk tego nieprzyjśćiela zwycięzół''!
Jak puśćiół tón miec, to jóno łby spadowały, a tón król woła: „zmilc,
zmilc, boś jes ndmocniejsi!" Tak un potóm przestśł — i był za n4-
więksego u króla. I wróćiół śie ku ty pannie i ziją se ta uoba.
(243)
46.
Miśł uoćiec sina i pojechd} ś nim do łasa. Ten sin złapiół taka
malŚL jedlicko i przjgiąn je i powiedżidł: trzymśj tó uojce! Wy<jed
znowa na takń wielgd i pedżi&ł: trzym&j to nojce. A tćn ni móg utrzy-
mać te Wielgie i puśćiół je. I powiada: widżis uojce, cegoześ mie nie
kdrńł wtedy, kiejek mały był, a terdz mi juz nie 4ds rady. Tón wźiąn
tó Wielgie drzewo, wywalół i połozół na wożie. Siadło na uośiak
(koła po odie wlazły w ziemię), có takie óięzkie było. Tón uoćiec mu
powiadd: ną, jakże pojedźićmy, skoro śie tak werzło. A un powiądł:
nie pytdj śie uojce, bo my tu pojedżićmy. Wżiąn, widz pod wóz, pod-
niós do góry, a uoćiec jechdł. I tak do same cliałpy był pod wozem
i niós. Skoro zajechali, tak un powiadś: ną, tójuz terdz ide uod ćie-
bie uojce.
Wżiąn ze sobom trzy piscolety i posed. Wysed na jedlice
i óiedźi. Zbójnici przyśli, uśiedli pod smrekami i śiedzą. Tón, có był
ndstarsi, jak wżiąn na łyzke, tó un mu strzel ół do te łyżki i wypa-
dła mu, a nic śie mu więci nie stało. Znowa nabrdł na łyzke, tón
wżiąn, strzelół i znowa mu wypadła ta łyżka. Na trzeći raz znowa
nabrał harbaty do śklanecki, tón zaś strzelół i wylała śie. Ći powia-
dają: kany któ jes, niek śleźie, a idżie ku n&m, bo mu juz nic nie
zrobimy. Tón wżiąn, śldz; dali mu pojeś miósa i był przy nik za
zbójnika.
Potóm juz usło duzo, a tón powiadd : ej, jd póde zażryć do
swojego uojca. Ći mu uodsuli pó-korca piniędzi i poniós tómu uojcu.
Zaniós tómu uojcu i powiadd: na! uojce za tó, cóś mie wychowdł.
Tón uoćiec śie go pytd: a kany-ześ ty jes? Un powiada: ja jezdek
prec. Un powiadd: a to jd tóz póde z tobom. Tón uoćiec idżie za nim,
a un mu powiadd: nie chodź uojce! A tón nic, jóno idżie za nim. Un
jesce powiadd: nie chodź, tam ći bedżie śmierz; a tón nic, jóno idżie.
Tak tón sin wźiąn go, uoztargdł na poły i wyrzućiół na drzewo. Za-
sed ku tym zbójnikom i pytają śie go, có ta słychać. Un padd: źle
słychać, bok uojca zabiół. A uni mu nie kćieli wierzyć. A un padd:
ną dyć pódźćie, to wdm go pokdze. I pośli ś nim, a un go im pokazdł.
Miała matka sina; straśnie śie ćiesyła nim. Tón sin ji umar.
Tak potóm chłop ta ka^i posed, a una była sama w dóma. Juśći
dżidd sed poprzed uokno i gadd pdćiórze Jak w niebie tak i na żió-
mi", i widz do izby, a una śie go pytd: ciśćie tó byli dżiadku juz
w niebie? A un ji pedżidł tak, ze był. Tak una śie go pyta: a có
ta mój sin robi? a un ji pedżidł, ze grd z janiołami w karty. Tak
śie go pytd: nie powiedżiał wam tóz ta, cego mu chybia? Tón ji uod-
pedd, ze kieby midi có jeś i piniądze, tóby mu dobrze było* Tak ta
przysła, przyniosła spyrck, pszónice, piniędzi i nawalyła na dźiada,
47.
Digitized by
(244)
có jóno móg unićś. A juśći un gśdś, jakże jd tó poniese^ kie ni mam
có jeś; bo śie mu jesce mało tego widźiało. Ną juśći una mu dała
spyrek i pszćnice na te dróge i pedżiała: jak mn ta jesce bedźie
trza cego^ tó ta przydżćie jesce. Tón wżiąn tó; nawiązał do brzómie-
nia^ baba dżwigła na niego i powlók.
Juśći wżiąn ; zawlók tó dó łasa i wysed z łasa ; a popra-
wiał kulicki tak; ze tó grodźi. Ną a jak chłop przysed; tak una
mu mówi : „Ej wiós có ^ posłałak ta nasćmu sinowi ziwnośći* ;
tak chłop śidd na kónia i pojechśl za nim. Jedżie , a tćn gro-
dżi i pyta śie go: „ej gażdżicku^ nie widżieliśćie tu takiego dżia-
da^ z takim brzćmienićm?** — Un mu pad^, ze widźiśł^ ale ze go nie
zgóni. — „J4 tobyk go zgóniół^ ale kiebyśćie mi tómcasćm grodźiyli",
powiada tćn dżiad. Tak tćn zacąn grodźić^ a tón śidd; odwióz se je-
sce brzćmie dali i dał kóniowi jeś^ a sam śie wróćiół do tego chłopa,
có za niego grodźiół.
Juśći zased tam przed niego na gośćićniec i przykrył cAp-
kom tó f có krowa napaskudżiyła tak y ze un nie widżiAł , i trzy-
mał. A tćn chłop go nie poznAł i pytA śie go znowa: „Nie wi-
dżieliśćie tu takiego, có na kóniu jechAł?'' — uO widżiałek ! dżiAd
pad A: wióz brzómie, ale wy nić bedźiećie wiedżieć, którędy za nim
lećieć; jA tobyk wiedżiAł. — A tćn chłop go prośi, zeby lećiAł. Ale
un mu mówi : „E ni mogę tego uodyś, bo haw mAm pod cApkom pię-
knego^ drogiego kanarka". — Tak tćn chłop powiedżiAł^ ze mu be-
dźie trzymał; tćn dżIAd polećiAł, a tón chłop trzymA, trzyma i myśli
se: e cóbyk jA go tó nie złapAł, przećie mi go lepi bedżie w garzći
trzymać; tak wżiąn, wrażiół rękę prędko pod te cApke i zbabrAł se
rękę. Tak gAda : uo gałganie, dwa razyś mie juz wy wiód w pole, ale
mie trzeći rAz nie wywiedżies!
A tón dżiAd posed dali i wiecór zacąn targać inćmu chło-
pu snopki z dachu , a tón chłop spał. Tćn targA, a tón chłop,
có mu tó te cApke trzymAł, idżie i mówi: „Scęś wAm ta Bo-
że!" a tón dżiAd mu uodpedżiAł: „Dej Panie Boże i w Am tóz
ta!" — Tón śie go zaś pytA: ci nie widżiAł takiego, có na kó-
niu przejechAł. uO ! widżiAłek stąd, ale cóz, wy tam ze żiómie, tó nie
bedźiećie widżieć. Tón mu mówi: tó jAbyk tóz targał za wAs. Tak śie
go jesce pytA, a na có tó tak targAćie? A tón mu mówi: bok na rano
napytdł majstrów, có bede góntami pobijAł, tó muse tó do ranią uob-
targać, zeby mieli có robić. Tak tón chłop mu mówi: „Ną tó jA śie
tu juz bede uwijAł, a wy mi jóno leććie".
Tón wysed, targA, uwijA śie, a tón dżiAd posed dali trochę i śiadnąn
tak, có go chłop nie widżiAł, a un chłopa widżiAł. Tak tón targAł i targał, a
juz mało miAł snopków nad raniem. A tón chłop z te chałpy, có jego była,
wysed rano do śióni i patrzy, có tak widno i użrAł, ze jakiśi chłop targA
snopki na dachu. Tak wżiąn tęgi kulik, wysed na dak i pyta śie go:
„Któ ćię tu do tego najmował? pytAłjA ćietu?" — Tón mu ta gAdA,
ale un jóno go zacąn walić i srućiół go na łeb z tego dachu. Potóm
jesce uobdar ś niego uodżiónie i wyśćigAł go. Zased do chałpy i tru-
(245)
bowdł śie, a baba śie go pytd: uo có śie tak trubujes? — Un gada:
idż, tyś była gupia, ja jesce gupsy. Tyś mu nawalyła spyrek, ja mu
jesce kónia i jesce mie zbiyli. A dżidd se posed; miśi kónia
i Spyrki i zije se dobrze do diela.
Miśł uoóiec sina, wźióni mu go ku wojsku. Słuzół 20 roków
przy t^m wojsku i dali mu 2 talary. A nąpotóm idżie, idżie i potkał
jednego dźiada, a tón go uo jamuzne prośi. — „Wiós, dżiadku^ słu-
zółek tóz dwaśćia roków przy wojsku i dali mi dwa talary** ; ale wy-
chyćiół jednego i wyjąn, d&l mu i posed uod' niego. Potk4ł śie zno-
wa z drugióm, a tón go zaś prośi uo jamuzne. Tćn powiadń: „Słuzó-
łek tóz dwaśćia roków przy wojsku, i dali mi jóno dwa talary, a spo-
tk&łek śie z dźiadkiśm i dśłek mu jednego** ; ale potóm wżiąn, wyjąn
tego drugiego talara i dśł mu. Posed dali; idżie, idżie i juz śie mu
jeś zakćiało; zased do jedny karcmy, a tam nie było nikogo. I zano-
cował tamok, bo juz ni móg dali iś. Lćg i usnon ; a tu śie mu we
śnie śnije: có kces za te uocMarke^ cóś dś.ł dżiadkom? a un powią-
dł: }& kce tak& fajkę, cóbym nigdy dó ni nie kłśd, a kurzyło śie ś ni.
Uobudżiół śie, patrzy, jes fajka przy nim. Wżiąn, kurzy; kurzy
śie, aną dobrze. Usnąn, znowa śie mu śnije: có za tó kce, có tćmu
drugićmu dżiadkowi d&ł ze scyrego serca uochfiare. Un powiadd: taki
torbę, có niek bedźie, có kce, jak powióm: „do torby**, zeby zar4z
wpa^o. uObudżiół śie, jes torba przy nim. Wysed rano na pole,
wróna leći a drze śie; un pad&: do torby wróna — i wróna skocyła
do torby. Posed stamtela; idżie, idżie i zased na jedno mióśce; zaś
była tam tak& zaklęta karcma, có nik nie śmi&ł f ni śiedżieć. Tón
wźiąn, zanocow&ł w ty karcmie, śiadnąn se i modli śie za stołem.
A tu mu spadła muska na nos. Tón wżiąn, ćiapnąn i spadła mu do
wąsów. Potćm je wżiąn i rznąn niom uo żiómie i st&ł śie ś nie bi&ły
chłopacek. Jak go tón chlop&cek śiaśnie przez pysk chabinkom, tón
tak zesł&b, ale jesce wypowiedżiił: „do torby** — a tó był djebś*ł.
I wlśiZ mu do torby. A tu leći potóm cóśik takie strasne.
I zar&z sie do tego zolmirza bierze; tón powiądł: „do torby**;
tó skocyło do torby. I przylećiała zaś ładnd paniónka i góni po izbie
a woła: wojdku, chodź ku mnie, wojś.ku chodź ku mnie! A tón po-
wiadi: „do torby**! i ta skocyła do torby. Juśći idą, ka jaki dje-
bał był i jego uojca między sobą wiedą. Jak jóno wleźli, tón wołś:
ka jaki djebdł: do torby; i sisci powpadali do torby. A tón uoćiec
dosł&ł, a ći krzycą w ty torbie, zeby ik puśćiół. A tón powiądł*: ji
w&B pusce, ale przez takom racyjom, jak śie tu z&den ani r&z w ty
tu wśi i karcmie nie pokdze. ći śie zaprzyśiągli, ze juz ani jedón tu
nie zażry; ną i tón powiadd: „z torby** ! — a ći jak wyskocili, tó jóno du-
dniało i uo mało karcmy nie uozwalili, có tak gnali w pole. A tón
') Zob. nr. 39.
48
Digitized by
(246)
jego uoćiec posed do nielMU Dopióro rano zaglądają, ci jesce żywy,
a tćn se chodżi po g&nku i kurzy se £&jke i powiedżiił im: ta se joz
zawse śiedżćie, tu w&m juz zadón ani nie zażry. — Tómu óie juz
ucło i jak umiórdł^ k&zk\ se tym, có mu dali te torbę, przyś po nie.
Ći przyśli, wżióni te torbę i fajkę, a nn umar i zost&ł zbawiony.
Sed jedón pies do świata i zesed śie z wilkiem i pyt& Me go
wilk: pódżies só mnom na snzbe? — atćnmag&d&: póde. Wilk mu
mówi: nie bedżies n mnie nic robiół, jćno przyświśdcdł ; a pies mówi,
ze bedżie — i zaśii do łasa i nżrśA wilk barana; pytk śie psa: wi-
dźis go? — a pies g&d&: widzę. — Dali pyta die wilk psa: stoi mi
uogón? — a pies mu mówi, ze stoi. — A usi stoją mi? — uo, sto-
ją! — A kudły stoją na mnie? — uo, stoją! — A skoció po t^o
barana? — uo, skoc! bo mu pies muśiśl przyświ&dcać, bo uod te-
go był.
Tak wilk skocół, porw&ł tego barana i zjedli go uoba. Zaśli
w drugie mieśce, tam były zaś krowy i ćielęta. Juśći śie go znowa
pyti: stoi mi uogon? — stoi; — a usy? — stoją. — A kudły na
mnie stoją? — uo stoją. — Skocić? — ną skoc! — Tak wilk sko-
cół i porw&ł ćiele. — Tak tó uoba zjedli. Pośli zaś na kónia. A wilk
śie go tak samo pyt&ł, a t€n mu przyświ&dc&ł. Ną i pies śie zbucfai^,
bo myśldł, ze i s&m da rade tak robić i posed uod wilka.
Zesed śie z kotćm, Juśći kota śie pyt4: pódżies ty dó mnie na suzbe?
Kot powiadń: póde. — Nie bedżies nic robiół, jóno przyświ&dcśl. Aną
znowa pies śie go pyta: stoi mi uogón? — a kot mu mówi: stoi! —
a usy? — stoją i t. d. — A skocić po tego barana? — a kot mu
g&d&: skoc! — Juśći pies skocół, uduśiół barana i zjedli uoba z ko-
tćm tego barana. Zaśli dali; była krowa z ćielęćićm. Tak śie zaś pies
pyt&: stoi mi uogón? — stoi i t. d. — a skocić po tó ćiele? —
skoc! — I skocół, złapiół tó ćiele i zjedli go uoba i pośli dali. Tam
znowa był kóó; pyt4 śie go zaś: stoi mi uogón? — kot g&dś.: stoi
i t. d. — a skocić do tego kónia? — kot mu gś.d&, ze skoc! —
Tćn skocół rś.z, ale śie kóń do niego uobyrtnąn ze zadkióm, tak pies
odskocół. Jak skocół drugi r&z, jak go kóń huknąn zadkióm, tak śie
pies przewyrtnąn i skuci. A kot wyleći&ł na smreka i woła: mian!
miau! i potćm na tego psa woł&ł: ter&z, terdz, ter&z, chyt^i!. tak śie
śmi&ł, a pies krzyc&ł gw&łtu, có go tak bolało.
Śidł djeb&ł z chłopóm wespół żimniiki i powiedżiił chłopu: ty
bedżies zbiórdł wićrchy, a jd spodki. Chłop posed, jak jesce żimni&ki
nie kwitły, zeząn nać i ni miśrł djeb&ł nic. Tak djebdł powiądł: ale
') Porównaj nr. 16. i 23.
49.
60
(247;
włćB có, śiejmy jęcmiej spoin, któ piórwi r&z zarżnie, tó se sićko ze-
znie. Có razy chłop idżie dó pola, tó djeb&ł pilnuje. Tćn wżiąn, śiś*d
na babO; ddł ji kosdk pod pazuchę i jedżie na ni dó pola. Bije po
rzyć! a jedżie;^ Djebdł śie zapatrzół, na cóm un tó jedżie, a baba śiast,
zazśna g&rz, wyatawiyła do góry i zebrńł chłop sićko.
Jedón podróżny zased do jednego dwora, zgodżiół śie na suzbe
uowce paś i p&s po leśie, po takik krzś,kak. Jaz jednego razu goniół
za nowcami i kopnąn pniś,ka nogom, a pod tćm pniakiem była pi-
wnica z piniądzami. A w ty piwnicy nie była jćno jedna baba. Było
piniędzy doś i były takie trzewiki i świócka śie świććiła. A una mu
kś.zała: nabier se piniędzy, có kces, te trzewiki se weż, bo 6i śie
przydadzą ku twoi śmierzći, jśno te świścki niechśj. Ale nn k&z&l ji
wyżryć na uowce, a un tómcasóm wźiąn sićko i te świćcke. A una
śie spotkała ś nim, jak uod tych uowcy sła i mówi: j4 juz wićm,
ześ je wżiąn, ale wićdz śie ś niom zaabsormować.
Juśći zagndł uowce dó dworu i podżiękowdł za suzbe, bo juz piniędzy
doś mi&ł i nie potrzebow&ł suzyć. I kupiół u tego pana kamienice i có kći&ł,
tó mu donośiyli jeś, a un se jćno tak ził i śiedźi4ł. Aleć mu śie bardzo cło^
bo choć mu dobrze było, tó sś.m jćno był. I zaświććiół te świćcke;
przysed zeleźny cłowiek i pytd śie go: a có kces za tó, jćno zg&ś
te świćcke. Un uodpedżidł: nic nie kce, jćno ze dwok cęśći świata
muzykę. A ty panowy dżiewce śie ta muzyka bardzo uwidżiała i za-
chodżi i: có kce p&n za te muzykę, zeby mi je pdn d&ł. Nic nie kce,
jćno jedne noc z tobom spać. — Ną i dś»ł ji te muzykę.
Ale śie mu zaś cło, tak znowa zaświććiół te świćcke i przysed zeieżny
cłowiek i zaś śie go pytA : có jćno kces ? a zg&ś te świćcke. — Ną juśći un :
nic nie kce, jćno ze trzok cęśći świata muzykę, cóby jesce ładni grała.
Tak mu przyniós. Juśći ty dżićwce jesce śie bardżi ta muzyka uwi-
dżiała, bo śie jaz po mieśćie uozlćgało i prośiyła go uo te muzykę;
tak un ji je dśl. Potćm skoro ji dńł, znowa śie mu cło bez te mu-
zyki. Tak zaś^ććiół te świćcke i przysed zeieżny cłowiek i pyt& śie
go: có kces, a zg4ś te świćcke. — Nic nie kce, jćno ze śtyrek cęśći
świata muzykę. Tak un mu dś.ł, a ty śie uokropnie uwidżiała ta mu-
zyka i znowa go prośiyła: có juz kces, tó ći ddm, a dej mi te mu-
zykę. Un padś,: nic nie kce, jćno żiamo pieprzu na twoim brzuchu
uozetrzyć. Juśći skoro potćm tak zrobiół, tak go król k&z&l zamuro-
wać w ty kamienicy.
Ale takie luchto tam gdżieśi dostało, có rękę wrażiół. Ną juśći sło rś*z
jedno dżićwce kole te kamienice, a jćmu zabrakło uognia i prośiół tego dżić-
wcęćia uo patycki; ną juśći podało mu. Zaświććiół te świćcke. Przysed zeie-
żny cłowiek i pytd śie go : có kces ? Nic nie kce, jćno ztela wyś. Ną juśći mu
uozpar rękami mury i wysed. Tak potćm posed do jednego kśiędza na
plebanii. I zjedn&ł śie bydła paś. I zaświććiół se przy bydle te świ^-
ęke. Przysed znowa zeieżny cłowiek i pytd śie go: có kces, a z^ńś tę
51.
Digitized by
(248)
świócke. Nic nie kce, jóno takie skrzipecki, cóby każde stworzenie
t&Acyło, jak na nik bede gr&h No jnśói przyniós mu te skrzip^ i. Za-
eon grać, a tu sitko bydło, ptdki i sitko skakało. Tak śio zesudkało,
eó jaz zgrzdte> mokre^ a łacne do cłiałupy przysło. J. f : gospodyni
na niego krzycała, eó nn temu bydłu robiół, có takie k.^rzdte.
Na drugi dżićń wygndł, a una wysła za nim, có nie wiedżidł, wlazła
se do jałowci. I un brząkś na skrzipkak, a tu bydło juz st^ 3 i słucfad
i zacónd sk&kać, a ta gospodyni tóz pj tyk jałowcak z' xsl skdkać;
tak śie zeskdk^a, skuła, có ledwie dosła naplebanijd. 1^4 juśći przy-
sła i skardzi śle jegómośćiowi, ze jak zacąn grać tćn łiycćl, tók śie
ni mogła strzymać i muśiałak skdkać, a potćm tók óie tak zmordo-
wała, cók ledwie przysła. Niek jegomod na niego zaglądają. Ną juśći
skoro na drugi dżićń wygn&ł, wysed jegómoś i widz do tdrni. Jak
zacąn grać, tak jegómoś po taruiak zacąn skdkać, tak sitko na sobie
starg^ i skuł śie bardzo, có ledwie tćz dosed do swego dómu. Przy-
sed i legnąn zardz, a unego kdzdł zawieśić.
Skoro go mieli wićsać, juśći un jesce tćlo casu midł, có zadwić-
ćiót te świćcke. I przysed zeleżny cłowiek i pytd śie go: có kces?
Nic nie kce, jćno cóbyk te skrzipki midł przy sobie i te trzewiki, a
cóby ik nik nie widźidł. Juśći mu pedżidł, ze ik nik nie bedżie wi-
dżidł. Skoro juz był na stolicy i mieli go wićsać, zagrdł, bo mu ik
nik nie widżidł, tyk skrzipek ; juśći sisci jedćn na drugiego zacćni skd-
kać. Juśći jedćn po drugim góniyli, a un tćmcasćm te trzewiki wdżidl;
jak skocył, tak sto mil uskocył i ućićk uod nik.
Jedna kómornica była przy leśie i posła na patyki do łasa i na-
desła niedźwiedź iową dźiure, a w tćncds niedźwiedżia nie było. Tak
jak przysed^ pytd śie je^ ci ty pódżies do mnie na suzbe za babe.
Ną juśći una śie bdła i pedżiała, ze póde. Tak pojon je tam do te
dżiury. Skoro potćm mieli dżiecko, jak mu juz było 7 roków, tak
una mu mówi, zeby my ztela wyśli, tóby my se dobrze żyli. A tćn
niedżwićdż, jak sed gdźie na łów, tó te dźiure uokropnym kamićnićm
zawalowdł. A tćn sin był bardzo mocny, tak spróbowdł rdz tego ka-
mićnia dźwignąć i dźwignąn ; wyźrdł, ale tćn niedźwićdź prawie skądsi
sed. Skoro drugi rdz niedźwićdź posed, tak un wźion, dźwignąn tćn
kamićń i wyśli z matkom. Tak idą, ale śie z tym niedźwiedźiem na
dródze spotkali. Juśći un ik kćidł wrócić do te dźiury. Ale tćn sin,
jak porwdł tego niedźwiedżia, jak rznąn nim do pniaka, tó ledwie śie
zgrdtdł.
Ną juśći tćn sin myśldł, ze bedźie drógą piniądze najdowdł,
bo ta jesce gupi taki był. Tak mu ta matka gddd, jak śie pytdł,
gdźie tó te piniądze: tó trzeba Boga prośić i robić có na piniądze.
Tak zaśli ku jedny kaplicce, un klęknąn i mówiół pdćićrz, bo my-
') Zob. nr. 28.
62
(249)
klkly ze jak bedżie pśóiórze mówi<^ł, ze mu piniądze z góry polecom.
Chodżiół, chodżiół koło te kaplicki, ale ni ma nic. Zacon trząś tom
kaplickom; ta matka mu g&aśi: nie jóno śie trza modlić, ale i có ro-
bić. Jaśći un ji gkd&i tó mi dejćie có do te roboty. Zaśli do jednego
dwora i zgodżiół śie na suzbe. Juśći pojechó.! na 2gi dżićń do łasa
po buki. Zajechdł z parobkami^ ći sisci rąbiom, a un se śiedżi. Ći
juz nakładli, a un nic. ći poizdzają, a un wżion wyrw4ł buka, wło-
zół go na wóz ze sićkićm i jesce naprzód pojechń^ł; taki mocny był
bardzo. Skoro zajechAł ku dworowi, tó jaz gónty z dachu lećiały, jak
z bica strzelóŁ Tak na drugi dżićń dali mu trzi nś.podlejse kónie.
Ząjech&ł do łasa, zawołdł wilków: wilci pódżćie, zjódżćie ty kó-
nie. Wilci kónie zjedli; un se śiedżi, a ći rąbiom. Skoro uni narąbali,
un wżiąn, wyrwśł uokropnego buka i włozół na wóz i zawołał wil-
ków: wilci pódźćie ter&z ćiągnąć, kieśćie kónie zjedli. Juśći ik za-
przągnąn, a jak wyjech&ł na podwórzec, tó jaz bramę potargał,. Juśći
uni potćm na niego sisci żli byli, i zrobiyli tak& rade, ka go po-
dżieć. Tak uradźiyli tak: trza mu nasuć do worków pi&sku i gliny,
niek z tóm jedżie do młóna i przywieżie potćm mąki, a jakby tego
nie zrobiół, toby go straćiyli. Tak un zawióz mónarzom i powiedżi&ł
im: m& tu z tego takd i taki psenicnd mąka być, a s&m pojechdł
do dwora, Ći zaglądali do tyk worków, a tu glina. Ale śie go b41i,
zeby ik nie wyzabijś>ł, tak dali swojego żarna i namełli mąki. Tak
un przyjechał i wżiąn te mąkę. Przywióz do dwora a uni śie sisci
cudowali, ze un z pidsku i gliny mąki przywióz. Ną juśći znowa była
tak& rada, có mu tu teraz zrobić. Tak uradźiyli, ze mu trza k&zać
do piekła jechać po piniądze, a jak nie przywieżie, tó go stracemy.
I dali mu piknę kónie i brykę i pojechał. Naświęćiół krydy w dżie-
więći kośćiołak, nabrdł wody święcony i pojechał. Zajechał i pis&ł po
murak, ze tu bedżie stawiał kośćioły, a ik ztamtela powyśćigąje; tak
jim grożiół. Djebli śie poprzelękali i mówią: ale mój ty, nie róbze
tćz tego; có kces za tó? Tak potćm mówi: ną, jak mi nasypiećie
pełną te brykę piniędzy i wyprowadżićie mnie stela, tó ta może nie
bede stawidł. — uO, juz ći tćz nasujemy, jćno jedź stela. Skoro za-
jechńJ^ do dwora, znowa była rada: uo, có mu tćz tuter&z zrobić, kie
un z piekła piniądze przyniósł — Uradźiyli, zeby se i piniądze i bry-
kę i kónie wżiąn, zeby jćno sed, ka kce. Tak zajech&ł z tćmi pi-
niądzami do młyna, nasuł món&rzowi do worka piniędzy i wypędżiół
go stela. Tak potćm żyli z tom matkom i un ji powiedżiśł : uo^ pr4w-
dęśćie mi mówiyli. M^m doś piniędzy ter&z. I żyją do dżiś dnia, jak
jesce nie umarli.
Jedćn król stawiół śie z chłopóm, ze jeśli pódżie do jednego Insa,
a tam go niedźwiedź nie zjć, tó dostanie pół królestwa i córkę. A tćn
chłop umi&i bardzo pićknie grać. Ną juśći posed do t« go łasa, wysed
na drzewo i grdł pięknie; tak tćmu niedźwicdżiowi ^ie bardzo spodo-
63.
Bospr. Antrop. T. Y. Dz. III.
32
Digitized by
(260)
bało i prośiół go, zeby śl&z i naacył go tóz tak grać. U^byk ćie i na-
ncył, ale ćie .śie boje, żebyś mie ty zjdd. — Nie bój śie, jćno śliż.
Ale kiedy ty m&s grube palce, tó nie bedżies móg grać. — uO; mój
pićkny, wyćieńc-ze mi ik tćz, prośiół tćn niedżwićdż tego chłopa. A
było tam takie drzewo noscypióne, a były dwa kliny wbite na jednóm
końcn i na drugióm. Un ma k&zśti palce do te spary włożyć, ze mu
bedżie ćieńcół. Tak niedżwićdź włozół, a chłop wyjąn klin na jednćm
końca ; dopićro niedżwiódż woli : uo, juz mi^m doś ćićnkie, ale un po-
sed i wyjąn jesce z drugiego końca klin i odsed go. A niedżwiódż
wołdł : a puś mie tóż puś, bo juz mam doś ćićnkie palce. Tak tćn
chłop zased do tego króla, tak mu król d4l, có mu uobiecdł: córkę
i pół królestwa. Skoro potćm posed tón chłop z tom córkom do swoji
chałupy, tak tćmu królowi bardzo te córki zal było, a mi^ takiego
wilka i posłał go, zeby tego chłopa zjad, a te córkę dostawiół. Tak
wilk posed; jak ik dogndł, tak śie chłop obyrtnąn i pytś śle go:
kces ty być za kupca? — uO, kce tćz, kce; Tak wżiąn do worka, na-
suł skali, uowinąn do uoktuse i przywiązdł mu na plecak, a powie-
dżiśł mu tak: m&s tu kukiełkę, jak pódą ludżie na jarmak, tó bedom
uod ćiebie kupowali. — Tón myślał, ze kukiełki mś, a tu sk&le mi&l
i ni móg śie ani rusyć z tóm, a tu nik nie idżie. Tak tón król, skoro
ani córki, ani wilka nie widać, wysłał psa wielkiego. I zaś mu tak
samo powiedźińł: jak ik dogónis, to go zjódz, a córka śie niek wróći.
Ną juśći ik tón pies dolatuje, a uni śli wtóneas prawie koło wody.
Tón chłop śie zaś obyrtnąn i pytd śie go: „kces ty być za rybńka?"
— uO, kce tóz, kce. — Ną to se^ padd, bedżies ryby chytśł i zjś-
d&Ł — Tak posed na lód, wyrąbdł dżinre i k&z&l mu tam uogón
włozić, ze śie mu ryby bedom do uogóna chytać* Ale nie wyjmuj, jaz
bedżies midł ćięzkawo. Tón śiedżi i trzym^ tón uogón, a był wtencas
wielgi mróz i zamśrz mu uogón. A juśći potóm un se myśli, ze mu
śie tólo ryb nachytało, a tu mu uogón przymdrz. Tak król, skoro ani
córki, ani psa nie widać, posed do tego łasa, ka tón niedżwiódż był.
A tu niedżwiódż palce ćieńci. Pytś śie go: có tu robis? — A ćieńce
palce, bo śie bede ucół grdć. — A ty gupi, pocóś ty takiómu uwie-
rzół! — Wybiół ty kliny i wypuśćiół go. I k&z&l mu: idż, leć za
nimi^ a jak ik dogónis, tó jego zjódz, a córka niek dó dóma przydżie.
Juśći tón polećidł i nadsed tego wilka i pytd śie: có ty tu robis? —
A juśći kupce. — A ty gupi, mś.8 jaw skdli pełno. — Wżiąn, od-
wiązś.ł mu ty sk41e i zabrali śie uoba i polećieli. Lecą, lecą, i nadle-
ćieli tego psa. I pytają śie go: có ty tu robis? — A juśći jezdek za
rybika, alek tólo ryb nachytdł, ze jaz unióś ni moge. — uO, ty gupi,
a dy to tobie uogón przymś.rz. Dopióro zacęni ścać z tóm wilkiem
i odtajóli mu tón uogón. Pódż terdz s nami, polećimy sisci, tójak go
zdybiómy, tó go zjómy. Ną juśći nadlatują, a tón sjąn portki i obró-
ćiół śie dó nik. A tón niedżwiódż, jak go użrśł, zląk śie i g&d&: uo,
tó tón, có mi palce ćieńcół, lepi śie wróćmy. I wróóiyli śie i ućiekli,
a tón se posed dali.
*
(251)
Był pin i pani, mieli skrzypce, na nik se grali,
Jak śie wdm podobA, bede g&dał dali.
54.
Mi&l król córkę. Przestraśnie śie uo nie królów ubiógało. Pisdł
jedón króleski sin zdaleka dó nie. A una mu uodpiśała, ze nie go-
dżión ji rzemyka u trzewika uozwiązać. Ale un je kćiśł choć uwidżieć,
jakd una tśz tó. Przyjech&l do kośćioła we wielgi piątek, bo mu ga-
dali, ze wtedy zawdy jes w kośćiele i una tóz była. Nie widżidł je,
bo była pod płamyką (raótuch). Tak mu pedżieli, zeby sed i ubr&ł
śie za dżiada, tó je uźry, bo una daje dziadom jamuzne. Sed tam do
tego króla i potk&ł śie z dżiadćm i powiadd mu: dej mi ty dźiadu
to uodżićnie, a j4 ći ddm łiaw tó. A dżidd mu powiadd: e niek śie
tóz ta pin só mnie nie wyśmiówA. Un powiadd: jś, śie nie wyśmić-
wim, jćno dawaj. Dżidd sjąn tón swój płdtek i dił mu. Tćn zaś sjąn
i dśł mu swoje, tćmu dżiadowi. Zased tamok i una dawała dżiadom
jamuzne. Unemu chybło; tak un se śiedźidł pod strzecłiom na polu,
a z drugiego piętra wyldł kuchdrz w&r i obldł go. Tón zacąn krziceć,
ze śie mu jamuzny nie dostało, a warćm go polewają. Una wyskocyła
i pytś, śie: có tó? — Un padi: jamuzny śie mi nie dostało, a waróm
mnie polćwają. A una mu padd: tyś młody, mógbyś iś do nds słuzić
za kuchćika, bo kucharz juz stary, nie widżi, jćno z muchami gotuje.
Posed un za tego kuchćika i słuzół. Pytdł te panny, zeby mu dała
światła, ze se bedżie siwdł tćn płdtek. A una mu mówi: „cóbyś ta
stare siwdł, tata ći kupi nowe." — Un ji uodpedżidł, ze duzi (dłużćj) sta-
rego jak nowego. Wżiąn^ posed do tego króla, przyniós bułe dyjamćntu,
połozół go na stole, świyćiół se nim i siwśl. A do jeji pokoja sed
taki blask bez dżiurke uod kluca. Una uotworzyła i pytd śie go: có
tó md. Un ji pedd, 'ze widżi panna, ze dyjamćnt. Prośi go, zeby ji
ddł, a un mówi, ze dd, ale nie zadarmo. Wźiąn, posed ku ni, a po-
tćm ji d^. Ale ik tćn król zastdł tam obuk. I midł ik obuk ze świata
zgładżić, córkę i unego. Ną juśći potćm un je spuśćiół w noci w ko-
siku; wżićni powóz; wżiąn jesce kufer i sdm śie potóm na żićmie
spuśćiół. Ale ći, có jechali, uodjechali z tćmi piniądzami i z powo-
zóm; a uni uoboje dostali. Ale una jesce miała przy sobie worecek
talarów. Śli tak uoba na nogak. Una krzycała, ze je nogi bolą. Je-
chdł chłop, có ndwóz wożiół. Powiadd ji tćn kuchćik, kup se tego
kónia, tó ćie powieze. Podsepnąn tćmu chłopu, zeby ji duzo zaciniół
za tego kónia i za tćn wózek. Tćn zaciniół śtćrdżieśći talarów. Wy-
jćna i dała mu. Śiadła a tćn je wióz. Kany było dobrze» tó jechdł
pómału, kany było żle, tó jechdł có jćno tćn kóń móg wyskocić. Je-
chdł dwa dni; nic tćmu kóniowi nie ddł zjeś. Na trzeći dżićń kóń
zdek. Powiadd ji : có bedżićmy robić, trzeba iś na nogak. Śli na tyk
nogak ; wożiół drózny na tdkak po gośćićńcu kamićnie, powiadd ji :
kup se ty tdki, tó ćie powieze. Una śie pytd tego dróznego: kielo za
ty tdki? — Un ji pedd, ze ni mogę przedać, bo tó cisarskie. Ale
Digitized by
(252)
unu niC; jĆHO muśińł ji prze.dać. Tak nn ji zaciniół dwaśćia talarów.
Wyjćna nostatek z worecka i dała mu. Siadła na ty tdki i wióz je.
Kany było dobrze, tó pómału jechdł, kany żle, tó tak wartko. uOtrzę-
8ła śie i juz nie kóiała na tyk tdkak jechać; ze juz woli na nogak
iś. Tak dostawiyli ty tńki, a dli na nogak. Tak una juz ni miała pi-
niędzi; a un jesce mi&ł, ale śie ji nie przyzn&ł i powiedżiśl ji: j4
póde liaw, a ty idż ram, tó uni ći ta dadzą có zjed, abo piniędzi.
Zasła w jedno mieóce, ale je skrzyceli, sprzeziwali i nie dali ji nic.
A un nika nie był, jćno wżiąn ty swoje i pokśrZ&ł ji. Ale idź jesce
do drugie chalpy ; kie ćie w jedny skrzyceli, tó óie w drugi usanują.
Ta posła do drugie chńłpy, ale je znowa tak samo skrzyceli i wyśći-
gali. Tak przyóli juz pod jego króla, ale un ji jesce nie pedżidł, ze
tó jego uoćiec.
Tam była karcma, tak nakupiół rozmaitego trunku i kdz&ł ji, ze
bedżie sinkować; a j& póde na miasto ze śiókirom. Namówiół zolmió-
rzy, zeby śli, wypiyli i flaski ji pićknie wybiyli. Zaśli i wołają: pić!
A una im powiądł, zeby płaćiyli. Ci wżićni, wypiyli có mogli^ a re-
śte wyuozbijali i ni miała nic, Juśći tćn potćm przychodżi i pyta śie:
duzoś tu nasinkowała, a una płace, ze ji zolmićrze wypiyli i pouozbi-
jali flaski. Un ji pokazuje : widżis jd jaw zarobiół śtyry papiórki, a ty
nic. A kiedy tak, tó bede garckami kupcić. Nakupiół ji garcków, za-
wióz na rynek i postawiół. Namówiół dwok starsik zolmiórzy, có po-
jechali na kóniak i zmićni ji ty gdrcki. Tćn zaś przychodżi i pytd
śie je: duzoś nakupcyła? — Una znowa w płac, ze wjechało dwok
zolmiórzy i zmićni ji pióknie g&rcki. Kie tak, tó juz nie bede nic kup-
cić. — Wżiąn, posłAł i przywieźli tćn powóz, tćn kufer, ubrali je i wsa-
dżiyli do tego powozu i seśćióma kóńmi je wieźli tam do tego króla.
I mial tam odrazu wesele i krzćiny.
Był jedćn pustelnik, sed i zased do jednego lasu; tam było mia-
sto zaklęte i kobyły były i jadły uowies a żróbek był jedny kobyle
uwiązany u uogóna i jdd łajna. Juśói un wżiąn, uodwiązńl tego żróbka
i puśćiół go do tego uowsa. Tak tćn żróbek mu gddó,, ze tyś zrobiół
mnie dobrze, ale sobie żle; śiadśj na mnie, a jedź cimprędzi ztela.
A juśći śidd na niego i jedżie i użr&ł piórko; tćn mu nie bier
tego piórka, bo bedżies midł bióde, ale un go i tak wżiąn. Zajechńł
do jednegor pana i zgodżiół śie na suzbe do cugowych kóni. Bez p&re
dni wydawali im światło, a potóm im brakło na jedćn wiecór. Tćn
żróbek mu g&dd: ej wićs có, mas piórko, tó se zaświćć. Tćn wżiąn,
wyjąn tó piórko ze skrzynki, a tu taki był uod niego błysk, có do
innyk stajni bez śćiany widżieć było. Tak parobcy śie dżiwowali, có
un tó takiego md -i dali znać dó pana, a tćn p&n mi&ł matkę caro-
wnice. Tak mu p&n wżiąn tó piórko i mówi : terśz mi jesce przynićś
tego pt&ka, a jak nie, tó bedżies uo głowę mniejsi. Tak un posed do
stajnie i płakdł, a tćn kónicek mu gdda : widżis, nie gddśłek ći, żebyś
56.
(253)
nie brśł piórka^ bo bedżies mińł bióde. Ale ma mówi: idź do pann,
uiek ći d& na śiedćm dni ziwnośći, mnie i tobie. Tak mn pdn d&i
i pojechali. Zajechali do tego samego zaklętego miasta w leśie, a tón
kónicek mu mówi: idź, tó tón ptdk tam bedżie w kldtce nade dżwia-
mi, ale żebyś śle nie dotknąn sukniom dżwi, boby ćie te ptaki zajadły.
Juśći ik wyniós, a tón kónicek mu gś»d4: śiadśj na mnie, a jedź te-
TŚLZ jak nśtęzi.
Jadą ku granicy, a tu sićkie złe dżwiórzęta lecom za nimi. Ale
przećie ik przejechali i uny śie potóm wróćiyły. Zajechdł do tego pana
i dśł mu tego ptśka. F&n mu pedżińł: ną przynióześ ptAka, to przy-
nieś i klatkę, bo mu tó carownica pedżiała, zeby mu zdech bez ty
klśtki. A juśći tćn zaś gddń tćrou kónickowi, a tćn mu zaś g&d4: a
nie gśd^ek ći, ze bedżies midł bićde? — Ale idż, niek ći dś 14 mnie
i \& ćiebie na uośim dni ziwnośći. — Juśći mu pkn dał ; tak pojechali,
a tśn kónicek mu zaś pedżi4ł: weżze te kUtke, ale tak, żebyś nika
nicego nie dotknąn; a te ptdki i dżwićrze złe sićkie spały. Un wżiąn
te klśtke, śiM i jechił jak ndtęzi.
Dojćzdzają do granici, a tu tó sićko za nićmi lećiało. Ale prze-
ćie ik przejechali, ze ik nie dogónili. Tćn mu g&d&: ną dobrze, przy-
nióześ mi piórko, ptAka i kldtke, ale przynićś mi terdz taki wody, có-
byk ś ni uodmłodnąn. A juśći tćn płace, a pśn mu gddd, ze jak nie
przywieżies, to bedżies uo głowę mniejsi. Tćn zaś powiedżiAł tćmu kó-
nickowi, ale un mu mówi: idż, niek ći dadzą na dżieśięć dni ziwnośći
14 mnie i ]& ćiebie i dwie flaski. Tak mu pdn dił i pojechali.
Zajechali ku jedny studni, a tam dwie kosi chodżiyły tak koło
te studnie. A tćn mu mówi: tak wpuś flaski, żebyś nie dotknąn tyk
kós, boby ćie porąbały. Tćn nabrdł te wody i pojechał do tego pana.
Tón mu powiedżidł: terdz mi przynićś takie żradło, cóbyk f nim cały
świat użrśl. Tćn zaś tó mówi tćmu kónickowi, a un mu mówi, cóby
mu dali na pietniśćie dni ziwnośći. Tak im dali te ziwnośći i poje-
chali. — Zajechali do jakiegosi lasu na góre i tam było na uoliwnćm
drzewie. Un mu kdzdl iś po tó żradło; tćn kónicek podstawiół chu-
stecke. Wsed juz kawńłek na tó drzewo, ale ni móg dali iś, bo był
taki ułómiony kij. Tak wyćiąn uo to żradło i spadło kawałecek na
dół, wyćiąn drugi rdz, znowa spadło nizi, jak wyćiąn trzeći riz, tak
tó żradło spadło tćmu kónikowi na te chustkę. Juśći mu go zaniós,
ale un mu jesce takd pryncyzne kńzdł przywićś, cóby śie mu podo-
bała, zeby śie uozeniół ś niom. Tak tćn kónicek mu zaś kizAł iś, zeby
mu dali na śtymdśćie dni ziwnośći; un mu ddł i znowa pojechali.
Dojćzdzali ku jednćmu morzu, a tam śie kąpały trzi córki i ma-
tka była przy nik; tak tćn kónicek mówi: proś te matki, zeby ći po-
dzwolyła z tom średniom iś na miasto, ze ji kupis có. Un prośiół,
ale una mu nie kćiała podzwolić. Ną juśći un potćm pojechdł dali do
drugiego miasta, ną i tćn kónicek śie mu kAzdł wróćić do tyk samyk
rdz jesce. Tćn prośiół choć na kwilecke, tak una ji terdz kdzała. Tak
un je zawolśrł i polećieli do inego miasta i zaśli ku jedny kopie śia-
na; tam śie uobtocyli święconom krćdom i śiedżieli. Ta matka t^k
Digitized by
Googl
(264)
koło północi przylećiała i mówi : jak śie nie wróćićie, to jak piórsi po-
wóz przyjedżie, to śie zapadniećie. Ale uni śie nie wróćiyli. Tak przy-
chodżi drugi rkz i mówi, ze jak śie nie wrócą, to jak bedą jeś piórsń
potrawę, tak popękają. Nie wróćiyli 6ie; tak zaś przylećiała trzeći
rśz i mówi : jak śie młodżi paiistwo nie wrócą, to jak bedą pićrsś. noc
spali, tó jd jnz przylecę i Bpkle wda.
Tak je jnz zawióz i bardzo śie tćmn pana spodobała. Jak śie
zabićyrali do ślubu, tak un im k&z&l śiadnąć na drugi powóz^ a pićrsi
powóz jechdł darmo i zapdd śie. Jak przyjecłiali uod ślubu i mieli
pićrsd potrawę jeś, tak tćn pustelnik dił je^ psom i kotom i popękały.
Tak mieli pićrsd noc spać, a tćn pustelnik posed i legnąn se pod łóz-
kióm. Una przylećiała, śiadła na uoknie, zacćna suć uognićm, ale nn
wźiąn i porąb&ł je miecćm. Tak krapło ty córce trochę krwie na lico ;
tak un ji obćićrdł, a tćn pdn śie uobudżiół i cłiyćiół go. Tak mu mó-
wi : uo, toś je przywiód, mozebyś kćińł ś niom utrzymować i kćidł go
powieśić. Tćn mu potćm powiedżidł, jak ta Źmila (matka te córki)
gddała i có un tam robiół; tak jak sitko wypowiedźiś.ł, tak potćm
skamidł.
Tak za rok znowa śie stśł cłowiekićm, a ta pani (matka tego
pana) k&zała na kotle mlćka nawarzić i skocić tam dó niego, ze śie
stanie pićkniejsim; tak un śie radżiół tego kónicka, a un mówi: weż
mie, obwićdż do koła trzi razi, tó tó złe ś niego wyfdrk&m. Tak go uob-
wiód trzi razy i tćn skocół.
Ną un skocół, ale śie mu nic nie stało, jćno jesce pićkniejsi
wysed, a ta tak myślała, ze śie juz uwarzi i nie bedżie nic ś niego.
Tak^una jesce takiego samego mlćka nawarzyła, przy pro wadźiyła kó-
nie mse, uobwiedła i k&zała swćmu sinowi tam skocić. Ale ty kónie
nie wyfdrkały tego złego i tćn pdn śie tam poparzół. Tak tćn pustel-
nik śie uozeniół potćm z tom, a te roatke uotruli i ziją po dżiś
dżićń.
Było trzok braći, a jedćn taki był, có cim kći&ł, tó śie st4t«
Powiedźidł im, ze jd śie stanę wieprzkiem, weżćie mie na jarmak i
przedejćie; jćno mie z porwozem nie przedajćie! Tak go przedali i po-
śli. A ći kupci go zajęni do kierdela (trzody gromady) i gnali go ra-
zem. Zagnali do karcmy, zanocowali, pozawiyrali i pośli do izby. Tćn
śie st&ł chłopćm, wysed z miedzi świni i posed ku bratom i mieli se
piniądze i żyli dobrze.
Zaś im pedżi&ł: jś śie stanę kónićm, weżćie mie na jarmak i
przedejćie, jćno nie z buzdom. Zajechali i kupiół go cńmokśięznik;
śidd na niego i jedżie, ale un był bosi tćn kóń, i kiełzdł mu. Jechśł
koło kuźnie i pomyśldł se: e tó trza tego kónia uokuć; śldz ś niego,
uwiąz&ł go i posed do te kuźnie, a tćn kóń tak huśińł głowom, có
kćidł te huzde sjąć. Idżie kucharka po wode i mówi: e cóz ćie tó
66.
(266)
zre, kónicku po głowie, kćiała go poskrobać, ale un sarpnąn głowom
i huzda spadła i ućiyk.
Leći, leći; stał śie ptdkićm, a cśmokśiężnik śie zaś stdł jastrzę-
biem; juz go midł ize jóno zgónić, a tón śie jóno obyrtnąn, stół śie
lisem i zadawiół go, tego jastrzębia.
Zaś śie stdł ptńskiem; lećidł, lećiił i zalećidł przed jednego
pana i góni poprzed uokna, a tćn pAn mi&l córkę. Ta córka uotwo-
rzóła uoknO; i nn skocół do pokoja. A tón cś.mokśięźnik midł jesce
sina i tćn sin chodźiół i suk&ł tego ptś^ka^ zeby go naldz. Zased do
tego pana i nalśz tego ptdka ; prośi tego pana, zeby mu przeddł tego
ptdska, ale un mu nie kćiał tego ptAska przedać. Ale un nic jeno,
zeby mu przedś^ł. Tak mu tón pdn przyuobiecdł, ze mu go przedń.
A tón ptśisek powiedżiał ty pannie, ze jś, śie stanę pierzćiónióm, a ty
mie bedźies mieć na palcu. Jak mie bedżies dawać tómu sinowi, tó
mie upuś na żićmie.
Tak jak go miała dawać, tak go upuśćiyła i stAł śie tćn pierz <
ćićń kasom, a tón cdmokśięźnik stdł śie kohutem i dżióbdł te kase,
a tćn, jak zaś śie st4ł lisem i zaddwiół tego kohuta.
I zaś śie stdł pt&skiem i tćn pan miś.ł ik spślić, te córkę i tego
pt&ska. I nawieźli śiąge drew do pola, a te pannę prowadzą. Tćn ik
prośi, zeby mu pokazali pićrwi, ka śie bedżie pdlół. A uni mu mó-
wią: e tyś mądry, jescebyś nńm ućiyk. Tó mi zróbćie takd dżiurke,
zebyk śie jednćm uokićm przypatrzół. ći mu wywiertali takś, dżiurke,
a tćn śie stał chrobś^ckićm i wyl&z. Stś,ł śie uorłem, porwśł te pannę
w pazdury i ućiyk ś niom i nie spalyli ik.
Jedćn król miś,ł córkę. Dopićro uobwołdł, uobębniół, który trzi-
sta polnych zajęci upaśie, tćmu córkę dd. A któ nie upaśie, jak śie
podd, bedżie uo łeb niżsi.
Tak był jedćn taki brzydki parobcś«k i powiedżiał se, ze śpa-
su po ćichu: „ze jd upase'. Jak go dosłyseli, tak go wżićni^ a un
uokropnie płakś»ł^ bo kaz tó trzista polnych zajęci upaś ! Ną i dopićro
przysed dżiadek i pytd śie go: cego płaces? — Dżiadżi mi uozór
wyrwali, cók powiedżiał, ze upase ; a jak ik tu upaś ? — Nie trubuj śi©
nic, bo upaśies. Wej (weż) se zbozś. i bedżies im poćiskowdł, a tu
mis piscdłecke, tó jakby ći jćno który ućiekdł, tó gwiżnij, tó ći nika
nie ućiece.
Tak kdził król nachytać trzista polnych zajęci i wygnali mu.
Jak mu wygnali, tak un poćiskuje zbozd, a zające za nim, za nim;
tak śie król straśnie na tó patrzół; a midł ik paś bez pięć dni. Wy*
pds w jedćn dżićń, przygnał; rachują, som sićkie. Tak wygnali w dni-
gi dżićń; przygndł, zaś som sićkie. Tak król padd: ej żlel
Dopićro wygnali mu na trzeći dżićń, a ta córka przebrała śie
za cywilni i prośiyła, zeby ji zająca przedił. Tćn ji tćz ddł tego
zająca, ale skoro una uodesła, un zagwizddł na ty piscdłcC; tak zaj^c
67.
(266)
torbę uozerwdł, a une zdrśpdł i nóiyk ji, a przysed naz&d. Zasła, król
śie je pytś.: dostałaś? — a dostałak, ale mi torbę starg&ł, mnie zdra-
pśł i aćiyk. — uO, na cóześ tćz puśćiyła! ale nn ta muśidł i tak nie
polećieć ku niómu. Przyganid wiecór, rachują som sićkie. — aO ! żle^
powiadś. król.
Przebrała śie zaś królowi i posła dó niego. Dopiero un ji po-
wiadA: przedać^ nie przed&m^ darmo dać; tóz nie dam^ ale wżiąn i
ucałuwdł je, jako przysła matkę i d4ł ji zająca. Skoro una idżie, tak
on zaś gwizdnąn na ty piscałecce i zając zaś torbę stargał, une po-
dripił i wróćiół śie. Król śie je pyti: knpiyłaś? — A dał mi, ale
mie potóm zając podrńpdł i ućiyk. Zagania wiecór, zające rachują:
som sićkie.
Na piąty dźićń przebrśł śie 8Ś.m król za chłopa, zased i prośi
go, zeby mu zająca przed&ł. Un powiadd: przedać, nie przedim, dar-
mo dać, ni mogę; ale był zaśmierdżiały kóó zdechły; jak go w samś
d... trzi razy pocałujes, tó ći go dam. A un go prośiół, zeby tćz
choć bez papierek, ale tćn nie kći&ł przystać. Tak tćn król r&d nie
rad, muśi&ł tego kónia pocałować, a tćn mu dał tego zająca. Ale jak
król uodsed^ tak nn zaś zagwizdał i zając torbę stargdł, króla zdra-
pał i ućiyk. A tćn zagani4 zające; rachują: som sićkie.
Tak juz wypis, bo tó był piąty dżićń. Ale mój król jesce mu
nie kćiił dać te córki, bo b^ł bardzo brzydki, jćno jesce uobębniół,
ze któ pełny worek gśdek nagada, tó temu dś. córkę. Juśći śie roz-
maići panowie nazjćzdzali dó tego gidanii. Ale tćn zacąn nipićrsi
gidać, có ty zające pds. I zacąn uo tćm uopowiadać, jako król uob-
wołśł, ze któ trzista zajęci upaśie, tó mu d& córkę. A skoro na tó
przysed, ze król kónia w d... pocałowdł, tak król mu nie A&t tego
gidać i powiadd, ze juz doś nagiddł. I mnśidł mu dać te córkę i
królestwo, i króluje po dźiś dżićń.
Był raz jedćn przy wojsku i tam se upatrzół dżićwke i wżiąn
ze sobom. A tam na te dżićwke przychodźiół grunt, a na niego tćz
przychodźiół grunt, ale un śie uozćniół na swój grunt a tamtego nie
wżiąn. Dopićro midł trzok sinów, ale tó byli wielci myśliwce; gdżie
który có uwidżiił, tó muśiało jego być. Skbro umićrił, powiedżiśł tak:
Moi sinowie, mdćie mie przez trzi noci na smętdrzu wartować.
Jak go pochowali^ tak na pićrsd noc posed tćn ndstarsi i nała-
dował se dubeltówkę. Stoi, a tu idżie dó niego takie, jak liska; tćn
jak strzeli, tak śie przewyrtło. MyślAł se, ze wezne potćm rano jak
póde, i nie posed po tó. Idżie rano, a tego ni ma. Zased dó dómu
i pyti śie go tćn średni, cóś tam braćie widżidł? — Tćn pad&, ze
nic. Tak wysed na drugś noc tćn średni. Zaś wysło dó niego takie,
jak wilk i un zaś strzelół, a tó śie przewyrtło. Znowa śie go pyta
tćn młodsi: braćie, cóś ta widżiśł? — un padd: „nic." Tak na trze-
ćia noc posed tćn namłodsi i stoi. Wysło takie dó niego, jak nie-
58.
(Ź67)
dźwiódż; tón strzelół, przewyrtło śie. Dopióro jak śie tón wróćiół, tak
śie jedćn przed drugim przyzndł, có widżieli; ale cóz kie có zastrze-
lyli, tó nic ni mogli dostać, bo śie gdżi^śi podżiało.
Potóm któsi załozół prawo, ze ik z tego gruntu sprawował, tak
uui śie zabrali na te matcine uojcizne. Dopićro wleźli we wielki las,
a tam ik zasła twardd noc. Tak polegli w leśie, ale po jednćmu za
kolejom stali, cóby ik jaki dżwićrz nie posarpdł. Ndpiórwi stdł na-
starsi, potóm średni, na uostatku tśn ndmłodsi uo 11. i 12. godzinie.
I przysed taki bidły kotek, ći piesek. Tćn go md juz jćno chyćić, a
tó uskakuje przed nim. Jaze go tak uodprowadżiylo w las, có ni móg
trefić ku swoim ludżiom.
Dopićro wysed na takś okropnd jedłe i patrzół, gdżie śie świćći.
I wypatrzół i uwdzdł se dobrze, śldz i idżie akurat w te stróne. Ną
i nadchodżi, a tó palyli zbójnici. A ndstarsy uobrac^ pieceń nad uo-
gnićm na widelcak i jdd. Tćn jak wycylowdł do tyk widelci, tak jak ^
strzelół, tó mu ty widelce z gdrzći wylećiały. Dopióro tćn zbójnik
padd: cóś tam jes; leććie chłopci sukdjćie. ći śie sędy uozlećieli, ale
ni mogli go ndś i przyśli; pedżieli, ze ni ma nic. A ten padd: a pa-
trzyliśćie górom? — Nić, jćno dołem my patrzyli. — Leććie i patrz -
ćie górom. Tak polećieli, należli go na jedlici i muśidł ślćź. Tak śie
go pytd tćn dowódzca: cóś ty kćidł zrobić? — Cók kćidł, tok i zro-
biół, bo jd jes dobry myśliwy. — Tak tćn zbójnik powiadd: jak mi
wytrąćis cwancigiera z pomiedzi palci, tó dostanies przy nds. — Tćn
jćno rdz wycylowdł i cwancigier wylećidł.
Tćn padd: na cisarskik saócak jes ta piesek. Weź fuzyjd có ći-
cho bije, zastrzćl go, bo kcemy tćn zdmek wyrabować i córkę mu
ukraś. A mdmy zaś jednego takiego, có sićko zaśpi. Dopićro mu dali
te fuzijd i zastrzelół tego psa. A przysed tćn, có zaspiół sitko; wźićni,
zrobiyli potćm dźiure bez śiańce, ale zddćn nie kćidł iś^ jćno jego
ndprędzi wysłali, có tego pieska zastrzelół. Patrzy, a tu sićka warta
spi na żićmi ; tak idżie dali do jednego, drugiego pokoja, a tu w je-
dnćm spdł król, a w drugim królowd; tak un wżiąn, poprzesta widł
z głów do nóg światło. Dopićro idżie do trzećiego pokoja i tam spała
ta córka; tak wżiąn trzewicek, piestrzeń i cłiustecke z jeji znakićm.
Idżie znowa do królowe i wżiąn cypek, a z pokoja króla wżiąn sa-
ble, którd była nduostrzejsd i ndćięzsd. Potćm idżie i melduje zbójni-
kom, ze sićko spi.
Dopićro potćm zbójnici włażą po jednćmu. a un se stanąn przy
dżiurze i kazdćmu łeb ućindł. A ći myśleli, ze uni tak tam włażą.
Dopićro tak sićkik wyzabijdł. Tak tćn kapitdn, jak śie obudżiół, dii
znać, ze zbójnici śli, ale un sićkik wyzabijdł. Tak tćn kapitdn do-
stdł zardz jedoordłem. A ta córka pytd śie uojca: Tatuniu, niek śie
go tatunia spyta, ci un był tu w te noc, kiedy tyk zbójników poza-
bijdł, ci nić. — A tćn uodpedżidł, ze nie był. Tak una mówi, zeby
śie schowdł ze swojom mowom, ze tó nieprdwda, có un mówi. Tak
una prośióła potćm swego uojca, zeby ji wystawiół na krzyżowy dró-
Bocpr. Antrop. T. Y. Dx. lU* 33
Digitized by
(268)
dze traktyjemie. Tak król ji wystawiół, a una kdzała wypisać na iA-
blici, ze dżiśidk sióko jes za darmo^ a jutro za piniądze.
Terdz tćn sin zesed śie ze swojom matkom, ale una go nie
kćiała przyjąć za tó, ze ik pićrsi w tym leśie uodsed. Ale ći braćia
prośiyli, zeby choć uo trzydżieśći kroków za nimi sed. Tak sed i na-
deśli dó te traktyjemie. Ći prześli ndprzód^ a un uwidźidł te tdblice
i wołś na nik : „Wióm, ze ni mdćie piniędzi, a hawok jes napisane,
ze dżiśidk sićko za darmo, a jutro za piniądze." — A matka padd:
wićrz mu ta, wićrz; któby ći ta ddł có za darmo. Ale un padd:
wróććie śie jćno. Dopićro śie wróćiół jedćn i padd: „prdwda." Tak ći
śiedli w jednćm kąćie z matkom, a un w drugim, bo mnśi&ł tak dy-
śtanc trzymać. Dopićro ta matka wołała có podlejsego jeś i pić, bo
śie b&ła, ze mudi zapłaćić, a un wołAł có lepsego.
Dopićro ta matka śie pyti: có tó kostuje, a ta królowś padś.,
ze nic jćno k&zdy muśi uopowiedźieć swój talent uod pocątku do kóń-
ca, jak śie mu ta powodżiyło, abo có. Napiórwi uopowiedżiell ći, a
potćm posła ku tćmu jednómu. Tćn dopićro g&dd uo sitkim uod po-
cątku, jaz jak w tym leśie spali i wartowali. Dopićro powiedżi^, jak
go ći zbójnici chyćiyli i jak pieska muśi&ł zastrzelić i sitko. Dopićro
jak mu kśzali uopatrzyć, ci spi sićko, ci nić^ i tak dali sitko uope-
dżidł, có wżiąn z którego pokoja i jakby panna nie wierzyła, tó tu
mdm; wżiąn i pokdzdł. Potóm uopedżidł; jak tyk zbójników wy-
zabijdł.
Dopióro una go prośi, zeby ji te chustecke, pierzćień i buty po-
darował, a un nie kći&ł, ze bedżie midł pamiątkę; ale una go bardzo
prośi, tak un wżión i podarowdł ji. Tak una go jesce prośi, zeby ji
podarował jesce i cypek, tak un padś, : kiejek podarował jedno, tó i
drugie, i dal. A una posła do inego pokoja i porodżiyła chłopca i daje
inu, zeby bawiół, a un nie kce. A una mu mówi: baw, b&w, bo tó
twoje I
A una cóm prędzy napisała do uojca i przyjechali i ćiesyli śie,
a un śie potóm ś niom uozćniół.
Miała matka córkę, ale straśnie była na te córkę złd i kćiała
je zabić. Ale una ji g&dś,, ze có kcećiCj tó mi juz zróbćie, jćno mi
zyćid nie uodbićrdjćie. Tak una wżićna sićko ś nie sjćna i wyśćigała
je. Tak una posła w las głęboki i nadesła chałupę, có tam byli zbój-
nici. I wlazła tam dó te chałupy, ale ik tam wtćncśs nie było. I było
ponastrajane, tak una im nagotowała i wlazła do becki do piórzy i
tam śiedźiała.
Ći przyśli i nie wledżieli, có im tó nagotowało; sukajom sendy
i pytali, zeby śie uodezwało, kany có jes ; tak una śie potćm uode-
zwała i powiedżiała: jd wyjdę, ale mi dejćie có śie uodżidć, bok jes
pagd. Ną i ći ji ta zanieśli i wysła i straśnie ji radżi byli. Tak im
69.
(269)
zawse gotowała i przysła ta jeji matka, bo Sie dowiedżiała, ze una
tam jes, a była ta jtjji matka carownica.
Przedała ji taki bnćicek, có jóno go wdźidła, tó zaraz umarła
i nic nie g&dała. Nąjaśćipotóm poprzychodżiyli i myślą se tak: ej tó
nie tćn bnćicek^ có my ji dali i śćiągli ji go i nna zardz stała i
gidała.
Tak pośli znowa drugi r&Zy a ta zad przysła i dała ji piestrzo-
nek; jacy tćn piestrzonek wdżi&ła^ zarśz umarła. Tak nić wiedżieli
terśz, có Sie ji zrobiyło, bo miała duzo piestrzonków; tó nie poznali;
który jeji, a który nió. I zrobiyli ji trugłe ze złota, śrybła i dyja-
m^ntu i wywieźli je do pola i jecbił potóm p4n i wżiąn te trugłe
& niom. Zawióz je i włozół do pokoja. Ną i ddł swojemu Studantowi
uod seśći pokoi kluce i uod tego Siódmego tćz, ale mu powiedżiśł,
cóby tam nie zaźiórał. Ale tón myśli se, bo mu dżiwno było, có tóz
ta takiego jes i zaźr&ł un tam. I jak zażrśł, tak śie mu straśnie tón
pierzćień uwidżiś.ł; zased ku ni i śćiągi ji go, a una śie mu rusa;
śćiągnąn uodróbecke, ale usłysił, ze pdn sed. Zląk śie straśnie i uóie-
kdł stamtela. P4n śie go pyti: po cóś tam był? Tón powiedżidł, ze
spodobśł mu śie tón pierzćień. Ną juśći potóm tón mu pedżiił: jś,
ći daruje tón pierzćień, zeby una jóno stała. Tón zased ku ni i śćią-
gnąn ji go i una stała. Straśnie śie tón pdn ćiesół i uozeniół śie
ś niom.
A ta carownica jeji matka zasła do lustra i powiadd: powiódz
mi, ci moja córka żyje? A uno powiadi, ze żyje. Juśći una tam po-
sła. A tón pdn posed tómcasóm ku wojnie. Wżióna i wrażiyła ji śpilke
do głowy i ta córka stała śie zarśz gołębiem. Ną i un jak przysed
uod wojska^ tak myślił na te carownice, ze tó jego baba. 1 powiadd
ji: cegoześ śie tóz ty tak prędko zestarzała?
A tón gołąb, ta jego zóna Idtdł ponad nik. Ną i powiadd mu
ta carownica: zebyśćie gdżie tego gołębia podżieli, tóby jd odmłodła.
Ną i tón pdn kazdł tómu śtudantowi, cóby tego gołębia uodniós kany.
Tón śtudant chyćiół tego gołębia, ale mu tak zdl było straśnie, tak
go głdskdł po głowie. Namacdł te śpilke i wyći^nąn i zardz śie stała
paniom i uopedżiała, ze tó una jes jego zonom, a nie ta carownica.
I skarżyła śie przed swojim mężem, ze ji ta matka straśnie na złoś
robiyła. Tak je wywieźli do pola i spdlyli.
Midł jedón cliłop psa. A juśći tón pies śie uokoćiół i midł ma-
lutkiego. Tak tómu małómu psu ddwaU jeś, ale un nigdy sdm nie
kćidł^ jóno dawdł tómu więksómu. A uni zaś lepi dbali uo tego
młodsego^ jak uo tego starsego i wyśćigowali go jesce.
Tón więksi śie zabrdł i sed sukać ka jaki suzby i potkdł śie
z wilkióm. Wilk śie go pytd: kd idźies? Un gddd: zabrdłek śie ka
suzby sukać, bo mi nie kćieli ddwać jeś. uO ! nie trubuj śie, bo póde
z tobom^ tó jd ći poprdwie snzbe. 1 wróćiół śie ś nim wilk do tego
60.
Digitized by
(260)
sn mego gazdy. Tak tćn mały pies wartował dżiecka, a wilk przysed
i porwśł go, a powiedżiał tómn psa: leć za mnom a skdkdj, tó j& ći
tó dżiecko dostawie, tó bedą myśleć, ześ ty lepsi jak tćn mały. Tak
tćn wilk porwśł tó dżiecko uod tego małego psa i ućiekdł ś nim dó
łasa. A tćn pies łeći za nim a skaka; i tćn wilk puśćiół tó dżiecko,
a tćn pies śiedżidł przy nim a scek&ł, có jćno móg. Potćm tćmn du-
żemu ddwali jed, a tego małego zaś uodegnali.
Juśći usło kiela casów i przysed tćn wilk dó tego psa i mówi
mu: ną dej mi có zjeś. Un mu powiedżidł: jes ta bardn w komórci-
nie^ tó weż i zjćdz; a wilk mu mówi: ale nie scekńj, jaz juz bede
daleko uod chałupy, boby mie cłiyćiyli; a tćn pies był uwiązany.
Skoro wilk uodsed, tak pies scekd, ale gazdowie nie wiedżieli, na có
scekń, i nie wyśli. Juśći drugi r&z przysed tćn wilk i wżiąn ćiele^ a
pedżi^ psu: nie scekdj, jaz jś uodyde. Juśći pies scekdł, ale ći spali
i nie słyseli.
Tak zaś przysed trzeći r&z tćn wilk, ale pies był juz nie uwią-
zany i myśli se: pockdj, tó jd ći tu zrobię, bobyś ik zaś bardzo zni-
scół. Ną mówi mu: dej mi có zjeś! — E ni ma tu nic takiego; jes
tu piecone na wesele, ale jakoż ta wleżies? uO! jd śie ta wdrdpie,
jćno mi powićdz kany. Ną juśći wilk wdrdpdł śie dó ty kómory. Ej!
skoro se juz podjdd roznyk dobrów, spyrek, dopićro pies zacąn sce-
kać i gazdowie powylatowali, a pies jćno zaskakuje ku dżiurze w śćia-
nie. Tak ći pośli, wżićni drągów i śienne widły dó kómory, bo my-
śleli, ze tó złodźićj. I zabiyli wilka, a tó sićko dali psu, i pies jdd
i mi^ śie juz dobrze.
Był jedćn pijdk i sićko, có zarobiół, tó przepiół. Tak trzeba było
stacyj, a ni midł ik któ namalować. Dopićro święty uOćiec mu uobie-
cdł do śmierzći ddwać jeś i pić, jak namaluje te stacyje. Ale un nie
umidł, tak posed do djebła i pedżidł mu: ty wićś, jak tó md być,
boś tam był, tó mi namaluj wyobrażenie pana Jezusa, tó jd ći za tó
mojd duse ddm.
Tak djebdł straśnie pićknie namalowdl. Dopićro un idżie dó św.
u Ojca i mówi, ze juz namalowdł. Ale św. uOćiec nie kćidł wierzyć
i posłdł kśiędza, zeby śie sed przypatrzyć. Tak kśiądz pedżidł, ze
som, ale un mu nie wierzół. Tsik zaś posł^ biskupa; biskup zased
i patrzy i straśnie śie mu zezdało tó wyobrażenie pana Jezusa i mówi
św:iętemu uOjcu, ze som namalowane. Ale św. uOćiec nie wierzół je-
sce, ze kaby ta taki pijdk móg takie stacyje namalować i posed śie
edm' przypatrzyć.
Tak straśnie byłu uOjcu św. dżiwno, ze tó un takie namalowdł
i wżiąn go do śiebie i dawśl mu jeś i pić. Ale tćmu przećie. zawse
smutno było i nic go nie ćiesyło Id tego, ze duse djebłu sprzed^.
Tak śie go rdz pytd uOćiec Św.: cego śie tak smućis? — Dopićro un
mu uopedżidł sićko, jakó, có, A św. uOćiec mu mówi: „E! ty gupi,
61.
(261)
cego śie smućis ; dy jóno przydź dó mnie i wyspowiadej śie, tó ći nic
nie bedżie; ale cbodż zardz za mnom dó kośóioła, jak jd póde.
Tak un posed zardz za ów. uOjcem i przysed dó słuchalnice i
wyspowiadał die. A kśiądz zaraz ' przyniós pana Jezusa i jak go jćno
pozół, tak Św. uOćiec wyrwdl nóz, có go midł przi sobie i przebiół
gO; zeby juz zarńz do nieba posed po ty spowiedżi. Tak tćn djebdł
przylećidł i straśnie śie zgniówdł; jak wżiąn tego trupa^ jak nim
rznąn uo te słuchalnice, tó śie jaz w kawdłki uozlećiała i powiedżidł:
„Ty krentdcu Syksta — jesceś przesed Chrysta! ale po-
ckśj; jak j& ćie ki^y dostane'' i ućiyk.
Znowa jedćn ucół śie na kśiędza i był u jednego biskupa. A tćn
biskup midł w jednćm pokoiku, có tam nik dó niego nie chodźiół, ró-
żne cśmokśięzkie kśiązki. Tak raz tón biskup posed na śpacyr, a za-
pomniał se wżiąś klucyka. Ną juśói tćn tam zarśz posed, przepatrzół
sitko i wżiąn ze sobom trzy ndjw&zniójse kśiązki i choć juz trzy razi
był wyświęcany wystąpiół.
Tak posed dó brata, có juz był zćniaty; ale rdz tón brat kaśi
posed, a ta bratowd tez wysła. Tak un cćm pilni zamkuąn drzwi, wy-
biół dżiure w dylak, postawiół na ni becke bez dna, a pod tómi dy-
lami była piwnica. Dopiero jak zacąn z tyk kśiązek cytać, tak śie
moc djebłów nazlatowało, a un im kdzdł do te becki pełno piniędzi
nasypać. Ale jak juz zacon citać, tó nie śmidł przerywać, boby go
byli djebli zabiyli. Tak śie nazlatowało moc djebłów z workami, bo
ni mogli nijako pełno do ty becki nasuć.
Ale we drzwiak było takie małe uokićnko, a un se go zapó-
mnidł zatkać. Tak ta bratowd przychodżi, a tu zamknięte, patrzi bez
tó uokićnko, a tu śie ji zdaje, ze un śiedżi na środku i ze md skórę
uoberzniętd z plćc i z głowy i naprzód spuscond. Tak polećiała cćm
pilni po kśiędza. Eśiądz przised i uodśćigdł djebłów, ale tćn taki był
zły, ze mu przeskodżiyli, có mało tego kśiędza i te bratowy nie
uśmierćiół.
Ale go powołali do wojska, bo ze wśi pisali, ze straśnie zgra-
bny; ale un jak zased, tak śie przemieniół, ze głowa była nizi ple-
ców, a nogi śie pouobracały naprzód piętami. Tak im straśnie dżiwno
było, có tó takiego, ze z domu pisom, ze un taki zgrabny, a un taki.
I zamkli go i morzyli go głodem, zeby śie przyzndł bez có tó tak.
Tak patrzom rdz przez spare, a tu un taki piekniutćńki lezi, dopićro
uotwićrajom cćm pilni drzwi, ale un śiejćno porwdł ze żiómie i mię-
dzi nik zamićsdł i juz taki krzywy był, jak i pićrwi. Tak jak juz ni
mogli ś nim nic poradżić, tak go wypędżiyli.
Dopićro un sed ku Babi-górze, a citdł z tyk kśiązek; tak wy-
sed z Babie-góry taki starusek, zaprowadżiół go do środka, pokdzdł
mu sitkie złota i srybra i powiedżidł mu: dej mi pokój i nie citd}
tyk kśiązek; tó za rok i seś niedźićl ći tó sitko ddm. Tak un przestdł
62.
(363)
1 posed zaś ku Tatrom i zaś citńł. Dopi.^ro znowa wysed starnsek i
dó środka go wprowadżiół i sićkie skarby mu pokiz&ł i zaśpionych
królów polskik, wojska i sitko có jćno tam było i nobiecil ma tó dać;
jak jóno przestanie z te kśiązki citać — i wyprowadżiół go.
Ale nn zaś posed ku Babi górze ; przysed na noc do jednego
domka i znowa zacon citać z tyk kśiązek; ale tó było w noci, a nn
se mało nabrśł światła. A tćlo śie djebłów naziatowało, có ani śie ni
mogli w ty stancyi pomieśćić. Tak juz miił prawie dokóńcać^ jaz ta
światło zgasło ; dopićro ći djebli skocili na niego^ uokropnie go zbiyfi,
nogi mu połimali i uoci wydubali, kśiązki mu wżićni i ućiekli; a jego
tak dostawiyli.
(Zdarzenie to, które miało zajść przed 15 laty^ uważają za praw-
dziwe^ i mówią, że pamiętają tego człowieka).
Miała jedna matka dżićwke i paśićrbice, i krzicała straśnie na
te paśićrbicc; ze nic nie robi, jćno jć w doma. Tak je wyśćigida
z chałupy, kśzała ji zbićrać jagody w żimie, jak śnićg był. Ta sła i
prośiyła Boga, zeby tćz mogła tyk jagód nazbiórać. I jaJc sła, tak ji
śnićg ginąn pod nocami. Jnśći zesła śie z jednćm dżiadkićm, a tćn
dżiadek śie ji pytd: „ka idżies?" bo straśnie płakała. A nna mówi,
ze na jagody. I un ji pedżiił, ze idze, idż! Zesła śie z drugim. Zaś
śie ji pytó: ka ty idżies? — Na jagody! — Ną i tćn dżiadek posed
ś niom i śnićg zginąn i były jagody, bo tó był P4n Jezus^ a tamtón
piórsi, tó był Pietr-Paweł.
Tak skoro nazbićrała tyk jagód^ tak śie ji pyt4 P4n Jezus:
„Nie słabyś ty sć mnom na suzł>e? bedżies mi uobsługowała kotka i
pieska". Tak una uodpedżiała, ze cćmu nie? póde. Tak ususyła tć ja-
gody, a potćm gotowała. Tak dśł ji P. Jezus jedne kaske, a kdzśł ji
gotować na kotle. Juśći ugotowała ś nie pełny koćioł, dała pieskowi
i kotkowi i jesce sama miała doś. I suzyła rok; tak śie ji P. Jezus
pytA: „Ną pódżies juz teriz dó tć swoje matki?" Una pedżiała: a ju-
śći muse iś, bo któ wić, có uni ta robiom. Tak śie ji P. Jezus pytś:
„Ną cóz kces za te zdsługe?" Ną cóz jd mira przeklasować (przebić-
rać), có nu dićie, tó wezne. Tak je zajón do jedne izby i k&z4ł se
ji wybrać skrzynie, ktorś kce. Tak una wżićna jedne z krają, nd-
brzydsd. Potćm zaprzągnąn ji tćn dżiadek, có śie pićrwi śnim zesła,
kotka i pieska i odwióz ji na mieśce te skrzynie.
Juśći una potćm zaźn^a do te skrzynie, bo myślała, ze próżni,
a tam było sićko, có kćiała: łachy, piniądze i t. d. Juśći potćm ta
matka wyśćigała swoje córkę na suzbe, kie ta tćlo przyniesła. Tak ta
dżićwka sła, a klóna na te matkę, cego una je wyśćigała, a nie pa-
śićrbice. I potkała śie z tćm pićrsim dżiadkićm (Pietrem-Pawełem).
Tak un śie je pytś: „ka idżies dżićwce?" — „E! có śie mie ta py-
tis; ka ide, tó ide!^ — Ale potćm pedżiała, ze idżie na suzbe. Juśći
potćm ji pedżiił: „Ną idze, idż; tó ta nijdżies gazdę, có bedżies u
63.
(263)
niego suzyć^. Sła uod tego dżiadka, ale straśnie klćna. I zesła śie
znowa z tćm drugim dżiadkićm. Tón śie ji pytft: „ka ty dżiewcyno
idżies?" — Una pedżiała: „kak śie zabrała t<5 ide!" Dopićro nn óie
ji pytd: „A nie słabyś ty s6 mnom na suzbe?" — Ną cegózbym nie
sła; póde. — Nie bedżies mi nic robić, jóno pieskom i kotkom da-
wać jeś.
Tak posła. I dś,ł ji jedne kaske; ale ji nic nie przybywało, bo
klćna, jćno tćla śie ugotowało, có było. Juśći wysłużyła rok, ale tć
pieski jćno tyło jadły, có ji z łyżki upadło. Tak śie ji P. Jezus pytA:
Cóz kces za tó? — A una: „E, dyćem tu za darmo nie suzyła; dej-
ćie mi tak, jak i tamty". Zawiód je ku tym skrzyniom; tak wybić-
rała, wybićrała i wżićna nśpieknićjsś. Tak ji zaś te skrzynie odwie-
źli. Ta matka zaźićr& dó te skrzyni cćmprędzi, a tam było pełno ga-
dów i róznyk brzydkik dżwićrząt i urwały ji głowę; a potćm i ta
skrzynia znikła i ni mii^a nic za tćn rok.
Było dwok bratów; jedćn bićdny, a drugi bogaty. Tak posł&ł
tćn bićdny do tego bogatego, zeby mu d&ł có zjeś, bo ni miś.ł nic.
Ale un mu nie dś,ł nic. Pojechśł un do łasa i postawiół kónie w chra-
śći, a un stanąn za jedlicom. A tam dali była takś. skarbonka, a un
tam patrzy, a tu idżie dwaśćia zbójników. Ną i un patrzy za nimi.
Zaśli kn ty skarbonce, a tćn ndstarsi sed na przodku i powiadś, ty
skarbonce: „uotwórz śie" i uotwarła śie; tak powłażili sisci, un zaś
gśrdd: „sazami, zawrzyj śie"; zawarło śie i pobyli tam na kwilę,
a tćn patrzół z za te jedlice. I znowa ztamtela powychodżiyli i pośli.
A tćn tam zardz polećiśł i mówi: „sazami uotwórz śie".
I tó śie uotworzyło i wl&z tamok. I zaś mówi: „sazami zawrzyj
śie". A tam było sićkiego doś. Wżi%n un pićniędzi z workićm i wy-
wlók do pola. Znowa śie jesce rśz wróćiół i wżiąn jesce jedćn worek.
I potćm powiadi: sazami zawrzyj śie. I zawarło śie i un posed po kó-
nie; wewalół tó sióko na wóz i pojechał dó doma. Słozół ćicbo z ba-
bom i posed dó uogrodu dołu kopać na tć piniądze schować.
A ta baba straśnie była rada wiedżieć, kielo tó tyk pićniędzi
i posła do tego bogatsego po ćwierć. Uni śie je pytajom: có bedżie-
ćie mierzić? — E, mdm jaw scypte popiołu i radabyk przemierzić.
Tak przylepiyli na spodźie wosku i dali ji. Zalećiała i mierzi tć pi-
niądze. Zmierzóła i uodniesła znowa ćwierć, a tam śie przylepióf je-
dćn talar. Tćn bogaty zariz posed dó niego: skądeś ty tćlo pićniędzi
wżiąn, cóś je ćwierćiom mierzół? Tćn mu uopedżi&ł, kany był i skąd
tćlo pićniędzi wżiąn.
Skoro nazajutrz, tćn bogaty tam zar4z pojech&ł, choć miś.ł sić-
kiego doś. Zajechśrł i stanąn, a tu słysy „sazami uotwórz śie"^
*) Porównaj nr. 36.
64
Digitized by
(264)
a tó wychodżiyli zbójnici ztamtela. Jak wyśli, zaś mówiom: „sazami
zamknij śie". uOdeśli uodróbke, a tón tam posed i zaś tak g&dś.
Jak śie mu uotworzyło, tak widz i gśdd: „zawrzyj śie!" — i za-
warło śie. Tón śie przypatrzy, a tu tólo pióniędzi i sićkiego i zab&cył
se uo tóm, ze trzeba gddać: „sazami uotwórz śie". Nabrśł z je-
dnóm workióm i powiądł: jęcmieniu uotwórz śie; — uorkisu
uotwórz śie; — ale śie mu uie kćiało uotworzyć. Potćm st^ a zba-
cowśrł se, ale ni móg zbśx5yć. Pomyślił se, jak zbójnici bedom wlażić,
tó ]& buchnę na tego, có pódżie na przodku, tó śie przewyrtnie, a ji
ućiekne. Ną i ći wiązują, a tćn buchnąn na tego nś«starsego, ale ći
poprzyskakowali i złapali go i zabiyli go i uozdżielili go na śtyry cę-
śći i na kazdom stróne pokładli. Tak zaś tam powłażiyli i śiedżieli.
A tu jego zóna góniyła dó tego bićdnićjsego , ze ji chłopa nie
widać. Tak nazajutrz pOjechś»ł tćn bidny jesce tamok, gdżie un śie tó
podżiś«ł, có go nie widać. Zajech&ł, a tu na każdym rogu odróbka
jego ćiała. Wżion tó, pozbićr&ł do wozu i jedżie tęgo naz&d dó domu.
A ta baba prędko polećiała na Ićki do japtyki^ zeby tó nie wiedżieli,
ze ji chłopa zabiyli, jćno, ze umar.
Tak potćm udała, ze ji mąz umar i pośli po jednego sewca i
zawiązali mu uoci, zeby go sywdł tamok. Tak przywiedli go i uod-
wiązali mu uoci; jak pozsyw&ł, zaś mu zawiązali i wywiedli go, zeby
nie wiedżiał, ka un tó był. I zrobiyli mu pogrzćb, tak, jak zeby umar.
Ale ći zbójnici mówią: „E — tó tu jesce muśi być któśi dó tego,
có tó ćiało wżiąn". A ną juśći posłił tćn nśstarsi zbójnika, zeby sed
sukać, któ tó ćiało wżiąn. Tćn zased do tego sewca, có tego zabitego
sywił i pytś, śie go, jeżeli nie wić, kany by tu umarły był. A un po-
wiadd, ze na jednćm mleścu sywAł, ale ka, tó nie wićm, bom miał
uoci zawiązane. Tćn mu zawiązał uoci, pośli uoba i prawie w tó mie-
śce trefili. Ną i tćn napisdł znak krydom nade drzwiami, ze jesce
w tćm mieścu jes tćn, có im chodżi dó te skarbonki. I mieli przyś,
ze go tó zabijom. I posed nazdd ku zbójnikom.
Tak liazajutrz zabrali śie sisci iś do tego; tak przyśli, a tu po
sićkik dómach takie znaki som, a tó ta jego baba takie znaki popi-
sała, zeby śie nie dowiedżieli. Pyti śie tćn nństarsy, w ktorćm tó
mieścu, a un padń: )& nie wićm, bo jś* na jednćm mieścu takie na-
pisał, a tu sendy takie jes. Tak tćn zabiół zar&z tego zbójnika. Wró-
ćiyli śie nazad. Tak śie sś.m tćn ndstarsi zabrś«ł, ze un śie ta dowić,
jak pódżie. Przysed, znalaz i uwazół se, w ktorćm tó mieścu i posed.
Tak ći zbójnici porobiyli se wory i powłażiyli tak, ze jćno mo-
gli górom oddychać i mieli tam noże przy sobie, cóby jćno uozpruć.
A tćn nśiStarsi tak udaw&ł, ze tó uoliwom kupci. Wżiąn, zajechał i
słozół ich w uogrodżie przy tćm dómu. I powiedżiił im tak, ze jak
bede uoknćm do was kamycki rzucdł, tó jćno uozprujćie, a przyleććie
dó mnie na pómoc. A un śie posed pytać uo nocnik, cóby go prze-
nocowali. Ta baba wiedżiała, ze uni ik kcą zabić, ale go i tak prze-
nocowała.
(265)
Skoro óie zmrocyło i una ni miała cóm ówiććić i mydli se tak:
e, kie ta w uogrodżie jes uoliwa, tó póde i wezne. Posła do tego
uogrodu, Dą a tu śie nodzyw&: „fnet ta bedżie?" — Una zmiarko-
wała^ có tó i mówi : bedżie fnet. I z każdego worka śie ji tak pytało.
Ale nakóniec trefiła na tón worek^ có midł w nim uoHwe. Wżióna
8ićk& te oliwe; wlńla na koćioł i warzy. I tak je uwarzyła^ có juz
jóno nie wrzała. Wżióna i posła do tego uogrodu i kazdómu wlńła tómi
dżiurami te uoliwy do gęby, có zslt&z poumierali. Tón śie potćm uo-
budżiół i rzuci na nik do uogrodu kamiónie. I myśli se: pewnie
usnęli; tak wyskocół i leći do uogrodu; patrzi^ a tu sendy jóno uo-
liwa śmierdżi i pomyśl&ł se tak^ ze pewnie śie uoliwom stali; kiejek
ik za uoliwe wióz. Poleći&ł do te swoje skarbónki; a ci ik rano po-
chowali tam w tćm uogrodżie.
Za niedugo sprawiół tón zbójnik bal. Bo myślał; ze jak uni tam
przydą, to ik zabije. I uni uoboje pośli. Tak tćn zbójnik daje ji śklśn-
ke herbaty, a ta baba go zarńz poznała. Ale una nie kćiała pić, jćno
mówi : niek pśn pićrwi pije i un pije, a ta wyjóna nóz^ buch w niego
i zabiyła go. I uodtąd se chodżiyli uoboje do te skarbónki, bo juz
sitkik zbójników zgładżiyli.
(Dalszy ciąg nastąpi w Tomie VL).
Digitized by
Digitized by
Google
Digitized by
Google
Digitized by
Google
Digitized by
Google
Digitized by
Google
Digitized by
Google
Digitized by
Google